Szczęśliwy Książę - Harry Woodgate

-
Proszę czekać

Wysoko nad mia­stem, na strze­li­stej ko­lum­nie stał po­sąg Szczę­śli­wego Księ­cia. Był po­kryty płat­kami naj­czyst­szego złota, w miej­scach oczu miał dwa ja­sne sza­firy, a rę­ko­jeść ksią­żę­cego mie­cza zdo­bił duży czer­wony ru­bin.

Wszy­scy bar­dzo go po­dzi­wiali.

- Jest tak piękny jak nasz przy­rząd do po­miaru wia­tru... - rzekł je­den z miej­skich rad­nych. Miał na­dzieję, że jego po­rów­na­nie spodoba się lu­dziom, a on sam wyda im się kimś o ar­ty­stycz­nej du­szy.

Ale może radny nie po­wi­nien mieć du­szy ar­ty­sty?

- ...lecz nie tak prak­tyczny - do­dał za­raz, aby któ­reś z jego słów mo­gło spodo­bać się in­nym.

Gdy pe­wien mały chło­piec roz­pła­kał się na­gle, bo za­ma­rzyło mu się do­stać gwiazdkę z nieba, matka wska­zała mu za przy­kład Szczę­śli­wego Księ­cia.

- Spójrz tylko na niego! Nasz Książę ni­gdy nie pła­cze ani nie ma­rzy, za­wsze się uśmie­cha!

- Cóż, do­brze, że przy­naj­mniej on je­den jest na tym świe­cie szczę­śliwy - mruk­nął ja­kiś pan. Sam nie miał nie­stety zbyt szczę­śli­wej miny.

- Ach! Szczę­śliwy Książę wy­gląda jak anioł! - Za­chwy­cały się Dzieci Mi­ło­sier­dzia. Wy­cho­dziły wła­śnie z ka­te­dry w schlud­nych czer­wo­nych ko­szul­kach i czy­stych bia­łych far­tusz­kach.

- Niby skąd wie­cie, jak wy­gląda anioł? - Zi­ry­to­wał się na­uczy­ciel ma­te­ma­tyki, który im to­wa­rzy­szył. - Prze­cież ni­gdy żad­nego nie wi­dzie­li­ście!

- Jak to nie? - Jego ucznio­wie za­nie­śli się we­so­łym śmie­chem. - Dzieci czę­sto spo­ty­kają anioły w snach...

Na­uczy­ciel zro­bił su­rową minę. Jako ma­te­ma­tyk nie bar­dzo ro­zu­miał dzie­cięcą wraż­li­wość.

Pew­nej nocy do mia­sta przy­był Ja­skół­czy Chło­piec.

- Gdzie by się tu za­trzy­mać... - Ro­zej­rzał się wo­kół. Wie­rzył, że mia­sto przyj­mie go go­ścin­nie.

Wtem zo­ba­czył po­sąg na wy­so­kiej ko­lum­nie.

- Tu od­pocznę! - za­wo­łał. - To piękne miej­sce. I dużo świe­żego po­wie­trza!

Wspiął się na po­mnik i usiadł wprost u stóp Szczę­śli­wego Księ­cia.

- Mam złotą sy­pial­nię. - Za­chi­cho­tał ci­cho.

Gdy uło­żył się do snu, znie­nacka spa­dła na niego duża kro­pla.

- Dziwna rzecz! - Chło­piec się otrzą­snął. - Na nie­bie nie ma ani jed­nej chmury, gwiazdy wi­dać wy­raź­nie i ja­sno, a mimo to pada deszcz... Do­prawdy, kli­mat na pół­nocy jest okropny!

Wtedy spa­dła na niego ko­lejna kro­pla.

- Jaki jest po­ży­tek ze zło­tego po­mnika, je­śli nie chroni przed desz­czem? - mruk­nął do sie­bie Chło­piec. - Mu­szę po­szu­kać lep­szego schro­nie­nia. - I wstał.

Nim zdą­żył się wy­pro­sto­wać, z góry spa­dło na niego jesz­cze wię­cej kro­pli. Za­darł głowę... - Ach! - I co zo­ba­czył?

Oczy Szczę­śli­wego Księ­cia były pełne łez. Spły­wały po jego zło­tych po­licz­kach i ka­pały na Chłopca. Twarz Księ­cia wy­glą­dała tak smutno w świe­tle księ­życa, że Ja­skół­czy Chło­piec szcze­rze go po­ża­ło­wał.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki