Część 1. Dziecko
Rozdział 1. Potrzeba bycia matką i potrzeby dziecka
Kiedy byłam młodą osobą planującą urodzenie dziecka, macierzyństwo wydawało mi się bardzo proste: jestem w stabilnym związku, chcę dziecka, mój mąż też chce dziecka, kochamy się i to oznacza, że wszystkie warunki są spełnione, żeby być szczęśliwymi rodzicami. Niemowlę przychodzi na świat i niczego nie musi, a na pewno nie musi spełniać oczekiwań matki i ojca o byciu szczęśliwymi i spełnionymi rodzicami.
Po fajerwerkach emocji na oddziale porodowym, zazwyczaj po trzech dniach, jeśli wszystko z dzieckiem i matką jest w porządku, następuje powrót do domu. Niektóre emocje się stabilizują, a niektóre dopiero pojawiają. Często matka zaczyna odczuwać bardziej lub mniej uświadomiony lęk: "Czy sobie poradzę?". Dotyczy to zarówno matek, które są w tej roli po raz pierwszy, jak i tych, które mają już jedno lub więcej dzieci.
Każda kobieta radzi sobie z tym stresem indywidualnie, w zależności od wzorca matki, jaki wyniosła z domu. Dużo psują przekonania na temat macierzyństwa: "Trzeba karmić na żądanie", "Nie możesz go ciągle nosić, bo nabierze złych nawyków", "Dziecko do jedzenia trzeba przymusić, bo może stracić na wadze", "Gdy przyjdą goście, żeby obejrzeć dziecko, musi być posprzątane", "Co z ciebie za matka?". I te kobiety starają się sprostać wymaganiom nałożonym społecznie, rodowo, przez męża, przez teściową, przez inne matki. Zaczynają nadkompensować (patrz rozdz. 9), starają się nie czuć gorsze od innych matek. Porównują siebie, dzieci, mężów do innych, podkreślając jeszcze bardziej swoją wadliwość. Czują frustrację, żal, złość, są zmęczone, nie potrafią prosić o pomoc lub wręcz przeciwnie - są bardzo roszczeniowe wobec otoczenia i trudno im cieszyć się macierzyństwem.
Można sobie zadać pytanie, dlaczego kobiety zostają matkami, skoro od pierwszych chwil tak trudno poradzić sobie z wymaganiami i frustracją. Ostatnio popularne jest wyjaśnienie, że macierzyństwo jest potrzebne kobiecie do samorozwoju, rola rodzica działa stymulująco i budzi pozytywne odczucia względem siebie. Najczęstszą motywacją jest możliwość pogłębienia więzi między partnerami oraz cel ich związku i życia. Możliwa jest też motywacja egzystencjalna, która zakłada przedłużenie linii rodu czy nawet narodu.
Często jednak potrzeba bycia matką nie wynika ze zdrowych pobudek. Zdarza się, że urodzenie dziecka jest jednym z celów życiowych do odhaczenia lub skutkiem presji wywieranej na młodych małżonków.
Spotkałam nawet kobietę, która zdecydowała się na macierzyństwo, żeby ktoś na starość się nią opiekował i żeby nie być samotną. Dziecko może być też traktowane jak ratownik rozpadającej się relacji - służy jako karta przetargowa, by zatrzymać partnera przy sobie.
W takich przypadkach kobieta zabezpiecza swoje niezaspokojone potrzeby: bezpieczeństwa - gdy dziecko jest gwarantem związku, akceptacji, gdy rodzina wywiera presję przynależności - gdy wszystkie koleżanki i rówieśniczki już są matkami.
Matka niedojrzała, której potrzeby nie są zaspokajane, nie potrafi też w zdrowy sposób zaspokoić potrzeb dziecka. Te potrzeby, które systematycznie nie będą zaspokajane, utrwalą w nim dysfunkcyjne schematy (patrz rozdz. 8), skutkujące negatywnym postrzeganiem siebie w dorosłym życiu.
Zatrzymajmy się na chwilę na potrzebach dziecka. Mogą się wydawać czystą teorią, jeśli nie jesteśmy rodzicami. Spróbujmy się zatem zastanowić nad własnym dzieciństwem i tym, jak nasze potrzeby były zaspokajane bądź nie.
Niektóre mamy dawały dużo ciepła i serdeczności, o uwagę innych matek dzieci musiały zabiegać. Niektórzy z nas wzrastali w warunkach, które kształtowały adekwatne poczucie wartości, inni musieli uważać, żeby uniknąć upokorzenia i wstydu. Część z nas miała możliwość samorozwoju i autonomii, natomiast inni doświadczyli silnej kontroli i negatywnej oceny. Ogromny wpływ na kształtowanie więzi ma odrzucenie przez matkę. Nie musi być to porzucenie lub śmierć - wystarczy, że jest nieobecna, bo choruje na depresję, jest uzależniona lub milczy, żeby okazać dziecku dezaprobatę.
Potrzeby dziecka
G. Lockwood[1] wyodrębnił siedem potrzeb dziecka - jest to najbardziej jak dotąd wyczerpująca lista zapewniająca dziecku rozwój prawidłowej więzi.
Potrzeba emocjonalnej opieki i bezwarunkowej miłości
Jest najważniejsza i pojawia się już w momencie narodzin. Dziecko, by mogło rozwijać się prawidłowo, potrzebuje stabilnych warunków do życia, chroniących go przed niebezpieczeństwami grożącymi z otoczenia. Bezwarunkowa miłość wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa, a także z fizyczną bliskością rodziców i ich dostępnością psychiczną. Dziecko nie musi nic, to rodzic daje bezwarunkową miłość i otacza opieką.
Potrzeba zabawy i otwartości emocjonalnej
Dziecko od początku rozwija się przez interakcję i zabawę. Rodzic to umożliwia i wspiera w rozwoju. Niezmiernie mnie cieszy, że od kilku lat coraz częściej matki sięgają po metodę BLW (baby-led weaning - bobas lubi wybór) jako sposób rozszerzania diety niemowlaka. Dziecko ma wybór, po co chce sięgnąć z talerzyka, i samo reguluje, co je i ile, a przy tym ma możliwość jedzenia rękami. Dziecko powinno mieć przestrzeń na swobodne wyrażanie siebie (oczywiście w granicach bezpieczeństwa i norm społecznych), szczególnie w obszarach związanych z potrzebami.
Dziecko powinno również wiedzieć, że może swobodnie wyrażać swoje emocje, w tym np. złość, jeśli tylko tą ekspresją nikogo nie krzywdzi. Często jednak jest ona negowana i dziecko zaczyna tłumić emocje. Buduje też negatywne przekonania na temat ich ekspresji - zarówno w przypadku tych negatywnych, jak i pozytywnych. Przeżywaniu emocji towarzyszy wtedy często wstyd lub złość na siebie.
Potrzeba wsparcia autonomii
Jest to potrzeba docenienia zdolności i gotowości do rozwoju kompetencji. Dziecko, nawet bardzo małe, jest zupełnie odrębną jednostką i w taki sposób potrzebuje być traktowane, dlatego ważne jest, by miało swobodę wyboru np. swoich zainteresowań czy obszarów eksploracji. Autonomia często koliduje z lękiem rodziców o bezpieczeństwo dzieci. Im bardziej lękliwy lub kontrolujący rodzic, tym mniejszą autonomię i wybór ma dziecko. Bez wsparcia rodziców w obszarze autonomii dzieci wzrastają z brakiem poczucia sprawczości, możliwości wyboru, podporządkowane opiekunom. Niekiedy nawet w okresie dorastania nie sięgają po autonomię, bo nauczyły się już, że rodzic wie lepiej, co jest dla nich dobre. W konsekwencji jako dorośli mają zwykle problemy z podjęciem decyzji, nadmierną zależnością od innych, a nawet z określeniem własnego ja. Wspierając autonomię, rodzic zapewnia dziecku prywatność i wolność robienia rzeczy po swojemu.
Potrzeba udzielania autonomii
Dzieci potrzebują, żeby rodzice mieli wiarę w ich możliwości i osiągnięcia. Ważne jest zwracanie uwagi na osiągnięcia dziecka. Czasem rodzice nie uczestniczą w jego dokonaniach, więc ma ono poczucie nieważności. Jednakże zwracając uwagę tylko na sukcesy, kształtujemy warunkowość aprobaty. Dziecko uczy się, że tylko kiedy robi coś ekstra, co podoba się rodzicom, np. dostaje w szkole szóstki lub ma osiągnięcia sportowe, to jest wartościowe. Natomiast traci uwagę i aprobatę, kiedy robi po swojemu coś, co nie jest zwieńczone sukcesem.
Potrzeba niezawodności
Potrzeba bezpieczeństwa, niezawodności, uczciwości, spójności i przewidywalności. Aby ją zaspokoić, rodzice/opiekunowie muszą zapewnić stabilne i bezpieczne środowisko, w którym będą niezawodni, konsekwentni i godni zaufania w swoich reakcjach na dziecko i codzienne sytuacje. Właśnie od tego, czy rodzic stworzy bezpieczną więź, zależy, czy dziecko będzie w stanie powierzyć mu swoje problemy i troski. Kiedy brakuje stabilności w środowisku rodzinnym, dziecko jest osamotnione w przeżywaniu uczuć, rozwiązywaniu problemów i uczy się polegania tylko na sobie.
Potrzeba wewnętrznej wartości
Dziecko potrzebuje zapewniania, że jest kochane bezwarunkowo, bez względu na jego zachowanie czy osiągnięcia, np. oceny w szkole. Aby mogło rozwinąć pozytywną samoocenę i wiedzieć, że jest wartościowe, rodzice powinni je doceniać i często chwalić, unikając też zbytniego krytykowania i porównywania do innych. To je nauczy, że nie musi zasługiwać na szacunek i miłość, i zbuduje jego wartość w dorosłym życiu.
Potrzeba pewnego i kompetentnego opiekuna
Aby zaspokoić tę potrzebę, rodzice lub opiekunowie muszą przekazać dziecku komunikat, że jest silne, mądre, pewne siebie i zdolne do radzenia sobie z życiem. To daje mu podstawę do tego, aby czuło się pewnie z ich wsparciem, wiedziało, że jest w silnych i kompetentnych rękach, i ufało, że może po prostu być dzieckiem i skupić się na odpowiednich do wieku zadaniach rozwojowych.
Pisząc o potrzebach dziecka, świadomie używałam słowa "rodzic" lub "rodzice", a nie "matka". Za wykształcenie prawidłowych więzi odpowiada nie tylko matka, lecz także na szczęście inne osoby: ojciec, dziadkowie, ciocie i wujkowie i inni znaczący opiekunowie dziecka, a w późniejszym okresie dobry nauczyciel, trener, wychowawca czy terapeuta.
Jednakże matka jest kluczową osobą w zaspokajaniu potrzeb dziecka, od urodzenia karmiąc je, tuląc i dbając o nie. Może być w swojej roli zastąpiona przez babcię czy tatę, ale to nie do końca złagodzi u dziecka uczucie opuszczenia.
Przypomina mi to sytuację pewnego młodego chłopaka (przyszedł na terapię w wieku 19 lat), który stracił matkę podczas narodzin, a dowiedział się o tym dopiero, gdy miał 11 lat. W opiece od niemowlęcych lat pomagała babcia, a kiedy chłopak miał trzy lata, tata ożenił się ponownie i dziecko zyskało matkę. Rodzice nie postarali się o rodzeństwo, więc syn skupiał na sobie pełną uwagę i miłość. W wieku nastoletnim zaczął się zachowywać w sposób opozycyjno-buntowniczy, ale bardziej niż standardowy nastolatek: konflikty z prawem, wandalizm, upijanie się, próbowanie różnych narkotyków, przygodny seks. W terapii ujawnił źródło swoich zachowań - poczucie opuszczenia i samotność.
Potrzeby emocjonalne dziecka
Bez względu na to, jakimi talentami macierzyńskimi została obdarzona matka, relacja z dzieckiem nigdy nie będzie układać się idealnie i bez zakłóceń.
Trzeba pamiętać, że nasza relacja z matką czy ojcem nie jest zero-jedynkowa, czyli nie jest wyłącznie zła lub dobra. Nawet jeśli mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo, każdy z nas doświadczył jakichś zranień. Wynikają one z istoty bezbronności i kruchości. Tacy jesteśmy, gdy przychodzimy na świat - mali, nadzy, bezbronni. Noworodek nie przeżyje bez opiekuna. Jesteśmy wtedy całkowicie zależni i podporządkowani i na tej podstawie kształtuje się nasza słaba, bezbronna część w dorosłym życiu. Jeżeli nastąpiły nadużycia wobec tej bezbronności, nabywamy przekonania na poziomie komórkowym, że nie jesteśmy w stanie się obronić.
Rozwój dziecka nie przebiega liniowo. Mniej więcej co pół roku pojawiają się zawirowania, zakłócenia w dotychczasowym rytmie funkcjonowania. Po okresie względnej równowagi nadchodzi skok rozwojowy, który przynosi kolejne zmiany w zachowaniu, emocjach i potrzebach dziecka.
Choć może się to wydawać chaotyczne, te zmiany tworzą pewne powtarzalne wzory. Można je obserwować, przewidywać i z czasem coraz lepiej rozumieć. Umiejętność radzenia sobie z tymi zmianami zależy oczywiście od matki - jej wiedzy, zasobów emocjonalnych, elastyczności - lecz także od biologii i neurofizjologii dziecka.
Niemowlęctwo (0-18 miesięcy)
W tym okresie dziecko jest całkowicie zależne od matki i opiekunów. Potrzebuje bliskości, bezpieczeństwa i stałego kontaktu fizycznego. Odpowiednia reakcja opiekunów na sygnały dziecka (np. płacz) jest kluczowa dla budowania poczucia bezpieczeństwa. Rodzice powinni reagować w miarę szybko, nie pozwalać na wypłakiwanie. Właśnie w tych pierwszych miesiącach dziecko kształtuje poczucie ważności swoich potrzeb. Wypracowuje też model radzenia sobie w razie utraty bezpieczeństwa z powodu braku reakcji opiekuna. Może być to zamrożenie (brak reakcji) lub nadkompensacja (nadmiarowe pobudzenie i płacz).
Niemowlęta mogą doświadczać lęku separacyjnego, kiedy są oddzielane od matki. To normalne około 6-8 miesiąca życia.
Od półtoraroczniaka do dwulatka
Świadomość, że wiele z pozornie "trudnych" zachowań to naturalne przesilenia rozwojowe, może być dla rodziców ogromnym wsparciem w codziennych zmaganiach. Na przykład przeciętny dwulatek zazwyczaj chętnie słucha poleceń mamy, a nawet czerpie z tego przyjemność - odnajduje się w przewidywalnych strukturach i regułach. Natomiast zaledwie sześć miesięcy wcześniej to samo dziecko mogło reagować zupełnie inaczej: na komunikat matki krzyczało "Nie!", zamierało w bezruchu albo biegło w przeciwnym kierunku. Półtoraroczne dziecko pokazuje swoją autonomię i wytrwale stara się robić wszystko po swojemu, kierując się wewnętrznym "widzimisię". I znowu: dziecko dwuipółletnie wkracza w kolejny etap intensywnych zmian - buntuje się, doświadcza skrajnych emocji, potrafi walczyć o niezależność niemal przy każdej okazji. To czas życia w świecie przeciwieństw: "zrobię - nie zrobię", "umiem - nie umiem", "chcę - nie chcę". Jednego dnia chętnie ubiera się do przedszkola, drugiego nie chce tego zrobić nawet z pomocą mamy. W tym wieku kluczowe staje się danie dziecku wyboru. Jeśli go nie otrzyma, wymyśli go sobie samo, niekoniecznie w sposób zbieżny z potrzebami opiekuna. Nawet najbardziej kochający rodzice nie są w stanie spełnić każdego życzenia swojego dwulatka. Dziecko ma wszystkie umiejętności motoryczne, żeby eksplorować świat, więc dla jego bezpieczeństwa ten wiek obfituje w wiele zakazów. Siłą rzeczy rodzice muszą wyznaczać mu jakieś granice. Dziecko jest ciągle upominane, żeby czegoś nie dotykało, gdzieś nie wchodziło, nie wybiegało nagle np. na ulicę, przyprawiając swoich rodziców o zawał serca, nie bawiło się jedzeniem, siadało na nocniku i wiele, wiele innych.
Okres 2,5-3 lata: chwilowy powrót do niemowlęctwa
W połowie trzeciego roku życia dzieci często przechodzą zaskakujący okres, w którym wydają się pragnąć powrotu do czasów niemowlęctwa. Zaczynają się zachowywać tak, jakby znów chciały być traktowane jak malutkie dzieci. Gdy są zmęczone, proszą o noszenie na rękach. Jeśli w domu pojawia się młodsze rodzeństwo, może się wydawać, że starsze dziecko je naśladuje. Dzieci, które dobrze rozwijają się językowo, potrafią otwarcie wyrażać swoje uczucia: "Jestem malutkim bobasem, nie umiem chodzić", "Nie mogę mówić", "Weź mnie na rączki", "Śpię w wózeczku, muszę jeść z butelki". To nie teatrzyk, to autentyczna potrzeba emocjonalna.
Mądra, uważna matka nie zawstydza dziecka za takie zachowania. Nie karci go, nie mówi: "Przecież jesteś już duży!". Nie przypisuje tych reakcji wyłącznie zazdrości wobec rodzeństwa ani nie martwi się, że dziecko się cofa. Rozumie, że to etap przejściowy. Czas nostalgii, który pomaga dziecku pożegnać się psychicznie z okresem niemowlęctwa, nim ruszy dalej - w stronę większej niezależności.
Ten pozorny regres pełni bardzo ważną funkcję adaptacyjną, bo pomaga uporać się z lękiem, jaki niesie ze sobą rozwój. Dzięki chwilowemu powrotowi do znanych i bezpiecznych form bliskości dziecko buduje w sobie zasoby potrzebne do kolejnego kroku: stania się bardziej samodzielnym, dorosłym, zdolnym do nowych wyzwań.
Trzylatek - etap harmonii
Około trzeciego roku życia relacja między dzieckiem a matką zaczyna się układać w sposób bardziej harmonijny. Dla wielu dzieci to czas szczególnego "my" - mama staje się nie tylko opiekunką, lecz także najbardziej pożądanym towarzyszem zabaw, rozmów i codziennych odkryć.
W drugiej połowie trzeciego roku życia dziecko zaczyna przesuwać swoją uwagę z "ja" i własnych potrzeb na wspólnotę z innymi. Rodzi się w nim chęć bycia razem, dzielenia się i współdziałania. Trzylatek nie tylko zaczyna być serdecznym przyjacielem matki, lecz także coraz chętniej pozwala się prowadzić. Coraz rzadziej rozdzierają go wewnętrzne sprzeczności - potrafi podejmować decyzje i godzić się na kompromisy.
Jeśli waha się, czy wejść do przedszkola, wystarczy zapytać: "Wolisz wejść przez przednie czy tylne drzwi?" - zazwyczaj wybierze jedną z opcji i będzie się jej trzymać. Dziecko w tym wieku potrafi się już targować, odraczać przyjemności, a także podejmować działania, które nie są mu na rękę, jeśli w perspektywie pojawia się obiecująca nagroda.
Trzylatek w ogromnym tempie rozwija swoje umiejętności językowe i zaczyna z coraz większą finezją reagować na to, co się do niego mówi. Uwielbia tajemnice, niespodzianki, zaskoczenia - to one rozpalają jego wyobraźnię i ciekawość świata.
Czterolatek - żywioł nie do zatrzymania
Czterolatek z kolei zaczyna przywoływać autorytety - zwłaszcza mamę, która przez ostatnie lata zdobyła w jego oczach pozycję osoby "wszystkowiedzącej". Dziecko odwołuje się do jej zdania w rozmowach z rówieśnikami, np.: "Mama powiedziała, że mam najpierw posprzątać".
Nie oznacza to jednak, że staje się nagle całkowicie posłuszny. Przeciwnie - to wiek, w którym często pojawiają się momenty buntu, sprzeciwu i prób przekraczania granic. Dziecko potrafi z zapałem bronić jednych zasad, a inne z równym entuzjazmem podważać. Czasem staje się impulsywne, nie do opanowania, a jego emocje biorą górę.
Erik H. Erikson[2] nazwał ten etap konfliktem między inicjatywą a poczuciem winy. Dziecko chce działać, eksplorować i wpływać na otoczenie, a każda reakcja dorosłego (czy to nadmierna kontrola, czy przyzwolenie) może wzmacniać w nim albo odwagę, albo wstyd i frustrację.
O czterolatkach mówi się, że są nie do opanowania - i coś w tym jest. Jeśli to zapamiętamy, łatwiej nam będzie zrozumieć, co się z nimi dzieje. Są nie do opanowania ruchowo - biegają, biją, rzucają kamieniami, niszczą rzeczy, uciekają. Są też nie do opanowania emocjonalnie - raz śmieją się głośno i głupawo, by zaraz potem dostać napadu złości. Śmiech, który brzmi jak rechot, przeplata się z napadami furii. Czterolatek eksperymentuje z językiem - potrafi użyć trudnych, nawet niemal filozoficznych słów, a przy tym z fascynacją powtarza przekleństwa, rymuje je, naśladuje dorosłych. Wie, że są "brzydkie", ale właśnie dlatego tak bardzo go przyciągają.
To wiek buntu, ruchu i przekraczania granic, także międzyludzkich. Dziecko z uporem sprzeciwia się matce. Ma w sobie jakąś wewnętrzną siłę niesubordynacji, jakby bunt był jego powołaniem.
Czego czterolatek potrzebuje od matki? Cierpliwości, jasnych granic, przewidywalności i poczucia humoru. Testuje świat, ale tylko przy matce czuje się na tyle bezpieczny, by pozwolić sobie na taki żywioł. Mimo krzyku i oporu potrzebuje empatycznej obecności i poczucia, że jego intensywność nie przeraża dorosłego.
Pięciolatek - mały mędrzec i pomocnik
Około piątego roku życia dziecko zmienia się nie do poznania. Matki często mówią: "To zupełnie inne dziecko niż jeszcze pół roku temu!". Pięciolatki potrafią już lepiej nad sobą panować, ich zabawa staje się spokojniejsza, a emocje - bardziej przewidywalne.
To wiek dialogu. Dzieci zadają mnóstwo pytań, również najtrudniejszych: "Dlaczego ludzie umierają?", "Czy mama też kiedyś zniknie?". Potrzebują wyjaśnień, konkretów, lecz także cierpliwości i autentyczności.
To wiek przyjacielski - dziecko chce pomagać, wykonywać polecenia, być w relacji. Chętnie słucha, a jeszcze chętniej zadaje pytania. Potrafi być zawziętym dyskutantem, który domaga się szczegółowych wyjaśnień nawet w trudnych tematach, jak np. czyjaś śmierć.
Czego pięciolatek potrzebuje od matki? Czułości, uznania, wspólnego dialogu. Z dumą ją naśladuje, chce być dobry, pomocny. Potrzebuje, by matka widziała jego starania i odpowiedziała serdecznością, nie tylko kontrolą.
Sześciolatek - znów w oku emocjonalnego cyklonu
I kiedy już się wydaje, że zrobiło się spokojnie, sześciolatek wraca z nową falą emocji. Znów jest "pępkiem świata" - chce być najważniejszy, najbardziej kochany, pierwszy we wszystkim. Zadaje pytania: "Dlaczego mama ma więcej jedzenia niż ja?" albo "Dlaczego ja muszę iść spać wcześniej niż mama?".
To czas intensywnego rozwoju kory przedczołowej, odpowiedzialnej za kontrolę impulsów i przewidywanie konsekwencji. Ale proces ten jest jeszcze w toku - dlatego potrzebna jest cierpliwość dorosłego.
Sześciolatek rywalizuje z matką, potrafi ją prowokować, otwarcie się buntować, odmawiać wykonywania poleceń. Czasem mówi: "Nie zrobię tego" i testuje, co się wtedy wydarzy. Zrzuca winę na matkę, obraża ją, wyładowuje złość. Mówi: "Kocham cię najbardziej na świecie", by za chwilę wykrzyczeć: "Nienawidzę cię! Chciałbym, żebyś umarła!", "Jesteś najgorszą matką na świecie!".
I choć dla matki to może być bolesne, warto pamiętać - te słowa nie są oceną, są wyrazem wewnętrznego chaosu. Sześciolatek przeżywa ogromne napięcia i odreagowuje je tam, gdzie czuje się najbezpieczniej - właśnie przy niej.
Zdarzają się też pierwsze "moralne wykroczenia" - dziecko coś ukradnie, skłamie, kogoś uderzy. Nie dlatego, że jest złe - tylko dlatego, że nie umie jeszcze panować nad impulsami i nie rozumie w pełni, co to znaczy "czyjeś".
Czego sześciolatek potrzebuje od matki? Dużo zrozumienia, empatii, cierpliwości i spokojnego prowadzenia. Matka nie może reagować zbyt surowo, lecz nie może także całkiem odpuścić. To czas, by stawiać granice, uczyć rozumienia emocji i konsekwencji. Matka powinna być lustrem - nie karzącym, ale wyjaśniającym. Często bywa workiem treningowym i nie powinna się obrażać. Dziecko musi budować w sobie przekonanie, że nawet w złości czy z trudnym zachowaniem jest przez mamę kochane.
Siedmiolatek - zamknięcie się w sobie i melancholia
Siedmiolatek to zupełne przeciwieństwo sześciolatka. Nie reaguje agresją - raczej zamyka się w sobie. Zamiast agresji pojawia się smutek. Czasem dziecko mówi: "Nikt mnie nie lubi", "Wy pewnie mnie nie kochacie", "Może jestem adoptowany?".
Dziecko snuje scenariusze, przeżywa silne emocje wewnętrznie. Już nie krzyczy jak sześciolatek, raczej zamyka się w sobie "bez powodu". Czasem płacze, czasem się użala, dramatyzuje. I choć dla dorosłego może to być trudne, nie wolno się z tego śmiać ani tego bagatelizować, bo inaczej dziecko poczuje się niezrozumiane.
Z perspektywy samoregulacji siedmiolatek zaczyna wewnętrznie organizować swoje emocje, ale wymaga jeszcze "zewnętrznego regulatora" - kogoś, kto pomoże mu zrozumieć, co się z nim dzieje, i nazwać te stany.
Czego siedmiolatek potrzebuje od matki? Ciepła, wsparcia, uważnego słuchania. Matka powinna być spokojnym towarzyszem - nie komentować za dużo, ale być obecną. Siedmiolatek nie potrzebuje oceniania, tylko zapewnienia, że jego emocje są ważne i że nie jest sam.
Wiek szkolny 7-12 lat - coraz większa autonomia
Dziecko zaczyna kształtować swoją tożsamość, co wiąże się z potrzebą większej autonomii. Ważne jest, by matka, lecz także ojciec pozwalali na podejmowanie decyzji i rozwój samodzielności. Niestety wraz z pójściem dziecka do szkoły u lękowych matek pojawia się jeszcze więcej lęku - to te, które pomagają w ubieraniu i przebieraniu dziecka w szatni. Na szczęście w wielu szkołach rodzice nie są wpuszczani do szatni, a dzieci mają szansę nauczyć się samodzielności. Czas pomagania w ubieraniu zakończył się w przedszkolu.
To czas identyfikacji z grupą. Wzmacniają się wtedy przyjaźnie, a także umiejętność rozwiązywania konfliktów. Matka i inni opiekunowie powinni być dostępni jako wsparcie emocjonalne, a nie główne źródło organizowania czasu i kształtowania indywidualności. Od stopnia ingerencji matki w życie dziecka zależy jego budowanie tożsamości i samodzielności oraz poczucie wartości, że "radzi sobie samo".
W tym wieku mogą się pojawić lęki związane z osiągnięciami w szkole oraz relacjami z rówieśnikami. Jeżeli relacja dziecka z matką jest bezpieczna, ma się ono do kogo zwrócić w razie konfliktów wewnętrznych i trudności w nauce. Jeśli tego bezpieczeństwa nie ma, np. z powodu zbyt wysokich wymagań co do osiągnięć w szkole albo nadmiernej kontroli towarzystwa rówieśniczego, to dziecko nie ma przestrzeni do rozmowy opartej na zaufaniu, a nie ocenianiu. Podobnie jest, jeśli w domu brakuje bezpieczeństwa, np. z powodu depresji lub uzależnienia matki bądź konfliktu między rodzicami. Dziecko nie chce być wtedy dla matki kolejnym ciężarem. Nabiera przekonania, że jego problemy nie są ważne i że ono samo nie jest ważne.
W ciągu pierwszych sześciu lat życia kształtujemy najsilniej naszą osobowość pod kątem więzi i relacji, czyli tego, co jest podstawą naszego poczucia bezpieczeństwa i wartości w dorosłym życiu. To nie znaczy, że następne lata rozwoju nie są ważne. To oznacza, że dysfunkcyjne schematy (patrz rozdz. 8), które mają szansę się wtedy utworzyć, są najsilniejsze. Więź z matką kształtuje się w pierwszych trzech latach życia - to wtedy kształtują się też style przywiązania.
Szczęśliwe dziecko
Zgodnie z wieloma tradycjami filozofii Wschodu - od taoizmu po buddyzm - uznaje się, że każde dziecko przychodzi na świat z naturalną radością istnienia, będącą wyrazem jego czystej, nieuwarunkowanej jeszcze natury. Dopiero brak miłości, krytyka i przemoc odgradzają je od tej pierwotnej harmonii.
W terapii mianem "szczęśliwego dziecka" określamy tę część osoby dorosłej, która jest zdolna do cieszenia się, spontaniczności, tworzenia prawidłowych relacji opartych na szacunku i bezpieczeństwie. Osoby takie często są zadowolone z siebie, potrafią odpoczywać i nudzić się bez uruchamiania przykrych emocji. U ludzi, którzy mają za sobą trudne dzieciństwo, "szczęśliwe dziecko" ujawnia się rzadko.
Można powiedzieć, że szczęśliwe dziecko jest "nakarmione" naszymi dobrymi wczesnymi doświadczeniami i emocjami. Odczuwa radość, spontaniczność, potrzebę eksploracji i przygody, pochłonięte jest swoimi sprawami bez pamięci. Cechuje je witalność, energia, zapał i radość życia. Nawet dzieci, które przeżyły traumy, mają w pewnej mierze tę radosną część, która w jakimś stopniu zapewnia zdrowie. W terapii pracy z traumą wczesnodziecięcą staram się wydobyć to szczęśliwe dziecko i nauczyć osobę dorosłą, jak wspierać rozwój i ekspresję emocji wewnętrznego dziecka.
Szczęście dziecka nie jest luksusem. Jest jego prawem rozwojowym. Potrzeby bliskości, ekspresji, zaufania i zabawy są równie ważne jak jedzenie i sen. Bez nich dziecko przeżyje - ale nie zakwitnie. Nie stanie się sobą.
Gdy jesteśmy dorośli, szczęśliwe dziecko nadal w nas żyje, choć czasem głęboko schowane. Odnajdując je na nowo, odzyskujemy nie tylko radość, lecz także poczucie sensu. Możemy też dzięki temu uzdrowić nasze doświadczenia z dzieciństwa i zacząć żyć pełnią życia, zamiast być w trybie przetrwania.
[1] G. Lockwood, P. Perris, A new look at core emotional needs [w:] The Wiley-Blackwell handbook of schema therapy. Theory, research and practice, red. Michiel van Vreeswijk, Jenny Broersen, Marjon Nadort, Chichester 2012, s. 41-66.
[2] E. H. Erikson, Tożsamość a cykl życia, przeł. Mateusz Żywicki, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2004.