Szkoła magicznych zwierząt. Na głęboką wodę! - Margit Auer

Kup ebooka

25.00 zł
20.00 zł (11,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ahoj, przygodo!

Szkoła Winterstone

Całkiem normalna szkoła. Całkiem normalna? No, prawie. Kryje się w niej pewna tajemnica...

Panna Cornfield

Nauczycielka w szkole Winterstone. Czasem bywa dość zasadnicza, ale bardzo lubi swoich uczniów. I dobrze wie, który z nich akurat potrzebuje pomocy...

Pan Mortimer Morrison

Właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami, które potrafią mówić. Pan Mortimer też ma swoje magiczne zwierzę: zuchwałą srokę Pinkie.

Autobus pana Morrisona

Pan Morrison jeździ nim po całym świecie i zbiera magiczne zwierzęta.

Ashanti, czarna mamba, i Leonardo, pręgowiec

Dwa spośród bardzo wielu gadających zwierzaków w sklepie z magicznymi zwierzętami. Jak wszystkie o niczym nie marzą bardziej niż o spotkaniu człowieka, który będzie do nich idealnie pasował.

A to ci szczęściarze!

Ida i Benni dostali swoje magiczne zwierzęta jako pierwsi:

Ida i lis Rabbat

Trudno powiedzieć, które z nich jest sprytniejsze. Ida powiedziałaby pewnie, że ona, bo Ida zawsze wszystko wie najlepiej...

Benni i żółwica Henrietta

Wszystkowiedząca Henrietta uwielbia nocne przygody. A Benni? Benni też!

A to dopiero początek... W klasie panny Cornfield kłębi się już całe zoo!

Ta dziesiątka znalazła już najlepszych przyjaciół na dobre i na złe:

Jo i pingwin Juri

Jo podoba się chyba wszystkim dziewczynom. Rankami długo przesiaduje w łazience. Więcej czasu na poranną toaletę potrzebuje tylko Juri - ale on kąpie się w szkolnym stawku...

Czoko i dzikan rzeczny Pepperoni

Nierozłączni jak bliźnięta, zwłaszcza wtedy, gdy w zasięgu wzroku pojawia się czekolada...

Anna Lena i kameleon Caspar

Z Casparem u boku nieśmiała Anna-Lena przeszła niezwykłą metamorfozę...

Eddie i nietoperzyca Eugenia

Magiczna nietoperzyca, która bardzo śmiesznie mówi, wzięła pod swoje skrzydła Eddiego. Teraz Eddie rzadko już potyka się o własne nogi...

Helena i kocur Karajan

Szkolna złośnica i szlachetny kocur - nic dziwnego, że to wybuchowy duet! Potrafią pokazać pazurki, ale zaraz potem znowu słodko mruczą jak dwa małe kociaki...

Silas i krokodyl Rick

Silas o wiele za często otwiera za szeroko buzię. Tak samo jak Rick paszczę! Przyjaciele z pazurem.

Finja i koala Sydney

Wrażliwa Finja nie czuje się już samotna, od kiedy jest z nią koala Sydney, która tak pięknie pachnie cukierkami przeciwkaszlowymi...

Yannik i szympans Tingo

Yannik nie potrafi spokojnie usiedzieć na lekcji. Ale jego magiczny szympans Tingo potrafi go przykleić do krzesła! Odkąd są razem, Yannik lepiej sobie radzi.

Franka i szczur Cooper

Franka ma dystans. Dystans do szkoły, dystans do koleżanek i kolegów, dystans do zabawy. Ale jest ktoś, przy kim Franka mięknie: to superhipermega zdystansowany szczur Cooper!

Maks i sowa Muriel

Maks nosi przezwisko Profesorek, bo jako klasowy prymus po prostu wie wszystko. No, prawie wszystko. Resztę wie Muriel.

Tyle zwierząt, tyle dzieci...

Ciekawe, kto będzie następny.

Mortimer Morrison, właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami, był bliski wybuchu.

W autobusie na oparciu fotela siedziały dwa nabuzowane szpaki.

- Kto pierwszy spadnie, ten przegrywa! - zachichotał jeden i skoczył w lewo.

- I to będziesz ty - zaćwierkał drugi, zrobił unik i zamachnął się dziobem.

Piaskowce siedziały w plastikowej torbie i śpiewały piosenki, ale nie razem, w chórze, tylko każdy solo. Powstała z tego dzika mieszanina dźwięków.

Dwie rybitwy białoczelne bawiły się w berka, a bernikla obrożna i ostrygojad zwyczajny od kilku godzin spierały się o to, które z nich jest piękniejsze.

- Och, jak cuuudoooownie mieć takie długie, szczupłe, czerwone nogi! - Ostrygojad paradował w tę i we w tę z dumnie uniesioną głową.

- Czy wspominałam już o tej genialnej plamce na mojej szyi? - klekotała bernikla obrożna. - Wygląda jak półksiężyc!

Nawet Pinkie, magiczna sroka pana Morrisona, powoli miała dosyć.

- Uszy mnie już bolą od tego jazgotu! - skarżyła się. - Chodź, szefie, zmywamy się stąd.

Sroka postukała dziobem w boczną szybę. Za oknem iskrzyło się Morze Północne. Po niebie płynęły białe obłoki.

Mortimer Morrison zmarszczył czoło. Chyba nie powinien zostawiać magicznych zwierząt samych. Ale perspektywa godzinnego spaceru po wybrzeżu, tylko przy wtórze szumu wiatru i fal, była naprawdę kusząca. Skierował autobus na parking.

- Nie naróbcie żadnych głupot, zrozumiano? A ty ich pilnuj! - Wycelował palcem wskazującym w berniklę obrożną, która dumnie wyciągnęła do góry szyję.

Mortimer Morrison otworzył drzwi od strony kierowcy i wziął głęboki wdech. Och, jakże pięknie pachniało słone morskie powietrze! Pinkie z ulgą wyfrunęła z samochodu.

Z każdą chwilą bosej wędrówki po piasku Mortimerowi Morrisonowi stopniowo powracał dobry nastrój. Między palcami stóp czuł ziarenka piasku, a przed jego oczami rozciągał się zasolony pas wybrzeża.

- Poszukamy jeszcze innych magicznych zwierząt? - rzucił do Pinkie, podnosząc z ziemi garść morszczynu, w którym odkrył maleńkiego morskiego ślimaka. - I co, mały, potrafisz gadać? - Właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami połaskotał go po brzuchu.

Ale ślimak nie odpowiedział, więc pan Morrison pomaszerował dalej.

- Jeśli dołączy do nas jeszcze więcej magicznych zwierząt, autobus pęknie w szwach - stęknęła Pinkie. - A poza tym: ten harmider! - westchnęła dramatycznie. - Pomyśl o swoich nerwach. I moich!

Mortimer Morrison uśmiechnął się pod nosem. Pinkie też raczej nie była wcieleniem spokoju, a on sam ponad wszystko kochał zwierzęta, zwłaszcza zaś magiczne. I dlatego nie miał serca odmówić pięknemu srebrzystemu stworzeniu, na które natknął się chwilę później.

Mimo że Pinkie z dezaprobatą kręciła głową, wziął tłuściutką mieszkankę morza pod pachę.

- I jak tam? - Pan Morrison delikatnie pogładził po głowie swoją nową przyjaciółkę. - Nie boisz się długiej podróży autobusem? Nie? - Uśmiechnął się. - No to w drogę!

- Za pięć minut spotykamy się koło zjeżdżalni! - Panna Cornfield zaklaskała w dłonie. Plan na dziś: pływanie!

Był gorący letni dzień. Od dłuższego czasu powietrze stało całkiem nieruchomo. Cóż mogłoby być teraz piękniejszego od pluskania się w wodzie?

Wszyscy niecierpliwie czekali na kąpiel z magicznymi zwierzętami. No, prawie wszyscy.

Dwadzieścioro troje dzieci z klasy panny Cornfield popędziło do przebieralni. Jedna dziewczynka powlekła się za nimi noga za nogą.

W tym czasie dwanaścioro magicznych zwierząt rozglądało się wokół z zaciekawieniem.

Żółwica z Karaibów.

Lis z Norwegii.

Pingwin z Antarktydy.

Dzikan rzeczny z Senegalu.

Kameleon z Madagaskaru.

Nietoperzyca z Tatr.

Kocur z Paryża.

Krokodyl z Florydy.

Koala z Australii.

Szympans z Tanzanii.

Szczur z Londynu.

Sowa z Aten.

Wszystkie pochodziły ze sklepu z magicznymi zwierzętami pana Morrisona. Wszystkie znalazły w klasie panny Cornfield przyjaciela na całe życie. Ale żadne z nich nie było nigdy wcześniej na odkrytym basenie. Znały tylko potoki, rzeki, jeziora i morza.

Żółwica Henrietta nie dała już rady ustać na brzegu. Zanurkowała w baseniku dla dzieci, między niemowlakami i przedszkolakami.

- Och, jak tu cieplutko - ucieszyła się, kierując się w stronę fontanny w kształcie grzybka. - Jak na Karaibach!

Krokodyl Rick odprowadził ją zaciekawionym spojrzeniem.

- Czy są tam również pyszne okonie? - Rozdziawił paszczę i kłapnął w powietrzu kilka razy.

Kocur Karajan z obrzydzeniem odwrócił głowę.

- Mon Dieu! - poskarżył się z wytwornym francuskim akcentem. - Ależ mu cuchnie z paszczy! Silas powinien mu kupić gumę do żucia!

- Znam lepszy sposób. - Rick wyszczerzył zęby.

Na swoich krótkich, zielonych krokodylich nóżkach podreptał do najbliższego basenu i wśliznął się do wody. Ponad nim panie w czepkach kąpielowych energicznie machały kończynami. Rick musiał się naprawdę dobrze pilnować, żeby ich nie chapnąć za palce u stóp.

Karajan pokręcił głową i poszukał zacienionego miejsca w krzakach.

Pierwszy przebrał się Silas. Dostrzegł w basenie Ricka, szczupakiem rzucił się do wody, lądując między nobliwymi paniami w czepkach kąpielowych, i chwycił oniemiałego krokodyla pod pachę.

- On jest z plastiku - prychnął w stronę oburzonych pań, wynurzywszy się z powrotem na powierzchnię.

Jak dobrze, że magiczne zwierzęta potrafiły obracać się w kamień: gdy patrzył na nie ktoś obcy, udawały zwyczajne zabawki. Tej sztuczki nauczył je pan Morrison, właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami.