Berenika
Pierwsze wrześniowe dni wciąż jeszcze nie dawały zapomnieć o upalnych wakacjach. Berenika marzyła o takiej pogodzie na swój ślub, choć jeszcze wczorajsza ulewa nie zwiastowała niczego dobrego. Do uroczystości został zaledwie tydzień, ale była spokojna. Prawie każdy szczegół został dopięty na ostatni guzik, jak wszystko inne w jej życiu.
W tę ostatnią sobotę swojego stanu panieńskiego urządzała wraz z rodziną pulter. Nigdy nie podobał jej się ten zwyczaj, który niewiele miał wspólnego z jej wizją ślubnych i weselnych obrzędów. O własnym weselu wiedziała od zawsze, jeszcze zanim poznała Michała, że nie będzie typową polską potańcówką. Jej ceremonia miała mieć klasę. Zamiast grajków w przyciasnych, spoconych koszulach wybrała zespół, który nawet zaliczył debiut w Must Be The Music. Na szczęście Michał znał wokalistę i udało się to załatwić. Zamiast wulgarnych weselnych zabaw, bardziej cywilizowane konkursy. No i śledzie. Śledź był pierwszą rzeczą, która kojarzyła się Berenice z polskimi weselami. Zamiast śledzi - koreczki krabowe. Na pulter zgodziła się za namową rodziców. Jeśli o nią chodziło - nie urządzałaby tej szopki. Trudno było jednak odmówić racji jej matce.
- Jak niczego nie zorganizujesz, to i tak przylezą tu i narobią bałaganu. Lepiej mieć to pod kontrolą niż zostawić samym sobie. Widziałaś, jak to było u Zaleśnych.
No tak, widziała. Młoda Zaleśna postanowiła nie urządzać pulteru. Sąsiedzi i tak się zeszli. I tak przynieśli szkło i zaczęli tłuc o elewację. Zaleśni chcąc nie chcąc musieli naprędce skoszarować jakiś bimber i kiszonki. Skoro już zmuszono ją, by to zorganizować, to tak samo jak ślub i wesele - z klasą. Na ile o klasie można było mówić w przypadku tak plebejskiego, jej zdaniem, zwyczaju. Rodzice pomagali młodym od rana ustawić ogromny namiot wraz ze stołami wypożyczonymi z pobliskiej remizy. Jej rodzina była lubiana w okolicy, więc spodziewała się wielu gości, którzy zjawią się nie tyle ze względu na nią, co na jej rodziców. W południe temperatura osiągnęła chyba z trzydzieści pięć stopni i uwadze Bereniki nie uszedł fakt, że ten oto młody bóg, jej przyszły mąż właśnie zdjął koszulkę i pokazał swoje wyrzeźbione ciało. Dla jasności - wygląd nie był dla niej najważniejszy. Ale stanowił miły dodatek do charakteru. Michał od pierwszej chwili ujął ją szczerością. Wiedziała, że nie należy do tych facetów, którzy grają na dwa fronty, a takich historii od swoich koleżanek słyszała całą masę. Podobno tylko co piąta para jest sobie wierna - tak pisali niedawno w gazecie. Poza tym był zaradny. Tak zwyczajnie zaradny życiowo, jego łagodny charakter powodował, że mogła poczuć się zaopiekowana, ale też wiedziała, że jej zdanie liczy się na równi z jego. Od początku ich znajomość, a później głębsza relacja układały się gładko, jak gładko rozsmarowuje się miękkie masło na kromce chleba. Czasami miała tylko wrażenie, że to margaryna osiada na podniebieniu, a chleb zamiast pełnoziarnisty, jest pszenny. Niby można się tym najeść, ale nie do końca smakuje. Zaśmiała się w duchu na to głupie porównanie. Starała się jednak tę myśl odpychać od siebie. Żaden związek nie jest idealny. Takiego faceta jak Michał chciałaby mieć każda kobieta. Nie zdradza, nie szlaja się z kolegami po knajpach (a to wyznacznik porządnego faceta w jej miasteczku), jest dobry, czuły i kochający. Nie puszcza się na lewo i prawo. A odkąd zamieszkał z jej rodziną nawet partycypuje w obowiązkach domowych. Chodzący ideał i jeszcze te mięśnie pokryte błyszczącą od potu skórą. Naprawdę, byłaby głupia narzekając na to co ma.
- Bera przestań się ślinić - z zamyślenia wyrwał ją śpiewny głos Anny. Przyjaźniły się od zawsze, więc jej udział w przygotowaniach był czymś zupełnie naturalnym. Jak to zwykle w przyjaźni dwóch kobiet bywa, każda zazdrościła czegoś tej drugiej. Berenika Annie klasycznej słowiańskiej urody. Takiej z rumianą cerą, włosami w kolorze dojrzałych kłosów pszenicy i chłodnym spojrzeniem. Anna Berenice zazdrościła szczęścia do mężczyzn. Choć to ona była pięknością, to zawsze Bera miała największy "wybór", z którego nigdy jednak nie korzystała. Wiedziała, że w takim towarzystwie musi nadrabiać charakterem. Mimo wszystko zawsze potrafiły się porozumieć, a ich osobowości uzupełniały się. Kiedy były małymi dziewczynkami opowiadały wszystkim, że są kuzynkami. Gdy odkryły, jak smakują wagary, oszukiwały nauczycieli oznajmiając, że jadą do ciotki na weekend.
- Ale jak to? Razem? - dopytywali podejrzliwie.
- No oczywiście, że razem. Przecież jesteśmy kuzynkami - nie wiedział pan?
I tym sposobem wymykały się z co nudniejszych ostatnich piątkowych lekcji. Oczywiście po niedługim czasie wszystko się wydało. Nauczyciele zagadnęli o to do rodziców Anki i tak skończyło się wagarowanie. Bera nigdy w życiu nie przyznałaby tego głośno, ale cieszyła się, że nie musiała już więcej uciekać z lekcji. Czuła się z tym potwornie i miała gigantyczne wyrzuty sumienia, chociaż głupio byłoby powiedzieć to Ance. Bała się zaległości (choć ostatnie lekcje w piątek to religia i wychowanie do życia w rodzinie) i w ogóle należała raczej do prymusek. Z typu tych, które zawsze są świetnie przygotowane do zajęć i na sprawdziany, ale przed wejściem na salę denerwują pozostałych gadaniem w stylu "o matko! nic nie umiem!", po czym dostają piątki i szóstki. Początkowo taka technika manipulacji nawet się sprawdza. Prymuski wtedy mogą zintegrować się z grupą powtarzając jak mantrę, że nic nie umiemy i wszyscy zginiemy marnie. Po kilku takich akcjach jednak ludzie zaczynają się orientować, że coś jest nie tak i "przyjaźnie" zaczynają się sypać. Anna mimo to pozostała jej przyjaciółką od serca. Uzupełniały się na swój sposób i ten układ jeszcze nigdy ich nie zawiódł.
Do szesnastej wszystko było gotowe. Namiot i stoły rozstawione, oświetlenie zainstalowane, konsola dla wodzireja podłączona. Miejsce do biesiadowania (biesiada to zdecydowanie słowo, które Berenice pasowało do tej sytuacji) ustawiono na podjeździe. Duży i gęsto porośnięty ogród udekorowano nastrojowym światłem lampionów. Tu Bera pomyślała o sobie, przezornie ustawiła nawet kilka ławek w ciemniejszych zakątkach, żeby mieć gdzie się ukryć w razie jakiegoś ataku paniki. Beczka do tłuczenia szkła - przygotowana, by o dziewiętnastej stanąć przed bramą domu. Jedzenie jeszcze tylko musiało wjechać wraz z wódką na szwedzki stół, ale o to już zadbała matka Bery. Sama nie chciała wiedzieć skąd wzięła się wódka, której przecież nikt nie kupował, a jakimś cudem była. Dziewczyna wymknęła się do domu, żeby przygotować się do imprezy. Upał na zewnątrz stał się bardziej znośny. Jej mieszkanie na poddaszu domu rodziców natomiast podgrzało się pewnie do jakichś pięćdziesięciu stopni, więc zaraz po wyjściu spod prysznica poczuła, jak włosy i koszulka znowu zaczynają kleić się do jej ciała. Usiadła przed lustrem w sypialni by zacząć się malować, kiedy usłyszała sygnał przychodzącego smsa. Na wyświetlaczu wyskoczyła wiadomość od numeru, który doskonale znała, a którego celowo nie zapisała w pamięci telefonu:
"Mam nadzieję, że wiesz co robisz. Przyjdę dziś złożyć Ci życzenia na nową drogę życia."
Michał
Przyglądał się tej scenie z progu. Widział idealne ciało, zaokrąglone w okolicach pośladków i piersi, piękną twarz i bujne ciemne włosy. Błękitne oczy wyróżniały się na tle jej niemal chorobliwie bladej cery. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakim jest szczęściarzem biorąc sobie tą dziewczynę za żonę. Koledzy zazdrościli mu jej, czemu dawali wyraz po alkoholu, odważniej wygłaszając wtedy swoje niewybredne opinie. Sam starał się kończyć temat jak najszybciej. Kiedy teraz o tym myślał, nie do końca wiedział, czy to z szacunku do Niki, czy z poczucia, że nie docenia faktu, że ma to, o czym marzyli inni. Oczywiście, że ją kochał. Przede wszystkim za to, że tak gładko im się wszystko układało. Trudno było jej nie kochać. Była ładna w taki uniwersalny sposób, niezależnie od kanonów piękna w dowolnym miejscu na ziemi uznałoby ją za posągową piękność. Jej uroda była niewymuszona. Charakter natomiast bywał irytujący, choć do zniesienia. Odkąd Michał zamieszkał u niej, miał wrażenie, że sypia z perfekcyjną panią domu. Kiedy jednak się nad tym zastanawiał, nie było to dla niego duże poświęcenie. Ostatecznie sam lubił porządek. Poza tym nie pamiętał, kiedy ostatni raz się o cokolwiek pokłócili. Jednak im bliżej było do ślubu, tym więcej miał wątpliwości, ale hej - kto ich nie ma w sytuacji, gdy życie ma się diametralnie zmienić?
- Cześć - odezwał się pierwszy. Podszedł do Bereniki i pocałował ją w policzek. - Pięknie pachniesz.
Dziewczyna podziękowała za komplement i uśmiechnęła się nieśmiało, co przywiodło mu na myśl ich pierwszą randkę. W tych momentach lubił ją najbardziej. Wyglądała niewinnie, a w czasie ich pierwszych spotkań niemal wszystko ją zawstydzało. Jakże się zdziwił, kiedy kilka miesięcy później wylądowali razem w łóżku. Był pewien, że nie ma zbyt wiele doświadczenia... Nigdy nie miał odwagi jej o to zapytać, właściwie nawet niespecjalnie interesowało go to, gdzie nauczyła się tych wszystkich rzeczy. Wolał tego nie wiedzieć. Poza tym był szczęśliwy, że ich życie erotyczne już od początku było takie udane. W każdym razie takie było jeszcze półtorej roku temu. Pamiętał, że nie wychodzili z łóżka. W tamtym okresie scena, której się przyglądał byłaby dla niego podniecająca. Nie powstrzymałby się widząc odsłonięte nogi i zarys piersi pod jego koszulką, którą Nika nosiła z nonszalancko odsłoniętym ramieniem.
- Może byśmy zrobili sobie chwilę przerwy? - zapytał cicho licząc, że tym razem Berenika pochwyci przynętę. Stanął za nią i patrzył na Berenikę w lustrze. Nic nie odpowiedziała, zrobiła tylko przepraszającą minę i już wiedział o co chodzi.
- Kiedy to wszystko się skończy, nie wypuszczę cię z łóżka - wyszeptał obok jej ucha patrząc na ich odbicie. - Idę pod prysznic - oznajmił, po czym pocałował ją w szyję i wyszedł. Delikatny dreszcz podniecenia przebiegł jego ciało, ale domyślał się, że nie ma na co liczyć. Czym prędzej wyszedł do łazienki, żeby nie wprowadzać nerwowej atmosfery. Nie chciał, żeby ona znowu go odtrącała, nie miał ochoty tego czuć i nie zamierzał patrzeć na jej wyrzuty sumienia. Raz czy dwa w tym okresie kochali się, ale czuł, że Berenika się do tego zmusza, mimo że wspinał się na wyżyny swoich seksualnych możliwości i dbał, by czuła się dopieszczona. Tego samego wieczora powiedział jej, że nie tego oczekuje i woli poczekać, aż będzie gotowa. Chce, żeby seks znowu sprawiał im obojgu radość.
Kiedy myślał o nich i ich związku był pewien, że wszystko jest w porządku. Co prawda ostatnio mało było między nimi namiętności, niewiele ze sobą rozmawiali i jeszcze mniej spędzali ze sobą czasu na słodkim nic nierobieniu. Kto jednak nie ma takich problemów przed ślubem? Berenika każdą wolną chwilę poświęcała na organizowanie tych wszystkich winietek, dekoracji i kokardek. Tęsknił za swoją dziewczyną, ale czasami niczym ukłucie niepokoju dopadała go myśl, że ona wcale nie tęskni za nim.
Berenika
Ta wiadomość wytrąciła Berenikę z równowagi. Skasowała ją natychmiast po odczytaniu i choć mechanicznie nakładała na siebie kolejne warstwy makijażu, myślami uciekała do tego smsa. Powinna być wściekła, że w takim momencie jej życia znowu się odzywa. Te dwa zdania, które można było bardzo łatwo zignorować spowodowały, że zaczęła się zastanawiać. Wyczuwała sarkazm tej wiadomości, niemal słyszała jak męski głos wypowiada słowa nasączone jadem. Po co w ogóle się odzywał? Czy on faktycznie dzisiaj się tu pojawi? Bała się, że jego widok zburzy wszystko, co budowała i planowała przez wiele miesięcy. Na ziemię sprowadził ją głos Michała. To on zawsze przywracał jej spokój i balans. Tej myśli postanowiła uczepić się na resztę dnia. Kilka chwil później była gotowa, choć Michał jeszcze okupował łazienkę. Wyszła z domu zobaczyć czy w ogrodzie wszystko zostało dopilnowane. Niedługo potem zjawili się pierwsi goście. Ci nieśmiało tłukli szkło na szczęście młodym, byle nie robić zbyt wiele hałasu. Składali życzenia i przechodzili do szwedzkiego stołu. Tam wyposażani przez przyszłą teściową Michała w klasyczny zestaw: papierowy talerzyk, plastikowe sztućce i kieliszek do wódki mogli obsłużyć się samodzielnie. Mijały kolejne minuty, przychodzili następni goście i gdzieś pomiędzy jednymi życzeniami a drugimi zdała sobie sprawę, że oczekuje tylko tych jednych, najmniej szczerych. Następne mniej lub bardziej znajome twarze przewijały się przez bramę ogrodu. Każda kolejna osoba waliła słoikiem po kiszonych ogórkach z większym zamachem. Ucieszyła się na widok dawnej znajomej z liceum - nigdy nie były ze sobą blisko, ale mieszkają na tej samej ulicy i są w podobnym wieku. Dziewczyna uściskała Berę i życzyła wszystkiego dobrego, po czym to samo zrobiła obejmując Michała. Zapadał zmierzch i choć był początek września, dało się jeszcze wyczuć atmosferę sierpniowych wieczorów. Upał delikatnie zelżał, ale powietrze drgało od przyciszonych rozmów i krótkimi wybuchami śmiechu starych znajomych. Dla nich pulter Bereniki był świetną okazją ku temu, żeby nadrobić zaległości towarzyskie i za darmo się najeść. Choć ona sama pogardzała tym zwyczajem, wiedziała, że wszystko, co mieści się pod pojęciem "małomiasteczkowości" jest jej bliskie. Duże miasto daje anonimowość, ale to tutaj można obserwować kto z kim i dlaczego. Takie okazje jak otwarcie nowego marketu są powodem do święta. Tu wszystko dzieje się jakby dekadę później. Sama pamięta jak ktoś odważył się w Kargowej otworzyć pierwszy market. Nie sklep, gdzie szło się do lady i dyktowało z kartki pani ekspedientce co ma podać. To był pierwszy supermarket z prawdziwego zdarzenia. Z wózkami i alejkami wypełnionymi towarami. Od czasu do czasu pojawiały się nawet hostessy polecające nowe wędliny albo jogurty. Dla ludzi to było takie wydarzenie, że tłum przed wejściem można porównać tylko do tego, który widać przed Lidlem, gdy rzucają Crocksy w promocji. Takie sceny działy się w Kargowej prawie dwie dekady wcześniej. W dużych miastach bywa podobnie nadal. Z biegiem lat market zamknięto, ale dzięki niemu zaczęło dziać się lepiej. Przez cały ten czas niemal wszystkie inne spożywczaki przerobiono właśnie na takie, gdzie człowiek sam idzie alejką i wrzuca produkty do koszyka. Zresztą głównie zakupy powodują, że miasto choć trochę żyje. Dzięki handlowi powstało. Znajdujące się na jednym z głównych szlaków handlowych, przez setki lat stanowiło naturalny przystanek dla strudzonych wędrowców, handlarzy i mieszkańców pobliskich wsi chcących wymienić swoje nadwyżki na inne towary. Skoro jest miasto handlowe, musi być rynek. I jest.
Miasto żyje we własnym tempie. Schemat jest zawsze ten sam. W piątek i sobotę odbywa się targ. Obok straganów z ekologicznymi warzywami i miodem stoją takie z ubraniami z Chin i firanami. Przechadzając się po Kargowej w niedzielę człowiek jest niemal pewien, że nastała apokalipsa zombie. Echo odpowiada przejeżdżającym drogą numer 32 kierowcom. W poniedziałek znowu zakupy. Tym razem już w normalnych sklepach, bo targu nie ma. Kolejne dni tygodnia mijają na umiarkowanym ruchu, aż wszystko zaczyna się od nowa w piątek. Można pomyśleć, że tydzień w Kargowej zaczyna się w piątek. Młodych ludzi zostało tu niewiele. Wszyscy wyjechali na Saksy zarabiać euro albo przynajmniej udają, że wysilają się, żeby zdobyć wykształcenie żyjąc kolejne lata na garnuszku rodziców. Ale też trudno im się dziwić. Mają możliwość pracować na miejscu - w sklepie albo przy taśmie produkcyjnej w fabryce słodyczy. Na to wszystko nakładała się specyficzna mentalność ludzi, która raz Berę irytowała, a raz bawiła. W zależności od tego czy miała okazję odczuć to na własnej skórze, czy też nie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały jednak, że to właśnie w swoim rodzinnym mieście osiądzie na zawsze ze swoim przyszłym mężem.
Z ogrodu dało się usłyszeć jeszcze donośną orkiestrę świerszczy, a DJ dał znać, że imprezę czas zacząć. Na chwilę udało się Berenice odegnać myśli o niepokojącym gościu, którego chciała i nie chciała zobaczyć.
Anna
Wszystko grało, impreza się rozkręcała i Anna czuła, że alkohol też zaczyna działać. Co jakiś czas coś przyniosła, coś wyniosła, dostarczała kolejne porcje jedzenia dla gości. Była pod wrażeniem rozmachu z jakim rodzina Bery podeszła do organizacji pulteru, ale wiedziała też, że to pokaz siły. Przeznaczony dla oczu ciekawskich sąsiadek szukających tematu do plotek. Policzki zaczynały ją palić - jak zawsze po procentach. Trochę za bardzo się z tym rozpędziła. Choć cieszyła się, że Bera wychodzi za mąż, to jednak dopadła ją chandra. Były w tym samym wieku, a u Anny w życiu uczuciowym kompletna posucha. Czasami żartowały sobie, że dla Anny nikt nie jest wystarczająco dobry. Może i rzeczywiście miała wysokie wymagania. Jeśli mieszka się w takim miasteczku jak to, każdy mężczyzna, który jest choć trochę przystojniejszy od diabła, ma jakąkolwiek pracę, nie pali, nie pije i nie bije jest dobrą partią. To nic, że ma groteskowy głos, jest niższy o głowę albo nie dba o siebie. Anna dorzuciłaby do tej listy jeszcze kilka ważnych punktów. Z biegiem lat i zaręczynami kolejnych znajomych zastanawiała się czy to coś z nią jest nie tak i rozważała wykreślanie kolejnych wymagań z listy, ale nawet ona, jak na te realia stara panna, musiała trzymać jakiś poziom. Koniec końców - nikt nie jest idealny, ale można choć odrobinę się postarać. Od kiedy pamięta, zaczytywała się w powieściach Jane Austen. Im była starsza, tym bardziej rozumiała położenie głównych bohaterek i starych panien, których rodzice za wszelką cenę próbują złowić dla córki najpierw "dobrą partię", a później jakąkolwiek... Wolała o tym nie myśleć, bo czuła się przez to żałośnie.
Bera i Michał cały czas biegali obsługując gości i pijąc z każdym po kolei, tak żeby nikt nie został pominięty. Chociaż Anna zauważyła, że przyjaciółka tylko moczy usta w kieliszku, ale nie pije. Rozbawione i podpite towarzystwo jednak tego nie widziało. Natomiast Anna dokładnie zlustrowała każdego z przybyłych. Nie zabrakło nowych twarzy - pewnie znajomych Michała - a wśród nich pewnego szczególnie intrygującego szatyna o imponującym wzroście. Musiała dowiedzieć się kim jest ten facet. Złapała przyjaciółkę, kiedy ta skończyła rundkę po gościach i odciągnęła ją na bok.
- Spójrz w prawo, tylko się nie gap. - Bera posłusznie wykonała rozkaz. - Kim jest ten facet w szarej koszuli? Ten wysoki.
- To Paweł, przyjaciel Michała.
- Nie wiedziałam, że ma TAKICH przyjaciół - Anna czuła, jak skacze jej ciśnienie.
- Nie wiedziałaś, bo rzadko ostatnio się widują. Dostał się jakiś czas temu do wojska i więcej go nie ma niż jest. Raczej nie wychodzi nigdzie z nami, ale z Michałem znają się od dziecka. Jeśli chcesz znać moje zdanie - straszny z niego sztywniak. Nie, żeby się uważał za lepszego, ale jakoś nigdy nie udało mi się nawet nawiązać z nim rozmowy. Zawsze rozmawia tylko z Michałem i patrzy na wszystkich z góry. - Zawiesiła głos na chwilę i rozejrzała się po ogrodzie, jakby kogoś szukała. - Jeśli o mnie chodzi, to mam wrażenie, że nieświadomie roztacza coś takiego, że ludzie czują się przy nim jak gówno. Nie wiem jak Michał z nim wytrzymuje.
- Czyli mnie nie przedstawisz?
- Zrobiłabym dla Ciebie wszystko, Aniu, ale wolałabym jeszcze raz urządzać całą tę szopkę niż dobrowolnie porozmawiać z tym bucem. Od kiedy go znam, wymieniłam z nim tylko kilka razy "cześć".
- Szkoda, ale skoro tak twierdzisz...
- Wierz mi, nie masz czego żałować. Lecę, bo widzę, że idą kolejni goście, a beczka już jest pełna szkła.
Opinia Bery skreśliła żołnierza w oczach Anny. Zmierzyła go wzrokiem raz jeszcze nie mogąc pojąć jak ktoś tak idealny może być tak okropny. Wyraźnie wyróżniał się na tle pozostałych. Miała wrażenie, jakby jego sylwetka górowała nad innymi. Spod materiału dało się zobaczyć zdrowe wysportowane ciało młodego, pewnego siebie mężczyzny. Może rzeczywiście jest trochę wyniosły? Chociaż, skoro przyjaźnił się od tylu lat z Michałem, musiało być w nim coś dobrego... Miała natomiast na koncie zbyt wiele doświadczeń tak zwanymi "facetami z problemami", żeby dobrowolnie pchać się w kolejny taki układ. Uznała, że to za trudny temat jak na jej podchmielony umysł i jednocześnie stwierdziła, że potrzebuje solidnej kawy. Głupio tak upić się jeszcze przed dwudziestą pierwszą. Gdzieś tam widziała jakiś duży dzban z kawą - może jeszcze gorąca? Skierowała swoje kroki do szwedzkiego stołu, w którego okolicach stał Paweł. Oczywiście, że mogła poczekać, aż odejdzie, ale ciekawska część jej osobowości uznała, że to świetna okazja, żeby przejść obok i zupełnie się nie przyglądać. Wyprostowała się, wciągnęła brzuch i uznała, że podejdzie, naleje sobie kawy i odejdzie nie zaczepiając osobnika. Plan był ambitny, ale dla niej zbyt trudny do zrealizowania. Sytuacja trwała może pół sekundy, ale złożyło się na nią kilka czynników. Owszem, udało jej się z gracją podejść do dzbanka z kawą i owszem, nawet nie zająknęła się słowem w stronę Pawła. Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy jeden z kompletnie pijanych gości szalejących na parkiecie zatoczył się i swoim wielkim brzuchem typowym dla każdego wujka Janusza popchnął dziewczynę wprost na stół. Kiedy była już pewna, że wyląduje twarzą w sałatce, na lewo od śledzika (a przecież miało nie być śledzi!), tuż obok bigosu, czyjeś silne ramię zatrzymało ją w locie i ustawiło w pozycji wertykalnej. W kolejnych chwilach widziała rosłego młodego mężczyznę wyprowadzającego pijanego "wujka Janusza" za łokieć na zewnątrz. Anna nieco oszołomiona, mechanicznie nalała sobie w końcu tej kawy i wyszła do ogrodu. Bolało ją ramię, ale to był przyjemny ból. Skarciła się w myślach za zachowywanie jak nastolatka; "o matko, dotknął mnie" - przedrzeźniała się w myślach.
Upalny dzień, do tego ten namiot i duchota w nim panująca, plus alkohol - wszystko to przyprawiało o zawroty głowy, nawet jeśli ktoś nie pił. Usiadła na ławce w ogrodzie, gdzie mogła odetchnąć chłodniejszym, wieczornym powietrzem. Próbując objąć się rękami wciąż czuła pulsujący ból, a w miejscu, gdzie chwycił ją Paweł rozlewał się słusznych rozmiarów siniak. Pięknie, teraz będę wyglądać jak ofiara przemocy domowej - myślała. Kiedy kilka minut później poczuła na sobie czyjeś lodowate spojrzenie przekonała się z całą stanowczością, że już wytrzeźwiała od tego nadmiaru chłodu.
- Wszystko w porządku? - zdziwiła ją niska, ciepła barwa głosu. Ciemne oczy przyglądały jej się badawczo.
- Tak, nic mi nie jest - odruchowo chwyciła się za ramię, co nie umknęło uwadze Pawła. - Dzięki za tamto.
- Nie ma sprawy. Na pewno nic ci nie jest? - zbliżył się do niej, na co zareagowała automatycznym krokiem w tył, jak małe dziecko, które nie chce dać wyciągnąć sobie drzazgi. - Pokaż, widzę, że coś tam chowasz.
Chwycił ją za łokieć i delikatnie przyciągnął do siebie. Odsunął jej dłoń z siniaka, którego usiłowała ukryć.
- Tak myślałem. Zaraz będzie jeszcze gorzej. Poczekaj tu. - W mgnieniu oka był znów przy niej z woreczkiem lodu, pewnie wyprowadzonego z lodówki przyszłego pana młodego. - To powinno pomóc. Musisz mi wybaczyć, sytuacja była nagła, a ja czasami zachowuję się jak słoń w składzie porcelany.
Patrzyła na niego odurzona jego nieoczywistym urokiem. Spodziewała się mruka. Gdzie on jest? Przestała kontaktować przy "poczekaj tu", a teraz miała nadzieję, że tylko w jej wyobraźni szczęka znajduje się gdzieś w okolicy kolan. Po chwili, która dla niej trwała całą wieczność i która uświadomiła jej, że żyła właśnie po to, żeby doczekać tego momentu i od teraz może umrzeć szczęśliwa, otrząsnęła się i odpowiedziała.
- Nie ma problemu. Gdybyś mnie nie złapał, wyglądałabym pewnie teraz dużo gorzej, a tak, uratowałeś sytuację.
Nastąpiło kilka sekund niezręcznej ciszy, więc już skierowała się w stronę namiotu bąkając coś o tym, że chyba ją wołają. Krępowała ją chłodna wyniosłość Pawła zupełnie sprzeczna z jego troską w ciągu kilku ostatnich minut.
- Usiądziemy? - zapytał.
Michał
Nie pierwszy raz był na pulterze, ale pierwszy raz w roli przyszłego pana młodego. Nie zastanawiał się natomiast, jak to wygląda od tej strony. Wypicie zwyczajowego kielicha z każdym z gości nie mogło być przecież takie trudne. Jakże się mylił! Nie doszedł jeszcze do połowy, a już kręciło mu się w głowie, zaś każda kolejna setka przyprawiała go o coraz większe mdłości. Musiał zwolnić, bo inaczej nie dotrwa do końca imprezy, nie mówiąc już o utrzymaniu fasonu przed swoimi gośćmi i przyszłymi teściami. Zauważył, że wszyscy skupili się na zamieszaniu, w którym brał udział Paweł i ulotnił się do domu, tam nie było nikogo, można będzie usiąść na kanapie w salonie i chociaż pół godzinki odsapnąć. Niedługo potem przyszła do niego Berenika.
- Hej.
- Cześć.
- Co się dzieje?
- Nic, za dużo wypiłem i muszę chwilę odpocząć - odpowiedział. - Posiedzisz tu chwilę ze mną?
Nika przez moment się zawahała, jednak ostatecznie skinęła głową i wtuliła się w Michała. Chwilę później poczuł się ciężki i zasnął. Nie miał pojęcia, ile czasu minęło, kiedy zerwał się na równe nogi. Odruchowo sięgnął do kieszeni i spojrzał na wyświetlacz telefonu. 21.45. I nowa wiadomość. Od Liddy. Długie miesiące pisania z nią spowodowały, że sam nie wiedział co sądzić. Najczęściej myślał o tym, po co właściwie uwikłał się w taką dziwaczną relację, będąc w szczęśliwym związku z Bereniką. Planując z nią ślub. Opadł na kanapę i potarł czoło próbując dojść do siebie. Natrętne myśli nie odstępowały go na krok. Coraz częściej te rozważania doprowadzały go do konkluzji, której nie chciał przyjąć do wiadomości. Nie powinien był w ogóle się jej oświadczać. Zrobił to, bo oczywiście kochał Nikę. I kocha nadal. Nie bez znaczenia były jednak namowy otoczenia, zwłaszcza rodziców, którzy naciskali, żeby wreszcie się ustatkował, założył rodzinę. Miał 28 lat.
- W twoim wieku już dawno mieliśmy rodzinę, ty miałeś już 5 lat, a twoja siostra właśnie była w drodze. Nie ma na co czekać. Nie znajdziesz lepszej dziewczyny niż Berenika - znał argumenty matki na pamięć. Całe jej dzieciństwo i życie jako nastoletniej dziewczyny zostało przez dziadków Michała podporządkowane jednemu celowi: znalezienia męża. Nie można było narzekać. Ostatecznie pan Karol Łukasik był mężczyzną zadbanym, wciąż jeszcze przystojnym. Michał widział jak ojciec nieraz zwracał uwagę znacznie młodszych od siebie kobiet. Doskonale wiedział, jak się ubrać stosownie do sytuacji. Na spotkaniach z resztą rodziny wyglądał właściwie jak milion dolarów w porównaniu do wujków z wyhodowanymi brzuchami piwnymi i zaniedbanymi wąsami. Wielokrotnie z obrzydzeniem obserwował ich opychających się kiełbasą i ziemniaczaną sałatką, która osiadała na wąsach i uparcie nie chciała zniknąć. Zastanawiał się, czy to po to są te wąsy - żeby magazynować resztki jedzenia na gorsze czasy. Ojciec Michała w latach dziewięćdziesiątych otworzył własny sklep wielobranżowy. Później kolejny w sąsiednim mieście i tak rozwinął małą sieć całkiem nieźle prosperujących sklepików pod marką znaną dobrze lokalnym klientom. Pani Anita natomiast była kobietą wyglądającą na kilka lat młodszą niż była w rzeczywistości. Zawsze nienagannie ubrana, o szczupłej sylwetce, ale też bez przesady. Trzymała się jednej zasady: wyglądać stosownie do swojego wieku. Tak więc, kiedy skończyła 50ty rok życia, porzuciła sztuczną biżuterię na rzecz klasycznych pereł, a dżinsy zamieniła na spódnice do kolan i bluzki z drogich materiałów o kroju maskującym wyimaginowane niedoskonałości. Dzieci, Zuzannę i Michała wychowywali na osoby kulturalne, ułożone i nie wyróżniające się kompletnie niczym. Tak mógłby powiedzieć ktoś, kto zobaczyłby tę rodzinkę na wspólnym zdjęciu. Każdy kto choć odrobinę poznał Zuzannę czy Michała, szybko zdawał sobie sprawę, że w ich przypadku sprawdza się powiedzenie, że "pozory mylą". Oboje posłusznie ukończyli dobre szkoły, o pożądanych na rynku pracy kierunkach, ale rodzicom nigdy nie było dość. Każdy kolejny sukces poprzedzał następne wyzwanie. Tym razem takim wyzwaniem było dla Michała właśnie poślubienie Bereniki. Pewnie po ślubie będzie słyszał "kiedy wreszcie wnuk", a jak już się urodzi wnuk, przyjdzie czas na "to może teraz dziewczynka?".
Zdecydowanie coraz częściej rozmowy z Liddy uświadamiały mu, że ta szalona gonitwa, ten życiowy bieg przez płotki nie skończy się dla niego na podium. Co najwyżej zostanie z marną nagrodą pocieszenia, gdzieś na czwartym miejscu. Blisko wygranej, właściwie, nie ma na co narzekać, a jednak pozostanie gorycz przegranej. Niepokój. Tak by określił uczucie, które towarzyszy mu od kiedy oświadczył się Nice. Na swoje konto na portalu randkowym wszedł kilka miesięcy temu właściwie tylko po to, żeby je zamknąć. Założył je 2 lata wcześniej, zanim poznał Berę. Ostatecznie nigdy z niego nie skorzystał, zapomniał o nim. Trochę z nudów, a trochę z ciekawości przejrzał kilka profili. Tam trafił na rudowłosą piękność. Kierowany jakimś szatańskim podszeptem postanowił napisać. Czuł się z tym źle. A jednocześnie doskonale. Lepiej niż w czasie, gdy poznał Berenikę i zaczął się z nią umawiać, jeśli miał być szczery. Niekończące się rozmowy z nią wywołały w nim emocje, których się nie spodziewał i w tej chwili mógł z całą stanowczością uznać, że zdradzał Nikę z Liddy. Emocjonalnie, ale dla niektórych to podobno gorzej niż taka prawdziwa, fizyczna zdrada.
Nawet teraz, otwierając wiadomość od Liddy czuł swego rodzaju spokojną radość. Niepokój znikał na te chwile.
Liddy: Żyjesz? Cały dzień się nie odzywasz. Prawie nie mogę sobie przez to znaleźć miejsca ;)
Mimowolnie uśmiechnął się widząc jej troskę.
Mike87: Żyję, choć jestem dzisiaj trochę zajęty. Wierz mi, że wolałbym teraz siedzieć tylko i z Tobą pisać.
Liddy: Ja teraz też nie do końca robię to, co bym chciała. Chociaż te parę chwil na napisanie czegoś znajdę ;)
Mike87: To dobrze. Chociaż Ty mnie dzisiaj nie opuszczaj.
Nie chciał wyjść na beksę, ale tak się teraz czuł. Bo niby komu miał powiedzieć, jak się teraz czuje i kto miałby mu powiedzieć, co miał zrobić? Jasne, miał Pawła, ale on nigdy nie mówi tego, co człowiek chce usłyszeć. Paweł i ten jego kręgosłup moralny. Paweł harcerzyk. Michał prychnął i ruszył do kuchni, żeby orzeźwić się nieco szklanką wody, zanim znów wróci do gości.
Paweł
- Stary, to jest ostatnie na co mam ochotę - westchnął Michał popijając kolejnego szota. Miał na myśli oczywiście imprezę. - Nawet nie znam połowy tych ludzi. Zresztą Bera pewnie też nie. Już miał dodać coś jeszcze, kiedy przerwał mu dzwonek przychodzącej wiadomości.
- Znowu ona? Myślałem, że to zakończyłeś.
- Nie zakończyłem. Poza tym w całym tym przedślubnym szaleństwie to rozmowy z nią pozwalają mi jakoś funkcjonować. Zresztą teraz, to nie ona.
- Wiesz, co o tym sądzę - burknął Paweł. - Za dużo kręcisz, lawirujesz między tą dziewczyną, a Berą. Pomyślałeś o tym, co się stanie, kiedy któraś dowie się o tej drugiej? Żadna z nich nie będzie chciała cię znać.
- Nie musisz mi przypominać...
Ktoś z tłumu zawołał Michała, a Paweł pozostał sam na uboczu obserwując bawiącą się gawiedź. Myślał o tym, co powiedział Michał i zastanawiał się po jakim czasie wypada ulotnić się z takiej imprezy, żeby nie wyjść na skończonego dzikusa. Z braku lepszego zajęcia zaczął lustrować towarzystwo. Jego uwagę przykuła pewna blondynka. Obserwował ją dłuższą chwilę dla zabicia czasu. Kiedy zauważył, że krąży wokół szwedzkiego stołu, postanowił zrobić to samo. Nie bardzo miał pomysł, co dalej. Chciał po prostu być bliżej, może jej się trochę przyjrzeć. Widział kątem oka, jak dziewczyna kończy rozmowę z Berą i rusza w jego stronę. Już miał się zdobyć na szczyt elokwencji, kiedy pojawił się ten pajac ze swoim brzuszyskiem i niemalże wszystko popsuł. Odprowadził go na świeże powietrze, żeby przemyślał swoje zachowanie, a sam wrócił. Ostatecznie udało mu się znaleźć dziewczynę w ogrodzie. Kiedy zaproponował jej, żeby razem usiedli, przez ułamek sekundy się zawahała, ale kiwnęła głową.
- Jestem Paweł.
- Ania. - Uścisnęli dłonie jak na służbowym spotkaniu. Wyrzucał sobie, że nie umie pozbyć się nawyków z pracy, ale to właśnie to w swoim zawodzie cenił najbardziej. Nikt nie dopatrywał się podtekstów, w tym, co mówi, nikt nie analizował mowy ciała, tonu głosu i wszystkiego tego, co ma znaczenie w interakcjach między ludźmi. Nie uważał się nigdy za duszę towarzystwa i o to nie zabiegał. Jednak w tej chwili wiele by oddał, żeby umieć nawiązać swobodną gadkę szmatkę. Koniecznie chciał zaimponować tej dziewczynie, ale widział, że od początku jego oficjalny ton i zachowanie ją onieśmiela. Co tym bardziej wymagało od niego wyczucia, jeśli nie chciał wyjść na skończonego snoba. Powiedz cokolwiek!
- Jesteś przyjaciółką Bereniki?
- Tak. I jej świadkiem - dodała oczarowując go uśmiechem. Od kiedy zobaczył ją pierwszy raz tego wieczora uznał ją za słowiańską piękność. Alabastrowa cera, blond włosy i stalowoszare oczy przywodziły na myśl zimowy poranek po śnieżycy. Kiedy się jednak uśmiechnęła do niego, wydała mu się ciepła, dobra i cierpliwa. Oczywiście to były tylko wyniki tego, co podpowiadał mu jego zamroczony umysł idealizujący jej postać. Nie mógł jednak nic na to poradzić. Nie był sobą.
- W takim razie mam nadzieję, że okażemy się dobraną parą - próbował trochę rozluźnić niezręczną atmosferę. Na te słowa dziewczyna znów się uśmiechnęła i odwróciła wzrok. Sam miał wrażenie, jakby kazano mu siedzieć w pełnym, galowym umundurowaniu, do tego przyciasnym. Gorączkowo zastanawiał się co powiedzieć.
- Podobno pracujesz w wojsku? - Przez chwilę nie mógł wydobyć słowa. Przyzwyczaił się, że to do niego należy kontrolowanie sytuacji, a tymczasem ona zupełnie wymykała się z tego schematu. Powinny istnieć jakieś specjalne procedury, którymi należy podążać w takich sytuacjach - pomyślał.
- Tak, jestem żołnierzem - zaśmiał się nerwowo - aż tak to widać? - Jej twarz przybrała tajemniczy wyraz, a on łapał się na tym, że nie może od niej oderwać wzroku, choć skupia wszystkie siły na tym, by tego nie robić. Zauważyła to, gdy dłuższą chwilę nic nie mówił.
- Bera wprowadziła mnie trochę w temat. Nie znałam dotąd znajomych Michała, podobnie jak jego rodziny. Od dawna się przyjaźnicie?
- Właściwie od dziecka. Przeprowadziłem się tutaj w podstawówce. Pierwszego dnia w szkole Michał zaprosił mnie do swojej ławki i tak już zostało.
- Gdzie mieszkałeś wcześniej?
- Co?
- Powiedziałeś, że przeprowadziłeś się tutaj w podstawówce. Zakładam, że wcześniej mieszkałeś gdzie indziej - bawiło ją jego rozkojarzenie i zakłopotanie.
- A tak. Przyjechaliśmy tu spod Poznania.
Widział, że to ona pokierowała rozmową, ale odpowiadało mu to. Powoli zaczynał się rozluźniać. Siedzieli w półmroku. Anna oparła się o ławkę, a wzrok skierowała na nocne niebo, natomiast on sam kątem oka starał się zarejestrować każdy fragment jej twarzy. Pragnął odczytać jej myśli, jednocześnie samemu będąc coraz bardziej przekonanym, że oto spotkał kobietę swojego życia, że to ona urodzi jego dzieci i to przy jej boku się zestarzeje. Pod warunkiem, że nie uzna go za skończonego buca. Jego błogie rozmyślania przerwał szelest kroków stawianych na trawniku. Anna też to zauważyła i już miała wstać, kiedy Paweł ją przytrzymał (jak wygodny to był pretekst, by jej dotknąć) i gestem nakazał być cicho. Dostrzegli parę zmierzającą w przeciwległym kierunku. Trudno było mu rozpoznać sylwetki. Widział, że o czymś rozmawiają, dopiero w przerwie pomiędzy jednym kawałkiem, a drugim usłyszał coś jakby "...bylebym stąd poszedł. Zależy mi, żebyś była szczera przede wszystkim sama ze sobą."
Mimo ciemności napięcie między nieznajomą parą było niemal namacalne.
- To była Bera... - wyszeptała Anna.
Michał
W pewnej chwili zaświtała mu w głowie jedna myśl. Właściwie to była jedna z tych natrętnych, które kołatają się gdzieś przez dłuższy czas i przebijają błonę świadomości w najmniej pożądanym momencie. Bez zastanowienia wyjął telefon i napisał:
Mike87: Musisz powiedzieć mi jedną rzecz: skąd jesteś? Nie pisz jakie miasto, wystarczy, jeśli powiesz, co to za województwo.
Od tygodni chciał wiedzieć, czy to ma szansę wypalić. Czy ta dziewczyna mieszka gdzieś w pobliżu. Potrzebował jakiegoś znaku, co powinien zrobić.
Liddy: Myślisz, że to dobry pomysł?
Na moment się zamyślił. Wiedział, że jeśli okaże się, że jest z okolicy, nie da mu to spokoju i zrobi wszystko, żeby się z nią spotkać. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że to najgorsze, co może uczynić sobie i Berenice na tydzień przed ślubem. Zresztą nigdy nie był typem ryzykanta czy kobieciarza, tymczasem był boleśnie świadomy, że właśnie tak się zachowuje.
Mike87: Muszę to wiedzieć. Dręczy mnie myśl, że coś mogłoby między nami być, gdybyśmy mieszkali gdzieś niedaleko siebie. Pewnie tak nie jest, przypuszczam, że dzielą nas setki kilometrów i nigdy nic z tego nie wyniknie. Ale muszę to wiedzieć.
Nie czekał długo na odpowiedź, ale sekundy mocno się dłużyły.
Liddy: lubuskie
Sam nie wiedział co o tym myśleć. Stał jak wryty bezmyślnie gapiąc się w wyświetlacz telefonu. Lubuskie. Lubuskie! Ona pochodziła stąd, a on nie mógł ocenić, czy powinien się cieszyć, czy może raczej zmartwić. Za tydzień ma się odbyć jego własne wesele, a on flirtuje z dziewczyną, której nigdy nie widział i poważnie zastanawia się nad tym czy powinien ją poznać. A jeśli miał się z nią spotkać i zaiskrzyłoby między nimi, czy ma odwołać ślub? Poczuł się przytłoczony i pożałował, że zadał to pytanie.
Liddy: Jesteś?
Mike87: Tak...
Liddy: Dziwnie się zachowujesz. Wszystko w porządku?
Mike87: Tak, tylko to oznacza, że mieszkamy od siebie nie dalej niż 150-200 kilometrów. Nie wiem, co o tym myśleć.
Liddy: W takim razie daj znać, kiedy się dowiesz.
Zignorował jej lodowaty ton. Właściwie to nawet wydało mu się odrobinę zabawne, że w tej chwili potrafi wyczuć jej nastrój. Całe życie był niezdolny do podejmowania decyzji. Po prostu poddawał się temu, co się działo. Wykazywał minimum inicjatywy niezbędnej do tego, by jego sprawy szły właściwym torem. Rozterka, z którą teraz miał do czynienia kompletnie przerastała jego możliwości. Tak jakoś wszystko układało się samo aż do teraz. Czy jest sens to burzyć? Tylko po to, żeby poznać dziewczynę z internetu? Nie uznawał się za impulsywnego romantyka. Żaden z niego Słowacki. Wiedział jak zazwyczaj kończą się takie znajomości. Dochodzi do spotkania lub dwóch i ktoś stwierdza, że to jednak nie to. Ale z drugiej strony... przecież tyle małżeństw zawarto dzięki internetowym randkom. Nie był też optymistą. Mało prawdopodobne, żeby to właśnie ta znajomość przerodziła się w coś więcej. Małżeństwo - na sam dźwięk tego słowa czuł, jak skręcają się jego wnętrzności.
Dołączył do niego wujek Zenek z dwoma kieliszkami i butelką wódki. Jeden wręczył Michałowi, a następnie uzupełnił go alkoholem.
- No to za zdrowie młodej pary! - wybełkotał i wychylił zawartość. - Posłuchaj chłopcze, teraz to już krótka droga do tego, żeby ona zaczęła na ciebie przed swoimi znajomymi mówić "mój stary", a ty na nią "moja stara". - Michał wzdrygnął się na tą myśl, sam pomysł, by mówić tak o kimkolwiek w czyimś towarzystwie go mierził. - Ale to nic złego. Ostatecznie wszyscy tak kończymy.
***
Paweł. Musi znaleźć Pawła. On zawsze wie co robić i co słuszne. Szukał go dłuższą chwilę, aż w końcu zauważył go wychodzącego z ogrodu.
- Ona jest stąd - wyłożył od razu.
- Kto?
- Ta dziewczyna z internetu. Ona jest z naszej okolicy. Nie wiem dokładnie skąd, ale zapytałem ją i odpowiedziała, że z lubuskiego.
Paweł westchnął.
- No i co z tego? Nie powinno cię to w ogóle interesować.
- Wiem, wiem, co ty o tym myślisz, ale musiałem. Rozumiesz? Musiałem się tego dowiedzieć i wierz mi, że tak naprawdę nie liczyłem na to, że ona może mieszkać gdzieś blisko.
Mina Pawła była dla Michała wystarczającą odpowiedzią. Mieszanka troski i politowania z cichą naganą. Czuł się tak, jak przypuszczał, że powinien się czuć.
- Nie wiem, po co mi o tym wszystkim mówisz - odezwał się w końcu. Jego ton był lodowaty, ale Michał słuchał go od lat i nic sobie z tego nie robił.
- Nie mówiłbym nic, gdybym nie potrzebował twojej rady.
- Znasz dobrze moje zdanie. Nie niszczyłbym tego, co masz z Berą. A już na pewno nie na tydzień przed ślubem. Zresztą wobec tej dziewczyny też nie jesteś uczciwy. Czyli teraz co? Zamierzasz się z nią spotkać, tylko dlatego, że wiesz, że mieszka w pobliżu?
Nie tego oczekiwał po swoim najlepszym przyjacielu, ale też spodziewał się, że Paweł powie coś w tym stylu. On i te jego żołnierskie zasady... Pożal się boże. Przecież w życiu nic nie jest czarne albo białe! Słyszał też, jak to brzmi, kiedy na głos mówi o tym ktoś inny niż on sam, we własnych myślach.
- Ale też wiem, że nie zostawisz tego w ten sposób - kontynuował Paweł łagodniejszym tonem. - Znam cię i wiem, że będziesz chciał ją poznać. Mogę doradzić ci tylko, żebyś sam sobie odpowiedział, czy warto. Widzę, że od jakiegoś czasu jesteś jakiś weselszy, byłem pewien, że to perspektywa ślubu z Berą tak cię uskrzydla, ale teraz wiem, że to nie to. Berę znasz. Jesteście tyle lat razem, wiesz o niej wszystko. Ona o tobie prawie wszystko, jak się okazuje - prychnął - ale tamta dziewczyna to niewiadoma i pewnie to cię pociąga.
Cały Paweł. Zamiast konkretnie coś doradzić "na twoim miejscu zrobiłbym tak...", on po prostu wykłada wszystkie za i przeciw. I każe mu samemu ocenić, na czym wyjdzie najlepiej.
Lidka
Znudzona bełtała słomką w swoim drinku, jednym uchem chłonąc rozmowę toczącą się przy stoliku tuż za nią.
- Ale jak to? Wesele tylko na 70 osób? To przecież tutaj jest dzisiaj więcej gości! - prychnęła z wyższością na oko pięćdziesięcioletnia kobieta do siedzącej obok brunetki w podobnym wieku.
- No podobno tak bardzo oszczędzają. Chcą, żeby wesele się młodym zwróciło, więc pozapraszali tylko tych z rodziny i znajomych, którzy zarabiają odpowiednio dużo.
- Żartujesz! Słyszałam, że dokładnie za dwa tygodnie odbywa się wesele kuzyna Bereniki. Rodzina się podzieliła, no bo kto tak robi? Przecież nie urządza się wesel tydzień po tygodniu i to jeszcze w tej samej rodzinie! - sarkała kobieta. -Nie wiem, jak można się tak wyrwać przed szereg.
- Nie mogli poczekać?
- Nie wiem. Może wpadli i trzeba było na szybko załatwić ślub.
Urazę pomieszaną z rozgoryczeniem i czymś podobnym do rozczarowania Lidka popijała słabym drinkiem z soku i kiepskiej pulterowej wódki. Faceci są naprawdę niemożliwi. Czego się spodziewała? Czuła pogardę do samej siebie. Zupełnie jakby jej rozsądne "ja" stanęło obok i patrzyło na emocjonalne "ja" z głupawym tryumfującym uśmieszkiem. Internetowe znajomości są dobre dla szczeniaków - zawsze to wiedziała. Dlaczego była taką idiotką tamtego wieczora i następnego dnia nie skasowała zwyczajnie tego profilu ignorując wszystkie wiadomości? Prychnęła. Doskonale wiedziała, dlaczego. Jej kobiece ego potrzebowało adoracji. Kiedy teraz o tym myślała, dochodziła do wniosku, że od początku ta znajomość, każde napisane i wysłane zdanie zostało obliczone na uwiedzenie jakiegoś człowieka. Chociaż bywały momenty, że to on pisał wprost takie rzeczy, że zaczynała się rumienić na ich wspomnienie. Dziwna miłosna gra, która zawsze wygląda tak samo, niezależnie od czasów i formy. Nie da się jej uniknąć ani wygrać.
Rodzice Lidki oddalili się gdzieś, ale nie wrócili jeszcze do domu. Wiedziałaby, bo tylko ona miała przy sobie klucze. Spacer dobrze jej zrobi, pomyślała i ruszyła do ogrodu. Miała ochotę znaleźć rodziców i zakomunikować im, że wybiera się do domu, a oni, jeśli chcą, niech bawią się dalej. Po kilkunastu minutach poszukiwań nadal nie miała pojęcia, gdzie są. Wyszła na ulicę. Noc była przyjemna, a latarnie rzucały pomarańczowe światła na nierówny chodnik. Oparła się plecami o bramę i wyciągnęła paczkę papierosów. Rzuciła dawno temu, ale wracała do nałogu w nerwowych momentach. Lepsze to niż Xanax - tłumaczyła sobie wielokrotnie. Zorientowała się, że nie ma zapalniczki ani zapałek. Sama sobie pogratulowała. To był jej autosabotaż, żeby nie sięgać po papierosy.
W tej chwili zobaczyła przed sobą płomień zapalniczki osłonięty męską dłonią. Odpaliła od niego papierosa, mocno się zaciągnęła i podziękowała. Przez chwilę napawała się względnym spokojem. Kątem oka widziała faceta z zapalniczką - gapił się w telefon, jakby odczytywał wiadomość czy coś. Nie miała wielkiej ochoty na rozmowy, ale czuła się zobowiązana za użyczenie ognia.
- Też już się zbierasz? - zapytała. Mężczyzna podniósł głowę i zaczął się jej badawczo przyglądać.
- Nie do końca. Jestem przyszłym panem młodym, więc nie wypada zwinąć się przed końcem imprezy. - W jego głosie dało się wyczuć wahanie.
- A tak. Przecież widziałam cię przy wejściu, na początku imprezy. W takim razie powinnam ci pogratulować.
- Tak... A ja powinienem podziękować. Nie sądzisz, że tego co "powinniśmy" jest zdecydowanie za dużo?
- Zdecydowanie.
- Jak ci się podoba impreza? Tyle przygotowań, tylko po to, by po kilku godzinach połowa gości była nieprzytomna... - urwał.
Lidkę rozbawiła ta uwaga.
- Nie jest tak źle. Ja się trzymam.
- Czyli pewnie kiepsko się bawisz - odparł.
- Fakt. - Michał nie krył zdziwienia. Wyglądał, jakby oczekiwał, że Lidka mu przytaknie. - Ale to nie wina twojej imprezy.
- Jedyny plus.
Lidka zaciągnęła się papierosem ostatni raz, rzuciła go na chodnik i przydepnęła ciężkim butem.
- Słuchaj, to pewnie nie moja sprawa, ale mam dziwne wrażenie, że nic gorszego niż ten pulter nie mogło ci się przytrafić.
- Chyba rzeczywiście tak to wygląda. Trochę panikuję, to wszystko.
- Za tydzień będziesz miał dwa razy więcej stresu. Ale później pójdzie już z górki. Tak przynajmniej mówią, nie mogę powiedzieć z autopsji. Muszę lecieć, powodzenia.
Michał nie ruszył się z miejsca, patrzył na dom naprzeciwko ulicy, jakby w jego oknach wystawiono prawdy objawione. Lidka odeszła kilka kroków, ale potknęła się przydeptując rozwiązaną sznurówkę. Przystanęła, żeby ją zawiązać, kiedy z kieszeni wypadł jej telefon. W tej chwili rozległ się dzwonek oznajmiający nadejście wiadomości. Wzięła telefon do ręki i ją odczytała.
"Spotkajmy się."
Zmełła pod nosem przekleństwa; miała dość tego typa. Tyle miesięcy czuła się jak na haju, a teraz coś zaczęło się psuć. Wtedy ktoś dotknął jej ramienia. Odwróciła się i zobaczyła przyszłego pana młodego, trzymającego przed jej oczami telefon zwrócony wyświetlaczem w jej stronę. W polu wiadomości widniały dwa słowa "spotkajmy się".
MICHAŁ
Jak w zwolnionym tempie widział jej wzrok przenoszący się na jego twarz. Był niemal pewien, że dostanie z liścia. Sam by to zrobił na jej miejscu. Stało się jednak coś, co było dla niego jeszcze gorsze niż siarczysty policzek. Zamiast tego na twarz dziewczyny wpłynął grymas wściekłości i odrazy.
- Jak to... - zaczęła Lidka. - Co do cholery... Co to do cholery ma być?
Odeszła kilka kroków, ale zaraz wróciła jakby chciała jeszcze coś powiedzieć. Michał mógł się tylko domyślać jak wielki zamęt panuje w głowie dziewczyny. Sam się tego nie spodziewał. Rozmowa z Pawłem wylała mu kubeł zimnej wody na głowę. Był takim egoistą, że do tej pory nie wpadł na to, jak może poczuć się zarówno Berenika, jak i Lidka, jeśli to wyjdzie na jaw. Oczywiście Paweł próbował mu to uświadomić, ale jakoś niezbyt go to obeszło. Pod wpływem tego impulsu zamierzał przerwać wirtualny romans i o nim zapomnieć, by za tydzień wziąć ślub i zacząć żyć jak na zrównoważonego człowieka przystało. Po prostu przestanie do niej pisać. Internetowe znajomości mają to do siebie, pomyślał, że nigdy do końca nie wierzymy w istnienie tej drugiej osoby. Czuł się z nią związany emocjonalnie i nie tylko, ale jednocześnie miał wrażenie, że gdyby przestał odpisywać, tajemnicza Liddy po prostu zniknęłaby gdzieś w sieci. Rozpłynęła się tak samo jak się zmaterializowała kilka miesięcy wcześniej. Pewnie przez jakiś czas byłoby mu ciężko. Ale kompulsywna wymiana wiadomości była tylko nawykiem.
Podobno do wyrobienia nowego nawyku człowiek potrzebuje 66 dni, potem wchodzi mu to w krew. Tak jak Lidka weszła w jego układ krwionośny. A później ją spotkał - w bramie próbującą zapalić papierosa. Znał na pamięć zdjęcie Lidki z portalu, pamiętał jej proste włosy i zarys twarzy. Teraz kiedy rozmawiał z nowo poznaną dziewczyną dostrzegał w jej profilu coś znajomego. Miała spięte włosy, więc wciąż nie był pewien. Uznał, że jest tylko jeden sposób, by się tego dowiedzieć. I tak wysłał wiadomość.
Lidka krążyła jak wściekły byk w tę i z powrotem, a Michał tylko się jej przyglądał. Zadawał sobie pytanie po co właściwie wysłał tego smsa, ale też zdawał sobie sprawę, że w ten sposób mógł jednocześnie sprawdzić czy to ona i tym samym przekreślić właściwie wszystko. Literalnie. Gardził sam sobą. Czego się spodziewał? Że jak spotka się z tą dziewczyną, to ona rzuci mu się na szyję? Może w innych okolicznościach spojrzałaby na niego inaczej. W jego głowie hulał wiatr wymiatając resztki trzeźwych myśli poza pole widzenia.
W końcu dziewczyna uspokoiła się na tyle, że stanęła w miejscu. Patrząc mu prosto w oczy powiedziała:
- Nie powinnam tego komentować. Jedyna słuszna rzecz, jaką mogę teraz zrobić, to odwrócić się na pięcie i już nigdy więcej z tobą nie rozmawiać. Chcę tylko, żebyś wiedział, że nie jestem głupia. To wszystko, co pisałeś układa mi się teraz w całość. Liczyłeś na to, że weźmiesz ślub i będziesz wiódł dorosłe życie u boku statecznej Bereniki, podczas gdy nasz internetowy romans dostarczałby ci emocji. Trudno byłoby mówić o zdradzie, prawda? Wilk syty i owca cała. Nie mogę na ciebie patrzeć, cześć.
Słyszał jej przyspieszony oddech, gdy odchodziła w stronę swojego domu. Miała rację. Trafiła w punkt. A jednak, gdy ona go beształa, przyglądał się jej, miał wrażenie, jak zauroczone cielę. Wreszcie mógł przypiąć twarz, gesty, ruchy i sposób bycia do tych setek, jeśli nie tysięcy wiadomości. I był tym odkryciem zauroczony.
Dopiero po chwili jej słowa dotarły do niego na tyle, by mógł je przeanalizować. Dokładnie tego oczekiwał. Myślał, że przez zawieszenie i nie podejmowanie żadnych definitywnych decyzji uda mu się to kontynuować. To było takie cyniczne z jego strony. Lidka od razu to zauważyła. Wystarczył jej dosłownie moment, by go zrozumiała. Zabawne, że to wyszło w takich okolicznościach. Mniej zabawnie, że dodała na końcu "nie mogę na ciebie patrzeć". Właściwie wcale nie było mu do śmiechu. Każda kolejna chwila natarczywie podsuwała mu jedno słowo: "przegryw". Pulsowało nieznośnie w jego skroniach bezlitośnie demaskując jego prawdziwą twarz. Żadna z tych rewelacji nie była do przyjęcia na trzeźwo.
Anna
Sytuacja z Pawłem trochę wytrąciła ją z równowagi. Ale pozytywnie. Najpierw czuła się skrępowana jego towarzystwem. Wydawał się taki zimny i rzucał te swoje oceniające spojrzenia. Męskie towarzystwo raczej jej nie krępowało, ale z Pawłem było inaczej. Nie chciała wyjść na idiotkę albo świruskę. Coś jej mówiło, że rzadko zmienia raz wyrobione o kimś opinie. Później pomógł jej, a to, jak próbował nawiązać z nią rozmowę wydało jej się naprawdę miłe. Z każdą chwilą rozluźniała się i już chciała powiedzieć coś, żeby Paweł też przestał się tak spinać, kiedy usłyszeli przyciszoną rozmowę. Głos swojej przyjaciółki poznałaby wszędzie. JEGO głos także. I dobrze wiedziała, jak zakończy się ta historia, mimo że jeszcze nie zaczęła się ponownie. Już jej była w tym głowa, żeby temu zapobiec. Widząc, jak wychodzi najpierw Bera, a minutę później Adam postanowiła wysondować sytuację czym prędzej. Pośpiesznie ścisnęła ramię Pawła i powiedziała:
- Muszę do niej iść. Proszę cię, nie mów nic Michałowi, że ten facet tu był. Przynajmniej na razie.
Ruszyła w stronę parkietu, ale cofnęła się i dodała:
- I nie uciekaj, jeśli możesz. Będziemy musieli jeszcze porozmawiać.
Może i zabrzmiało to nieco dziwacznie, ale rzeczywiście planowała najpierw pogadać z Bereniką, a później urobić Pawła, żeby nie wypaplał nic Michałowi. Nie wyglądał na takiego, ale lepiej dmuchać na zimne.
Zaczęła przeczesywać twarze w poszukiwaniu przyjaciółki, zauważyła ją, gdy szła jak otępiała w stronę domu.
- Czyś ty do reszty zwariowała? - wypaliła od razu, odciągając ją na bok. - Mam nadzieję, że to nie ty go tutaj zaprosiłaś!
Anna od razu zauważyła zmianę w zachowaniu Bereniki. Zazwyczaj opanowana i poukładana, teraz nie wiedziała nawet co odpowiedzieć. Znała ten jej stan. Przez prawie cały okres, gdy spotykała się z nim na studiach robiła te swoje maślane oczy. Bera oczywiście do niczego jej się nie przyznała, więc pierwszym podejrzeniem było, że dziewczyna po prostu się zjarała. Dopiero po kilku kolejnych dniach Anna uznała, że to nie w stylu Bery, żeby chodzić nastukaną jak bela przez kilka dni z rzędu. Patrzyła na przyjaciółkę jakby zupełnie nie rozumiała sensu wypowiadanych przez nią słów. Zupełnie jak wtedy.
- Co?
- To wszystko na co cię stać? Dziewczyno, należy ci się porządny strzał z liścia! Uspokój się i opowiedz mi co tu się wydarzyło. I nie kłam. Widziałam was - podkreśliła.
- Skoro nas widziałaś, to po co się wypytujesz? Pewnie wiesz lepiej niż ja, co dokładnie się wydarzyło. - Annę trochę zabolały te słowa, ale postanowiła wziąć je za znak, że Bera odzyskuje zdolność jasnego myślenia i nie odpuszczać. - Nie. Nie zaprosiłam go. Dzisiaj dostałam od niego wiadomość. Napisał, że ma nadzieję, że wiem, co robię i przyjdzie. Zignorowałam tego smsa.
- Że też ma czelność pytać, czy wiesz co robisz - prychnęła Anna. - No i co dalej? Co mówił, kiedy był tutaj u ciebie?
- Sama nie wiem czego chciał. Zaczął zadawać jakieś głupie pytania. Próbowałam go spławić, ale naciskał... Pytał, czy z Michałem jest mi tak dobrze jak z nim...
- Bezczelny. Co mu odpowiedziałaś?
- Nic. Udało mi się jakoś wyrwać i zaraz już złapałaś mnie ty.
Anna zamyśliła się na moment. Doskonale wiedziała jak Adam działa na Berenikę. Widziała na własne oczy kilka lat temu.
- Myślisz, że już tu nie wróci? - zapytała.
- Nie wiem. Mam nadzieję, że nie.