Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji - Orlando Figes

-
Proszę czekać

3

Po 1945 roku kariera Simonowa osiągnęła nowe szczyty. Pisarz wrócił z wojny z rzędem orderów na piersi, które otrzymał za korespondencje z pola walki. Jako członek wąskiego grona intelektualistów faworyzowanych przez Stalina stanął na czele nielicznej delegacji wpływowych dziennikarzy, którą Kreml wysłał do Stanów Zjednoczonych w maju 1946 roku, tuż przed początkiem zimnej wojny. Instrukcji udzielił mu Mołotow, minister spraw zagranicznych, a sam Stalin polecił mu przekonać Amerykanów, że Związek Sowiecki nie chce wojny. Podczas tej podróży Simonow po raz pierwszy posmakował przywilejów, z których korzystali członkowie władz sowieckich. Oszołomiła go ogromna kwota na osobiste wydatki, którą otrzymał przed podróżą; być może poczuł się nieswojo na myśl o przepaści dzielącej go od zwykłych ludzi sowieckich, ale jeśli nawet, uczucie to trwało zaledwie chwilę. Potem już tylko pławił się w luksusach oferowanych przez Zachód. W Stanach Zjednoczonych powitano go jako człowieka o międzynarodowej sławie. Jego powieść Dnie i noce stała się w Ameryce bestsellerem. Wszyscy znali jego wiersz Czekaj mnie. Teatry w Nowym Jorku, Bostonie, Waszyngtonie i San Francisco grały jego sztuki. Fotografowano go w towarzystwie takich sław, jak Gary Cooper, Lion Feuchtwanger i Charlie Chaplin. Ten ostatni regularnie z nim odtąd korespondował755.

Wyjazd do Ameryki był jedną z kilku podróży zagranicznych, które odbył Simonow niedługo po zakończeniu wojny. Za każdym razem rząd sowiecki powierzał mu ważne zadanie do wykonania. W Londynie, który odwiedził w 1947 roku, Simonow miał zbadać możliwość pozyskania dla sprawy sowieckiej czołowych pisarzy brytyjskich (między innymi Johna Boyntona Priestleya i George'a Bernarda Shawa)756. W Paryżu, gdzie zatrzymał się po drodze do Ameryki, próbował przekonać emigracyjnego pisarza rosyjskiego Iwana Bunina, aby powrócił do Związku Sowieckiego. Bunin, jedyny w tym czasie rosyjski laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, mieszkał na obczyźnie od 1920 roku, kiedy pełen odrazy do bolszewickiej rewolucji wyjechał z Rosji. Miał już siedemdziesiąt kilka lat, ale Stalin liczył na to, że powodowany uczuciami patriotycznymi i tęsknotą za krajem wróci na starość do ojczyzny. Wielu emigrantów uwiódł pozytywny obraz Związku Sowieckiego, który podczas wojny upowszechnił się na Zachodzie, i niektórzy rzeczywiście zdecydowali się na powrót. Simonow kilkakrotnie spotykał się z Buninem w modnych restauracjach paryskich. Rachunki płacił pieniędzmi przyznanymi mu przez rząd sowiecki. Podkreślając swoje szlacheckie pochodzenie, opowiadał cuda o warunkach życia ludzi sowieckich. A kiedy Bunin zaprosił go na obiad do siebie, zaproponował "wspólny posiłek", na który specjalnie przyleciała z Moskwy Walentina Sierowa, przywożąc wielki kosz rosyjskich specjałów (śledzi, słoniny, razowego chleba i różnych gatunków wódki), co miało podsycić jeszcze nostalgię staruszka. Podczas obiadu Walentina śpiewała mu nawet rosyjskie pieśni. Wszystko na próżno, bo Bunin nie zmienił swych antysowieckich poglądów. Nie chciał przyjechać do Związku Sowieckiego nawet na krótko757.

W 1946 roku we władzach Związku Pisarzy przeprowadzono zmiany wedle wytycznych Politbiura: Aleksandr Fadiejew został sekretarzem generalnym, a wśród trzech jego zastępców znalazł się Simonow. Pisarz Korniej Czukowski zanotował w dzienniku pod datą 16 listopada 1946 roku: "Szefowie Związku Pisarzy mają kamienne twarze. Zupełnie nieruchome. Najgorszy jest Tichonow. Może słuchać całymi godzinami, nie zmieniając wyrazu twarzy... Fadiejew i Simonow też mają kamienne oblicza. To musi wynikać z nawyku przewodniczenia". Dwa tygodnie po wybraniu do kierownictwa Związku Pisarzy Simonow został mianowany redaktorem naczelnym miesięcznika "Nowyj mir" (Nowy świat), najstarszego i najbardziej prestiżowego pisma literackiego w Związku Sowieckim. W marcu 1950 roku odszedł z "Nowogo mira", aby objąć stanowisko redaktora naczelnego głównego pisma literackiego w kraju, "Litieraturnoj gaziety". Stalin osobiście poinstruował go, aby w swoich artykułach wstępnych lansował alternatywny pogląd na politykę kulturalną w okresie zimnej wojny, pogląd, który z pozoru różniłby się wyraźnie od stanowiska Kremla; chodziło o zaspokojenie pragnienia niezależności drzemiącego w inteligencji sowieckiej, przy jednoczesnym trzymaniu się zdecydowanie antyzachodniego kursu politycznego. To, że Stalin powierzył Simonowowi tak delikatne i trudne zadanie, dowodzi wielkiego zaufania wodza do pisarza758.

Wejście do elity sowieckiej spowodowało radykalną zmianę powierzchowności Simonowa. Zrezygnował z "wojskowego wyglądu" charakterystycznego dla lat wojny i zaczął nosić elegancko skrojone angielskie garnitury, a przy mniej oficjalnych okazjach - amerykańskie golfy, płaszcz z wielbłądziej wełny i modną po wojnie czapkę z niewielkim daszkiem. Wysoki i bardzo przystojny, pozował na angielskiego dżentelmena. Wrócił do manier arystokracji, z której się wywodził. Umiał korzystać z życia i był wspaniałym gospodarzem, lojalnym i troskliwym szefem dla podwładnych, zwłaszcza sekretarek i szoferów; kobiety puszczał przodem, pomagał im zdejmować wierzchnie okrycia i na powitanie całował w rękę759.

Również tryb życia Simonowa zdecydowanie się zmienił. Miał kilka domów: obszerną daczę na podmoskiewskim prestiżowym osiedlu literatów Pieriediełkino, którą kupił w 1946 roku od pisarza Gładkowa za ćwierć miliona rubli, co w owym czasie było fortuną; dom w Gulripszi, wsi pod Suchumi nad Morzem Czarnym, który nabył w 1949 roku, i wielkie mieszkanie przy ulicy Gorkiego w Moskwie, gdzie po 1948 roku mieszkał z Sierową. Małżonkowie zatrudniali dwie pokojówki, gosposię, sekretarkę i prywatnego szofera limuzyny, którą sprowadzili sobie z Ameryki. Mieszkanie zastawione było pięknymi i drogimi antykami. Na ścianach wisiały cenne obrazy, w tym jeden pędzla Kuźmy Pietrowa-Wodkina, pochodzący najpewniej z prywatnej kolekcji skonfiskowanej przez państwo. W mieszkaniu urządzano modne przyjęcia dla elity moskiewskiego świata literackiego i teatralnego. Simonow był dobrym kucharzem i czasami sam przyrządzał wyszukane potrawy dla swoich gości; częściej jednak dzwonił po szefa kuchni z pobliskiej słynnej restauracji gruzińskiej "Aragvi", który przychodził z ekipą kucharzy i zajmował się przygotowywaniem dań na bankiet760.

Wśród pracowników "Nowogo mira" Simonow znany był z "lordowskich" manier. Lidiję Czukowską, pracującą w dziale poezji, uderzył młodzieńczy wygląd nowego naczelnego, który miał wówczas zaledwie trzydzieści jeden lat. Ale jednocześnie zauważyła jego ogromną pewność siebie, dzięki której cieszył się autorytetem właściwym ludziom znacznie starszym. Podczas pracy Simonow był poważny i stateczny; wydając polecenia podwładnym, pykał z fajki na podobieństwo Stalina (na biurku pisarza zawsze leżało pół tuzina fajek). Według Czukowskiej w kontaktach z pracownikami "Nowogo mira" Simonow był arogancki i apodyktyczny. W swoim dzienniku porównuje ona redakcję do dziewiętnastowiecznego dworu, w którym pan miał na każde skinienie tłum "służących i lokajów". Oburzało ją zwłaszcza wyniosłe traktowanie przez Simonowa dwóch poetów, których namówiła w 1946 roku, by nadesłali swoje utwory do "Nowogo mira". Jednym był Nikołaj Zabołocki, który wrócił właśnie z obozu pracy po odbyciu ośmioletniego wyroku. Simonow zgodził się zamieścić jeden z jego poematów, ale potem zmusił go do zmiany niektórych wersów z powodów politycznych. Drugim był wielki poeta Boris Pasternak, który miał wówczas już pięćdziesiąt sześć lat i mógłby być ojcem Simonowa. Pasternak poprosił o zaliczkę na poczet honorarium za wiersz, który Simonow przyjął do publikacji na łamach pisma. Redaktor jednak odmówił, ponieważ uznał to za zawoalowaną groźbę wycofania utworu, gdyby zaliczka nie została wypłacona. Powiedział Czukowskiej, że ze strony Pasternaka nieładnie jest "grozić mi po tym wszystkim, co dla niego zrobiłem. Gdybym był na jego miejscu, nie zachowałbym się w ten sposób". Aby dać mu nauczkę, postanowił nie publikować przyjętego już wiersza. Według Czukowskiej, która jako córka pisarza (Kornieja Czukowskiego) wychowana została zgodnie z tradycjami starej inteligencji rosyjskiej, postępowanie Simonowa było skandaliczne, gdyż oznaczało, że uznaje on prymat władzy państwowej nad sztuką. W dzienniku pisała:

On [Simonow] chce być dobroczyńcą i domaga się wdzięczności. Ale ludzie nie chcą jałmużny. Pragną szacunku, na który zasługują. Zabołockiego należy publikować nie dlatego, że był osiem lat w obozie, ale ponieważ jego poemat jest dobry. Simonow ma obowiązek wspierać Pasternaka, a nie robić mu łaskę - ma obowiązek wspierać go, ponieważ jest gospodarzem poezji, a w tym gospodarstwie Pasternak wymaga od niego największej troski... Simonow zupełnie nie rozumie, że płacenie Pasternakowi jest jego obowiązkiem wobec rosyjskiej kultury i wobec narodu. Uważa je za uprzejmość, za którą Pasternak powinien być mu wdzięczny761.

Tak jak wszyscy ludzie dysponujący władzą w powojennym Związku Sowieckim Simonow był nieomal panem życia i śmierci. Jako naczelny "Nowogo mira" i zastępca sekretarza generalnego Związku Pisarzy mógł wynieść na piedestał lub strącić z niego praktycznie każdego pisarza w kraju. Mógł pomóc ludziom na rozmaite sposoby - załatwić im mieszkanie lub pracę, nawet ochronić ich przed aresztowaniem - jeśli tylko był dość odważny, aby zrobić użytek ze swoich wpływów w najwyższych kręgach kierowniczych. Tak właśnie działał system. Koledzy po piórze, przyjaciele, przyjaciele przyjaciół, przygodni znajomi, żołnierze, których poznał na wojnie, zasypywali go prośbami o wstawiennictwo. Nie mógł rzecz jasna pomóc wszystkim, ale ludzi, za którymi się wstawiał, wybierał wedle charakterystycznego dla siebie klucza.

Był więc opiekuńczy wobec swojej prywatnej sekretarki, Niny Gordon, drobnej, atrakcyjnej trzydziestokilkuletniej kobiety, która przyszła do pracy w "Nowom mirie" w 1946 roku. Poprzednio pracowała u Michaiła Kolcowa, którego artykułami o hiszpańskiej wojnie domowej zachwycał się w młodości Simonow. Jej mąż, Iosif Gordon, montażysta filmowy pochodzący z rodziny szlacheckiej, został aresztowany w 1937 roku i skazany na pięć lat obozu pracy pod Magadanem. W 1942 roku zwolniono go i wysłano na front. Nina uprzedziła Simonowa o przeszłości męża, kiedy pisarz zaproponował jej posadę osobistej sekretarki. Iosif przebywał w tym czasie na zesłaniu w Riazaniu, gdzie pracował jako inżynier. Nina gotowa była zrezygnować z awansu, ale Simonow nie chciał o tym słyszeć. Zaproponował nawet, że wstawi się za Iosifem w MWD, Nina jednak nie chciała nadużywać jego dobroci. Zatrudnienie jej w redakcji "Nowogo mira" mogło mieć przykre skutki dla Simonowa, ponieważ w 1948 roku Iosif otrzymał zgodę na kilkudniowy przyjazd do Moskwy i niespodziewanie zjawił się w redakcji. Tak się złożyło, że zastał tam dziennikarza gazety "Izwiestija", który zwrócił na niego uwagę, bo Iosif wyraźnie wyglądał na zesłańca. Nazajutrz Nina została wezwana do działu specjalnego redakcji, będącego oczami i uszami MWD (w każdej instytucji w Związku Sowieckim był taki wydział specjalny). Podczas przesłuchania zapytano ją, dlaczego ukryła fakt, że jej mąż jest zesłańcem politycznym, i zagrożono złożeniem na nią meldunku. Kiedy Simonow dowiedział się o tym, wpadł w gniew, bo uznał to za wkraczanie w jego kompetencje redaktora naczelnego. Dział specjalny udzielił Ninie nagany i wydał oświadczenie, że "osoby podejrzane" nie powinny być wpuszczane do redakcji, ale na tym się skończyło762.

Choć Simonow często troszczył się o bliskich sobie ludzi i miał odwagę wstawiać się za nimi u władz, był znacznie mniej odważny, gdy chodziło o osoby, z którymi stykał się tylko publicznie. W czasie powojennych represji wielu pisarzy zwracało się do niego o pomoc. Do tych próśb Simonow odnosił się bardzo ostrożnie. Pomagał jednym, zbywał innych, zależnie od swoich osobistych sympatii i antypatii, ale zawsze dbał, aby nie narazić się władzom. Na przykład we wrześniu 1946 roku napisał list polecający dla swego starego kolegi z Instytutu Literackiego, poety Portugałowa, który ubiegał się o członkostwo w Związku Pisarzy. Tłumacząc, dlaczego Portugałow niczego dotąd nie ogłosił, nie wspomniał o jego aresztowaniu (w 1937 roku) ani o tym, że przesiedział on długie lata na Kołymie. Napisał za to o "siedmiu latach, które [Portugałow] spędził w szeregach armii", aby nie sprawiać wrażenia, że wstawia się za byłym "wrogiem ludu". W 1946 roku Portugałow nie został przyjęty do Związku Pisarzy, ale w 1961 roku, w czasach chruszczowowskiej odwilży, ponownie złożył podanie. Tym razem Simonow był bardziej wymowny w swoim liście polecającym, zauważając, że jedynym powodem, dla którego zbiór wierszy kandydata ukazał się dopiero w 1960 roku, a nie dwadzieścia lat wcześniej, było jego "nieuzasadnione aresztowanie"763.

Poparł też publikację utworów poety Jarosława Smielakowa, wiernego komunisty i bliskiego przyjaciela Łaskinów, który został aresztowany w 1934 roku, odsiedział pięcioletni wyrok w obozie pracy i dzielnie walczył na wojnie, a po niej odbył drugi wyrok w łagrze, pracując w kopalni węgla pod Moskwą764. Ale inni pisarze, którzy prosili Simonowa o pomoc, nie mieli tyle szczęścia. Odmówił on pomocy swemu dawnemu nauczycielowi z Instytutu Literackiego, poecie Ługowskojowi, który załamał się nerwowo podczas pierwszych bitew w 1941 roku i lata wojny spędził w Taszkencie. Po powrocie do Moskwy napisał do Simonowa, prosząc o pomoc w znalezieniu mieszkania. Ługowskoj mieszkał z żoną w komunałce, a jego stargane nerwy wymagały większego odosobnienia. Pisał do dawnego ucznia:

Nie jestem już młody, jestem schorowanym człowiekiem. Nie mogę znieść mieszkania w komunałce, z sześcioosobową rodziną w sąsiednim pokoju... Moje nerwy są stale napięte i jeśli wyląduję w szpitalu psychiatrycznym, nie będzie w tym nic dziwnego... Trudno prosić o pomoc... ale jesteście ludzkim człowiekiem, a to ośmiela mnie, by zwrócić się do Was. Wybaczcie! Kocham Was i jestem z Was dumny765.

Simonow nie odpowiedział na ten list. Uważał, że Ługowskoj nie zasługuje na pomoc. Przede wszystkim miał gdzie mieszkać, a co gorsza, wykazał się brakiem odwagi podczas wojny, a to było w oczach Simonowa niewybaczalną zbrodnią.

Bezwzględna wierność sowieckiemu ideałowi wojennej ofiarności tłumaczy w jakiejś mierze udział Simonowa w powojennej kampanii represji stalinowskich, począwszy od żdanowszczyzny, czyli oficjalnej nagonki na "antysowieckie" tendencje w sztuce i nauce prowadzonej przez Andrieja Żdanowa, kierownika Wydziału do spraw Kultury i Ideologii Komitetu Centralnego.

Żdanowszczyzna miała swoje źródło w wojennym zwycięstwie Związku Sowieckiego, które sprawiło, że sowieckie kierownictwo uległo ksenofobicznemu nacjonalizmowi. Dumie ze zwycięstwa nad Niemcami towarzyszyło lansowanie tezy o kulturalnej i politycznej wyższości Związku Sowieckiego (przez co reżim rozumiał w istocie wyższość Rosjan, nazwanych przez Stalina najważniejszą grupą w Związku Sowieckim). Sowiecko-rosyjski nacjonalizm zastąpił przedwojenny internacjonalizm w roli panującej ideologii reżimu. Wybujała duma narodowa prowadziła do popierania oszustów i szarlatanów, takich jak agrobiolog Trofim Łysenko, który twierdził, że wyhodował odmianę pszenicy odporną na arktyczne mrozy. Rosyjskim i sowieckim uczonym i wynalazcom przypisywano pierwszeństwo w wielu dziedzinach nauki i techniki. Samolot, silnik parowy, radio, żarówka - nie było wręcz wynalazku czy odkrycia, którego nie dokonaliby Rosjanie. Po nadejściu zimnej wojny Stalin wezwał do wyrugowania wszelkich antypatriotycznych, czyli zachodnich elementów z kultury. Twierdził, że od początku XVIII wieku, od założenia Petersburga przez Piotra Wielkiego, rosyjska inteligencja płaszczyła się przed zachodnią nauką i kulturą i musi zostać wyleczona z tej "choroby", jeśli Związek Sowiecki ma się obronić przed Zachodem.

Na polecenie Stalina Żdanow rozpętał gwałtowną kampanię przeciwko zachodnim wpływom w kulturze sowieckiej*48. Dla Stalina pierwszym celem tej kampanii był Leningrad, miasto, którego nigdy nie lubił, a które podczas wojny jeszcze bardziej uniezależniło się od Moskwy. Nagonka zaczęła się 14 sierpnia 1946 roku, kiedy ogłoszono uchwałę Komitetu Centralnego ostro krytykującą pisma "Zwiezda" i "Leningrad" za opublikowanie utworów dwojga wielkich literatów leningradzkich, Michaiła Zoszczenki i Anny Achmatowej. Atakując tych dwoje, Kreml chciał pokazać inteligencji leningradzkiej, że winna jest posłuszeństwo sowieckiemu reżimowi. Achmatowa zyskała podczas wojny ogromny wpływ moralny na społeczeństwo sowieckie. Choć jej utwory rzadko publikowano po 1925 roku, pozostała dla milionów Rosjan żywym symbolem ducha wytrwałości i godności ludzkiej, który pozwolił Leningradowi przetrwać niemiecką blokadę. W 1945 roku filozof oksfordzki Isaiah Berlin, który przybył właśnie do Moskwy, aby objąć stanowisko pierwszego sekretarza ambasady brytyjskiej, dowiedział się, że podczas wojny Achmatowa zaczęła otrzymywać

zdumiewającą liczbę listów z frontu z cytatami z opublikowanych i nieopublikowanych wierszy, które w większej części krążyły prywatnie w ręcznych odpisach; proszono [ją] o autografy, o potwierdzenie autentyczności tekstów, o wyrażenie swego zdania na taki lub inny temat.

Według Zoszczenki uchwała Komitetu Centralnego została podjęta po tym, jak Stalin dowiedział się o wieczorze poetyckim Anny Achmatowej w Muzeum Techniki w Moskwie. Kiedy Achmatowa skończyła czytać, wypełniona po brzegi sala rozbrzmiała gromkimi brawami. "Kto zorganizował to klaskanie?" - pytał potem Stalin766.

Zoszczenko też nie cieszył się sympatią dyktatora. Był ostatnim z grona sowieckich satyryków - Majakowski, Zamiatin i Bułhakow już nie żyli - tworzących literacką tradycję, której Stalin nie cierpiał. Bezpośrednim powodem napaści stało się opowiadanie dla dzieci pod tytułem Prikluczenija obiezjany (Przygody małpki), opublikowane w 1946 roku na łamach "Zwiezdy". W opowiadaniu tym małpę, która uciekła z zoo, próbuje się wychować na człowieka. Ale utwory Zoszczenki drażniły Stalina już od wielu lat. Rozpoznał siebie w postaci wartownika z opowiadania Lenin i czasowoj (Lenin i wartownik, 1939); jest to opryskliwy i niecierpliwy "południowiec" (Stalin pochodził z Gruzji) z wąsami, którego Lenin traktuje jak małego chłopca767.

Jako członek kierownictwa Związku Pisarzy Simonow nie mógł nie przyłączyć się do tej kampanii. W pierwszym numerze "Nowogo mira", który ukazał się pod jego redakcją, zamieścił uchwałę Komitetu Centralnego, a obok tekst przemówienia Żdanowa, w którym nazwał on Achmatową "jedną z przedstawicieli bezideowego, reakcyjnego błota literackiego" oraz (posługując się określeniem używanym już dawniej przez sowieckich krytyków) "ni to mniszką, ni to wszetecznicą, a raczej i mniszką, i wszetecznicą, u której rozpusta łączy się z modlitwą"768.

Być może Simonow nie czuł się komfortowo w roli prześladowcy leningradzkiej inteligencji, z którą utożsamiała się jego rodzina, ale nie odwiodło go to od spełniania obowiązku wobec państwa, za który uważał swój udział w kampanii. Rozmyślając nad tymi wydarzeniami w ostatnim roku swego życia, przyznał, że włączył się do żdanowszczyzny, ponieważ wierzył, że "coś trzeba zrobić", aby przeciwdziałać "nastrojom ideologicznego rozluźnienia", które owładnęły inteligencją. Mogły one bowiem zrodzić "niebezpieczne nadzieje na liberalną reformę" w czasie, gdy Związek Sowiecki czekała wzmożona walka ideologiczna z Zachodem. Pogląd ten Simonow wyraził wówczas w liście do Komitetu Centralnego:

Na froncie ideologicznym toczy się ogólnoświatowa walka o bezprecedensowym natężeniu. A mimo to istnieją ludzie wysuwający teorię o "okresie wytchnienia" - twierdzący, że powinniśmy wszyscy siedzieć w kawiarni i rozmawiać o reformie. Są to zresztą najczęściej ludzie, którzy nie potrzebują okresu wytchnienia, ponieważ w czasie wojny bardzo mało się wysilali; tak naprawdę większość z nich nie robiła nic... Jeśli chcą, możemy im dać okres wytchnienia, odsuwając ich od pracy na niwie sztuki sowieckiej, a tymczasem reszta z nas będzie dalej pracować i walczyć769.

Ta pogarda dla intelektualistów stroniących od "walki" - uczucie, które Simonow żywił od dawna - tłumaczy jego szczególną wrogość do Zoszczenki. Do Achmatowej miał inne nastawienie. Nie lubił i tak naprawdę nie znał jej twórczości, ale nie używał wobec niej brutalnego języka, na który pozwalał sobie Żdanow, ponieważ uważał, że "nikt nie powinien wyrażać się tak o osobie, która cierpiała razem z narodem, tak jak Achmatowa podczas wojny"*49. Zoszczenko natomiast przez całą wojnę mieszkał w Taszkencie i według prasy sowieckiej, która oskarżała go o tchórzostwo, uciekł tam z Leningradu, aby uniknąć wysłania na front. Simonow wierzył w to oskarżenie. Nie znał prawdy albo nie zadał sobie trudu, żeby ją poznać. A prawda była taka, że na początku wojny władze poleciły Zoszczence, który miał wówczas czterdzieści sześć lat i niedomagał, opuścić Leningrad. Simonow sądził Zoszczenkę wedle tej samej surowej miary, jaką przykładał do wszystkich niewalczących na froncie, i rozciągał ją na intelektualistów, którzy nie widzieli potrzeby włączenia się do ideologicznej zimnej wojny z Zachodem. Krytyk teatralny Aleksandr Borszczagowski, który najlepiej chyba znał Simonowa, zauważa, że pochopne potępianie takich ludzi jak Zoszczenko opierało się wyłącznie na uprzedzeniach. Simonow, pisze Borszczagowski, miał skłonność z góry

nie ufać nikomu - zwłaszcza inteligentowi - kto w czasie wojny pracował na tyłach i nie brał udziału w krwawej ofierze żołnierzy na froncie. Ta podejrzliwość, której nie towarzyszył najmniejszy wysiłek, aby wniknąć głębiej w koleje losu danej osoby, nie uwzględniała faktu, że miliony głodnych ludzi na tyłach wypruwały sobie żyły, aby miliony ich braci mogły walczyć i zwyciężać z bronią w ręku770.

Simonow przyłączył się do ataków na Zoszczenkę, ale nie do oszczerstw pod adresem Achmatowej. Kiedy "Prawda" zwróciła się doń z prośbą o napisanie artykułu potępiającego oboje, odpisał, że wystąpi tylko przeciwko Zoszczence, i jego artykuł był niemal całkowicie poświęcony prozaikowi. Jednakże po kilku miesiącach Simonow zmienił stanowisko, dowiedział się bowiem prawdy o ewakuacji Zoszczenki i usłyszał od pisarza Jurija Germana, że Zoszczenko walczył dzielnie podczas I wojny światowej. Przekonawszy się, że popełnił straszny błąd, podjął pewne starania, aby naprawić wyrządzoną krzywdę: zarekomendował Żdanowowi wydanie Partizanskich rasskazow (Opowieści partyzanckich) Zoszczenki, które osobiście zredagował, choć nie cenił ich szczególnie wysoko. Żdanow nie chciał czytać opowiadań Zoszczenki, ale podczas spotkania ze Stalinem w maju 1947 roku Simonow ponownie poruszył sprawę ich publikacji, tłumacząc, że Zoszczenko jest w rozpaczliwej sytuacji i pilnie potrzebuje pomocy. Pominięcie Żdanowa i zwrócenie się bezpośrednio do Stalina z prośbą o pomoc pisarzowi, którego dyktator nie znosił, było dowodem dużej odwagi. Stalin odpowiedział, że Simonow może wydrukować opowiadania, jest przecież redaktorem naczelnym, ale po publikacji on je przeczyta i oceni, czy decyzja o ich zamieszczeniu była słuszna. W słowach Stalina kryła się "dość przejrzysta groźba", ale Simonow nie zrezygnował z publikacji opowiadań, które ukazały się na łamach "Nowogo mira" we wrześniu 1947 roku771.

Mimo próby zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę Simonow nie okazał Zoszczence współczucia. W 1954 roku do Leningradu przyjechała grupa studentów angielskich i poprosiła o spotkanie z Achmatową i Zoszczenką. W spotkaniu uczestniczyło kilku członków partii z leningradzkiego oddziału Związku Pisarzy. Studenci, niekryjący się ze swymi antysowieckimi poglądami, niemądrze zapytali Achmatową i Zoszczenkę o opinię na temat uchwały Komitetu Centralnego z sierpnia 1946 roku. Achmatowa odparła, że uchwała była słuszna. Oczywiście zdawała sobie sprawę z grożących jej konsekwencji, gdyby odpowiedziała inaczej. Zoszczenko jednak był mniej ostrożny. Uznał uchwałę za niesprawiedliwą i gwałtownie odrzucił pomówienie o tchórzostwo, które wysunięto przeciwko niemu. Partyjne kierownictwo Związku Pisarzy natychmiast oskarżyło Zoszczenkę o "niepatriotyczne zachowanie" i wysłało do Leningradu delegację z Simonowem na czele, aby "nawrócić go na właściwą drogę". W rozdzierającym serce przemówieniu bliski histerii Zoszczenko oświadczył, że jego życie twórcze jest skończone, że został zniszczony i prosi swoich oskarżycieli, żeby pozwolili mu umrzeć w spokoju. Simonow odrzucił prośbę Zoszczenki i zaatakował go w stylu dobrze znanym z zebrań partyjnych z okresu wielkiej czystki. "Towarzysz Zoszczenko odwołuje się do naszego współczucia, ale niczego się nie nauczył i należy go zawstydzić" - oświadczył, przypominając ponownie jego postawę podczas wojny i "antypatriotyczne" postępowanie po 1945 roku772.

Po atakach na Achmatową i Zoszczenkę przystąpiono do rozprawy z innymi "elementami antysowieckimi" w sztuce i nauce sowieckiej. Muzeum Nowej Sztuki Zachodniej zostało zamknięte. Wszczęto kampanię przeciwko "formalizmowi" i innym "dekadenckim wpływom zachodnim" w muzyce sowieckiej. Na oficjalnej czarnej liście znalazło się kilku najwybitniejszych kompozytorów (między innymi Szostakowicz, Chaczaturian i Prokofjew), których oskarżono o tworzenie muzyki "obcej narodowi sowieckiemu i jego artystycznemu smakowi". W styczniu 1947 roku Politbiuro podjęło uchwałę przeciwko książce Historia filozofii europejskiej (1946) Gieorgija Aleksandrowa, szefa Agitpropu (Wydziału Agitacji i Propagandy Komitetu Centralnego), oskarżając autora o niedocenianie wkładu rosyjskich myślicieli do zachodniej tradycji filozoficznej. Aleksandrow został wkrótce usunięty ze stanowiska. W lipcu 1947 roku Komitet Centralny opublikował złowrogo brzmiący list, w którym ostro skrytykowano uczoną Ninę Klujewą i jej męża Grigorija Roskina za "niegodną naszego narodu służalczość i płaszczenie się przed zagraniczną i reakcyjną burżuazyjną kulturą zachodnią". Uczonych oskarżono o to, że podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1946 roku przekazali Amerykanom informacje o prowadzonych przez siebie badaniach nad rakiem. Po powrocie z zagranicy postawiono ich przed "sądem honorowym", nowo powołaną instytucją mającą osądzać czyny o charakterze antypatriotycznym w sowieckich wyższych sferach. Na oczach 800 widzów Klujewa i Roskin musieli odpowiadać na zadawane agresywnym tonem pytania773.

Ludzie sowieccy bali się coraz bardziej wszelkich kontaktów z cudzoziemcami. W 1949 roku amerykański dziennikarz Harrison Salisbury wrócił do Moskwy jako korespondent zagraniczny. Wszyscy Rosjanie, z którymi nawiązał znajomość podczas swego pierwszego pobytu w Związku Sowieckim w 1944 roku, udawali, że go nie znają. Napisał do starych znajomych, Erenburga i Simonowa, ale żaden z nich nie odpowiedział. Zdaniem Salisbury'ego w 1944 roku kraj był bardzo biedny, ale w porównaniu z latami trzydziestymi panowała większa wolność i optymistyczna atmosfera związana z rychłym zwycięstwem. Natomiast w 1949 roku krajem znów owładnął strach i doszło do

zupełnego zerwania wszelkich zwyczajowych stosunków między Rosjanami i cudzoziemcami, co odzwierciedlało tylko niesamowitą ksenofobię władz sowieckich. Nie pozostawiły one Rosjanom żadnych wątpliwości co do tego, że zadawanie się z kimś z zagranicy to najpewniejszy, jeśli nie najszybszy sposób na otrzymanie biletu w jedną stronę na Syberię albo do jeszcze odleglejszych miejsc.

Najbardziej choćby przelotna styczność z cudzoziemcami mogła pociągnąć za sobą oskarżenie o szpiegostwo. Więzienia sowieckie pełne były ludzi, którzy wrócili z podróży zagranicznej. W lutym 1947 roku weszła w życie ustawa delegalizująca małżeństwa między obywatelami sowieckimi a obcokrajowcami. Milicja obserwowała hotele, restauracje i ambasady, wypatrując sowieckich dziewcząt spotykających się z cudzoziemcami774.

Kiedy powstałe w maju 1948 roku państwo Izrael opowiedziało się w zimnej wojnie po stronie Stanów Zjednoczonych, reżim stalinowski uznał dwa miliony Żydów sowieckich, zawsze lojalnych wobec państwa sowieckiego, za potencjalną piątą kolumnę. Mimo osobistej awersji do Żydów Stalin od dawna popierał utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie, które miał nadzieję zamienić w sowieckiego satelitę na Bliskim Wschodzie. Kiedy jednak władze nowego państwa potraktowały nieprzychylnie sowieckie oferty, zaczął się niepokoić proizraelskim nastawieniem sowieckich Żydów. Jego obawy zwiększył jeszcze przyjazd Goldy Meir do Moskwy jesienią 1948 roku w charakterze pierwszego ambasadora Izraela w ZSRS. Wszędzie towarzyszyły jej wiwatujące tłumy sowieckich Żydów. Podczas wizyty w moskiewskiej synagodze z okazji święta Jom Kipur (13 października) tysiące ludzi wyległy na ulice, a wielu z nich wznosiło okrzyk Am Yisroel chai ("Naród Izraela żyje!"). Żydzi na całym świecie tak właśnie wyrażali radość z powstania swojego państwa, ale dla Stalina hasło to było niebezpieczną oznaką "burżuazyjnego nacjonalizmu żydowskiego", osłabiającego ZSRS775.

Entuzjastyczne przyjęcie Goldy Meir skłoniło Stalina do nasilenia antyżydowskiej kampanii, trwającej już od wielu miesięcy. W styczniu 1948 roku Sołomon Michoels, dyrektor Moskiewskiego Żydowskiego Teatru Kameralnego i przewodniczący Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, zginął w wypadku samochodowym sfingowanym przez MWD. Żydowski Komitet Antyfaszystowski powstał w 1942 roku i miał nakłaniać zachodnich Żydów, aby udzielili pomocy walczącemu z Niemcami Związkowi Sowieckiemu, ale wielu sowieckich Żydów, którzy wstąpili do organizacji, między innymi czołowi pisarze, artyści, muzycy, aktorzy, historycy i naukowcy, za jej dalekosiężny cel uważali wspieranie kultury żydowskiej w ZSRS. Atmosfera lat powojennych na ogół temu sprzyjała. W 1946 roku Michoels otrzymał Nagrodę Stalinowską. Przedstawienia sztuk żydowskich często transmitowano przez radio. Żydowski Komitet Antyfaszystowski chciał upamiętnić zagładę sowieckich Żydów w II wojnie światowej, przygotowując wydanie zbioru dokumentów pod redakcją Wasilija Grossmana i Ilji Erenburga, zatytułowanego Czarna księga. Stalin liczył na to, że za pośrednictwem Komitetu uda mu się uzyskać wpływy w państwie żydowskim na Bliskim Wschodzie. Kiedy jednak stało się jasne, że nowe państwo ciąży ku Stanom Zjednoczonym, zmienił stanowisko. Polecił MGB zebrać przeciwko Komitetowi materiały, które miały dowodzić, że jest on "antysowiecką organizacją nacjonalistyczną". Publikację Czarnej księgi bezterminowo wstrzymano. Po zamordowaniu Michoelsa zamknięto Moskiewski Żydowski Teatr Kameralny. W grudniu 1948 roku ponad stu członków Komitetu aresztowano, torturami zmuszono, by przyznali się do "działalności antysowieckiej", i stracono lub zesłano do obozów pracy776.

W sowieckim środowisku literackim kampania antyżydowska przybrała postać walki z "kosmopolitami". Termin ten ukuł jeszcze w XIX wieku krytyk literacki Wissarion Bielinski, określając nim pisarzy ("kosmopolitów pozbawionych ojczyzny"), którym brakowało narodowego charakteru lub którzy go odrzucali. Pojęcie to pojawiło się ponownie w latach wojny, kiedy nacjonalizm rosyjski i wrogość do Żydów zaczęły przybierać na sile. Na przykład w listopadzie 1943 roku Fadiejew zaatakował żydowskiego pisarza Erenburga za to, że należy do "tego kręgu inteligencji, która rozumie internacjonalizm w prostacko kosmopolitycznym znaczeniu i nie potrafi się wyzbyć służalczego podziwu dla wszystkiego, co zagraniczne"777. Po 1945 roku o "kosmopolitach" coraz częściej pisała sowiecka prasa literacka.

Kampania przeciwko "kosmopolitom" zaczęła się od listu nieznanej szerzej dziennikarki (Natalii Biegiczewej), który 10 grudnia 1948 roku Fadiejew przekazał Stalinowi. Autorka listu, który był pierwotnie donosem do MWD, twierdziła, że w kręgach literackich działa grupa "wrogów", a jako przywódców tej "antypatriotycznej grupy" wymieniła siedmiu krytyków i pisarzy; wszyscy z wyjątkiem jednego nosili żydowskie nazwiska. Pod naciskiem Stalina Fadiejew wygłosił 22 grudnia przemówienie na posiedzeniu Związku Pisarzy. Zaatakował grupę krytyków teatralnych, wymieniając nazwiska czterech z sześciu Żydów zadenuncjowanych przez Biegiczewą (Altmana, Borszczagowskiego, Gurwicza i Juzowskiego), którzy jego zdaniem "usiłują zdyskredytować przodujące przejawy naszej literatury i sztuki". Ton mowy Fadiejewa był względnie umiarkowany, pisarz najwidoczniej nie chciał odgrywać roli stalinowskiego siepacza. Kompromisy moralne, do jakich został zmuszony, przeobraziły tego przyzwoitego swego czasu człowieka w alkoholika, któremu trzęsły się ręce. Stalinowi jednak wciąż było mało, polecił "Prawdzie" zaatakować Fadiejewa za brak czujności wobec zagrożenia ze strony "kosmopolitów" i puścił w obieg plotkę, że zostanie on zwolniony ze stanowiska sekretarza generalnego Związku Pisarzy. Nie mogąc opierać się dłużej, Fadiejew wyraził poparcie dla anonimowego artykułu zamieszczonego w "Prawdzie" 28 stycznia 1949 roku (O pewnej antypatriotycznej grupie krytyków teatralnych). Językiem bardzo przypominającym retorykę czasów wielkiego terroru nazwano w nim kilku krytyków teatralnych "kosmopolitami pozbawionymi ojczyzny" i oskarżono ich o zorganizowanie "antypatriotycznej grupy", której "obce jest uczucie narodowej dumy sowieckiej"778. Wszyscy wymienieni krytycy byli Żydami. Artykuł niemal na pewno wyszedł spod pióra dziennikarza "Prawdy" i partyjnego sługusa, Dawida Zasławskiego. Zasławski, przed wstąpieniem w 1921 roku do partii bolszewickiej mienszewik i działacz syjonistyczny, kilka razy wykonał taką brudną robotę na polecenie Stalina, aby odkupić swe grzechy i awansować do elity sowieckiej*50.

Wkrótce po artykule "Prawdy" w prasie sowieckiej zaroiło się od ataków na "kosmopolitów pozbawionych ojczyzny". Stalinowcy prześcigali się w denuncjowaniu "grup antypatriotycznych", które według nich wywierały szkodliwy wpływ na sowiecką poezję, muzykę, sztukę i film779. Żydów wymienionych w tych napastliwych artykułach czekał smutny los. Wielu zwolniono z pracy, usunięto z partii lub związku zawodowego, praktycznie pozbawiając ich środków do życia. Niektórych aresztowano. Kilku uratowało się, wyznając swoje "błędy" albo dystansując się od "kosmopolitów pozbawionych ojczyzny". Z krytyków teatralnych zadenuncjowanych przez Fadiejewa tylko jeden, Iogann Altman, został aresztowany. Padł on ofiarą szczególnie obrzydliwego, przepełnionego nienawiścią i źle skrywanym antysemityzmem artykułu, który ukazał się na łamach pisma "Iskusstwo". "W imieniu narodu sowieckiego oświadczamy, że Altmanowie tego świata zatruwają kulturę sowiecką jak żywe trupy - pisano tam. - Musimy pozbyć się tego gnilnego odoru, aby oczyścić powietrze". Na forum Związku Pisarzy Altmana zadenuncjował Anatolij Sofronow, fanatyczny antysemita, mający dużą władzę w organizacji podczas długich okresów nieobecności alkoholika Fadiejewa. Altman, wyrzucony z partii i Związku Pisarzy, został aresztowany w noc śmierci Stalina w marcu 1953 roku. Przyjaźnił się z Fadiejewem od wielu lat. To Fadiejew namawiał go do współpracy z Michoelsem w Teatrze Żydowskim. "Potrzebuje doradcy, komisarza: uważaj to za polecenie partyjne!" - powiedział wówczas Fadiejew. Zapytany przez śledczych, jak doszło do jego współpracy z Michoelsem, Altman przemilczał udział przyjaciela. Wiedział, że wymieniając nazwisko szefa Związku, mógłby się ocalić, ale nie chciał wplątywać Fadiejewa w "spisek żydowski", jak to nazywali śledczy. Miał niewątpliwie nadzieję, że Fadiejew odpłaci mu się wstawiennictwem w jego sprawie. Ale ten nie kiwnął palcem w obronie przyjaciela. Nie było go na zebraniu w Związku Pisarzy, podczas którego usuwano Altmana, i nikt nie mógł go znaleźć (Simonow uważał, że uciekł przed odpowiedzialnością w alkohol). Po zdradzie Fadiejewa Altman załamał się zupełnie. Zwolniony z więzienia w maju 1953 roku, zmarł dwa lata później780.

Również Simonow został wciągnięty w kampanię antysemicką. Z początku próbował lawirować. Otwarcie nie protestował przeciwko nagonce, ale też zachowywał dystans do Sofronowa i innych "żydożerców". Simonow nie był antysemitą. Jego dwie pierwsze żony były Żydówkami; drugą, Żenię Łaskinę, łączyło pokrewieństwo z pisarzem Borisem Łaskinem, którego nazwisko figurowało w tekście donosu Biegiczewej do MWD. Umiarkowane stanowisko Simonowa drażniło twardogłowych w partii i w Związku Pisarzy. Simonow miał wielu wrogów: krytycy zazdrościli mu, że jest "ulubieńcem Stalina", który osobiście wyniósł go na szczyt w tak młodym wieku; członkowie Komitetu Centralnego uważali, że ufny w protekcję Stalina, lekceważy resztę kierownictwa partii. Aby wbić klin między pisarza a dyktatora, oskarżyli Simonowa o próbę osłaniania "kosmopolitów". Najcięższe zarzuty postawił mu Wiktor Wdowiczenko, redaktor "Iskusstwa". Przesłał on Malenkowowi długi donos, w którym wymienił ponad osiemdziesiąt nazwisk Żydów należących jego zdaniem do organizacji syjonistycznej wewnątrz Związku Pisarzy. Donos ten w dużym stopniu wymierzony był przeciwko Simonowowi, którego Wdowiczenko oskarżył o osłanianie syjonistów. Na poparcie tej tezy wskazał, że w redakcji "Nowogo mira" pracuje wielu Żydów ("ludzi bez rodziny i przyjaciół"), a ostrze napaści skierował przeciwko Aleksandrowi Borszczagowskiemu, którego Simonow ściągnął do Moskwy z Ukrainy, bo krytyk popadł tam w niełaskę po napisaniu niepochlebnej recenzji sztuki Ołeksandra Kornijczuka, ulubionego dramatopisarza Chruszczowa. Simonow lubił Borszczagowskiego, "cichego i skromnego człowieka", bez którego opinii na tematy literackie - zdaniem Natalii Bianki, członka zespołu redakcyjnego - "Nowyj mir" nie mógł się obyć. "Bez niego Simonow nie decydował prawie o niczym. "Zaczekajmy, co powie Borszczagowski" - mawiał często". Wdowiczenko utrzymywał, że Borszczagowski nie stworzył "ani jednego dzieła, którym zasłużyłby sobie na członkostwo w redakcji "Nowogo mira"", a jego wpływ na pismo jest tylko pochodną żydowskich sympatii Simonowa. Podkreślił, że Simonow był żonaty z Żydówką i ma wielu żydowskich przyjaciół781.

Tak jak Fadiejew, Simonow ugiął się pod naciskiem antysemitów. Bał się utraty pozycji w stalinowskiej elicie i uznał, że musi dowieść swojej lojalności, przyłączając się do nagonki na Żydów. W liście do redakcji "Prawdy" odparł oskarżenia o judofilstwo, odcinając się od Borszczagowskiego i pozostałych krytyków żydowskich, których zatrudnił w "Nowom mirie"782. Kreml nalegał, aby Simonow rozwinął wątki z anonimowego artykułu "Prawdy" (O pewnej antypatriotycznej grupie krytyków teatralnych) w programowym przemówieniu na forum Związku Pisarzy. Fadiejew był już wrakiem człowieka, a choć Sofronow palił się do wykonania tego zadania, Malenkow uważał, że nazwisko Simonowa zwiększy znaczenie kampanii przeciwko "kosmopolitom" właśnie dlatego, że był on powszechnie znany z umiarkowanych poglądów. Fadiejew też naciskał na niego, ostrzegając, że jeśli odmówi, przemówienie wygłosi Sofronow. Ten zajadły antysemita liczył na wielką karierę w Związku Pisarzy - miał nadzieję zastąpić Simonowa w roli kandydata Kremla do schedy po Fadiejewie - i na pewno dodałby kolejne dziesiątki nazwisk do istniejącej listy żydowskich pisarzy i krytyków przeznaczonych do usunięcia z organizacji. W obawie, że Sofronow zawładnie Związkiem Pisarzy, Simonow zgodził się wygłosić przemówienie. Zrobił to podczas plenum zarządu organizacji w dniu 4 lutego 1949 roku. Pierwsza żona Simonowa, pisarka żydowska Natalia Sokołowa (z domu Tipot), opisała w dzienniku przerażającą atmosferę, która towarzyszyła denuncjowaniu przez niego "grupy antypatriotycznej":

Przemówienie trwało półtorej godziny, potem była przerwa, a następnie drugie półtoragodzinne posiedzenie. Ludzie słuchali w napięciu, nikt nic nie mówił, milczenie z rzadka tylko przerywał szept: "Czy wymienił kogoś nowego?"... "Słyszeliście?"... "Jeszcze jeden kosmopolita?"... "Nowy kosmopolita?". Niektórzy, tak jak ja, sporządzili sobie listę wymienionych nazwisk783.

W późniejszym okresie Simonow nadal utrzymywał, że wygłosił to przemówienie, aby ekstremista Sofronow nie przejął kontroli nad kampanią "antykosmopolityczną". Żałował, że odegrał taką rolę, tłumaczył się, że dążył do złagodzenia kampanii przeciwko pisarzom żydowskim, czynnie się do niej włączając. Potwierdzają to pamiętniki jego przyjaciela, krytyka Borszczagowskiego, który był w jego mieszkaniu przy ulicy Gorkiego w chwili, gdy zadzwonił Malenkow z wiadomością, że Stalin życzy sobie, aby to Simonow wygłosił przemówienie. Po odłożeniu słuchawki Simonow "popatrzył na mnie smutno i wyjrzał przez okno - wspomina Borszczagowski. - Podjęcie decyzji zabrało mu niecałe dziesięć minut". Potem powiedział:

"Wygłoszę to przemówienie, Szura [Aleksandr]. Lepiej będzie, jak zrobię to ja niż ktoś inny". Ustąpiwszy w tej sprawie, szukał czegoś na usprawiedliwienie swojego "czynnego zaangażowania", jakiegoś uczciwego poglądu, którego mógłby się utrzymać w tej nieuczciwej kampanii. "Musimy skończyć z całym tym chamstwem i prostactwem, nauczyć się dyskutować na innym poziomie, cywilizowanym językiem. Byli i wciąż są u nas formaliści, apologeci konstruktywizmu, ludzie, którzy płaszczyli się przed kulturą zachodnią, i o nich musimy rozmawiać784.

W swoim przemówieniu Simonow próbował umieścić walkę z "kosmopolityzmem" w szerszym kontekście politycznym i intelektualnym zamiast demaskowania jakiejś nikczemnej intrygi syjonistycznej. W cyklu artykułów dla prasy sowieckiej, w których rozwijał idee wyłożone przez siebie w mowie 4 lutego, oskarżył "kosmopolitów" o to, że "zastępują Maksima Gorkiego Sartre'em, a Tołstoja - pornografią [Henry'ego] Millera"785. Trwająca zimna wojna z pewnością miała wpływ na jego przekonanie, że należy bronić "narodowej kultury" Związku Sowieckiego przed "kosmopolitami pozbawionymi ojczyzny", którzy oddaliby ją "w niewolę amerykańskiemu imperializmowi... i międzynarodowej potędze dolara". Poza tym jednak nic nie wskazuje, aby udział Simonowa ucywilizował w jakiejkolwiek mierze antysemicką kampanię. Używany przez niego język miał charakter podżegający. "Grupę antypatriotyczną" nazywał spiskiem "kryminalistów" i "wrogów" kultury sowieckiej, których nie należy mylić z "estetami", ponieważ ci pierwsi mają "wojowniczo burżuazyjny i reakcyjny program", zakładający wspieranie Zachodu w zimnej wojnie. Twierdził, że Żydzi są sami winni wielu swoich problemów. Po 1945 roku nie chcieli się asymilować w społeczeństwie sowieckim i przejęli hasła "żydowskiego nacjonalizmu". Simonow wyrzucił wszystkich Żydów z redakcji "Nowogo mira". Napisał nawet do Stalina w imieniu Związku Pisarzy, wzywając do wykluczenia z organizacji niepublikujących autorów; na długiej liście figurowali sami Żydzi786.

Znalazło się tam również nazwisko Borszczagowskiego. Od początku kampanii walki z kosmopolityzmem Simonow powoli dystansował się od przyjaciela, którego uznano za jednego z głównych przywódców "grupy antypatriotycznej". Wiedział, że koniec końców będzie musiał się go wyprzeć, choć sam go wcześniej protegował. Po rozmowie telefonicznej z Malenkowem próbował usprawiedliwiać się przed Borszczagowskim, tłumacząc: "Jeśli to zrobię, będę miał mocniejszą pozycję. Będę mógł pomóc ludziom, co w tej chwili jest najważniejsze". Radził przyjacielowi nie przychodzić na plenum, mówiąc mu na odchodnym: "Jeśli przyjdziesz, będę czuł się w obowiązku zdemaskować cię w jeszcze ostrzejszych słowach". Borszczagowski nie czytał przemówień ani artykułów, w których Simonow nazywał go "sabotażystą teatru", "burżuazyjnym wrogiem" i "wyrzutkiem literatury" sowieckiej*51. Wierzył Simonowowi - uważał go za przyjaciela - i rozumiał, że został on zmuszony do "wykonania rytualnego tańca ideologicznego".

Borszczagowskiego usunięto z partii i Związku Pisarzy. Stracił pracę w "Nowom mirie" i w Teatrze Armii Sowieckiej, gdzie był kierownikiem literackim. Wraz z rodziną - matką, żoną i małą córeczką - został wyrzucony z moskiewskiego mieszkania. Przez pewien czas gościli ich u siebie różni przyjaciele, którzy pozwalali im spać na podłodze albo korzystać ze swojej daczy (Borszczagowscy mieszkali nawet na daczy Simonowa w Pieriediełkinie). Krytyk przyjął represje ze spokojem: lata trzydzieste nauczyły go dawać sobie radę w takiej sytuacji. Aby związać koniec z końcem, sprzedawał swoje rzeczy (przede wszystkim książki) i pożyczał pieniądze od przyjaciół, między innymi od Simonowa, który pragnąc zdaniem Borszczagowskiego "uspokoić swoje sumienie", nie żałował grosza i nie chciał zwrotu pożyczek787.

Nękany poczuciem winy wobec przyjaciela, Simonow widywał się z nim w latach 1949-1953 jak mógł najczęściej, nigdy jednak nie rozmawiali na temat przemówienia z 4 lutego. Borszczagowski odnosił wrażenie, że podczas tych spotkań przyjaciel "patrzył na mnie z niepokojem, jakby uważał, że musi się wytłumaczyć". W lipcu 1950 roku Simonow zarekomendował do druku Russkij fłag (Rosyjski sztandar), patriotyczną powieść Borszczagowskiego, której akcja rozgrywa się w czasach wojny krymskiej. "Książka jest znakomita, poważna i koniecznie należy ją wydać - pisał w recenzji dla cenzury. - Jestem przekonany, że jej głęboko patriotyczna treść poruszy serca czytelników... Borszczagowski popełnił poważne błędy o charakterze antypatriotycznym, to oczywiste, ale poniósł już konsekwencje i uznał swoje błędy". Książka otrzymała zgodę na druk w 1953 roku, kiedy zapis na nazwisko Borszczagowskiego w końcu zniesiono788.

W przeprowadzonym pół wieku później, w 2003 roku, wywiadzie Borszczagowski nadal ze stoickim spokojem mówił o krzywdzie, którą wyrządził mu Simonow. "Człowiek przyzwyczaja się do bólu" - powiedział tylko. Jednakże według żony krytyka w ostatnich latach życia wspomnienie wydarzeń z 1949 roku prześladowało go coraz bardziej*52. We wspomnieniach doszedł do wniosku, że Simonow nie miał w sobie dość cywilnej odwagi, aby bronić przyjaciół i kolegów po piórze przed antysemitami ze Związku Pisarzy. Borszczagowski nie sądził, aby pisarz postępował pod wpływem strachu albo że był człowiekiem bez sumienia. Uważał raczej, że powodowała nim osobista ambicja, a zwłaszcza swoista polityczna służalczość. Simonow był po prostu zbyt oddany Stalinowi, zbyt upojony władzą, aby zająć odważniejsze stanowisko789.

"Mały terror" lat powojennych bardzo różnił się od apokalipsy wielkiego terroru z lat 1937-1938, kiedy przerażeni ludzie godzili się zdradzać i denuncjować, rozpaczliwie usiłując ratować siebie i rodzinę. Zbierał swoje żniwo w warunkach względnie spokojnej i przyziemnej egzystencji, gdy strach nie pozbawiał już ludzi wszelkich hamulców moralnych. Represjami okresu powojennego kierowali karierowicze-biurokraci i funkcjonariusze systemu, tacy jak Simonow. Jemu najprawdopodobniej nie groziło nawet wydalenie ze Związku Pisarzy, o aresztowaniu nie wspominając. Gdyby odmówił udziału w nagonce na Żydów, zapewne straciłby stanowisko w Związku i w redakcji "Nowogo mira", choć oczywiście obawiał się cięższych kar. Chodzi jednak o to, że ludzie będący w sytuacji Simonowa mieli wybór. Mogli iść dalej drogą kariery, omijając pułapki związane z udziałem w polityce, tak jak miliony zwykłych ludzi, aczkolwiek kosztem utraty przywilejów. Dla tych, którzy nie potrafili się zdobyć na publiczne zabranie głosu, istniały inne sposoby wymigania się od współuczestnictwa, zmuszającego do złamania własnych zasad moralnych. Jak pisał Borszczagowski o kolegach, którzy zdradzili go w 1949 roku, mogli oni bez trudu zachować milczenie, mogli nie przyjść na plenum Związku Pisarzy albo udać, że zachorowali, bo nie obowiązywała ich dyscyplina partyjna. Jego zdaniem prześladowania z tego okresu i postawa tych, którzy je ułatwiali, wynikały z całkowitego pogodzenia się z reżimem stalinowskim, typowego dla "zwyczajnych stalinowców". Borszczagowski pisał:

Fenomenu roku 1949, i nie tylko tego roku, nie da się wyjaśnić strachem - a jeśli nawet, to strach ten dawno już rozpadł się na inne składniki i stany duszy ludzkiej... Poczucie odpowiedzialności za wspólną sprawę coraz częściej przeradzało się w lokajską uległość. Ludzie mieli tak mało odwagi i zasad moralnych, że nie potrafili się oprzeć nie tylko "wysokiej polityce", ale nawet koniunkturze dla nikczemników790.

Byli jednak ludzie zajmujący podobną pozycję jak Simonow, którzy odmówili udziału w kampanii przeciwko "kosmopolitom". Na przykład prezes Akademii Nauk ZSRS Siergiej Wawiłow milcząco sprzeciwiał się potężnym naciskom na zdemaskowanie "grupy antypatriotycznej" w akademii i sabotował działania własnego aparatu urzędniczego, aby zapobiec zwolnieniu uczonych żydowskich (jego brat Nikołaj, wybitny genetyk, został aresztowany w 1940 roku i w 1943 roku zmarł w więzieniu z głodu i wycieńczenia)791. Boris Gorbatow, sekretarz organizacji partyjnej przy prezydium Związku Pisarzy i bliski przyjaciel Simonowa, odmówił uczestniczenia w kampanii antysemickiej. Jako Żyd z pochodzenia Gorbatow miał więcej powodów do obaw niż Simonow: jego żonę aresztowano w 1948 roku i skazano na dziesięć lat za "szpiegostwo", a on sam też nie stał poza podejrzeniami (w 1937 roku został oskarżony o propagowanie poglądów "trockistowskich" w swojej powieści z 1930 roku Nasz gorod (Nasze miasto), epopei proletariackiej rozgrywającej się w czasach pierwszej pięciolatki w Zagłębiu Donieckim; choć udało mu się uniknąć wydalenia z partii, jego brata w 1938 roku aresztowano jako trockistę i rozstrzelano). Ale mimo silnych nacisków twardogłowych stalinowców ze Związku Pisarzy, którzy przykleili mu etykietkę "żydowskiego sympatyka grupy antypatriotycznej", Gorbatow nie przyłączył się do prześladowania Żydów. Za karę stracił stanowiska w partii i w Związku Pisarzy. Borszczagowski wspomina spotkanie z nim na daczy Simonowa w Pieriediełkinie w 1949 roku. Gorbatow był według niego "załamanym człowiekiem, który znalazł się w potrzasku", ale przecież zdołał zachować godność i zasady moralne792.

Simonow był postacią znacznie bardziej skomplikowaną, może nawet tragiczną. Na pewno nie należał do ludzi bez sumienia: niektóre aspekty kampanii przeciwko "kosmopolitom" martwiły go, a nawet budziły w nim odrazę. Ale ciałem i duszą oddał się systemowi. Etos służby wojskowej i państwowej, który odziedziczył po arystokratycznych przodkach, był ściśle podporządkowany moralnym kategoriom i nakazom systemu sowieckiego. Simonow cierpiał na przerost poczucia społecznego obowiązku i odpowiedzialności, które określało jego pogląd na świat. "Bez dyscypliny obowiązku społecznego nie można być w pełni człowiekiem" - powiedział kiedyś. Miał temperament człowieka czynu; nie potrafiłby symulować choroby, aby uniknąć trudnego wyboru moralnego. Uciekanie przed odpowiedzialnością uważał za tchórzostwo. Nie miał szacunku dla osób niezdecydowanych, słabych, wahających się. Podziwiał natomiast ludzi myślących racjonalnie i konsekwentnych. Takimi cechami obdarzał też bohaterów swoich powieści - podobnych do niego, tyle że odważniejszych, potrafiących wyciągać trafne wnioski i działać zdecydowanie793.

Polityczne posłuszeństwo Simonowa wynikało więc z tego, że obowiązek uznał on za cnotę najwyższą, myląc go z podporządkowaniem się linii partyjnej. Stalina darzył wielkim respektem. Powojenne notatniki pisarza pełne są streszczeń pism Stalina, cytatów z jego przemówień, powiedzeń i myśli sowieckiego przywódcy, których się uczył, aby lepiej rozumieć politykę794. Był zafascynowany bezmierną władzą Stalina. Cokolwiek robił, czuł jego obecność, czuł na sobie oceniający wzrok wodza. Stalin był jego patronem i opiekunem, jego nauczycielem i mistrzem, jego krytykiem i spowiednikiem, a czasem też, być może, w wyobraźni, jego prześladowcą, dręczycielem i katem.

Najlżejsza krytyka ze strony Stalina strącała go w otchłań rozpaczy. W 1948 roku nowela Simonowa Dymy ojczyste została ostro zaatakowana przez główny organ Agitpropu, pismo "Kultura i żyzn'", przy osobistym poparciu Stalina, któremu, jak uznał Simonow, "utwór bardzo się nie podobał". Przestraszony i zgnębiony, nie potrafił pojąć, dlaczego jego nowela, którą sam bardzo cenił, jest zła. "Kiedy ją pisałem - zwierzał się później przyjacielowi - sądziłem, że wypełniam swój obowiązek wobec partii... i wobec Stalina, który był dla mnie wówczas, dwa lata po wojnie, najwyższym autorytetem". Głównym bohaterem utworu jest weteran wojenny, komunista, który w 1947 roku wraca z zagranicy do Związku Sowieckiego. Uważając, że spełnił już obowiązek wobec ojczyzny, próbuje odbudować swoje życie prywatne w trudnych warunkach powojennych. Autor trafnie uchwycił charakterystyczną atmosferę owych czasów. Nowela jest przepojona uczuciem patriotyzmu, pełna porównań między Związkiem Sowieckim a Stanami Zjednoczonymi (zawsze korzystnych dla tego pierwszego). Ale też mówi się w niej wprost o pewnych sprawach, zwłaszcza o głodzie z lat 1946-1947, których wówczas nie poruszano (dopiero w czasie chruszczowowskiej odwilży zaczęto podejmować w sowieckiej literaturze problemy społeczne), i to właśnie ściągnęło na autora gromy partyjnego kierownictwa. Krytyka utworu wstrząsnęła Simonowem. Zbiegła się ona z atakiem na powieść Fadiejewa Młoda gwardia (1947), również zainicjowanym przez Stalina i zamieszczonym na łamach pisma Agitpropu, co nasuwało podejrzenia, że dyktator szykuje czystkę w kierownictwie Związku Pisarzy. Rozpaczliwie usiłując zrozumieć, dlaczego Stalinowi nie podoba się jego utwór, gotów na pierwsze żądanie poprawić tekst wedle jego życzenia, Simonow udał się do Żdanowa po radę, ale szef Wydziału do spraw Kultury i Ideologii nie potrafił mu pomóc - jemu samemu nowela się podobała - Simonow postanowił więc "nie wznawiać już Dymów ojczystych"795.

Wkrótce potem jedna z sekretarek Żdanowa zadzwoniła do Simonowa z pytaniem, kiedy dostarczy sztukę o Klujewej i Roskinie, skompromitowanych uczonych, których Stalin oskarżył o służalczość wobec Zachodu. Stalin wystąpił z pomysłem powieści o nich podczas spotkania na Kremlu z Fadiejewem i Simonowem w maju 1947 roku. Oświadczył, że istnieje potrzeba bardziej patriotycznych dzieł literackich demaskujących uległość inteligencji wobec Zachodu. Simonow zgodził się, ale zauważył, że temat lepiej będzie ująć w formie sztuki, a nie powieści. W tym czasie pisał Dymy ojczyste, odłożył więc na później pracę nad sztuką - poważnym zamówieniem politycznym, które bardzo mu ciążyło - choć był już u Żdanowa, aby przejrzeć materiały o Klujewej i Roskinie. Żdanow zadzwonił do Simonowa tuż po opublikowaniu miażdżącej recenzji jego noweli, co znaczyło wyraźnie, że Stalin gotów jest przebaczyć pisarzowi błędy popełnione w tym utworze, jeśli tylko dostarczy tekst sztuki. Pragnąc za wszelką cenę się zrehabilitować, w pierwszych miesiącach 1948 roku Simonow ukończył pracę nad pierwszą redakcją Czużoj tieni (Obcego cienia), schematycznej sztuki propagandowej o mikrobiologu, którego zauroczenie Zachodem doprowadza do zdrady ojczyzny. Aby przypodobać się władzom, Simonow przesłał tekst Żdanowowi do akceptacji, a za jego radą również Mołotowowi i Stalinowi.

Stalin zadzwonił do Simonowa i dał mu dokładne wskazówki, jak ma przeredagować sztukę. Poradził uwypuklić egotyzm głównego bohatera (Stalin: "swoją pracę naukową uważa za prywatne poletko") i podkreślić wspaniałomyślność władz następującym zakończeniem: minister zdrowia na polecenie Stalina przebacza zbłąkanemu uczonemu i pozwala mu kontynuować badania. "Tak rozumiem tę sztukę - mówił Stalin. - Musicie ją poprawić. Jak to zrobicie, wasza sprawa. Po poprawkach sztuka będzie przyjęta". Simonow przerobił zakończenie, wprowadzając zmiany proponowane przez dyktatora, i przesłał mu do zatwierdzenia drugą redakcję. "Pisałem tę sztukę w udręce, zmuszając się do wiary w konieczność tego, co robię - wspominał. - Mogłem jej nie napisać, gdybym tylko znalazł w sobie siłę charakteru, żeby oprzeć się naciskom. Dziś, po trzydziestu latach, wstydzę się, że zabrakło mi odwagi"796.

Cała historia skończyła się tragikomicznie. Sztuka została opublikowana przez pismo "Znamia" i nominowana do Nagrody Stalinowskiej wraz z kilkoma innymi utworami dramatycznymi, które docenił sekretariat Związku Pisarzy, przekazując je następnie do oceny komitetowi Nagrody Stalinowskiej. Na zebraniu sekretariatu, na którym Simonow był obecny, kilku jego kolegów po piórze skrytykowało zakończenie sztuki (zaproponowane przez Stalina), twierdząc, że "przebaczyć uczonemu zamiast go ukarać to za słabe, za liberalne, prawie kapitulanckie". Simonow nie zająknął się o telefonicznej rozmowie ze Stalinem. "W milczeniu słuchałem, jak moi koledzy krytykują liberalizm Stalina". Sztuka otrzymała Nagrodę Stalinowską II stopnia w 1949 roku797.

Simonow przywykł do samokrytyki i autocenzury. Napisał wiele listów do sowieckiego kierownictwa, przyznając się w nich do błędów. Kilka utworów schował do szuflady, wiedząc, że nigdy nie przejdą przez cenzurę. W 1973 roku niemiecka pisarka Christa Wolf zapytała go, czy kiedykolwiek odczuwał przymus pisania tego, co jest poprawne politycznie. Simonow przyznał, że przez całe życie pisarz toczył w nim walkę z cenzorem, a nawet że czuł niesmak, gdy tchórzostwo brało w nim górę798.

Od czasu do czasu pisarz w Simonowie buntował się przeciwko cenzorowi, a poeta przemawiał głosem swego sumienia. Na przykład w październiku 1946 roku, w apogeum żdanowszczyzny, Simonow napisał gniewny list do Aleksieja Surkowa, naczelnego redaktora pisma "Ogoniok", do którego posłał wcześniej szereg wierszy do publikacji. Wyraził "zasadniczą i fundamentalną" niezgodę na małostkowe zmiany i skróty dokonane przez Surkowa, między innymi na usunięcie nazwisk cudzoziemców (ze względów "patriotycznych") i nazwisk politycznie skompromitowanych postaci sowieckich. Simonow nie mógł się pogodzić zwłaszcza z ingerencjami w wierszu poświęconym jego staremu przyjacielowi, Dawidowi Ortenbergowi, którego w 1943 roku zwolniono ze stanowiska redaktora naczelnego organu Armii Czerwonej "Krasnaja zwiezda", ponieważ nie chciał na polecenie Kremla wyrzucić z redakcji kilku pracowników żydowskiego pochodzenia. Ortenberg wysłał do kierownictwa partii odważny list, wyrażając niezadowolenie z powodu "nieokiełznanego antysemityzmu", który zauważył w pewnych kręgach wojskowych i w wielu miejscach na tyłach frontu. "Chcę włączyć ten wiersz - nalegał Simonow. - Podoba mi się jako całość. Jest poświęcony osobie, którą kocham, chciałbym, żeby pozostał w takiej postaci, w jakiej go napisałem"799.

Być może Simonow przywiązywał większą wagę do wiersza o Ortenbergu, odkąd dał się wplątać w represje przeciwko literatom sowieckim pochodzenia żydowskiego. Sumienie często nie dawało mu spokoju, nawet gdy brał czynny udział w stalinowskich nagonkach; ostry konflikt wewnętrzny omal nie zniszczył go jako pisarza i człowieka. Stres związany z odpowiedzialnością polityczną, którą ponosił, odbił się na jego wyglądzie: w 1948 roku trzydziestotrzyletni Simonow wyglądał na młodego człowieka w rozkwicie sił, zaledwie pięć lat później był już siwowłosym panem w średnim wieku. Na rękach miał zmiany skórne powstałe na tle nerwowym i tylko duże ilości alkoholu mogły ukoić jego napięte nerwy800.

W pamiętnikach, spisanych w ostatnim roku życia, Simonow wspomina wydarzenie, które wywołało u niego szczególnie silne wyrzuty sumienia i uświadomiło mu, że stalinowska tyrania polega na tchórzliwym współudziale takich jak on funkcjonariuszy w nieprawościach systemu. W 1952 roku odbyło się na Kremlu zebranie w celu ustalenia, komu przyznać Nagrodę Stalinowską. Uznano, że nagroda należy się powieści Stiepana Złobina Stiepan Razin, ale Malenkow sprzeciwił się, gdyż według niego Złobin podczas wojny postąpił haniebnie, bo pozwolił, aby Niemcy wzięli go do niewoli. Tymczasem wszyscy dobrze wiedzieli, że Złobin wykazał się w czasie wojny niezwykłą odwagą; stał nawet na czele ruchu oporu w hitlerowskim obozie koncentracyjnym. Po wypowiedzi Malenkowa zaległa martwa cisza. Stalin wstał i zaczął krążyć po pokoju, przechodząc obok siedzących członków Politbiura i szefów Związku Pisarzy i mówiąc głośno, jakby do siebie: "Mamy mu przebaczyć czy nie?". Milczenie trwało. Stalin nadal chodził po pokoju i znów zapytał: "Mamy mu przebaczyć czy nie?". Znów cisza, nikt nie śmiał się odezwać. Stalin chodził dalej i jeszcze raz powtórzył swoje pytanie: "Mamy mu przebaczyć czy nie?". W końcu sam na nie odpowiedział: "Przebaczmy mu". Wszyscy rozumieli, że przez tę krótką chwilę ważył się los Bogu ducha winnego człowieka, który mógł dostać Nagrodę Stalinowską, ale równie dobrze mógł trafić do łagru. Choć wszyscy pisarze obecni na zebraniu znali Złobina, nikt nie wystąpił w jego obronie, nawet gdy Stalin zachęcił do tego swoim pytaniem. Simonow tłumaczy: "W naszych oczach nie chodziło tylko o to, czy przebaczyć albo nie przebaczyć winnemu człowiekowi, ale czy wypowiedzieć się przeciwko" tak wysoko postawionemu działaczowi jak Malenkow, którego zarzut sam Stalin uznał za prawdziwy, skoro pytał, czy przebaczyć winnemu. Rozmyślając o tym wydarzeniu, Simonow doszedł do wniosku, że Stalin wiedział wcześniej o oskarżeniach przeciwko Złobinowi i że sam celowo nominował jego książkę do Nagrody Stalinowskiej, aby odegrać potem "mały spektakl". Wiedząc, że nikomu nie starczy odwagi, aby bronić Złobina, Stalin chciał pokazać, że o losie ludzi decyduje on i tylko on801.

4

"Teraz aresztowani wrócą i obie Rosje spojrzą sobie w oczy: ta, która zesłała tych ludzi do obozów, i ta, która wróciła"902. Tymi słowami Anna Achmatowa przepowiedziała dramat, który rozpoczął się w chwili, gdy więźniowie wrócili z obozów i spotkali kolegów z pracy, sąsiadów i przyjaciół, którzy na nich donosili.

W 1954 roku Maria Budkiewicz wróciła do leningradzkiej komunałki, w której mieszkała z bratem i rodzicami przed ich aresztowaniem w 1937 roku. Dwa pokoje Budkiewiczów zajęli najbliżsi sąsiedzi, małżeństwo z trojgiem dzieci. Sąsiadka blisko przyjaźniła się z rodzicami Marii aż do masowych aresztowań w 1937 roku, kiedy zadenuncjowała ich jako "kontrrewolucjonistów" i "szpiegów zagranicznych" (ojciec Marii był polskiego pochodzenia). Twierdziła, że matka Marii jest prostytutką sprowadzającą do mieszkania klientów. W 1954 roku kobieta ta, postarzała, wychudła, z długimi siwymi włosami, nadal tam mieszkała. Jej dzieci dorosły i wyprowadziły się, a mąż w 1941 roku znalazł się w obozie pracy. Maria potrzebowała podpisu tej kobiety na dokumencie zaświadczającym, że jej rodzina mieszkała w komunałce. Otrzymała niedawno świadectwo rehabilitacji rodziców, rozstrzelanych w 1937 roku, i dokument ten był niezbędny do wystąpienia o rekompensatę za powierzchnię mieszkalną i mienie, które skonfiskowano Budkiewiczom podczas aresztowania. Na widok Marii kobieta zbladła jak płótno. "Myślałam, że nie wrócicie" - wykrztusiła. Maria wyjaśniła cel swojej wizyty i zapewniła ją, że nie będzie ubiegać się o zwrot pokojów. Kobieta poprosiła Marię, żeby usiadła, a sama zaczęła czytać dokument. Maria rozejrzała się po pokoju. Rozpoznała porcelanowy serwis matki, skórzaną kanapę, którą ojciec przywiózł z Mińska, poduszki, lampy i krzesła, tak dobrze znane jej z dzieciństwa. Podpisawszy dokument, kobieta poprosiła ją, żeby usiadła obok niej na kanapie. "Muszę wam coś powiedzieć" - wyszeptała. Opowiedziała Marii, że wkrótce po aresztowaniu męża otrzymała od niego list, który ze strachu zniszczyła. Pisał, że podczas przesłuchania wybili mu wszystkie zęby, że chyba nie wróci z obozu i że nie powinna na niego czekać, ale poślubić kogoś innego. Mąż lokatorki rzeczywiście nie wrócił z obozu. Kobieta opowiadała to wszystko, aby Maria zrozumiała, że ona też wiele wycierpiała i przykro jej z powodu tego, co się stało z Budkiewiczami903.

Jurij Sztakelberg został aresztowany w 1948 roku pod zarzutem przynależności do grupy "żydowskich nacjonalistów, studentów" Uniwersytetu Leningradzkiego. Władze twierdziły, że ową grupę, będącą "siatką szpiegowską" w Związku Sowieckim, stworzył i finansował niemiecki baron. Jurija oskarżono o zorganizowanie nielegalnej drukarni w celu prowadzenia antysowieckiej propagandy na uniwersytecie. Zarzuty te były zupełnie bezpodstawne. Opierały się wyłącznie na wyssanej z palca historii opowiedzianej w donosie czterech kolegów Jurija ze studiów. Wydaje się, że powodowała nimi ksenofobia i na Sztakelberga donieśli dlatego, że nie podobało im się jego obco brzmiące nazwisko (jest też możliwe, że wiedzieli o aresztowaniu ojca Jurija za "szerzenie niemieckiej propagandy" w grudniu 1941 roku). W marcu 1949 roku Jurij został skazany przez sąd leningradzki na dwadzieścia pięć lat ciężkich robót. Zesłano go do Bamłagu (w którym w 1942 roku zginął jego ojciec) i skierowano do budowy mostu kolejowego. W 1956 roku Sztakelberg spadł z rusztowania i doznał ciężkich obrażeń; jako inwalida został zwolniony z obozu. Najpierw mieszkał w Łudze, a potem wrócił do Leningradu i zatrudnił się w tamtejszej Bibliotece Publicznej. W siedzibie KGB pozwolono mu przejrzeć jego akta i dzięki nim poznał nazwiska kolegów donosicieli. Po kolei odwiedził każdego z nich:

Wszyscy zdawali sobie sprawę, że wiem, co zrobili. Koleżanka powiedziała, że nie ma znaczenia, iż wróciłem, że to niczego nie zmienia, bo wtedy byłem łajdakiem i łajdakiem pozostałem... Jej zdaniem powinni byli mnie rozstrzelać. Jeden z kolegów - prowokator, i do tego głupi - zabrał mnie do siebie i w drzwiach pokazał mi grubą ryzę papieru. Był to artykuł, który czasami sprzedawano w dużych sklepach. Powiedział: "Jeśli chcesz trochę, proszę bardzo. Może nadeszła pora, żebyś uruchomił swoją drukarnię". Roześmiałem się, ale po plecach przebiegł mi dreszcz. Chciałem mu powiedzieć, że jego papier nie nadaje się do druku, bo ma zbyt mały format, ale zmilczałem904.

W chwili swego aresztowania w 1938 roku Ibragim Ismaił-Zade był profesorem zwyczajnym medycyny i kierownikiem katedry w Instytucie Medycyny w Baku. Oskarżono go o przynależność do "antysowieckiej grupy azerskich nacjonalistów". Po zwolnieniu z obozu na Kołymie wrócił do Baku i objął niskie stanowisko w tym samym instytucie. W latach trzydziestych prowadził zaawansowane badania naukowe, teraz zajmował się rutynową praktyką kliniczną. W odbywającym się w 1955 roku procesie Mirdżafara Bagirowa, byłego szefa partii w Azerbejdżanie, Ismaił-Zade wystąpił jako świadek oskarżenia, dzięki czemu mógł zajrzeć do swoich akt z 1938 roku, kiedy Bagirow przeprowadzał czystkę w Baku. Odkrył, że doniósł na niego ulubiony student, który został później kierownikiem jego katedry w bakijskim Instytucie Medycyny. Kiedy Ismaił-Zade przebywał w kołymskim łagrze, człowiek ten często odwiedzał jego żonę i dzieci, które traktowały go jak członka rodziny. Po powrocie Ibragima jakoś stracił do nich serce, przychodził bardzo rzadko i nigdy wieczorem, kiedy musiałby zjeść lub napić się z byłym profesorem. W końcu zorientował się, że Ismaił-Zade zna prawdę o jego donosie. Pewnego dnia u Ibragima zjawił się sekretarz organizacji partyjnej w Instytucie Medycyny. Chciał nakłonić go do podpisania dokumentu potwierdzającego, że jego rodzina nie ma żadnych pretensji do byłego studenta i że pozostaną w przyjacielskich stosunkach. Ismaił--Zade odmówił. Trzeba go było powstrzymywać, bo chciał wyrzucić sekretarza za drzwi. Według jego córki ciężko odchorował zdradę swojego ulubieńca. Czuł się upokorzony, że musi pracować pod kierownictwem człowieka, który jego zdaniem nie miał kwalifikacji na zajmowane stanowisko. Prośba sekretarza przelała czarę goryczy905.

Były sekretarz organizacji komsomolskiej w Obuchowie, Kola Kuźmin, który w czasie kampanii kolektywizacyjnej w 1930 roku doniósł władzom, że Gołowinowie są "kułakami", w 1953 roku zamieszkał w Piestowie, małym mieście nieopodal Wołogdy, w którym po powrocie z syberyjskiego zesłania osiedlili się Gołowinowie. Przed zadenuncjowaniem Gołowinów Kuźmin był częstym gościem w ich domu. Pracował nawet w warsztacie Nikołaja, który ulitował się nad nastoletnim chłopcem pochodzącym z najbiedniejszej rodziny we wsi. Nikołaj i jego żona Jewdokija byli ludźmi wierzącymi. Wkrótce po śmierci Stalina Kuźmin przyszedł do nich i prosił o przebaczenie, nie tylko za zadenuncjowanie ich, lecz też za udział w zamordowaniu Iwana, brata Nikołaja. Gołowinowie nie dość, że mu przebaczyli, to jeszcze zaproponowali, aby zamieszkał w Piestowie. Ich córka Antonina, która była wówczas lekarzem w Kołpinie pod Leningradem, oburzyła się na tę wspaniałomyślność rodziców i próbowała ich nakłonić do zmiany zdania. "On zabił Iwana i rozbił naszą rodzinę. Jak można coś takiego komukolwiek wybaczyć?". Jewdokija jednak uważała, że "prawdziwy chrześcijanin powinien przebaczyć nieprzyjaciołom". Kuźmin zamieszkał w domu sąsiadującym z domem Gołowinów. Wstydził się tego, co zrobił przed laty, i starał się odkupić winy, załatwiając dla nich różne sprawy. W soboty chodził z Nikołajem do łaźni, w niedziele towarzyszył obojgu Gołowinom do cerkwi. W 1955 roku zmarła Jewdokija, trzy lata po niej Nikołaj, a w 1970 roku Kola Kuźmin. Wszyscy spoczywają na tym samym cmentarzu w Piestowie906.

Wielu byłych więźniów okazało zdumiewającą wielkoduszność ludziom, którzy ich zadenuncjowali. Skłonność do przebaczenia rzadko wynikała z przekonań religijnych, którymi kierowali się na przykład Gołowinowie; często brała się z przeświadczenia, które podzielali wszyscy więźniowie obozów Gułagu, że praktycznie każdy obywatel mógł pod naciskiem NKWD zostać donosicielem. Dziennikarka Irina Szczerbakowa wspomina spotkanie, które odbyło się pod koniec lat osiemdziesiątych w moskiewskim oddziale stowarzyszenia Memoriał (dokumentującego komunistyczne represje):

Kobieta, aresztowana około 1939 roku, powiedziała do mnie zupełnie spokojnie: "Tam jest człowiek, który doniósł na mnie". I zupełnie normalnie się z nim przywitała. Widząc moje zdziwienie, wyjaśniła: "Mieliśmy wówczas po osiemnaście lat, jego rodzice byli starymi bolszewikami, których represjonowano, i oni [NKWD] próbowali mnie zwerbować. A on oczywiście też był później represjonowany". Odniosłam wrażenie, że to, co mówiła, nie wynikało z braku troski o przeszłość ani z chęci zapomnienia o niej, ale ze zrozumienia, jak straszne krzywdy wyrządził ludziom system907.

O zrozumienie takie było oczywiście łatwiej w latach osiemdziesiątych, kiedy upływ czasu zatarł bolesne wspomnienia, a dzięki badaniom historycznym ofiary represji lepiej zdawały sobie sprawę, czym był system sowiecki. Ale wstrzemięźliwość w potępianiu ludzi żyjących w Związku Sowieckim dawała się zauważyć już w latach pięćdziesiątych, kiedy sowieccy emigranci nie krytykowali zwykłych funkcjonariuszy partyjnych, bo rozumieli, że w istocie nie mają oni żadnej władzy i być może sami są ofiarami systemu908.

Powrót więźniów stalinowskich wzbudził oczywiście wielki strach w ludziach, którzy przyczynili się do zamknięcia ich w obozach. Nadieżda Mandelsztam pisała:

Mordercy, prowokatorzy, donosiciele mieli wspólną cechę, nie wyobrażali sobie, że ich ofiary kiedyś zmartwychwstaną i odzyskają dar mowy... Tych wszystkich, których wyprawiali na tamten świat albo do obozów, uważali za wykreślonych z życia na wieki wieków. Nie przychodziło im do głowy, że te cienie mogą wstać z grobu i pociągnąć swych grabarzy do odpowiedzialności. Toteż w czasach rehabilitacji wpadli w prawdziwą panikę; wydało im się, że czas ruszył wstecz, i ci, których nazwali "obozowym prochem", odzyskali nazwiska i postacie. Wśród grabarzy zapanował popłoch.

Pewną "skromną donosicielkę" ciągle wzywano do prokuratury, gdzie odwoływała swoje zeznania przeciwko żywym i umarłym. Po każdej takiej wizycie, wspomina Mandelsztam, przybiegała do krewnych tych, których zadenuncjowała, i "opowiadała, że Bóg jej świadkiem, nigdy nie mówiła [o nich] niczego złego" i że "teraz w prokuraturze zajęta jest wyłącznie wystawianiem wszystkim najlepszych świadectw, żeby nieboszczyków jak najszybciej zrehabilitowano". Mandelsztam konkluduje:

Ta kobieta nigdy nie miała niczego podobnego do sumienia, ale tym razem z jakiegoś powodu nie wytrzymała i sparaliżowało ją. Może w pewnej chwili przestraszyła się i uwierzyła w poważny charakter rewizji różnych spraw i w możliwość pociągnięcia oszczerców do odpowiedzialności karnej909.

Mandelsztam opowiada również o wysokim funkcjonariuszu MWD z Taszkentu, który po śmierci Stalina został przeniesiony na emeryturę, "a następnie co jakiś czas wzywany [był] dla konfrontacji z tymi, których dawniej przesłuchiwał, a którzy jakimś cudem przeżyli i wrócili z obozów". Człowiek ten nie mógł tego znieść i w końcu się powiesił. Mandelsztam udało się przeczytać brulion listu, który napisał przed śmiercią do Komitetu Centralnego. Zaklinał się w nim, że zawsze pracował bez wytchnienia dla partii i nigdy nie przyszło mu do głowy, iż

może, kto wie, służył nie ludowi, tylko "jakiemuś bonapartyzmowi". Swoją winę samobójca stara się przerzucić: po pierwsze na przesłuchiwanych, którzy podpisywali różne absurdalne samooskarżenia i tym samym wprowadzali w błąd śledczych i prokuratorów; po drugie na instruktorów z centrali, wyjaśniających instrukcję dotyczącą "uproszczonego przesłuchania" i żądających wykonania planu, a wreszcie na donosicieli, którzy dobrowolnie przynosili organom informacje i zmuszali je do podjęcia śledztwa przeciw wielu ludziom.

Śmierć funkcjonariusza MWD zatuszowano, w liście pożegnalnym wymienił zbyt wiele nazwisk instruktorów z centrali i donosicieli. Ale jego córka koniecznie chciała "porachować się z tymi, którzy doprowadzili ojca do zguby". Mandelsztam pisze dalej:

Jej gniew skierował się przeciw tym, którzy ujawnili piekło. "Trzeba było pomyśleć o ludziach, którzy wtedy pracowali! Przecież nie wymyślili tego sami, tylko wypełniali rozkazy!"910.

Innym stalinowskim urzędnikiem, który odebrał sobie życie, był Aleksandr Fadiejew, sekretarz generalny Związku Pisarzy i nałogowy alkoholik, usunięty ze stanowiska w 1954 roku. Fadiejew od dawna cierpiał na ciężką depresję, ale śmierć Stalina dobiła go całkowicie. "Moja choroba tkwi nie w wątrobie, ale w mojej głowie" - pisał do kolegi związkowego. Fadiejew wyznał Simonowowi, że jest "skończony" jako pisarz. Zaniechał pracy nad swoją ostatnią powieścią, socrealistycznym utworem o walce partii z sabotażem w przemyśle w latach trzydziestych, uświadomiwszy sobie, jak wyjaśnił przyjaciołom, że jej moralne przesłanie jest zupełnie chybione, bo sabotażu w przemyśle w ogóle nie było. Fadiejewa gnębiły wyrzuty sumienia z powodu udziału w represjach przeciwko pisarzom w czasie, gdy kierował związkiem. "Byłem kanalią" - pisał do Czukowskiego. Największe poczucie winy miał wobec dawnego przyjaciela, Ioganna Altmana, który zmarł w 1955 roku, dwa lata po wyjściu z więzienia. Podczas kampanii przeciwko "kosmopolitom" Fadiejew zdemaskował Altmana i nie zrobił nic, żeby pomóc przyjacielowi, gdy ten w 1949 roku został aresztowany i osadzony w więzieniu. Po jego śmierci Fadiejew upił się do nieprzytomności. Jednemu z przyjaciół wyznał, że zgodził się na aresztowanie wielu pisarzy, o których niewinności wiedział911.

Po 1953 roku Fadiejew próbował odkupić swoje winy, zabiegając u władz o zwolnienie i zrehabilitowanie pisarzy zesłanych do obozów pracy. Napisał do Malenkowa i Chruszczowa, wzywając partię do rozluźnienia ideologicznej kontroli nad kulturą, ale nie doczekał się odpowiedzi, a potem stracił stanowisko. W 1956 roku był już zupełnie osamotniony. W kręgach literackich, w których nie wiedziano o jego spóźnionych interwencjach w sprawie represjonowanych pisarzy, uchodził powszechnie za zakamieniałego stalinowca. Tuż przed zastrzeleniem się 13 maja 1956 roku napisał do Komitetu Centralnego list, który wydobyto z archiwum dopiero w 1990 roku:

Nie widzę możliwości, aby dalej żyć, ponieważ sztukę [sowiecką], której oddałem swoje życie, zniszczyło zadufane w sobie i niedouczone kierownictwo partyjne... Nasi najlepsi literaci zostali wytępieni lub zmarli za cichym, zbrodniczym przyzwoleniem ludzi władzy... Moje życie pisarza traci wszelki sens i z ogromną radością, z poczuciem wyzwolenia z tej nędznej egzystencji, w której człowieka otacza podłość, kłamstwo i oszczerstwo, odchodzę z tego świata912.

Fadiejew padł ofiarą konfliktu między chęcią bycia dobrym komunistą a pragnieniem zachowania przyzwoitości. Jak przyznawało wiele osób, które skrzywdził, był on sympatycznym człowiekiem, ale jego sumienie, charakter, a w końcu jego wolę życia złamały kompromisy i ustępstwa, na które szedł w ciągu długich lat służby reżimowi stalinowskiemu913.

Mimo że Fadiejew nisko oceniał poziom sowieckiej literatury, pisarze sowieccy odegrali czołową rolę w doprowadzeniu do odwilży. Kiedy reżim przestał bezpośrednio komenderować twórcami, literatura pierwsza upomniała się o prawa jednostki i potępiła ingerencję stalinowskiej biurokracji w życie prywatne. Pisarze sowieccy odeszli od tematów politycznych i tworzenia socrealistycznych bohaterów i starali się opisywać prawdziwych ludzi w ich życiu rodzinnym i społecznym. Najśmielszy utwór prozatorski tych lat, Odwilż (1954) Ilji Erenburga, miał celowo charakter prowokacyjny, jakby autor badał, jak daleko sięgają granice wolności słowa. Jest to powieść o despotycznym dyrektorze fabryki, "małym stalinku", który dążąc do wykonania planu pięcioletniego, staje się coraz bardziej nieludzki, pieniądze przeznaczone na mieszkania dla robotników inwestując w fabrykę. Żona dyrektora nie może dłużej wytrzymać z tak bezlitosnym człowiekiem, a wiosenna odwilż, obiecująca nowe i lepsze życie, dodaje jej odwagi, aby od niego odejść. W politycznej atmosferze roku 1954, kiedy odwilż dopiero się zaczynała, było jeszcze zbyt wcześnie na dyskusje o antystalinowskiej wymowie utworu, która zresztą nie była oczywista. Skupiono się więc na innym motywie powieści, motywie niezależności artysty, o której mówi uboczny wątek dotyczący losów pewnego malarza. Artysta ten produkuje obrazy na zamówienie państwa i dzięki temu żyje dostatnio, ale dostrzega miałkość swojej twórczości w porównaniu z dziełami malarzy, którzy zdecydowali się nie służyć systemowi.

Ukazanie się Odwilży podzieliło sowiecki świat literacki. Pisma liberalne, takie jak "Nowyj mir" i "Znamia", które zamieściło pierwodruk powieści, miały nadzieję, że oznacza ona początek nowej epoki, w której można będzie wreszcie pisać szczerze i uczciwie, w której pisarze powrócą do swojej właściwej roli kształtowania wrażliwości i gustów czytelników zamiast uprawiać reżimową propagandę. Podczas dyskusji nad powieścią, zorganizowanej w moskiewskiej bibliotece w 1954 roku, Erenburg twierdził, że celem sztuki jest odzwierciedlanie "kultury uczuć" i pomaganie "człowiekowi w zrozumieniu bliźnich"914. Zaniepokojeni tymi liberalnymi herezjami konserwatyści z kręgów władzy zaczęli organizować ataki na szermierzy odwilży. W sierpniu 1954 roku udało im się doprowadzić do odwołania Twardowskiego, poety i syna "kułaka", z funkcji redaktora naczelnego "Nowogo mira". Zadanie skrytykowania Erenburga przypadło Simonowowi, który zajął zwolnione przez Twardowskiego stanowisko. Wybrano go dlatego, że uchodził za umiarkowanego konserwatystę, a zatem cieszył się większym autorytetem niż zatwardziały stalinowiec Sofronow. W dwóch długich artykułach ogłoszonych w "Litieraturnoj gazietie" Simonow poddał Odwilż ostrej krytyce, dowodząc, że autor przedstawia Rosję Sowiecką w zbyt czarnych barwach, a morał płynący z pobocznego wątku powieści jest zbyt uproszczony: można przecież być dobrym artystą, a jednocześnie służyć państwu915.

Simonow pozostał w obozie stalinowskim aż do 1956 roku, kiedy to dał się porwać nurtowi reform. Jak wielu ludzi żyjących w cieniu Stalina, po śmierci wodza czuł się zdezorientowany i zagubiony. Z początku nie było jasne, w którą stronę pójdzie polityka Kremla: powrót do terroru wydawał się zupełnie prawdopodobny. W atmosferze niepewności ludzie o pozycji Simonowa woleli pozostać przy stanowisku politycznym, które zajmowali przed śmiercią Stalina. "W tych latach - wspomina Simonow - mój stosunek do Stalina zaczął się zmieniać. Wahałem się między różnymi uczuciami i punktami widzenia". W roku 1953 czuł przede wszystkim "głęboki żal z powodu straty wielkiego człowieka". Dlatego w "Litieraturnoj gazietie" zamieścił zdumiewający panegiryk (zatytułowany Święty obowiązek pisarza), w którym pisał, że "najwyższym zadaniem sowieckiej literatury jest ukazywanie wszystkim narodom i przyszłym pokoleniom wielkości i geniuszu nieśmiertelnego Stalina". Artykuł rozgniewał Chruszczowa, który nalegał na usunięcie autora z redakcji gazety. Simonow pozostał wierny stalinizmowi do końca 1954 roku. Na biurku postawił swoje ulubione zdjęcie Stalina patrzącego na kanał Wołga-Don, pomnik pracy więźniów Gułagu. Za życia Stalina nigdy nie powiesił portretu dyktatora w swoim gabinecie ani w domu. Zrobił to teraz, ponieważ czuł odrazę do "zdrajców" i "karierowiczów", którzy przysięgali miłość Stalinowi, kiedy żył, ale gdy umarł, od razu się go wyrzekli. "To nie stalinizm mnie do tego skłonił - wspomina Simonow - ale coś bliższego honorowi szlacheckiemu lub inteligenckiemu". Ostentacyjnie demonstrując przywiązanie do własnej przeszłości, w 1955 roku włączył do antologii swoich wierszy okropną Odę do Stalina, którą napisał w 1943 roku, ale której dotychczas nie opublikował. Sławił w niej sowieckiego przywódcę jako największego człowieka w dziejach świata916.

Po skrytykowaniu Erenburga Simonow zaatakował też kilku innych pisarzy popierających ruch odwilży. W obszernym artykule zamieszczonym w "Prawdzie" w lipcu 1954 roku potępił odwrót od realizmu socjalistycznego w literaturze i coraz wyraźniejszy zwrot ku satyrze. Ostrze swojej krytyki skierował przeciwko ukraińskiemu dramaturgowi Ołeksandrowi Kornijczukowi, który według niego zaniedbał podstawowy obowiązek teatru polegający na tym, "aby uczyć ludzi sowieckich, jak kochać i pielęgnować system sowiecki"917.

Jako redaktor naczelny "Nowogo mira" Simonow miał też krytyczne zdanie o odwilżowej powieści Władimira Dudincewa Nie samym chlebem, którą autor przesłał do redakcji z prośbą o publikację w odcinkach na łamach pisma. Bohaterem utworu jest wynalazca, nauczyciel fizyki, którego talent i pasję twórczą dławią cyniczni i głupi urzędnicy. Przed publikacją utworu w "Nowom mirie" Simonow wymógł na Dudincewie złagodzenie krytyki biurokracji, obawiając się, że powieść może wzbudzić w czytelnikach wątpliwości co do sensowności całego systemu. Mimo zmian, które pod naciskiem Simonowa wprowadził autor, książka została uznana przez reformatorów za sztandar w walce ze skostniałym aparatem urzędniczym. Pierwsza publiczna dyskusja nad powieścią przyciągnęła do Związku Pisarzy tylu ludzi (studenci wspięli się po rurach wodociągowych, aby przysłuchiwać się debacie z okien pierwszego piętra), że musiano wezwać konną milicję, aby rozproszyć tłum918.

Simonow odpowiadał również za doniosłą decyzję o odrzuceniu przez "Nowyj mir" powieści Borisa Pasternaka Doktor Żywago. We wrześniu 1956 roku napisał do autora w imieniu zespołu redakcyjnego pisma, przedstawiając polityczne zastrzeżenia do utworu, wielkiej epopei rozgrywającej się w czasach rewolucji i wojny domowej. Kierownictwo sowieckie cytowało jego list w 1958 roku podczas nagonki na Pasternaka, która zmusiła go do zrzeczenia się Nagrody Nobla*62. W liście do syna Simonow nazwał powieść "nikczemnym i złośliwym dziełem filisterskim, miejscami wręcz antysowieckim". Jego zdaniem centralne pytanie powieści - czy inteligencja rosyjska postąpiła słusznie, popierając rewolucję październikową - zostało postawione tak, że można było na nie odpowiedzieć tylko przecząco: przyłączając się do bolszewików, inteligencja zdradziła naród rosyjski, rosyjską kulturę i człowieczeństwo. Ta tendencyjność według Simonowa nie tylko czyniła powieść antysowiecką, ale obrażała też całe pokolenie ludzi wykształconych, takich jak jego matka i ojczym, którzy pozostali w Rosji Sowieckiej i pracowali dla bolszewików nie z powodu przekonań politycznych, ale przede wszystkim z miłości do rosyjskiej ojczyzny919.

W miarę jak odwilż zamieniała się w wiosnę, a chruszczowowscy reformatorzy wysuwali się na czoło w kierownictwie sowieckim, Simonow stawał się coraz bardziej osamotniony. Liberalny duch reform nie tolerował wierzących stalinowców, którzy nie chcieli zmienić poglądów. Jak ujął to Simonow w 1956 roku:

Redaktor prosi, bym oczyścił

Z nazwiska "Stalin" twórczość całą.

Lecz nic nie zrobi, oczywiście,

Z tym, co mi w duszy pozostało.

Przeł. z ros. Leszek Engelking

Dopiero po przemówieniu Chruszczowa na XX Zjeździe Partii w 1956 roku Simonow bardzo powoli zaczął usuwać Stalina ze swojej duszy920.

Przemówienie Chruszczowa było przełomowym wydarzeniem, ważniejszym niż śmierć Stalina, w procesie stopniowego demontażu systemu terroru, który panował w Związku Sowieckim od 1917 roku. Dopiero po tym wystąpieniu stało się jasne, że rząd sowiecki zrywa wreszcie ze stalinowskimi rządami terroru, toteż ludzie zaczęli wyzwalać się od strachu i obaw o przyszłość.

Czternastego lutego 1956 roku w Wielkim Pałacu Kremlowskim rozpoczęły się obrady XX Zjazdu Partii, pierwszego od śmierci Stalina. Tysiąc trzystu pięćdziesięciu pięciu delegatów dysponujących prawem głosu zebrało się w nadziei, że przywództwo partii ujawni w końcu, dokąd zmierza, i zajmie wyraźne stanowisko wobec zmarłego przywódcy. Decyzję o ujawnieniu i potępieniu zbrodni Stalina podjęto kolektywnie - choć nie obeszło się bez ostrych sporów co do tego, jak daleko należy się posunąć - po przedstawieniu Komitetowi Centralnemu w dniu 9 lutego sprawozdania specjalnej komisji badającej przypadki represji wobec członków partii w latach 1935-1940. Kierownictwo było zdumione ustaleniami komisji - zarówno ogromną skalą aresztowań i egzekucji, jak fingowaniem dowodów, na podstawie których aresztowano i skazywano ludzi - i w przeddzień zjazdu postanowiło przedstawić je delegatom na zamkniętym i tajnym posiedzeniu. Tekst przemówienia przygotowano wspólnie i Chruszczow, który najmocniej parł do ujawnienia prawdy, wziął na siebie odpowiedzialność za jego wygłoszenie 25 lutego.

Chruszczow kierował się różnymi motywami. Opowiedzenie się za ujawnieniem prawdy na pewno świadczyło o jego odwadze, skoro inni przywódcy partii, Kaganowicz, Mołotow i Woroszyłow, niechętnie odnosili się do pomysłu zdemaskowania zbrodni reżimu, w którym odgrywali tak ważną rolę. Podczas dyskusji z 9 lutego Chruszczow wezwał do śmiałego działania:

Co to za przywódca, który zabija wszystkich? Musimy zdobyć się na odwagę i powiedzieć prawdę... Wszyscy pracowaliśmy ze Stalinem, ale nie oznacza to, że jesteśmy zamieszani [w jego zbrodnie]. Skoro fakty wychodzą na jaw, musimy o nich mówić, inaczej powstanie wrażenie, że usprawiedliwiamy jego działania... Możemy mówić wprost. Nie mamy się czego wstydzić. Nie mamy się czego bać i nie możemy zadowalać się małostkowymi argumentami.

Ujawnienie zbrodni Stalina pomogło także Chruszczowowi w walce o władzę. Dzięki niemu osłabił pozycję swoich głównych konkurentów i zdobył poparcie w tych warstwach społeczeństwa, które z radością przyjęły odwilż i reformy polityczne. Przede wszystkim jednak, podobnie jak wszyscy przywódcy, Chruszczow obawiał się, że jeśli będzie milczeć o stalinowskich zbrodniach, społeczeństwo przemówi za niego i krytycy partii uznają całe kierownictwo za winne represji. "Albo powiecie im na najbliższym zjeździe, albo śledztwo obejmie też was" - ostrzegł go stary towarzysz partyjny, który niedawno wrócił z obozu i którego relacja pojawia się w przemówieniu I sekretarza. Udając, że kierownictwo partyjne dopiero niedawno - ze sprawozdania komisji z 9 lutego - dowiedziało się prawdy o terrorze, Chruszczow zdołał obciążyć całą winą Stalina i uwolnić resztę przywódców od podejrzeń, tłumacząc, że "o niczym nie wiedzieli". Dlatego też przedstawił dość naiwne wyjaśnienie tego, co działo się w kraju po 1935 roku: Stalin osobiście odpowiadał za wszystko, a pozostali przywódcy partyjni padli ofiarą jego "potwornych" zbrodni (nawet zwolennicy Trockiego i Bucharina nie zasługiwali na śmierć). System sowiecki był poza podejrzeniem - chodziło tylko o "przezwyciężenie kultu jednostki" i przywrócenie "zasad leninowskich" w partii921.

Chruszczow zakończył przemówienie prośbą o dyskrecję:

Nie możemy przenieść tej sprawy poza partię, a tym bardziej na łamy prasy. Właśnie dlatego referujemy ją na zamkniętym posiedzeniu Zjazdu. Trzeba znać miarę, nie dostarczać argumentów wrogom, nie obnażać przed nimi naszych ran. Sądzę, że delegaci właściwie zrozumieją i ocenią wszystkie te posunięcia.

Kiedy skończył, w sali zapadła "grobowa cisza". Aleksandr Jakowlew, który będzie później odgrywał czołową rolę w Gorbaczowowskiej polityce głasnosti, był wówczas wśród delegatów. Tak wspomina tę scenę:

Siedziałem na galerii. Pamiętam dobrze uczucie wielkiego wzburzenia, może nawet rozpaczy, które owładnęło mną po przemówieniu Chruszczowa. W sali panowała głęboka cisza. Nie słychać było skrzypienia krzeseł, pokasływania, szeptów. Nie patrzyliśmy na siebie - z powodu zaskoczenia tym, co się właśnie stało, czy ze zdenerwowania lub strachu... Wyszliśmy z sali z opuszczonymi głowami.

W tłumie delegatów, który wylał się z sali posiedzeń, znajdował się też Simonow. Przez dłuższy czas, nie mogąc ochłonąć z wrażenia, stał w kuluarach, paląc i rozmawiając z Igorem Czernoucanem, szefem referatu literatury w Wydziale Kultury Komitetu Centralnego. "Wiedzieliśmy dużo - wspomina Czernoucan - ale prawda uderzyła nas jak obuchem w głowę, oszołomiła. Tylko czy była to cała prawda?"922.

Przypisy gwiazdkowe

*48 Często pisze się, że Żdanow był politykiem umiarkowanym, liberalnym reformatorem, który przegrał z twardogłowymi w otoczeniu Stalina, takimi jak Malenkow, kiedy w latach 1945-1946 stosunki z Zachodem pogorszyły się. Zgodnie z tym stanowiskiem szowinistyczna polityka kulturalna została w istocie narzucona przez konkurentów Żdanowa w kierownictwie partyjnym. Z dokumentów archiwalnych wynika jednak, że Żdanow nie miał własnych poglądów politycznych i że na zapatrywania polityczne najwyższych urzędników sowieckich wpływ miały różne sygnały wysyłane przez Stalina, który rękami Żdanowa podporządkował sowiecką sztukę i naukę antyzachodniej linii partii.

*49 Z tego samego powodu Simonow bronił pisarza Wasilija Grossmana, na którego sztuce Jesli wierit' pifagoriejcam (Jeśli wierzyć pitagorejczykom) "Prawda" nie zostawiła we wrześniu 1946 roku suchej nitki. Simonow wysłał do redakcji gazety list, pisząc w nim, że autor, który "przez całą wojnę walczył na froncie", nawet jeśli popełnił "poważne błędy ideologiczne", nie zasługuje na tak obelżywy język, jakiego użył krytyk (RGALI, f. 1814, op. 9, d. 1384, l. 2).

*50 Zasławski był prawdopodobnie autorem osławionego artykułu w "Prawdzie" z 1936 roku (Chaos zamiast muzyki), atakującego operę Szostakowicza Lady Makbet mceskiego powiatu. W 1929 roku na dowd lojalności wobec partii zadenuncjował własnego brata jako "trockistę". Z inicjatywy Fadiejewa i za zgodą Stalina Zasławskiego i Erenburga skreślono z listy członków Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego tuż przed aresztowaniem innych jego członków w grudniu 1948 roku (RGALI, f. 2846, op. 1, d. 75, 101, 187, 310, 311).

*51 Określenie "wyrzutek literatury" (podonok litieratury) pojawiło się w uchwale Komitetu Centralnego z 14 sierpnia 1946 roku i odnosiło się do Zoszczenki.

*52 Aleksandr Borszczagowski zmarł w maju 2006 roku w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat.

*62 Przemycony na Zachód i opublikowany po raz pierwszy we Włoszech w 1957 roku Doktor Żywago stał się międzynarodowym bestsellerem. Pasternak otrzymał w 1958 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, ale pod naciskiem Związku Pisarzy i wskutek nacjonalistycznej nagonki prasowej odmówił przyjęcia nagrody.

Przypisy

VII "ZWYCZAJNI STALINOWCY" (1945-1953)

755 RGALI, f. 1814, op. 10, d. 360, l. 45; Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, s. 82; Karaganow, Konstantin Simonow, s. 103.

756 RGALI, f. 1814, op. 10, d. 346.

757 Simonow, Siegodnia i dawno, ss. 143-144; Pusznowa, Walentina Sierowa, ss. 215-216.

758 K. Czukowskij, Dniewnik, 1901-1969, t. 1-2, Moskwa 2003, t. 2, s. 210; RGALI, f. 631, op. 15, d. 1004, l. 150; Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, s. 116.

759 Wywiad z Aleksiejem Simonowem, Moskwa, listopad 2003; wywiad z Mariną Babak, Moskwa, listopad 2003.

760 RGALI, f. 1814, op. 10, d. 343, l. 1; N. Bianki, K. Simonow i A. Twardowskij w "Nowom mirie", Moskwa 1999, s. 7; Fink, Konstantin Simonow, ss. 220, 235, 251, 274.

761 L. Czukowskaja, Soczinienija w 2 tomach, Moskwa 2000, t. 2, ss. 182, 186, 216. Simonowowi również zarzucano takie dyktatorskie zapędy, kiedy był redaktorem naczelnym "Litieraturnoj gaziety" (zob. RGASPI, f. 558, op. 11, d. 878, l. 55).

762 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 229, l. 16, 20; Bianki, K. Simonow i A. Twardowskij, s. 16; B. Pankin, Czetyrie Ja Konstantina Simonowa, ss. 19, 23, 35-36; wywiad z Aleksiejem Simonowem, Moskwa, listopad 2003; wywiad z Mariną Babak, Moskwa, listopad 2003.

763 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 2590, l. 1, 2. Na temat Portugałowa na Kołymie zob. wzruszające wspomnienia o nim Warłama Szałamowa w RGALI, f. 2596, op. 2, d. 133, l. 1-10.

764 Karaganow, Konstantin Simonow, s. 136. O Smieljakowie: Służyli dwa towariszcza: kniga o żyzni kinodramaturgow Dunskogo i Frida, Moskwa 2002, ss. 592-595.

765 RGALI, f. 1814, op. 1, d. 454, l. 43, 45; d. 643, l. 1-2; op. 9, d. 1812, l. 4.

766 Isaiah Berlin, Dwie koncepcje wolności i inne eseje, przeł. Halina Bartoszewicz i in., Warszawa 1991, s. 274; N. Mandelstam, Hope Abandoned, przeł. M. Hayward, Londyn 1989, s. 375.

767 G. Carleton, The Politics of Reception: Critical Constructions of Mikhail Zoshchenko, Evanston 1998, ss. 231-232.

768Dokład t. Żdanowa o żurnałach "Zwiezda" i "Leningrad", "Nowyj mir", nr 9 (1946), ss. IV-XIX.

769 Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, ss. 104-107; RGASPI, f. 17, op. 132, d. 229, l. 21.

770 Simonow, Siegodnia i dawno, ss. 337-338; A. Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, Moskwa 1991, s. 235.

771 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 331, l. 1-2; Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, ss. 118-120, 137, 141; wywiad z Łazarem Łazariewem, Moskwa, listopad 2003.

772 ARSŁ, "K.M.", dwuczęściowy film na DVD, komentarze Wieniedikta Sarnowa w części 1, dwadzieścia sześć minut; wywiad z Łazarem Łazariewem, Moskwa, listopad 2003.

773 B. Schwarz, Music and Musical Life in Soviet Russia, 1917-1970, Londyn 1972, ss. 208, 218; Gorlizki, Khlevniuk, Cold Peace, ss. 35-38; Zubkova, Russia After the War, ss. 119-123.

774 H. Salisbury, American in Russia, Nowy Jork 1955, ss. 16-20, 38; G. Iwanowa, Poslewojennyje riepriessii i Gułag, [w:] Stalin i chołodnaja wojna, Moskwa 1998, s. 255.

775 J. Brent, V. Naukov, Stalin's Last Crime: The Doctors' Plot, Londyn 2003, s. 96.

776Jewriejskij antifaszystskij komitiet, "Izwiestija CK KPSS", nr 12 (1989), s. 40; Rieabilitacyja: politiczeskije processy 30-50-ch godow, Moskwa 1991, s. 326.

777 Cyt. w: A. Weiner, Making Sense of War: The Second World War and the Fate of the Bolshevik Revolution, Princeton 2001, s. 195.

778 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 2645, l. 3-4, 9, 18; Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, ss. 3, 77, 94; G. Kostyrczenko, Tajnaja politika Stalina. Włast' i antisiemitizm, Moskwa 2001, ss. 319 i nast.

779 A. Gierasimow, Za sowietskij patriotizm w iskusstwie, "Prawda", 10 lutego 1949; N. Gribaczew, Protiw kosmopolitizma i formalizma w poezii, "Prawda", 16 lutego 1949; T. Chriennikow, Burżuaznyje kosmopolity w muzykalnoj kritikie, "Kultura i żyzn'", 20 lutego 1949; Do konca razobłaczit' kosmopolitow-antipatriotow, "Prawda", 26-27 lutego 1949; L. Bolszakow, Razgromit' burżuaznyj kosmopolitizm w kinoiskusstwie, "Prawda", 3 marca 1949; itd.

780 Kostyrczenko, Tajnaja politika Stalina, ss. 334-335; Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, ss. 185, 188-191; RGASPI, f. 83, op. 1, d. 5, l. 92-95.

781 RGASPI, f. 17, op. 132, d. 237, l. 13-15; zob. też RGASPI, f. 77, op. 4, d. 73, l. 7-11; Bianki, K. Simonow i A. Twardowskij w 'Nowom Mirie', s. 19.

782 RGASPI, f. 17, op. 118, d. 229, l. 17.

783 N. Tipot (Sokołowa), "Dniewnik", archiwum prywatne. O Sofronowie i Simonowie jako konkurentach do stanowiska po Fadiejewie zob. uwagi Borszczagowskiego w: A. Borszczagowskij, Pustotiełyj monolit, Moskwa 2002, ss. 133-134.

784 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 19 ("Wospominanija o kampanii po bor'bie s kosmopolitizmom", masz., 1976); Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, s. 214.

785 Zob. na przykład K. Simonow, Zadaczi sowietskoj dramaturgii i tieatralnaja kritika, "Prawda", 27-28 lutego 1949; tenże, Zadaczi sowietskoj dramaturgii i tieatralnaja kritika, "Litieraturnaja gazieta", 5 marca 1949.

786 RGASPI, f. 17, op. 132, d. 226, l. 1-6; d. 229, l. 30; Kostyrczenko, Tajnaja politika Stalina, ss. 339-340.

787 Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, ss. 19, 35-36, 49, 187, 200, 204, 215, 223, 272, 278-279; wywiad z Aleksandrem Borszczagowskim, Moskwa, listopad 2003.

788 Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, ss. 266, 279; wywiad z Aleksandrem Borszczagowskim, Moskwa, listopad 2003; RGALI, f. 1814, op. 9, d. 4, l. 4.

789 Wywiad z Aleksandrem Borszczagowskim, Moskwa, listopad 2003; Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, ss. 4, 240.

790 Tamże, ss. 261-262.

791 Zob. A. Kozhevnikov, President of Stalin's Academy: The Mask and Responsibility of Sergiei Vavilov, "Isis", t. 87, nr 1 (marzec 1996), ss. 18-50; N. Tołstoj, red., Bratja Nikołaj i Siergiej Wawiłowy, Moskwa 1991; M. Popovsky, The Vavilov Affair, Hamden 1984; S. Iwanowicz, Wawiłow: oczerki i wospominanija, Moskwa 1991. Wawiłow po cichu sabotował oficjalne decyzje, ale jego działalność przez długie lata pozostawała nieznana - pewnie dlatego Sołżenicyn napisał o nim, że "przyjął lokajską prezesurę Akademii Nauk": Sołżenicyn, Archipelag Gułag, t. 2, s. 553.

792 RGASPI, f. 17, op. 132, d. 237, l. 14-15; RGALI, f. 1814, op. 9, d. 1365, l. 1; f. 2203, op. 1, d. 333, l. 1; f. 631, op. 16, d. 90; f. 2203, op. 1, d. 333, l. 5; d. 336, l. 11; wywiad z Niną Archipową, Moskwa, listopad 2003; Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, s. 321.

793 RGALI, f. 1814, op. 6, d. 70, 173; d. 170, l. 17; wywiad z Łazarem Łazariewem, Moskwa, listopad 2003; wywiad z Aleksiejem Simonowem, Moskwa, lipiec 2004.

794 RGALI, f. 1814, op. 1, d. 500.

795 Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, ss. 126-128; Fink, Konstantin Simonow, s. 229.

796 RGALI, f. 1814, op. 1, d. 563; op. 4, d. 10; op. 9, d. 5, l. 69-70; RGASPI, f. 82, op. 2, d. 1458, l. 49; f. 558, op. 11, d. 806, l. 164; Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, ss. 128-131.

797 Tamże, ss. 135-137.

798 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 809, l. 1-6; Karaganow, Konstantin Simonow, ss. 88-89; Simonow, Siegodnia i dawno, ss. 609-610.

799 K. Simonow, Sobranije soczinienij, t. 12, s. 41.

800 Wywiad z Aleksiejem Simonowem, Moskwa, listopad 2003; RGALI, f. 1814, op. 1, d. 454, l. 28-41.

801 Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, ss. 185-189.

VIII POWROTY (1953-1956)

902 L. Czukowskaja, Zapiski ob Annie Achmatowoj, t. 1-3, Paryż 1980, t. 2, s. 137.

903 MSP, f. 3, op. 12, d. 2, l. 60-67, 131-133.

904 MSP, f. 3, op. 51, d. 2, l. 3-7.

905 MM, f. 12, op. 10, d. 2, l. 18-23.

906 MSP, f. 3, op. 14, d. 2, l. 66-68; d. 3, l. 54-55.

907 I. Sherbakova, The Gulag in Memory, [w:] L. Passerini, International Yearbook of Oral History and Life Stories, t. 1, Memory and Totalitarianism, Oksford 1992, s. 114.

908 Inkeles, Bauer, The Soviet Citizen.

909 Mandelsztam, Nadzieja w beznadziei, ss. 55-56.

910 Tamże, ss. 56-57.

911Wokrug Fadiejewa: nieizwiestnyje pis'ma, zamietki i dokumienty, Moskwa 1996, ss. 12, 122; RGALI, f. 1814, op. 9, d. 5, l. 30; W. Kawierin, Epiłog: miemuary, Moskwa 2002, ss. 313-324.

912 "Izwiestija CK KPSS", nr 10 (1990), s. 147.

913 O dobroci Fadiejewa zob. K. Czukowskij, Dniewnik, t. 2, ss. 282-283; A. Borszczagowskij, Zapiski bałownia sud'by, s. 21; także list Achmatowej do Fadiejewa z 10 marca 1956, w którym poetka dziękuje mu za starania na rzecz zwolnienia jej syna Lwa Gumilowa z syberyjskiego łagru ("Okazał Pan większą dobroć i współczucie niż ktokolwiek w tych strasznych latach") w: Wokrug Fadiejewa, s. 161.

914 RGALI, f. 618, op. 16, d. 88, l. 16.

915 "Litieraturnaja gazieta", 17 lipca 1954, ss. 2-3; 20 lipca 1954, ss. 2-3.

916 Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolenija, ss. 248-253; wywiad z Łazarem Łazariewem, Moskwa, listopad 2003.

917 "Prawda", 4 lipca 1954, s. 3.

918 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 1770, l. 21-22. Jeśli chodzi o oddźwięk, jaki wywołała powieść, zob. D. Kozlov, Naming the Social Evil: The Readers of "Novyi mir" and Vladimir Dudintsev's Not By Bread Alone, 1956-1959, [w:] P. Jones, red., The Dilemmas of Destalinization: A Social and Cultural History of Reform in the Krushchev Era, Londyn 2005, ss. 80-98.

919 RGALI, f. 1814, op. 9, d. 1770, l. 15; Simonow, Siegodnia i dawno, s. 78; A za mnoju szum pogoni: Boris Pastiernak i włast'. Dokumienty 1956-1972, Moskwa 2001, ss. 89-90.

920 Łazariew, Szestoj etaż, s. 201.

921Rieabilitacyja: kak eto było, ss. 349-351, W. Taubman, Khrushchev: The Man and His Era, Londyn 2003, ss. 270, 272, 274, 278.

922Rieabilitacyja: kak eto było, ss. 5-6; Taubman, Khrushchev, ss. 273-274.