Rozdział 1Śmiechawki i trąba lina
- Ups! O rany! Mało brakowało, a wylądowałbym w różach!
Benni zeskoczył z deskorolki.
- To było niezłe! - pochwaliła go magiczna żółwica Henrietta, wyglądając z jego szkolnej teczki. - Jeszcze parę tygodni temu na bank byś leżał.
- Na pewno nie! - zawołał Benni.
- Na pewno tak! - zachichotała Henrietta.
Mała żółwica była w nadzwyczaj dobrym humorze i paplała jeszcze więcej niż zwykle. Był poniedziałkowy poranek, tuż przed ósmą, i oboje zmierzali właśnie w kierunku szkoły Winterstone.
- Wieczorem idziemy do parku rozrywki, co nie, Benni? Widziałeś plakat koło papoteki? Mają być śmiechawki, trąba lina i cudowna chata. Zamierzam się do niej wprowadzić!
Benni zachichotał, wetknął deskorolkę pod pachę i pieszo pokonał ostatnie metry dzielące go od budynku szkoły.
- Plakat wisiał obok apteki. I to były huśtawki, trampolina i cukrowa wata.
Jego mała żółwica właśnie uczyła się czytać. I szło jej raz lepiej, a raz gorzej.
Dogoniła ich na hulajnodze dziewczynka z rudymi lokami i zadartym noskiem.
- Z drogi śledzie, pani jedzie!
Spod kółek hulajnogi posypały się drobne kamyczki. Dziewczynka wjechała wprost w szkolną bramę, co bardzo nie spodobało się woźnemu.
- Kto teraz pozamiata ten żwir?! - ofuknął ją Willi Wondraszek.
- Proszę, proszę, Ronja wyjątkowo nie spóźniła się dzisiaj do szkoły! - Głos, który wydał się nieco przemądrzały, należał do Idy. Dziewczynka ze stosem książek pod pachą pchnęła właśnie ciężkie drzwi.
- Chodź, rudzielcu! - Przez szparę w drzwiach przemknął magiczny lis Idy, Rabbat.
Benni, Ida i Ronja chodzili do tej samej klasy. I mieli tę samą wychowawczynię: pannę Mary Cornfield.
Nauczycielka czekała już w sali, wertując książkę.
- Dzień dobry - powitała całą trójkę. - Witaj, Maks - dorzuciła, gdy do klasy wszedł chłopak w okularach. Na jego ramieniu siedziała sowa, która z godnością skłoniła głowę.
W klasie było razem dwadzieścioro czworo dzieci. Dwanaście dziewczynek i dwunastu chłopców. I do tego jeszcze czternaścioro zwierząt. Magicznych zwierząt, które potrafiły mówić.
Ida i Benni uważali, że w żadnej klasie na świecie nie jest tak wesoło i ciekawie jak u nich, na pierwszym piętrze szkoły Winterstone. To właśnie ta dwójka pierwsza dostała swoje magiczne zwierzęta: lisa Rabbata i żółwicę Henriettę. Na początku zawsze nadchodziła wiadomość. Potem swoim autobusem przyjeżdżał pan Morrison, właściciel sklepu z magicznymi zwierzętami. A potem zaczynała się przygoda!
Tymczasem w klasie pojawili się już nie tylko Rabbat i Henrietta, ale także pingwin o imieniu Juri, który kołysząc się, dreptał teraz między ławkami.
Był też kameleon Caspar.
Dzikan rzeczny o imieniu Pepperoni.
Kocur Karajan i nietoperzyca Eugenia.
Krokodyl Rick i koala Sydney.
Szympans Tingo, szczur Cooper i sowa Muriel.
Była również foka Mette-Maja, na kanapie zaś drzemał magiczny lampart Leander.
Tego ranka uczniowie panny Cornfield rozmawiali tylko o jednym: o parku rozrywki. W lokalnej gazecie opublikowano duży artykuł o artystach, magikach i karuzelach, na zdjęciu widnieli muskularni mężczyźni, którzy montowali ogromny diabelski młyn.
- Karajan i ja idziemy dziś wieczorem do wróżki, żeby przepowiedziała nam przyszłość - oznajmiła Helena, podchodząc tanecznym krokiem do swojej ławki. W ręku trzymała różowy plecaczek w księżniczkowy wzór. - Na pewno kiedyś zostanę modelką. Albo aktorką! - Odrzuciła do tyłu blond włosy, a Karajan, który ocierał się właśnie o jej nogi, obrzucił ją pełnym podziwu spojrzeniem.
- Ha, ha! Powodzenia! - Silas wyszczerzył zęby, drapiąc po głowie swojego krokodyla Ricka. - Przepowiadam ci pryszcze na nosie i... ups! pałę z matmy!
Helena nie zaszczyciła go odpowiedzią, a rozgniewany Karajan odwrócił głowę.
Nikt w klasie nie cieszył się jednak na wyjście do parku rozrywki tak bardzo jak Ronja. Już dawno temu udało jej się namówić rodziców i starszą siostrę Paulę - wybierali się tam wieczorem.
- Kto idzie? - zawołała głośno. - Może spotkamy się przy samochodzikach?
Kilka rąk natychmiast powędrowało do góry, ale w tym samym momencie rozległ się dzwonek i panna Cornfield zaklaskała w dłonie.
- Park rozrywki będzie później! Na razie zobaczymy, jak wypadła klasówka z matematyki. - Rozejrzała się po klasie.
Ida i Maks, dwa klasowe mózgi, z zapałem pokiwali głowami.
Reszta dzieci wykazywała mniejsze zainteresowanie.
Panna Cornfield zaczęła rozdawać sprawdziany.
- Wypadły bardzo różnie. Niektórzy z was mają ogromne braki.
Profesorek, Ida i Franka, zgodnie z oczekiwaniami, dostali szóstki. Franka była klasowym matematycznym mózgiem numer jeden. Cała trójka promieniała.
Benni i Czoko dostali oceny dostateczne i wydawali się tym całkiem usatysfakcjonowani. Nawet przybili sobie piątkę.
Eddie z kolei dostał czwórkę. Od kiedy miał nietoperzycę Eugenię, nauka przychodziła mu znacznie łatwiej.
- Piękniaście , Eddie, piękniaście! - zaskrzeczała z satysfakcją nietoperzyca, huśtając się na lampie pod sufitem. - Tylko tak dalej!
Helena też dostała czwórkę, więc pokazała Silasowi język.
Panna Cornfield uśmiechnęła się, stając obok Yannika.
- Yanniku, jestem bardzo zadowolona z twojej pracy.
On też dostał czwórkę!
Szympans Tingo, rozparty wygodnie na kolanach Yannika, był wręcz zachwycony. Zabębnił w ławkę ołówkami, które trzymał w dłoniach.
- Super, bracie! - zawołał.
Panna Cornfield zaśmiała się i pogładziła Tinga po głowie. Nie zrozumiała tego, co powiedziało magiczne zwierzę - tylko Yannik je rozumiał - ale się domyśliła.
Następnie panna Cornfield podeszła do Ronji i spoważniała. Położyła klasówkę na ławce przed dziewczynką.
- Ronju, tak dalej być nie może. Któreś z rodziców musi to podpisać.
Na kartce widniała duża czerwona jedynka.
Ronji na chwilę odebrało mowę. Przełknęła ślinę. Jedynka? Serio? Przecież wykonała tak dużo obliczeń i tyle narysowała linii i figur - i to wszystko było źle?
Panna Cornfield przekreśliła całą pracę i dopisała: "Podstawy! Brakuje Ci podstaw!".
Ronja spuściła głowę. Jedynka na pewno nie zostanie w domu dobrze przyjęta. Może nawet rodzice nie pozwolą jej pójść do parku rozrywki?
Choć nikt tego nie zauważył, ktoś jeszcze siedział zasmucony. W ostatniej ławce. To był Lothar. Lothar Roggenthiel.
Lothar też dostał jedynkę.
I rodzice Lothara także mieli podpisać klasówkę.
A niech to!