Szafirowa Szwaczka - Beata Worobiec

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (20,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

No i udało się! Druga część napisana!

Szczerze mówiąc nie sądziłam, że ten moment kiedykolwiek nastąpi. Nie, żebym nie miała pomysłu na kontynuację - ten pojawił się w mojej głowie jeszcze przed postawieniem ostatniej kropki w Rubinowym Księciu. Gorzej wyszło z realizacją.

Wiele obiecywałam, wiele zapowiadałam, bo sama tak się nakręciłam na ten świat i opowieści, że kompletnie straciłam głowę. Mało tego - wy, czytelnicy, bardzo mocno wpłynęliście na to, jak ostatecznie wygląda fabuła Szafirowej Szwaczki. Zaczęłam ją pisać niedługo po wydaniu Rubinowego, ale później moje życie mocno się pokomplikowało. Rok 2020 dla całego świata był jedną wielką porażką. Jak nie susza, to powódź, a jak nie powódź to niekończąca się pandemia. 2021 nie był o wiele lepszy. No i dodatkowo - tym, którzy czytali sekcję podziękowań w Rubinowym, mogę zdradzić, że mój luby uprzedził mój niecny plan zmiękczenia go podziękowaniami i oświadczył mi się dwa miesiące przed tym, jak przeczytał tekst, który tam zamieściłam. Przysporzył mi tym sporo roboty i nadprogramowych obowiązków, które w połączeniu z wykańczaniem naszego małżeńskiego gniazdka sprawiły, że non stop tkwiłam w niedoczasie. Długa przerwa w pisaniu nie wpłynęła pozytywnie na treść. Wielokrotnie ją zmieniałam i poprawiałam, a jak już doszłam do wersji, która jakkolwiek mnie satysfakcjonowała, to... zalałam laptopa i straciłam kilka ostatnich rozdziałów (BHP? Backupy? A po co to komu?). Stąd też spory rozjazd między datą premiery i tym, na kiedy ją zapowiadałam.

Dziś siedzę już w nowym mieszkaniu i z nowym nazwiskiem, pod którym możecie wypatrywać moich kolejnych wypocin. Teraz jestem Beata Buczek - czyli prawie taki mały book!

Wiem, wiem, tylko mnie to bawi. W tej książce postaram się już tak nie męczyć tyloma specyficznymi dla mojego pogrzanego poczucia humoru żartami. Skupimy się bardziej na bohaterach i świecie, który... no właśnie! Pamiętasz jeszcze cokolwiek z pierwszej części? Nie? Specjalnie na tę okazję przygotowałam streszczenie i ściągę z uniwersum - znajdziesz ją na końcu książki.

Pozdrawiam i jak zwykle życzę miłego zaczytania!

Beata Buczek

(od października 2020 już nie Worobiec, choć Kamiennokrwiści zostaną wydani do końca pod starym nazwiskiem, żeby nie wprowadzać zamieszania)

O czym był "Rubinowy Książę"?

Była sobie Mila i był parobek Avalon, który się w niej zakochał. Jako, że dorośli ich nie rozumieli, młodzi zaplanowali wspólną romantyczną ucieczkę. Właściwie to on planował romantyczną ucieczkę, a ona planowała go wrobić w porwanie i pognać za pewnym fioletowookim rewolucjonistą. Pech chciał, że tej nocy, kiedy Mila flirtowała z Tweardym, Slazira (jego zazdrosna kochanka/żona imperatora/była żona Cienia) wysłała za nim purrusa. Szpieg doniósł o flircie, a Mila skończyła w paszczy mgielnego wilka. Jej światło (po naszemu: dusza) powędrowało hen do Otchłani. W tejże Otchłani dała się uwieść mrocznemu bóstwu i przeszła na ciemną stronę mocy. Z tym, że Avalon o tym nie wiedział. Wyruszył jej na ratunek razem z zadzierającą nosa Sephorą (która miała zbawić świat, a zginęła w najgłupszy możliwy sposób - właśnie za to zadzieranie nosa), Ollinem, który okazał się największym pechowcem na Żywej Ziemi (magicznym defektywem) oraz Czerwoną Salamandrą, która w sumie to nie chciała nigdzie iść, ale Mila brzmiała jak osoba, która według podań idealnie nadawała się na ofiarę do rytuału.

Rozpoczęła się wędrówka. Już na starcie podpadli Yotamowi (najgroźniejszemu kambionowi), a ten ruszył w pościg za nimi. Musieli się więc zmierzyć z całą serią niespodzianek i niepowodzeń. Dołączyli nawet do rewolucjonistów, wśród których ukrywał się tytułowy Rubinowy Książę. Ich drogi się rozchodziły i splatały, aż w końcu Ollin pomógł w podbiciu Diamentowego Wzgórza (i odkrył, że pech też może być mocą). Avalon w tym czasie odnalazł Milę - i pomógł zabić to coś, co z niej zostało. Nie zaznał miłości, ale odkrył, że wierni przyjaciele są dużo cenniejsi. Salamandra też nie odzyskała utraconej miłości (która okazała się smoczym zaślepieńcem), choć jej zielone serduszko odrobinę się rozmroziło przy dwóch niedorajdach i jednym całkiem zaradnym Rycerzu Popiołu. Ów zabójczo przystojny Rycerz, któremu każda niewiasta oddawała serce (i nie tylko) upatrzył sobie bowiem niedostępną Salamandrę i tak długo o nią zabiegał, że aż się zakochał. Zapomniał tylko, że tak jakby troszkę jest pod wpływem klątwy, która sprawiała, że nie mógł się zakochać (jeśli to zrobi, to zamieni się w popiół). Miłość oczywiście triumfuje nad śmiercią, więc heroicznie oddał życie za to, żeby Salamandra mogła mieć śliczną buźkę. Szkoda tylko, że był to daremny trud, bo ostatecznie Sal doszła do wniosku, że jednak uratuje tyłek Aviemu, zamiast pozbyć się z twarzy blizny po oparzeniu.

Tymczasem Pan Światła przejrzał prawdziwą naturę swojej żonki i zamienił się miejscami z Falco (służącym), który spłodził jej monstrualnych synalków. Imperator w tajemnicy więził bóstwo światła (Lucyfere) i pobierał jej moc - dokładnie tak, jak robili to jego poprzednicy. W międzyczasie usiłował też wyciągnąć sekret długowieczności od rubinowych potomków. Tak bardzo skupił się na przedłużeniu swojego życia, że stracił kontrolę nad imperium. Stracił też władzę, ale za to po drodze zabił Slazirę. Kiedy już zrozumiał, że rewolucjoniści depczą mu po piętach, przybrał ponownie przebranie służącego, wziął córunię pod pachę i ukrył się tam, gdzie nikt go nie szukał. Nie bez powodu mówi się przecież, że najciemniej jest pod latarnią. Skończyło się więc na tym, że rewolucjoniści przejęli władzę, a na tronie zasiadł Tweardy. I dopiero teraz zacznie się zabawa, bo realizacja przedwyborczych obietnic, wcale nie jest taka łatwa, jak by się mogło wydawać!