Szatan i Judasz (Tom 6). Szatan i Judasz. Dżebel Magraham - Karol May

Kup ebooka

24.90 zł
19.92 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Uled Ayuni

Biedna kobieta trwała wciąż w omdleniu. Była okryta jedynie szatą w rodzaju koszuli, noszoną przez biedne Beduinki. Twarz jej nieco się ożywiła. Można było zauważyć, że liczy nie o wiele więcej, niż lat dwadzieścia. Puls bił, aczkolwiek bardzo słabo.

Żyło również dziecko. Zdjąłem z siodła manierkę z wodą i wsączyłem maleństwu do ust nieco płynu ożywczego. Niebawem otworzyło oczy, ale jakie! Gałki były powleczone jak gdyby szarą skórką – gałki ślepego dziecka. Dałem znów wody. Piło i piło chciwie, po czym zawarło powieki. Było tak wycieńczone, że zmorzył je natychmiast sen.

Sępy ponownie poczęły się zlatywać. Nie ważąc się podejść do mnie, usiadły na trupie i szarpały gnaty. Widok był wyjątkowy wstrętny. Wycelowałem ze sztućca i zastrzeliłem parę drapieżników, zarazem odpędzając wrzeszczącą gromadę.

Wystrzały obudziły kobietę. Otworzyła oczy, podniosła się wpół i przede wszystkim wzrokiem poszukała dziecka. Wyciągnęła ramiona i przycisnęła maleństwo do siebie, wołając:

Weledi, weledi, ia Allah, ia Allah, weledi! – Moje dziecko, moje dziecko, o Allah, moje dziecko!

Zwróciła się na bok, zobaczyła resztki trupa, wydała rozdzierający serce okrzyk. Chciała skoczyć, zerwać się, ale z osłabienia i grozy upadła z powrotem na ziemię. Nie widziała mnie, ponieważ stałem z drugiej strony. Ale widocznie zaczęła sobie przypominać momenty, poprzedzające omdlenie, gdyż naraz krzyknęła:

– Jeździec, jeździec! Gdzie jest?

Zwróciła się ku mnie, zobaczyła i skoczyła na nogi. Zachwiała się wprawdzie, ale podniecenie podtrzymywało jej siły. Przyglądała mi się przez chwilę badawczo, po czym zapytała:

– Kim jesteś? Do jakiego plemienia należysz? Czy jesteś wojownikiem Uled Ayunów?

– Nie – odparłem. – Nie lękaj się mnie. Nie należę do żadnego z tutejszych plemion. Jestem cudzoziemcem, przybywam z dalekich stron i nie zostawię cię bez pomocy. Tyś osłabiona. Siadaj, dam ci wody.

– Tak, daj wody, wody, wody! – błagała, siadając z powrotem.

Podałem manierkę. Piła chciwie, pełnymi łykami, po czym oddała mi wypróżnioną do dna butelkę. Spojrzenie jej znów zatrzymało się na trupie. Odwróciła się ze zgrozą, zasłoniła twarz dłońmi i zaniosła od rozdzierających łez.

Starałem się ją uspokoić – nie odpowiadała, pogrążona w nieutulonym płaczu. Ponieważ sądziłem, że łzy jej ulżą, umilkłem i skierowałem się do trupa. Czerep był gęsto przedziurawiony, zastrzelono go zatem. Na ziemi nie dostrzegłem żadnych śladów. Zatarł je wiatr jakkolwiek słaby. A więc morderstwo nie dziś zostało dokonane.

Podczas, gdy zbierałem spostrzeżenia, nieszczęsna kobieta uspokoiła się do tego stopnia, że mogła odpowiadać na pytania. Zwróciłem się do niej i zagadnąłem:

– Serce twoje jest ciężkie, a dusza obolała. Nie powinienem cię uciskać, lecz pozostawić w spokoju, wszelako czas mój nie należy wyłącznie do mnie. Chciałbym więc wiedzieć, czym mogę ci się przysłużyć. Czy odpowiesz na moje pytania?

– Mów! – rzekła, podnosząc ku mnie oczy pełne łez.

– Ten nieboszczyk był twoim mężem?

– Nie. Był to starzec, przyjaciel mego ojca. Odbył ze mną pielgrzymkę do Nablumah.

– Czy masz na myśli ruiny Nablumah, gdzie leży grobowiec cudotwórczego Marabu?

– Tak. Chcieliśmy się modlić u grobu. Allah obdarzył mnie dzieckiem ślepym. Miało odzyskać światło oczu po pielgrzymce do grobu Marabu. Starzec, który mi towarzyszył, był ślepy na jedno oko i pragnął odzyskać wzrok w Nablumah. Mój pan pozwolił mi pójść z nim.

– Ale wasza droga prowadziła przez granicę rozbójniczych Uled Ayunów. Do jakiego należysz plemienia?

– Do Uled Ayarów.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.