Przedmowa
Czy miliarder jest szczęśliwy? Czy prezydentowi żyje się łatwo? I skąd tak naprawdę biorą się nasze uprzedzenia do innych ludzi?
Drogi czytelniku niech te trzy pytania będę punktem wyjściowym przy czytaniu mojej debiutanckiej powieści. Jednak zanim zaczniesz ją czytać, aby nie zostać źle zrozumianym chcę byś poświęcił jeszcze kilka chwil na dokończenie tego wstępu.
Dobra książka to taka która przekazuje poprawne wartości życiowe i jednocześnie czyta się lekko. Niemożliwe. Może jednak?
W niniejszej książka zawiera wątki jakie możemy zobaczyć w wielu książkach i filmach. Miłość spełniona i nie spełniona. Pieniądze i władza. Dobro i zło. By nie zanudzić wszystkich kolejną rzewną historyjką, nadałem tej powieści nieco kontrowersji, przekładając baśniową historią na współczesny grunt. Są wymienione państwa i miejsca, które w każdej chwili możemy odwiedzić. Wiele postaci jest wzorowanych na osobach żyjący współcześnie.
Nie chcę jednak, by ta powieść byłą traktowana jako manifest polityczny i źródło ideologiczne. Jest to ocena świat w którym żyją i prób zmienienia go na lepsze. Jednak jak każda powieść musi być ona wyjaskrawiona. O wojnie i podbojach lepiej się czyta niż o rozmowach i kompromisach. Charyzmatyczne postacie lepiej się zapamiętuje niż zawiłe meandry ludzkiej psychiki. Dynamiczna i prosta akcja lepiej wpada w oko niż długie i zawiłe wywody filozoficzne.
Tak, więc życzą Ci drogi czytelniku udanej lektury. Mam nadzieję, ze wyciągniesz z niej poprawne wnioski i po przeczytaniu tej książki inaczej spojrzysz na miliardera, a gdy spotkasz obcokrajowca nie ominiesz go łukiem lecz podasz mu dłoń. Jeżeli jednak kogoś uraziła ta powieść, pragną go w tym miejscu przeprosić i jeszcze raz zaznaczyć, że jest to przejaskrawiona fantastyczna historia z ukrytym drugim dnem, która ma pojednać, a nie podzielić ludzi.
Powieść dedykuję
Natalie Portman
,,Choć nieraz mówię o durnej Polsce
wymyślam na Polskę i Polaków,
to przecież tylko Polsce służę."
Józef Piłsudski
Wszystko na jedną kartę
22 maja 2023 roku
Wschodziło właśnie poranne słońce, gdy pułkownik wyglądał przez okno. Pomarańczowe światło zalewało plac na którym żołnierze ustawieni w szeregu czekali na przyjazd ciężarówek. Pułkownik popatrzył się teraz na szybę w której widniało jego odbicie. Był to 23 letni mężczyzna, średniego wzrostu i szczupły. Miał niebieskie oczy i średniej długości włosy w kolorze ciemny blond. Jego twarz rzadko wyrażała jakiś emocje, a tym bardziej pozytywne. Jego wzrok padł na pagony jego munduru, a później na tabliczkę z imieniem płk. Jozue Portman.
- Tak - pomyślał - tylko to nazwisko wskazywało na to, że pochodzi z żydowskiej rodzinny. Ochrzcił się w wieku 12 lat, mimo to nigdy nie porzucił swojej rodzinnej kultury. Nawet w tym zakresie był dziwny. Człowiek dwóch państw i dwóch religii.
Jeszcze raz spojrzał na żołnierzy. - Żeby tylko się udało - powiedział do siebie - żeby się udało. Inaczej wszyscy jesteśmy straceni.
Nigdy nie poczuł, jak to sam ujmował, smaku żołnierskiego życia. Jego szybki awans poskutkował tym, że na linii frontu był zaledwie dwa razy. Zawdzięczał to swojej wrodzonej umiejętności myślenia strategicznego oraz dowodzenia. Gdy zaczął wykazywać się w sztabie szybko go wyszkolono i awansowano.
Rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju weszła adiutanka pułkownika. Sierżant Sophie Rimiet była 27 letnią kobietą, około 165 centymetrów wzrostu, brązowych oczach i włosach. Została wybrana osobiście przez pułkownika, po tym jak ostatniego zwolnił za niedopełnienie obowiązków, polegające na przedstawieniu złej dokumentacji.
- Generał czeka na Pana w hangarze.
- Dziękuję. Zaraz tam przyjdę.
Adiutanka zasalutowała po czym wyszła. Pułkownik zabrał z biurka broń, rogatywkę i również wyszedł. Generał Zygmunt Koraczyn był starym polskim oficerem i protektorem pułkownika. Mężczyzna był dobrze zbudowany. Miał siwe włosy i duży wąs. Różnili się we wszystkim poza idą zmiany ustrojowych w Polsce. Starszy oficer był zawsze radosny, optymistyczny i traktował wszystkich na równi co stało w zupełnej opozycji do poglądów Jozuego.
Gdy wszedł do hangaru zobaczył generała jak żartował z kilkoma podoficerami.
- O jesteście pułkowniku! Wszystko gotowe? - zapytał generał pułkownika, gdy ten salutował.
- Tak jest panie generale. Czekamy tylko na sygnał z parlamentu. - odpowiedział Portman.
- Doskonale. - Generał spoważniał i wysłał na plac towarzyszących mu żołnierzy.
- Wiecie Jozue - powiedział Koraczyn - że to co planujemy to zamach stanu i jak się nam nie uda to koniec.
- Tak generale. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ale teraz już nie ma odwrotu.
- W takim razie dobrze.
Podeszli do zebranych na placu żołnierz.
- Spocznij - powiedział generał gdy zobaczył, że zebrani salutują.
Wszyscy patrzyli na starego oficera, który o czymś myśląc parzył w dal. Za nim stał pułkownik, który wzrokiem poganiał swego mentora. Ten zobaczywszy jego spojrzenie, uśmiechnął się delikatnie po czy powiedział:
- W im to powiedzcie. Ja jestem tylko marionetką w rękach historii.
Pułkownik przytaknął. Generał przepuścił go do żołnierzy, którzy teraz oczekiwali na słowa pułkownika:
- Kocham naszą ojczyznę - zaczął - i nie godzę się z tym, że niszczą ją moi rodacy. Zbyt długo czekaliśmy na to, aby uczynić nasze państwo silnym i potężnym. Zbyt wielu ludzi cierpiało i umierało w skutek źle działającego systemu. Teraz przyszedł czas na zmianę. Nie ważne czy nam się to uda, czy nie uda. Nasz kraj doświadczył już raz zbrojnego przewrotu i trzeba przyznać, iż wyszło mu to na dobre. Jeżeli ktoś chce się wycofać to tylko teraz!
Nikt się nawet nie poruszył, więc pułkownik kontynuował:
- Dobrze. Niech, więc się stanie. Rozkazuję aresztować członków zgromadzenia narodowego za zdradę Rzeczpospolitej Polskiej i postawienie ich przed trybunałem stanu.
- Tak jest - chórem odpowiedzieli żołnierze, po czym wsiedlina ciężarówki i całą kolumną ruszyli w stroną parlamentu.
Przed południem w sali sejmowej zebrało się zgromadzenie narodowe. Wszyscy parlamentarzyści mieli wysłuchać przemówienia nowo wybranego prezydenta RP Wiesława Wisłowskiego. Jego wybór odbył się w cieniu wielu skandali i słabnącej pozycji państwa. Nowy wybór również był przez wielu krytykowany ze względu na skrajnie poglądy nowego prezydenta i jego partii. Dodatkowo cały czas wzrastało zagrożenie atakiem ze strony Rosji, która po zajęciu Łotwy i Estonii, szykowała się na wojnę totalną z zachodem. Gdy wszyscy już usiedli na mównicę wszedł Wisłowski i rozpoczął swoje flegmatyczne przemówienie.
W tym samym czasie z każdej strony pod kompleks sejmowy podjechały ciężarówki z żołnierzami. Przed głównym wejściem zaparkował samochód z którego wysiadł Koraczyn i Portman. Wszyscy rozpoczęli wdrażanie planu. Ludzie generała rozpoczęli rozbrajanie Straży Marszałkowskiej i agentów BOR-u. Z szokowani i zaskoczeni funkcjonariusze nie stawiali większego oporu. Wobec przeważającej siły agresorów i przedstawianiu pisemnych nakazów aresztowań posłów nie mieli szans.
Podczas gdy żołnierze opanowywali budynki parlamentu, dwaj oficerowie wraz z podległym oddziałem ruszyli w kierunku sali plenarnej. Na korytarzu napotkali pierwszą przeszkodę. Poinformowana Straż Marszałkowska ustawiła prowizoryczne barykady. Na widok żołnierzy podnieśli broń.
Oddział zatrzymał się i odpowiedział tym samym. Pułkownik krzyknął:
- Rzucić broń.
Strażnicy nie zareagowali.
- Chłopaki nie wygłupiajcie się. Rzucie broń. - powtórzył tym razem spokojnie.
Ochrona powoli zaczęła składać broń na ziemi. Żołnierze generała opuścili karabiny. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Nikt nie miał ochoty strzelać do swoich, szczególnie gdy wiedzieli, że obie strony wykonują rozkazy.
- Odprowadźcie ich - polecił generał kilku żołnierzom. - Reszta za mną.
Dalej nie natrafili już na żaden opór. Podczas gdy przemówienie trwało, ciszę przerywały lekkie szmery.
Część zgromadzonych osób słyszała dziwne stuki i hałasy za drzwiami co ich niepokoiło. Prezydent dalej prowadził swoje rozważania:
- ...w tym celu musimy kierować się własnym rozsądkiem i zdawać sobie sprawę z odpowie...
W tym momencie na salę weszli żołnierze. Niemal wszyscy zebrani poderwali się z miejsc, jednak zaraz szybko usiedli widząc wycelowane w nich lufy karabinów. Kilku bardziej opornych zostało odepchniętych kolbami. Pułkownik wskazał na prezydenta i powiedział:
- Aresztować go.
Dwaj żołnierze wzięli Wisłowskiego za ramiona i odprowadzili do ławy. Pozostali albo pilnowali posłów, albo zabierali ich telefony. Pułkownik wszedł na mównicę.
- Dekretem podjętym przez Tymczasowy Rząd Republik Polskiej i podpisanym przez jej przywódcę generała Korczyna, podaje się przed trybunał stanu dotychczasowy rząd i zgromadzenie narodowe Rzeczpospolitej Polskiej, za zdradę oraz szkodzenie interesom i obywatelom Państwa Polskiego.
Ta wypowiedz wywołała szok i niedowierzanie. Posłowie zaczęli krzyczeć i przepychać się z żołnierzami. Niektórzy wpadli w panikę, a kilku po prostu zemdlało. W tym momencie usłyszano strzał. To generał wystrzelił z pistoletu w powietrze. Na sali zapanowała cisza.
- Odprowadzić ich do tymczasowych więzień - nakazał generał.
Wszyscy potulnie udali się pod eskortą żołnierzy w wyznaczonym kierunku. Kilku agresywnych osób skuto kajdankami, a omdlałym udzielono pierwszej pomocy.
Następnie generał spotkał się z innymi oficerami. Nakazano wysłać zawiadomienie do wszystkich baz wojskowych w kraju, aby natychmiast rozpoczęły przejmowanie tymczasowej władzy nad większymi miastami. Rozesłano też komunikaty do pozostałych służb.
Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Tak nagła zmiana nie może udać się całkowite. Niektóre służby uznały zwierzchność aresztowanego rządu. Do opinii publicznej dopiero pod wieczór dotarło co się stało i jak można przypuszczać wywołało panikę. Na ulicach pojawili się demonstranci popierający prezydenta lub spiskowców. Ci drudzy szczególnie głośno skandowali nazwisko młodego pułkownika. Jozue był już wcześniej znany w dość wąskich kręgach, jednak na tyle by zebrać spore grono zwolenników.
Pod wieczór do generała i pułkownika przyszli żołnierz, których zadaniem był przeszukanie biur rządowych. Obaj przejrzeli dokumenty i ze zdziwieniem otworzyli oczy. Znajdowały się tam plany wprowadzenia jednopartyjnego systemu w państwie.,,Wolna Polska". Tak nazywała się partia z której wywodził się prezydent i rząd, planowała przejąć niepodzielną władzę. W dokumentach było opisane wszystko po kolei. Wdrożenie tych planów kosztowało by wielu co najmniej wygnanie z kraju. Na jednej z kartek widniało nazwisko pułkownika.
Opisano go jako,,zdradziecki i szkodliwy element, który zależy usunąć". Wszyscy zdawali sobie sprawę z nacjonalistycznego poglądu Wisłowskiego, ale te dokument przekraczały ludzkie pojęcie. Gdyby Koraczyn przełożył zamach stanu o miesiąc, nie zdążył by przeprowadzić akcji i skazał by kraj na pogrążenie się w chaosie zła.
W ciągu najbliższych dni za sprawą sprawnych działań sprawa w kraju zacznie się stabilizować. Problemy będę się za to mnożyć na arenie międzynarodowej.