Rozdział 4
Dobre kilka minut Rennard przysłuchiwał się opowieści Clio i Garego. Nie wszystko było dla niego jasne i zrozumiałe, złodzieje zapewne celowo wtrącali nieznane mu słowa i określenia będące zapewne częścią ich kryminalnej nomenklatury. Z grubsza rozumiał, że ta dwójka miała okraść jakiegoś bogacza, ale niestety nie udało im się znaleźć wszystkich wymaganych fantów, gdyż ofiara pojawiła się w domu znacznie wcześniej niż się tego spodziewali. Podczas tej rozmowy można było zauważyć drugie oblicze Finna. Zadawał parę pytań mających na celu doprecyzowanie sytuacji, dopowiadał swoje uwagi na temat ich akcji. Sprawiał takie wrażenie jakie można, a nawet trzeba oczekiwać od przywódcy. Zainteresowanie, zrozumienie oraz wsparcie. Ogólnie był zadowolony z rezultatu i stwierdził, że ten jeden brakujący przedmiot raczej nie będzie problemem. W trakcie tej rozmowy Clio wręczyła mu też niewielki worek, którego zawartości niestety Renny nie był w stanie dojrzeć, gdyż Finn obejrzał jego zawartość bez wyciągania niczego z wora. "Gospodarz" wspomniał coś jeszcze o jakieś nowej robocie, wręczył Edarowi niewielki skrawek papieru, a ten po przeczytaniu go kiwnął głową w kierunku Szepta i oboje wyszli, oznajmiając, że spotkają się z Finnem wieczorem w karczmie Josfela. Później zgromadzenie zaczęło rozmawiać na temat, który Rennardowi wydawał się najbardziej krępujący. Zaczęli rozmawiać o nim.
- Zanim z młodego będzie jakiś większy pożytek, trzeba będzie go odpowiednio przeszkolić. Chciałbym, żebyśmy podzieli się tym odpowiednio. Proponuję - przerwał Finn, żeby wlać do swojego gardła solidny łyk wińska. - Żebyś ty Clio nauczyła Rennego jak ma się poruszać, żeby nie był cholernym słoniem w składzie porcelany. Jakbyś dorzuciła jeszcze od siebie parę elementów z obsługi sztyletu, byłbym wdzięczny. Od Ciebie Talbocie oczekuję, że poświecisz trochę swojego cennego czasu i nauczysz go jak korzystać z napinacza i wytrychów. Gary jakbyś mógł zorganizować mu jakieś szmaty, żeby nie rzucał się tak w oczy to też byłoby świetnie. Żeby nie było - tutaj zwrócił się bezpośrednio do nowicjusza - ode mnie też się trochę nauczysz, a pierwszą lekcję zaczniemy za chwilę. Chciałbyś o coś spytać?
Mimo iż młodzieniec miał dosyć sporo myśli w głowie, zarówno ze stresu jak i lekkiego podekscytowania, nie miał sił by wykrztusić z siebie więcej niż niezbyt pewne raczej nie.
Finn jego odpowiedź odwzajemnił uśmieszkiem, powiedział, że musi jeszcze chwilę porozmawiać z resztą ekipy i poprosił Rennego o wejście i poczekanie w drugim pomieszczeniu. Ten posłusznie wykonał polecenie i przeszedł do kolejnego pokoju. Był on znacznie mniejszy i zorganizowany bardziej na kształt jakiejś spiżarni. Po obu stronach wisiały półki, które były upchane co do centymetra różnymi rzeczami. Pomieszczenie również oświetlały lampiony z żółtymi roślinami, na drugim końcu były kolejne drzwi. Cholerny podziemny labirynt, ileż tego oni tutaj mogą mieć, spytał sam siebie w myślach Rennard i zaczął przeglądać rzeczy, które stały na półkach. Część była w niewielkich drewnianych skrzynkach bądź workach, więc złodziejaszek uznał, że lepiej nie będzie w nich grzebać, nie wiedząc z jaką reakcją może się to spotkać, ale pozostałą część mógł śmiało sobie pooglądać i pomacać. Złodzieje trzymali tutaj masę różnorakich fiolek opisanych wyłącznie cyframi od 1 do 5, swoje miejsce miały też tutaj różnej wielkości sztylety, oczywiście nie mogło zabraknąć wina i paru mięsnych przysmaków. Książki, pochodnie, talerze i inne różne szpargały nie przykuły uwagi młodzieńca tak bardzo jak metalowe kule z delikatnym srebrnym zdobieniem w połowie. Wziął jedną do dłoni, była dosyć ciężka i ewidentnie coś w niej było. Przyglądał się jej z każdej strony, niezbyt wiedział co to jest i do czego służy, próbował ją jakoś otworzyć, ale kula obróciła się wyłącznie do pewnego poziomu, wydając dziwny dźwięk i potem nie szło już z nią nic zrobić.
- Przekręciłeś ją?! - wykrzyknął Finn wchodząc do pomieszczenia.
- Tak, ale nie widziałem co jest w środku, nie potrafię tego otworzyć.
- Kurwa na chwilę Cię zostawić samego! Daj mi to. Bawiłeś się resztą?
- Niee, tylko tą - odpowiedział lekko zdezorientowany młodzieniec. - Co to właściwie jest?
- Daj mi to i chodź za mną to sam zobaczysz.
Rennard podał mu kulę i oboje wyszli ze spiżarni, w biesiadnym pomieszczeniu jak zaczął je określać w myślach złodziejaszek nie było już nikogo, a on razem z Finnem kierowali się w kierunku wyjścia. Schemat wyjścia był dokładnie taki sam jak wejścia, trzeba usunąć tylko parę desek nad drabiną i już się było w zaniedbanej, małej chatce. Wyszli z niej na świeże powietrze, odeszli parę kroków i Finn oddał mu tę kulę z powrotem.
- Rzuć tym teraz w te drzewa.
Łotrzyk bez jakiegoś większego namyślenia rzucił kulą w oddalone o parę metrów drzewo i z chwilą, gdy metal zderzył się z pniem drzewem, nastąpił niewielki huk i pojawiła się spora ilość gęstego dymu, który kompletnie zasłonił widoczność między kilkoma drzewami. Wybuch lekko wystraszył nic nie spodziewającego się młodzieńca.
- Lekcja pierwsza, warta zapamiętania. Nie ruszaj czegoś co nie wiesz czym jest. Może się to bardzo źle skończyć dla Ciebie lub co gorsza twoich wspólników.
- Co to było właściwie?
- To są mój drogi goblińskie granaty, bardzo przydatna rzecz. Aczkolwiek lepiej, żebyś nie musiał ich używać, bo robi się to tylko wtedy, gdy sytuacja zaczyna być nienajlepsza. Schemat jest taki jak miałeś okazję zobaczyć, przekręcasz tym samym uwalniając jakieś substancje i z chwilą jak ta kula uderzy w coś, wybucha tworząc zasłonę dymną. Tylko, żeby nie przyszło Ci do głowy bawić się tym w naszej kryjówce bo wsadzę ci to do mordy, a dym ci dosłownie z dupy poleci.
- Rozumiem, szefie. Okradacie nawet gobliny?
- Oj Renny, lekcja druga. Tych gnojków lepiej nie okradać, widziałeś kiedykolwiek ich obstawę? Zresztą te dranie z natury są cwane i uwierz mi, cholernie ciężko byłoby im cokolwiek zabrać. Oczywiście, że nie okradamy ich. Wręcz przeciwnie, trzymamy z nimi stosunki handlowe. A skoro już jesteśmy w temacie ich wynalazków - Finn zaczął grzebać w kieszeni - pamiętasz to?
Wyciągnął parę niewielkich patyczków, które młodzieniec miał już okazję zobaczyć podczas swojej pierwszej wspólnej wyprawy ze złodziejami.
- No patyki, nie chcesz mi chyba powiedzieć, ze one też wybuchają? Miałem to w kieszeni...
- Co ty masz z tymi wybuchami? Nie, to nie służy do robienia "bum"... Ma znacznie ciekawsze i praktyczniejsze zastosowanie. Weź proszę jeden i oddal się parę metrów ode mnie.
Młodzieniec poszedł kawałek w kierunku drzew, gdzie jeszcze unosiły się lekkie smugi dymu, usłyszał tylko, że ma iść jeszcze dalej bo Finn wciąż widział jego mordę. Szedł jeszcze dobre kilkanaście kroków aż w końcu usłyszał, że wystarczy. Chwilę później, usłyszał dźwięk, jakby pod jego stopą pękł jakiś kompletnie wysuszony badyl mimo iż stał kompletnie bezruchu, wiec jego stopy nie mogły być twórcą tego dźwięku.
- Dobra wróć do mnie - powiedział Finn.
Gdy tylko uczeń podszedł do swojego mentora, ten kontynuował swój wykład
- Te patyki to jest dopiero ciekawa rzecz, słyszałeś ten dźwięk, co nie? Te badyle służą nam do ostrzegania, przed zauważeniem. Działają nawet do jakiś dwudziestu metrów w dobrych warunkach. Proszę oddaj mi teraz tego patyka.
Finn wziął od niego patyczek i na jego oczach go połamał, nie było nawet delikatnie słychać jak on pęka
- Widzisz, niezbyt wiemy jak to działa, a gobliny nam oczywiście nic nie powiedzą lecz te patyki są słyszalne wyłącznie jak druga osoba ma go przy sobie. W sytuacji jakbyśmy wybrali się gdzieś razem z Edarem i tylko, ja z nim byśmy je mieli przy sobie, to ty już byś tego nie usłyszał, nawet, gdybyś miał ucho tuż nad pękającym patykiem. Ciekawe co nie? Warto zaznaczyć, że wszystkie osoby muszą mieć ten sam rodzaj drewna, a jest ich parę. Nie różnią się one w działaniu, ale po prostu, gdybyś miał brązowe patyczki nie usłyszałbyś jak ktoś łamie te nasze czarne. Nie pytaj jak to działa, sam chciałbym wiedzieć, ale te zielone gnoje nam nie zdradzą tego sekretu. Nie zmienia to faktu, że jest to cholernie przydatna rzecz i liczę, że zapamiętałeś cokolwiek z tego co do ciebie mówiłem.
- No tak spokojnie, aż taki tępy nie jestem...
Finn odwzajemnił to swoim charakterystycznym uśmieszkiem.
- Bardzo mnie to cieszy, chodź wrócimy do środka i omówimy jeszcze parę rzeczy. Nie miałem w planach Ci pokazywać naszych fantów, ale skoro już zacząłeś się bawić granatem w spiżarni to w sumie nawet dobrze, że już poznałeś te rzeczy.
- A macie tego więcej?
- W swoim czasie młody, w swoim czasie. Wpierw mniej przyjemne tematy.
Wrócili do głównego pomieszczenia, Finn polał im trochę tego pysznego wina Merlana
- Generalnie zanim weźmiemy Ciebie na coś poważniejszego musisz się trochę podszkolić z paru tematów. Widziałem jak się ruszasz, walczysz zapewne nie lepiej, wiec jutro z rana Clio pokaże Ci co nieco naszego fechtunku. Nie prowokuj jej głupimi docinkami, podrywanie też raczej się nie uda. Nikomu z naszej załogi jeszcze się nie oddała, znaczy wiesz nieskromnie mówiąc, ja byłem najbliżej... Także z samego rana trochę się z nią pogimnastykujesz, a później Talbot pokaże Ci jak się otwiera zamki. Wytrychów mamy dużo, więc się nie przejmuj jak Ci się jakieś połamią, aczkolwiek słuchaj uważnie tego co on będzie mówić. Lubi się szybko denerwować jak musi się powtarzać. Również, żeby nie było, że nasz uniwersytet nie dba o twój rozwój umysłowy, w wolnych chwilach nauczysz się czytać, no i też dorzucę od siebie parę praktycznych rzeczy, które powinieneś potrafić. A teraz przerobimy sobie coś, co jest zapewne najnudniejsze, ale musisz to wiedzieć. Zaczniemy od teorii. Powiedzieć Ci co sprawiło, że przyłapałem Cię na grzebaniu w mojej kieszeni? Zapewne zawsze wkładałeś tylko łapę do kieszeni biednych staruszek, a drugą sobie w majtach trzymałeś co?
Rennard poczuł szturchnięcie na swoim prawym ramieniu - i gdy się obrócił ponownie w kierunku rozmówcy jego dłoń była w jego kieszeni.
- No w końcu, normalnie to bym już ją dawno wyciągnął razem z jakimś przedmiotem, ale ty tam kurwa nic nie masz. Ale sam rozumiesz, chodzi o to, żeby w miarę możliwości rozproszyć ofiarę, odwrócić jego uwagę. Drugą ręką możesz śmiało na przykład kogoś szturchnąć jak stoicie w tłumie. Mniej zdolni złodzieje muszą robić to w parach, co oczywiście w wielu sytuacjach się dobrze sprawdza. Zawsze też jak masz czas możesz, jedną ręką odsunąć trochę kieszeń jeśli jest ciasna, na przykład tymi patyczkami i wtedy wsunąć swoją łapę. A i Renny nie gap się na tego, którego próbujesz okraść. Ostatnim co chciałem zobaczyć poza twoją ręką w mojej kieszeni, była twoja morda. Generalnie najważniejsze jest to, żebyś potrafił ocenić sytuację. Czy dasz radę coś ukraść, czy ta osoba się nie zorientuje, bo na przykład ma ciasne ubranie na sobie i raczej poczuje twoją dłoń, czy może ktoś inny przypadkiem tego nie zobaczy. Zrobimy sobie niebawem mały test, pospacerujemy sobie po ryneczku, ja wrzucę jakimś ludziom monetę do kieszeni, a ty będziesz musiał ją wyciągnąć. Ale spokojnie do tego czasu popracujemy trochę nad twoją zręcznością. Kolejnym aspektem, który chciałbym z tobą umówić jest generalnie twoje życie.
- Co masz konkretnie na myśli? - spytał lekko zdezorientowany Rennard.
- No wiesz, trochę czasu z nami spędzisz, do domu raczej nie będziesz miał potrzeby często wracać, wujaszek to zniesie?
- Raczej zbytnio mu to różnicy nie zrobi czy będę czy nie. Skąd w ogóle wiesz, że mieszkam z wujkiem?
- A no bo widzisz, lekcja mhm trzecia? Zagubiłem się trochę, chyba trzecia. Musisz zapamiętać, że informacja jest najcenniejszą rzeczą. Bez niej nie podejmujemy się tych trudniejszych zadań, a im więcej takowych informacji posiadamy tym lepiej możemy się przygotować i tym większy wpływ możemy mieć na wydarzenia
- Jaki wpływ?
- Odwołam się do naszego wspólnego buszowania po pałacyku. Wiedzieliśmy, że nie będzie gospodarza, to co prawda nie jest Bóg wie jak ciężka do uzyskania informacja, ale czy myślisz, że to absolutny przypadek, że cała służba urządziła sobie srogą popijawę? Czasami trzeba coś zainwestować, żeby się dorobić w tym przypadku wystarczyły akurat najtańsze i najbardziej obskurne wina, ale liczę, że pojąłeś sedno.
- Tak, pojmuję. Powiedz mi, bo zakładam, że masz kontakty w mieście i nie tylko oraz że wiele informacji do Ciebie trafia. Słyszałeś coś może na temat moich rodziców? Dwóch kupców, którzy zginęli parę lat temu podróżując do Varloz? Dość głośno o tym było...
- Mhm, obawiam się, że wiem tyle co ty, że zostali napadnięci. Niestety nic więcej na ten temat mi nie wiadomo.
- Może kiedyś uda mi się coś dokładniejszego dowiedzieć...
- Może, aczkolwiek radziłbym Ci skupić się na przyszłości, a nie na wracaniu do przeszłości. Nic już nie zmienisz, więc po co miałbyś zadręczać swój umysł? Tym bardziej, że przed tobą będzie trochę nauki.
Renny myślał chwilę nad tym co usłyszał, chciał już nawet odpowiedzieć, że w sumie chodzi o jego rodziców i, że to nie jest przecież jakaś błahostka, ale Finna raczej by to niezbyt interesowało.
- Wiesz - dodał. - Muszę jeszcze dzisiaj coś załatwić, masz tutaj dziesięć koron, przeznacz je nie wiem na żarcie, nocleg czy tam chlanie. Mnie to bez różnicy. Bądź jutro przed południem przy fontannie na rynku dobrze? Podejdziemy razem na szkolenie z Clio. Do tego czasu w sumie odpocznij czy co tam kurwa chcesz. Bylebyś był jutro sprawny i rześki bo coś czuję ta kobitka da Ci popalić. A teraz chodź, idziemy stąd bo jak wspomniałem mam pewne interesy do załatwienia, a sam z naszymi granatami nie zostaniesz w kryjówce...