Tytuł oryginału:
Die Schule der magischen Tiere. Wilder, wilder Wald!
Copyright text and illustrations ? 2020 by Carlsen Verlag GmbH, Hamburg, Germany
Originally published in the German language by Carlsen Verlag GmbH
Copyright ? 2024 for the Polish edition by Wydawnictwo Debit
Copyright ? 2024 for the Polish translation by Agata Janiszewska
(under exclusive license to Wydawnictwo Debit Sp. z o.o.)
Ilustracje: Nina Dulleck
Litografie: Margit Dittes Media, Hamburg
Wydawczyni: Joanna Walczak
Redakcja: Aleksandra Pietrzyńska
Redakcja techniczna: Barbara Brożyna
Korekta: Marta Stasińska
Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji
w jakiejkolwiek postaci bez uprzedniej pisemnej zgody właściciela praw jest zabronione. Informacji udziela Wydawnictwo Debit.
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło.
A jeśli ją kopiujesz, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
ISBN 978-83-8057-856-2
Wydawnictwo Debit Sp. z o.o.
ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice
Zapraszamy do księgarni internetowej na naszej stronie:
www.wydawnictwo-debit.pl
www.facebook.com/WydawnictwoDebit
www.instagram.com/wydawnictwodebit
Ahoj, przygodo!
Szkoła Winterstone
Całkiem normalna szkoła. Całkiem normalna?
No, prawie. Kryje się w niej pewna tajemnica...
Panna Cornfield
Nauczycielka w szkole Winterstone. Czasem bywa dość zasadnicza, ale bardzo lubi swoich uczniów. I dobrze wie, który z nich akurat potrzebuje pomocy...
Pan Mortimer Morrison
Właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami, które potrafią mówić. Pan Mortimer też ma swoje magiczne zwierzę: zuchwałą srokę Pinkie.
Autobus pana Morrisona
Pan Morrison jeździ nim po całym świecie i zbiera magiczne zwierzęta.
Ashanti, czarna mamba, i Leonardo, pręgowiec
Dwa spośród bardzo wielu gadających zwierzaków ze sklepu z magicznymi zwierzętami. Każde z nich najbardziej marzy o tym, by spotkać człowieka, który będzie do niego idealnie pasował.
A to ci szczęściarze!
Ida i Benni dostali swoje magiczne zwierzęta jako pierwsi:
Ida i lis Rabbat
Trudno powiedzieć, które z nich jest sprytniejsze. Ida powiedziałaby pewnie, że ona, bo Ida zawsze wszystko wie najlepiej...
Benni i żółwica Henrietta
Wszystkowiedząca Henrietta uwielbia nocne przygody. A Benni? Benni też!
A to dopiero początek! W klasie panny Cornfield kłębi się już całe zoo!
Te dzieci znalazły już najlepszych przyjaciół na dobre i na złe:
Jo i pingwin Juri
Jo podoba się chyba wszystkim dziewczynom. Rankami długo przesiaduje w łazience. Więcej czasu na poranną toaletę potrzebuje tylko Juri - ale on kąpie się w szkolnym stawku...
Czoko i dzikan rzeczny Pepperoni
Nierozłączni jak papużki, zwłaszcza gdy w zasięgu wzroku pojawia się czekolada...
Anna-Lena i kameleon Caspar
Z Casparem u boku nieśmiała Anna-Lena przeszła niezwykłą metamorfozę...
Eddie i nietoperzyca Eugenia
Magiczna nietoperzyca, która czasem mówi gwarą, troszczy się niezmiennie o niezdarnego Eddiego. Dzięki niej Eddie coraz rzadziej potyka się o własne stopy...
Helena i kocur Karajan
Klasowa jędza i kocur arystokrata z Paryża - nikt nie mówił, że będzie łatwo. Choć najpierw zawsze pokazują pazury, potem zwykle mruczą łagodnie jak dwoje kociąt.
Silas i krokodyl Rick
Silas o wiele za często otwiera za szeroko buzię. Tak samo jak Rick paszczę! Przyjaciele z pazurem.
Finja i koala Sydney
Wrażliwa Finja nie czuje się już samotna, od kiedy jest z nią koala Sydney, która tak pięknie pachnie cukierkami przeciwkaszlowymi...
Yannik i szympans Tingo
Yannik nie potrafi spokojnie usiedzieć na lekcji. Ale jego magiczny szympans Tingo umie go przykleić do krzesła! Odkąd są razem, Yannik lepiej sobie radzi.
Franka i szczur Cooper
Franka ma dystans. Dystans do szkoły, dystans do koleżanek i kolegów,
dystans do zabawy. Ale jest ktoś, przy kim Franka mięknie:
to superhipermegazdystansowany szczur Cooper!
Hatice i foka Mette-Maja
Dzięki uroczej foce o imieniu Mette-Maja Hatice, która dotąd bała się wody, dziś czuje się w niej jak ryba! A raczej jak... foka!
Henry i lampart Leander
Henry mieszka w ogromnej willi z ogromnym basenem i dostaje ogromne kieszonkowe. Ale jego magiczny lampart jest bezcenny!
Maks i sowa Muriel
Maks nosi przezwisko Profesorek, bo jako klasowy prymus po prostu wie wszystko. No, prawie wszystko. Resztę wie Muriel.
Luna i sokół Salim
Miłość od pierwszego wejrzenia: ze swym dumnym sokołem wędrownym Luna przez cały czas fruwa w siódmym niebie!
Lothar i kangur William
Lothar jest najmniejszy w klasie, ale dzięki Williamowi skacze najdalej ze wszystkich!
Ronja i psi włóczęga Tofik
Ta para najchętniej włóczyłaby się przez cały dzień, a wieczorami siedziała mocno przytulona do siebie...
Zack i jeżozwierz Zeki
Zack potrafi być czasem bardzo szorstki. Ale podobnie jak jego mały jeżozwierz Zeki ma bardzo miękkie serduszko...
Katinka i flaming Polly
W każdym dziecku jest coś z bohatera - od kiedy Katince towarzyszy Polly, wytworna samica flaminga, Katinka o tym dobrze wie!
Anthony i świnka morska Margarita
Anthony nade wszystko kocha piłkę nożną, ale jeszcze bardziej kocha swoją świnkę morską, przebojową Margaritę.
Tyle zwierząt, tyle dzieci...
Ciekawe, kto będzie następny.
Przemierzali tropikalną dżunglę przy wtórze turkotu kół.
- Bardzo to było śmiałe, tak wdawać się w bójkę z pięcioma małpami. - Pośladki Mortimera podskakiwały na siedzeniu autobusu. - Pięcioma!
Pinkie przefrunęła przez kabinę.
- Ukradły nam kanapki! - syknęła. - Pyszny chlebek z rybką! Przez otwarte okno! Tak nie można!
Sroka miała na głowie przekrzywiony turban. Mortimer Morrison za pomocą chusteczki w kratkę opatrzył niewielką ranę swojego magicznego zwierzęcia. Pinkie wyglądała teraz niczym jakiś mędrzec ze Wschodu.
- Podrapały mnie i pobiły! - Oburzona sroka aż się nastroszyła, a jej turban zakołysał się niebezpiecznie.
- Nooo, ale twój ostry dziób też im dał popalić - wtrącił właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami. - Tyle że nie mogłaś wygrać tej bitwy. Pięciu na jednego, po prostu bez szans.
Jak na jakiś tajny sygnał Mortimer i Pinkie obrócili się do tyłu, gdzie drzemała niewielka małpka - wyrak. Ich nowy towarzysz podróży po prostu wskoczył do autobusu w samym środku bitwy o kanapki. Przedstawiciel najmniejszych małpiatek rozciągnął się wygodnie, a w łapkach trzymał kanapkę z rybą!
Mortimer i Pinkie nie mieli jeszcze pewności, czy wyrak jest magicznym zwierzęciem. Rezolutne stworzonko patrzyło na nich tak, jakby ich rozumiało, ale jak dotąd nie odezwało się ani słowem.
- Poczekajmy - zaskrzeczała sroka. - Jeszcze skłonimy tego typka do mówienia.
Mortimer i Pinkie od dwóch tygodni podróżowali po wyspie Borneo. Spacerowali po plażach, wspinali się na szczyty gór i pływali łodzią. Mortimer zażywał kąpieli w gorących źródłach i jak zwykle rozglądał się w poszukiwaniu magicznych zwierząt. W tutejszej dżungli można było spotkać ptaki, nosorożce, niedźwiedzie, a nawet karłowate słonie. Mimo to autobus wciąż był niepokojąco pusty.
Pinkie przefrunęła na tył, a nowy pasażer, wyraźnie znudzony, obrócił głowę w bok. Jego sterczące uszka przypominały małe, miękkie różki. Wyrak sprawiał wrażenie zmęczonego albo po prostu cieszył się, że nie będzie już miał uciążliwych małp za sąsiadów. A może wolał mieszkać z ludźmi?
- Głowa mi pęka! - Pinkie znowu wylądowała na kolanach Mortimera. - I chce mi się jeść! Taka dobra kanapka się zmarnowała!
Ponieważ jego towarzyszka wyglądała na naprawdę zrozpaczoną, Mortimer zdjął jedną rękę z kierownicy i pogłaskał srokę.
- Biedactwo! Dobrze, że zaraz pospieszyłem ci z pomocą. Co też sobie o nas pomyśli Mary, kiedy wrócimy do domu tacy pokiereszowani? Mam nadzieję, że rany szybko się zagoją. - Mortimer wyjął ze schowka kilka kromek chrupkiego chleba i podał je sroce.
Sam też dorobił się paru zadrapań, ale postanowił, że zachowa ten fakt dla siebie.
Sroka rozkruszyła chleb dziobem.
- Zupełnie bez smaku!
- Masz rację! - roześmiał się Mortimer. - Porozmawiajmy o czymś innym! Pojedziemy skrótem, zgoda?
Pinkie skinęła głową i właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami skręcił w prawo. Jego pośladki natychmiast znowu zaczęły podskakiwać na fotelu i nawet wyrak musiał się przytrzymać siedzenia długimi palcami. To już nie była droga, a prawdziwe leśne wertepy! A las był ciemny i dziki...
Było czwartkowe popołudnie. Elisa wyszła z salonu fryzjerskiego Elfrida, w którym mama Idy obcięła jej włosy i zrobiła zielone pasemka. Po drodze Elisa przez cały czas zerkała w wystawowe okna i podziwiała swoją nową fryzurę.
Rozdział 1 Czarne chmury przy ulicy Miodowej
Dziewczynka energicznie otworzyła drzwi do kuchni. Pani Bergeramo siedziała przy stole i piła kawę. Spojrzała na swoją córkę i osłupiała.
- Co ty masz na głowie?
Elisa zatrzymała się speszona.
- Nie podoba ci się? - wyjąkała. - Ja tylko chciałam...
- Nie o to chodzi, Eliso. - Mama zerwała się z krzesła. - Wiesz przecież! Nie stać nas na takie ekstrawagancje! - Energicznym krokiem przemierzała kuchnię tam i z powrotem. - Naprawdę cienko u nas z kasą. Ledwie mi się udało zebrać pieniądze na twój obóz!
Elisa przeciągnęła dłonią po włosach. Zwykle związywała swoje ciemne loki w koczek na czubku głowy albo spinała je klamrą. Ale nie dziś. Włosy miała teraz wycieniowane i ułożone. Jeszcze minutę temu Elisa czuła się jak księżniczka.
- Ale to nic nie kosztowało - zaczęła się bronić. - Mama Idy, pani Kronenberg, chciała wypróbować coś nowego, a ja byłam jej modelką.
- Aha, skoro tak... - Pani Bergeramo umilkła. Oparła się o parapet i wyjrzała przez okno. - Przykro mi, kochanie. Ja tylko... - Pokręciła głową. - Wczoraj wieczorem miałam jeszcze stówę w portfelu. A dziś już tylko monety. Nie wiem, co się dzieje. - Usiadła przy kuchennym stole. - Ładnie ci w tej nowej fryzurze. - Na twarzy pani Bergeramo pojawił się zmęczony uśmiech. - Dużo masz na jutro zadane?
- Ujdzie - odparła krótko Elisa. Wetknęła zeszyty pod pachę i pospiesznie wyszła z kuchni. W korytarzu przejrzała się w lustrze. - Głupie włosy, głupi pomysł - mruknęła i dwiema klamrami podpięła zielone kosmyk.
Usiadła przy biurku i otworzyła zeszyt do geografii. Na jutro była zapowiedziana klasówka. Nauczycielka, panna Cornfield, dała im do rozwiązania testy.
Elisa zamrugała. Nie umiała się uczyć, kiedy było jej smutno. A mama od razu wyskoczyła do niej z pretensjami! Dziewczynka przetarła dłonią oczy. Czy mama naprawdę sądzi, że Elisa szasta pieniędzmi, których mają teraz tak mało? Nigdy by tego nie zrobiła!
Mieszkali we troje przy ulicy Miodowej 12: Elisa, jej starszy brat Marvin i ich mama, Paola Bergeramo. Tata wyprowadził się kilka lat wcześniej, Elisa rzadko go widywała.
Po rozwodzie zawiązali we trójkę pakt, że zawsze będą się trzymać razem.
Paola Bergeramo pracowała jako pielęgniarka i często miała nocne dyżury. Wtedy Elisy pilnował Marvin. Był od niej sześć lat starszy. Kiedy Elisa przestraszyła się ciemności albo dziwnych hałasów, brat opowiadał jej zabawne historyjki. Kiedy bolał ją brzuch, robił jej herbatę owocową. A ponieważ szkoła Marvina mieściła się ledwie kilka ulic dalej niż Winterstone, czasami rano wychodzili razem z domu. Przynajmniej kiedyś tak było.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy wiele się jednak zmieniło. Podniesiono im czynsz, więc mama Elisy musiała ciężko pracować, żeby na niego zarobić. Brała w szpitalu nocne dyżury, bo lepiej za nie płacili. Tyle że potem w ciągu dnia była wykończona.
Marvin zaś praktycznie nie bywał w domu, pewnie za przyczyną paczki, z którą się ostatnio nieustannie spotykał. Cały czas gdzieś łaził ze swoimi nowymi kumplami. Przesiadywali pod szkołą Winterstone, na przystanku autobusowym i w parku, wykrzykując do przechodniów głupie teksty. Willego Wondraszka, woźnego ze szkoły Elisy, nazywali "faciem z miotłą". Pani Bergmann, nauczycielce WF-u, nadali przezwisko "niunia od fikołków". Elisa uważała, że to złośliwe.
Lubiła chodzić do szkoły, lubiła koleżanki i kolegów, i wszystkich nauczycieli. Najbardziej zaś lubiła wychowawczynię, pannę Cornfield.
Panna Cornfield pochodziła ze Szkocji i była najmilszą i najmądrzejszą nauczycielką, jaką można było sobie wyobrazić.
Dzyń-dzyń! - rozległ się dzwonek u drzwi.
Po twarzy Elisy przemknął uśmiech, bo domyśliła się, kto stoi na klatce schodowej: Oli, ten nowy chłopak z jej klasy. Właściwie miał na imię Oliver, ale klasa nazywała go raz tak, raz tak.
Oliver był miły dla wszystkich i strasznie zaciekawiony miejscem, w którym się znalazł. I trudno się temu dziwić! Chodził przecież do szkoły magicznych zwierząt dopiero od niedawna. Każdego w klasie zasypywał więc co rusz pytaniami: "Jak głośno trzeba wypowiedzieć zaklęcie?", "Co by się stało, gdyby ktoś zachorował w dniu przekazania?", "Dlaczego nietoperzyca cały czas się chowa w rękawie Eddiego?".
Słuchając Olivera, Elisa za każdym razem uświadamiała sobie, jak wielkie spotkało ją szczęście: chodzi do klasy jedynej w swoim rodzaju. Bo tylko u nich w lekcjach uczestniczyły gadające zwierzęta: flaming, samica dzikana rzecznego, kangur i wiele, wiele innych. W klasie panny Cornfield było już dziewiętnaścioro magicznych zwierząt, ale jeszcze nie każde dziecko miało swojego przyjaciela. Było więc pewne, że któregoś dnia do drzwi znowu zastuka pan Morrison i przekaże komuś nowego towarzysza. Pan Morrison, czyli właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami.