Szafran, mastyks i figa. Greckimi drogami - Tomasz Piotr Kozłowski

Kup ebooka

69.00 zł
58.65 zł (55,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

KWIATEK Z AKROPOLU. ZAMIAST WSTĘPU

KWIATEK Z AKROPOLU

ZAMIAST WSTĘPU

Dro­dzy Czy­tel­nicy,

Gre­cja to kraj mozai­kowy, roz­pięty na pogra­ni­czu wielu świa­tów i tra­dy­cji, na styku płyt tek­to­nicz­nych, kon­ty­nen­tów, stref kli­ma­tycz­nych i roślin­nych. Prze­strzeń miesz­cząca w sobie roz­le­głe wybrzeża, setki wysp, lecz rów­nież mno­gość tere­nów gór­skich. Mozai­ko­wość ta wpływa na wszystko: na nie­zwy­kle zróż­ni­co­waną histo­rię i kul­turę tego świata oraz na jego wysoką bio­róż­no­rod­ność. Obco­wa­nie z Gre­cją i jej przy­rodą to od wie­ków marze­nie wielu podróż­ni­ków, przy­rod­ni­ków i bada­czy.

Książka, którą trzy­ma­cie w rękach, jest wyni­kiem prze­szło sześć­dzie­się­ciu pię­ciu wyjaz­dów pod­czas dwu­dzie­stu ośmiu lat podróży do Hel­lady: prze­żyć, fascy­na­cji, roz­mów, obser­wa­cji i lek­tur, w tym wielu ksią­żek wyszu­ka­nych w grec­kich księ­gar­niach i w domach przy­ja­ciół.

Czuję się wzru­szony tym, że mogę podzie­lić się z Wami frag­men­tem mojego świata. Sple­cio­nego z naturą, zie­lo­nego i ukwie­co­nego. Śród­ziem­no­mor­skiego i bał­kań­skiego jed­no­cze­śnie.

Sym­bo­liczny począ­tek nastą­pił kilka lat przed pierw­szą wyprawą, gdy podró­żu­jąca po świe­cie sąsiadka z puław­skiego bloku, pani Ali­cja, przy­wio­zła mi... zasu­szony kwia­tek z Akro­polu. Wie­działa, że małemu przy­rod­ni­kowi (przy­szłemu bio­lo­gowi) sprawi to dużą radość. Pre­zent ten oży­wił cie­ka­wość nie­zna­nej jesz­cze flory. Trzy­ma­łem go w pudełku, niczym magiczny tali­zman, w szu­fla­dzie peł­nej nie­zwy­kłych arte­fak­tów, zna­le­zio­nych w natu­rze. Pobu­dzał myśli i marze­nia o nowych, nie­zna­nych jesz­cze świa­tach.

Autor z rzad­kimi ende­micz­nymi tuli­pa­nami Krety z gatunku Tulipa doer­fleri

Pierw­sza egej­ska podróż nastą­piła w lipcu 1997 r., gdy jako nasto­la­tek po raz pierw­szy posta­wi­łem stopę w Gre­cji, na Kre­cie. Zapo­cząt­ko­wało to silną, głę­boką pasję, która zro­dziła się wła­ści­wie na pocze­ka­niu i popro­wa­dziła mnie w wielu kie­run­kach: kra­jo­znaw­czych, przy­rod­ni­czych i etno­bo­ta­nicz­nych, histo­rycz­nych i arche­olo­gicz­nych, etno­gra­ficz­nych, muzycz­nych itd. W świat poznaw­czej obfi­to­ści.

Nic lep­szego nie mogło się zda­rzyć w życiu nasto­latka, który wła­śnie wtedy instynk­tow­nie poszu­ki­wał swo­jej drogi. Gościnna, pełna otwar­tych, ser­decz­nych i pomoc­nych ludzi Gre­cja natych­miast podała przy­ja­zną dłoń. Kto­kol­wiek zechce odczy­ty­wać napo­tkane tam znaki i wypo­wie­dziane słowa, zro­zu­mie, że owo przy­ja­zne zapro­sze­nie doty­czy nie tylko zwie­dza­nia i pospiesz­nego kon­su­mo­wa­nia napo­tkanej codzien­no­ści. To zapro­sze­nie do przy­na­leż­no­ści. Do odda­nia kawałka swo­jego serca miej­scom i ludziom, które i któ­rzy szczo­drze odwdzię­czą się wie­lo­wy­mia­ro­wym cie­płem, nie­wy­mu­szoną ser­decz­no­ścią, doświad­cze­niem i zachętą do współ­uczest­ni­cze­nia.

Przez te lata kraj setek por­tów stał się przy­sta­nią i dla mnie. Dru­gim domem, z któ­rego wyru­sza­łem i wyru­szam w różne strony pozna­nia, wie­dzy i doświad­cze­nia.

Nie mam też wąt­pli­wo­ści, że to Hel­lada dopo­mo­gła mi w decy­zjach doty­czą­cych stu­diów, które dostar­czyły cen­nej wie­dzy i bazy na przy­szłość: bio­lo­giczno-bio­tech­no­lo­gicz­nych na Wydziale Bio­lo­gii Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego i pody­plo­mo­wych, etno­mu­zy­ko­lo­gicz­nych, w Insty­tu­cie Muzy­ko­lo­gii, tej samej uczelni.

W Epi­rze, Grec­kimi Dro­gami

Świat przy­rody pozna­wa­łem z peł­nej żaru wewnętrz­nej potrzeby od wcze­snego dzie­ciń­stwa. Natury nie musia­łem więc "odkry­wać" - od początku była obiek­tem zachwytu i wzru­sze­nia, miej­scem bar­dzo bli­skim, z któ­rym odczu­wa­łem i odczu­wam głę­boką łącz­ność. Z bie­giem lat zro­zu­mia­łem, że rów­nież moim ducho­wym domem. Pierw­sze przy­gody z doświad­cza­niem świata przy­rody i zagłę­bia­niem się w nim nastę­po­wały w miej­scach, w któ­rych wycho­wy­wa­łem się, dora­sta­łem i gdzie spę­dza­łem wiele czasu ze wzglę­dów rodzin­nych: w oko­li­cach Puław, Kazi­mie­rza Dol­nego, Janowca oraz na pół­noc­nym Mazow­szu, pomię­dzy Prza­sny­szem a Cie­cha­no­wem. To tam wyku­wała się moja wraż­li­wość na świat oży­wiony, w całej jego olbrzy­miej róż­no­rod­no­ści. Wraż­li­wość, która od tej pierw­szej podróży do Gre­cji odna­la­zła nową, nie­zwy­kle zasobną pożywkę.

Korzystne poło­że­nie oraz warunki kli­ma­tyczne stwo­rzyły z tere­nów współ­cze­snej Gre­cji jedną z klu­czo­wych kole­bek cywi­li­za­cji i kul­tur. Od zara­nia dzie­jów po XXI w. czer­pały i czer­pią one z ota­cza­ją­cej je przy­rody nie­zli­czone pożytki i źró­dło utrzy­ma­nia. Natura pozo­staje pra­matką ludz­kiej egzy­sten­cji, dziś czę­sto zbyt lek­ce­wa­żoną i nie­do­ce­nianą. Miesz­ka­niec szybko roz­ra­sta­ją­cych się miast złud­nie uwie­rzył, że oprze wła­sne prze­trwa­nie na roz­woju tech­no­lo­gii i infra­struk­tury, zapo­mi­na­jąc o swoim nie­roz­łącz­nym związku z przy­rodą i jej zaso­bami. Pro­ces ten sil­nie zazna­czył się rów­nież w powo­jen­nej histo­rii Gre­cji, która na prze­strzeni kilku dekad ode­szła od spo­łe­czeń­stwa wiej­skiego, sta­wia­jąc na przy­szłość w zabe­to­no­wa­nych gąsz­czach roz­ra­sta­ją­cych się miast, w tym aglo­me­ra­cji ateń­skiej, sku­pia­ją­cej nie­mal połowę lud­no­ści kraju.

W niniej­szej książce pra­gnę uka­zać mozai­ko­wość i wie­lo­wąt­ko­wość Hel­lady, czę­sto postrze­ga­nej u nas przez bar­dzo uprosz­czone, nie­kiedy nie­spra­wie­dliwe kli­sze. Róż­no­rodne cele i prze­sła­nia reali­zuję poprzez opo­wie­ści o rośli­nach - nie­jako nar­ra­to­rach opo­wia­da­nych histo­rii. Drzewa, krzewy czy byliny stają się także ich tłem, a w wielu momen­tach wycho­dzą na pierw­szy plan. Sta­no­wią zarówno pra­źró­dło, punkt zwrotny i wspólny mia­now­nik, jak i kie­rują ku pyta­niom o przy­szłość. Publi­ka­cja ta ma być też próbą zobra­zo­wa­nia, jak wiele - na pozio­mie prak­tycz­nym, sym­bo­licz­nym, kul­tu­ro­wym - zawdzię­czamy rośli­nom wszy­scy my oraz, wprost, miesz­kańcy tego pięk­nego kraju.

Pry­zmat, w któ­rym chciał­bym odbi­jać obli­cze Gre­cji, jest na kar­tach tej książki tylko cza­sami tury­styczny. Czę­ściej zaś histo­ryczny, etno­bo­ta­niczny, etno­gra­ficzny czy mito­lo­giczny. Pró­buję dostar­czyć kon­tek­stu i odpo­wie­dzi na odwiecz­nie nur­tu­jące czło­wieka pyta­nie - dla­czego? Dla­czego to, co widzimy dziś jako malow­ni­czy kadr z tury­stycz­nego fol­deru, wła­śnie takie jest? Co go ukształ­to­wało? Jakie rośliny za nim stoją? Które z nich odpo­wia­dają za nie­zwy­kłe pro­spe­rity (trwa­jące czę­sto wieki) całych mikro­świa­tów, a nie­kiedy świa­tów bar­dzo roz­le­głych?

Z innej strony chciał­bym wyraź­nie pod­kre­ślić kru­chość prze­strzeni, pośród któ­rych funk­cjo­nu­jemy, w tym wypadku kra­iny śród­ziem­no­mor­skiej. Obar­czo­nej współ­cze­śnie mało prze­wi­dy­wal­nym wpły­wem zmian kli­ma­tycz­nych oraz gwał­tow­nymi prze­mia­nami stylu życia czło­wieka. Na naszych oczach trwa szyb­kie prze­obra­że­nie tego świata, potę­go­wane przez klę­ski żywio­łowe, czę­sto napę­dzane destruk­cyj­nym dzia­ła­niem naszej cywi­li­za­cji. Pra­gnę spa­ra­fra­zo­wać znaną sen­ten­cję ks. prof. Jana Twar­dow­skiego "Spieszmy się kochać Gre­cję/ Śród­ziem­no­mo­rze, tak szybko odcho­dzi!". Zmie­nia się, nik­nie w wielu ze swo­ich odsłon. Coraz szyb­ciej, nie oglą­da­jąc się na nas, bez­rad­nych marzy­cieli na śród­ziem­no­mor­skich bez­dro­żach. Lecz czy tylko tam­tej­szych? Rozej­rzyjmy się wokół.

Unie­śmier­tel­ni­łem także okru­chy wła­snych podróż­ni­czych doświad­czeń zarówno z miejsc zna­nych, jak i tych, dokąd dociera nie­wielu. Chwile, które na zawsze pozo­staną w mojej pamięci i które pra­gnę wyjąć z dro­go­cen­nej szka­tułki wspo­mnień, by poda­ro­wać je Czy­tel­ni­kom.

Książka ta powstała z miło­ści. Do kraju i jego ludzi oraz do jego przy­rody. Z zachwytu, ale i z tro­ski, czu­ło­ści, z coraz głęb­szego nie­po­koju o to, jaki świat prze­ka­żemy kolej­nym poko­le­niom. Ma być rów­nież zachętą do pozna­wa­nia dalej, głę­biej tej Gre­cji, która czę­sto pozo­staje wciąż mało opi­sana. Kraju o wielu sekre­tach, sprzecz­no­ściach i nie­oczy­wi­sto­ściach, tylko pozor­nie zna­nego. Do zada­wa­nia sobie tego war­to­ścio­wego pyta­nia: dla­czego?

Tomasz Piotr Kozłow­ski

Nazwy, imiona i nazwi­ska grec­kie zapi­sano w trans­kryp­cji fone­tycz­nej z alfa­betu grec­kiego. W nie­któ­rych przy­pad­kach, głów­nie w nazwach marek, zacho­wano funk­cjo­nu­jące obie­gowo trans­kryp­cje, zgodne z grecką orto­gra­fią, np. Loumi­dis zamiast Lumi­dis, jak się wyma­wia. Zacho­wano usta­lone nazwy pol­skie dla miejsc w Gre­cji, np. Ateny, Chios, Janina, Kreta, Les­bos, Zakin­tos itd.

PODZIĘKOWANIA

Przez dekady grec­kiej pasji nie byłem sam - otrzy­ma­łem ogrom wspar­cia od bli­skich, przy­ja­ciół i zna­jo­mych, tak w Pol­sce, jak i w Gre­cji. Chciał­bym w tym miej­scu podzię­ko­wać wielu oso­bom, które - na różne spo­soby - wspie­rały mnie w jej powsta­wa­niu, wspo­mo­gły wie­dzą i wska­zy­wa­niem kie­run­ków, a także tym, któ­rzy poma­gali w wypra­wach po Hel­la­dzie. Z głębi serca chciał­bym w pierw­szej kolej­no­ści zło­żyć podzię­ko­wa­nia Rodzi­com, Jadwi­dze i Danie­lowi Kozłow­skim, któ­rzy od samego początku, wszel­kimi środ­kami, wspie­rali roz­kwit mojego grec­kiego uczu­cia oraz podróże.

Szcze­gólne podzię­ko­wa­nia płyną rów­nież do nastę­pu­ją­cych osób (kolej­ność alfa­be­tyczna)/ ??? ?????? ????????? ?? ????? ???? ?? ???????? ?? ????????? ??????? ??? ?? ???????????? ??????, ???? ?????????? ??? ??? ??????? ???, ???????????? ??????????? ??? ?????????? ????? ??? ???????.

Z Pol­ski - Lidia Ara­ment, Marek Chu­dzik, Anna Czer­wiń­ska-Argy­ri­dis, Bożena Głod­kow­ska, Kathe­rina Gojny, Ali­cja Kor­dos, prof. dr hab. Prze­my­sław Kor­dos, Janina Kozłow­ska (+), Beata Kucz­bor­ska, dr Tomasz Lidz­bar­ski, Rafał Maty­siak, prof. dr hab. Anna Nacher, Kaja Nowa­kow­ska, Joanna Ozdar­ska, Hanna Pana­gio­to­po­ulou, Mał­go­rzata Rusz­kow­ska, prof. dr hab. Krzysz­tof Spa­lik, Ewa Stę­pień-Kaczyń­ska, Jan i Mariola Stry­jew­scy, Marek Sty­czyń­ski, Ewa T. Szy­ler, Joanna Tobol­ska, dr Urszula Tokar­ska, prof. dr hab. Irena Argiro Tser­me­gas, Wło­dzi­mierz Wypych, ????? ?????????, ???????? ??????????? (+)

Z Gre­cji/ ??? ??? ?????? - Bar­bara Bito­unis, Iza­bela Brzo­ska, Bar­bara Kata­rzyna Dalecka-Kon­stan­ti­ni­dis, Elż­bieta Kal­ler­gis, Marie-Paule Komi­nis-Fla­ment (+), Elż­bieta Mał­go­rzata Kourel­las, Elż­bieta Kret, Jan van Lent, prof. dr hab. Krzysz­tof Nowicki, Paweł Pola­now­ski, Kata­rzyna Pytel, Ewa Skan­dali, Kostas Skan­dalis (+), Nata­lia Skan­dali, Wan­ge­lis Skan­dalis (+), Julie Smit, Kata­rzyna Sreb­nicka, Beata Tomas, ???????????? ???????????????, ??????? ????????, ?????? ??????, ??????? ?????????, ??????? ?????????, ?????? ??????????, ???????? ??????, ???. ?????? ??????, ´????? ???????, ????????? ?????????, ????? ????????, ??????? ?????????, ??? ?????????, ??. ??????? ??????, ????? ??????????, ?????? ?????????, ?????? ????????, ???????? ????????, ??????? ?????????, ??????? ????????????, ???????? ???????, ??????? ????????, ??????? ?????????, ????? ?????????, ??????? ?????????????, ??????? ??????????????, ???? ??????????, ????? ?????????, ????? ??????, ????? ?????, ???????? ???????, ??????? ????????, ???. ??????? ??????, ???????? ??????, ???? ????????, ????????? ????????, ??????? ?????????, ???????? ???????, ??????? ????????, ??????? ???????, ??????? ????????, ?????? ???????????, ???? ??????????, ??????? ??????, ??????? ????????, ???????? ???????, ??? ?????, ????????? ?????????? (+), ???????? ????????, ??????? ??????, ????? ?????, ??????? ?????????, ???????? ?????????, ??. ??????? ?????????, ??????? ???????????, ??????? ?????????

Dzię­kuję ser­decz­nie Wydaw­nic­twu Power­graph za wiarę w ten pomysł, za cenne uwagi i nie­oce­nioną pomoc, aby wie­lo­let­nie marze­nie o powsta­niu tej książki mogło się urze­czy­wist­nić. Szcze­gól­nie dzię­kuję Kata­rzy­nie Sien­kie­wicz-Kosik, Julii Kosik i Jaku­bowi Kuzie.

W gościn­nym oliw­nym gaju na Les­bos

MASTYKS Z CHIOS

??????A [mastícha]

OD GUMY DO ŻUCIA DO KOLUMBA I CARAVAGGIA

Bał­tyk ma swój wytworny bursz­tyn, Bli­ski Wschód i Afryka - wonną mirrę, a Śród­ziem­no­mo­rze? O tak! Jedna z tutej­szych żywic roz­pa­lała ludz­kie emo­cje od antyku aż po czasy osmań­skie. Wsz­czy­nano o nią wojny. Dla niej budo­wano zamki i wieże obronne. Za jej prze­myt można było zna­leźć się w lochu, a nawet stra­cić życie. Żywica nie­mal uni­wer­salna. Leczyła, pie­lę­gno­wała, dostar­czała roz­rywki, odprę­że­nia, a nawet mate­riału na pie­czę­cie czy skład­nika wosku do pisa­nia ikon. Wiele z jej cen­nych zasto­so­wań wyko­rzy­stu­jemy także w naszych cza­sach. Grecka masti­cha. Mastyks, pro­dukt pista­cji mastyk­so­wej. Od sta­ro­żyt­no­ści skarb wschod­nio­egej­skiej wyspy Chios; miej­sca pre­ten­du­ją­cego do miana ojczy­zny Homera, pach­ną­cego cytru­sami, wio­sną kwit­ną­cego czer­wie­nią dzi­kich tuli­pa­nów, lecz przede wszyst­kim dum­nego z żywicz­nego bogac­twa.

Chios chęt­nie dzie­liła się mastyk­sem z wiel­kim świa­tem. Grecka żywica wędro­wała szla­kami han­dlo­wymi w odle­głe zakątki Europy (także nad Bał­tyk!) i Azji. Jako trudno dostępny sym­bol luk­susu pod­bi­jała pałace wiel­mo­żów. Dziś łatwo dosta­niemy ją w grec­kich skle­pach. Bez trudu znaj­dziemy dla niej miej­sce i zasto­so­wa­nie w domach. Na naszych oczach odro­dziła się legenda tego pro­duktu.

Wybierzmy się do zabyt­ko­wych wio­sek mastyk­so­wych tej wyspy, zwa­nych Masti­cho­cho­ria, aby lepiej poznać ten zasty­ga­jący w słońcu rary­tas. Jego histo­rię i współ­cze­sność. To na tej wyspie zetkniemy się z miło­ścią Czło­wieka do Drzewa, z jed­nej strony kale­czo­nego ludzką ręką, z dru­giej - bło­go­sła­wio­nego, oto­czo­nego czcią i nie­mal świę­tego; pie­czo­ło­wi­cie chro­nio­nego, ale też coraz bar­dziej zagro­żo­nego. To jedno z tych uni­ka­to­wych miejsc nad Morzem Śród­ziem­nym, które bez swo­jej dobro­czyn­nej rośliny nie zaist­nia­łoby tak sze­roko na kar­tach histo­rii czy far­ma­cji. Pista­cja i jej żywica, histo­ria i kul­tura. Współ­tr­wa­nie i współ­za­leż­ność. Oto jedno z praw­dzi­wych, nama­cal­nych drzew życia.

Gruby mastyks po oczysz­cze­niu

W MASTYKSOWYM GAJU

Połu­dniowa część Chios. Od połu­dnia, od strony morza wieje jesz­cze notias, wiatr cie­pły, momen­tami pory­wi­sty. Zawie­sza w powie­trzu deli­katną mgiełkę pyłu przy­wia­nego tu znad Sahary. Zza zakrętu wyła­niają się pierw­sze zgru­po­wa­nia nie­wiel­kich, kil­ku­me­tro­wych drzew. Jedy­nych na jało­wych i nie­mal pół­pu­styn­nych zbo­czach tej oko­licy. Powy­gi­nane pnie i gęstwa ciem­no­zie­lo­nych liści przy­cią­gają wzrok. Zatrzy­muję się i wcho­dzę na skraj gaju. Wzru­szony, foto­gra­fuję zastaną tu prze­strzeń. Kątem oka dostrze­gam prze­jeż­dża­jący drogą nie­co­dzienny trój­ko­łowy pojazd. Jeden z typo­wych, jak się okaże, wehi­ku­łów tutej­szych rol­ni­ków. Męż­czy­zna pozdra­wia mnie zza kie­row­nicy i znika za pagór­kiem. Nie­wy­mu­szona ser­decz­ność, gościn­ność i przy­zwo­le­nie na zachwyt gościa tym, co tutej­sze.

Gaj mastyk­sowy na Chios

Na grec­kiej pro­win­cji wciąż nie potrzeba wiele, aby zostać przy­ję­tym. Zaak­cep­to­wa­nym i przy­na­leż­nym. Bro­nią się tu jesz­cze prze­trwal­niki daw­niej­szej wiej­skiej gościn­no­ści, filok­se­nii; nie­zmę­czo­nej tłu­mem tury­stów i cie­ka­wej przy­by­sza z innego świata. Czuję, że mogę wejść dalej, mię­dzy drzewa. Przy­glą­dam się pniom. Ich kora jest na wiele spo­so­bów pona­ci­nana, a widoczne "rany" zaskle­pia żywica. Jest już po mastyk­so­wych żni­wach, lecz nie wszę­dzie wybiera się całość sub­stan­cji, napły­wa­ją­cej w szramy na korze. Roz­tarty w pal­cach mastyks roz­ta­cza woń wyjąt­kowo przy­jemną i nie­po­dobną do cze­go­kol­wiek.

Jestem na miej­scu. Prze­kro­czy­łem trudno dostrze­galną z pozoru gra­nicę, która oddziela odrębne od sie­bie światy tej bar­dzo róż­no­rod­nej wyspy. Ciem­nie­ją­cej sosno­wymi górami na pół­nocy1 i roz­świe­tla­ją­cej się jasno­ścią wysu­szo­nego połu­dnia. Przede mną Masti­cho­cho­ria.

Kwit­nąca pista­cja mastyk­sowa

Pista­cja kle­ista to pol­ska nazwa naukowa wiecz­nie zie­lo­nego drzewa, rosną­cego w całym Śród­ziem­no­mo­rzu (na Chios od około 6 000 000 lat), a jej przy­miot­nik zdra­dza żywiczne wła­ści­wo­ści rośliny. Inna nazwa to len­ty­szek, pocho­dząca od łaciń­skiej Pista­cia len­ti­scus. Grecka, ogólna nazwa to schi­nos. Drzewa z Chios należą do ende­micz­nej2, spo­ty­ka­nej wyłącz­nie tutaj odmiany mastyk­so­wej (w bota­nice okre­śla­nej jako var. chia). Dla Gre­ków to masti­cho­den­dro, drzewo mastyk­sowe. I to ono wydziela szla­chetną żywicę o uni­ka­to­wych wła­ści­wo­ściach.

Prze­ciętne drzewko zaczyna ją pro­du­ko­wać około pią­tego roku życia, a wydzie­la­nie spada po sie­dem­dzie­się­ciu latach. Po około wieku drzewo zamiera. Osob­niki męskie pro­du­kują wię­cej masti­chy i jest ona lep­szej jako­ści. To one domi­nują w upra­wie. Sadzący pista­cje mastyk­sowe ni­gdy nie wie­dzą dokład­nie, jak płodne będzie drzewo. Nie­które okazy dostar­czają rocz­nie nawet do 2 kg mastyksu, inne led­wie 10 g; śred­nia to 150-180 g z jed­nego okazu. Nie­ko­rzystne warunki, np. zbyt duży upał, ogra­ni­czają wydzie­la­nie. Spo­śród upra­wia­nych na wyspie pię­ciu odmian drzewa, "czarna pista­cja" (maw­ro­schi­nos), o szcze­gól­nie ciem­nych liściach, dostar­cza żywicę naj­wyż­szej jako­ści. To pro­dukt o wyjąt­ko­wej przej­rzy­sto­ści, wydzie­lany zwy­kle obfi­cie, choć nie­rów­no­mier­nie w trak­cie życia drzewa.

Dzi­kie pista­cje kle­iste, te "nie­ma­styk­sowe", rosnące w całej śród­ziem­no­mor­skiej czę­ści Gre­cji, były przez ludzi użyt­ko­wane od wie­ków. Z owo­ców roślin tło­czono schi­no­lado, olej sto­so­wany w kuchni, do oświe­tla­nia wnętrz, a nawet lecz­ni­czo, np. w scho­rze­niach reu­ma­tycz­nych. Owoce pokrew­nego gatunku, pista­cji ter­pen­ty­no­wej (Pista­cia tere­bin­thus), czę­stej w zaro­ślach makii, są na Chios chęt­nie spo­ży­wane na świeżo. Zwane są tsi­kuda. Doj­rze­wają we wrze­śniu.

DRZEWO JEDNEJ WYSPY

A dla­czego tylko połu­dniowa Chios? Po pierw­sze, decy­duje o tym spe­cy­ficzny mikro­kli­mat tej czę­ści wyspy, bar­dzo cie­pły i suchy (więk­szość desz­czu zatrzy­mują góry na pół­nocy). Gęsta sieć kana­łów żywicz­nych w rośli­nie to jedno z przy­sto­so­wań do tych skraj­nych warun­ków. Pomaga jej w maga­zy­no­wa­niu wody, a w przy­padku uszko­dze­nia pędów - w szyb­kim zakle­je­niu żywicą powsta­łej rany, dzięki czemu utrata cen­nej sub­stan­cji jest mniej­sza. To rów­nież ochrona przed pato­ge­nami. Pista­cje mastyk­sowe wykształ­cają ponadto nie­zwy­kle dłu­gie (nawet do 20 m), lecz płytko osa­dzone korze­nie. Lubią dobrze prze­wie­trzoną glebę. Tutej­sze warunki są dla nich ide­alne.

Połu­dniowa Chios z gajami mastyk­so­wymi i oliw­nymi

Po dru­gie, to sku­tek trwa­ją­cej od tysiąc­leci rela­cji drzewa i czło­wieka, który selek­cjo­no­wał egzem­pla­rze wydzie­la­jące naj­wię­cej cen­nej lep­kiej sub­stan­cji. Istotne jest rów­nież doświad­cze­nie rol­ni­ków, nagro­ma­dzona przez wieki uni­ka­towa wie­dza prak­tyczna, prze­ka­zy­wana z poko­le­nia na poko­le­nie. Jak obcho­dzić się z rodzą­cym skarb drze­wem, jak je pie­lę­gno­wać. Jak ostroż­nie naci­nać pnie i konary, aby nie zra­nić ich zbyt mocno i nie nara­zić na infek­cje.

Grudki mastyk­sowe w sprze­daży

Wresz­cie, to umie­jęt­ność wypro­mo­wa­nia atrak­cyj­nego pro­duktu, w czym Chioci, miesz­kańcy Chios, dosko­na­lili się już w koń­co­wym okre­sie sta­ro­żyt­no­ści. Obser­wo­wali wielki han­dlowy suk­ces mirry, ale i innych zna­nych wów­czas żywic pista­cjo­wych, zwłasz­cza egip­skiej (podobno niż­szej jako­ści od tej z Chios). Sami stwo­rzyli wcze­śniej jedną z bar­dziej eks­klu­zyw­nych marek sta­ro­żyt­nej Gre­cji i Rzymu: wino z Chios, zwane ariu­sios oinos. Jego sława trwała przez pięć wie­ków. Eks­tre­mal­nie dro­gie, uwiel­biane przez samego Juliu­sza Cezara. Było pierw­szym tak sław­nym pro­duk­tem wyspy, lecz nie ostat­nim. Smy­kałki do han­dlu i mar­ke­tingu mogło Chio­tom pozaz­dro­ścić wiele innych wysp i grec­kich polis. Doświad­cze­nie w sprze­daży wina, a także tutej­szego mar­muru i glinki boga­tej w kaolin, tzw. ziemi chioc­kiej, prze­kuli w obrót nowym pro­duk­tem, także eli­tar­nym, wytwa­rza­nym w nie­wiel­kich ilo­ściach. Chios bar­dzo wcze­śnie posta­wiła na han­del, lecz - w prze­ci­wień­stwie do wielu innych państw-miast - nie zakła­dała kolo­nii na innych wybrze­żach. Zamiast nich miesz­kańcy wyspy budo­wali sieć han­dlową w klu­czo­wych mia­stach regio­nów, od wybrzeży Morza Czar­nego po pół­nocną Afrykę. I począw­szy od cza­sów hel­le­ni­stycz­nych, od IV-II w. p.n.e., aktyw­nie pro­mo­wali tam swoją żywicę.

Wszyst­kie te oko­licz­no­ści razem zło­żyły się na trwa­jący do dziś feno­men chioc­kiego mastyksu.

ŻYWICA WIERZEŃ. ŁZY ŚWIĘTEGO IZYDORA

Zor­ga­ni­zo­wane uprawy pista­cji w celu pozy­ski­wa­nia surowca roz­po­częły się na wyspie około IV w. p.n.e. Spo­śród kilku pista­cjo­wych żywic, wyse­lek­cjo­no­wa­nych w sta­ro­żyt­no­ści, w naszych cza­sach znamy i użyt­ku­jemy tylko tę z Chios. Tutej­sze drzewa mastyk­sowe nie­zwy­kle trudno przyj­mują się w innych miej­scach: liczne wysiłki sąsied­nich wysp speł­zły na niczym. Miesz­kańcy wyspy mają też bar­dziej mistyczne wytłu­ma­cze­nie tego feno­menu. Oto jeden z pierw­szych chrze­ści­jan i rzym­ski woj­skowy, Izy­dor - ogło­szony póź­niej świę­tym - który bez­dro­żami Chios ucieka przed prze­śla­dow­cami (w Rzy­mie pano­wał wów­czas anty­chrze­ści­jań­ski cesarz Decjusz), zmę­czył się i przy­siadł pod drze­wem. Tu jed­nak wro­go­wie dopa­dli go i w okrutny spo­sób zamor­do­wali. Katu­jąc Izy­dora, zra­nili też roślinę. A ta zapła­kała nad nie­szczę­śni­kiem swo­imi żywicz­nymi łzami. Do dziś łez­ko­wate grudki mastyksu to rów­nież "łzy świę­tego Izy­dora" (co zresztą znacz­nie poma­gało przez wieki w pro­mo­cji żywicy). On sam jest tu uwa­żany za opie­kuna tych drzew. 14 maja każ­dego roku wyspia­rze urzą­dzają mu huczne święto3.

Mastyk­sowe pnie z zasty­głą żywicą

SŁAWA MASTYKSU. WĘDRÓWKA PRZEZ WIEKI (I)

Jed­nym z pierw­szych, któ­rzy roz­re­kla­mo­wali chiocką żywicę, był wybitny uczony antyku, Grek miesz­ka­jący w Rzy­mie, Peda­nius Dio­sku­ry­des. Jeden z ojców medy­cyny, far­ma­ko­lo­gii i bota­niki. Zale­cił masti­chę do żucia nie tylko w celach lecz­ni­czych, lecz rów­nież dla odświe­że­nia odde­chu. Stała się pierw­szym sta­ro­żyt­nym pro­to­ty­pem gumy do żucia. Do peanów na cześć tutej­szej żywicy dołą­czył Galen, inny ze słyn­nych rzym­skich leka­rzy (także rodem z Hel­lady), któ­rego nauki były wciąż dro­bia­zgowo stu­dio­wane jesz­cze w cza­sach rene­sansu. Zale­cał ją przy nie­pra­wi­dło­wo­ściach funk­cjo­no­wa­nia układu pokar­mo­wego. Po Dio­sku­ry­de­sie czy Gale­nie (a zapewne także Hipo­kra­te­sie) mastyk­sem zachwy­cali się kolejni uczeni. Pro­mo­wała go też sławna szkoła medyczna w Alek­san­drii. Miesz­kańcy Śród­ziem­no­mo­rza coraz chęt­niej zabie­gali o spe­cy­fik z Chios. Zale­cano go na scho­rze­nia żołądka i jamy ust­nej, na infek­cje i ogólne wzmoc­nie­nie. Na pro­blemy skórne, ale i do pie­lę­gna­cji ciała (np. krem z oliwy z oli­wek i mastyksu!). Żywicę z grec­kiej wyspy doda­wano do won­nych mie­sza­nek i kadzi­deł, do olej­ków i bal­sa­mów. Rzy­mia­nom wyraź­nie przy­pa­dła do gustu. Zaczęli ją żuć i to nie tylko ze wzglę­dów lecz­ni­czych czy higie­nicz­nych, lecz rów­nież dla przy­jem­no­ści. Eks­cen­tryczny cesarz Helio­ga­bal jako pierw­szy roz­sma­ko­wał się w winie zmie­sza­nym z olej­kiem mastyk­so­wym. Mastyks z Chios prze­szedł wyraź­nie do sfery roz­rywki. Stał się modny, a jego sława tylko rosła! Już w naszej erze, w VII w. sławny lekarz bizan­tyj­ski, Paweł z Eginy, zale­cał go na wiele dole­gli­wo­ści, a jed­nym z cie­kaw­szych zasto­so­wań była pasta do zębów z dodat­kiem żywicy! W mastyk­sie roz­ko­chało się zarówno Bizan­cjum, jak i wyro­słe póź­niej na jego gru­zach Impe­rium Osmań­skie. Znaczne ilo­ści impor­to­wał też świat arab­ski. A od XVI w. chiocka żywica zaczęła z powo­dze­niem pod­bi­jać far­ma­ko­pee (kodeksy apteczne) zachod­niej Europy.

Likier mastyk­sowy

MASTYKS: GWIAZDA MEDYCYNY

Współ­cze­sna nauka wyeks­tra­ho­wała z masti­chy prze­szło pięć­dzie­siąt sub­stan­cji czyn­nych (nie­które z nich do tej pory nie­znane!) i potwier­dza wiele z jej dobroczyn­nych wła­ści­wo­ści, roz­po­zna­nych przez czło­wieka już w antyku i w okre­sie Bizan­cjum. Wyni­kają one, jak się oce­nia, z syner­gi­stycz­nego dzia­ła­nia wszyst­kich skład­ni­ków żywicy, nie zaś z jed­nego kon­kret­nego. Jed­nym z naj­waż­niej­szych współ­cze­snych suk­ce­sów tego pro­duktu jest dowie­dze­nie jego sku­tecz­no­ści w zwal­cza­niu bak­te­rii Heli­co­bac­ter pylori, wywo­łu­ją­cej m.in. wrzody żołądka i dwu­nast­nicy, a w kon­se­kwen­cji także raka żołądka. Ogło­szono to w 1998 r. na łamach jed­nego z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych cza­so­pism nauko­wych - "New England Jour­nal of Medi­cine". Bada­cze z uni­wer­sy­te­tów Gre­cji, Włoch czy Wiel­kiej Bry­ta­nii wyka­zali też prze­ciw­bak­te­ryjne dzia­ła­nie olejku mastyk­so­wego4 wobec cho­ro­bo­twór­czych grzy­bów Can­dida albi­cans, szcze­pów bak­te­rii gron­kowca czy Esche­ri­chia coli, a także bak­te­rii wywo­łu­ją­cych odkła­da­nie się płytki nazęb­nej oraz scho­rze­nia dzią­seł. Potwier­dzono też anty­bak­te­ryjne dzia­ła­nie opa­trun­ków z olej­kiem mastyk­so­wym, poda­wa­nych na rany. W roku 2014 Euro­pej­ska Agen­cja Leków zare­je­stro­wała mastyks jako roślinny pro­dukt lecz­ni­czy w łagod­nych scho­rze­niach gastro­en­te­ro­lo­gicz­nych oraz der­ma­to­lo­gicz­nych u doro­słych. Ze względu na swoje obie­cu­jące wła­ści­wo­ści prze­ciw­u­tle­nia­jące wobec cho­le­ste­rolu LDL (tzw. zły cho­le­ste­rol), mastyks może zna­leźć zasto­so­wa­nie we wspar­ciu pro­fi­lak­tyki miaż­dżycy. W 2011 r. poja­wiły się pierw­sze donie­sie­nia o moż­li­wym dzia­ła­niu prze­ciw­no­wo­two­ro­wym. Zebrane dane są wciąż wycin­kowe i konieczne są dal­sze, sze­rzej zakro­jone bada­nia. Grecy z Chios mają nadzieję na kolejne prze­ło­mowe odkry­cia, które jesz­cze bar­dziej roz­sła­wią ich pro­dukt na świe­cie.

MESTA. W WIOSCE MASTYKSOWEJ. ARCHANIOŁ I GORGONA

Dojeż­dżam do osady Mesta, jed­nej z naj­więk­szych z grupy wsi Masti­cho­cho­ria. Kie­dyś było ich dwa­dzie­ścia jeden, póź­niej do mastyk­so­wej tra­dy­cji dołą­czyły jesz­cze trzy, w któ­rych warunki natu­ralne rów­nież pozwa­lały na uprawę pista­cji.

Wio­ski mastyk­sowe mają w sobie coś ze śre­dnio­wiecz­nych osad Ita­lii i nie jest to przy­pa­dek. Wiele z nich zacho­wało w dobrym sta­nie swoją histo­ryczną tkankę. Świet­nie widać to w wio­sce Mesta. Labi­rynt wąskich uli­czek, kamienne domy o gru­bych murach i nie­wiel­kich oknach. Tune­lowe przej­ścia pod łączą­cymi się ze sobą budyn­kami, ślepe zaułki. Obok izb miesz­kal­nych prze­twa­rzano więk­szość pro­duk­cji rol­nej każ­dej z wio­sek. Nie­gdyś w cen­tral­nym punk­cie osady stała wysoka wieża, z któ­rej obser­wo­wano oko­licę, w tym baszty sygna­li­za­cyjne na murach zewnętrz­nych oraz morze. Sygnał o nie­bez­pie­czeń­stwie docie­rał wcze­śnie i w sko­or­dy­no­wany spo­sób. Zamy­kano wtedy solidne żela­zne bramy, wio­dące do wnę­trza osie­dla, w nor­mal­nych warun­kach zatrza­ski­wane tylko na noc.

Mesta - w wąskich ulicz­kach wio­ski mastyk­so­wej

Całość zabu­dowy to relikt archi­tek­tury póź­nego śre­dnio­wie­cza, przy­sto­so­wa­nej do obrony i zmy­le­nia wroga, który zde­cy­do­wałby się tu zapu­ścić. Roz­wią­za­nia te miały dodat­kowy wymiar prak­tyczny: w plą­ta­ni­nie uli­czek ginął wiatr, a grube mury zapew­niały izo­la­cję zimą oraz chłód latem. Wadę tak gęstej zabu­dowy osie­dli widać było w okre­sach sze­rze­nia się plag, dzie­siąt­ku­ją­cych tutej­szą lud­ność. Dziś to zaułki miłe do spa­ceru, lecz wydają mi się dość klau­stro­fo­biczne do zamiesz­ki­wa­nia.

Ściany gru­bych murów odbi­jają echem roz­mowę dwóch star­szych pań odzia­nych w czerń, z cha­rak­te­ry­stycz­nymi chust­kami na gło­wach. Mijam wonny, kwit­nący jaśmin i zmie­rzam do cen­trum osady.

Dziś góruje nad nim monu­men­talny Kościół Świę­tych Archa­nio­łów Michała i Gabriela, jedna z więk­szych świą­tyń w całej Gre­cji. W poło­wie XIX w. zastą­pił dawną wieżę obronną. Wnę­trze olśniewa boga­tymi zdo­bie­niami oraz potęż­nym, bia­łym iko­no­sta­sem, powle­ka­nym war­stewką por­ce­lany. Jeden z dwóch archa­nio­łów - czczo­nych tu i w całej Gre­cji - Michał, powszech­nie zwany Tak­siar­chi­sem, zaj­muje bar­dzo ważne miej­sce w wie­rze­niach pra­wo­sław­nych Gre­ków. Uwa­żają, że to on pro­wa­dzi dusze do Raju. Wierni widzą w nim opie­kuna, pocie­szy­ciela i obrońcę. Wojow­nika z mie­czem w dłoni, prze­ciw­sta­wia­ją­cego się złu, wal­czą­cego o dobro i pomyśl­ność czło­wieka oraz jego spo­łecz­no­ści. Archa­nio­łowi stale przy­pi­sy­wane są kolejne cuda, o czym goto­wych jest opo­wia­dać wielu Gre­ków. Wize­runki Tak­siar­chisa łatwo spo­tkać także poza prze­strze­niami sakral­nymi. Na usta­wio­nych w domach bądź w skle­pach pod­ręcz­nych iko­nach, za szy­bami auto­bu­sów, na budach cię­ża­ró­wek. Waleczny archa­nioł, przy­wódca zastę­pów nie­biań­skich anio­łów, został od 1954 r. ofi­cjal­nym patro­nem sił powietrz­nych kraju. Jego święto, 8 listo­pada, cele­bro­wane jest w jed­nost­kach tych wojsk w całej Gre­cji.

Iko­no­stas z kościoła Świę­tych Archa­nio­łów Michała i Gabriela we wsi Mesta

W kościele wsi Mesta do ikony archa­nioła pod­cho­dzą co chwila wierni i z naboż­no­ścią ją całują. Obok oglą­dam liczne wota pozo­sta­wiane świę­temu opie­ku­nowi. Podzi­wiam ozdobne wnę­trze, gdy nagle pod­cho­dzi do mnie zacie­ka­wiony star­szy męż­czy­zna. Nosi dość czę­ste imię Apo­sto­los (Apo­stoł) i, jak mówi, od czter­dzie­stu lat mieszka w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Regu­lar­nie powraca na rodzinną wyspę. Prosi, bym za nim poszedł. Wyraź­nie poru­szony, czyta mi kolejne poka­zy­wane przez sie­bie ikony. Oto uni­ka­towa ikona ze sław­nej nie­gdyś szkoły kre­teń­skiej, z mor­ską Gor­goną na dole świę­tego, chrze­ści­jań­skiego obrazu. Repre­zen­tuje ona świat sta­ro­żytny i jego sym­bo­likę. Jakże cie­kawe to i har­mo­nijne zespo­le­nie współ­cze­snego grec­kiego sacrum ze świa­tem wie­rzeń sprzed tysiąc­leci. Nie­chybny znak łącz­no­ści grec­kich świa­tów ducho­wych. Inną oglą­daną ikonę poda­ro­wała wyspie Chios caryca Kata­rzyna. Kolejny obraz ma być nie­zwy­kle stary, jesz­cze sprzed wiel­kiej schi­zmy wschod­niej (1054 r.), wyzna­cza­ją­cej począ­tek podziału Kościoła chrze­ści­jań­skiego na zachodni (rzym­sko­ka­to­licki) i wschodni (pra­wo­sławny).

Mydło mastyk­sowe

Słu­cham też o samym patro­nie świą­tyni. Pan Apo­sto­los spo­tkał tu nie­dawno zapła­kaną Tur­czynkę (archa­nioła Michała wymie­nia też Koran), któ­rej Tak­siar­chis miał obja­wić postać matki, zmar­łej led­wie parę tygo­dni wcze­śniej. Męż­czy­zna opo­wiada z prze­ję­ciem i zaan­ga­żo­wa­niem, jest jed­nym z tysięcy Gre­ków, któ­rzy - choć wiodą życie w odle­głych świa­tach - regu­lar­nie powra­cają do małych ojczyzn. Ofia­ro­wują daro­wi­zny na rzecz swo­ich miej­sco­wo­ści, uczest­ni­czą w ich życiu, tak jak mogą. Od paru dekad znacz­nie pomaga inter­net. Zwie­dza­nie kościoła trwa pra­wie godzinę. Na koniec pan Apo­sto­los zaska­kuje mnie i pro­wa­dzi pod ikonę Tak­siar­chisa. W geście bło­go­sła­wień­stwa nazna­cza moje czoło oliwą. Żegna się ze mną bar­dzo ser­decz­nie, pro­sząc, bym poczy­tał wię­cej o nie­zwy­kłej histo­rii wsi mastyk­so­wych. Bije od niego duma z dzie­dzic­twa tych stron.

Wycho­dzę z kościoła na ską­pane w słońcu uliczki. Mesta to miej­sco­wość, która do dziś w znacz­nym stop­niu żyje z pro­duk­cji mastyksu. Spo­glą­dam na wyło­żone w skle­pach pro­dukty. Żywica do żucia w postaci przy­po­mi­na­ją­cej perełki i jako guma zwana ELMĄ, mastyks w proszku, masti­cho­pi­tes - cien­kie placki z żywicą. Cia­steczka i precle. Mastyk­sowy likier i any­żówka uzo (poza Chios pro­du­ko­wana bez żywicz­nego dodatku). Mydła z olej­kiem mastyk­so­wym, kremy na dzień i na noc. Kawa aro­ma­ty­zo­wana żywicą. Sze­roka gama pro­duk­tów, wytwa­rza­nych na połu­dniu Chios pod okiem dzia­ła­ją­cego tu Sto­wa­rzy­sze­nia Pro­du­cen­tów Mastyksu, które kon­tro­luje pro­duk­cję lokal­nego prze­my­słu prze­twór­czego. Dzięki niemu wyspie Chios udało się, co rzad­kie, wypro­mo­wać zuni­fi­ko­waną markę swo­ich pro­duk­tów. Pod jed­nym szyl­dem. W jed­no­ści siła.

Obraz Cara­vag­gia Głowa Meduzy

SŁAWA MASTYKSU. WĘDRÓWKA PRZEZ WIEKI (II)

Wio­ski mastyk­sowe w postaci, w któ­rej ist­nieją do dziś, ukształ­to­wały się na prze­strzeni XIV-XVI w. przede wszyst­kim za sprawą Genu­eń­czy­ków, któ­rzy prze­jęli wła­dzę na wyspie. Było to wyda­rze­nie prze­ło­mowe spo­łecz­nie i gospo­dar­czo.

Popu­lar­ność mastyksu stale rosła w kolej­nych stu­le­ciach naszej ery. Zaczęto doda­wać go m.in. do teriaku, lecz­ni­czej i nie­zwy­kle docho­do­wej mik­stury, uwa­ża­nej przez wieki za pana­ceum na wiele cho­rób. Flo­renccy Medy­ce­usze pró­bo­wali wyko­rzy­sty­wać żywicę z Chios nawet w walce z dżumą. Wyka­łaczki z drewna mastyk­so­wego poma­gały wybie­lać zęby. Uży­wano ich na sze­roką skalę już w sta­ro­żyt­nym Rzy­mie, póź­niej w Bizan­cjum, wresz­cie w śre­dnio­wiecz­nej zachod­niej Euro­pie. W mię­dzy­cza­sie mastyks sto­so­wali w prak­tyce już bar­dzo liczni leka­rze, wpły­wa­jący na medy­cynę swo­ich ziem i epok. Od per­skiego Awi­cenny po bizan­tyj­skiego Miko­łaja Myrep­susa, szcze­gól­nie chęt­nie czy­ta­nego w szko­łach medycz­nych Fran­cji. Pro­dukt z grec­kiej wyspy odkryto też w recep­tach śre­dnio­wiecz­nych Hisz­pa­nów czy Niem­ców.

Poza medy­cyną sto­so­wany był coraz chęt­niej w pro­duk­cji mydeł i kre­mów, w jedwab­nic­twie (mastyks roz­ja­śniał kolory tka­niny), a nawet w malar­stwie. Grecka żywica doda­wała far­bie poły­sku i została odkryta w nie­któ­rych dzie­łach Cara­vag­gia (np. obraz Głowa Meduzy) czy Rubensa. A także w iko­nach świata pra­wo­sław­nego. Do dziś w malar­stwie uży­wany jest wer­niks mastyk­sowy, poma­ga­jący m.in. w otrzy­ma­niu powłoki zabez­pie­cza­ją­cej, nada­ją­cej połysk powierzchni obra­zów oraz świe­tli­sto­ści i głębi ich bar­wom. Jest cenio­nym dodat­kiem żywicz­nym w malar­stwie olej­nym. Z cza­sem mastyks miał też wcho­dzić w skład lakie­rów lut­ni­czych, uży­wanych w pra­cow­niach Cre­mony, mia­sta Anto­nia Stra­di­va­riusa. Od dawna żywica z Chios była rów­nież skład­ni­kiem róż­nego rodzaju kitów i mas uszczel­nia­ją­cych. Ze względu na jej lep­kość, nazwa prze­szła na inne sub­stan­cje kle­jące. Nie­przy­pad­kowo kit to w nie­któ­rych języ­kach wciąż mastic, mastice itp.

GENUA. ORGANIZACJA I EKSPLOATACJA. WSIE MASTYKSOWE I KOLUMB

Znaczna część tych żywicz­nych lasów została uni­ce­stwiona przez wielki pożar, który wybuchł latem 2025 r., krótko po stwo­rze­niu tego roz­działu. Pozo­sta­wiam to ory­gi­nalne zda­nie na dowód, jak jest kru­chy i jak szybko się zmie­nia śród­ziem­no­mor­ski świat. [wróć]

Ende­mit to gatu­nek / podgatu­nek / rodzaj / inny tak­son, wystę­pu­jący na ści­śle zde­fi­nio­wa­nym obsza­rze. Ende­mity danego kraju nie są spo­ty­kane ni­gdzie poza nim, dzięki czemu są uni­ka­towe dla lokal­nej bio­róż­no­rod­no­ści. [wróć]

Nie­które źró­dła wska­zują też lako­nicz­nie na rolę drzew mastyk­so­wych w daw­nym kul­cie Arte­midy. To pośród nich miały się poja­wiać nimfy bogini. [wróć]

Ole­jek ete­ryczny otrzy­my­wany na dro­dze desty­la­cji żywicy. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki