Szczęściara - Monika Lechowicz-Ziółkowska

-
Proszę czekać

Spis treści

ZAMIAST WSTĘPU

SŁOWO JEST JAK...

A POEZJA?

AUTOPREZENTACJA

SZCZĘŚCIARA

CARMINA BURANA

NIEZIEMSKA

IDY MARCOWE

SIERPNIOWE ROZRACHUNKI

CO JA TU ROBIĘ?

OGLĄDAM SIĘ ZA SIEBIE

ŻYCIE MOJE

CZEKAM NA WIOSNĘ

LATO

MAZURSKA KOŁYSANKA

BRATEK

NIEZAPOMINAJKA

DZIEŃ SŁOŃCA

MAZURSKA BALLADA

KOCHAĆ DZIECKO

OKRUSZEK

JAK ATLANT

ROZMOWA Z SYNKIEM

UCZŁOWIECZANIE CZŁOWIEKA...

UCZŁOWIECZANIE CZŁOWIEKA

TWOJA PRAWDA

LUDZIE PIĘKNIEJĄ JAK ANIELI

DA CAPO AL FINE

BYLIŚMY, JESTEŚMY...

CZAS ŻYCIA

ANIOŁ TO CZY DIABEŁ?

A MÓWIŁEŚ, ŻE WIERZYSZ BOGU

BOŻE W NIEBIE WYSOKIM

PROŚBA DO BOGA

NIEZNAJOMOŚĆ RZECZY

NIE ZAPIERAJ SIĘ SIEBIE

MIĘDZY SCYLLĄ A CHARYBDĄ

FAUST

NOSTRA CULPA

NADZIEJA

LUDZIE

MŁODOŚĆ

DEZERTER

WOJOWNIK

AUSTRIACKIE GADANIE

DO CZŁOWIEKA

CZŁOWIEKU!

CODZIENNOŚĆ

RACHUNEK NIEPRAWDOPODOBIEŃSTWA

CZŁOWIEK CZŁOWIEKA SZUKA

W LABIRYNCIE MIŁOŚCI

SAMA JESTEM

MIŁOŚĆ

PIOSNECZKA O SZCZĘŚCIU

MARZENIE

KIEDY ONA GO POKOCHAŁA?

MAGICZNA ANNA

MÓJ CICERONE

ZAUROCZENIE

* * *

NOC

TO PYTANIE

DLACZEGO

JAK BŁYSKAWICA

DESZCZ TO CZY ŁZY?

DRZWI DO NIEBA

ŚPIEWANIE MOJE

ZOSTAŃ

KOŁYSANKA

CZAS PRZESZŁY NIEDOKONANY

NAS JUŻ NIE MA

A W KRAKOWIE

NA JAWIE

A WE ŚNIE

BEZGRZESZNI

JUDASZE

JUDASZOWA PRAWDA

CZUŁOŚĆ

* * *

ZAZDROŚĆ

POST SCRIPTUM

RAJ

ZAMIAST ZAKOŃCZENIA

SUMMA

ZAMIAST WSTĘPU

SŁOWO JEST JAK...

Chleb, który głód usypia i sytość głodnemu daje,

Woda, która gasi żar ciała i wielkie pragnienie,

Busola, która wiedzie wędrowca przez rozstaje,

Cień, który od słońca spiekoty daje wytchnienie,

Magnes, który nieodparcie przyciąga do siebie,

Pieszczota, która wzbudza przesłodkie dreszcze,

Ptak, który dosięga obłoków na wysokim niebie.

Słowo, słowo...

Z czymże by można je porównać jeszcze?

Z kluczem, który zamknięte drzwi na oścież otwiera?

Ogniem, który ogrzewa, choć pożogą spopielić może?

Kamykiem w bucie, który stopę tak boleśnie uwiera?

Drzazgą, która swym ostrzem rani serce niby nożem?

 

Słowa wypowiedziane – choćby szeptem – jak na wiatr rzucone,

Czy pismem odręcznym, czy drukowanymi złotymi czcionkami,

Na papierze czerpanym albo na kartce z zeszytu uwiecznione,

To niebem, to piekłem są człowieka - więc liczmy się ze słowami!

A POEZJA?

Gdy wielka poetessa swoją pasję opowiada poezją,

Białym wierszem wyliczając godne stwórcy motywy:

"Radość pisania,

Możność utrwalania,

Zemsta ręki śmiertelnej",

Jestem zawstydzona jej słownych igraszek finezją

I coraz to twarz mą rumienią tego wstydu przypływy.

 

A choć mój rozum rozumie jej sprawstwo nieokiełznane,

A może nawet i podziwia świata tak zręczne zmyślenie,

Które utkane z tego wszystkiego, co dawno już nazwane,

Uczuć mych nie sięga – one zostają milczące jak kamienie.

 

Może to dlatego, że jestem zaledwie kronikarką banalną,

Która chce zapisać wszystkie życia naszego mgnienia,

I te budzące zdumienie swą pointą nieprzewidywalną,

I te z dawna przeczuwane, a wciąż nie do uwierzenia.

 

W tej kronice tak wielkie uczuć i zdarzeń pomieszanie,

Że radość pisania ze smutkiem i goryczą się tu przeplata

I przekleństwem się wtedy staje ta możność utrwalania,

Tak było i tak będzie – od początku aż do końca świata!

SIERPNIOWE ROZRACHUNKI

Mam już dość podglądania tej waszej sytej błogości

I bezwstydnej pewności, że można bez przebaczenia

Żyć na cudzy rachunek – tak bezkarnie i bez litości –

Brać garściami nie swoje szanse, nie swoje marzenia.

 

Mam już dość tej kamiennej codzienności, co się darzy

W takiej beznadziei, jak chochołów taniec pokraczny,

Wśród ludzi bez honoru, bez wstydu i bez twarzy,

W czas gorzki jak piołun – tak smutny i nieudaczny.

 

Nie ma już we mnie zgody na to wieczne czekanie

Na marzenia, że kiedyś wreszcie... jutro może...

Skończy się to żałosne nasze przeglądanie

W lustrze historii – mam Ci zawierzyć, Boże?

 

Że ojcu memu odpłacisz za to życie głodne, wypędzone,

Przez bitewnych wiorst tysiące tęskniącemu do ojczyzny,

Marzącemu dla swych dzieci czasy lepsze i spełnione

W skromnym gnieździe cichej, bezpiecznej ojcowizny.

 

Jak długo jeszcze przyjdzie nam trwać w tej ufności,

Że Ty wszechmogący jesteś – tak w niebie, jak i na ziemi

Widzisz wszystko i w swej ojcowskiej roztropności

Dasz wszystkim, na co zasłużyli! I będą rozliczeni...

CO JA TU ROBIĘ?

Zagubiona w bezsensie pustych rąk,

Udręczona słowami bezgłośnymi,

W tłumie głodnym i ponurym,

Przybyła tu nie wiadomo po co...

Odkładam siebie na POTEM

(Na jakieś lepsze czasy?).

Szczęśliwa błyskiem czystej filiżanki,

Uładzona jak książki na półce,

Spokojna ciszą uśpionego domu...

Czasami tylko nieśmiałym ukradkiem

Odchodzę. Dochodzę do siebie?

Przez jakieś szaleństwo

Pisania po nocy, by rano

Zaprzeć się siebie i poddać

Zwątpieniom, które jak bezpańskie koty

Zielonymi ślepiami

Proszą o miskę mleka...

 

Między prawem do życia

A ochotą na "nie"

Jest to wszystko,

O czym śnię...