Szczery facet - Alan Sasinowski

Kup ebooka

22.50 zł
18.00 zł (16,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1.

Kamilzorientował się, że jest moralnym bankrutem, świnią bez serca oraz(co najgorsze) pospolitą melepetą nie wtedy, gdy zaczął ostroflirtować z przyjaciółką swojej żony, nie wtedy, gdy po raz pierwszyową przyjaciółkę puknął, nie wtedy, gdy puknął ją w małżeńskim łóżku,a nawet nie wtedy, gdy świętował z nią półrocznicę romansu, o nie, tewiekopomne wydarzenia w najmniejszym stopniu nie popsuły dobregosamopoczucia Kamila, moralnego bankruta, świnię bez serca orazpospolitą melepetę odkrył w sobie dopiero wtedy, gdy zauważył, żegłaszcze kochankę po główce dokładnie w ten sam sposób, w jakigłaszcze po główce żonę.

Niewielebrakowało, aby teatralnie, w pół ruchu, zamarł. Ale nie, doprowadziłgest do końca, wpakował rękę we włosy Mai i jak gdyby nigdy nic nanowo podjął trud czułego smyrania. Siedział na kanapie, Majarozwaliła się na podłodze, między jego udami, śmiała się do jakiegośtelewizyjnego serialu, przed chwilą odbyli satysfakcjonujący stosunekpłciowy.

Tak.Tak właśnie było: Maja, obnażona, syta i promieniująca zgodą naświat, śmiała się perliście, a w tym samym czasie Kamil był popielonyprzez odkrycie sezonu. Gdzie tam: sezonu. To było odkrycie roku!Oszukuję swoją żonę, konkludował tyleż błyskotliwie, co gorączkowo.Kłamię jej gładko, bez mrugnięcia okiem, jakbym był stworzony dopodwójnego życia. I to wszystko trwa już siedem miesięcy, czyli całąwieczność. To nie jest żadna wpadka, żaden kaprys, żaden zawrótgłowy, nie, to decyzja podejmowana dzień po dniu, kłamięsystematycznie, rano, w południe, wieczorem, i już dawno przestałemzauważać, że kłamię. Sprawy zaszły tak daleko, że wszedłem ze swojąkochanką w taką samą wspólnotę intymnościcoz moją żoną, która przecież nic złego mi nie zrobiła.

Brawo,Holmesie! - krzyknęła radośnie miniaturowa sobowtórka Maiwylegująca się w jego mózgu. - Brawo! Moje gratulacje! Gdybymnie wiedziała, po co wdałam się z tobą w romans, to już wiem, jużwiem. Zdobyłeś mnie swoją niezrównaną spostrzegawczością. Swoimdalekosiężnym rozpoznaniem sytuacji. Tym, że dotykasz istoty rzeczy zregularnością seryjnego zabójcy.

Walsię, kreaturo - zripostował Kamil i, nie zaprzestając ani namoment procesu smyrania, z właściwą sobie lekkością przewekslowałszok, w jaki wprawiło go jego własne noblowskie odkrycie, wbulgoczący gniew na Maję. Wpił się nienawistnym wzrokiem w jejzdradzieckie ciemię. Przecież nie jest tu sam. Przecież nie tylko ondokonał zbrodni. Zrobili to razem, oboje tkwią po uszy w tymemocjonalno-etycznym bagnie. Maja jest potworną zdrajczynią, i taknaprawdę ma bardziej splugawioną duszę niż on. Chłopcy, jakpowszechnie wiadomo, tkwią w szponach atawizmów oraz nałogów, nawetjeśli popełnią niecne uczynki, to przecież nie ponoszą za nie pełnejodpowiedzialności. Tymczasem odnawiana dzień po dniu nielojalnośćwobec przyjaciółki jest zbrodnią popełnioną z premedytacją, na zimno.Nie można jej usprawiedliwić.

Aleto nie wszystko - kontynuuje, patrząc dzielnie już nie w ciemięMai, ale w oczy jej rozwydrzonej miniaturowej sobowtórki. Nieodganiajmy myśli, która tkwi w tle już od pewnego czasu. Nie da sięukryć, że choć jego kochanka jest kobietą atrakcyjną, choć ma płaskijak tancerka brzuch, choć cechują ją kapitalne piersi orazfantastyczna pupa, to jej buzia uwieńczona wyrazistą mocną szczęką...jej buzia jest zwyczajnie... nie, że odpychająca, co to to nie... poprostu - przypomina twarz strudzonego konia, umęczonejszkapiny. Takie są fakty. Patrzysz na nią i pytasz:"Gdziejest, do diabła, owies?". I nie da się ukryć - bo już nicnie da się ukryć, Kamilu, to czas prawdy i samej prawdy! uczciwości!zdzierania masek! - nie da się zatem ukryć, że gdy Majaprzystępuje do miłości francuskiej, to Kamilowi zdarza sięfantazjować, że poleruje go jakaś inna dziewczyna, takie marzenia sąmoże naturalne w seksie małżeńskim, ale w seksie z kochanką miejscamieć nie powinny. A zatem...

Azatem ten romans nigdy nie miał żadnego sensu! -entuzjastycznie kończy swoją biegunkę myślową Kamil (nadal jak gdybynigdy nic, smyrając kochankę po główce). - Ależ nawywijałem!Ależ ancymon ze mnie! Ale to już koniec. Muszę czym prędzej wracać domojej żony, która przecież nic złego mi nie zrobiła!

Całata niebywała praca intelektualna omal nie rozsadziła mu czaszki. Majazaś bez przerwy chichotała i, rzecz jasna, nawet nie zorientowałasię, jak potężne paroksyzmy wstrząsają facetem, który nurza dłoń wjej włosach. Nigdy nie była przesadnie empatyczna, co Kamilowi zawszeodpowiadało, ale akurat w tamtej chwili, chwili iluminacji, chwilizdzierania zasłon, wydało mu się przypadłością wręcz podważającą jejczłowieczeństwo. Zostałem wciągnięty w pułapkę, pomyślał z pełnąstosownej wzniosłości trwogą. Zostałem wciągnięty w pułapkę przezszczwanego i zdeterminowanego potwora.

Oczywiście,tamtego wieczoru nie zrobił nic. Nie ośmieliłby się. Kumulowanieodwagi zabrało mu dwa tygodnie.

- Musimysię rozstać - wychrypiał w końcu, gdy pili piwa w odpowiedniosterylnym wnętrzu pizzerii Da Grasso; zazwyczaj nie pojawiali się wmiejscach publicznych, tym razem jednak Kamil bał się, że gdybyspróbował rzucić Maję bez świadków, mógłby doznać poważnegouszczerbku na zdrowiu.

Naobliczu umęczonej szkapiny nie pojawiło się nic specjalnego. Majaczknęła tylko i zrobiła przyzwalający ruch dłonią.

- Maju,to nie ma sensu - rzęził Kamil. - Agnieszka przecież niczłego mi nie zrobiła. Tworzymy udane małżeństwo, nie chcę tegorozwalać. Słuchaj, byliśmy ze sobą siedem miesięcy, to był wspaniałyczas, daliśmy sobie wszystko, co dwoje ludzi może sobie dać. Aleoboje od początku wiedzieliśmy, że z tej mąki chleba nie będzie.

Majaczknęła ponownie. Kamil chciał połknąć własny język, zaszyć sobieusta. Obawiał, że jest o krok od jakiejś wielkiej intelektualnejkompromitacji - na przykład od zaproponowania kochance, żebyweszli w kolejny etap swojej relacji i zostali dobrymi przyjaciółmi.

- Wtakim układzie nikt nie jest szczęśliwy - obwieścił. -Ranimy Agnieszkę, ranimy siebie nawzajem, to droga donikąd. Skończmyto, zanim spustoszenia okażą się zbyt duże.

Majanie wytrzymała, parsknęła.

- Masztydzień, mordasku - powiedziała, głaszcząc Kamila po policzku.- Daję ci tydzień na to, żebyś powiedział Agnieszce o nas,powiedział jej wszystko. Jeśli tego nie zrobisz, zrobię to za ciebie.

Dałsię zaskoczyć. Choć nie powinien - dał się zaskoczyć.

- Łamieszreguły gry - przypomniał z naganą. - Zaprzeczasz ideomemancypacji i spóźnionej nowoczesności, w które, jak myślałem, obojegłęboko wierzymy.

- Anołamię. - Maja wzruszyła ramionami. - Ano zaprzeczam.Trochę się pozmieniało w ostatnim czasie, przykro mi, że tego niezauważyłeś.

Kamilz fazy chrypienia i rzężenia przeszedł w fazę bulgotu.

- Wiem,wiem, pamiętam - kontynuowała Maja. - Za tydzień innyważny dzień w twoim skomplikowanym życiu. Radio Es wybiera nowegoprezesa, od tego zależy twoje zawodowe być albo nie być. To,pozwolisz, że cię zacytuję, punkt kulminacyjny twojej kariery.Pamiętam - i właśnie dlatego, że pamiętam, daję ci właśnietydzień. Sam pomyśl: po co się rozdrabniać? Jak już zmiany, to nacałego. Przełom w życiu prywatnym, przełom w życiu emocjonalnym,wszystko naraz! Ileż można trwać w zawieszeniu? Jakkolwiekwybierzesz, za tydzień będziesz człowiekiem w zupełnie nowej sytuacjiegzystencjalnej. Czujesz lekki dreszczyk podniecenia? Och, pewnie, żeczujesz.

Kamilchciał jakoś skontrować, ale jego siły uległy wyczerpaniu, mógł jużtylko rzucić obrażone spojrzenie i dopić piwo. Maja, boskie ciało zgłową konia, uśmiechała się do niego promiennie, a jej zgoda na tennajlepszy ze światów była większa niż kiedykolwiek wcześniej.

2.

Jakwidzimy, czułość Kamila nie ma granic, ten chłopak jest jednymwielkim termoforem, jest wulkanem pozytywnej energii, ma w sobie tyleświatła, tyle płynących nie wiadomo skąd dobrych emocji, że doprawdymógłby czule smyrać po główce całą ludzkość.

Ktowie, może i jeszcze przyjdzie na to czas. Na razie w orbitę swoichzbawiennych wpływów oprócz żony i kochanki wciągnął jednego znajwiększych celebrytów Księstwa Szczecińskiego - Michała PawłaRybickiego. Byli blisko, bardzo blisko, obaj mieli do siebie ogromnąsłabość. Właściwie to trudno powiedzieć, dlaczego nie zostali parą.

Nobo tak:

MichałPaweł Rybicki znany równie jako Rybak, pięćdziesiąt lat, kiedyś: dwaburzliwe rozwody, dziś: trzy równoległe kochanki (studentkakulturoznawstwa, trenerka fitness oraz etosowa dziennikarka),trzypokojowy dom w ścisłym centrum Księstwa; autor po wielokroćnagradzanych oraz szeroko dyskutowanych w mediach polskich iniemieckich powieści: o tragicznym losie szczecińskich Żydów przedwybuchem drugiej wojny światowej, o tragicznym losie przesiedleńców,którzy przybyli do Księstwa Szczecińskiego po ustaniu drugiej wojnyświatowej oraz o tragicznych losach robotników biorących udział wszczecińskim Grudniu '70 (jak to napisał jeden z recenzentów:"Trylogia Michała Pawła Rybickiego jest wielkim oskarżeniem podadresem nieubłaganych młynów Historii i Polityki mielącychpojedyncze, bezbronne istnienia"); zdobywca tytułuDziennikarskiego Debiutanta Roku, NajlepszegoPublicysty Roku oraz Najlepszego Dziennikarza Roku, obecnie szycha wRadiu Es.

Towszystko było bardzo ważne, ale jednocześnie było to nic. Bo to, cookreślało Michała Pawła Rybickiego najmocniej, to było to, że byłchamem. Chamem stuprocentowym, od czubka głowy po koniuszki paluchów,chamem wylegującym się w swojej chamskości. Jego rodzice przyjechalitu z jakichś zabitych deskami wiosek, matka nigdy nie nauczyła siępisać, jego ojciec skończył zawodówkę, przez większą część życia prałsąsiadów po pyskach, pił wódkę szklankami i spożywał kaszankę. Przezprawie całe swoje życie - dopóki Rybak nie kupił im nowegomieszkania - żyli na Golęcinie w norze ze sławojką na podwórku.

MichałPaweł Rybicki, autor fundamentalnych dla"naszychsporów o najnowszą historię" tekstów, był więc wielkim facetemz dłońmi jak bochny chleba i obliczem recydywisty, obliczem ukrytymnieco pod półdługimi włosami i gęstą brodą, które miały mu pewnienadawać sznyt krakowskiego inteligenta, ale w których wciąż wyglądałjak recydywista, tylko że taki, który eksperymentuje z fryzurą, abyzmylić policyjny pościg. Stworzył się sam, od zera, i choć byłpieszczochem salonów nie tylko w Księstwie, był jednocześnie na tychsalonach ciałem obcym, intruzem - pewnie na początku stanowiłoto źródło jego rozterek oraz kompleksów, ale Kamil poznał go już jakoczłowieka kompletnego, pełnego luzu, z wprawą ogrywającego swojąbiografię na oczach pobladłych z zawiści intelektualistów zrodowodem.

Niebyło wyjścia, musieli zapałać do siebie gorącym uczuciem. Kamilbowiem także wywodził się z dołów, jego rodzice w sensie społecznymnigdy nie zaistnieli, jego brat był narkomanem, a wujek, eks-żołnierzszczecińskiej mafii, dopiero niedawno wyszedł z więzienia, do któregotrafił skazany za morderstwo. Siła ciążenia była więc taka, że Kamilpowinien pełzać po bruku Księstwa z piwem w garści i nierozumem woczach, było blisko, o włos, ale jednak udało mu się ocaleć -choć nie zawdzięcza tego tylko sobie, o czym za chwilę. Zostałdziennikarzem radiowym, i to nawet rozpoznawalnym, publikującymksiążki reporterskie, a jakiś czas temu trafił do tej samej redakcji,w której pracował Rybicki. Rybak zobaczył w Kamilu młodszą wersjęsiebie, Kamil w Rybaku - kogoś, kto mógł zastąpić mu ojca.Rybicki roztoczył nad młodszym kolegą parasol ochronny, w zamiandostał obecność kogoś, przy kim nie musiał teatralizować swojejchamskiej natury, nie musiał jej raz po raz, w celachzaczepno-obronnych, tematyzować, mógł po prostu - jakkolwiekpyszałkowato to brzmi - być sobą. I bez skrępowania mówić,czego naprawdę pragnie.

Apragnął władzuchny.

Iteraz mógł ją dostać. Zbliżały się wybory na prezesa Radia Es,kandydatów było dwóch: on i dotychczasowy szef, Borys Konieczny. Siłybyły wyrównane, obaj mieli za sobą podobną liczbę udziałowców.Wygranej Rybak mógłby być pewien tylko w jednym wypadku - gdybyKonieczny zrezygnował z udziału w wyborach.

Ato mógł załatwić tylko Kamil, cudowne dziecko szczecińskich slumsów,syn nędzarzy, bratanek gangstera i quasi-mordercy.

- Wiemy,za kogo uchodzi w Księstwie Konieczny - przekonywał Rybak, gdypierwszy raz rozmawiali o tej sprawie. - Wiemy, że zdołałwmówić ludziom, że jest wpływowy i niezniszczalny. Ale to wmówienieto wszystko. Facet potrafi wyrzucić kogoś z hukiem z pracy, napić sięwódki z partyjnym kacykiem, zrobić geszefcik z jakimś drobnymbiznesmenem - i tyle, taka to jego demoniczność. Z tym, że robityle szumu wokół tych bzdur, że ludziom się wydaje, że jest kimś. Aprzecież pamiętamy, jak z pełnymi rajtami biegał po redakcji, gdy Elachciała go zwolnić. Pamiętamy, jak w amoku zbierał podpisy pod listąpoparcia. Pamiętamy, w jaką histerię wpadł wtedy w kiblu, musiałemwzywać do niego pogotowie. Łatwo się sypie ten nasz lokalny demon.

- Toprawda. Ale co, będziemy się teraz nasładzać słabością dupka, któregonie lubimy?

- Kamilu,dokonuję tylko subtelnej analizy psychologicznej niezbędnej dodalszej części mojego wywodu. Borys Konieczny - choć umiejętniewytwarza własną legendę - to nie tylko człowiek zły, to takżeczłowiek tchórzliwy. Łatwo ulega naciskom. Dlatego gdyby jacyśprzekonywający dżentelmeni, powiedzmy: trzech przekonywającychdżentelmenów, spróbowali wyperswadować mu start w wyborach podczasmęskiej rozmowy w miejscu cichym i ustronnym, to istnieje dużaszansa, że uległby ich argumentacji. A ty, dzięki swojemu wujkowi,masz dostęp do takich dżentelmenów.

- Toprawda - przyznał Kamil. - Ale mielibyśmy wysługiwać sięgangusami? Nie posuwamy się za daleko?

Rybickipokręcił głową.

- Tonie jest podżeganie do pobicia. To jest podżeganie do rozmowy.Męskiej, konstruktywnej rozmowy. Bez przemocy. No, któryś z nichmógłby dźgać go w klatkę piersiową wskazującym palcem, żebypodkreślić rangę problemu. A przecież dźganie w klatkę piersiową tonie przemoc, to nawet nie półprzemoc.

Kamilszybko wypił piwo, zamówił następne. Rybicki przyglądał mu się, niewiedzieć czemu, z zachwytem.

- Zrozum,idzie na noże - powiedział w końcu. - Albo my wyrzezamyich, albo oni wyrzezają nas. Wiesz, co mówił Konieczny, jakdowiedział się, że ma konkurenta? Że jestem skończony. I moi ludzieteż. Myślisz, że mnie chronią udziały, a ciebie etat? Bez jaj.Wyrzuci nas - i gdzie znajdziemy pracę? Będziemy zaczynali odzera? Biegali po mieście robić sondy? Dzień dobry, czy lubi pani zimęw naszym Księstwie? Czy nie ma pani uwag odnośnie kanalizacji? Czywie pani, że mogłem zgarnąć całą pulę, ale miałem skrupuły i terazbiegam po mieście siedem dni w tygodniu za tysiąc dwieście? Kamil, tojest wojna. Moja propozycja jest prosta: przyłącz się do zwycięzców,pluj gęstą śliną na przegranych. Jeśli mi nie pomożesz, a ja i takzostanę prezesem, nie zrobię ci żadnej krzywdy. Ale jeśli pomożesz -zrobię ci bardzo, bardzo dobrze.

- Korumpujeszmnie! - powiedział Kamil.

- Nie.Mówię ci tylko, żebyś dorósł. Dojrzał. Właśnie budujesz swojąkarierę. Chcesz być z tymi, którzy się żalą, że zostali zrobieni wkonia, czy z tymi drugimi? Masz trzydzieści pięć lat. Myślisz, żetaka szansa się powtórzy?

Kamilnie hamletyzował, nie dostawał żadnych moralnych dreszczy -czuł się tylko jakoś niezręcznie. Poza tym wiedział, po jaki koronnyargument sięgnie na końcu jego przyjaciel. Nie chciał tego słuchać.

- Inajważniejsze: nie walczymy z niewinnym człowiekiem -powiedział zgodnie z przewidywaniami Rybak. - Borys Koniecznyto menda, której zdeptanie jest właściwie obowiązkiem. Za to, co robiswojej żonie, a naszej przyjaciółce.

- Rybak...

- Ito nie jest żaden frywolny damski bokser. O nie. Ta menda torturujeswoją żonę a naszą przyjaciółkę na zimno i systematycznie. Być możezatarły ci się w głowie pewne fakty, więc ci je odświeżę. Poprzestanęna wydarzeniach z tego tylko roku. Przypominam ci, że chlusnął naMartę gorącą kawą, gdy ośmieliła się spóźnić dziesięć minut z pracy.Przypominam, że nie chciał wpuścić jej do domu i musiała spać nawycieraczce. Przypominam, że wywlókł ją z jej własnego wykładu, bobyła zbyt seksownie ubrana. Złamanie mu kariery będzie godne isprawiedliwe, nie sądzisz? Nie sądzisz, że powinniśmy pojechać ostroz mendą?

- No,powinniśmy, powinniśmy - burknął Kamil, tylko po to, by Rybakprzestał już gadać.

Nieumiał się zdecydować. Porozmawiał wstępnie z wujkiem quasi-mordercą,ostateczne ustalenia wciąż jednak przekładał.

Izanim się zorientował, do wyborów pozostał tylko tydzień.

wserii kwadratukazały się:

"2008","2011", "2014", "2017" -antologie współczesnych polskich opowiadań

MarcinBałczewski"Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"

WaldemarBawołek"To co obok"

KostiaBerezin (Paweł Laufer)"Buty Mesjasza"

JacekBielawa "Kościelec"

JarosławBłahy "Rzeźnikz Niebuszewa"

DariuszBitner"Książka"

RomanCiepliński"Diabelski młyn"

TomaszDalasiński"Nieopowiadania"

JerzyFranczak"Święto odległości"

KrzysztofGedroyć"Przygody K"

AndrzejGrodecki"Iluzje"

BrygidaHelbig"Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inneludzie"

LechM. Jakób"Ciemna materia"

BogusławKierc"Bazgroły dla składacza modeli latających"

WojciechKlęczar"Wielopole"

BogusławaLatawiec"Ciemnia"

RyszardLenc"Chimera"

ArturDaniel Liskowacki"Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz","Skerco", "Spowiadania i wypowieści"

MiłkaO. Malzahn"Fronasz", "Kosmos w Ritzu"

AgnieszkaMasłowiecka"Pyszne ciało", "Splątanie"

JarosławMaślanek"Ferma ciał"

DariuszMuszer"Homepage Boga", "Niebieski", "Wolnośćpachnie wanilią"

KrzysztofNiewrzęda"Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości","Second life", "Wariant do sprawdzenia","Zamęt"

EwaElżbieta Nowakowska"Apero na moście"

Cezary NowakowskiJakub Nowakowski"Błogosławieni"

PawełOrzeł"Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic","Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"

PawełPrzywara"Ricochette","Zgrzewka Pandory"

KrystynaSakowicz"Księga ocalonych snów", "Praobrazy"

AlanSasinowski"Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczeryfacet"

GrzegorzStrumyk"Kra", "Nierozpoznani"

ŁukaszSuskiewicz"Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"

LeszekSzaruga"Dane elementarne", "Podróż mego życia","Zdjęcie"

IzabelaSzolc"Śmierć w hotelu Haffner"

ŁukaszSzopa"Kawa w samo południe"

AndrzejTurczyński"Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncertmuzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"

AnatolUlman"Cigi de Montbazon i Robalium Platona"

EmiliaWalczak"Hey,Jude!"

MiłoszWaligórski"Ktoto widział"

Henryk Waniek "Miastoniebieskich tramwajów"

MaciejWasilewski"Jednodniowyspacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodejPolski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"

BartoszWójcik"Christiania. Historie z tamtej strony dobra"

GrzegorzWróblewski"Nowa Kolonia"

MaciejWróblewski"Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"

Tadeusz Zubiński "Rzymskawojna"