3
Seweryn przysiadł na chłodzonej szafce, w której trzymano pobrane próbki, i czekał, aż Burza skończy rozmawiać z funkcjonariuszem zabezpieczającym jego dom.
Wyjechał z Lidką raptem pół godziny temu. A to oznaczało, że zabójca musiał ich obserwować i czekać w okolicy, by podłożyć głowę ofiary tuż po ich wyjeździe.
Ale w jakim celu? Co chciał osiągnąć?
Zaorski posłał Kai niecierpliwe spojrzenie, ale ta wciąż zadawała rozmówcy kolejne pytania. Nie sprawiała wrażenia, jakby odpowiedzi ją satysfakcjonowały. Trwało to jeszcze przez minutę, może dwie, ale Sewerynowi wydawało się, że musi czekać bez końca.
Kiedy Burza wreszcie odłożyła telefon, usiadła obok niego.
- Zamknąłeś drzwi po wyjściu? - spytała.
Seweryn skinął głową.
- Na sto procent?
- Nawet na dwieście.
- A okna i brama garażowa...
- Wszystko było pozamykane, Burza.
Brak jakiegokolwiek zawahania w jego głosie zupełnie jej wystarczał.
- Pytam, bo nie ma żadnych śladów włamania - podjęła. - Kto ma klucze?
- Ja i agentka nieruchomości.
- Nie zostawiłeś komuś zapasowej pary rok temu, przed wyjazdem?
- Nie - odparł. - Zresztą wiedziałabyś o tym, bo gdybym komukolwiek coś zostawiał, to tobie.
Po opuszczeniu Żeromic rzeczywiście to rozważał, ale powrót nie wchodził w grę. Wiedział, że ponowne zobaczenie się wtedy z Burzą mogłoby odwieść go od celu, którym było jak najszybsze odcięcie Lidki od tego miejsca.
- Jak bardzo ufasz tej agentce? - spytała Kaja.
- Na tyle, że nie spodziewam się, żeby dała komukolwiek klucze. Ale w agencji pracuje parę osób, ktoś mógłby pewnie je zabrać albo dorobić.
- A ci ludzie, którym sprzedajesz? Nie dostali wczoraj swoich?
- Nie posunęliśmy się tak daleko w naszej relacji.
Burza pokiwała głową, a on odniósł wrażenie, że zadaje mu te wszystkie pytania wyłącznie po to, by Seweryn nie myślał o tym, co w istocie się zdarzyło. Gdy tylko wyszedł z domu ze swoją córką, ktoś wszedł do środka i zostawił tam oberżniętą głowę.
Dopiero zaczynał na dobre to rozumieć.
- Co wasi ludzie w ogóle tam robili? - odezwał się.
- Anonim znów zadzwonił na komisariat. Podał twój adres, twierdząc, że tam znajduje się ostatnia z części ciała.
- Kurwa mać...
- Policjanci zjawili się na miejscu chwilę po tym i wyważyli drzwi.
Nie dziwiło go, że weszli. Sam na ich miejscu zrobiłby dokładnie to samo.
- Gdzie konkretnie to znaleźli? - odezwał się.
- W piwnicy.
- Co?
- Głowa była między jakimiś skrzynkami.
Tego Zaorski bynajmniej się nie spodziewał. I właściwie zmieniało to postać rzeczy.
- Burza...
- No?
- Nie wchodziłem tam od przyjazdu, nie miałem powodu - powiedział. - Zabójca mógł podłożyć głowę znacznie wcześniej.
Kaja popatrzyła na niego z niepokojem, zapewne uświadamiając sobie to samo, co on w tej chwili. Zabójca mógł wejść do domu, podczas gdy Seweryn i Lidka spali na górze. A może zrobił to jeszcze wcześniej? W takim układzie spędzili noc z obciętą głową w piwnicy.
Żadna z tych myśli nie była przyjemna.
- Mam tam stałą temperaturę, około dziesięciu stopni - podjął Zaorski. - Łatwo będzie ustalić, jak długo tam leżała. Niech tylko przywiozą ją tutaj.
- Jak tylko skończą pracę na miejscu.
Właściwie mogli działać do woli, przewracając cały dom do góry nogami. Wszystkie rzeczy, które Seweryn i Lidka mieli ze sobą, i tak były w samochodzie, a nabywcy już zapowiedzieli, że zamierzają przeprowadzić generalny remont. Dom właściwie go nie potrzebował, ale widocznie chcieli urządzić się po swojemu.
- Wszystko okej? - spytała Kaja.
Zaorski potrząsnął głową, orientując się, że się zamyślił.
- Tak.
- Przesłuchamy wszystkich z tej agencji nieruchomości - zapewniła Burza. - Dowiemy się, kto mógł dorobić albo zwinąć klucze.
- Nie to interesuje mnie najbardziej.
- A co?
Seweryn wstał z szafki i podszedł do stołu sekcyjnego. Znów spojrzał z góry na zwłoki.
- To, dlaczego zabójca mnie w to wplątał.
- A wplątał?
Zaorski obejrzał się przez ramię.
- Zostawił oberżnięty łeb w mojej piwnicy, Burza.
- Wiem, ale...
- A oprócz tego dziwnym trafem to wszystko dzieje się, kiedy nie ma tutaj kierowniczki zakładu patomorfologii, za to jestem ja. I to planowo tylko na jeden dzień.
Kaja podeszła do niego i niechętnie spojrzała na tors ofiary.
- Nie wydaje ci się to dziwne? - kontynuował Seweryn. - To jedyny taki dzień w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, kiedy tu jestem. W dodatku przez zrządzenie losu musiałem zostać dłużej.
Wystarczyło, że na nią zerknął, a utwierdził się w przekonaniu, że nie przesadza. Dla niej także wszystko to wyglądało na nieprzypadkowy ciąg zdarzeń.
- Dlaczego wczoraj nie udało ci się załatwić formalności? - spytała, wchodząc na odpowiedni tor.
- Najpierw zapodziały się jakieś dokumenty w urzędzie miasta, a potem nie było notariusza, u którego miałem zawrzeć umowę przedwstępną.
- Nie byliście umówieni?
- Byliśmy - odparł Zaorski. - Ale...
- Co? - spytała z rosnącym zainteresowaniem Burza. - To może być konkretny trop. Jeśli rzeczywiście komuś zależało, żebyś tu był, musiał też zadbać o to, żeby notariusz nie mógł cię przyjąć.
- Wiem.
Uniosła brwi, wyraźnie nie rozumiejąc, dlaczego odwleka podanie jej informacji.
- Więc? - spytała.
- Problem w tym, że nie znam powodu. Babka powiedziała mi tylko, że nie może tego dnia, bo coś jej wypadło.
Zanim Kaja zdążyła zasugerować, że powinien jak najszybciej poznać przyczynę jej nieobecności, Zaorski już wyciągał telefon z kieszeni. Wybrał numer z nadzieją, że w ten sposób faktycznie się czegoś dowie.
Po krótkiej rozmowie nie był jednak bliżej znalezienia odpowiedzi. Notariuszka jeszcze raz przeprosiła, jakby sądziła, że klient dzwoni po to, by wylać swoje żale, a potem zaczęła się tłumaczyć. Szybko stało się jasne, że wczoraj musiała jechać do jednej z sąsiednich wiosek, gdzie mieszkała jej matka.
- Ktoś zgłosił, że w domu rodzinnym jest niedrożny przewód kominowy i od lat nie było kontroli - wyjaśniła prawniczka. - Straszyli matkę, że zamkną mieszkanie i Bóg jeden wie co jeszcze. Musiałam... pomóc załatwić tę sprawę.
Seweryn doskonale wiedział, co to oznacza. W Krakowie należało wpuścić kominiarza z miernikiem i pozwolić mu na posprawdzanie wszystkiego, co miał na wykazie. Na wsiach często wystarczyła butelka wódki i problem znikał.
- Wie pani, kto to zgłosił? - spytał Zaorski.
- Nie. Próbowałam się dowiedzieć, bo nigdy nie wiadomo, czy to nie jakiś stalker, ale...
- Okazało się, że anonim?
- Owszem - przyznała notariuszka z niewielkim zdziwieniem. - Ale mniejsza z tym. Godzina spotkania aktualna?
- Tak - potwierdził Seweryn. - Do zobaczenia.
Mimo wszystkiego, co się działo, wciąż powinien zdążyć. Mógłby wprawdzie odłożyć to na później, szczególnie że policja z pewnością będzie chciała porozmawiać z nim o znalezisku w jego domu, ale zamierzał załatwić jak najszybciej to, po co tu przyjechał.
A potem czym prędzej znikać z tego przeklętego miasta. Był tu tylko jeden dzień - i tyle wystarczyło, by znów zaczęły się kłopoty.
Szybko zrelacjonował Kai to, czego się dowiedział, a potem podszedł do ciała.
- Co to za wioska? - spytała Burza.
- Łabunie.
Kaja zapisała nazwę. Z pewnością wyślą tam kogoś i postarają się dowiedzieć, kto złożył anonimowy donos, ale Zaorskiego przesadnie to nie interesowało. Niech w Żeromicach dzieje się, co chce. On za parę godzin nie będzie musiał się tym przejmować.
- To co, zajmiemy się tym niepełnym trupem? - zaproponował.
Burza potwierdziła zdawkowym skinieniem głowy.
- Możesz mi powiedzieć, jak umarł? - spytała.
- Patrząc na jeden kawałek ciała?
- Już nie takie rzeczy robiłeś.
Seweryn zmrużył oczy, przypatrując się obrażeniom.
- Poćwiartowano biedaka post mortem, tyle jest jasne. Ale nie widzę tutaj niczego, co wyglądałoby na ranę śmiertelną - ocenił, a potem wskazał skalpelem jedno z miejsc na piersi, gdzie znajdowała się przypalona skóra. - Tu jest jakiś ślad, prawdopodobnie po czymś ostrym, ale rana się zasklepiła podczas wypalania tych symboli.
Kaja niechętnie nachyliła się nad torsem.
- Więcej ci powiem, jak go otworzę.
- W porządku.
Seweryn ostatni raz rzucił okiem na ciało w takim stanie, w jakim zostawił je zabójca. Musiał być wyjątkowym zwyrodnialcem, ale to samo właściwie można było powiedzieć o każdym, kto rozmyślnie odbierał życie innemu człowiekowi.
- Oparzenia pochodzą od rozgrzanego przedmiotu - rzucił pod nosem Zaorski, wykonując na korpusie nieboszczyka nacięcie w kształcie litery Y. - Ktoś ewidentnie próbował wpisać coś w te okręgi, ale chyba niespecjalnie mu wyszło.
Skalpel sprawnie przeciął skórę, tłuszcz i mięśnie, a ręce Seweryna szybko i niemal automatycznie oddzieliły płaty skóry, ukazując żebra i otrzewną. Kaja nie cofnęła się ani o krok, choć wyraźnie miała taką ochotę.
- Właściwie wygląda to na dość chaotyczną robotę, w pośpiechu - kontynuował Zaorski. - Co ciekawe, bo te cięcia ewidentnie robił ktoś, kto miał dużo czasu.
- Może nie tak dużo, jak sądził.
- Może - przyznał Seweryn, zabierając się do właściwej roboty.
Przeciął błonę, za którą znajdowała się otrzewna, by ocenić sytuację w przewodzie pokarmowym. Pozbył się płynów, nie dostrzegł żadnej krwi. W porządku, spodziewał się tego, jako że tors najprawdopodobniej należał do młodego, zdrowego człowieka, a w dodatku nie było żadnych ran wlotowych od kul.
Bardziej ciekawiło go to, co znajdowało się pod żebrami. Rozejrzał się, szukając odpowiednich narzędzi.
- Co robisz? - spytała Kaja.
- Potrzebuję sekatora.
- Słucham?
- Takich dużych nożyc, które...
- Wiem, czym jest sekator, Seweryn - odezwała się Burza. - Mamy jeden do ucinania dużych gałęzi jabłoni, które...
Urwała, kiedy zrozumiała, w jakim celu potrzebny mu jest taki sprzęt. Zaorski przeszedł się po pomieszczeniu i zaczął sprawdzać szafki. Znalazł nożyce i kleszcze do cięcia kości, praktycznie nieużywane - sam też rzadko się na nie decydował, bo były zbyt małe. Znacznie lepiej sprawdzał się zwykły sekator z Castoramy - i większość patologów doskonale o tym wiedziała.
Natalia Bromnicka najwyraźniej też, bo w końcu znalazł to, czego potrzebował. Przystawił ostrza do żeber, a potem z całej siły zacisnął. Rozległ się chrzęst, na który Burza wyraźnie się wzdrygnęła. Przy kolejnych było lepiej.
Zaorski sprawnie odsłonił osierdzie i jamy opłucne, a potem przyjrzał się organom.
- Płuca czarne, pęcherzykowate. Obficie występują twarde guzy.
- Czyli co?
- Palił fajki.
Kaja niechętnie zerknęła na widok, który zazwyczaj sprawiał, że z dnia na dzień rzucało się palenie.
- Coś więcej?
- Całkiem sporo - odparł Seweryn, wskazując centralne miejsce klatki piersiowej. - Worek osierdziowy jest przebity. Wygląda na to, że jednak mogę powiedzieć ci coś o przyczynie śmierci, bo ten człowiek najwyraźniej otrzymał cios czymś ostrym prosto w serce.
Kiedy Zaorski przeciął worek i odsłonił najważniejszy organ, jego hipoteza się potwierdziła. Krew wylała się na zewnątrz i zaczęła spływać w kierunku pojemnika przy stole sekcyjnym.
Seweryn pracował, jakby tego nie zauważył. Oczyszczał kolejne jamy ciała, pobierał próbki tkanek i umieszczał je w formalinie. W końcu zabrał się do wycinania płuc, serca, wątroby i innych narządów, które składał na bokach stołu sekcyjnego.
Kaja przyglądała mu się, jakby nie mogła uwierzyć, że robi to bez żadnych emocji. Rzucił jej krótkie spojrzenie, czując, że na niego patrzy.
- To moja robota, Burza - skwitował.
Uporanie się z wszystkimi podstawowymi czynnościami trwało dłużej, niż się spodziewał. W pewnym momencie stracił poczucie czasu i odzyskał je dopiero wtedy, kiedy jeden z funkcjonariuszy zjawił się w prosektorium i poinformował, że przywieźli głowę.
- Świetnie, dawajcie ją tutaj - rzucił Seweryn, jakby ktoś właśnie dostarczył mu pizzę.
Policjant popatrzył niepewnie na Kaję. Z pewnością myślał o miejscu, w którym znaleziono ostatnią część ciała - i o tym, czy można ufać Zaorskiemu. Ostatecznie Seweryn miał jednak całkiem niezłe alibi, bo kiedy ktoś zamordował tego człowieka i rozmieszczał jego poćwiartowane zwłoki po okolicy, jego nie było jeszcze w Żeromicach.
Młody technik przyniósł pozostałe części ciała, po czym razem z Sewerynem podsunął drugi stół. Ułożyli je tak, by widać było wszystkie symbole.
Były ze sobą połączone. Linie z torsu biegły do kończyn i głowy, na których znajdowały się kolejne okręgi. Nogi musiały być złączone, by widać było ułożenie trzech w kształcie trójkąta i jednego między pozostałymi. Na głowie znajdował się tylko jeden.
Wszyscy milczeli, przyglądając się licznym obrażeniom tego człowieka. Przed śmiercią musiał przejść prawdziwe piekło.
Zaorski włączył dyktafon.
- Ofiara płci męskiej. Wiek: około trzydziestu lat - powiedział pozbawionym emocji głosem. - Liczne rany wskazujące na nakłuwanie, cięcie i bicie. Na czole obrażenia przypominające te spowodowane drutem kolczastym. Genitalia zmiażdżone, napletek członka odcięty. Krew odsączona, pozostała jedynie w zamkniętych jamach ciała.
Seweryn pochylił się nad pociemniałą skórą nóg i rąk.
- Widoczne ślady otarcia naskórka wskazują na skrępowanie ofiary sznurem. Rany na kończynach i głowie nie wskazują na ich śmiertelny charakter. Wstępna przyczyna śmierci: cios ostrym narzędziem w serce.
Zaorski ujął głowę i ją odwrócił. Zmarszczył czoło, zobaczywszy coś, czego się nie spodziewał.
- Kurwa mać...
- Co się stało? - spytała Burza, podchodząc do niego.
Obrócił głowę denata tak, by było widać, co znajduje się z jednego, a potem drugiego boku szyi. W obydwu miejscach widniały tatuaże. Te z prawej strony przypominały strzałkę skierowaną w górę bez lewego boku oraz literę "V" obróconą o dziewięćdziesiąt stopni w prawo.
Nie to jednak zainteresowało Seweryna najbardziej. Znacznie istotniejszy był tatuaż znajdujący się po lewej stronie. Składał się z odwróconej poziomo i odbitej lustrzanie litery "Z" z krótką kreską przecinającą najdłuższą linię i ze znajdującej się pod nią odwróconą "Z".
- Co to jest? - dodała Kaja. - Kojarzysz te znaki?
- A ty nie?
Burza zerknęła na niego pytająco.