Wieczorem w dzień przed wyborami przy kolacji kochający małżonek zapytał Klaudysię:
- Wiesz, słoneczko moje, jutro wybory do parlamentu. Pójdziesz zagłosować?
- Oczywiście, skarbie mój. Przecież na wszystkie wybory chodziłam, to i teraz pójdę.
- Ale wiesz, słoneczko moje, zmieniły się zasady głosowania.
- Jak to, zmieniły? - zapytała zdziwiona Klaudysia.
- Tym razem to my wybieramy posłanki i posłów. Teraz mamy taką prawdziwą demokrację. Przedtem wybieraliśmy wybranych, a teraz sami decydujemy, kto zasiądzie w ławach parlamentu.
- No i co w związku z tym?
- Na karcie do głosowania wybierasz tylko jednego kandydata. Lub kandydatkę. I w kratce obok nazwiska stawiasz krzyżyk.
- Skarbie mój - oburzyła się Klaudysia. - Czego jak czego, ale demokracji uczyć mnie nie będziesz. Zawsze głosowałam bez skreśleń i teraz też tak zrobię.
- Ale wtedy głos będzie nieważny - zaprotestował kochający małżonek. - To tak, jakbyś w ogóle do wyborów nie poszła. Wtedy była demokracja socjalistyczna, taka pozorna demokracja. Teraz mamy prawdziwą. I to od nas zależy, kto będzie rządził.
- To powiedz mi, skarbie mój - zaproponowała Klaudysia - jak ta nowa demokracja wygląda.
Kochający małżonek postanowił przedstawić Klaudysi zasady glosowania.
- Słuchaj, słoneczko moje, do wyborów zgłosiły się cztery partie. Zieloni, Niebiescy, Granatowi i Fioletowi.
- Aż tyle? Po co? - zdziwiła się Klaudysia. - Kiedyś mieliśmy tylko jedną i było dobrze.
- Tak, było dobrze, ale tylko tym siedzącym w parlamencie. Towarzyszom, znaczy się.
- Ale dlaczego aż tyle ugrupowań startuje?
- A to dlatego, że teraz każdy może partię polityczną założyć i nie musi prosić o pozwolenie.
- Założyć to każdy może sobie, ale stragan na bazarze - odparła Klaudysia. - Partia polityczna to poważna sprawa, nie wszystkim można na to pozwolić. Menele z rynku pijący piwo od rana też mogą założyć partię?
- Oczywiście - odpowiedział kochający małżonek.
- A wiesz, jaka byłaby jej nazwa? - zaśmiała się Klaudysia. - Miejska Partia Przyjaciół Piwa.
- W demokracji nie ma równych i równiejszych - zripostował mąż. - Teraz mamy wolność. Kto chce, zakłada partię polityczną.
- W demokracji socjalistycznej to było nie do pomyślenia - zaprotestowała Klaudysia.
- No, ale teraz mamy taką prawdziwą demokrację. I dlatego może działać tyle partii. Co nie jest zabronione, jest dozwolone. Każdy może założyć ugrupowanie polityczne.
Klaudysia jakoś przetrawiła wyjaśnienia jej kochającego męża. Ze zdziwieniem i niedowierzaniem. Ta nowa demokracja dla niej osobiście wydawała się podejrzana. Drążyła zatem temat dalej:
- No dobra, to powiedz, jak teraz wygląda głosowanie?
Kochający małżonek krótko wyjaśnił całą procedurę:
- Wejdziesz do lokalu wyborczego, pokażesz dowód osobisty, podpiszesz się na liście obecności i otrzymasz kartę do głosowania. Na karcie zobaczysz te cztery partie, a pod nazwą każdej z nich będzie widniało pięć nazwisk. Razem dwadzieścia. Krzyżyk postawisz tylko przy jednym nazwisku. Jeżeli postawisz więcej krzyżyków, głos jest nieważny.
Klaudysia postanowiła przerwać tę tyradę.
- Jak tak ciebie słucham, przypominają mi się wejścia do baru mlecznego. Spoglądam na menu i wybieram sobie coś do zjedzenia. Albo wejście do punktu toto lotka. Biorę kupon i skreślam cyferki. Nie, skarbie mój - oburzyła się Klaudysia. - Demokracja to nie wybór między jajecznicą a kaszanką na gorąco z ogórkiem kiszonym zapijaną maślanką. Lub skreślanie cyferek. To jest poważna sprawa i nie można jej powierzać wszystkim. A szczególnie menelom z rynku. Kiedyś kandydatów proponowała tylko Partia Jedynie Słusznej Ideologii i było dobrze.
- Było dobrze - przerwał kochający małżonek - tylko tym, którym było dobrze. Ale nie nam.
- No dobra. - Klaudysia nie wdawała się w dalszą dyskusję. - Powiedz mi w takim razie, kto jest na tych listach.
Kochający małżonek przedstawił Klaudysi zasady wystawiania kandydatów.
- Na pierwszych miejscach są prezesi partii.
- A na drugich miejscach kto jest?
- Przydupasy prezesów partii. Bierni, mierni, ale wierni.
- A na trzecich?
- Fachowcy, wykształceni, z odpowiednim doświadczeniem zawodowym, języki obce, unormowane życie osobiste.
- A dlaczego oni nie są na pierwszych miejscach?
- No wiesz, prezesi nie lubią mądrzejszych od siebie. Potrzebują ich, ale wolą ich trzymać na dystans.
- A kto jest na czwartym miejscu?
- A to nagroda dla tych, którzy regularnie płacą składki partyjne. I za noszenie teczki za prezesami partii.
- A kto jest na samym końcu?
- Młodzi. Nagroda pocieszenia za roznoszenie ulotek i robienie frekwencji na zebraniach wyborczych.
- A na jaką partię miałabym zagłosować? - zapytała Klaudysia.
- Na Zielonych - odparł kochający małżonek. - Oni cenią tradycyjne wartości. Rodzinę stawiają na pierwszym miejscu.
- Zagłosuję na nich - stwierdziła Klaudysia stanowczo. - My taką partię powinniśmy wesprzeć. Przecież jesteśmy kochającym się małżeństwem. I kochającą się rodziną. Oczywiście, zagłosuję na trzecią osobę na liście.
Następnego dnia odbyły się wybory. Demokratyczne i wolne po raz pierwszy. Klaudysia zagłosowała zgodnie z przyjętym ustaleniem.