Szkoła ćwiczeń - Ishion Hutchinson

Kup ebooka

44.00 zł
36.52 zł (29,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bartosz Wójcik

Napis w kamieniu, źródło pogłosu

Pamięci Velmy Pollard (1937-2025)i Maksa Romeo (1944-2025)

1

To taki tom, że lepsze od posłowia byłoby taneczne upamiętanie tych, których już nie ma. Z pomocą przyszłaby może barbadosko-brytyjska choreografka i poetka Safiya Kamaria Kinshasa. W 2025 roku swój występ na festiwalu literackim Lyra w Bristolu rozpoczęła bowiem od dźwięków dancehallowej piosenki jamajskiego duetu Chaka Demus & Pliers, autorskiego układu choreograficznego i od zdania rezonującego z poematem Ishiona Hutchinsona: "Poezja to komunikacja nie tylko ze zmarłymi, ale też z zapomnianymi".

Wydanie Szkoły ćwiczeń otwiera nowy rozdział historii literatury karaibskiej w polszczyźnie: oto pierwszy współczesny (niemal bieżący, bo opublikowany w oryginale w 2023 roku) zbiór wierszy autora z Jamajki w całości dostępny po polsku1*. Ale poemat Hutchinsona jest książką historyczną również dlatego, że pisarz tematyzuje m. in. pierwszą wojnę światową i przypomina o udziale w niej żołnierzy z ówczesnych kolonii brytyjskich na Karaibach. Piszę "przypomina", choć nie tylko z polskiej perspektywy słowo to może wydawać się trochę na wyrost. Hutchinson raczej wprowadza temat, zważywszy, jak mało osób w Zjednoczonym Królestwie jest świadomych obecności ochotników ze Wspólnoty Narodów - z krajów takich jak Jamajka czy Kenia - w szeregach armii brytyjskiej. Zgodnie z badaniem opinii publicznej, przeprowadzonym przed osiemdziesiątą rocznicą Dnia Zwycięstwa w Europie, tylko 24% respondentów zdawało sobie sprawę z tego, że w latach 1939-1945 wojsko brytyjskie zasilali żołnierze z Jamajki oraz Kenii2*. Mowa tu jednak o drugiej wojnie światowej, której reprezentacja w kulturze i sztuce jest bogatsza, a posiadana na jej temat wiedza ogólna - większa.

Hutchinson natomiast, urodzony w 1983 roku reprezentant pokolenia poddanego jeszcze europocentrycznej edukacji na rodzinnej wyspie, dowiedział się o wojennych doświadczeniach karaibskich żołnierzy stosunkowo późno, ale dekolonizacyjną lekcję odrobił z nadwyżką. Duża w tym zasługa poetki Karen McCarthy Woolf, która zaprosiła go do stworzenia wiersza z myślą o wydanej w 2018 roku antologii-memoriału Unwritten. Caribbean Poems After the First World War (Niezapisane. Poezja karaibska po pierwszej wojnie światowej). W stulecie zakończenia działań wojennych owe "nieopisane" czy "niezapisane" losy karaibskich żołnierzy wyobrażają sobie i wyciągają na światło dzienne (oprócz McCarthy Woolf i Hutchinsona) Jay Bernard, Malika Booker, Kat François, Jay T. John, Anthony Joseph, Charnell Lucien, Vladimir Lucien, Rachel Manley (autorka jedynego w zbiorze eseju) i Tanya Shirley.

Mówiąc o genezie Szkoły ćwiczeń, Hutchinson przywołuje wizytę w londyńskim Imperial War Museum, gdzie przeprowadził kwerendę z nadzieją na zgłębienie tematu pod kątem poetyckiego zamówienia. Czytał dzienniki, wspomnienia i listy białych oficerów, które dały mu okrojony wgląd w udział mężczyzn z Indii Zachodnich w wydarzeniach pierwszej wojny światowej (w wojsku panowała segregacja rasowa). Zapoznawał się z mapami i fotografiami, studiował podpisy, a na zdjęciach z dalekiej przeszłości rozpoznał siebie sprzed kilku lat:

W archiwum zaskoczyła mnie fotografia. Młodzi mężczyźni, wszyscy czarni, w mundurach koloru khaki, stoją albo kucają. Ich poza wydała mi się znajoma. A potem przypomniałem sobie, jak z kolegami z czwartej klasy liceum wspólnie pozowaliśmy do zdjęcia. Żołnierze, zupełnie tak jak my, wpatrywali się intensywnie w obiektyw. Ten obraz towarzyszył mi, gdy spoglądałem na archiwalne teksty - twarze mężczyzn zamazane przez czytane słowa3*.

Dodatkową inspiracją dla Hutchinsona był wers z utworu The March into Virginia Ending in the First Manassas (July, 1861) (Marsz do Wirginii, kończący się pierwszą bitwą pod Manassas [lipiec 1861]) Hermana Melville'a: "Wszystkie wojny są chłopięce i chłopcy w nich wojują"4*. Z czasem archiwa stały się, wedle słów jamajskiego poety, "częścią wewnętrznego świata [jego - B.W.] wyobraźni"5*, a autor zdecydował się odejść od materiału wyłącznie dokumentalnego. Względnie krótki wiersz School of Instruction ("Szkoła ćwiczenia", w liczbie pojedynczej) przerodził się w długi poemat, w którym tytułowa Szkoła ćwiczeń staje się nośnikiem wielości.

2

Czym jest Szkoła ćwiczeń? Aktem upamiętnienia poległych, a także weteranów, którzy po 1918 roku wrócili na wyspy na Karaibach, by - jak czytamy w kończącym poemat wierszu Napis w kamieniu - "KONTYNUOWAĆ WIELKIE DZIEŁO NIEPODLEGŁOŚCI I NIEZALEŻNOŚCI OD PAŃSTWA WYSYŁAJĄCEGO ICH WCZEŚNIEJ NA CIERPIENIE I ŚMIERĆ" (s. 103); upamiętnienia osób, które zasilając armię imperium, tworzyły kontyngent ponad 15 000 żołnierzy z Indii Zachodnich6*, jak wówczas zwykło się określać brytyjskie kolonie w tej części świata. Wśród tych, których poeta po latach stara się odzyskać "w imię nierychłej chwały" (s. 96), było około 10 000 wolontariuszy z Jamajki, rodzinnego kraju Hutchinsona.

W większości zostali oni wysłani na front bliskowschodni, tak jak inni ochotnicy z kolonii (z Grenady, Gujany Brytyjskiej, Saint Vincent i Grenadyn, Trynidadu i Tobago). Dlatego właśnie w Szkole ćwiczeń pojawiają się języki arabski i hebrajski, a także nawiązania do islamu oraz judaizmu. Stąd też ajin, szesnasta litera wielu alfabetów semickich (w książce jest to , czyli znak hebrajski), która w poemacie została użyta jako separator pomiędzy kolejnymi częściami. Odizolowana litera , bez związków fonetyczno-semantycznych z samogłoską, "jest w najlepszym razie zwarciem krtaniowym, brakiem oddechu"7*. Jak odnotowała Katarzyna Kornacka, znak ten odsyła do kabały, gdzie konotuje nicość, ale i nieskończoność. "W myśli kabalistycznej ajin jest także terminem odnoszącym się do najwyższej sefiry Drzewa Życia - Korony, (keter), której - podobnie jak Nicości - nie można opisać lub wyrazić"8*. Ponadto ajin, jako litera skojarzona ze zmysłem wzroku, w obrębie struktury poematu wskazuje na wizyjność, poetyckie widzenie, wyobraźnię osoby piszącej oraz czytającej.

Książka Hutchinsona to artystyczny dokument. I choć brytyjskie pisarstwo bez wątpienia obfituje w reakcje na wydarzenia lat 1914-1918, czego przykładem jest opublikowany w 1937 roku poemat In Parenthesis (Nawiasem mówiąc) Davida Jonesa, do którego - jak zauważył Jim Kates - można znaleźć odwołania w tomie Jamajczyka9*, to Szkoła ćwiczeń stanowi poetycki ewenement w literaturze anglojęzycznej.

O unikalności tej książki wobec wcześniejszych prób opisania "Końca Czasów" (s. 55) świadczy podjęta przez Hutchinsona decyzja o mozolnym dekolonizowaniu na stronach poematu wyobrażeń dotyczących realiów wielkiej wojny. Autor odnotowuje wkład żołnierzy z krańców Imperium w zwycięstwo ententy nad państwami centralnymi. W rozmowie zarejestrowanej przy okazji nominacji do nagrody T. S. Eliot Prize (właśnie za Szkołę ćwiczeń) pisarz podkreślał, że żołnierze z Karaibów byli traktowani przez zwierzchników jak mięso armatnie10*. W wielu wywiadach wskazywał ponadto, że przeważnie mężczyźni ci wykonywali pracę kopaczy okopów lub tragarzy sprzętu, a dopiero poza kontynentem europejskim pozwolono im nosić broń: "Jedynym miejscem, gdzie brali udział w walce, był Bliski Wschód - krajobraz Gazy, Palestyny, Syrii i obszaru, na którym obecnie znajduje się Izrael"11*.

Karaibscy żołnierze zaciągnęli się do armii, by ratować Anglię i Europę, trudno jednak założyć, że rekrutowali się z własnej, nieprzymuszonej imperialną propagandą woli. To, że rzadko walczyli na froncie, tylko byli zaprzęgani do wyczerpującej pracy fizycznej na rzecz wojska, ilustrowały ówczesne, oparte na białej supremacji, relacje między metropolią i koloniami; między Albionem (z łac. albus - 'biały') i osobami pochodzenia afrykańskiego oraz indyjskiego. Mimo że tym razem, w przeciwieństwie do okresu handlu trójkątnego, mieszkańcy Antyli nie byli przewożeni w ładowniach, to wciąż uznawano ich za ludzi gorszych:

Karaibscy mężczyźni, którzy zgłosili się do Brytyjskiego Regimentu Zachodnioindyjskiego, byli wysyłani na te same pola bitew, co ich brytyjscy kompani, ale nie traktowano ich na równi. Władze postrzegały żołnierzy z Karaibów jak obywateli drugiej kategorii [...], odmówiono im podwyżki, którą przyznano białym Brytyjczykom o tych samych stopniach wojskowych12*.

Jednocześnie Jenny Waldman zaznaczyła, że 81 spośród karaibskich żołnierzy otrzymało medale za męstwo, a 49 wymieniono z imienia i nazwiska w meldunkach. W żaden sposób nie zmienia to jednak faktu, że ponad 1 200 osób nigdy nie wróciło do domów: 185 zginęło w boju, a 1 071 zmarło w wyniku chorób13*.

Mikrokoki zżerały ciało do kości a nawet głębiej aż do duszy. Siła batalionu: 645 oficerów i 1 700 pozostałych żołnierzy ruszyło do EMAUS przedzierając się przez bolesną jaskrawość piasków bezkresnych jak morze.

(s. 83)

I dalej:

Siła batalionu: 32 oficerów i 871 żołnierzy niższych stopni na początku miesiąca a 23 oficerów i 767 żołnierzy niższych stopni pod koniec miesiąca tych czterystu lat cierpień.

(s. 92)

Wątek raportowania siły bojowej batalionu przewija się w poemacie jak refren, a plany czasowe - w tym przypadku okres wielkiej wojny i cztery stulecia biblijnej niewoli w Egipcie - przywołane są, by wykazać zbieżność losów tych, którzy pozostają na wygnaniu, i tych, co gnają wraz z przesuwającą się linią frontu.

Cztery wieki ucisku stanowią u Hutchinsona nawiązanie także do myśli rastafariańskiej, przyświecającej wielu rozliczeniowym piosenkom roots reggae (np. 400 years Petera Tosha). W tekstach tych utworów rządy plantatorów na Karaibach i czasy niewolnictwa skojarzone są z jarzmem egipskim, a tym samym zniewoleni Afrykańczycy zostają porównani do starotestamentowych Izraelitów.

3

Szkoła ćwiczeń przypomina również, że udział osób z Karaibów w historii Zjednoczonego Królestwa i w kulturze brytyjskiej zaczął się przed przybyciem do Anglii statku "Empire Windrush" w czerwcu 1948 roku. Od imienia tego okrętu zaczerpnięto nazwę pokolenia, które odpowiedziało na apel Wielkiej Brytanii, by wspólnie odbudować kraj po drugiej wojnie światowej14*, a które sportretowali - ograniczę się do prozy dostępnej po polsku - Andrea Levy w dwudziestopierwszowiecznym bestsellerze Wysepka (tłum. Izabela Matuszewska) czy Sam Selvon w Samotnych londyńczykach (tłum. Teresa Tyszowiecka blasK!), karaibskim klasyku z lat pięćdziesiątych XX wieku.

W podzielonej na sześć sekcji książce Hutchinson rozwija opowieść frontową, w której tematami są m. in. język, pamięć, żałoba, tożsamość, duchowość i cielesność. Ten plan czasowy skontrapunktowany został narracją o Godspeedzie, chłopcu w wieku szkolnym, dorastającym na jamajskiej prowincji w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Na każdym rogu można tam wtedy napotkać radziecki samochód marki Łada, któremu "gaźnik [...] strzelił do historii" (s. 66), motoryzacyjną spuściznę współpracy handlowej Jamajki z ZSRR w okresie, gdy premierem wyspy był Michael Manley. Tam też nastolatek poznaje, czym jest splot Erosa i Tanatosa. Obserwując "aksamitny smutek ciotki [...] przez dziurkę od klucza" (s. 46), analizuje cierpienie zmysłowej krewnej, która przedwcześnie straciła ukochanego, pracownika rejsów wycieczkowych, przyczyniających się do neokolonizacji Karaibów. Tam w końcu, mimo braku suwerenności żywnościowej, odmawia spożywania "słono oclonych" drobiowych mrożonek (s. 55), importowanych ze Stanów Zjednoczonych w wyniku niekorzystnych pożyczek udzielanych Jamajce przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Godspeed - w którego imieniu, oznaczającym "Idź z Bogiem", kryje się ironia wymierzona w topos wojennej tułaczki - zrodził się z "bezimiennych twarzy chłopców"15*, oglądanych w muzealnym archiwum. Główny, jednostkowy bohater Szkoły ćwiczeń, nie tyle alter ego Hutchinsona, ile chłopiec-kompozyt, dojrzewa, konfrontując to, co spotyka go każdego dnia na Jamajce, ponad siedemdziesiąt lat po wojnie i trzydzieści lat od odzyskania przez wyspę (względnej) niepodległości, z imperialną wiedzą encyklopedyczną, zawartą w Britannice:

Pobudzony żrącymi datami w swojej księdze,

Godspeed kursował między buszem i szkołą,

rozwidlał się w malignie. Przypominał sobie

armaty parujące, opatrzone deszczem.

(s. 20)

Przeglądając Britannikę znalazł w Australii GÓRY BŁĘKITNE inne niż te za domem jego babki. Zawładnęły nim wściekłość i zazdrość porwał w strzępy pierwszą stronę i wepchnął ją w usta Horace'a.

(s. 65)

Poza przeżywaniem spodziewanych z racji wieku chłopca doświadczeń (m. in. pierwsza ważna miłość, relacja z babką, bunt wobec autorytetów) Godspeed poddawany jest "tresurze" systemu edukacji, którego personifikacją jest hrabia Biczysko. Ten apodyktyczny przemocowiec, "zawsze chętny do ćwiczeń [...] z cuchnącym kańczugiem" (s. 37), nawet jeśli nie pamięta czasów kolonialnej niewoli, to chętnie o nich przypomina, podtrzymując przy życiu pedagogikę opartą na dominacji. Bo tak jak chłopiec pisze swoją anabazę i przenosi się do przestrzeni historycznych (np. wielka wojna na Bliskim Wschodzie, Babilon) i wyimaginowanych (Atlantyda), tak wojenna musztra kontynuowana jest w teraźniejszości, w której idylliczność Gaju Wiecznej Szczęśliwości - szkoły, do której uczęszcza Godspeed - zaburzają trudne do udźwignięcia powinności wobec postkolonialnego kraju:

W Dniu Bohaterów w Gaju Wiecznej Szczęśliwości imiona wszystkich siedmiu bohaterów wyspy wyleciały chłopcu z pamięci. Wymamrotał hymn Ojcze przedwieczny "mdłości" zamiast "miłości" "kurestwo" zamiast "królestwo" i bum między JAMAJKAMI: JAMAJKA bum JAMAJKA bum JAMAJKA bum-sza-ka-la-ka - "ukochany kraj".

(s. 53)

Nazwę szkoły, wzniesionej na "dawnym pastwisku dla krów które kiedyś opętało pętających kwakrów: jej szkockich założycieli" (s. 26), poeta ironizuje w poemacie na przykład przez odwołanie do "udręczonych gajów oliwnych TARENTU" (s. 92). W innym miejscu "księżycowy cień gaju oliwnego w RAMLI" (s. 52) oferuje jednak azyl. Ale nie warto przywiązywać się do tych drzewnych przystani: choć ze szkoły rozciąga się widok na posrebrzane morze, to w oczach Godspeeda jest ono przede wszystkim "przepastną trumną" (s. 49).

Tego, że szczęśliwość życia na wsi naznaczonej plantatorską historią kryje się wyłącznie w nazwie szkoły, nie zmieni bowiem sielankowa stylizacja czy moment romantycznego uniesienia:

Były noce kiedy siedząc w swojej dziurze na BARRACKS LANE gdy okoliczna cukrownia z cichym pomrukiem zapadała w sen a źdźbła trzciny zwijały ogonki jakby były polem kociąt Godspeed polerował na glanc tarczę księżyca żeby lepiej widzieć twarz Rosalie.

(s. 31)

Efektem pracy poetyckiej opartej na antynomiach i jukstapozycjach jest rozliczeniowy dialog z historią i jej konsekwencjami, rozpisany w formie poematu i przerzucony między epokami, które rozbrzmiewają echem reperkusji. A to, że w tym celu Hutchinson posiłkuje się również figurą Pipecocka Jackxona, czyli Lee "Scratcha" Perry'ego, żyjącego w latach 1936-2021 nieposkromionego i zasłużonego (przy czym nie pomnikowego) pioniera muzyki jamajskiej, stanowi dla Szkoły ćwiczeń znamienny kontekst. Perry zasłynął jako współtwórca dubu, technik studyjnych, których tekstowe odpowiedniki można znaleźć w książce Hutchinsona oraz w wielu rozwiązaniach brzmieniowych - głównie w aliteracjach i powtórzeniach. Znany był też z enigmatycznego sposobu wysławiania się. Producent - określany w poemacie jako "źródło pogłosu", "obłąkany prorok" "bufor bezsensu" (s. 98) - zwodził niczym pająk Anansi, bóg trickster z zachodnioafrykańskich wierzeń. "Kuśtyk-kuśtyk szaradzista" - przewrotnie pisze o nim Hutchinson w Pochwale cienia, przedostatniej części tomu.

Mówienie szaradami znalazło swój wyraz w tekstach piosenek nagrywanych przez Perry'ego, szczególnie w drugiej połowie życia artysty. Jego wypowiedzi cechowały liczne kryptocytaty, powtórzenia oraz charakterystyczny rytm, przywodzący na myśl muzykę dub. Hutchinson przechwytuje tę strategię, a Jerzy Jarniewicz wprowadza ją do polszczyzny:

Ja bum Śmierć na śmierć bum kredyty na śmierć bum banki burzę na śmierć i bum zgarniam kasę i bum grzeszę śmiercią i Śmierć na śmierć skazuję lokiem splecionego losu.

(s. 75)

To coś więcej niż powtórzenie czy zdublowanie - to "zdubowane" oświadczenie w tonie bohaterskiej przechwałki, podkreślające kontrolę nad dźwiękiem i wyrażające wiarę w możliwość samostanowienia, sprawowania władzy nad swoim życiem w realiach kapitalizmu. To antyteza imperialnego "fatum", które zawisło nad karaibskimi żołnierzami walczącymi na Bliskim Wschodzie, jak też nad Godspeedem i jego rówieśnikami.

Perry - "tłumacz pokładowych wrzasków" (s. 98) - jawi się jako patron Godspeeda: namaszcza chłopca na swojego akolitę, a może i następcę, przekazując mu "wisiorek z dwóch spłaszczonych kapsli od coca-coli", przyrównanych do kamieni Urim i Tummim, arcykapłańskich atrybutów (s. 75). Nie powinno więc zaskakiwać, że uczeń opiera się władzy, sporządzając "nowy statut dla Izby Gwiaździstej" i proponując w zamian "jak spod igły teologię" (s. 74), która nieprzypadkowo zostaje wsparta technologią odtwarzania dźwięku: użyte w oryginale angielskie słowo minted sugeruje stan idealny, ale wywołuje też skojarzenie z płytą winylową (w przekładzie Jarniewicza pojawia się aluzja do igły gramofonu). Podsumowaniem tej autokreacji jest - rastafariańska z ducha - maksyma odrębności i kontrwładzy, wyrażona przez Godspeeda w formie dread talk, języku dredloków, socjolekcie16* niosącym rewolucyjny, "apokaliptyczny" względem zwierzchnictwa Kościoła przekaz: "Watykan nie będzie pouczał JA i JA będę pouczał Watykan" (s. 74).

Słowo- i dźwiękotwórstwo są ważnymi elementami idiomu poetyckiego Hutchinsona. Już pierwsza część Szkoły ćwiczeń, zatytułowana Preludium Godspeeda, wprowadza w sferę muzyczności oraz języka mówionego. Autor używa onomatopeicznych fraz, posługuje się współbrzmieniami oraz dźwięcznością jamajskiego patois. Przykładowo, hottaclaps (jam. 'kryzys') w tłumaczeniu wybrzmiewa dubowym pogłosem jako "tara-ra-pary" (s. 11).

Elementy mówione i śpiewane (cytaty z szant, utworów gospel, powiedzeń, piosenek współczesnych) są intertekstualną pożywką poematu, który od początku wyzyskuje też wątek oddechu, zaanonsowany przez trąbkę. Ten instrument, charakterystyczny dla muzyki bop, ale też wyspiarskiego ska (stylu związanego z niepodległością Jamajki), łączy się z motywem wojskowości, wprost zaznaczonym przez przywołanie sygnałówki (ang. bugle) w drugiej części poematu, w której chłopcy-żołnierze "będą czekać w ciszy, aż usłyszą / sygnał trąbki, blaszaną czarę w starciu z morskim jodem" (s. 16).

4

W utworze Hutchinsona ten motyw wprowadza jeszcze jeden kontekst. Na Karaibach poprzednikiem trąbki jest abeng, instrument muzyczny z Afryki Zachodniej, rodzaj rogu pochodzenia zwierzęcego, który służył Maronom, czarnym zbiegom-partyzantom, do komunikacji na dużym dystansie w górzystym terenie Jamajki. I choć słowo abeng nie pojawia się w poemacie, to już sama aluzja przywołuje antykolonialne znaczenie.

Za sprawą Szkoły ćwiczeń Hutchinson przystępuje do grona autorów indywidualizujących zbiorowe doświadczenia historyczne i tym samym przeciwdziałających marginalizacji osób wykluczanych. Poeta włącza w obieg "INNYCH, PO KTÓRYCH NIE MA PAMIĘCI" (s. 9), czyli tych, którzy znaleźli się w samym centrum wydarzeń, a dla losów których do tej pory nie było miejsca w świadomości społecznej. Hutchinson, a za nim Jarniewicz, udzielają chętnym - także nam, ludziom z kraju Ligi Morskiej i Kolonialnej - lekcji zapobiegania wyuczonej amnezji. Wers za wersem poeta rozpisuje ćwiczenia z rewizji naszych intelektualnych przyzwyczajeń, przypomina o zbywanym milczeniem Czarnym Atlantyku oraz o karaibskim, wielowiekowym wkładzie w dobrostan Europy.