Spacer szlakiem Stiega Larssona zaczynamy od pętli autobusów 40 i 66 [1] na wyspie Reimersholme. Przykro mi, inne wycieczki planowałem tak, żeby początek wypadał na jakiejś stacji metra. Ta jedna będzie się zaczynała w miejscu, do którego metro nie dojeżdża, jest tylko kiepski dojazd autobusem (od końca lat 60.).
Warto odbyć tę "pielgrzymkę", bo jest to klucz do zrozumienia prozy Larssona. Millennium napisał tutaj i tutaj właśnie ów cykl wymyślił. Z Reimersholme - a zwłaszcza z mostu Västerbron, którym stąd prowadzi najkrótsza droga na północ - zobaczymy większość miejsc, gdzie rozgrywa się akcja trylogii.
Reimersholme
Dzielnica z kiepskim dojazdem to tania dzielnica. A Stieg Larsson, trzeba o tym pamiętać, nigdy nie zobaczył fortuny, jaką przyniosły jego powieści. Życie autora Millennium w Sztokholmie nie było tak dostatnie, jak życie redaktora Blomkvista, a nawet życie Lisbeth Salander - nie mówiąc już o mecenasie Bjurmanie.
Wyprawa na Reimersholme pozwoli więc nam się wczuć w sytuację człowieka, którego nie do końca stać na Sztokholm. To nie dla nas są te wszystkie restauracje na nabrzeżu, nie dla nas jest Hilton przy Slussen (baza ekipy filmowej Davida Finchera), nie dla nas jest bar, gdzie Salander podsłuchuje Nilsa Bjurmana. Polskiemu turyście akurat wyjątkowo łatwo będzie się wczuć w sytuację Stiega Larssona, patrzącego na to piękne i potwornie drogie miasto z wyspy Reimersholme!
Przeprowadzka tutaj była dla Larssona wielkim życiowym krokiem naprzód. Najdalej idącym i - jak się, niestety, okazało - ostatnim. Gdy przyjechał do Sztokholmu z Uppsali, zamieszkał na północnym przedmieściu Järva. Larsson przebywał tam w warunkach zbliżonych do tego, co w innych krajach Europy nazywamy squatem, czyli we wspólnym mieszkaniu z innymi działaczami radykalnej lewicy.
Dopiero na Reimersholme zamieszkał na osiedlu typu HSB ("Hyresgästernas sparkasse - och byggnadsförening"), czyli z grubsza odpowiedniku naszej spółdzielni mieszkaniowej. Oczywiście w takim sensie, w jakim szwedzka socjaldemokracja to odpowiednik naszej. W Szwecji te spółdzielnie to autentyczny oddolny ruch, pozwalający zamieszkać w stolicy komuś, kto nie zarabia fortuny w bankowości.
Sięgając Absolutu
Wyspa raczej nie jest polecana w typowych przewodnikach po Sztokholmie, ale nie pożałujemy tej wycieczki. Poza wswpaniałymi widokami na miasto znajdziemy tu jeszcze coś, co będzie bliskie sercu każdego turysty. Jesteśmy w miejscu narodzin legendarnej wódki Absolut!
Niestety, docenienie tego faktu wymagać będzie od nas sporego wysiłku wyobraźni. Po gorzelni niewiele zostało. Przemierzając Reimersholme, zauważymy jednak, że mieszkalne bloczki HSB dzielą się na trochę starsze, przypominające z grubsza estetykę Bauhausu, i trochę młodsze, w stylu powojennego modernizmu. Te młodsze, na południu wyspy, wybudowano już po zamknięciu gorzelni i na tym osiedlu wypatrzymy jeszcze jej ostatnie pozostałości, elegancko (bardzo po szwedzku) wkomponowane w przestrzenny plan osiedla.
Osiedla na wyspie Reimersholme powstały na terenach dawnych fabryk
Gorzelnia ma bezpośredni związek z tym, dlaczego pojawił się tutaj Larsson (a więc - dlaczego właśnie tutaj powstała trylogia Millennium, a więc - dlaczego jej akcja dzieje się właśnie w odległych budynkach widocznych z tych bloków). Nie, nie chodzi o pociąg Larssona do kieliszka, tylko o ceny nieruchomości.
Tanie poprzemysłowe grunty na peryferyjnej wyspie już w latach 30. zaczęli skupować spółdzielcy mieszkaniowi, żeby budować tutaj niedrogie robotnicze osiedla. Po ostatecznym zamknięciu gorzelni wykupili jej tereny. I tak zamieszkał tu Stieg Larsson.
Absolut Rent Brännvin
Do 1913 r. Reimersholme nie leżało w administracyjnych granicach Sztokholmu. Nawet pobliski Södermalm był wtedy jeszcze stosunkowo słabo zasiedlony. Wykorzystał to Lars Olsson Smith, założyciel Absolutu, który wybudował tutaj gorzelnię, omijając tym samym miejski monopol na gorszą i tańszą wódkę.
Nawet abstynent zauważy dziwaczny stosunek Szwedów do alkoholu. Z jednej strony godzą się oni na bardzo surowe przepisy regulujące jego sprzedaż i straszliwe podatki wliczane w cenę - proszę sobie wybić z głowy pomysły takie, jak zamówienie kieliszka wina w restauracji (można za to z turystycznej ciekawości spróbować "wina bezalkoholowego", coś potwornego - lokalna ciekawostka).
Z drugiej strony, Szwedzi szukają każdego pretekstu, żeby od tych swoich przepisów uciec. Choćby w postaci wyprawy promem gdziekolwiek poza swoją jurysdykcję. W wersji mikro dla mieszkańców Sztokholmu Lars Olsson Smith proponował wyprawy łodzią na swoją wyspę, gdzie mogli się upić tanio i smacznie, a potem jeszcze zdążyć do domu na kolację.
W XX w. gorzelnia podupadła. Smith umarł, wyspę przyłączono do Sztokholmu, potem zaś monopol i tak przyjął rozmiar ogólnopaństwowy. Jednak sama nazwa "Absolut Rent Brännvin" ("absolutnie czysta wódka") ocalała. Szwedzi zresztą do dzisiaj używają eufemizmu "rent" albo "renat" na określenie wódki, co się doskonale tłumaczy na nasze staropolskie "czysta oczywista".
Tymczasem w Millennium
To bardzo charakterystyczne, że akcja Millennium nigdy nie przenosi się na tę wyspę. Salander wędruje tutaj tylko raz - myślami.
Akcja pierwszego tomu zostawia bohaterkę w momencie, w którym wprawdzie jej życie nadal jest mocno nieuporządkowane, ona sama raczej samotna (w klasycznym znaczeniu tego słowa, bo, jak się okazuje, ma jednak całkiem sporo przyjaciół - w tym takich, o których istnieniu nic jej nie wiadomo) i ogólnie nieszczęśliwa. Ale przynajmniej bogatsza niż na początku, dzięki fortunie skorumpowanego biznesmena Wennerströma.
Zobaczmy, jak ten przypływ gotówki opisuje sam Larsson: "Jedną z pierwszych rzeczy, jakie Lisbeth zrobiła, gdy nagle weszła w posiadanie ogromnej sumy pieniędzy i tym samym stała się finansowo niezależna do końca życia (albo tak długo, na ile mogą wystarczyć niecałe trzy miliardy koron), było znalezienie nowego mieszkania. Kupno mieszkania było dla niej nowym dos?wiadczeniem" (Larsson 2009b: s. 84-85).
Salander rozważa zakup mieszkania właśnie na tej wyspie, bo wydaje jej się to opcją tanią i rozsądną. Opisuje mieszkanie bardzo podobne do mieszkania samego Larssona: "Jedno z nich znajdowało się przy Vindragarvägen na Reimersholme", (...) było jasnym czteropokojowym mieszkaniem w wieżowcu z widokiem na wyspy L?ngholmen i Essingen" (Larsson 2009b: s. 85).
To byłby wybór rozsądny z ekonomicznego punktu widzenia. Salander jednak w końcu przypomina sobie, że jest bardzo bogata. Nie chce być sąsiadką Larssona, chce być sąsiadką Blomkvista. Autor oboje swoich bohaterów umieścił w modnej dzielnicy Södermalm. Tam w końcu Salander kupuje bardzo drogie mieszkanie, bo ją na to stać.
Södermalm
Nacieszywszy się Reimersholme - cóż, starałem się opisać wyspę możliwie najciekawiej, ale jednak to po prostu zadbane blokowisko z ładnymi widokami i resztkami gorzelni - udajmy się na Södermalm. Prawdę mówiąc, nie mamy innego wyjścia, stąd prowadzi tylko jedna droga, przez tylko jeden most.
Zaraz po jego przekroczeniu możemy odczuwać pokusę skręcenia w lewo, w stronę tych pięknych widoków, które widzieliśmy z Reimersholme. Most Västerbron wabi nas przez wyspę L?ngholmen na wyspę Kungsholmen. Słusznie spodziewamy się, że jeśli pójdziemy w tę stronę, czekają nas fantastyczne widoki. Rzeczywiście, z mostu, a także z nadbrzeża Söder Mälastrand, Sztokholm wygląda wyjątkowo pięknie.
Widok z mostu Västerbron na wyspę Kungsholmen
Cóż, zrozumiem tych z państwa, którzy porzucą teraz szlak Stiega Larssona i pójdą po prostu rozkoszować się chwilą na moście. I tak koniec tej trasy wypada właśnie na Kungsholmen ([M] Fridhemsplan). Możemy teraz rozdzielić wycieczkę i spotkać się na tej stacji za parę godzin.
Mellqvist Kaffebar
Szlakiem Larssona, którym on często naprawdę szedł, skręcamy jednak w przeciwnym kierunku i zmierzamy do głównej alei Södermalm, Hornsgatan. Ta nazwa już powinna zabrzmieć znajomym rezonansem w uszach czytelników trylogii. Tą ulicą bokser Paolo Roberto ściga porywaczy Miriam Wu, przy niej mieszkał adwokat Holger Palmgren, dobroduszny poprzednik wrednego Bjurmana, na tej ulicy wreszcie Salander zobaczyła Blomkvista w towarzystwie Eriki Berger, co wybiło jej z głowy rojenia o romantycznym finale pierwszego tomu. To ostatnie spotkanie miało miejsce przy Hornsgatan 78, koło Mellqvist Kaffebar [2] - kawiarni występującej parokrotnie w książkach i istniejącej w rzeczywistości. W tej kawiarni bardzo chętnie Blomkvist umawia się na spotkania.
W rzeczywistości chętnie robił to także Stieg Larsson, gdyż w tej samej kamienicy na pierwszym piętrze mieściła się dawna redakcja antyfaszystowskiego magazynu "Expo". Potem magazyn przeniósł się do lepszej siedziby na Kungsholmen - gdzie trafimy pod koniec tej wycieczki - w starej nie miał nawet porządnej sali konferencyjnej.
Nad barem mieściła się redakcja "Expo"
Do kawiarni zaglądamy na podwójne espresso, które zwykle wypijał Larsson. Jeśli chcemy spędzić ten dzień tak, jak on, powinniśmy żywić się śmieciowym i niezdrowym żarciem oraz pić strasznie dużo mocnej kawy. I powinniśmy być cały czas w biegu, nie możemy więc u Mellqvista rozsiadać się na dłużej.
Załóżmy, że mamy właśnie do czynienia z typowym dniem z życia Larssona, który jako antyfaszystowski działacz ciągle musiał się z kimś spotykać i kogoś zapraszać na jakąś wspólną akcję. Spotkanie u Mellqvista - zaliczone. W biegu pędzimy dalej Hornsgatan.
McDonald (Slussen)
Od Kaffebaru na wschód trasa naszej wycieczki zaczyna się pokrywać z trasami wycieczek szlakami Blomkvista i Salander. Hornsgatan doprowadza nas do wielkiego węzła komunikacyjnego Slussen, Hiltona, w którym mieszkali amerykańscy filmowcy przygotowujący Dziewczynę z tatuażem i pnącą się stromo pod górę w kierunku powieściowej siedziby redakcji magazynu "Millennium" Göttgatan. Ale jesteśmy, przypominam, zabieganym Larssonem. Nie mamy czasu ani zdrowia na wspinaczkę po Göttgatan. Nie mamy czego szukać w Hiltonie. Zwyczajem Larssona wpadamy za to do McDonalda [3], w którym często bywa także Salander. I biegniemy dalej na wschód, znów opuszczając strefę wyobraźni Larssona, a wchodząc w jego zabiegane życie.
Za McDonaldem idziemy wzdłuż Katarinavägen. Trasa wypada nam trochę naokoło, ale droga na skróty wymagałaby ostrej wspinaczki pod górę. W okresie pisania Millennium Larsson już cały czas odczuwał skutki niehigienicznego trybu życia (dlatego redaktor Blomkvist ciągle uprawia jogging - Larsson nie miał czasu na bieganie, więc zlecał to zadanie postaci fikcyjnej). Dlatego na naszym miejscu wybrałby trasę nieco dłuższą, ale niewymagającą wspinania się na morenę nadającą Södermalm unikalny charakter.
Kafe 44
Idąc po płaskim, dochodzimy do miejsca, w którym Katarinavägen odbija w głąb lądu i przechodzi w Renstiernas Gata. Na pierwszym rogu skręcamy w Tjärhovsgatan. Tutaj pod nr. 46 natrafimy na inną kawiarnię, Kafe 44 [4].
Nazwa zdradza historię lokalu. Zaczęło się od opuszczonej fabryki kapsli, Kapsylen, na sąsiedniej posesji. Na początku lat 80. zajęli ją punkowcy i anarchiści, urządzając squat, który do dzisiaj jest ośrodkiem lewicowej kultury alternatywnej. Stieg Larsson wpadał tutaj uzgadniać z anarchistami działania antyfaszystowskie.
Tutaj znów zatrzymujemy się na kawę, albo na jakiś wegetariański lunch. To jedna z niewielu pamiątek lewicowego Sztokholmu sprzed 30 lat, która dotrwała do dzisiejszych czasów w miarę niezmieniona. Możemy tu kupić lewicową literaturę, czasopisma, płyty, wieczorem być może zobaczyć jakiś występ albo koncert (uwaga: w poniedziałki nieczynne; program imprez sprawdzać po prostu na www.kafe44.org).
Z urbanistycznego punktu widzenia miejsca takie, jak Kaffe 44 odgrywają paradoksalną rolę prekursorów gentryfikacji, która je w końcu zabija. Najpierw mamy zaniedbaną dzielnicę przemysłową, gdzie pojawiają się zdesperowani młodzi artyści, gotowi mieć widok na ruiny fabryki, byle był to widok z okien taniej i przestronnej pracowni. Za artystami przychodzą wegetariańskie knajpy, awangardowe teatry i sklepy dla didżejów. Potem przychodzą deweloperzy, urządzający w ruinach eleganckie lofty i stawiający nowoczesne budynki biurowe dla agencji reklamowych. A potem następni deweloperzy stawiają już apartamentowce i biurowce ogólnego przeznaczenia. Po młodych artystach ślad już wtedy zaginął: wynieśli się na jeszcze dalsze peryferie - tam jeszcze stać ich na tanie i przestronne pracownie.
Kaffe 44 powstało w czasach, gdy Södermalm był jeszcze zaniedbaną dzielnicą przemysłową. Dotrwało do czasów Södermalm modnego, drogiego i zgentryfikowanego trochę tak, jak osiedle mieszkaniowe na Reimersholme. Po pierwsze dzięki temu, że leży jednak trochę na uboczu - nie w samym sercu Södermalm Blomqvista i Salander. A po drugie, dzięki temu, że od początku całe przedsięwzięcie zaprojektowano z polityczną świadomością, iż kapitalizm będzie wywierać różne naciski - i osiedle mieszkaniowe, i kolektyw Kafe 44, działają jako spółdzielnie.
Nawet gdyby do tutejszych anarchistów przyszedł deweloper z propozycją sprzedaży nieruchomości za grube pieniądze - rozmowa byłaby ciężka i wymagała najpierw komercjalizacji spółdzielni. Kto wie, może kiedyś kolektyw się wyprowadzi, ale na razie jest tam, gdzie był w czasach powstawania Millennium.
W drodze do Svandammsvägen
Załatwiwszy nasze antyfaszystowskie sprawy, wracamy do metra, ale nie tą samą trasą. Teraz będzie bardziej z górki. Po prostu idźmy dalej Tjärhovsgatan, aż znajdziemy się w samym sercu...
(fragment)...
.
.
.
Całość dostępna w wersji pełnej