Przedmowa
Isrizal Mohamed Isa
Gdy przed przystąpieniem do pisania niniejszej przedmowy po raz ostatni czytałem Szkice malajskie Alfiana, w mojej głowie zaczęła się powoli krystalizować pewna dość absurdalna myśl. A co by było, gdyby poproszono mnie o poświadczenie, że postaci z kolejnych stron książki istnieją naprawdę? To znaczy o to, bym stwierdził, czy osoby te są jakkolwiek osadzone w rzeczywistości, czy też stanowią wykwit wyizolowanego w procesie twórczym umysłu. Rozbawiony własnym pomysłem, zacząłem podstawiać rzeczywiste imiona w miejsce imion niektórych bohaterów i bohaterek i natychmiast dostrzegłem w tych opowieściach ludzi z krwi i kości - znajome i znajomych, o których wiem, że borykali się z podobnymi sytuacjami, ich doświadczenia zaś są łudząco zbieżne z tym, z czym mierzą się postaci ze szkiców Alfiana. Co więcej, niektóre z tych postaci mogłyby w sobie zawrzeć całe spektrum charakterów.
W tym miejscu pragnę dodać, że nie podchodzę do słowa "świadek" niefrasobliwie. Bycie świadkiem czy też dawanie świadectwa to kwestia sumienia. Nie byłem pewny, kim miałby być sędzia siedzący w mojej głowie, przed którym usiłowałem potwierdzić wiarygodność zarówno bohaterów i bohaterek, jak i ich opowieści. Koniec końców, poczułem się w pewien sposób winny, że sam nigdy nie pokwapiłem się, by spisać różne historie, tak jak zrobił to Alfian - w formie szkiców, portretów, które pomogłyby innym poszerzyć horyzonty lub pogłębić szacunek do wspólnoty.
Warto też wspomnieć o okolicznościach tworzenia zbioru Szkiców malajskich. Koniec XIX i pierwsza połowa XX wieku charakteryzowały się niezwykłym rozkwitem literatury malajskiej w Singapurze oraz - co za tym idzie - wzmożoną działalnością wydawniczą. Jedną z ciekawostek nieodzownie zamieszczanych na okładach publikacji z tego okresu była szczegółowa informacja na temat okoliczności powstania danego dzieła. Wzmiankę taką niekiedy dodawano pośmiertnie, już w kolejnych wydaniach książki. Owe krótkie szkice biograficzne, napisane przez samych twórców lub też ich wydawców, pozwalają czytelnikom i czytelniczkom - nawet tym, którzy obcują z danym utworem kilka dekad lub wręcz cały wiek później - lepiej zrozumieć ówczesne społeczeństwo i najbliższe otoczenie autora, a dzięki temu w pełni docenić samo dzieło.
Wracając zaś do tworzenia szkiców... Pamiętam, jak pewnej nocy, po jednym ze spotkań, Alfian postanowił wpaść do mojego domu przy Perumal Road, by trochę posiedzieć i kontynuować naszą dyskusję. Odwiedziny płynnie przeszły w dłuższy pobyt, który w żartach nazywaliśmy "rezydencją". Było to też nawiązaniem do tego, że w swoim poprzednim wcieleniu mój dom pełnił funkcję przestrzeni artystycznej, która rzeczywiście miała program regularnych rezydencji i gościła w swoich progach wielu lokatorów. Wizyta Alfiana trwała kilka miesięcy i za sprawą jego podróży wzdłuż wybrzeża cieśniny Johor - została podzielona na dwie części[2]. W moim odczuciu odzwierciedleniem tego jest zmieniający się krajobraz w opowieściach zawartych w tej książce.
Jeśli zaś chodzi o samą "rezydencję" - Alfian postanowił wykorzystać do pisania wolny pokój w moim domu. A robił to z niezwykłą wręcz zaciekłością. I tak moja partnerka (trzecia osoba w domu) i ja staliśmy się świadkami pracy twórczej przyjaciela. Między jego napadami wściekłego i wzmożonego pisania toczyliśmy kuchenne rozmowy o wszystkim i o niczym, podczas których zdarzało się nam żonglować pomysłami. Czasami wypadałem ze swojego pokoju, ciskając gromy w związku z tym, co właśnie usłyszałem w wiadomościach, lub zachwycając się perełkami, które odkryłem, pełzając w czeluściach internetu (przyznam, że wciąż spędzam mnóstwo czasu na przekopywaniu się przez jego nieograniczone, nieprzebrane zasoby). Niektóre z nich podsuwałem Alfianowi jako pomysły na potencjalne historie. Innym razem to on wpadał w słowotok. Rozmawialiśmy o sprawach fundamentalnych, sprzeczaliśmy się lub w podobny sposób zatapialiśmy w cichą zadumę. Niekiedy puszczał wodze dzikiej fantazji i wpadał na pomysł kolejnego musicalu. Po tych wspólnych chwilach i wymianie myśli szliśmy do swoich pokoi - on wracał do pisania, ja do czytania.
Od samego początku Alfian założył, że szkice będą ultrakrótkimi formami. To zaś oznaczało, że po przypływie weny twórczej, niezależnie od tego, co właśnie stworzył, niemal natychmiast publikował to w sieci, wystawiając na ocenę facebookowych znajomych. Proces ten się powtarzał: do pokoju, pisanie, z pokoju, gadanie, powrót do pokoju, pisanie, publikowanie w sieci. Jednak o ścisłym reżimie nie mogło być mowy, jako że powszechnie przyjęty podział godzin na dzienne i nocne często był ignorowany. Co więcej, niekiedy kontynuowaliśmy rozmowy już po powrocie do własnych pokoi - to znaczy: prowadziliśmy na czacie dyskusje, które kończyły się tym, że jeden z nas lub obaj równocześnie wypadaliśmy na korytarz, zanosząc się śmiechem lub wykrzykując drugiemu coś prosto w twarz. Osobiście bawiło mnie obserwowanie jego dziwnych zwyczajów, choć on prawdopodobnie podpatrywał też moje.
Bywały chwile, gdy myślałem, że być może tak właśnie wyglądały lata świetności malajskiej literatury, z tym że nic wówczas nie działo się w zaciszu prywatnego domu, lecz raczej w czymś na kształt biura. W przestrzeni takiej pracowali znajomi lub ludzie o podobnych poglądach, tworzący różne gatunki literatury po to, by oddać głos wspólnocie i jednocześnie go wśród niej rozpowszechnić. Obecnie zarówno przestrzenie, jak i platformy dla tego typu pisarstwa w Singapurze powoli zanikają. Biorąc pod uwagę samo tempo zmian, jakie zachodziły i wciąż zachodzą w Singapurze (a także w Malezji) od czasów, gdy się poznaliśmy, potrzeba tworzenia takich dzieł jest o wiele pilniejsza niż ta, którą odczuwało pokolenie mierzące się z podobną, lecz jednak nieco inaczej rozłożoną presją szybkiej urbanizacji i modernizacji w okresie rządów kolonialnych i w przededniu niepodległości.
Opowieści takie jak te stanowią ważny punkt wyjścia do rozmów, które jeszcze nie zostały zawłaszczone przez biurokratyczne realia. Rozmów szczerych i otwartych, pozwalających precyzyjnie i dosadnie omawiać problemy tych grup w obrębie społeczności, których głos jest usilnie wyciszany. Alfian w swoich szkicach nie unika opisywania złożonych i zawiłych tematów, takich jak przetrzymywanie ludzi w areszcie bez procesu sądowego, śmiertelna choroba (tu aluzja do AIDS) czy podziały klasowe i dyskryminacja rasowa. I jakimś cudem udaje mu się sprawić, że głosy te wybrzmiewają, a relacje bohaterek i bohaterów podważają zastaną rzeczywistość, niezależnie od tego, jak bezsilni czują się oni sami wobec absurdalnego położenia, w jakim się znaleźli - a to żądając sprawiedliwości, a to przynajmniej te sytuacje kwestionując, zawsze jednak w aurze godności.
Alfian z pełną świadomością nawiązuje do tomu Szkice malajskie z 1895 roku, autorstwa brytyjskiego gubernatora kolonii Franka Swettenhama. Istnieje jednak też inny autor, który opisywał tę samą malajską społeczność w XIX wieku, nieco wcześniej niż Swettenham. W odróżnieniu od spostrzeżeń przybysza z zewnątrz autor ten, znany jako Tuan Simi, opisywał to, co jako osoba ze środka społeczności widział na własne oczy. W 1831 roku protestował przeciwko niedoli Malajów i Malajek w Singapurze pod władzą Brytyjczyków, wykorzystując do tego syair, popularny gatunek malajskiej poezji śpiewanej (nie zaś recytowanej). Nie wiadomo jednak, jak szerokie kręgi zatoczył ten utwór.
Sampai hatinya sungguh perintah sekarang
memberi kecewa pada sekaliannya orang
berlainan sekali dahulu sekarang
susahnya bukan lagi sebarang-barang.
Jak bezduszni są ci, którzy dziś u władzy
Wtrącający ludzi w otchłanie rozpaczy
Jakże inne jest teraz od znanej przeszłości
Jak nieznośnych rozmiarów są dziś nasze troski.
Fragment syairu Potong Gaji (o obniżaniu wynagrodzeń)[3]
Tuan Simi starał się za pomocą poezji uchwycić współczesne mu nastroje i niepokoje społeczne. Alfian w swoich Szkicach malajskich robi dokładnie to samo. I tak jak Tuan Simi zapewne rozumiał, że tylko dzięki współpracy i kolektywnym działaniom możliwa będzie zmiana sytuacji jego wspólnoty na lepsze, tak i my dziś musimy znaleźć najkorzystniejsze dla nas rozwiązania. Lektura tych szkiców może być tego dobrym początkiem...
Marzec 2012
°
[2] Cieśnina Johor - cieśnina oddzielająca stan Johor na Półwyspie Malajskim od Singapuru (przypis tłumaczki).
[3] Fragment pochodzi z: Syair tantangan Singapura abad kesembilan belas, red. Muhammad Haji Salleh, Dewan Bahasa dan Pustaka, Kuala Lumpur 1994.
Konwertyta
Jason pragnął całej weselnej oprawy. Natomiast Hawę, jego przyszłą żonę, dość mocno niepokoiła myśl o ceremonii bersanding, podczas której panna młoda i pan młody siedzą obok siebie na specjalnie przygotowanym podium. Uważała, że mężczyzna z Chin ubrany w tradycyjny malajski strój będzie skupiał na sobie zbyt wiele uwagi.
Gdy jednak wybierali dla niej ślubną baju kurung[4], Jason wpadł w zachwyt nad misternymi wzorami tkaniny songket[5]. Hawa powiedziała wtedy: "Jedwab pochodzi z Chin, złote nici z Indii, ale kunszt tkacki jest malajski".
- Też będę miał na sobie coś takiego? - zapytał Jason z nieukrywaną ekscytacją.
- Mężczyznom wyznającym islam nie wolno nosić jedwabiu. Ale możesz owinąć bawełniany songket wokół talii.
- A czy za pas będę mógł wsunąć keris[6]? Z rękojeścią, która będzie wyłaniać się zza tkaniny? Widziałem coś takiego na zdjęciach.
- Nie bądź śmieszny. Niby po co? Chcesz się nieopatrznie obrzezać pod tym swoim songketem?
Specjalnie na ceremonię akad nikah[7] Jason wykuł na pamięć formułkę, którą powinien wypowiedzieć na jednym wydechu, gdy teść uściśnie mu dłoń. Równie dobrze mógłby ją wymamrotać po angielsku, ale zależało mu na tym, by zaimponować przyszłym teściom i zrobić to po malajsku.
"Ja, Jamal Bin Abdullah (jego muzułmańskie imię), biorę sobie za żonę Hawę Bte Iskandar, uposażoną w wiano w wysokości dwustu ringgitów w gotówce". Kadi[8], mężczyzna o surowym spojrzeniu, polecił mu powtórzyć zdanie i zastąpić ringgity dolarami. Jason zerknął na Hawę, przecież to ona uczyła go formułki w noc poprzedzającą ceremonię. Hawa oblała się rumieńcem, uświadomiwszy sobie swój błąd. Za drugim podejściem Jason płynnie wyrecytował wyuczone zdanie i twarze gości rozjaśniły się w uśmiechu.
Kilka miesięcy później przełożony poinformował Jasona o transferze do innej jednostki. Bez żadnych wyjaśnień. Dowiedział się natomiast, że zachowa rangę sierżanta sztabowego, ale od tej pory będzie szkolony na specjalistę do spraw piechoty.
- Ale przecież ja jestem saperem. - Słowa ledwie przeszły mu przez gardło, gdy oszołomiony spoglądał na rozkaz, który trzymał w dłoniach. Przełożony westchnął głęboko i unikając spojrzenia Jasona, odparł:
- To polecenie z kadr. Nie ma się czym martwić, twoje wynagrodzenie pozostanie bez zmian.
Dopiero późno w nocy, gdy leżał obok swojej pogrążonej we śnie żony, przyszła mu do głowy właściwa odpowiedź na słowa przełożonego: "Nigdy się nie obnosiłem i nie wymagałem od was wszystkich, byście nazywali mnie Jamalem. Wciąż jestem tym samym Jasonem". Ale czy rzeczywiście tak było? Obrócił się na bok i pocałował żonę w kark. Ta poruszyła się i zwinęła, wtulając wypukłość pleców we wklęsłości jego ciała.
Dwa lata później w biurze redakcji pewien producent przeglądał setki, które planowano wykorzystać do montażu materiału na obchody Święta Narodowego. Zwyczajnym mieszkańcom i mieszkankom Singapuru zadawano pytanie: "Czego gotowi jesteście bronić?". "Swojego stanowiska", odpowiedział młody karierowicz w okularach w czarnej oprawie. "Swojej przyszłości?", wymamrotał niepewnie jakiś harcerz. Kobieta w strefie gastronomicznej odparła: "Siebie". A potem na ekranie pojawił się Jason. Miał wojskowy mundur i zielony beret piechoty. Spojrzał prosto w obiektyw kamery i spokojnym, wyważonym głosem oznajmił: "Będę bronił swojej rodziny. Swojej pięknej żony i rocznego synka".
Producent uznał odpowiedź za najbardziej poruszającą, szczerą, bo płynącą z głębi serca, dlatego też wrzucił ją na sam koniec montowanego materiału. Niewątpliwie jej atutem było to, że w oczach żołnierza ledwo dostrzegalnie szkliła się zapowiedź łez.
°
[4] baju kurung - tradycyjny malajski strój noszony przez kobiety. Składa się z tuniki do kolan nakładanej na długą spódnicę.
[5] songket - ręcznie tkane sukno jedwabne lub bawełniane, misternie wyszywane złotą lub srebrną nicią.
[6] keris - tradycyjny malajski/indonezyjski sztylet z prostym lub falowanym ostrzem, niekiedy wykorzystywany jako element ceremonialnego stroju.
[7] akad nikah - uroczysta ceremonia ślubna, w języku malajskim dosłownie: "podpisanie kontraktu małżeńskiego".
[8] kadi - uczony w prawie muzułmańskim urzędnik, uprawniony do udzielania ślubów i prowadzenia ceremonii ślubnych.