7
Magda przyjechała po niecałej godzinie. Zaparkowała auto na podjeździe i bez pukania weszła do domu.
- Cześć! - zawołała, stając w kuchni, gdzie siedziała przy stole zapłakana Jagoda.
W szlafroku, potargana, bez makijażu, z zaczerwienioną twarzą i zapuchniętymi oczyma przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy. Usmarkaną chusteczkę trzymała zwiniętą przy policzku, a usta miała wykrzywione w podkówkę niczym małe dziecko. Magdzie zrobiło się jej żal.
- Jeszcze w szlafroku? Wyglądasz jak półtora nieszczęścia - powiedziała łagodnym tonem i pocałowała przyjaciółkę w czoło. - Co się dzieje?
- Nie czepiaj się. Ty też byś tak wyglądała na moim miejscu - odparła Jagoda i chlipnęła, przykładając chusteczkę do nosa. - Całą noc nie spałam.
- Ale chyba nie z powodu bezsennej nocy mnie tu ściągnęłaś?
- Nie. - Znowu chlipnęła.
- No to co się stało?
Jagoda zabuczała w chusteczkę, co skutecznie zablokowało jej możliwość wyduszenia z siebie choćby słowa, tym bardziej że w tym momencie miała mętlik w głowie i nie wiedziała już, od czego zacząć.
Przyjaciółka pokręciła głową i położyła swoją przepastną torbę na kuchennym blacie.
- Wiesz co, widzę, że jesteś zdrowa na ciele, przynajmniej na pierwszy rzut oka wszystko masz na swoim miejscu, więc marsz na górę umyć się i ubrać, a ja tymczasem zaparzę kawę i posmaruję rogaliki - zdecydowała. - Kiedy wrócisz, porozmawiamy jak cywilizowani ludzie. Chcesz z dżemem czy miodem?
Jagoda głośno wydmuchała nos, potem głęboko wciągnęła powietrze w płuca i powoli je wypuściła ze świstem, co sprawiło, że znowu odzyskała głos.
- Z jednym i drugim - odrzekła, posłusznie wstając z krzesła.
- Świetnie, nie ma nic lepszego na stres, jak zjeść coś dobrego - skomentowała Magda z uznaniem. - No idź już, bo nie mogę się doczekać, aż mi powiesz, o co chodzi.
Jagoda bez słowa sprzeciwu poszła na górę. W łazience umyła twarz, przebrała się i uczesała potargane włosy. Popatrzyła w lustro i z przerażeniem stwierdziła, że rzeczywiście wygląda jak półtora nieszczęścia.
Jakby teraz Leszek mnie zobaczył, to natychmiast by się ze mną rozwiódł, pomyślała z rozpaczą.
Lekko podmalowała rzęsy tuszem, przypudrowała nos i od razu poczuła się trochę lepiej. Kiedy zeszła do kuchni, śniadanie było już gotowe, a Magda siedziała przy stole i popijała świeżo zaparzoną kawę. Unoszący się w powietrzu aromat podziałał również na zmysły Jagody, więc usiadła i z apetytem zaczęła pochłaniać rogaliki. Przyjaciółka uśmiechnęła się, ale milczała, spokojnie czekając na wyjaśnienia. Przy drugim rogaliku Jagoda nagle zwolniła tempo i spojrzała na nią z powagą.
- Wiedziałaś, że Leszek ma kochankę? - spytała.
Magdę zamurowało; poczuła się, jakby ktoś właśnie w tej chwili stuknął ją młotkiem w głowę. Nie spodziewała się tego pytania.
- Wiedziałam - przyznała się po namyśle - ale miałam nadzieję, że to się skończy, zanim się dowiesz.
- Od kiedy?
- Mniej więcej rok temu widziałam go z jakąś lalą w kawiarni. Widać było, że coś ich łączy, ale miałam nadzieję, że to nie romans - odparła zmieszana Magda.
- Wiedziałaś o wszystkim i nie pisnęłaś ani słówkiem?! Jak mogłaś to przede mną ukrywać?! - Jagoda odłożyła pieczywo na talerz i sięgnęła do kieszeni spodni po chusteczkę. - Ty, moja najlepsza przyjaciółka! - załkała, patrząc na nią z wyrzutem.
- Zrozum, nie chciałam cię zawieść. Byłam przekonana, że tak będzie lepiej. Wiesz przecież, że dobrze ci życzę. Człowiek nie zawsze postępuje właściwie, widać tym razem się pomyliłam - tłumaczyła się Magda. - Może powinnam ci powiedzieć wcześniej, ale zastanów się, nie miałam pewności, czy oni nadal są ze sobą. Nie chciałam robić rabanu o coś, co mogło być już nieaktualne.
- Cholera jasna! - zaklęła nagle Jagoda i chwytając posmarowany rogalik, z wściekłością cisnęła nim o podłogę. Rozpadł się na dwie rozpłaszczone części, a dżem malowniczo rozbryzgał się na beżowych płytkach.
Zaskoczona jej gwałtowną reakcją, Magda znieruchomiała. Przez chwilę milczała bezradnie. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w utworzone wzorki na posadzce, po czym wrażliwość artysty wzięła górę nad szokiem. Przeanalizowała kolorystykę i formę obrazu i dostrzegła w nim coś, co przypominało wyłaniające się dwie zaciekle boksujące się postaci. Doszła do wniosku, że ma przed sobą wymowne, ekspresyjne, choć przypadkowe dzieło.
- Patrz, że też nigdy na to nie wpadłam. To całkiem interesująca twórczość - stwierdziła, bo w tej chwili nic bardziej sensownego nie przyszło jej do głowy.
Spojrzały na siebie i obie wybuchnęły śmiechem. Magda klepnęła się po udzie, a Jagoda aż zapłakała czarnymi łzami, bo świeży tusz się rozpuścił. Znów spojrzały na siebie i ryknęły jeszcze większym śmiechem.
- No widzisz? - chichotała Jagoda.
- A ja się męczę z tą wystawą! - wydusiła z trudem Magda, zabawnie przy tym pokwikując.
- Nie dość, że ciekawe, to jeszcze rozładowuje stres - wykrztusiła przez łzy Jagoda, trzymając się za brzuch, bo właśnie chwyciła ją kolka.
- I jakie to proste! - Artystka zwijała się już ze śmiechu.
- I apetyczne.
- I nowatorskie!
- I e-ko-lo-giczne!
- I świeże, żeby nie powiedzieć dzisiejsze!
Rechotały dłuższy czas, pokładając się na krzesłach. Potem Jagoda, ostatkiem sił łapiąc oddech, oświadczyła:
- Ty sprzątasz, bo ja mam kolkę - i trzymając się za prawy bok, wystękała: - ała, ała!
Magda posprzątała i nalała im obu świeżej kawy z ekspresu. Znów usiadła przy stole i badawczo spojrzała na przyjaciółkę.
- Co zamierzasz z tym zrobić? - spytała poważnie.
- Z czym? - zdumiała się Jagoda, która w pierwszej chwili skojarzyła pytanie z rogalikiem, dopiero co sprzątniętym z podłogi.
- No z tym romansem.
- Aaa. Nie wiem. - Jagoda natychmiast posmutniała.
- A co mówi Leszek?
- W tym problem, że nic. - Bezradnie wzruszyła ramionami. - Oświadczył, że pogadamy, jak wróci z pracy.
- No jasne, musi się skonsultować z tą flamą. A swoją drogą, co to za cizia?
- Jakaś koleżanka z firmy.
- Klasyka. - Magda ze zrozumieniem pokiwała głową. Od dawna nie miała dobrego zdania o mężu przyjaciółki, a poza tym znała wiele podobnych historii małżeńskich. - A jaka ona jest?
- Młodsza ode mnie.
- Pomyśl, jak byś się czuła, gdyby cię zdradzał ze starszą... Czekaj, nie to chciałam powiedzieć. Buc jeden! - zdenerwowała się Magda.
- To mój mąż! - upomniała ją Jagoda.
- Przepraszam.
- Powiedział, że ją kocha - westchnęła.
- To przynajmniej z miłości cię zdradza.
- Powiedział, że mnie kocha - mruknęła znowu Jagoda, patrząc przed siebie w zamyśleniu.
- Ją - uprzejmie poprawiła Magda.
- Mnie!
- Zaraz, zaraz, chyba się pogubiłam. To kogo on w końcu kocha?
- Siebie! Pieprzony egoista! - wypaliła ze złością Jagoda.
- To akurat wiem od dawna - zgodziła się Magda. - Ale którą z was kocha?
- Obie. Powiedział, że obie nas kocha... To chyba znaczy trójkącik.
- I zgodziłaś się?
Jagoda jęknęła.
- To bez znaczenia. Kimkolwiek ona jest, nie zmienia to faktu, że on mnie zdradza od trzech lat.
- Żartujesz? Od trzech lat? - Magda wybałuszyła i tak już wielkie oczy, które w tej chwili osiągnęły średnicę niemal starych pięciozłotówek z rybakiem. - Nieźle się ukrywali, ale to znaczy, że to nie jest przelotny, nic nieznaczący skok w bok.
- Tak, i dlatego jest mi jeszcze trudniej. Jak on mógł mi to zrobić i to po tylu latach małżeństwa?
- Co za różnica, po ilu. Zdrada to zdrada - zauważyła rozsądnie Magda.
- Fakt - przyznała Jagoda.
- Słyszałam kiedyś historię, jak to żona dowiedziała się o zdradzie ukochanego męża dopiero po jego śmierci. Okazało się, że ten skądinąd zazdrosny o swoją małżonkę, kochający i szanowany pan ma dwoje kilkunastoletnich dzieci z nieprawego łoża. Pomyśl, co ona wtedy czuła? - powiedziała z niesmakiem Magda i skrzywiła się wymownie. - Można sobie wyobrazić, jak ciężko jej było opłakiwać śmierć mężczyzny, którego kochała przez ponad trzydzieści lat, a który okazał się niegodny tej miłości. Jak wielki musiał być żal, gdy uświadomiła sobie, że prawie przez całe życie była oszukiwana? Żyjącemu mogłaby chociaż nawymyślać, powiedzieć, jaki z niego drań, albo na przykład rozbić mu wazon na głowie, żeby wyrzucić z siebie złość. Świetnie! Jakaż to ulga, kiedy można w pierwszej fazie wściekłości wyładować swoje emocje bezpośrednio na winowajcy. A co mogła zrobić ta kobieta, skoro facet kopnął w kalendarz? Zdemolować sobie mieszkania nie warto, a nawrzucać już nie miała komu. Jednak niezależnie od tego, dokąd sprawca tragedii odchodzi, w zaświaty czy do innej kobiety, zdrada pozostaje zdradą, a cały mit o nim pryska - skwitowała, dolewając sobie kawy z dzbanka. - Pozostaje tylko rozczarowanie i żal za utraconym, wyimaginowanym wizerunkiem kogoś, kto tak naprawdę wcale nie istniał. - Westchnęła. - Może to lepiej, że dowiedziałaś się już teraz, a nie dopiero po trzydziestu latach małżeństwa.
- Chyba wolałabym wcale się nie dowiedzieć. Zupełnie nie wiem, co teraz zrobić. Rano powiedział mi, że z niej nie zrezygnuje, a to znaczy, że albo muszę zaakceptować trójkącik, albo odejść. Przecież to nienormalne - Jagoda znów miała łzy w oczach.
- Niemoralne - sprostowała Magda.
- Niech będzie i jedno, i drugie, nienormalne i niemoralne - uznała Jagoda, idąc na kompromis.
- Słusznie - zgodziła się przyjaciółka, a po chwili dodała z oburzeniem: - To po prostu łajdactwo!
Zamilkły obie pochłonięte własnymi myślami.
- A swoją drogą, ciekawe, co to za jedna? - przerwała ciszę Jagoda, głośno odstawiając kubek z kawą obok talerzyka po rogalikach.
- Mówiłaś, że to jakaś baba z firmy.
- Tak, ale chciałabym wiedzieć o niej coś więcej. Kim ona jest? Z wyglądu jest bardzo młoda i plastikowo atrakcyjna - ciągnęła, znów biorąc kubek do ręki. - Włosy ni to rude, ni to blond, jakieś takie złotawe.
- Jesteś pewna, że chcesz wiedzieć? Przecież to niczego nie zmieni.
- Sama nie wiem - zwątpiła Jagoda. Czy to ma sens? Może będzie jeszcze bardziej bolało, jak dowie się wszystkiego. Przez chwilę wahała się, prowadząc wewnętrzną walkę ze sobą. - Chyba tak, jestem po prostu ciekawa.
- W takim razie zapytam mojego Radka, może coś będzie wiedział, w końcu mamy wspólnych znajomych.
Jagoda westchnęła ciężko, robiąc przy tym żałosną minę. Ta sytuacja ją przytłaczała.
- Magda, co ty byś zrobiła na moim miejscu?
- Nie wiem - przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Mam kompletny mętlik w głowie. Nie mogę sobie tego wszystkiego poukładać - biadoliła zrozpaczona. - Nawet nie wiem, jak z nim rozmawiać.
- Ja też nie wiem. - Zasępiona Magda zaczęła się zastanawiać, co by zrobiła, gdyby jej ślubny Radek zrobił coś takiego i po dłuższej chwili rozmyślań nie przyszło jej do głowy nic innego, jak tylko to, że by go zabiła, ale tego nie zamierzała podpowiadać.
- Ja chyba oszaleję - jęczała Jagoda, teatralnym gestem chwytając się za głowę.
- Jagódko, bardzo chciałabym ci pomóc, ale wierz mi, nie wiem jak.
- Już zaczyna mi się we łbie mącić od tych wszystkich myśli, które do niczego nie prowadzą. - Nerwowym ruchem potarła czoło.
W kuchni ponownie zapadła cisza, tylko za oknem słychać było warkot przejeżdżającego w pobliżu samochodu.
- Wiesz co? Mam pomysł. Wyjedź gdzieś na jakiś czas i ochłoń. Moim zdaniem Leszek już zajął stanowisko, a ty, zanim podejmiesz ostateczną decyzję, musisz się dobrze zastanowić, żeby wiedzieć, co dla ciebie jest najważniejsze. W takim przypadku lepsza jest zimna kalkulacja, a emocje są nie na miejscu. Odpoczniecie trochę od siebie, a potem wóz albo przewóz. Jeśli wyjedziesz, przynajmniej się przekonasz, co was jeszcze łączy i czy jemu na tobie zależy. Może Leszek zatęskni i zrozumie, że popełnił błąd. A ty, jak już nabierzesz dystansu, sama zdecydujesz, jak powinnaś postąpić. Możesz nawet obmyślić plan, w jaki sposób o niego zawalczyć, oczywiście, jeśli nadal będziesz tego chciała.
- Ale gdzie ja mam jechać, i to sama? - spytała nienaturalnie wysokim tonem Jagoda.
Patrząc na przyjaciółkę, Magda odniosła wrażenie, że ta jest już bliska histerii.
- Hm. Nie znasz żadnego miejsca, gdzie mogłabyś odpocząć i czuć się swobodnie? - zapytała niezwykle łagodnie, chcąc w ten sposób pozytywnie wpłynąć na nastrój Jagody.
- Każde miejsce, które przychodzi mi do głowy, wiąże się z Leszkiem. Wszyscy znajomi są naszymi wspólnymi znajomymi, a wolałabym uniknąć krępujących pytań i ciekawskich spojrzeń - wyjaśniła już nieco spokojniej.
- No tak - stwierdziła w zamyśleniu Magda - to by nic nie dało. Lepiej, żebyś mogła być bardziej anonimowa... Hmm... Poczekaj, już wiem! - wykrzyknęła radośnie. - Słuchaj uważnie. Kilka lat temu byłam na plenerze w bardzo ładnym pensjonacie. Właściwie to nie jest pensjonat, tylko prywatny dom przypominający stary dworek. To coś na kształt agroturystyki, którą prowadzi miłe małżeństwo. On jest rzeźbiarzem, a ona historykiem sztuki. Oboje uwielbiają towarzystwo i często wynajmują pokoje gościom, zazwyczaj artystom. Czasem organizują warsztaty. To naprawdę spokojne miejsce, zresztą o tej porze roku mają tam martwy sezon. Ci właściciele są jak rodzina, kochani, bardzo dyskretni i życzliwi, dlatego przyjeżdżają do nich ludzie, którzy potrzebują albo ciszy do pracy, albo odpoczynku, żeby naładować akumulatory. I co ty na to? - zapytała wyraźnie ucieszona swoim błyskotliwym pomysłem.
- No nie wiem - mruknęła z powątpiewaniem Jagoda.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.