Szeptyma - R.A. Ciężka

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (16,76 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

5. Koło fortuny

Jagoda...

To było takie łatwe. Sunęłam gładko po prostej ulicy. Następnie skręciłam szerokim łukiem, naciskając stopami na jedną stronę. Banalnie proste! Mogłabym zrezygnować z chodzenia. Poczułam się wolna. Wyciągnęłam rękę przed siebie. Czułam, jakby ktoś ją chwycił i ciągnął mnie za sobą. Odepchnęłam się jeszcze raz mocniej nogą i nim do reszty zawładnął mną nagły przypływ euforii, poleciałam do przodu. Deskorolka najechała na jakiś kamyk i pojechała dalej, ale już beze mnie.

Przez chwilę siedziałam na tyłku, patrząc na krew cieknącą mi po nodze. Pewnie teraz śmiałby się ze mnie, a jednocześnie z troską zapytał, czy nic mi nie jest.

- Jeszcze się nauczysz. - Usłyszałam szept w swojej głowie.

Nie powinnam była się teraz tym zajmować. Robiło się późno, a ja nie przygotowałam się dobrze na jutrzejszy dzień. Teraz musiałam jeszcze wymyślić, w co się ubrać. Krótkiej sukienki, odsłaniającej moje zdarte kolana, już nie mogłam włożyć. Na szczęście długie wydawały się bardziej eleganckie na tę okazję.

- Sądzisz, że ja kiedykolwiek myślałem o pracy poza godzinami, w których miałem w niej być? - Głos Michała jak zwykle udzielał mi porad.

Spontan to coś, czego chciałam się od niego nauczyć. Była to co prawda jedna z miliarda rzeczy. Wiedziałam jednak, że znajdę czas na wszystko. Wystarczyło nie marnować ani chwili na bezsensowne zamartwianie się.

Przy domu Michalszewskich zatrzymał się samochód. Patrzyłam, jak półtanecznym krokiem wysiada z niego Wiktoria i schowałam się za najbliższym drzewem. Zdawałam sobie sprawę, jak bardzo dziecinne było moje zachowanie. Jeszcze niedawno martwiłam się o nią i szukałam kontaktu, lecz teraz nie miałam kompletnie pojęcia co jej powiedzieć. Wydawała się szczęśliwa i wolałam tego nie zepsuć.

?

Wiktoria...

Wysiadam z Ubera

Jak Uber to Comfort

Pijany jak bela, nie byłem u babci i nie był to kompot

Powiadomienia, jedno po drugim, non stop, ej[1]

Śpiewałam pod nosem, udając bardziej pijaną, niż byłam naprawdę. Dopiero opierając się o drzwi własnego domu, zaczęłam sprawdzać SMS-y od matki. "Kiedy masz zamiar do cholery wrócić?". Hmm... Spojrzałam na telefon, była 21:58. "Będę przed dziesiątą jak grzeczna dziewczynka" - odpisałam. W tym momencie nacisnęłam klamkę i wbiłam do środka.

Nie powinnam się tak zachowywać, kiedy w końcu odzyskałam dostęp do swoich pieniędzy. Nie mogłam się jednak powstrzymać. Mama trzymała telefon i patrzyła na mnie z niewyraźną miną. Udało się - właśnie taki efekt zamierzałam osiągnąć. Uśmiechnęłam się na przywitanie i poszłam do swojego pokoju.

Chciałam zająć się od razu sprawami firmy, jednak wena weszła za mocno. Przez chwilę szukałam swojego notesu, po czym westchnęłam z rezygnacją i wzięłam drugi - pusty. Nie pierwszy raz zgubiłam wiersze w Warszawie. Ciekawe czy ktoś je czasem znajduje? Najładniejsze miałam na szczęście przepisane na komputerze. Tylko może powinnam je wydać, zanim zrobi to ktoś inny.

Nowy notatnik i tak był potrzebny. Tym razem wyjątkowo nie chciałam pisać o miłości. Zamiast wierszy przepełnionych bólem, poczułam chęć stworzenia czegoś weselszego.

Nie dane mi było jednak nawet zacząć pisać, bo przerwał mi dzwoniący telefon. Obcy numer. Nie, no chyba tak szybko by się nie odważył. Zwykle w czasie pisania odrzucam wszystkie połączenia. Teraz ciekawość zwyciężyła.

- Hej mała, co tam? - odezwał się zniekształcony głos.

Cholera jasna. Starałam się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły z pierwszego klubu i spotkania z dilerem. Film musiał mi się urwać wcześniej, niż myślałam. Jednak coś mi nie pasowało. Nie dawałabym numeru przeciętnemu podrywaczowi, nawet po pijaku.

- Kto mówi?

- T-ten wariat z ho-hotelu.

- Kurwa, następnym razem od razu zacznij się jąkać. Przestraszyłeś mnie. Nie mów też do mnie "mała".

- S-starałem się.

Matka zaczęła dobijać się do drzwi.

- Wybacz, ale oddzwonię później.

Rozłączyłam się szybko, żeby nie usłyszał afery, która zaraz mogła wybuchnąć. Otworzyłam niechętnie drzwi. Z całą pewnością wolałam słuchać teraz jąkania nowo poznanego kolegi niż pretensji matki.

Spojrzałam na jej dziwnie zamyśloną twarz. O dziwo, nie wyglądała na wkurzoną, jednak trudno było odgadnąć jej prawdziwe emocje.