Szkoła magicznych zwierząt. Tu straszy! - Margit Auer, Nina Dulleck

Kup ebooka

31.00 zł
24.80 zł (24,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ahoj, przygodo!

Szkoła Winterstone

Całkiem normalna szkoła. Całkiem normalna?

No, prawie. Kryje się w niej pewna tajemnica...

Panna Cornfield

Nauczycielka w szkole Winterstone. Czasem bywa dość zasadnicza, ale bardzo lubi swoich uczniów. I dobrze wie, który z nich akurat potrzebuje pomocy...

Pan Mortimer Morrison

Właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami, które potrafią mówić. Pan Mortimer też ma swoje magiczne zwierzę: zuchwałą srokę Pinkie.

Autobus pana Morrisona

Pan Morrison jeździ nim po całym świecie i zbiera magiczne zwierzęta.

Ashanti, czarna mamba, i Leonardo, pręgowiec

Dwa spośród bardzo wielu gadających zwierzaków ze sklepu z magicznymi zwierzętami. Każde z nich najbardziej marzy o tym, by spotkać człowieka, który będzie do niego idealnie pasował.

A to ci szczęściarze!

Ida i Benni dostali swoje magiczne zwierzęta jako pierwsi:

Ida i lis Rabbat

Trudno powiedzieć, które z nich jest sprytniejsze. Ida powiedziałaby pewnie, że ona, bo Ida zawsze wszystko wie najlepiej...

Benni i żółwica Henrietta

Wszystkowiedząca Henrietta uwielbia nocne przygody. A Benni? Benni też!

A to dopiero początek! W klasie panny Cornfield kłębi się już całe zoo!

Te dzieci znalazły już najlepszych przyjaciół na dobre i na złe:

Jo i pingwin Juri

Jo podoba się chyba wszystkim dziewczynom. Rankami długo przesiaduje w łazience. Więcej czasu na poranną toaletę potrzebuje tylko Juri - ale on kąpie się w szkolnym stawku...

Czoko i dzikan rzeczny Pepperoni

Nierozłączni jak papużki, zwłaszcza gdy w zasięgu wzroku pojawia się czekolada...

Anna-Lena i kameleon Caspar

Z Casparem u boku nieśmiała Anna-Lena przeszła niezwykłą metamorfozę...

Eddie i nietoperzyca Eugenia

Magiczna nietoperzyca, która czasem mówi gwarą, troszczy się niezmiennie o niezdarnego Eddiego. Dzięki niej Eddie coraz rzadziej potyka się o własne stopy...

Helena i kocur Karajan

Klasowa jędza i kocur arystokrata z Paryża - nikt nie mówił, że będzie łatwo. Choć najpierw zawsze pokazują pazury, potem zwykle mruczą łagodnie jak dwoje kociąt.

Silas i krokodyl Rick

Silas o wiele za często otwiera za szeroko buzię. Tak samo jak Rick paszczę! Przyjaciele z pazurem.

Finja i koala Sydney

Wrażliwa Finja nie czuje się już samotna, od kiedy jest z nią koala Sydney, która tak pięknie pachnie cukierkami przeciwkaszlowymi...

Yannik i szympans Tingo

Yannik nie potrafi spokojnie usiedzieć na lekcji. Ale jego magiczny szympans Tingo umie go przykleić do krzesła! Odkąd są razem, Yannik lepiej sobie radzi.

Franka i szczur Cooper

Franka ma dystans. Dystans do szkoły, dystans do koleżanek i kolegów, dystans do zabawy. Ale jest ktoś, przy kim Franka mięknie: to superhipermegazdystansowany szczur Cooper!

Maks i sowa Muriel

Maks nosi przezwisko Profesorek, bo jako klasowy prymus po prostu wie wszystko. No, prawie wszystko. Resztę wie Muriel.

Hatice i foka Mette-Maja

Dzięki uroczej foce o imieniu Mette-Maja Hatice, która dotąd bała się wody, dziś czuje się w niej jak ryba! A raczej jak... foka!

Henry i lampart Leander

Henry mieszka w ogromnej willi z ogromnym basenem i dostaje ogromne kieszonkowe. Ale jego magiczny lampart jest bezcenny!

Ronja i psi włóczęga Tofik

Ta para najchętniej włóczyłaby się przez cały dzień, a wieczorami siedziała mocno przytulona do siebie...

Lothar i kangur William

Lothar jest najmniejszy w klasie, ale dzięki Williamowi skacze najdalej ze wszystkich!

Zack i jeżozwierz Zeki

Zack potrafi być czasem bardzo szorstki. Ale podobnie jak jego mały jeżozwierz Zeki ma bardzo miękkie serduszko...

Luna i sokół Salim

Miłość od pierwszego wejrzenia: ze swym dumnym sokołem wędrownym Luna przez cały czas fruwa w siódmym niebie!

Katinka i flaming Polly

W każdym dziecku jest coś z bohatera - od kiedy Katince towarzyszy Polly, wytworna samica flaminga, Katinka o tym dobrze wie!

Anthony i świnka morska Margarita

Anthony nade wszystko kocha piłkę nożną, ale jeszcze bardziej kocha swoją świnkę morską, przebojową Margaritę.

Elisa i wilczyca Silver

Włóczęga po lesie z dziką wilczycą u boku to dla Elisy największe szczęście na świecie.

Miriam i wyrak Fitzgeraldo

Miriam to najlepsza przyjaciółka Idy, ale mieszka w innym mieście. Z łasuchem Fitzgeraldo u boku nie jest już samotna.

Oliver i kogut Kid Early

Oliver uwielbia pędzić przez miasto na rowerze z kogutem na kierownicy. Tego duetu nie da się zatrzymać!

Tyle zwierząt, tyle dzieci...

Ciekawe, kto będzie następny.

- Nie pamiętam, kiedy ostatnio spotkaliśmy jakieś magiczne zwierzę - zaskrzeczała Pinkie, wskakując na pokrywę silnika. - Tak dawno nigdzie nie wyjeżdżaliśmy...

- Już nie przesadzaj - wymamrotał Mortimer. - Przecież dopiero co wróciliśmy z gór. Kid Early jest u Olivera od niedawna. - Pan Morrison wyciągnął rękę, żeby Pinkie mogła na niej usiąść.

Właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami wyglądał teraz jak sokolnik spacerujący ze swoim skrzydlatym drapieżcą. A przecież Pinkie była tylko zwykłą sroką. Co prawda bardzo miłą. Wdrapywali się właśnie na niewielki pagórek. Autobus zaparkowali za miastem.

- Faktycznie, dawno tu nie byliśmy. - Mortimer rozejrzał się wokół. Jesienią szczególnie trudno było mu przychodzić w to miejsce. - Mam nadzieję, że Mary zadbała o grób - powiedział cicho, patrząc na żelazną bramę prowadzącą na cmentarz.

- Owszem, nawet wczoraj tu była - odparła Pinkie.

- Co? - Mortimer zatrzymał się gwałtownie. - Wczoraj? - Przełknął ślinę.

- Tak, widziałam ją przy grobie waszej mamy - odparła Pinkie. - Nadłożyłam trochę drogi i przeleciałam nad cmentarzem, kiedy wybierałam się do Leonarda, żeby mu przypomnieć o wieczorze gier i zabaw. Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego właściwie pręgowce nie potrafią zapamiętać, kiedy jest poniedziałek? To przecież takie proste! Poniedziałek to ten dzień, w którym Ida i Rabbat po weekendzie znowu idą do szkoły! - Pinkie odchyliła głowę do tyłu i przespacerowała się po przedramieniu Mortimera. Jak uczeń, który punktualnie o ósmej jest już w klasie. Potem sroka rozpostarła błyszczące skrzydła i odfrunęła.

Mortimer szedł dalej jakby nigdy nic. Przedwieczorna cisza sprawiała właścicielowi sklepu z magicznymi zwierzętami dużą przyjemność.

Pinkie czekała na niego na najbliższej ławce.

- Jaki prześliczny zachód słońca - rozmarzyła się i przytuliła się do Mortimera, który zajął miejsce obok towarzyszki.

Przed nimi rozciągała się cudowna panorama miasta. Widać było wieżę ratusza, miejski park z mnóstwem krętych ścieżek, dach szkoły Winterstone, a całkiem niedaleko także cmentarz.

Nagrobki wyglądały jak pierniki, które ktoś powtykał w ziemię. Za parkową ławką rósł las, a przez jego środek przepływał strumyk. Wszystko spowijał złoty blask zachodzącego słońca.

- Położyła kwiaty na grobie Catherine. Stokrotki. - Pinkie przysunęła się do Mortimera jeszcze bliżej. - I troszkę płakała.

Mortimer w milczeniu patrzył w dal.

- Fajnie, że pooglądałeś tamte stare zdjęcia. - Pinkie dziobnęła go lekko w bok. - Ale mogłeś na mnie poczekać! - Pokręciła głową z dezaprobatą. - A powiedz mi, było wśród nich to zdjęcie twojego taty, jak mu wycięliśmy ten numer z majtkami? Pamiętasz? Wyciągnęłam mu pasek ze szlufek i nagle opadły mu spodnie! Mała Mary zrobiła mu wtedy zdjęcie w samych majtkach!

Wybuchnęli śmiechem. Oboje pamiętali tamten moment - jakby to było wczoraj.

Po chwili Mortimer spoważniał.

- Mama byłaby szczęśliwa, gdyby mogła nas zobaczyć. - Posadził sobie Pinkie na kolanach i ją pogłaskał. - No dobra, ta historia z Mary i Jamesem mogłaby jej się nie spodobać. Ale to, że Mary uczy w szkole, do której chodziła jako mała dziewczynka, i że ja przywożę tam dzieciom magiczne zwierzęta - z tego na pewno by się cieszyła!

Pinkie skwapliwie pokiwała głową.

- Catherine byłaby z was bardzo dumna! I ja też jestem dumna. - Sroka zeskoczyła z kolan Mortimera i wzbiła się w ozłocone słońcem wieczorne niebo.

Mortimer ruszył za nią.

Podążali skrajem lasu, słuchając szmeru wody w strumyku. Drzewa rzucały długie cienie.

- Och! - Pinkie wylądowała Mortimerowi na rondzie kapelusza. - Ty też to słyszysz? - Sroka uniosła dziób. - Ho, ho!

Przystanęli na drewnianym moście i nasłuchiwali.

- Co takiego? - spytał Mortimer. - Szum?

Pod mostkiem chlupotał strumyk. Czekali.

- Coś gada! - wyszeptała Pinkie.

Nie ruszali się z miejsca.

- Kurczaki, teraz przestało! - Pinkie gapiła się na las jak sroka w kość. A potem ich uszu znowu dobiegło to samo: przekleństwa, chlupot, krzyk.

- Nie mam ochoty sama sobie łapać ryb - pomstował ktoś. -Jestem inna niż wy! Nie jestem zwykłym leśnym zwierzątkiem! Czy ktoś to wreszcie zrozumie?

Coś zabulgotało i zachlupotało. Potem rozległo się ciche mlaskanie.

- Ości, wiecznie te okropne ości!Mortimer i Pinkie uśmiechnęli się do siebie. Oboje czuli, że zaraz się coś wydarzy.

- Chciałabym raz zjeść coś innego, a nie zawsze tylko pstrągi! - Złorzeczenia nie ustawały. - Chlebek bananowy! Chipsy! Serek! - Niewielkie zwierzątko z ogonem w czarno-szare prążki przedzierało się przez poszycie lasu. Miało biały pyszczek i czarną maskę - to był szop pracz! Zwierzątko, zobaczywszy Mortimera, wzięło się pod boki. - A cóż wy się tak na mnie gapicie, durne szczyle? Szopa pracza nie widzieliście? Szapoklap!

Durne szczyle wybuchnęły śmiechem.

Szop pracz wystraszył się nie na żarty.

- Wwwy... wwwy... rozumiecie, co mówię? - wyjąkał zdumiony. - Och... prze... przepraszam! - A potem, ledwie trzy sekundy później, przygaszone dotąd oczy leśnego zwierzątka rozbłysły. - Rozumiecie, co mówię? - Zwierzątko powtórzyło z niedowierzaniem. - Marzyłam o tym przez całe życie! Że spotkam kogoś, z kim będę mogła porozmawiać! - Spojrzała na Pinkie. - Mam na imię Annabell.

- Dzieńdoberek! - zaświergotała Pinkie. - Jakie masz ładne łapki!

Jedna była biała, druga czarna.

- Dziękuję! - roześmiała się Annabell.

Pan Morrison się ukłonił.

- Państwo pozwolą, Morrison. Mortimer Morrison, właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami. Rozumiem, co mówisz, moja towarzyszka Pinkie również - powiedział, zdejmując sobie Pinkie z kapelusza.

- No więc - Annabell odkaszlnęła - z tym łowieniem ryb to nie do końca tak. Oczywiście, że potrafię się super o siebie zatroszczyć, jestem dzielną dziewczynką, bardzo zaradną, nikt mi niczego nie... - Annabell nagle zaczęła mówić znacznie szybciej niż przedtem.

Mortimer Morrison ukląkł i pociągnął nosem. Samiczka szopa pracza pachniała igłami jodły.

- Przecież my to wszystko wiemy! - Pan Morrison puścił oko do Annabell. - Oczywiście, że świetnie sobie radzisz. A mimo to czasami ci się wydaje, że znalazłaś się w niewłaściwym miejscu, prawda?

Annabell skwapliwie pokiwała głową.

- Te drętwe sarny - wyrwało jej się. - Jak tylko chcę z nimi pogadać, uciekają. A ptaki! Jaki one robią hałas! - Zwróciła się w stronę gęstego lasu. - Dramat!

Mortimer się uśmiechnął.

- Chcesz dołączyć do nas? Wracamy do mojego sklepu z magicznymi zwierzętami. Mieszka tam wiele innych zwierząt, z którymi będziesz mogła porozmawiać. W spiżarni mam owoce, a w zamrażarce paluszki rybne. A wieczorem czytam zwierzętom bajki na dobranoc!

- Oooooooch! - Annabell uśmiechnęła się od ucha do ucha. W jej czarnych oczach igrały małe, złote iskierki. - To brzmi superancko, oczywiście, że chcę z wami iść! Ilu was tam jest? Ja wcale nie potrzebuję dużo miejsca!

W trójkę ruszyli w drogę powrotną. Byli przeszczęśliwi!

Annabell kicała obok Mortimera. Pinkie ponownie zasiadła na rondzie kapelusza.

- No więc tak: jest niedźwiedź polarny Murphy - zaskrzeczała sroka. - Smaży pyszne naleśniki. Jest dwanaście surykatek. To prawdziwe ancymony. Lubią się gimnastykować i wszędzie kopią dziury. - Pinkie zachichotała. - I są jeszcze piaskówki. Jak zaśpiewają, zatęsknisz za ptaszkami w lesie.

- Oj tam, oj tam - burknął Mortimer.

Dotarli do parkingu, gdzie stał czerwony autobus z napisem:

SKLEP Z MAGICZNYMI ZWIERZETAMI.

Zdziwiona Annabell przyglądała się świecącym literom, podrygującym to w górę, to w dół.

- Dlaczego nigdy o was nie słyszałam?

- Być może dlatego - zaczęła Pinkie - że do tej pory nie byłaś przy ulicy Pod Wieżą? I... bo nic o nas nie piszą w gazetach? Bo sklep z magicznymi zwierzętami to wielka tajemnica?

- Tajemnica... - wyszeptała z zachwytem Annabell. - To coś dla mnie!

- W takim razie się pakuj! - zawołał Mortimer Morrison i otworzył drzwi od strony pasażera.

Annabell jednym susem znalazła się na wytartym skórzanym fotelu. Mortimer przypiął ją pasem.

Gdy autobus, terkocząc, zmierzał w stronę domu, Annabell bombardowała swoich gospodarzy pytaniami:

- Gdzie będę spała? Co robicie przez cały dzień? Mogę pomagać surykatkom kopać dziury? Macie w ogrodzie strumyk? Mogłabym poprowadzić? - Stukała w deskę rozdzielczą, kręciła wszystkimi gałkami radia, otwierała i zamykała schowek.

- W życiu cię nie wpuszczę za kierownicę! - roześmiał się Mortimer. - Do tego trzeba mieć prawo jazdy! A tak na marginesie, u nas woda płynie z kranu, nie ze strumyka.

- Szapoklap! - zdziwiła się Annabell. - Muszę to zobaczyć! - Kręcąc korbką, opuściła szybę. - Ho, ho! To ja, Annabell! - Wystawiła głowę na zewnątrz i pomachała do jakiegoś rowerzysty, który tak się zdziwił, że aż stracił panowanie nad kierownicą. - Niedługo zrobię prawo jazdy!

Pinkie chichotała na cały głos i o mało nie fiknęła koziołka z zagłówka fotela.

- Wszystko po kolei, Annabell!

Mortimer zahamował na czerwonym świetle.

- Świat ludzi działa inaczej niż świat leśnych zwierząt. Najpierw musisz przyswoić sobie kilka zasad. Ale nic się nie martw, wszystkiego cię nauczymy.

Zapaliło się zielone, więc ruszyli. Mortimer i Pinkie opowiadali o szkole Winterstone, o pannie Cornfield i o klasie, w której uczyła.

- Jeśli będziesz miała szczęście, trafisz do jednego z dzieci. Wiele dzieciaków ma tam magiczne zwierzęta. Są dla nich najlepszymi przyjaciółmi na świecie!

Annabell ze zdumienia aż otworzyła pyszczek.

- Serio?

Pinkie z przekonaniem pokiwała głową.

- Jest tam Ida, która mieszka ze swoim lisem Rabbatem. Benni ma żółwicę, która nazywa się Henrietta. Potrafią ze sobą rozmawiać!

- Naprawdę? - Podekscytowana Annabell skubała pas bezpieczeństwa.

- Stopniowo poznasz ich wszystkich - obiecał Mortimer Morrison, włączył kierunkowskaz i skręcił w ulicę Pod Wieżą.

- A kto wie, może niedługo któreś dziecko będzie potrzebowało twojej pomocy! - zaskrzeczała Pinkie.

- Być może - potwierdził Mortimer. - Ale powoli, wszystko po kolei.

Właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami zatrzymał się przed szarym budynkiem z czerwonymi okiennicami.

Annabell czym prędzej rozpięła pas, mimo że silnik jeszcze nie zgasł, otworzyła drzwi i wyskoczyła na zewnątrz.

Powoli? Wszystko po kolei? Coś takiego nie leżało w jej naturze!