Szczerze - Donald Tusk

Kup ebooka

34.99 zł
31.49 zł (20,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
PONIEDZIAŁEK
1 GRUDNIA 2014

Lepszego początku nie mogłem sobie wymarzyć. Budzę się w dość podłym nastroju, jem szybko śniadanie i nagle słyszę: trach! Siekacz mi się ułamał. Patrzę w lustro z niepokojem, zaraz mam inauguracyjne wystąpienie, tysiąc ludzi, kamery, szlag by to trafił. Na szczęście ubytek szkliwa mało widoczny. Mam jeszcze godzinę na przygotowanie, ale nie mogę znaleźć kartki z przemówieniem. Dzwonię spanikowany do Beaty. Oczywiście nie odbiera.

Ruszamy z hotelu do budynku Rady piechotą, jak na złość ulice całe oblodzone, co się w Brukseli zdarza bardzo rzadko. Czuję dreszcze, sam nie wiem, czy to mróz, czy trema.

W wielkim holu Rady tłumy, Van Rompuy przemawia krótko i serdecznie, przekazuje mi insygnium władzy, czyli mały dzwonek służący do uciszania sali, i oddaje głos. Chcę, żeby moje pierwsze wystąpienie precyzyjnie oddawało moje intencje. Mam na to pięć minut, to nie jest premierowskie exposé (niektórzy wciąż mi wypominają słynne trzy godziny w Sejmie z 2007 roku). Mówię z autentycznym przekonaniem: "Przychodzę tutaj z głębokim poczuciem celu. W tych trudnych czasach Europa potrzebuje sukcesu. A na sukces Europy powinny się złożyć w najbliższych latach - moim zdaniem - cztery rzeczy:

Po pierwsze, ochrona naszych podstawowych wartości: solidarności, wolności, jedności wobec zagrożeń, na które Unia i jej jedność są narażone zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz. Dzisiaj nie tylko eurosceptycy kwestionują wartość Unii; Unia ma nawet wrogów. Polityka wróciła do Europy. Historia znów puka do drzwi. A takie czasy wymagają zdecydowanego przywództwa i jedności politycznej.

Po drugie, potrzebujemy bezwzględnej determinacji, by położyć kres kryzysowi gospodarczemu. Musimy dokończyć budowę prawdziwej unii gospodarczej i walutowej. Traktuję to zadanie bardzo poważnie. I musimy pamiętać, że nasza wspólna waluta, euro, jest naszym atutem, nie słabością.

Po trzecie, Unia Europejska musi być silna na arenie międzynarodowej. Europa musi zadbać o bezpieczeństwo swoich granic i wspierać tych w swoim sąsiedztwie, którzy podzielają jej wartości.

I po czwarte - rdzeniem wspólnoty demokratycznych państw są stosunki między Europą a Stanami Zjednoczonymi. I my, i Amerykanie odpowiadamy za przyszłość naszych relacji. Przyszły rok będzie tu kluczowy. W tych wszystkich sprawach - na każdym etapie - będę potrzebował waszej pomocy".

(...)Dzwoni prezydent Obama. Kiedy Biały Dom rano zwrócił się z propozycją tej rozmowy telefonicznej, moja belgijska sekretarka trzymająca się twardo kalendarza odpowiedziała, że dziś nie będzie to możliwe, bo mam już umówione spotkanie z Jeanem-Claude'em Junckerem, przewodniczącym Komisji Europejskiej. Niech próbują kiedy indziej. Zdębieli. Na szczęście ktoś usłyszał tę rozmowę i szybko naprawił gafę.

Podobna sytuacja zdarzyła się w Polsce, gdy byłem premierem. Obama zadzwonił do mnie o dwudziestej swojego czasu. Odebrał dyżurny i grzecznie poinformował, że jest druga w nocy i o tej porze premier śpi. Amerykanie nie są przyzwyczajeni do takiego traktowania, ale jakoś to przełknęli. Zadzwonili następnego dnia koło południa.

Obama ma świadomość, że bardziej proamerykańskiego przewodniczącego Rady nie mógłby sobie wymarzyć. Być może dlatego nasza rozmowa jest bardzo serdeczna.

ŚRODA
28 STYCZNIA 2015

Dramatyczna rozmowa telefoniczna z Poroszenką. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, rzucił: "My tu, na Wschodzie, mamy prawdziwą wojnę, a świat się biernie patrzy. Pomóż!".

Od paru dni trwa ofensywa wspieranych przez Rosję separatystów na Wschodzie. Tak jakby zawartego we wrześniu porozumienia mińskiego o zawieszeniu broni nigdy nie było. Ofensywa idzie w kierunku Mariupola nad Morzem Czarnym. Dotąd nie było tam wojny. Tymczasem w Brukseli Federica Mogherini przygotowała już plan poprawy relacji z Rosją. Wkrótce ma ją o nim dyskutować ministrowie spraw zagranicznych i wielu z nich jest gotowych go poprzeć.

Rozmawiam z Merkel w Berlinie. To od niej w dużej mierze zależy postawa całej Unii wobec Ukrainy. Bez reszty zaangażowała się w to mińskie porozumienie, a do tego wciągnęła do gry Hollande'a. Jak długo są w tej sprawie razem, mam szanse na skuteczne wspieranie Ukrainy. Wczoraj w Paryżu badałem pod tym kątem Hollande'a. Francja jest słabszym ogniwem układu, więc zacząłem od niego.

Cztery dni temu opublikowałem pierwszy tweet, który wzbudził autentyczne emocje, a także krytykę w Brukseli. Usłyszałem, że wychodzę ze swojej roli i narzucam swoje poglądy innym. A przecież napisałem o czymś oczywistym, że appeasement, polityka ustępstw, tylko zachęca agresora do większej przemocy i że nasza polityka wobec Rosji musi bazować na faktach, a nie iluzjach. Teraz chcę, żeby cała Unia potępiła nowe akty rosyjskiej agresji. Kilkanaście godzin później udaje mi się nakłonić Unię do twardszego stanowiska. (...)

CZWARTEK
26 LUTEGO 2015

Za dużo spotkań, to jak taśma fabryczna, tezy przygotowane na kartce, gość swoje, ja swoje, uściski dłoni, flagi, zdjęcie, następny proszę. Niby wiem, że to tak musi wyglądać, ale wszystko się we mnie buntuje. (...)

WTOREK
3 MARCA 2015

Dziś zaczyna się kluczowa rozgrywka o utrzymanie sankcji przeciwko Rosji. Dostajemy sygnały, że Renzi i Hollande miękną. Potrzebna jest kontrakcja. Organizujemy więc wideokonferencję z tą dwójką oraz Obamą, Merkel i Cameronem. Piotr jest przekonany, że Renziemu głupio będzie przeciwstawić się otwarcie Obamie, który wciąż jest idolem włoskiej lewicy. Hollande zaś nie przeciwstawi się otwarcie Angeli, z którą był przecież w Mińsku.

Zaczynam konferencję od informacji z frontu. Poroszenko dobrze mnie przygotował, mówię o ponad tysiącu naruszeń zawieszenia broni przez prorosyjskich separatystów, o codziennych ofiarach po stronie ukraińskiej i potrzebie decyzji o utrzymaniu sankcji do końca roku, bo tyle czasu daliśmy na wprowadzenie Mińska w życie. Merkel i Cameron jednoznacznie mnie popierają. Hollande mówi, że nie ma co się spieszyć, a Renzi potakuje i tłumaczy, jak bardzo Włochy cierpią z powodu sankcji. Teraz czas na Obamę. Mówi to, na co się wcześniej umówiliśmy. "Nie możemy ustąpić przed Putinem. Stany nie zdejmą sankcji do końca roku i liczymy na to, że Europa będzie solidarna. Jeśli Matteo i François mają inne zdanie, niech powiedzą wyraźnie, chcę to wiedzieć. Będzie to znaczyć, że Ameryka i Unia podzieliły się w sprawie Rosji". (...)

CZWARTEK
23 KWIETNIA 2015

Właśnie kończę nadzwyczajne posiedzenie Rady. Cztery dni temu dotarła do nas kolejna tragiczna informacja: utonęło ponad ośmiuset migrantów w Cieśninie Sycylijskiej. Kuter przemycający ludzi usiłował dobić do burty portugalskiego frachtowca, który odpowiedział na sygnał SOS wysłany zaraz po wypłynięciu łodzi na wody międzynarodowe. Ale manewr był tak nieudolny, że łódź się przewróciła. Udało się uratować zaledwie kilkadziesiąt osób. To nie pierwsza taka tragedia, lecz jej rozmiary przytłaczają. Dzwonią maltański premier Joseph Muscat i Matteo Renzi z Włoch, żądają natychmiastowego zwołania nieformalnego posiedzenia Rady. Zgadzam się, tu nie ma co dyskutować, chociaż zdaję sobie sprawę, że słowa i deklaracje nikomu życia nie przywrócą.

Unia prowadzi od pewnego czasu działania na Morzu Śródziemnym - "Posejdon" na wschodzie, "Tryton" od włoskiej strony. Chodzi w nich o dwie rzeczy - ściganie przemytników i ratowanie tonących. Problem polega na tym, że im więcej ratujemy, a następnie odwozimy do portów europejskich, tym więcej jest chętnych do migracji tą drogą. Iście diabelska alternatywa: ratować, prowokując kolejne fale migrantów, czy pozwolić, by ginęli bez pomocy? To drugie przecież nie wchodzi w rachubę! Ale Orbán przekonuje, że intensyfikacja akcji ratowniczych to droga donikąd. "Jeśli wyślemy sygnał, że będziemy wszystkich ratować, miliony rzucą się, by do nas płynąć. A w konsekwencji będziemy mieli więcej imigrantów i więcej trupów".

Racjonalne argumenty, gdy brzmią zbyt cynicznie, nie przekonują. (...)

ŚRODA
27 MAJA 2015

Komisja Europejska przedkłada propozycję obowiązkowej relokacji czterdziestu tysięcy uchodźców. Ma przy tym pełną świadomość, że propozycja łamie zasadę dobrowolności uzgodnioną na kwietniowym szczycie. Przestrzegałem Junckera jeszcze przed publikacją, że to poważny błąd. Taka propozycja nie tylko łamie konkluzje Rady, ona przede wszystkim prowadzi do dramatycznego podziału Europy. Państwa członkowskie na Wschodzie nie zgodzą się na ten mechanizm. Tłumaczyłem mu, że cieszyć się będą z tego głównie populiści, którzy dostaną paliwo do walki politycznej z Unią i z liberalną demokracją.

W październiku mamy wybory w Polsce.

SOBOTA
17 PAŹDZIERNIKA 2015

Czytam, że Kaczyński na swoich wiecach wyborczych straszy Polaków uchodźcami. Mają przenosić "różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, ale mogą tutaj być groźne". W Mińsku Mazowieckim krzyczał, że Unia zmusza Polskę do przyjęcia stu tysięcy muzułmanów, "słyszałem, że takie decyzje zostały już podjęte". A poza tym imigranci obniżą nam standard życia, zabiorą pracę i będą zagrożeniem dla naszych dzieci. "Mamy moralne prawo odmówić pomocy" - twierdzi.

Pomstują na niego, że kłamie. Albo że nie wie, o czym mówi, bo jest kompletnym ignorantem, nie zna świata, boi się go. Obawiam się, że dobrze wie, co mówi i co robi, podobnych do niego amoralnych cyników pełno jest w europejskiej polityce. Ich żywiołem jest ludzki lęk. Kiedy ludzie mniej się boją, oni pozostają na marginesie polityki, kiedy bardziej, wietrzą swoją szansę i jeśli są wystarczająco cyniczni, wykorzystują ją. A dziś ludzie boją się coraz bardziej: terroru, wojny przy naszych granicach, braku granic, o którym kiedyś marzyli.

To w końcu zrozumiałe. Problem w tym, że są politycy, którzy są mistrzami od lęku, prowokują go, pielęgnują. Lęk powoduje agresję, wystarczy wtedy wskazać wroga, a samemu grać rolę twardego obrońcy. Wróg musi budzić równocześnie strach i pogardę - a to się da zrobić za pomocą języka. Przećwiczone w przeszłości. Czego prawie każdy człowiek boi się i brzydzi równocześnie? Robactwa. No więc obcy, czy to Żyd, czy muzułmanin z Syrii, bez znaczenia, przenosi pasożyty. Pasożyt, epitet namiętnie używany przez hitlerowców i stalinowców. No więc teraz Unia chce nam wmusić sto tysięcy innowierców, do tego kolorowych - teraz mówią "ciapatych" - z których każdy przenosi insekty i jest potencjalnym terrorystą. A Tusk z Kopacz chcą ich do Polski wpuścić. Proste? Proste.

PIĄTEK
22 KWIETNIA 2016

Już ponad pół miliona ludzi obserwuje mnie na Twitterze. Tyle samo na oficjalnym koncie szefa Rady. To moje w pełni niezależne medium, o dużym zasięgu, do dyspozycji przez całą dobę. Niektóre wpisy wywołują w Polsce prawdziwą burzę, jak ten sprzed czterech dni po wypowiedzi Bono o Polsce i groźbie nacjonalizmu. Pisowscy politycy rzucili się na lidera U2, więc w reakcji zatweetowałem trzy słowa: "Pro publico Bono". No i rozpętało się piekło. Twitter może być skutecznym narzędziem komunikacji, dopiero się tego uczymy, ale już niedługo zrewolucjonizuje politykę.

CZWARTEK
12 MAJA 2016

Smutna refleksja po spotkaniu z prezesem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości Koenem Lenaertsem. Polska staje się powoli gorącym tematem dla prawników i sędziów w całej Europie, niepokojącym przykładem odchodzenia od rządów prawa i ładu konstytucyjnego. Nie wiem, czy w Warszawie zdają sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje mogą wyniknąć z tej brutalnej i niepotrzebnej szarży Kaczyńskiego na polski system prawny.

CZWARTEK
23 CZERWCA 2016

Dyskretna wizyta Jonathana Hilla, brytyjskiego komisarza, mojego sąsiada z Rue Blanche, mieszka piętro niżej. Mówi, że dokładnie wie, kiedy goszczą u nas wnuki, bo słychać, jak gramy wtedy w domu w piłkę. Pytam, jaki wynik referendum obstawia, to już jutro. Wygramy czterema procentami - mówi. Jest, co zrozumiałe, zwolennikiem pozostania w Unii. "Obawiam się, że nie ma pan racji, że przegramy" - odpowiadam. Brytyjczyk oczywiście przyjmuje zakład, ale gotów jest postawić tylko jednego funta.

Dziś kończę obdzwanianie wszystkich stolic. Ustalam wspólną komunikację na wypadek przegranej, żeby nie było nerwowych reakcji albo autorskich pomysłów na to, co dalej z Unią. Prawie wszyscy reagują tak samo: daj spokój, przecież antybrexitersi wygrają. Zgadzają się jednak, że warto, na wszelki wypadek, ustalić spójny przekaz. Sami będą czekali na moje wystąpienie, które wygłoszę po pierwszych oficjalnych wynikach.

PIĄTEK
24 CZERWCA 2016

Prawie całą noc nie spałem, śledząc online podliczanie rezultatów głosowania. Przed północą podano jakieś internetowe sondaże pokazujące zwycięstwo "Europejczyków", ale szybko spływające wyniki mówiły co innego. Kiedy o czwartej nad ranem przyszły wyniki z Birmingham, gdzie minimalnie wygrali brexitersi, zrozumiałem, że przegraliśmy. Chociaż do wczoraj zgrywałem Kasandrę, która trafnie przewiduje nieszczęścia, w głębi duszy wierzyłem, że Brytyjczycy wybiorą Europę.

Cameron w "Historii wielkich błędów", jeśli taka powstanie, będzie miał cały rozdział. Podjął decyzję o referendum z dość marnych pobudek, żeby zjednać eurosceptyków w szeregach własnej partii. Wybrał do tego najgorszy z możliwych momentów, w szczycie kryzysu migracyjnego i po fali zamachów. Był też zupełnie nieprzygotowany do kampanii. Zakładał, że jeśli wynegocjuje ustępstwa ze strony Unii, a uzyskał ich więcej, niż powinien, to wygra referendum. A tymczasem pies z kulawą nogą się tym nie przejął i w kampanii rozstrzygające okazały się kłamstwa i emocje, a nie racjonalne argumenty. (...)

WTOREK
13 WRZEŚNIA 2016

Wizyta w Warszawie. Wchodzę do budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Po raz pierwszy od czasu wyjazdu do Brukseli, więc jestem trochę wzruszony, ale bardzo zimne powitanie działa jak sole trzeźwiące. Minister Waszczykowski dłuższą chwilę zastanawia się, czy podać mi rękę. PiS to jednak stan umysłu.

Wychodzimy z Beatą Szydło do fotoreporterów. W tle flagi polskie i europejskie, nie jest źle. Uściski dłoni, od strony dziennikarzy słyszę: "O, jaki chudy". Traktuję to jak komplement. Samo spotkanie trudne, Szydło i Waszczykowski w nastroju raczej eurosceptycznym, powtarzają w kółko, że Unia wymaga radykalnych zmian, nowego traktatu, że brexit jest zrozumiałą reakcją na arogancję Brukseli. Znam tę piosenkę na pamięć. Namawiam, aby spojrzeli na zjednoczoną Europę jako wartość, o którą powinniśmy się wspólnie troszczyć, a nie wciąż ją atakować. I że dziś Unia potrzebuje nie rewolucji traktatowej, ale politycznej stabilizacji. Gadał dziad do obrazu. Mówią mi, że cała Grupa Wyszehradzka przygotuje propozycję zmian traktatowych, a przecież wiem, że to ostatnia rzecz, jakiej chcieliby w Pradze i w Bratysławie. Zostawiam to bez komentarza, nie chcę psuć i tak nie najlepszej atmosfery.(...)

ŚRODA
9 LISTOPADA 2016

A więc jednak, stało się. Od wczoraj mamy nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. Nowy prezydent, a nawet zupełnie nowy model prezydenta, takiego jeszcze nie było. Trzeba zrobić wszystko, aby relacje europejsko-amerykańskie nie ucierpiały przy okazji tej zmiany. Co już wiem o elekcie? Że nie lubi multilateralizmu i globalizacji, czyli "America first", że potrafi być bardzo brutalny i dobrze się czuje w grze faul, że z wartości najwyżej ceni pieniądze, że ma swobodny stosunek do szóstego i ósmego przykazania, nie przepada za Unią Europejską, za to szanuje i podziwia Putina, i ma obsesję na punkcie Obamy. Jest i chce być nieprzewidywalny, uznaje to za polityczną cnotę.

Donald to celtyckie imię i znaczy tyle, co "władca świata". Podejrzewam, że każdy, kto je nosi, sprawdził jego etymologię. Trump zaś znaczy po angielsku mniej więcej tyle, co Tusk po kaszubsku: biorąca karta, tuz, as. Muszę się przyzwyczaić do tego, że kiedy w przestrzeni publicznej będzie się teraz pojawiać imię Donald, raczej na pewno nie będzie to informacja na mój temat. Skrót PDT też od dziś oznaczać będzie kogoś innego.

Wygłaszam krótki komentarz ("Nie ma innej opcji dla Unii i Stanów Zjednoczonych jak tylko bliska współpraca, Unia pozostaje silnym partnerem Ameryki, na którym zawsze będzie można polegać i tego samego oczekujemy od Waszyngtonu"), a potem wysyłam długi i serdeczny list gratulacyjny.

CZWARTEK
25 MAJA 2017

Gościem Europa Building był dzisiaj prezydent Trump. W związku z tą wizytą Juncker ochrzcił nasz budynek nową nazwą: Tusk Tower. Najciekawsze jest oczywiście spotkanie w wąskim gronie. Oprócz Trumpa i mnie - sekretarz stanu Tillerson i Juncker. Trump bardzo krytycznie mówi o Ukrainie. Zaskakuje mnie, używając argumentów typowych dla języka rosyjskiej propagandy. Słowo w słowo. Jakbym słuchał Putina jakieś siedem lat temu. Sprawia wrażenie przekonanego, że uda mu się zawrzeć jakieś porozumienie amerykańsko-rosyjskie w sprawie Ukrainy ponad naszymi głowami. Nie ma rozeznania w detalach, ale jest za to bardzo pewny siebie. (...)

WTOREK
18 LIPCA 2017

Patrzę na posła Piotrowicza, jak wysługuje się swojemu protektorowi w misji niszczenia ładu prawnego i konstytucji. Kaczyński zawsze miał słabość do ludzi, którzy z racji uległego charakteru albo grzechów przeszłości gotowi byli mu służyć bez żadnych hamulców. Dziś jego nowy ulubieniec krzyczy z mównicy sejmowej "Precz z komuną!" pod adresem posłów opozycji, z których wielu siedziało w więzieniach, gdy on robił karierę w prokuraturze i PZPR.

Kiedy dawno temu zapytałem Kaczyńskiego, wówczas prezesa Porozumienia Centrum, czy nie widzi, jak marni otaczają go ludzie, odpowiedział z uśmiechem: "Dla mnie partia jest narzędziem do robienia porządków w Polsce, a brudną ścierką też można sporo brudu wytrzeć". Taka filozofia polityczna.

ŚRODA
19 LIPCA 2017

Od ponad tygodnia uważnie śledzę wydarzenia związane z pseudoreformą wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Z jednej strony pięści same się zaciskają na myśl o tym, jak PiS próbuje podporządkować sobie sądy, z drugiej łzy wzruszenia napływają do oczu na widok wielotysięcznych manifestacji. Trudno skupić się na bieżącej pracy. Sejmowa większość głosuje zgodnie z instrukcjami z Nowogrodzkiej i nie liczę już na żadną refleksję z ich strony. Niektórzy wierzą, że Duda zrozumie, jak bardzo niebezpieczne jest podporządkowanie sądów jednej partii politycznej. To rozwiązanie, które cofa nas do czasów PRL, a w wymiarze politycznym przesuwa daleko na Wschód. Jako prezydent, który ślubował stać na straży konstytucji, nie może podpisać tych ustaw.

Kanałami dyplomatycznymi informujemy prezydenta Dudę o fatalnych międzynarodowych konsekwencjach działań PiS wobec wymiaru sprawiedliwości. Nie mam zbyt wielkiej nadziei, ale spróbuję się z nim spotkać i wytłumaczyć mu, co grozi Polsce, jeśli ustawy sądowe przejdą w obecnym kształcie.

CZWARTEK
20 LIPCA 2017

Prezydent Duda nie jest zainteresowany spotkaniem ze mną. Ani rozmową o zagrożeniach, jakie dla wizerunku Polski niosą działania PiS wobec wymiaru sprawiedliwości. Taką informację dostaję od Piotra z samego rana. Rozmawiał w tej sprawie z ministrem Szczerskim, który na moją propozycję odpowiedział, że prezydent "nie widzi pola do interwencji ze strony szefa Rady Europejskiej" i że "wyraża zdziwienie, że w tej sytuacji nastąpiło takie wzmożenie instytucji europejskich, bo wszystko odbywa się w zgodzie z porządkiem prawnym".

Nie zamierzam odpuścić. Skoro prezydent Duda nie chce rozmawiać, wydaję oświadczenie, w którym jeszcze raz zwracam się do niego. Skoro nie mogę twarzą w twarz, to próbuję przekonywać na papierze, że "Unia Europejska to nie tylko pieniądze i procedury. To przede wszystkim wartości i wysokie standardy życia publicznego. Dlatego w Europie i na całym Zachodzie wzbiera dziś fala krytyki pod adresem rządzących. Już dawno nie było tak głośno o Polsce i bardzo dawno - tak źle. Możemy ten niebezpieczny trend powstrzymać, ale to wymaga dialogu, gotowości do rozmowy i szybkich, pozytywnych z punktu widzenia polskich obywateli decyzji. Podporządkowanie sądów partii rządzącej w sposób, jaki zaproponował PiS, zrujnuje i tak nadszarpniętą opinię na temat polskiej demokracji. Trzeba zatem znaleźć rozwiązanie, które będzie do zaakceptowania przez Polaków, przez większość sejmową i opozycję, przez prezydenta i UE. Wiem, to trudne. Wymagające ustępstw, wzajemnego szacunku oraz odrobiny zaufania. Trudne, ale wciąż do zrobienia".

Dodaję jeszcze: "Sytuacja, także w wymiarze międzynarodowym, jest naprawdę poważna. I dlatego wymaga poważnych środków i poważnych partnerów. Proszę spróbować, Panie Prezydencie".

Zero reakcji.

CZWARTEK
3 SIERPNIA 2017

Znowu w prokuraturze w sprawie Smoleńska. Trochę ludzi gromadzi się pod budynkiem, media już kilka dni temu podały miejsce i godzinę przesłuchania. Takie gesty solidarności są dla mnie bardzo ważne, wymagają od ludzi odwagi, bo przeciwnicy oczywiście też się pojawili. Czy ktoś kiedyś będzie w stanie zasypać tę przepaść?

Prokuratorzy dobrze przygotowani, czujni, zimne spojrzenia, polują na każdą nieścisłość, słowo "polują" idealnie oddaje atmosferę tego kolejnego wielogodzinnego przesłuchania. Kiedy mówię w pewnym momencie, że na wszystkie te pytania już kiedyś odpowiedziałem jeszcze jako premier, są zaskoczeni, jakby nie wiedzieli o toczącym się już wtedy śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej.

Żegnają mnie grzecznie, ale w oczach jednego z nich, bardzo dociekliwego i podejrzliwego, cały czas widzę tę niewypowiedzianą głośno myśl: i tak cię dopadniemy!

PONIEDZIAŁEK
23 KWIETNIA 2018

W rocznicę mojego głośnego przesłuchania w prokuraturze znów jestem w sądzie. Tym razem zeznaję w procesie wytoczonym Tomaszowi Arabskiemu przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Minęło osiem lat, ale złe emocje i zaciekłe spojrzenia są wciąż takie same. Chociaż nie, bo rozpacz ustąpiła miejsca politycznej rutynie. Pełnomocnicy rodzin są częścią propagandowej machiny, niektórzy nawet nie próbują udawać racjonalnych. Mecenas Hambura z Berlina wygaduje rzeczy, które budzą grymas niedowierzania nawet na twarzach doświadczonych dziennikarzy, widzę, jak łapią się za głowę. Okrutna ironia losu: chcą zrzucić odpowiedzialność za organizację lotu prezydenta na Arabskiego, chociaż dobrze wiedzą, że to ludzie prezydenta odpowiadali za jego wizytę od początku do końca. Do dziś brzmią mi w uszach słowa Lecha Kaczyńskiego: "Nie chcę, żeby ktokolwiek się wtrącał do organizacji mojej wizyty".

ŚRODA
17 PAŹDZIERNIKA 2018

Trochę śmieszno, trochę straszno. Czytam, że polski ambasador przy Unii Europejskiej (zwany Stałym Przedstawicielem) pofatygował się osobiście ze śrubokrętem, żeby odkręcić pamiątkową tabliczkę, na której znajdowało się moje nazwisko. Tabliczka zawisła w 2011 roku, kiedy byłem premierem. Powodem było otwarcie nowej siedziby polskiego przedstawicielstwa przy Unii Europejskiej. Świeżo wyremontowany budynek otwieraliśmy wspólnie z José Manuelem Barroso, Hermanem Van Rompuyem i Jerzym Buzkiem. Dziś rozpoczynamy szczyt Rady Europejskiej i zbieżność tych dwóch wydarzeń zapewne nie jest przypadkowa. Pan Sadoś wolał osobiście odkręcić tabliczkę, zanim mógłby ją zobaczyć premier Morawiecki. Niedługo z oficjalnych fotografii z tamtych czasów znikać zaczną niewygodne postaci.

SOBOTA
23 MARCA 2019

Setki tysięcy osób maszeruje ulicami Londynu, domagając się ponownego referendum. Wieczorem Bartek, siostrzeniec Gosi, przesyła mi zdjęcia plakatów i transparentów z moją podobizną i napisami "In Tusk we trust", "Restoring humanity's faith in Donalds". Widzę je też na Twitterze. Ego mi puchnie do patologicznych rozmiarów. Gosia jest w Sopocie, nie ma więc komu sprowadzić mnie na ziemię.

CZWARTEK
28 MARCA 2019

Bawią mnie niezmiennie polityczni analitycy, którzy niczym zimnowojenni sowietolodzy wróżą z min, gestów i nic nieznaczących przedmiotów. Spotykam się ze Schetyną w moim biurze w Brukseli. Fajna, szczera i przyjacielska rozmowa. Grzegorz wrzuca na Twittera zdjęcie i zaczyna się jazda. A to, że ma postawę zamkniętą i defensywną, a to, że dałem mu małą szklankę, a sobie duży kubek. Ręce opadają. Rozmawiamy głównie o wyborach. Grzegorz mówi, że trudno będzie utrzymać koalicję i wspólnie iść do jesiennych wyborów do Sejmu. Co innego Senat.

O jednej liście do Senatu dyskutowaliśmy już w styczniu w Gdańsku, namawialiśmy do niej Kosiniaka-Kamysza. O wyborach prezydenckich nie rozmawiamy. Ale już pół roku temu mówiłem Grzegorzowi, że powinien szukać innego kandydata, bo ja mogę okazać się kandydatem niewybieralnym. Nie naciska, ma podobne zdanie. Przecież widzi na co dzień, co się dzieje chociażby w telewizji publicznej.

SOBOTA
18 MAJA 2019

Jestem w Warszawie na marszu opozycji. Sporo ludzi, ale Grzegorz spodziewał się chyba większych tłumów. Jest mocno przejęty, tym bardziej że godzinę temu nad Warszawą szalała ulewa, odstraszając wielu warszawiaków od udziału w manifestacji. To jeszcze nie przełom, chociaż liderzy koalicji starają się, jak mogą. Stanęli obok siebie, mimo że wywodzą się z różnych środowisk i partii. Jednak nie czuć w nich energii, jakby nie do końca wierzyli w wygraną. Polska polityka zastygła w klinczu, niby są emocje, ale nie przepływają przez ustalone wcześniej granice. Moja obecność nic tu nie zmienia.

PONIEDZIAŁEK
15 LIPCA 2019

PiS po raz kolejny i ciągle na nowo odbiera lekcje europejskiej polityki. Szydło, mimo że była jedyną kandydatką na szefową komisji zatrudnienia i spraw społecznych w Parlamencie Europejskim, dwukrotnie nie została wybrana. To wynik błędnego i wypaczonego wyobrażenia Kaczyńskiego o tym, jak prowadzić politykę europejską. Zawsze uważał, że będą nas szanowali w Europie tylko wtedy, gdy będziemy głośno krzyczeli, protestowali i sprawiali kłopoty. Owszem, taki kraj jest w centrum zainteresowania reszty europejskich partnerów, ale nie jako podmiot, ale jedynie przedmiot. Spotkanie liderów Europy przypomina czasami lekarskie konsylium, które stara się stawiać diagnozy i szukać recept, a rząd PiS odgrywa najczęściej rolę pacjenta, któremu trzeba czasem pomóc, ale na pewno nie brać pod uwagę jego zdania.

NIEDZIELA
21 LIPCA 2019

Trudno ze spokojem pisać o wczorajszych wydarzeniach w Białymstoku. Czytam o "kontrmanifestantach zakłócających paradę". Ludzie, którzy szarpią i wyzywają młode dziewczyny, którzy całymi grupami gonią, biją i kopią samotnego chłopaka, to nie kontrmanifestanci, tylko polityczni bandyci. Tym gorsi, że robią to z krzyżami w rękach i modlitwą na ustach. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, a kto sieje nienawiść, ten rozpętuje piekło. Od wielu lat Kaczyński szczuje jednych Polaków na drugich, a od czterech lat używa do tego organów państwa i TVP. Polski Kościół katolicki ustami swoich hierarchów niby nie pochwala, ale też nie potępia ataków na mniejszości. Jasnogórscy paulini regularnie organizują zloty dla narodowców i wychwalają "patriotyczną młodzież". Prawicowi publicyści, którzy kiedyś wymyślili termin "przemysł pogardy" opisujący rzekomą nagonkę na Lecha Kaczyńskiego, sami zbudowali prawdziwe kombinaty pogardy i nienawiści. Konsekwentnie atakują, obmawiają, oczerniają, kwestionując prawo do życia w naszym społeczeństwie każdemu, kto nie myśli tak jak oni. Komentuję na Twitterze: "Kibole, antysemici, homofobia - nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy!".

NIEDZIELA
13 PAŹDZIERNIKA 2019

Wygląda na to, że potwierdziły się moje przewidywania. Zresztą nie tylko moje. PiS wyraźnie wygrywa wybory, ale Kaczyński jest przygaszony, nie wygląda na zwycięzcę. On już rozumie, że to może być jego ostatnia wygrana, że coś się już powoli zacina w stworzonej przez niego machinie i że zależny będzie coraz bardziej od swoich "przystawek" - Ziobry i Gowina. Powodów do radości nie ma też Schetyna. PO i Nowoczesna straciły w porównaniu z poprzednimi wyborami kilka procent. Ważą się jednak losy Senatu. Wygrana da całej opozycji jakąś nadzieję i nowe instrumenty. Lewica też przyjmuje wyniki bez entuzjazmu, są niezłe, ale miały być lepsze. Chyba tylko Kosiniak-Kamysz czuje wielką ulgę. Dla niego te wybory są prawdziwym być albo nie być.

System Kaczyńskiego zawali się pod ciężarem zła, jakie wyprodukował. Ale minie jeszcze trochę czasu, "dopóki nie dopełni się miara nieprawości", jak mówi pewien mądry pastor, a mój serdeczny przyjaciel. Opozycja nie jest na to jeszcze gotowa, trzeba sporo pracy, raczej obliczonej na lata niż na miesiące.

NIEDZIELA
20 PAŹDZIERNIKA 2019

Jarosław Gowin wyznał dziś, że nie było zamachu w Smoleńsku. Nie przeszkadza mu to być częścią ekipy politycznej, która na kłamstwie smoleńskim oparła całą swoją strategię zdobycia władzy. To kłamstwo wielopiętrowe i wielowątkowe, budowane cynicznie i wytrwale przez Kaczyńskiego i Macierewicza od pierwszych dni po katastrofie. Potrafili skutecznie podważyć uczciwy, profesjonalny i kompletny raport komisji złożonej z apolitycznych, najwybitniejszych w Polsce ekspertów, kreując alternatywną wersję zdarzeń, która ułatwiła podział narodu na dwa nienawidzące się plemiona. Sprzyjała im ta nieznośna potrzeba symetrii, która kazała wielu dziennikarzom dzielić racje "sprawiedliwie po połowie", czyli "Macierewicz może przesadza, ale druga strona też nie ma czystego sumienia". Bartoszewski zawsze powtarzał, że prawda nie leży pośrodku, tylko tam, gdzie leży, ale mało kto go słuchał. Prawda bywa bowiem zbyt okrutna, czasem zbyt banalna, by ją zaakceptować. Piloci popełnili błąd, decydując się na lądowanie, ale byli pod mocną presją sytuacji, a prawdopodobnie także pasażerów. Jeśli coś pozostało niewyjaśnione do końca, to skala presji, rola prezydenta i treść rozmowy telefonicznej z pokładu samolotu.

Nigdy nie znaleziono najmniejszego powodu, aby uznać, że to był zamach. Teza o zamachu od początku do końca służyła politycznym interesom partii Kaczyńskiego. Po pierwsze, przerzucała całą odpowiedzialność na Rosjan i politycznych przeciwników w kraju; po drugie, unieważniała pytanie o to, kto faktycznie podjął decyzję o lądowaniu; po trzecie, stała się podstawą bohaterskiego mitu z jednej strony i czarnej legendy z drugiej. W konsekwencji wykopała między Polakami przepaść niemożliwą do zasypania przez dekady. Nie wiem, jak nazwać tych wszystkich, którzy wiedząc to wszystko, brnęli w to kłamstwo z oportunizmu i wyrachowania.

ŚRODA
6 LISTOPADA 2019

Gosia, Kasia i Michał dzwonią od rana i pocieszają, jak najlepiej potrafią. Że dobra decyzja, żebym nie przejmował się złymi reakcjami, że większość ludzi mnie rozumie. Akurat.

Robię jeszcze raz rachunek sumienia. Wiem, że już nie sprawdzę, czy kandydowanie było lepszą opcją, wszyscy będziemy skazani na gdybanie. Jedno wydaje mi się bezdyskusyjne - nie kandydując, niweluję w dużym stopniu efekty nieustannej i bardzo intensywnej kampanii negatywnej, którą PiS prowadził w mediach publicznych i prywatnych przez pięć lat przeciwko mnie i moim bliskim. Wciąż mam w głowie raport Anny Mierzyńskiej o tym, jak opisują mnie prawicowe media i w sumie dziwię się, że i tak ponad jedna trzecia rodaków oparła się tej czarnej propagandzie.

To był główny dylemat - startować, bo zmobilizuję "naszych" bardziej niż ktokolwiek inny, czy postawić na kogoś innego, kto mniej zmobilizuje przeciwników.

Już latem pojawiły się opinie, że moje zaangażowanie w wybory do Parlamentu Europejskiego wpłynęło jakoś na mobilizację obu elektoratów i rekordową frekwencję. Ale końcowy bilans okazał się dla opozycji negatywny. Niewykluczone, że tak to działa.

Od wielu miesięcy widać, że potencjały wyborcze obu stron politycznej barykady są wyrównane, z lekkim wskazaniem na obóz rządowy, który ma jednak wyraźną przewagę organizacyjną i medialną. Kto z naszej strony jest w stanie przekonać do siebie wahających się, zdezorientowanych, apolitycznych? Czym możemy zaskoczyć przeciwnika? Coraz bardziej byłem przekonany, że jestem tym, który raczej utwardza linie podziału, niż je przekracza, że jestem kandydatem najbardziej pożądanym przez twardy elektorat i równocześnie bez realnych szans na przełamanie logiki konfliktu i przeciągnięcie na naszą stronę nowych wyborców. Jeśli zatem ryzyko przegranej jest największe, gdy to ja kandyduję, musimy szukać innego rozwiązania. Przykre, ale chyba realistyczne. Przegrać w pięknym stylu, jeśli istnieje ktoś, kto może wygrać? Nie do wybaczenia.

Redakcja: Paweł Goźliński

Korekta: Teresa Kruszona

Projekt graficzny okładki: Tomasz Majewski

Opracowanie graficzne: Maciej Trzebiecki

Redaktor prowadząca: Katarzyna Kubicka

Fotoedycja: Agnieszka Żelazko

Przygotowanie zdjęć do druku: Anna Biała

Zdjęcia (odwołania do numerów stron dotyczą wydania papierowego książki): Rada Europejska, Dario Pignatelli, Michael Kappeler/AFP Photo/East News s. 66-67, Beata Turska s. 136-137, Dominik Werner/Agencja Gazeta s. 198-199, Paweł Graś s. 232-233, Mateusz Tylicki s. 333, Katarzyna Tusk s. 339, Łukasz Kamiński s. 346-347.

 

Źródła cytatów:

Emil Cioran "O niedogodności urodzin", przeł. Ireneusz Kania, Kraków 1996; Jose Ortega y Gasset "Bunt mas", przeł. Piotr Niklewicz, Warszawa 2002; Paul Celan "Fuga śmierci", przeł. Ryszard Krynicki, Kraków 2013; W.G. Sebald "Pierścienie Saturna", przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Warszawa 2009; Zbigniew Herbert "Barbarzyńca w ogrodzie", Warszawa 2010; Janusz Pasierb "Katedra - symbol Europy", Pelplin 2003; Timothy Snyder "Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie", przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków 2015; Witold Gombrowicz "Trans-Atlantyk", Kraków 1988; fragment wiersza Adama Zagajewskiego "Autoportret, nie wolny od wątpliwości" z tomu "Anteny", Kraków 2005.

Cytat z ballady Leonarda Cohena i Sama Sheparda "Brownsville Girl" w przekładzie Filipa Łobodzińskiego.

Utwór "Wina Tuska" przytoczony dzięki uprzejmości Fundacji im. Wojciecha Młynarskiego.

 

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

 

? copyright by Agora SA 2019

? copyright by Donald Tusk 2019

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2019

 

ISBN: 978-83-268-3044-0 (epub), 978-83-268-3045-7 (mobi)

 

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

 

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej