Wstęp
Nie byłam gotowa na reakcję mojego syna,
kiedy urodziła się jego siostrzyczka. W wieku czterech lat miał za sobą
zaledwie kilka napadów złości na przestrzeni całego swojego życia. Ale
kiedy pojawiła się mała, najwyraźniej spanikował. Kleił się do mnie,
złościł się i bał. Miałam wykształcenie psychologiczne, ale to mnie
przerosło.
Większość rodziców tak jak ja nie może się doczekać zachwytu na twarzy
starszego dziecka na widok nowo narodzonego rodzeństwa. Wyobrażamy sobie
śmiech malucha, kiedy starszy brat go zabawia, strojąc zabawne miny.
Kiedy któremuś dziecku stanie się krzywda, drugie odtworzy troskę, którą
otrzymało od nas, przytulając je i zanosząc mu ulubiony kocyk. Z czasem
ganianie pod zraszaczem ogrodowym zastąpią wycieczki rowerowe i nocowanki w namiocie, a one z kolei ustąpią miejsca kłótniom o samochód
w sobotni wieczór i pocieszaniu się nawzajem po przegranych meczach i złamanych sercach. Być może po skończeniu szkoły średniej każde z rodzeństwa pójdzie własną drogą, ale ich więź przetrwa wszystkie wzloty
i upadki dorosłości. Chcemy wierzyć, że dajemy naszym dzieciom bezcenny
dar: przyjaźń na całe życie.
Tymczasem gdzieś w ciągu pierwszego roku -?a może nawet jeszcze zanim
młodsze dziecko się pojawi -?większość rodziców zaczyna rozumieć, że to
wszystko może nie być takie proste, o czym świadczą wypowiedzi rodzin, z którymi pracuję:
Kocha swojego braciszka... W sumie przytula go tak mocno, że nas to
przeraża... Jej rączki zawsze jakoś trafiają w okolice jego szyi.
Nie mogę nawet bezpiecznie prowadzić samochodu, bo nie umieją trzymać
rąk przy sobie.
Naprawdę doprowadził mnie do granic wytrzymałości, kiedy wyszłam spod
prysznica i zorientowałam się, że nasikał na swojego
dziewięciomiesięcznego brata!Nie ma od tego ucieczki. Rywalizacja w rodzeństwie to zjawisko
uniwersalne. W końcu każdy człowiek jest genetycznie zaprogramowany tak,
by bronić zasobów, które pomogą mu przetrwać, a twoje dzieci są
zależne i rywalizują o to, co stanowi naprawdę cenny zasób -?o twój
czas i uwagę. Nawet jeśli miłości jest mnóstwo, mali ludzie nie mają
zbyt wielkiej kontroli nad impulsami, na pewno będą więc popadać w konflikty. Do tego wreszcie w każdej relacji ton nadaje temperament.
Dzieci, które z natury są raczej trudne, będą stanowić jeszcze większe
wyzwanie, kiedy dasz im brata czy siostrę, a niektóre rodzeństwa po
prostu się nie dogadują.
Niestety wielu rodziców nie wie, jak pomóc dzieciom radzić sobie z tymi
silnymi emocjami, przez co zranione uczucia mogą prowadzić do
agresywnych zachowań, które z kolei potrafią zamienić się w negatywne
wzorce interakcji. Trudne uczucia mogą nadawać ton relacji rodzeństwa
przez cały okres dojrzewania, potrafią nawet przez całe życie wypływać
znienacka w stresujących dla rodziny momentach.
Ale jest też dobra wiadomość. Relacja między rodzeństwem to właśnie to
miejsce, gdzie wygładzają się ostre krawędzie naszego wczesnego
egocentryzmu i gdzie uczymy się radzić sobie z najtrudniejszymi
emocjami. Siostry i bracia często stają się dobrymi przyjaciółmi, a ponieważ tak dobrze siebie znają, potrafią zapewnić sobie wzajemnie
poczucie głębokiego ukojenia. Nawet rodzeństwo, które dużo się kłóci,
zwykle nabiera szacunku do siebie nawzajem i w końcu zaczyna się
dogadywać. W wieku dorosłym wielu braci i wiele sióstr czuje głęboką
więź z jedynymi osobami, które rozumieją, jak wyglądało dorastanie w ich
domu rodzinnym.
A oto najlepsza wiadomość ze wszystkich. Rodzice mogą wywrzeć ogromny
wpływ na kształtowanie relacji w rodzeństwie. Zazdrości nie da się
uniknąć, ale prawie zawsze da się pomóc dzieciom wypracować silną,
pozytywną więź, która tę naturalną zazdrość przezwycięży. Nie zawsze
łatwo jest wychować rodzeństwo, które docenia siebie nawzajem i przyjaźni się przez całe życie -?ale zaangażowany rodzic może wiele
zmienić. Napisałam tę książkę, żeby pokazać ci, jak to zrobić.
Kiedy zmagałam się z trudnościami po narodzinach mojego drugiego
dziecka, jedyną książką na temat rodzeństwa, którą znalazłam, było
Rodzeństwo bez rywalizacji Adele Faber i Elaine Mazlish. Leżała na
mojej szafce nocnej przez całe lata. Wciąż jest to książka, którą
polecam jako pierwszą rodzicom dzieci w wieku szkolnym, którym trudno
się ze sobą dogadać. Ale jako matka niemowlęcia i małego dziecka
codziennie zmagałam się z takimi wyzwaniami, jak na przykład czym zająć
syna podczas karmienia jego siostry, jak pomóc mu nauczyć się
delikatności, kiedy obdarowywał ją nadgorliwymi przytulakami, jak radzić
sobie, kiedy mała zaczęła raczkować i sięgać po jego zabawki. W tych
pierwszych dniach po powiększeniu się rodziny wyzwania pojawiały się
nieustannie; potrzebowałam konkretnych strategii, by zamienić trudności
w bliskość między moimi dziećmi. Zdążyłam już przeczytać wystarczająco
dużo wyników badań, by wiedzieć, że podwaliny relacji kładzie się przez
pierwszy rok czy dwa, ale nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego planu
działania.
Mijały lata, zrobiłam doktorat z psychologii klinicznej na Uniwersytecie
Columbia i założyłam stronę internetową AhaParenting.com. Doświadczenie
z praktyki coachingu rodzicielskiego dało mi wgląd w życie dziesiątek
tysięcy rodzin, na własne oczy zobaczyłam więc, co działa, a co nie
działa, kiedy rodziny przeżywają trudności. Opierałam się na empatycznym
modelu promowanym przez Faber i Mazlish oraz ich mentora, Haima Ginotta,
jednego z pionierów współczesnego ruchu pozytywnego rodzicielstwa,
uwzględniając nowe odkrycia z badań nad emocjami, przywiązaniem i rozwojem mózgu (zob. podziękowania). Obserwowanie dynamiki rodzin, z którymi pracowałam, oraz własna praktyka uważności nauczyły mnie, jak
rodzice mogą przejąć kontrolę, by zmienić wzorce funkcjonujące w swoich
rodzinach, nie przez kontrolowanie dzieci, ale przez zmianę własnych
myśli, uczuć, słów i czynów. Zorientowałam się, że rodzicielstwo staje
się o wiele prostsze, kiedy my jako rodzice potrafimy robić trzy bardzo
trudne rzeczy:
Regulować własne emocje.
Zachować kontakt z dzieckiem, nawet kiedy stawiamy granice lub kiedy
dziecko jest zdenerwowane.
Prowadzić coaching zamiast kontrolować, wspierając rozwój
inteligencji emocjonalnej i ukierunkowując dziecko za pomocą
empatycznych granic zamiast kar oraz wspierając budowanie kompetencji na
drodze do mistrzostwa.
Te trzy koncepcje odmienią twoją relację z dziećmi, dzięki czemu będą
szczęśliwsze, zdrowsze emocjonalnie i bardziej skłonne do współpracy -?a ty zyskasz większy spokój i spełnienie jako rodzic. Opisałam je w pełni
w mojej pierwszej książce Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci: Jak
przestać krzyczeć i zacząć wzmacniać bliską relację z dzieckiem. Dla
mnie założenia te stanowią klucz do czerpania radości z rodzicielstwa. A ponieważ stanowią one podstawę wychowania szczęśliwych dzieci, mają też
kluczowe znaczenie dla dobrych relacji między rodzeństwem, jak to
opisuje jedna z moich czytelniczek:
Po zastosowaniu twoich trzech głównych idei (samoregulacji, więzi i coachingu) moje sześcio-, pięcio- i trzyletnie dziecko częściej się
teraz ze sobą dogadują. Ponieważ każde z nich czuje się silniejsze w swojej więzi ze mną, najwyraźniej mają w sobie mniej lęku, dzięki czemu
nie potrzebują aż tak wyżywać się w kłótniach z rodzeństwem.
Anna
Jakkolwiek przełomowe potrafią być te koncepcje, rodzice wciąż zadają mi
takie same pytania, z jakimi zmagałam się, kiedy moje dzieci były małe.
Jak mogą:
Pomóc małym dzieciom opanować umiejętność wyrażania swoich potrzeb i stawania we własnej obronie -?a także słuchania rodzeństwa?
Pomóc dwójce, a nawet trójce małych dzieci jednocześnie przetrawić
silne emocje?
Stworzyć rodzinną kulturę współpracy i wsparcia, która pozwoli
wzajemnej miłości rodzeństwa wygrać z rywalizacją?
Na szczęście istnieją rozwiązania, które naprawdę pomagają. Każda
rodzina ma przed sobą niepowtarzalne wyzwania, ale istnieją udowodnione,
oparte na badaniach sposoby pozwalające zacząć odpowiednio budować
relacje dzieci między sobą oraz utrzymać je na drodze do
satysfakcjonującej więzi. Nawet kiedy dzieci mają niedopasowany
temperament lub są silnie nastawione na rywalizację, istnieją
wypróbowane strategie minimalizacji rywalizacji i maksymalizacji
pozytywnego kontaktu. Nie wszyscy bracia i siostry mogą być najlepszymi
przyjaciółmi, ale wszyscy mogą nauczyć się szanować siebie nawzajem i brać pod uwagę różnice. W tej książce wymieniam te strategie, dając ci
praktyczne scenariusze krok po kroku, by odmienić relacje między twoimi
dziećmi.
Jak już się na pewno orientujesz, samo nakazanie dzieciom, by "się
dogadały", nie pomaga im nauczyć się radzić sobie z emocjami, wyrażać
potrzeb czy rozwiązywać konfliktów. Pokój nie przychodzi wraz z zamiataniem konfliktów pod dywan; nieuchronnie wybuchną ponownie,
najczęściej kiedy prowadzisz samochód, pchasz wózek w supermarkecie albo
jesz obiad u babci. Jeśli jednak dasz dzieciom umiejętność poruszania
się po skomplikowanym terenie ludzkich emocji i relacji, wychowasz
dzieci, które potrafią się ze sobą dogadać. Będą umiały bronić własnych
potrzeb, szanując potrzeby innych. I nauczą się szukać rozwiązań, z których wszyscy są zadowoleni, zamiast wchodzić w role oprawcy i ofiary.
Krótko mówiąc, wychowasz dzieci, które głęboko kochają, regulują własne
emocje i mają zdrowe relacje. Nie tylko zbudują one bliską więź z rodzeństwem na całe życie, ale będą też rozkwitać w relacjach z rówieśnikami, współpracownikami, a wreszcie z partnerem. Będą takimi
osobami, jakich więcej potrzebujemy na świecie.
Rodzina to tygiel, w którym niemowlęta zamieniają się stopniowo w dojrzałe istoty ludzkie. Nieważne, jak trudno jest twojej rodzinie w tej
chwili, da się stworzyć dom, w którym konflikty rozwiązuje się
pokojowo, oraz wychować dzieci, które będą się przyjaźnić przez całe
życie.
Jeśli spodziewasz się kolejnego dziecka
Jeśli możesz przeczytać tę książkę, zanim urodzi się twoje kolejne
dziecko lub w pierwszym roku jego życia, część trzecia jest specjalnie
dla ciebie. Jeśli twoja rodzina jest na innym etapie, proponuję ci tę
część pominąć, a skupić się zamiast tego na pomysłach z części pierwszej
i drugiej.
Jeśli twoje dzieci ciągle się kłócą
U nas dobrze się to sprawdza, kiedy w trudne dni jestem przy nich,
interweniuję, uczę, modeluję, zapobiegam histeriom i kłótniom. W moim
przypadku to bardzo wiele zmieniło. Nie widzę, żeby postępowało tak
wiele moich znajomych mam... nawet te naprawdę fantastyczne. Nie dlatego,
że im na tym nie zależy, ale ponieważ wszyscy jesteśmy tacy zajęci! Tak
jakby ktoś musiał dać nam pozwolenie, by po prostu rzucić wszystko i skupić się na relacjach.
Beth
Jeśli twoje dzieci ciągle się kłócą, pewnie odczuwasz zniechęcenie. Może
ci ulży, jeśli przypomnisz sobie, że niezależnie od tego, jakim jesteś
rodzicem, wszystkie dzieci czasem się kłócą -?tak samo jak kłócą się
wszystkie pary, niezależnie od tego, jak silna jest ich relacja. Kłótnie
nie oznaczają, że ktoś jest złym człowiekiem -?ani ty, ani twoje dzieci.
Być może zastanawiasz się, dlaczego to twoje dziecko wiecznie bije
malucha, podczas gdy dzieci wszystkich wokół najwyraźniej uwielbiają
swoje nowe rodzeństwo. Pamiętaj, że nie możesz zajrzeć do środka cudzej
rodziny. Wszystkie dzieci czasami są zazdrosne, nieważne, jak czule
zachowują się przy ludziach.
Może masz ochotę wrzeszczeć, bo twój dwulatek ciągle bije, nieważne, ile
razy cierpliwie mu tłumaczysz, że bicie boli. Nie poddawaj się. Badania
wykazują, że małe dzieci często biją, niezależnie od tego, co robią ich
rodzice, prawdopodobnie dlatego, że wciąż rozwija się u nich kora
przedczołowa, która zapewni im więcej samokontroli. Jeśli jednak rodzice
wciąż pokazują i tłumaczą bardziej pokojowe podejście, ich dzieci
okazują rodzeństwu więcej życzliwości, wykazują też większą zdolność
regulowania swoich emocji niż dzieci, które wychowuje się za pomocą
konwencjonalnej dyscypliny1. Twoja
cierpliwość naprawdę wiele zmienia, nawet jeśli jeszcze tego nie
widać.
A może twoje dzieci nie potrafią przeżyć jednego dnia, żeby nie zachować
się wobec siebie nawzajem nieprzyjemnie, zastanawiasz się więc, czy
robisz coś nie tak. Odpowiedź brzmi: NIE. Robisz wszystko, co możesz, za
pomocą takich zasobów, jakie masz. W końcu twoje dzieci urodziły się z pewnym temperamentem, a ty tylko próbujesz jakoś związać koniec z końcem
i nie zwariować. Nie jesteś wzorem doskonałości, ale nikt inny też nie
jest. Najprawdopodobniej po prostu masz trudniejsze dzieci. Rodzice,
którzy mają dzieci łatwe, być może tego nie rozumieją, ale ja rozmawiam
z tysiącami rodziców i wyraźnie widać, że niektóre dzieci stanowią
większe wyzwanie niż inne.
Prawda jest taka, że najlepsze rodzicielstwo, na jakie nas stać, jest
zawsze trudne -?to naprawdę, na serio najtrudniejsza rzecz, jaką
ktokolwiek z nas kiedykolwiek robił. Jest fizycznie i emocjonalnie
wyczerpujące. Zbyt często jesteśmy zmuszeni stawiać nasze własne
potrzeby na drugim, trzecim miejscu albo wręcz -?co jest nie do
utrzymania na dłuższą metę -?w ogóle skreślać je z listy priorytetów.
Wychowywanie dzieci wymaga od nas wyjścia poza nasze naturalne, ludzkie
odczuwanie potrzeb i pragnień oraz dawania, dawania, dawania drugiemu
człowiekowi, który jest zbyt młody, by okazać jakąkolwiek wdzięczność.
Tak więc życie z dziećmi jest zawsze trudne, nawet w najlepszych
okolicznościach -?a większość z nas nie żyje w najlepszych
okolicznościach. Większość z nas ma w swoim życiu mnóstwo stresorów i jest tak zajętych próbami nadążania ze wszystkim, że czasem wygląda to
tak, jakbyśmy wychowywali dzieci w wolnym czasie. Jak wszyscy ludzie,
stresujemy się i rozregulowujemy emocjonalnie. Sprawia to, że tracimy
łatwy, przyjemny kontakt z dziećmi. Ponieważ nasze dzieci polegają na
tym kontakcie w zakresie własnej regulacji, one również stają się
rozchwiane emocjonalnie, dlatego zachowują się źle w stosunku do nas i do siebie nawzajem.
Jednym z rozwiązań jest przypomnieć sobie, że nasze dzieci to tak
naprawdę nasze najważniejsze zadanie: wychowujemy ludzi. Kształtujemy
nie tylko ich relacje ze sobą nawzajem, ale ich mózgi. Prowadzenie
dzieci tak, by rozwijały inteligencję emocjonalną, odmieni ich relacje
między sobą. I co z tego, że znowu podasz dzieciom na kolację ser,
krakersy i kawałki marchewki? Najważniejsze pod kątem tego, kim staną
się twoje dzieci i jakie będą miały ze sobą relacje, jest ich codzienne
życie w dzieciństwie. Jasne, genetyka też ma z tym wiele wspólnego. Ale
to interakcje tych genów z otoczeniem kształtują nasze dzieci.
W tej książce znajdziesz narzędzia, których potrzebujesz, by odmienić
życie swojej rodziny. Mam nadzieję, że przeżyjesz chwile objawienia. Na
pewno przekonasz się również, że wdrożenie tych potężnych narzędzi w praktyce naprawdę wymaga czasu i zaangażowania. Daję ci więc
jednoznacznie pozwolenie, by na pierwszym miejscu postawić twoje dzieci
i ich relacje między sobą. Będą takie dni, kiedy po prostu nie uda ci
się wstawić zmywania ani prania, odpowiedzieć na maile. Jedynym
sposobem, by uniemożliwić dzieciom bójkę, będzie usiąść wraz z nimi na
podłodze i zapobiegać kłótniom, uczyć je wyrażać swoje potrzeby bez
atakowania i znajdować sposoby na przekształcanie napięcia w bliskość za
pomocą śmiechu lub łez. To heroiczna praca, szczególnie że jest tak
intymna -?nie ma nikogo, kto mógłby zobaczyć, ile cię to kosztuje. Ale
nie jest to praca tak niewidzialna, jak się wydaje. Tak jak słoje drzewa
rok po roku rejestrują warunki otoczenia, obecne doświadczenia twoich
dzieci tworzą ludzi, na których wyrastają. Każdego dnia dosłownie
nadajesz kształt temu, kim twoje dzieci będą przez resztę życia. I nie
martw się, jest też bardzo szybka korzyść, którą dostrzeżesz w coraz
bardziej pozytywnych interakcjach między dziećmi.
Mówię to z pełną świadomością, że wciąż będą takie dni, kiedy twoje
dzieci będą się na siebie rzucać co pięć minut. Nie oznacza to, że sobie
nie radzisz. Oznacza to, że to bardzo ciężka praca. Jeśli nadal będziesz
stawiać relacje w swojej rodzinie ponad wszystkim innym, co "trzeba"
jeszcze zrobić, jeśli będziesz kopać głęboko w poszukiwaniu własnej
wspaniałomyślności emocjonalnej, zobaczysz, jak dzieci zaczynają stawać
się w stosunku do siebie nawzajem coraz łagodniejsze. Być może ciężko ci
wyobrazić sobie, że staną się najlepszymi przyjaciółmi, ale fundamenty
inteligencji emocjonalnej, które budujesz, będą przynajmniej sprzyjać
relacji pełnej szacunku -?a może czemuś o wiele bliższemu.
Czy to łatwe? Nie. Samoregulacja to najtrudniejsze zadanie dla każdego z nas, ale to kluczowy, pierwszy składnik pokojowego rodzicielstwa. Nie
przejmuj się. Nie musisz robić tego perfekcyjnie. To zawsze pewien
proces. Nie ma idealnych rodziców, ponieważ nie ma idealnych ludzi.
Najważniejsze, żebyśmy dostrzegali, kiedy zeszliśmy na manowce,
odzyskiwali równowagę i odbudowywali kontakt z dziećmi.
Na szczęście nasze dzieci wiele się uczą w chwilach, kiedy popełniamy
błędy, ponieważ one też będą je popełniać. Modelowanie tego, jak z wdziękiem nawigować po mieliznach ludzkiej niedoskonałości, to jeden z najcenniejszych darów, który możemy sprezentować naszym dzieciom -?i ich
wzajemnej relacji -?ponieważ uczą się w ten sposób, jak wybaczać sobie
samym i sobie nawzajem.
Zbierz więc w sobie całe możliwe współczucie i wybacz sobie w tej
chwili, że jesteś człowiekiem. Zdecyduj dziś, że kiedy nie będziesz w najlepszej formie -?co zdarza się regularnie każdemu rodzicowi -?zamiast
krytyki będziesz obdarzać się dodatkową troską. Naprawdę. Niezależnie od
wszystkiego. Nie obchodzi mnie, co zdarzyło ci się zrobić w chwilach
wyczerpania lub wściekłości. Jesteś człowiekiem, co oznacza, że
popełniasz błędy i możesz się rozwijać. Nie musisz mieć za sobą
przeszłości idealnego rodzica i nie musisz być ideałem w przyszłości.
Cokolwiek się dzieje w twojej rodzinie w tej chwili, od tego właśnie
zaczynasz.
Zastanów się, jakiego wsparcia potrzebujesz. Troski o siebie?
Informacji? Terapii? Pisemnego porozumienia z partnerem na temat tego,
jak radzić sobie z pewnymi problemami? A może po prostu strategii
radzenia sobie z sytuacjami, które sprawiają ci kłopot? (W tej książce
znajdziesz ich wiele). Kiedy zapewnisz sobie to wsparcie, możesz zacząć
zmieniać sytuację swoich dzieci.
Niezależnie od tego, czy twoje dzieci to dwulatki, przedszkolaki, czy są
o wiele starsze, możesz nauczyć je umiejętności potrzebnych, by się ze
sobą dogadywały. Możesz stworzyć rodzinną kulturę wsparcia i szacunku. A co jeszcze ważniejsze, możesz pomagać każdemu dziecku radzić sobie z emocjami, które wywołują wrogość wobec rodzeństwa. I możesz pogłębić
swoją więź z każdym z dzieci, żeby czuło się wystarczająco bezpiecznie,
by te emocje przepracować, i żeby nigdy, przenigdy nie bało się, że
możesz kochać jego rodzeństwo bardziej od niego. Wszystko to zaczyna się
od twojej własnej umiejętności zarządzania emocjami i znajdowania
sposobów na nawiązanie kontaktu z każdym z dzieci.
Martwisz się, że co się stało, to się nie odstanie? Nigdy nie jest za
późno. Najważniejsze, żeby przyznać, że nie podoba ci się to, jak
wygląda sytuacja, i że zobowiązujesz się interweniować, by ją poprawić.
Karcenie dziecka, by stało się lepszym bratem lub siostrą, nie zadziała.
Nie sprawdzi się też zawstydzanie, obwinianie ani karanie -?ani dziecka,
ani siebie samego. Natomiast zmiana własnego zachowania, by zaspokoić
potrzeby dziecka i pomóc mu radzić sobie z emocjami, zawsze działa. Czy
to dużo pracy? Cała masa. Czy warto? Zobacz, co ma do powiedzenia ta
matka.
Kiedy urodził się Grant, przeszliśmy z Deanem wyjątkowo trudny okres -
do tego stopnia, że dosłownie nie mogłam odwrócić się plecami, żeby nie
uderzył malucha. Stosowaliśmy wtedy time-outy itp. -?często wynosiliśmy
go do innego pokoju, kopiącego i wrzeszczącego -?i mam dziś z tego
powodu ogromne poczucie winy! Bardzo się denerwowałam i krzyczałam na
niego, kiedy bił brata i miał wybuchy silnych emocji. Naprawdę się
martwię, że cały rok tego wkurzania się na niego wyrządził jakieś
szkody.
Ta sama matka dwa lata później:
Bardzo, bardzo ciężko pracowałam nad tym, by zbudować poczucie, że
traktujemy siebie nawzajem z szacunkiem i sprawiedliwie -?tak, jak
chcemy być traktowani. Regularnie chwalę dzieci za to, że są dla siebie
miłe, i zachęcam je do wyświadczania sobie nawzajem małych przysług. Na
przykład trzyletni Grant decyduje się zabrać ciężarówkę, kiedy jesteśmy
już gotowi do wyjścia, a pięcioletni Dean biegnie na górę ją przynieść.
Wyśpiewuję peany na jego cześć -?dosłownie -?tańcząc taniec "najlepszego
starszego brata". Zachęcamy ich, by się przytulali, całowali i brali się
nawzajem pod uwagę. Ogólnie często po prostu skupiamy się na tym, jak
świetnie jest mieć brata i towarzysza zabaw... i że wszyscy jedziemy na
tym samym wózku.
Grant i Dean mają szczęście mieć matkę, która nie dała za wygraną, nie
dała się pokonać frustracji i beznadziei. Zamiast tego zabrała się do
pracy, dzień po dniu. Regulowała sama siebie. Pomagała chłopcom radzić
sobie z wielkimi emocjami. Zaspokajała potrzeby każdego z nich.
Stworzyła rodzinną kulturę doceniania i wsparcia. I wychowuje synów,
którzy będą się przyjaźnić przez całe życie.
Ty też możesz.
W mojej pierwszej książce, Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci. Jak
przestać krzyczeć i zacząć wzmacniać bliską relację z dzieckiem,
opisuję, jak zauważać wielkie emocje, które przejmują nad nami kontrolę,
odzyskiwać spokój, nawiązywać kontakt z dzieckiem i uczyć dziecko o emocjach, tak żeby wypracowało w sobie samodyscyplinę i chciało z nami
współpracować bez potrzeby karania. W tej książce dowiesz się, jak
zastosować te lekcje podczas wychowania rodzeństwa. Nie ma tu miejsca,
by w pełni powtarzać podstawy rodzicielstwa nakreślone w książce
Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci, i mam nadzieję, że przeczytasz tę
książkę albo masz to już za sobą. Ta pozycja stanowi szeroko zakrojone
źródło narzędzi pomagających budować dobre relacje między dziećmi, ale
przekonasz się, że jej moc tylko wzrośnie, jeśli połączysz ją z narzędziami samoregulacji, budowania więzi i coachingu opisanymi
szczegółowo w książce Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci.
Rozdział 1. Jak możesz zostać pokojowym rodzicem
Rozdział 1
Jak możesz zostać pokojowym rodzicem
Kiedy jestem w stanie pozostać obecna i oddychać, często pojawia się
miłość. Kiedy tkwię w przeszłości lub lęku, wywołuję eskalację, która w rzeczywistości być może wcale nie musiała nadejść.
Staci
Pokojowość nie oznacza braku żywiołowości,
hałasu czy śmiechu w domu. Oznacza tylko, że ty pracujesz nad tym, by
mieć w sobie więcej pokoju, a mniej reaktywności. Stajesz się dzięki
temu lepszym przykładem dla swoich dzieci, pomagasz im też budować mózg
i układ nerwowy, które potrafią się samodzielnie regulować.
Żaden rodzic nie jest pokojowy przez cały czas. Ale rodzice, którzy chcą
mieć więcej pokoju w rodzinie i we własnym sercu, dostrzegają, że
bezcenne są trzy praktyki:
Pokojowy rodzic reguluje swoje własne emocje, nawet w obliczu
silnych emocji dziecka i jego złego zachowania. To właśnie pozwala nam
pozytywnie odnosić się do naszych dzieci, i to nawet wtedy, kiedy emocje
sięgają zenitu. Możemy być pewni, że dzieci czasami będą zachowywać się
dziecinnie. Naszą odpowiedzialnością jest więc zachowywać się jak
dorośli, co oznacza nie poddawać się pokusie, by samemu urządzić scenę.
Jako rodzice zawsze mamy moc uspokajania dziecięcej burzy -?albo
podsycania jej -?za pomocą naszej własnej reakcji.
Jak zaangażowanie rodzica na rzecz regulacji własnych emocji wpływa na
relacje w rodzeństwie? Ponieważ rodzice dają przykład, w ustach dziecka
przemawiającego do siostry czy brata będziesz słyszeć twoje własne słowa
i ton głosu. Dzieci rodziców regulujących własne emocje uczą się
zarządzać swoimi uczuciami, a tym samym również zachowaniem -?również w stosunku do rodzeństwa. Potrafią łatwiej się uspokajać, dlatego mniej
się kłócą. Nadal bywają zazdrosne, ale mają więcej zasobów wewnętrznych,
by poradzić sobie ze swoimi mieszanymi uczuciami w zdrowy sposób,
dlatego miłość ma szansę wygrać z rywalizacją.
Pokojowy rodzic dba o to, by ciepła więź z dzieckiem była dla niego
priorytetem. Każde dziecko potrzebuje czuć się słyszane, rozumiane i cenione tylko dlatego, że jest sobą, inaczej nie czuje się bezpiecznie i źle się zachowuje.
Jest jeszcze jedna ogromna korzyść: Więź to czynnik motywujący dzieci,
by kierować się naszymi wskazówkami. Nie możemy tak naprawdę
zmusić
nikogo, by coś zrobił, nie stosując siły, a i to udaje się tylko tak
długo, jak długo mamy dużą przewagę fizyczną. Nasze dzieci muszą
zdecydować się zrobić to, co im mówimy. Dlatego właśnie wielu rodziców
postrzega życie ze swoimi dziećmi jako niekończącą się serię łapówek,
gróźb i walk o władzę, potrzebnych, by przetrwać dzień. Jednak kiedy
rodzice nawiązują głęboką więź ze swoim dzieckiem, ono
chce tę więź
chronić i jest o wiele bardziej skłonne kierować się wskazówkami swoich
rodziców. Dlatego dzieci, które tę więź czują, chętniej współpracują z rodzicami. To oczywiście łatwiejsze dla rodziców, ale również dla
każdego brata i siostry mieszkającego w domu, ponieważ dziecko jest
bardziej radosne i wspaniałomyślne.
I wreszcie dziecko, które czuje, że ma więź z rodzicem, jest bardziej
skłonne cenić to samo co rodzic i kierować się jego przykładem. Oznacza
to, że częściej zachowuje się w stosunku do rodzeństwa tak samo jak
rodzic, czyli chętniej bywa troskliwe, życzliwe i cierpliwe.
Pokojowy rodzic prowadzi coaching niczym trener, zamiast
kontrolować dziecko. Co to znaczy? Trener uczy i wspiera dziecko, by
rozwijało się w najlepszą wersję siebie. Trener nie karze. Cierpliwie
tworzy okazje, by dziecko mogło się rozwijać, i świętuje każdy krok we
właściwym kierunku. Dzieci reagują na taką naukę, chcąc bardziej się
starać i "być jak trener". Kontrola z kolei to zmuszanie dziecka do
pożądanego zachowania groźbą kary, jeśli nie wykona polecenia.
Oznacza to, że pokojowi rodzice nie karzą swoich dzieci. Oczywiście,
stawiają granice, ale nie obejmują one kar. Wiem, że wiele osób sądzi,
iż surowe rodzicielstwo pozwala wychować lepiej zachowujące się dzieci.
To po prostu nieprawda. Badania na temat dyscypliny konsekwentnie
wykazują, że surowe czy autorytarne wychowanie w rzeczywistości skutkuje
niższą samooceną, co sprawia, że dzieci zachowują się gorzej niż inne
dzieci -?a więc są jeszcze częściej karane1!
Kolejny problem z karami polega na tym, że jeżeli dziecko tak naprawdę
nie decyduje się na dane zachowanie, nie czuje się za nie
odpowiedzialne. Nie ma motywacji wewnętrznej, by robić "to, co należy".
Kiedy moja córka miała szesnaście lat, przeprowadziłam z nią wywiad do
wpisu na blogu, w którym opowiadała, jak nauczyła się zachowywać, nie
otrzymując żadnych kar. Powiedziała: "Tak czy inaczej -?z karami czy bez
-?dziecko nauczy się nie bić. Ale jeśli karzesz je, żeby je tego
nauczyć, to uczy się nie bić, żeby ONO nie musiało cierpieć. Jeśli
uczysz je za pomocą empatii, uczy się nie bić, ponieważ to boli tę drugą
osobę. Staje się więc kimś lepszym. Bardziej się troszczy o innych
ludzi".
A więc tak, byłoby o wiele wygodniej, gdyby nasze dzieci po prostu się
nas słuchały! Ale potrzeba
decydowania o swoim działaniu to tak
naprawdę coś dobrego. To początek brania odpowiedzialności za siebie.
Jeśli jesteś trenerem swojego dziecka, pomagasz mu rozwijać umiejętność
i pragnienie bycia jak najczęściej najlepszą wersją siebie. Jego
motywacja przychodzi z wewnątrz. W tej książce będziemy opowiadać o tym,
jak korzystać z empatii, nauczania i modelowania, by pokierować
dzieckiem tak, żeby
chciało współpracować i żeby nigdy już nie trzeba
było stosować kar.
A jak coaching zamiast kontroli wpływa na relacje w rodzeństwie? Badania
wykazują, że rodzice, którzy karzą i kontrolują, ostatecznie wychowują
dzieci nastawione do siebie bardziej negatywnie, ponieważ zaobserwowały,
że aby zmusić innych do robienia tego, czego chcemy, trzeba używać siły
i gróźb2. Uważnie przecież przyglądały
się rodzicom. Z kolei pokojowi rodzice pomagają dzieciom opanować
umiejętności interpersonalne związane z rozwiązywaniem konfliktów, takie
jak zaspokajanie swoich potrzeb z jednoczesnym poszanowaniem dla innych
-?maluchy lepiej więc radzą sobie z nieuniknionymi zgrzytami we
współżyciu z innymi ludźmi.
Czy pokojowi rodzice są zawsze pokojowi? Oczywiście, że nie. Są ludźmi.
Jak każdy człowiek, żaden rodzic nie jest idealny. A regulowanie siebie
to nasze najtrudniejsze emocjonalne zadanie, bywa więc pod górkę mimo
dobrych intencji. To, co wyróżnia pokojowego rodzica, to zaangażowanie
na rzecz samoregulacji, więzi i coachingu zamiast kontroli. Właśnie to
zaangażowanie zmienia nasze czyny, jeden po drugim. Ponieważ relacja
rodzic-dziecko to po prostu seria wspólnych chwil, wszystkie te
pozytywne wybory się kumulują. Dwa kroki naprzód i jeden wstecz wciąż
sprawiają, że twoja rodzina zmierza w bardziej pozytywnym kierunku, a zanim się obejrzysz, znajdziecie się w zupełnie innym miejscu.
Umiejętności rodzicielskie, które pomagają zostać bardziej pokojowym rodzicem
Jeśli masz aspiracje, by stać się bardziej pokojowym rodzicem, od czego
możesz zacząć? Od dwóch kluczowych umiejętności rodzicielskich:
odzyskiwania spokoju i praktykowania coachingu.
Odzyskiwanie spokoju
Nigdy nie wrzeszczałam, dopóki nie urodziłam dwójki dzieci.
Elaine
Większość rodziców chciałaby "być spokojniejsza". Nikt jednak nie jest
spokojny przez cały czas, a przynajmniej nie jeśli ma więcej niż jedno
dziecko. Udręki życia z dziećmi zawsze będą nas dotykać i wyprowadzać z równowagi. Zamiast próbować "zachować spokój", może warto postawić sobie
za cel zauważanie, kiedy zaczynasz się denerwować -?i wypracowanie
zestawu strategii odzyskiwania spokoju?
Ten proces przypomina trochę naukę gry na instrumencie. Początkowo nawet
zagranie prostej melodii wydaje się niemożliwe. Ale jeśli będziesz
ćwiczyć, po roku dasz radę zagrać sonatę. Jak w przypadku każdej
praktyki, nigdy nie będziesz ideałem, ale odzyskiwanie spokoju staje się
prostsze za każdym razem, gdy to robisz. W rzeczywistości
przeprogramowujesz swój mózg, budując połączenia neuronalne prowadzące
do lepszej samoregulacji.
Jeśli potrafisz zadbać o wystarczającą ilość snu i zaspokojenie swoich
podstawowych potrzeb -?co często stanowi dla rodziców ogromne wyzwanie -
będziesz lepiej w stanie się przyłapać, zanim ześlizgniesz się "na
manowce" -?jak to nazywa dr Daniel Siegel, współautor książki Świadome
rodzicielstwo.3 Wiesz, czym te manowce
są. To wtedy, kiedy jesteśmy zestresowani, wyczerpani, rozgoryczeni.
Kiedy upieramy się, że mamy rację lub wymuszamy na dzieciach
przeprosiny. Kiedy utykamy w szponach reakcji walki lub ucieczki, a dzieci wydają się wrogami. Kiedy mamy tak krótki lont, że czujemy się
usprawiedliwieni, wpadając we własną małą histerię. Wiesz też, czym jest
"prosta droga". Kiedy czujemy się naprawdę dobrze, więc potrafimy być
emocjonalnie wspaniałomyślni. Kiedy reagujemy na pyskówki dzieci z cierpliwością, zrozumieniem i poczuciem humoru. Kiedy rodzicielstwo daje
nam radość.
Pierwszy krok to nauka dostrzegania, kiedy zaczynasz schodzić na
manowce. Drugim etapem jest nie podejmować żadnych działań, dopóki nie
odzyskasz równowagi. To może być krótki proces -?kilka głębokich
oddechów. Albo dwadzieścia minut na jakieś ćwiczenia fizyczne czy
medytację. (Nie możesz przy dzieciach zrobić ani jednego, ani drugiego?
Spróbuj włączyć muzykę i zatańczyć z nimi, by odmienić swój stan
emocjonalny).
Wydaje się to trudne i takie jest. Ale możesz zacząć powoli, od kilku
prostych technik. Wypróbuj na przykład zwykłą praktykę "pięciu
oddechów", by się odnaleźć i odzyskać równowagę. Po prostu odlicz pięć
głębokich, powolnych oddechów. By pogłębić efekt, zwróć uwagę, co dzieje
się w twoim ciele podczas oddychania. Wyobraź sobie, że do wszystkich
napiętych miejsc w twoim ciele wdychasz światło, a wydychasz napięcie.
Ta zwodniczo prosta praktyka zwiększa twoją świadomość stresu, dzięki
czemu możesz uwolnić go, oddychając. Badania wykazują, że świadomy
oddech tego typu potrafi odmienić twój nastrój, przenosząc cię ze stanu
stresu do spokoju w ciągu pięciu oddechów, a w miarę coraz częstszego
stosowania staje się coraz bardziej skuteczny4. Możesz skorzystać z tej techniki,
trzymając na rękach płaczące niemowlę, kąpiąc dzieci lub stojąc
samochodem na światłach.
Ale co najważniejsze, możesz to zrobić, kiedy twoje dzieci się kłócą,
zanim się wtrącisz. A ma to kluczowe znaczenie, ponieważ kiedy emocje
między twoimi dziećmi sięgają zenitu, maluchy są już w trybie "walki,
ucieczki lub zamrożenia". Oznacza to, że w ich oczach jest to sytuacja
awaryjna. Dlatego naturalne jest również, że my, rodzice, reagujemy tak,
jakby to naprawdę była sytuacja awaryjna. Problem w tym, że kiedy
nasze mózgi zalewają substancje chemiczne wydzielane w sytuacjach
awaryjnych, nikt nie potrafi myśleć rozsądnie5. Nie jesteśmy więc najlepszą wersją siebie
jako rodzice.
Zastanów się, jak to działa. Twój syn popycha swoją dwuletnią siostrę i ją przewraca. Czy to sytuacja awaryjna? Tak naprawdę to nie. Przy czym
prawdopodobnie tak wygląda. Nie zdając sobie z tego sprawy, wpadasz w stan "walki, ucieczki lub zamrożenia" i twój syn wydaje ci się wrogiem.
Zanim się zorientujesz, interweniujesz na sygnale, by pokonać
nieprzyjaciela i uratować swoje maleństwo.
Niestety ryk syren może tylko zwiększyć napięcie, które odczuwają
dzieci. Twoja córka, która wystraszyła się, ale nic jej się nie stało,
zaczyna zawodzić. Twój syn ucieka za kanapę, a ty doganiasz go,
wrzeszcząc i grożąc. Przywrócenie spokoju zajmie ze dwadzieścia minut.
Jeśli takie sytuacje powtarzają się w domu często, ciała migdałowate
naszych dzieci -?ta część mózgu, która ostrzega nas przed
niebezpieczeństwem -?stają się bardziej aktywne, bardziej przejęte.
Szybciej nabierają rozpędu, kiedy się denerwujemy. Ponieważ dzieci
łatwiej czują się zagrożone i zdenerwowane, częściej się ze sobą kłócą.
To ważne, aby wiedzieć, że niemowlęta rodzą się z nieukończonym mózgiem,
by dać dziecku jak największe szanse przystosować się do konkretnego
otoczenia. Ich mózgi dosłownie nabierają kształtu zależnie od ich
interakcji z nami6. A im częściej my
"dostajemy szału", tym częściej nasze dzieci dostają komunikat, że w życiu często zdarzają się sytuacje awaryjne. Kształtuje się u nich mózg
nastawiony na samoobronę, przez co dziecko jest bardziej agresywne.
Oczywiście życie z dziećmi jest pełne dobrych powodów do zdenerwowania,
poczucia przytłoczenia i złości. Niemowlę nie chce przestać płakać,
dwulatek bije malucha, przedszkolak spłukuje misia dwulatka w toalecie,
a pierwszak zaczyna powtarzać każde przekleństwo, które usłyszy w szkole, by doprowadzić do płaczu młodszego brata. To naturalne, że się
denerwujemy, szczególnie kiedy nasze dzieci się kłócą. Rzucamy się więc
w wir walki, wrzeszcząc, stając po czyjejś stronie i mówiąc rzeczy,
których później żałujemy. Próbujemy tylko rozwiązać problem, ale kiedy
działamy w poczuciu zagrożenia, nieuchronnie tylko pogarszamy sytuację,
zarówno bezpośrednio, jak i w kontekście relacji dzieci między sobą.
Jeśli chcemy przełamać cykl, musimy nauczyć się regulować samych siebie.
Rodzice Camille dorastali w hałaśliwych domach i kiedy się frustrują,
krzyczą. Kiedy trzyletnia Camille coś przeskrobie, oczywiście krzyczą na
nią. A kiedy młodszy brat Camille, Marco, zabierze jedną z jej zabawek
albo zacznie popłakiwać, Camille krzyczy na niego. Tak naprawdę Camille
krzyczy na Marco, kiedy jest po prostu marudna albo nie w humorze.
Szesnastomiesięczny Marco zaczyna już jej odkrzykiwać.
Rodzice Isabel też dorastali w hałaśliwych domach, ale ciężko pracowali
nad tym, by przestać krzyczeć. Oczywiście frustrują się, szczególnie
kiedy trzyletnia Isabel źle się zachowuje. Opracowali więc zestaw
sposobów regulowania własnych emocji, kiedy się zdenerwują, by
zminimalizować liczbę sytuacji, w których podnoszą głos na dzieci. Kiedy
młodszy brat Isabel, Milo, zabiera jedną z jej zabawek, Isabel umie już
się z nim zamieniać. Kiedy Milo zaczyna popłakiwać, naśladuje rodziców:
"Milo smutny?... Pomogę ci". Szesnastomiesięczny Milo często proponuje już
Isabel zabawki, a Isabel potrafi go pocieszyć lepiej niż rodzice.
Dzieci uczą się tego, czym żyją. Kiedy na nie krzyczymy, modelujemy
zachowanie, które nasze dzieci będą naśladować:
Krzyczenie na siebie nawzajem i na nas.
Reagowanie na nieuchronne konflikty i frustracje codziennego życia
poprzez krzyk i obwinianie, zamiast współpracować z drugą osobą w celu
znalezienia rozwiązania.
Wyżywanie się na innych w chwilach złego humoru.
Być może wydaje się to nieoczekiwane, ale nauka odzyskiwania spokoju to
jedno z najważniejszych działań, które możesz podjąć, by wzmocnić
relacje dzieci między sobą. Czy to łatwe? Nie. Regulacja własnych emocji
to najtrudniejsza część rodzicielstwa i zwykle niekończący się proces.
Każdy z nas przekroczy granicę, jeśli presja będzie zbyt duża. Ale
dlatego właśnie twoją odpowiedzialnością jako rodzica jest trzymać się
od tej granicy z daleka. Regulacja własnych emocji to jedna z najtrudniejszych rzeczy dla każdego z nas, ale to nie oznacza, że
jesteśmy z tego zwolnieni. Jeśli należysz do osób, które krzyczą, nie ma
lepszego momentu na zmianę niż teraz. To niełatwe, ale widziałam tysiące
rodziców, którzy dali radę. (Więcej porad, jak przestać krzyczeć,
znajdziesz w części pierwszej książki Pokojowy rodzic, szczęśliwe
dzieci. Jak przestać krzyczeć i zacząć wzmacniać bliską relację z dzieckiem).
Dobra wiadomość jest taka, że jeśli będziesz w stanie reagować
spokojnie, nawet kiedy emocje sięgną zenitu, twoje dzieci nauczą się
bardziej produktywnych sposobów radzenia sobie ze swoimi uczuciami w chwilach zdenerwowania. Nauczą się, że:
Ta sytuacja wydaje mi się sytuacją awaryjną, ale tak naprawdę nią nie
jest.
Wiem, że zostanę wysłuchany, mogę więc też wysłuchać mojego
rodzeństwa.
Zawsze da się znaleźć jakieś rozwiązanie: coaching emocji
Co to jest coaching emocji? Jest to pomaganie dzieciom w rozwoju
inteligencji emocjonalnej. To właśnie inteligencja emocjonalna pozwala
nam regulować nasze emocje, współpracować i bawić się z innymi oraz
rozwiązywać konflikty we wszystkich relacjach tak, żeby obydwie strony
mogły w zdrowy sposób zaspokajać swoje potrzeby. Termin "coaching
emocjonalny" został ukuty przez Johna Gottmana, autora książki Raising
an Emotionally Intelligent Child7.
Jego wieloletnie badania polegające na obserwacji rodzin w Laboratorium
Miłości w Seattle doprowadziły go do wniosku, że bycie kochającym
rodzicem, chociaż ma kluczowe znaczenie, nie wystarczy, by wychować
dzieci, które potrafią samodzielnie się regulować. Dzieci potrzebują też
naszej pomocy w radzeniu sobie z trudnymi emocjami, które stanowią dla
nich wyzwanie: zazdrością, złością, strachem.
By pomóc dzieciom radzić sobie z emocjami, musimy najpierw zrozumieć, że
kiedy pozwolimy sobie daną emocję poczuć, zaczyna się ona rozwiewać.
Jeśli z kolei próbujemy ją odsunąć, ostatecznie upchniemy ją gdzieś w podświadomości, gdzie nie potrafimy jej już kontrolować. Dlatego właśnie
coś nas "triggeruje" i wybuchamy: te nagromadzone emocje ciągle
przepychają się, by wydostać się na zewnątrz i doznać ukojenia, ale
ponieważ nie podlegają świadomej kontroli, wylewają się w sposób
nieuporządkowany. Naszym celem jest więc uczyć dzieci zarządzania
emocjami tak, by pomóc im poczuć się bezpiecznie z ich odczuwaniem, co
pozwala koić nerwy w chwilach, kiedy się pojawiają, i pomaga dzieciom
nauczyć się sobie z nimi radzić. Kiedy będą potrafiły zarządzać swoimi
emocjami, poradzą sobie też z zachowaniem.
Dlaczego coaching emocji ma znaczenie dla więzi między rodzeństwem?
"Nawet w rodzinach, w których dzieci otrzymują mnóstwo miłości od
obydwojga rodziców, małe dzieci mogą nie wypracować sobie prospołecznych
relacji z rodzeństwem, jeśli nikt nie nauczy ich, jak to zrobić", mówi
Laurie Kramer, ekspertka ds. rodzeństwa, która współpracowała z Gottmanem8. Coaching emocji pomaga
dzieciom nauczyć się uspokajać, rozumieć punkt widzenia brata czy
siostry oraz wyrażać swoje potrzeby słowami, zamiast atakować fizycznie
podczas konfliktu z rodzeństwem -?tak, żeby mogły znajdować rozwiązania
zadowalające wszystkich.
Umiejętności z zakresu inteligencji emocjonalnej zaczynają się od
zdolności do samodzielnego uspokajania się, kiedy dziecko jest
zdenerwowane. Niektóre dzieci rodzą się z większą wrodzoną umiejętnością
samoregulacji. Ale wszyscy rodzice mają ogromny wpływ na rozwój
regulacji emocjonalnej u swoich dzieci. Ponieważ mózg kształtuje się
przez pierwsze kilka lat życia w reakcji na doświadczenie, mózgi
niemowląt budują ścieżki neuronalne pozwalające koić zdenerwowanie za
każdym razem, kiedy je uspokajasz9.
Przez samo pocieszanie niemowlęcia czy dwulatka w chwilach zdenerwowania
pobudzasz jego ciało do wydzielania uspokajających substancji
biochemicznych i wzmacniasz jego przyszłą umiejętność samouspokajania -
najbardziej podstawową umiejętność z zakresu inteligencji emocjonalnej.
(Być może znasz teorię, zgodnie z którą niemowlęta uczą się samodzielnie
uspokajać, jeśli zostawi się je same, by to zrobiły, ale niedawne
badania naukowe obaliły te przestarzałe rady10). W miarę jak twoje niemowlę dorasta,
możesz nadal pomagać mu uczyć się samouspokajania, dostrzegając jego ból
lub frustrację. Pomaga mu to zaakceptować własne emocje, co stanowi
pierwszy krok do nauki zarządzania nimi. Jeśli twojemu dziecku trudno
jest się samodzielnie uspokoić, możesz pomóc mu nauczyć się tej
kluczowej umiejętności, biorąc je na ręce, kiedy płacze, i oddychając
głęboko, wydawać z siebie na wydechu kojące odgłosy. Kiedy dziecko
zacznie odzyskiwać równowagę, możesz zaproponować mu, żeby oddychało
razem z tobą.
Najważniejszą umiejętnością z zakresu coachingu emocji jest dla
dorosłych okazywanie empatii emocjom dziecka, co nie tylko uspokaja
dziecko, ale też pomaga rodzicowi rozwijać własną zdolność do empatii.
Praktycznie wszystkie dzieci rodzą się z intuicyjną umiejętnością
rozumienia emocji innych dzięki neuronom lustrzanym i układowi
limbicznemu. Jednak jeśli dzieci nie doświadczą poczucia zrozumienia,
nie nauczą się czuć bezpiecznie ze swoimi emocjami, więc trudne emocje
innych ludzi będą je przerażać. Dlatego twoje zaangażowanie w okazywanie
empatii dziecku stanowi istotny czynnik warunkujący jego umiejętność
okazania zrozumienia rodzeństwu.
Twoja empatia pomaga też dzieciom rozwijać samoregulację. Kiedy dziecko
czuje się rozumiane, ma poczucie bliskości z rodzicami, a więc jest
bardziej skłonne do akceptacji granic i współpracy. Uczy się, że emocje
nie są niebezpieczne, a ono ma wybór, czy kierować się nimi w działaniu,
a więc wypracowuje większą samokontrolę. Pomaga mu to lepiej radzić
sobie z rozczarowaniem, dlatego staje się bardziej odporne. Dla
porównania -?i to ważne -?dziecko, które uważa, że jego uczucia nie są w porządku, będzie je tłamsić w sobie. Niestety tłumione emocje nie
podlegają świadomej kontroli i później wybuchną w postaci "złego"
zachowania.
Co tak właściwie robimy, okazując empatię? Empatia oznacza po prostu
rozpoznanie -?w sercu, a nie tylko słowami -?co czuje druga osoba.
Sztuczka polega na tym, by odłożyć na bok własne plany, żebyśmy mogli
naprawdę wysłuchać i dostrzec, co czuje nasze dziecko. Za każdym razem,
kiedy dzieci przeżywają trudne chwile, empatia stanowi dobry punkt
wyjścia.
To trudne, kiedy ty chcesz się bawić, a twój brat chce przez jakiś czas
pobyć sam.
Można się poczuć wykluczonym, kiedy twoja siostra ma urodziny, a do
twoich zostało jeszcze kilka miesięcy.
Ojej, kochanie, tak mi przykro, że siostra porwała twój obrazek... jesteś
taka smutna i wściekła, że masz ochotę ją uderzyć. Powiedzmy jej to
słowami.
Empatia nie jest dla większości z nas czymś automatycznym. To nie
dlatego, że jesteśmy niemili. To dlatego, że idziemy przez życie, na co
dzień postrzegając innych ludzi przez pryzmat własnych potrzeb i pragnień. Kiedy nasze dziecko się denerwuje, nie patrzymy na to
automatycznie z jego punktu widzenia. Patrzymy z własnego. Oznacza to,
że często uznajemy jego emocje za uciążliwe, przesadne, a może nawet
celowo mające nam utrudnić życie.
Jeśli jednak chcemy, żeby nasze dziecko miało empatię dla rodzeństwa czy
kogokolwiek innego, musimy zaoferować empatię również jemu. Oznacza to,
że cokolwiek mówi czy robi, celem jest dostrzec ze zrozumieniem jego
perspektywę -?nawet jeśli się z tym punktem widzenia nie zgadzasz.
Co jeśli nie potrafisz zachowywać się empatycznie przez dwadzieścia
cztery godziny na dobę? W porządku. To pewien cel, a jak większość
wartościowych celów, ten również wymaga wiele treningu. Czasami będziesz
czuć zbyt wielką wściekłość, dekoncentrację, zmęczenie. Dziecko nie
potrzebuje twojej empatii przez sto procent czasu. Po prostu pracuj nad
tym, żeby ten procent się zwiększał.
Wielu rodziców obawia się, że akceptacja emocji dziecka doprowadzi do
tego, że stanie się ono "histerykiem", ale w rzeczywistości jest wręcz
przeciwnie. Kiedy rodzice naprawdę otwierają swoje serca, by pozwolić
dziecku wyrazić wszystko, co chce, dziecko uczy się, że:
Moje emocje są normalne, a nie niebezpieczne. Emocje potrafią być
przytłaczające, ale dziecko uczy się, że odczuwanie ich jest w porządku, a kiedy to się stanie, emocje tracą swój ciężar.
Kiedy mówię, jak się czuję, nie wściekam się aż tak bardzo. Emocje
pozostają pod kontrolą świadomości, dziecko może więc lepiej regulować
swoje zachowanie, nawet kiedy się zdenerwuje.
Dostrzeganie, co czuję, pomaga mi wyrażać uczucia za pomocą słów,
zamiast robić krzywdę bratu. Być może nie podoba ci się, kiedy
dziecko wrzeszczy, jakie jest wściekłe, ale to ogromny krok naprzód w porównaniu do fizycznego ataku.
Myślałem, że jestem wściekły, no i jestem. Ale wściekłość jest
skomplikowana. Splątana z poczuciem krzywdy, strachu i smutku. Kiedy
dostrzegam te rzeczy, nie czuję już aż takiej wściekłości. To jest
podstawa zarządzania gniewem. Czy nie żałujesz, że ciebie nikt tego w dzieciństwie nie nauczył?
To podejście do emocji może być dla ciebie nowe. Pamiętaj, nie sugeruję,
że masz zmienić to, na jakie zachowania pozwalasz w swoim domu, tylko że
akceptowalne są wszystkie emocje. Pozwala to twojemu dziecku
"zaprzyjaźnić" się z emocjami, co z kolei pomaga mu nauczyć się je
regulować. Z czasem akceptacja emocji będzie ci przychodzić bardziej
naturalnie, nawet w warunkach stresowych. Zauważysz, że nie denerwujesz
się tak łatwo, kiedy twoje dziecko się denerwuje, oraz że potrafisz
wykazać się zupełnie nową cierpliwością.
Kiedy wypróbujesz to empatyczne podejście, dostrzeżesz w swoim dziecku
natychmiastową zmianę. Może nawet zacznie proponować ci przytulanie,
kiedy to ty się zdenerwujesz. Dziecko wychowane przez stosujących
coaching emocji rodziców będzie rozumiało uczucia powodujące zachowaniem
innych i umiejętnie poruszało się po złożonym emocjonalnym świecie
relacji z przyjaciółmi, kolegami z klasy i nauczycielami. Oraz -
alleluja! -?z rodzeństwem.
Rozdział 2. Jak pokojowa dyscyplina wspiera relacje w rodzeństwie
Rozdział 2
Jak pokojowa dyscyplina wspiera relacje w rodzeństwie
Imponująca liczba badań wykazała, że
relacja rodzica z poszczególnymi dziećmi -?łącznie ze sposobem
dyscyplinowania -?ma silny wpływ na jakość relacji w rodzeństwie1.
Gene Brody, jeden z najbardziej szanowanych i produktywnych badaczy
zajmujących się kwestią rodzeństwa, konsekwentnie wykazuje, że kiedy
rodzice opierają się karzącemu podejściu podczas wychowania swoich
dzieci, ich potomstwo mniej się kłóci i jest wobec siebie milsze. Jak
już wspomnieliśmy we wstępie, młodsze dzieci wciąż mają tendencję do
kłótni, nawet jeśli rodzice ich nie karzą, prawdopodobnie dlatego, że
maluchy mają większe trudności z samokontrolą. Ale w miarę jak dzieci
rodziców stosujących coaching rodzicielski dorastają, są w stanie lepiej
regulować własne emocje i okazywać rodzeństwu życzliwość bardziej niż
dzieci wychowywane w dyscyplinie konwencjonalnej2.
W jednym z badań nad relacjami w rodzeństwie wykazano, że badani bracia
i siostry, którzy byli "współczujący i troskliwi wobec siebie nawzajem"
(około jedna trzecia dzieci), mieli rodziców ciepłych i okazujących im
wsparcie pozwalające maluchom spełniać rodzicielskie oczekiwania.
Kolejna jedna trzecia rodzeństw została uznana za "mocno rywalizującą" i "czasami agresywną", choć też "czasami ciepłą" -?czyli w zasadzie taką,
za jaką często uznajemy większość rodzeństw. Te dzieci pochodziły z rodzin, w których przynajmniej jeden rodzic był surowy, permisywny lub
niezaangażowany. Kolejne 22 procent rodzeństw określono jako bardzo
agresywne i zimne w stosunku do siebie; te dzieci miały rodziców, z których obydwoje byli albo surowi, albo niezaangażowani. A ostatnie 10
procent? To dzieci pochodzące z rodzin dysfunkcyjnych, w których rodzice
nie byli dla dzieci emocjonalnie dostępni. Te dzieci były uwikłane, co
oznacza, że ich relacje były dysfunkcyjne3. Opiekowały się sobą nawzajem, ponieważ
rodzice nie byli w stanie się nimi zająć, ale rodzeństwo nie powinno się
nawzajem wychowywać.
A więc rodzice, którzy stawiają rozsądne wymagania i dają dzieciom
wsparcie pozwalające im sobie z tymi wymaganiami poradzić, wychowują
dzieci, które mają większe szanse się dogadać. Z drugiej strony rodzice
surowi i permisywni wychowują dzieci, które częściej się kłócą.
Dlaczego karanie i permisywizm wywołują więcej kłótni wśród rodzeństwa
Większość z nas instynktownie rozumie, dlaczego permisywizm nie pomaga
naszym dzieciom się dogadać. Jeśli chcemy, żeby dobrze traktowały siebie
nawzajem, musimy ustalić jasne oczekiwania dotyczące standardów
uprzejmości w naszym domu oraz wspierać dzieci na drodze do spełnienia
tych oczekiwań. Dlatego właśnie rada, by rodzice ignorowali większość
kłótni w rodzeństwie, może być kontrproduktywna, co omówimy szerzej w części drugiej.
Czasami jednak trudniej jest rodzicom zrozumieć, dlaczego kary też
wywołują więcej kłótni w rodzeństwie. W końcu karzemy po to, by
egzekwować nasze granice i udzielać ważnych lekcji. Dlaczego miałoby to
sprawić, że nasze dzieci będą dla siebie mniej sympatyczne?
Spojrzenie na tę sprawę przez pryzmat emocji naszego dziecka pozwoli nam
wyciągnąć dość ciekawe wnioski. Z punktu widzenia dziecka dyscyplina nie
jest sposobem pozwalającym nauczyć je odpowiedniego zachowania. Twoje
dziecko prawidłowo uznaje za to dyscyplinę za sposób rozwiązywania
konfliktów, kiedy członkowie rodziny denerwują się lub mają sprzeczne
pragnienia. Innymi słowy, twój sposób dyscyplinowania dziecka staje się
jego sposobem rozwiązywania problemów interpersonalnych. Czyli karanie,
a więc użycie siły, uczy dziecko używać siły przeciwko rodzeństwu, kiedy
tylko pojawi się jakiś problem do rozwiązania.
Chcesz poznać jeszcze kilka obserwacji na temat tego, jak twoje dziecko
odbiera kary, a więc jak kształtują one jego osobę i relacje z rodzeństwem?
Kara powoduje, że dzieci skupiają się na unikaniu kolejnych kar, a to nie to samo co troska o innych. Być może dziecko nauczy się nie bić
rodzeństwa, ale tylko po to, żeby nie wpaść w tarapaty, a nie dlatego,
żeby bratu czy siostrze nie stała się krzywda. Kara opóźnia rozwój
empatii, co oznacza, że dzieciom trudniej jest dostrzec punkt widzenia
brata lub siostry4.
Stawianie granic bez empatii pozbawia dzieci okazji do
internalizacji samodyscypliny5
.
Nikt nie lubi być kontrolowany, nic dziwnego więc, że dzieci odrzucają
granice, które nie są empatyczne. Kiedy buntują się wobec naszych
granic, postrzegają "kontrolę" jako coś poza nimi samymi. Jakkolwiek
dziwnie to brzmi, oznacza to, że
uważają, iż powstrzymanie ich przed
atakowaniem rodzeństwa w złości to TWOJE zadanie, a nie że kontrolowanie
siebie samych jest ICH zadaniem. Kiedy stawiamy granice tak, żeby
dziecko czuło się zrozumiane, w końcu je internalizuje -?i bierze
odpowiedzialność na siebie, nawet pod nieobecność autorytetów6.
Dzieci wychowywane za pomocą kar uczą się stosować je wobec
rodzeństwa, by poprawić swoją pozycję i zwiększyć władzę. Kiedy dzieci
wiedzą, że ich rywal zostanie ukarany, zachęca je to do donosicielstwa,
zarówno po to, by zrobić krzywdę rodzeństwu, jak i żeby móc odegrać rolę
"grzecznego dziecka". (Więcej na temat skarżenia w rozdziale 4).
Kiedy braci i siostry karze się za kłótnie, dzieci stają się
bardziej rozgoryczone i skupione na zemście. Często wpadają w negatywną spiralę konfliktów, próbując przedstawiać je tak, jakby były
winą drugiego dziecka.
Dzieci wychowywane za pomocą karzącej dyscypliny są bardziej
skłonne do gniewu i depresji7
.
Dzieje się tak dlatego, że uczymy je, iż część nich samych -?ich emocje
-?nie jest akceptowalna. Ponieważ rodzice nie pomagają im radzić sobie z tymi trudnymi uczuciami, dzieci czują się samotne, próbując samodzielnie
zorientować się, jak pokonać swoje "niskie" impulsy. Utrudnia im to
zarządzanie gniewem, przez co bardziej prawdopodobne jest, że będą
wyładowywać go na rodzeństwie, które często jest najbliższym celem.
Kara uczy strachu. Dzieci uczą się przez doświadczenie i na twoim
przykładzie. Jeśli dzieci robią to, czego chcesz, bo się ciebie boją, to
już blisko stąd do znęcania się. Jeśli ty krzyczysz, one też będą
krzyczeć. Jeśli ty używasz siły, one też będą jej używać. Przeciwko
każdemu, wobec kogo będą mogły, łącznie z rodzeństwem.
Być może ciężko się tego słucha, ale badania są jednoznaczne: Dzieci
wyciągają z kar pewne zupełnie niezamierzone wnioski -?na temat
sprawowania władzy, rozwiązywania sporów i radzenia sobie z trudnymi
emocjami. Dlatego karanie dzieci jest nie tylko szkodliwe dla ich
ogólnego rozwoju, ale ma też negatywny wpływ na ich wzajemne
relacje8.
Dyscyplina w nowym świetle
A co z dyscypliną? Jak ona wiąże się z naszą dyskusją na temat kar?
Słowo "dyscyplinować" tak naprawdę oznacza "prowadzić, kierować". W karaniu bardziej istotna jest siła niż przewodnictwo: kary definiuje się
jako wywoływanie u innych bólu emocjonalnego lub fizycznego, by
przekonać ich do postępowania w pożądany przez nas sposób. Jednak w naszej kulturze większość tego, co uznajemy za dyscyplinowanie, w rzeczywistości ma na celu wywołanie u dziecka bólu emocjonalnego (a czasem fizycznego), by sprawić, że będzie postępowało w pożądany przez
nas sposób. Tak więc dyscyplina w formie, w jakiej ją stosujemy i o niej
myślimy, to forma karania.
Ponieważ słowo "dyscyplina" jest tak często błędnie interpretowane,
proponuję, żebyśmy przestali go używać. Zamiast tego świadomie wyjdźmy
"poza dyscyplinę" i wyobraźmy sobie, że coachujemy nasze dzieci za
pomocą pełnych miłości wskazówek. Co by to zmieniło? Cóż, po pierwsze
zmieniłoby nasze pojmowanie naszych dzieci. Zamiast postrzegać dzieci
jako potrzebujące "dyscypliny", by przekonać je do odpowiedniego
zachowania, będziemy spoglądać przez zupełnie inną soczewkę.
Dzieci rodzą się z potrzebą nawiązania bliskiej więzi z dorosłym,
który będzie ich przewodnikiem. Będą podążać za naszymi wskazówkami i chronić tę więź rodzic-dziecko, dopóki nie będzie to ze szkodą dla ich
integralności. Jeśli będziesz utrzymywać więź z dzieckiem, ono będzie
chciało współpracować. Jeśli tego nie robi, to znaczy, że nie potrafi
i potrzebuje twojej pomocy z emocjami, które napędzają jego niewłaściwe
zachowanie.
Zastanawiasz się, czy niektóre wybryki nie oznaczają po prostu, że
dziecko robi, co chce? Oczywiście, że tak! Ale w tym przypadku jest to
oznaka, że dziecko uważa swoją więź z tobą za mniej istotną niż robienie
tego, co chce. A więc to relacja wymaga wzmocnienia albo dziecko
potrzebuje pomocy z emocjami, które przeszkadzają mu w utrzymaniu więzi.
Jeśli dziecko ufa, że naprawdę jesteśmy po jego stronie, jest skłonne
zrezygnować z robienia tego, co chce, by zrobić coś, czego chce bardziej
-?a mianowicie zachować pozytywną więź z nami. Jeśli się nad tym
zastanowić, to jest to definicja samodyscypliny -?rezygnacja z czegoś,
czego chcesz (kawałka ciasta), na rzecz czegoś, czego chcesz bardziej
(zdrowia i dobrej formy). A więc za każdym razem, kiedy twoje dziecko
decyduje się nie uderzyć siostry, ponieważ bardziej mu zależy na twoim
pełnym ciepła szacunku, buduje ścieżki neuronalne sprzyjające większej
samodyscyplinie. A ta samodyscyplina przetrwa resztę jego życia.
Dzieci uczą się przez doświadczenie, przez powtarzające się
doświadczenia życiowe. Każda interakcja z dzieckiem to przykład
zarządzania sobą i odnoszenia się do innych.
Każde złe zachowanie to wołanie o pomoc lub kontakt. Zareaguj na
potrzebę, a zachowanie się zmieni. Jeśli dziecko nie spełnia naszych
oczekiwań, potrzebuje więcej wsparcia, by to zrobić, czy to nauki,
więzi, czy pomocy w przepracowaniu emocji stanowiących przeszkodę. Duża
część tego, co uważamy za "złe zachowanie", jest najzwyczajniej
dziecinna i można ją "naprostować" za pomocą zwykłych, pełnych miłości
wskazówek.
Kiedy dzieci nauczą się regulować swoje emocje, będą umiały
regulować również swoje zachowanie. Jeśli dziecko czuje więź z tobą,
chce podążać za twoimi wskazówkami -?tylko że czasami nie może, bo
wielkie emocje przytłaczają wciąż rozwijającą się korę przedczołową. Jak
już powiedzieliśmy, możesz pomóc dziecku nauczyć się regulować emocje
dzięki potężnemu narzędziu empatii. Czasami to nie wystarczy, a burzliwe
emocje popchną dziecko do ataku. W takich chwilach potrzebuje ono twojej
pomocy, by te uczucia przepracować i nie musieć wyładowywać ich w swoich
czynach. W miarę dorastania dzieci coraz lepiej umieją używać słów do
wyrażania emocji i radzenia sobie z nimi, ale małe dzieci zwykle
potrzebują po prostu okazji do płaczu, jak to opisuję dalej w tym
rozdziale.
Kluczem do stawiania skutecznych granic jest empatia. To nie to
samo, co rodzicielstwo permisywne. Ty jesteś przywódcą i to ty
odpowiadasz za kierowanie zachowaniem twojego dziecka. Dlatego coaching
nie oznacza dawania dziecku wszystkiego, czego chce. Nie może rysować po
ścianach, bawić się przez całą noc ani bić niemowlęcia. Ale nawet kiedy
nalegamy, by zachowywało się zgodnie z naszymi wartościami, możemy
pokazywać mu -?słuchając, okazując empatię i gotowość do szukania
rozwiązań zadowalających wszystkich -?że troszczymy się o to, co jest
dla niego ważne. Empatyczne granice rozbrajają opór, ponieważ dziecko
przynajmniej czuje się zrozumiane, nawet jeśli nie dostanie tego, czego
chce.
A więc pokojowe przewodnictwo oznacza, że pracujemy nad tym, by sami
zachowywać spokój i uczyć dziecko pokojowo, a nie siłą. Dajemy przykład
wyrażania swoich potrzeb i stawiania granic zachowaniu innych osób z szacunkiem. Pokojowi rodzice wiedzą, że nie mogą kontrolować zachowania
swoich dzieci -?może to zrobić tylko samo dziecko. Dlatego budujemy z nim relację opartą na zaufaniu, żeby było otwarte na nasze wskazówki.
Jego zdrowe decyzje przynoszą pozytywne skutki w życiu, dziecko widzi
więc korzyści i zaczyna przyswajać sobie pożądane zachowania z własnej
woli. Dlatego właśnie dzieci, które są w ten sposób uczone, chętniej
decydują się postępować "właściwie", kiedy dorastają, nawet jeśli nie
patrzysz.
Stawianie empatycznych granic
Optymalnym wyjściem między surowością a permisywizmem jest zapewnienie
dziecku wsparcia, by mogło sprostać naszym oczekiwaniom. Jak mamy
zapewniać wsparcie, kiedy musimy stawiać granice? Stawiajmy je z empatią, odbudowując kontakt i dostrzegając punkt widzenia dziecka.
Przyjrzyjmy się kilku przykładom.
Zawsze zaczynaj od głębokiego oddechu, by odzyskać równowagę. Następnie
pokaż dziecku pożądane zachowanie -?jednocześnie odbudowując kontakt.
Stawianie granicy z jednoczesnym dostrzeganiem uczuć i potrzeb
dziecka
Zamiast: Nie krzycz na małą! Przez ciebie jeszcze bardziej płacze!
Spróbuj: Rozumiem, mała tak głośno płacze, że aż bolą cię uszy.
Mnie też bolą. Ale krzyczenie na nią nie jest okej... Boi się przez to i płacze jeszcze bardziej.
Stawianie granicy z empatią i przekierowanie impulsu dziecka
Zamiast: Ty łobuzie! Dosyć tego, do kąta!
Spróbuj: Jesteś wściekły! A ja nie pozwolę ci bić brata. Możesz
powiedzieć mu słowami, jaki jesteś wściekły i czego od niego
potrzebujesz?
Stawianie granic z empatią i spełnianie pragnienia dziecka w wyobraźni
Zamiast: Nie bądź egoistką. Od godziny bawię się z tobą w przyjęcie
dla lalek, a mała jest głodna!
Spróbuj: Chciałabyś dalej bawić się w przyjęcie dla lalek. Ja muszę
iść po małą, bo płacze, żeby się nie bała i nie czuła się samotna, tak
jak przychodzę do ciebie, kiedy ty płaczesz... Założę się, że czasami
chciałabyś znowu być ze mną sama, tak jak kiedyś, co nie? Wygląda na to,
że bardzo byś była szczęśliwa, gdybyśmy mogły tu po prostu siedzieć całe
rano i bawić się w przyjęcie i wcale nie musiałabyś się mną dzielić...
Stawianie granic z empatią i dawanie dziecku wyboru
Zamiast: To niebezpieczne! Oddaj mi ten kij!
Spróbuj: Austin, słyszysz Lewisa? Mówi, że nie chce mieć tego kija
tak blisko twarzy... Możesz odłożyć kijek albo przyjść tu do mnie, machać
nim z daleka od brata.
Stawianie granic z empatią i zachęcanie dziecka do współpracy za
pomocą zabawy
Zamiast: Jak nie przestaniecie się kłócić o kanapę, to obydwoje
będziecie musieli zejść!
Spróbuj: Rozwiążemy ten spór o kanapę! Ja nigdy nie mam jej dla
siebie! i przewróć się na dzieci.
Stawianie granic z empatią i podtrzymywanie ich za pomocą czynów
Zamiast: Mówiłam ci już trzy razy, żebyś przestał chlapać na
siostrę! Wychodź z wanny, ale już! I przestań płakać, sam jesteś sobie
winny!
Spróbuj: Peyton, spójrz na twarz twojej siostry... To dla niej za
dużo chlapania. I dla mnie też, ja też jestem cała mokra. Czy możesz
przestać chlapać? Nie? No dobrze, to koniec kąpieli na dziś... Wyjdź.
Płaczesz, nie byłeś jeszcze gotowy do wyjścia... Lubisz chlapać, prawda?
Nie chlapiemy, kiedy w wannie jest mała. Może jutro postawimy w ogródku
basen i będziesz mógł chlapać, ile będziesz chciał?
Stawianie granic z empatią i zachęcanie dziecka do współpracy, by
znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich
Zamiast: Nie, nie możesz włączyć muzyki, kiedy dzidzia śpi. Znajdź
sobie coś innego do roboty.
Spróbuj: Chcesz włączyć głośno muzykę, żebyśmy mogli potańczyć... A ja potrzebuję, żeby było cicho, żeby dzidzia mogła spać, a my się
pobawić... Hmmm... Jak możemy zadowolić wszystkich? Może teraz pobawimy się
razem Lego, a jak dzidzia się obudzi, włożę ją do chusty i wszyscy razem
potańczymy do muzyki?
Time out w nowym świetle
Próbowałam stosować time out z moją czterolatką. Tak jak ostrzegałaś,
od razu przeszła do "Jestem taka niegrzeczna, nie mogę przestać bić
braciszka i już mnie nie kochasz". Powiedziała to od razu po pierwszym
razie, kiedy odprowadziłam ją do pokoju za uderzenie dwuletniego brata.
Valerie
Przeanalizowaliśmy już, dlaczego stawianie granic bez karania odmieni
relacje twoich dzieci ze sobą nawzajem. A co z time outami? Większość
rodziców mających więcej niż jedno dziecko korzysta z nich, kiedy ich
dzieci się kłócą, by je rozdzielić i -?jak mają nadzieję -?nauczyć je
zachowywać się wobec siebie bardziej życzliwie.
Ale time out to kara. Tak naprawdę nie uczy dzieci zachowywać się wobec
siebie bardziej sympatycznie. W rzeczywistości raczej pogarsza ich
zachowanie, tak jak inne kary. Dlaczego?
Time outy wywołują wstyd. Dzieci wierzą, że gdyby były "grzeczne",
potrafiłyby powstrzymać złe uczucia, przez które tak źle się
zachowują. Niestety kiedy źle się czujemy, źle się zachowujemy. A więc
wstyd wywołuje negatywną spiralę, która wciąż wzmacnia u dziecka
wewnętrzne poczucie, że jest kimś złym.
Time outy nie pomagają dzieciom uczyć się regulacji emocjonalnej.
Kiedy odsyłasz dziecko samo do pokoju, w końcu się uspokoi. Ale
ponieważ tak naprawdę nie wyraziło swoich uczuć, tłumi je gdzieś w środku, gdzie nie podlegają świadomej kontroli. To dlatego time outy
sprawiają, że dzieci są bardziej rozzłoszczone i mniej wyregulowane
emocjonalnie, zobaczysz więc na przykład, jak syn idzie obok siostry i popycha ją bez powodu9.
Time outy tak naprawdę nie rozwiązują problemu, który wystąpił między
dziećmi i sprawił, że jedno z nich (lub obydwoje) zaatakowało. Rodzice
często mają poczucie, że zajęli się problemem, dając dziecku time out
i reprymendę, ale maluch następnym razem nie będzie lepiej
przygotowany do tego, by poradzić sobie z konfliktem.
Time outy, jak wszystkie kary, osłabiają naszą więź z dzieckiem.
Niestety ta więź to jedyny powód, dla którego dzieci w ogóle zachowują
się, jak należy. Dlatego rodzice stosujący time outy często stwarzają
warunki sprzyjające powstaniu spirali coraz gorszych zachowań.
Time outy napędzają walkę o władzę między rodzicem a dzieckiem. Kiedy
dzieci czują się bezradne, odbijają to sobie na kimś mającym mniejszą
władzę -?zwykle na rodzeństwie.
Time outy "działają" na zasadzie lęku, jako symboliczne porzucenie.
Alfie Kohn zwraca uwagę, że stanowią formę "wycofania miłości"10. Ponieważ rywalizacja w rodzeństwie
wynika z dziecięcego lęku przed utratą twojej miłości na rzecz
rodzeństwa, każda forma dyscypliny opierająca się na wycofaniu miłości
nieuchronnie zintensyfikuje rywalizację w rodzeństwie.
Być może zdarzyło ci się przeczytać, że jest jakiś "właściwy" sposób
stosowania time outów, który został w badaniach uznany za "skuteczny".
Ale skuteczny w czym? Czytałam wiele badań wykazujących, że time outy
powstrzymują złe zachowanie w danej chwili. Ale lanie też zadziała, a wiemy, że bicie stanowi czynnik ryzyka dla zdrowia emocjonalnego
dzieci11. Nigdy nie widziałam badania,
w którym przeanalizowano by długoterminowe zdrowie emocjonalne dzieci
wychowywanych za pomocą time outów i porównano te dzieci z takimi, które
nigdy nie otrzymywały time outów ani innych kar. A owszem, istnieją już
setki tysięcy dzieci, które zostały wychowane za pomocą pełnego miłości
przewodnictwa zamiast kar, dzięki Haimowi Ginottowi (ojcu pozytywnego
rodzicielstwa), Jane Nelsen (która założyła ruch pozytywnego
rodzicielstwa) i wielu innym obrońcom dzieci.
Mamy jednak całkiem sporo dowodów wskazujących, że time outy nie
sprawdzają się pod kątem zapobiegania nawrotom złych zachowań, co nasuwa
pytanie, czy przypadkiem wręcz ich nie wywołują. Badanie przeprowadzone
przez amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego wykazało, że
time outy pozwalają skutecznie zapewnić sobie współpracę ze strony
dwulatków, ale tylko chwilowo12. Dzieci
zachowywały się niewłaściwie częściej niż dzieci, których nie
dyscyplinowano za pomocą time outów, nawet kiedy ich matki poświęciły
czas na to, by po przerwie z nimi porozmawiać. Michael Chapman i Carolyn
Zahn-Wexler, autorzy badania, doszli do wniosku, że dzieci te reagowały
na postrzegane "wycofanie miłości", częściej zachowując się źle. Jest to
spójne z badaniami dotyczącymi wycofania miłości jako techniki karania,
które pokazują, że dzieci poddawane tym metodom zwykle zachowują się
gorzej, mają słabsze zdrowie emocjonalne i mniej rozwiniętą
moralność13. Wyniki te nie są
zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak bardzo dzieci potrzebują więzi z nami, by czuć się bezpiecznie, oraz jak bardzo skłonne są do złego
zachowania, kiedy się bezpiecznie nie czują.
Rozumiem, jeśli odczuwasz w tej chwili pewne zaniepokojenie. Jeśli nie
można stosować time outów, to co zrobić, żeby dzieci zupełnie nie
zdziczały? Odpowiedź brzmi: time outy tak naprawdę nie pomagają twojemu
dziecku zachowywać się lepiej; podkopują waszą więź i wywołują więcej
złych zachowań. Widziałam tysiące rodzin, które przeszły na pokojowe
rodzicielstwo, w którym skupiają się na samoregulacji, odbudowie więzi z dziećmi i stawianiu granic z empatią -?a ich dzieci przestały tak często
rozrabiać. Pokojowe rodzicielstwo pozwala wychować dzieci, które chcą
przestrzegać rodzinnych zasad, więc potrzeba karania, w tym za pomocą
time outów, stopniowo odchodzi w przeszłość.
Nagrody w nowym świetle
Jasne, dobrze jest być bardziej pozytywnym. Czemu by nie stosować nagród
zamiast kar? W końcu czy nagrody nie sprawią, że pożądane zachowanie
będzie bardziej prawdopodobne?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki