Wstęp
WSTĘP
Historia nie lubi pustki. Nie znosi "białych" czy "czarnych plam", które
oznaczają chorobę związaną ze świadomością społeczną, chorobę, którą
wcześniej czy później jednak daje się wyleczyć. Tak było miedzy innymi z wiedzą historyczną społeczeństwa polskiego dotyczącą wydarzeń związanych
z agresją sowiecką na Polskę 17 września 1939 r.
Dlatego też wydarzenia we wschodniej części terytorium II
Rzeczypospolitej (zwanej umownie Kresami Wschodnimi) we wrześniu 1939 r.
po dzień dzisiejszy budzą wiele emocji w społeczeństwie polskim, które w sposób rzadko spotykany odnosi się z dużym sentymentem do tych terenów.
Być może wpływ na to miał fakt, że Polska od pierwszego dnia wojny,
ponosząc największe straty osobowe i materialne w przeliczeniu
statystycznym, po wojnie jako jedyne państwo zwycięskie utraciła dużą
cześć swego terytorium. Strat na wschodzie nie wyrównała rekompensata
terytorialna kosztem pokonanych Niemiec. Nie bez znaczenia było też
narzucenie przez potężnego wschodniego sąsiada (przy niewiele
znaczących, słabych protestach mocarstw zachodnich) ustroju społecznego
nigdy niezaakceptowanego przez większość społeczeństwa polskiego, a także to, że przez blisko 45 powojennych lat wydarzenia z września 1939
r. we wschodniej części II RP oraz ich tragiczne pokłosie wstydliwie
przemilczano bądź fałszowano w historiografii krajowej. Milczenie i zafałszowania nie osiągnęły celu, jaki postawili sobie rządzący
ówcześnie Polską. Prawda o tamtych wydarzeniach, nierzadko mniej lub
bardziej ubarwionych, przybierających niejednokrotnie wymiar legendy
krążyła w społeczeństwie polskim. Jej "nosicielami" byli głównie
uczestnicy bądź świadkowie tamtych wydarzeń albo osoby, którym tę wiedzę
w największej tajemnicy powierzano, aby ocalić ją dla przyszłych
pokoleń. Pozytywną a zarazem wręcz unikatową rolę w tym zakresie
odegrały polskie wydawnictwa zagraniczne (emigracyjne) i te krajowe w tzw. drugim obiegu. Udostępniały one wiedzę o tej problematyce w społeczeństwie polskim, szczególnie w środowisku młodzieżowym. Miałem
okazję przekonać się o tym w 1984 r. podczas spotkania z młodzieżą
"obozową" koło Jastrzębiej Góry oraz w 1988 r. w jednym z warszawskich
liceów ogólnokształcących na Saskiej Kępie.
Ostatnie dziesięciolecie XX w. wraz ze zmianą ustroju społecznego w Polsce przyniosło istotny postęp w badaniach historycznych nad
problematyką dotychczas pomijaną w polskiej historiografii, między
innymi związaną z 17 września 1939 r.
I właśnie w tej problematyce historycy natknęli się na poważną
przeszkodę w postaci braku polskich źródeł związanych z wydarzeniami na
Kresach Wschodnich. Po prostu polskie jednostki wojskowe, które znalazły
się w pasie uderzenia Armii Czerwonej, w obliczu klęski bądź niewoli,
niszczyły dokumenty operacyjne lub je ukrywały. Żołnierze, którym to
zlecono nie zdradzali miejsc ukrycia, zabierając tę wiedzę ze sobą na
"wieczną wartę", gdy nie doczekali się czasów, w których możliwe stało
się uchylenie rąbka ich osobistej, czasem bardzo dramatycznej tajemnicy.
Przy braku źródeł polskich bardzo ważnego, wręcz unikatowego znaczenia
nabrały źródła sowieckie. Możliwość dotarcia do nich pojawiła się
dopiero wraz ze zmianą ustroju społecznego w Związku Sowieckim i po jego
rozpadzie, co miało miejsce w początkach lat dziewięćdziesiątych XX w.
Dzięki podpisaniu odpowiednich umów na szczeblu ministerialnym pomiędzy
Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską w połowie 1992 r. powołano
Wojskową Komisję Archiwalną pod przewodnictwem wysokiej rangi pracownika
Sztabu Generalnego Wojska Polskiego płk. prof. dr. hab. inż. Jana Pięty.
Znalazłem się w gronie historyków i archiwistów, którzy rozpoczęli
penetrację posowieckich archiwów z początkiem 1993 r., podejmując
kwerendę archiwalną z problematyki agresji sowieckiej na Polskę we
wrześniu 1939 r. Penetrowałem szczególnie te materiały, które obrazowały
operacyjne przygotowania Armii Czerwonej do agresji i jej przebieg.
Znajdowały się one w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym (Rossijskij
Gosudarstwiennyj Wojennyj Archiw, RGWA) w Moskwie, które wcześniej
nosiło nazwę Centralnego Państwowego Archiwum Armii Radzieckiej, w którym przechowywano dokumenty od 1918 r. do 21 czerwca 1941 r. Po wielu
perturbacjach (m.in. wtórne utajnienie niektórych teczek dokumentów), w ciągu niespełna czterech lat (blisko sześć miesięcy pracy w archiwum),
udało się pozyskać i przywieźć do kraju ok. 15 000 kserokopii
dokumentów, które rzucają światło na ten zdradziecki akt inwazji.
W celu przybliżenia obrazu tamtych wydarzeń społeczeństwu polskiemu i aby udostępnić jak największemu gronu historyków polskich materiał
badawczy, w latach 1994-1996 wydane zostały trzy tomy źródeł sowieckich
"uzupełnionych częściowo niemieckimi i nielicznymi polskimi2.
Ich suplementem były źródła wydawane w latach 1993-1994 na łamach
"Wojskowego Przeglądu Historycznego" oraz opublikowany w 1998 r.,
kilkunastoarkuszowy Dziennik działań bojowych Frontu
Białoruskiego3.
Opracowany naukowo zasadniczy zrąb faktów sowieckiej agresji na Polskę
wydałem w 1994 r. w postaci swoistego kalendarium4, które
było przeznaczone dla szerszego kręgu odbiorców niż materiały źródłowe.
Jednakże dopiero w początkach 1998 r. udało mi się zakończyć opracowanie
szerszego studium historyczno-wojskowego5, które
niemal w pełnym zakresie naświetla przygotowania i przebieg sowieckiej
agresji na Polskę i próby obrony jej ziemi przez słabiutkie siły
polskie, wspomagane przez patriotycznie nastawione społeczeństwo.
Pokazano w nim również dramat żołnierzy polskich, którym do nowego wroga
"strzelać nie kazano".
Źródłami, co prawda innego typu, które musiały zastąpić częściowo brak
polskich dokumentów operacyjnych z września 1939 r., są relacje osób,
które w tych wydarzeniach brały udział, a wcześniej nie mogły przekazać
ich opisu społeczeństwu polskiemu z wiadomych przyczyn. Część tych
relacji opublikował R. Szawłowski6. Zbiór, który posiadam w swoim archiwum pochodzi od żyjących jeszcze w kraju uczestników tamtych
wydarzeń, z kwerendy w archiwum Instytutu J. Piłsudskiego w Nowym Jorku,
z Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie, ze
zbiorów red. D. Baliszewskiego z TVP, Archiwum Wschodniego, Archiwum
Straży Granicznej, Centralnego Archiwum Wojskowego oraz Wojskowego
Instytutu Historycznego. Pracownikom i szefom instytucji, które
udostępniły mi te materiały serdecznie dziękuję. Relacje są znakomitym,
żywym świadectwem tamtych dni, uzupełniającym częściowo braki polskich
źródeł. Wykorzystane fragmentarycznie w pracy Kresy w czerwieni...,
zamieszczone zostały w większości w oddzielnej publikacji7,
pomijając relacje przytoczone przez R. Szawłowskiego.
***
Jedną z formacji wojskowych, która jako pierwsza stawiła (czy też
raczej: próbowała stawiać) opór oddziałom Armii Czerwonej były strażnice
i pododdziały Korpusu Ochrony Pogranicza. Była to formacja elitarna tak
pod względem realizowanych zadań jak i doboru ludzi. Licząca 1412 km
granica polsko-sowiecka uważana była za granicę "płonącą". Nie było dnia
by nie padały na niej strzały, a próby przedarcia się z terytorium
Związku Sowieckiego uzbrojonych grup były nader częste, zwłaszcza w latach dwudziestych.
W okresie PRL Korpus Ochrony Pogranicza uważany był przez czynniki
polityczno-rządowe za formację broniącą dostępu do "kraju dobrobytu
robotników i chłopów", za formację gnębiącą mniejszości narodowe na
pograniczu, a żyjący żołnierze KOP ukrywali swoją służbę w jego
pododdziałach, zwłaszcza jeżeli brali udział w stawianiu oporu Armii
Czerwonej. Ujawnienie tych faktów, w zależności od różnych powojennych
zawirowań politycznych w kraju, groziło aresztowaniem, a w najlepszym
przypadku różnymi szykanami, łącznie ze zwolnieniem z pracy.
Pomimo pozytywnej oceny działalności Korpusu Ochrony Pogranicza tak w okresie pełnienia służby na granicy jak i bojowej we wrześniu 1939 r.
przeciwko obu agresorom, brak jest do tej pory pełnej monografii
naukowej tej formacji. Istniejące publikacje8 tego nie
zastąpią. Najlepsza do tej pory monografia opracowana przez J.
Prochwicza i obroniona w Wojskowym Instytucie Historycznym jako praca
doktorska nie ma szczęścia do sponsoringu i nie ukazała się drukiem.
Wychodząc naprzeciw życzeniom środowiska żołnierskiego tej formacji oraz
funkcjonariuszy Straży Granicznej RP, która pielęgnuje tradycje KOP
(wiele obecnych strażnic nosi imiona zasłużonych oficerów KOP),
przekazuję do rąk Czytelników dosyć szeroki opis działalności żołnierzy
korpusu w walce z oddziałami Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r., ze
szczególnym uwzględnieniem szlaku bojowego improwizowanej Grupy Korpusu
Ochrony Pogranicza dowodzonej przez gen. bryg. Wilhelma
Orlika-Rückemanna, zakończonego bitwami pod Szackiem i Wytycznem.
Niniejsza publikacja oparta została na źródłach sowieckich i relacjach
polskich, szczególnie żołnierzy KOP. Ponieważ większość zawartego w niej
materiału źródłowego (w tym relacje) została szeroko udokumentowana w książce Kresy w czerwieni..., zrezygnowano ze stosowania przypisów,
odsyłając do pozycji przytoczonych w niniejszym Wstępie.
W obliczu zagrożenia sowieckiego
W OBLICZU ZAGROŻENIA SOWIECKIEGO
Pomimo zakończenia działań wojennych na Kresach jesienią 1920 r. i podpisania traktatu pokojowego w Rydze 18 marca 1921 r., terytorium
wschodnie II Rzeczypospolitej trudno było uznać ze spokojne. Nieszczelna
granica, mała gęstość zaludnienia, duże obszary leśne, zły stan dróg
oraz przewaga mniejszości narodowych, zwłaszcza w szeroko pojętym pasie
przygranicznym, wyniszczenie wojną - wszystko to powodowało powstawanie
i działalność różnego autoramentu band, nierzadko pochodzących z drugiej
strony granicy. Obsadzające granicę niewielkie, specjalne oddziały
policyjne nie potrafiły zapobiec grabieży, gwałtom, podpaleniom,
wpadając nierzadko w dobrze zorganizowane zasadzki i ponosząc straty.
Należy podkreślić, że władze Rosji Sowieckiej nie pogodziły się z uregulowaną ryskim traktatem pokojowym polsko-sowiecką linię graniczną,
używając miedzy innymi argumentu, że nie jest ona zgodna z zasadą
samostanowienia. W celu ukazania dowodów niezadowolenia mniejszości
narodowych w Polsce zaczęły wspierać, a nawet inspirować działalność
grup terrorystycznych, zwłaszcza wśród Białorusinów i Ukraińców. Często
napadały one na ludność polską, miejscowe organa władzy czy urzędy
państwowe. Broniły się skutecznie przed małymi oddziałkami policji, a ścigane przez większe niejednokrotnie wycofywały się na stronę sowiecką.
Pod płaszczykiem politycznych haseł w większości uprawiano zwykły
rozbój. Do jednego (ale nie jedynego) z poważniejszych incydentów doszło
na początku sierpnia 1924 r., gdy prawdopodobnie z terytorium Związku
Sowieckiego przedostał się ok. stuosobowy oddział, który zaatakował
Stołpce, powodując w miasteczku liczne zniszczenia i straty materialne.
Ta, trzeba przyznać, dosyć niezwykła i bardzo uciążliwa dla władz i ludności sytuacja w granicach suwerennego państwa wzbudziła niepokój
jednych i drugich. Zagrożona ludność polska zaczęła słać petycje i apele
do najwyższych władz Rzeczypospolitej.
O powadze sytuacji na Kresach świadczą zapiski Macieja Rataja
szczególnie te dotyczące 1924 r., w którym dokonano ponad dwustu
zbrojnych napadów i około trzydziestu zamachów terrorystycznych. Poległo
ok. siedemdziesięciu policjantów i wielu urzędników. Nieznana była
liczba ofiar wśród ludności cywilnej. Pod koniec listopada 1924 r., gdy
formalnie od ponad dwóch miesięcy istniał już KOP, M. Rataj zapisał:
"Witos wrócił z Wołynia i przyszedł mnie poinformować o spostrzeżeniach.
Opowiadał rzeczy horrendalne. Rozkład administracji, policji sprzedajnej
i tchórzliwej; bandyci panują nad sytuacją i obywatele składają im
formalny okup; chłopi ukraińscy posiadają broń - przy pożarze jednej z chałup pociski karabinowe eksplodowały jak w arsenale jakim; Wołyń może
spłonąć w każdej chwili rewolucją. "Pojechałem tam - powiedział mi Witos
- żeby zrobić robotę partyjną, po tym, co zobaczyłem, muszę o niej
zapomnieć - trzeba ratować Kresy". W ustach Witosa to dużo i istotnie
musi być źle".
Ta nienormalna sytuacja na Kresach, brak możliwości zapewnienia spokoju
przez Policję Państwową, spowodowała wreszcie odpowiednią reakcję władz
Rzeczypospolitej. W dniach 21-22 sierpnia 1924 r. na posiedzeniu
Politycznego Komitetu Rady Ministrów w Spale, któremu przewodniczył
prezydent RP Stanisław Wojciechowski, zapadła uchwała o powołaniu
korpusu granicznego dla ziem wschodnich, zorganizowanego na wzór
wojskowy. Oficjalnym motywem utworzenia Korpusu Ochrony Pogranicza była
konieczność położenia kresu działalności zbrojnych band i uszczelnienie
granicy. Dochodził jeszcze niewątpliwie motyw dodatkowy: wzmocnienie
żywiołu polskiego szczególnie w pasie nadgranicznym i położenie kresu
dążeniom odśrodkowym, podsycanym umiejętnie przez Kreml przy pomocy
różnorodnych metod i sposobów.
Zadanie zorganizowania Korpusu Ochrony Pogranicza, będącego częścią
składową Sił Zbrojnych RP, powierzono Ministerstwu Spraw Wojskowych,
które 12 września 1924 r. wydało rozkaz w sprawie utworzenia tej
formacji, a pięć dni później - instrukcję określającą jej strukturę.
Jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza wyłonione z Wojska Polskiego, jako
całość miały dwoistą podległość: Ministerstwu Spraw Wojskowych - pod
względem personalnym, organizacyjnym, operacyjnym i wyszkolenia oraz
Ministerstwu Spraw Wewnętrznych - pod względem ochrony granic,
bezpieczeństwa w pasie granicznym oraz finansowania. Po 1926 r. pod
względem operacyjnym podlegały Generalnemu Inspektorowi Sił Zbrojnych.
Swoją działalność rozpoczął KOP w strukturze brygad, które składały się
z baonów (batalionów) i szwadronów. Organizacja ta (z niewielkimi
zmianami) przetrwała do 1939 r. Pierwsze trzy brygady zorganizowano w końcu 1924 r., obsadzając wojewódzkie odcinki graniczne: 1 brygada -
wołyński; 2 brygada - nowogródzki; 3 brygada - wileński. W następnym
roku: 4 brygada - tarnopolski; 5 brygada - poleski, a na wiosnę 1926 r.
6 brygada obsadziła granicę z Litwą i Łotwą. W 1927 r. zorganizowano
dalsze jednostki KOP, które obsadziły granicę z Rumunią i granicę z Prusami Wschodnimi.
Korpusem Ochrony Pogranicza w poszczególnych okresach dowodzili: gen.
dyw. Henryk Minkiewicz (1924-1929), gen. bryg. Stanisław Tessaro
(1929-1930), gen. bryg. Józef Kruszewski (1930-1939) i od końca sierpnia
1939 r. gen. bryg. Wilhelm Orlik-Rückemann (dotychczasowy zastępca gen.
Kruszewskiego).
Podstawowymi jednostkami służby granicznej były strażnice, obsadzone w okresie pokoju w zasadzie przez jedną drużynę piechoty oraz 1-2 psy
specjalnie przygotowane do służby granicznej. Długość odcinka
dozorowania dla strażnicy wynosiła 8-10 km, chociaż zdarzały się odcinki
dłuższe. Wyższy szczebel organizacyjny i zabezpieczenia granicznego
stanowiły kompanie i bataliony oraz szwadrony kawalerii.
Pododdziały KOP były uzbrojone i wyposażone w standardowy sprzęt
wojskowy, przewidziany dla pododdziałów piechoty i kawalerii. Różniły
się nieco w szczegółach umundurowania. Żołnierze KOP mieli okrągłe
czapki z granatowym otokiem oraz zieloną wypustkę na czapce i u granatowej patki kołnierza.
Kadrę zawodową pododdziałów okresowo wymieniano, służba na granicy była
bowiem bardzo wyczerpująca. Korpus Ochrony Pogranicza nie miał swej
szkoły oficerskiej, jedynie dwie szkoły podoficerów zawodowych -
kawalerii i piechoty (ta ostatnia mieściła się w Osowcu). Podoficerowie
zawodowi, po nabyciu odpowiedniego doświadczenia w służbie granicznej
mogli być wyznaczani na stanowiska dowódców strażnic, gdyż takie etaty
były tam przewidziane. Natomiast przy każdej brygadzie istniały szkoły
podoficerskie dla podoficerów zasadniczej służby wojskowej. Żołnierze
rekrutowani głównie z województw zachodnich i centralnych Polski,
pierwszy okres szkolenia (od 6 do 12 miesięcy) przechodzili w jednostkach wojskowych, po czym kierowano ich do jednostek KOP, gdzie
pod okiem podoficerów i starszych żołnierzy nabierali doświadczenia w służbie granicznej. Do pododdziałów KOP starano się dobierać żołnierzy o odpowiednich wartościach psychofizycznych, umiejących przynajmniej
czytać i pisać.
Działalność jednostek Korpusu Ochrony Pogranicza była wielostronna.
Zadanie podstawowe, jakim było zabezpieczenie granicy przed nielegalnym
jej przekroczeniem, przybierało różne formy realizacji. Do nich należało
m.in. prowadzenie działalności kontrwywiadowczej i "płytkiego" wywiadu.
W pierwszej, oprócz etatowych pracowników kontrwywiadu i żołnierzy KOP,
posługiwano się także miejscowymi mieszkańcami, skupionymi głównie w organizacjach: Strzelczyków (młodzież szkolna), harcerzy i Strzelca.
Członkowie tych organizacji mieli prawo legitymowania ludzi
podejrzanych, obcych itp. Natomiast prowadzenie "płytkiego" wywiadu
polegało przede wszystkim na obserwacji przez lornetki życia cywilnego i wojskowego po drugiej stronie granicy czy rozmowach z ludnością z "tamtej strony" (przemytnikami, uchodźcami itp.).
Oprócz tych podstawowych zadań jednostki korpusu spełniały ważną funkcję
kulturotwórczą, zwłaszcza w rejonach wiejskich i w małych miasteczkach.
Z zasobów bibliotek, ze świetlic oraz z kin Domów Żołnierza, mogła
korzystać i korzystała okoliczna ludność. Na seanse filmowe i spektakle
teatralne ciągnęły całe rodziny z miejscowości położonych o wiele
kilometrów od żołnierskiego ośrodka kultury.
Amatorskie zespoły wojskowe docierały niemal do wszystkich wsi w pasie
działalności Korpusu Ochrony Pogranicza, a lecznictwo wojskowe nigdy nie
odmawiało pomocy potrzebującym. To tylko niektóre elementy dodatkowej
działalności jednostek KOP, które i tym sposobem starały się szerzyć i wzmacniać polskość na Kresach. Mniejszości narodowe na ogół życzliwie
przyjmowały wszelką działalność w tym zakresie żołnierzy KOP,
korzystając niejednokrotnie z fachowych porad rolniczych, pomocy
medycznej czy też możliwości dodatkowego zarobku przy prostych pracach w zakresie budownictwa wojskowego.
Począwszy od lutego 1937 r. KOP przechodzi stopniową reorganizację,
uelastyczniając ochronę granicy państwa i zostaje wzmocniony przez
baterie artylerii, wyposażone w armaty 75 mm. Na Polesiu i Nowogródczyźnie rozpoczęto budowy odcinków umocnionych.
Polski plan operacyjny "Wschód" zakładał, że Polska musi początkowo
prowadzić działania opóźniające i tzw. defensywę strategiczną, opierając
się na systemie stałych i polowych umocnień. W ramach tego planu
jednostki KOP miały spełniać zadania osłonowe. Natomiast plan operacyjny
"Zachód", nad którym prace zapoczątkowano w 1936 r. (miał charakter
studiów aż do lutego 1939 r.) zakładał w odniesieniu do jednostek KOP
użycie ich do osłony granic z Litwą, Łotwą, ZSRS i Rumunią. Pogarszająca
się sytuacja strategiczna zmusiła Sztab Główny WP do zmiany koncepcji
użycia KOP. Jej cechą charakterystyczną było włączenie głównych sił
korpusu do struktury armii i pozostawienie do osłony granic na wschodzie
mocno uszczuplonych jednostek tej formacji. W tej sytuacji osłabione
jednostki graniczne na wschodzie nie stanowiły realnej siły bojowej,
akcentowały tam jedynie obecność militarną.
W marcu 1939 r. siły Korpusu Ochrony Pogranicza po dalszej reorganizacji
składały się z 3 brygad, 9 pułków, 35 baonów, dywizjonu kawalerii, 19
szwadronów, 2 baterii artylerii i 6 kompanii saperów. Według stanu na 1
czerwca 1939 r. w jednostkach KOP służyło 857 oficerów, 3282
podoficerów, 19 160 szeregowych - razem 23 299 ludzi i 1729 koni.
Wiosną i latem 1939 r. w ramach mobilizacji alarmowej KOP przekazał
większą część swych żołnierzy i całą artylerię połową do tworzenia
jednostek rezerwowych i innych oddziałów Wojska Polskiego. Jego wysiłek
w tym zakresie był ogromny. Według ustaleń dra Jerzego Prochwicza na
jego bazie utworzono lub przekazano do chwili wybuchu wojny następujące
jednostki:
ARMIA "KARPATY"
- baon KOP "Żytyń" do 2 Brygady Górskiej
- 2 pułk piechoty KOP "Karpaty" w składzie 2 baonów "Dukla" i "Komańcza"
do 3 Brygady Górskiej
- 1 pułk piechoty "Karpaty" w składzie 2 baonów "Skole" i "Delatyn" na
odcinek "Węgry"
ARMIA "KRAKÓW"
- 1 Brygada Górska złożona m.in. z 1 pułku piechoty KOP w składzie 2
baonów: "Snów" i "Snów I" oraz 2 pułku piechoty KOP w składzie 3 baonów:
"Berezwecz", "Wilejka", "Wołożyn"
- szwadron kawalerii KOP "Zaleszczyki" do 11 Dywizji Piechoty
ARMIA "ŁÓDŹ"
- 1 pułk kawalerii KOP do Oddziału Wydzielonego nr 1 i 2 10 DP
- kompania saperów KOP "Stołpce" do 10 Dywizji Piechoty
ARMIA "MODLIN"
- kompania saperów KOP "Wilejka" do 8 Dywizji Piechoty
ARMIA "POMORZE"
- kompania saperów KOP "Hoszcza" do Zgrupowania "Chojnice"
ARMIA "POZNAŃ"
kompania saperów KOP "Stolin" do 25 Dywizji Piechoty
ARMIA "PRUSY"
- dowództwo Grupy Operacyjnej gen. bryg. J. Kruszewskiego
GRUPA OPERACYJNA gen. bryg. Stanisława Skwarczyńskiego
- 36 Dywizja Piechoty rez. ze 163 pułkiem piechoty rez. w składzie 3
baonów: "Czortków", "Czortków I", "Borszczów"; baon KOP "Kopyczyńce"
(nie zdążył dołączyć do swojego 165 pp rez. i walczył w składzie 24 DP);
szwadron kawalerii KOP "Czortków" i dywizjon artylerii lekkiej KOP
"Czortków", który również nie zdążył dołączyć do dywizji i walczył w składzie 24 i 6 DP
- szwadron kawalerii KOP "Hnilice Wielkie" do 12 Dywizji Piechoty
SAMODZIELNA GRUPA OPERACYJNA "NAREW"
- 33 Dywizja Piechoty rez. ze 133 pułkiem piechoty rez. w składzie 3
baonów KOP: "Nowe Święciany", "Niemenczyn", "Troki"; 134 pułk piechoty
rez. w składzie 2 baonów KOP: "Sejny", "Orany" i 135 pułk piechoty rez.
w składzie 3 baonów wystawionych przez Centralną Szkołę Podoficerów KOP
z Osowca, który jednak nie wszedł w skład dywizji i we wrześniu 1939 r.
prowadził walki samodzielnie; kompania saperów KOP "Grodno", szwadron
kawalerii KOP "Olkienniki", dywizjon artylerii lekkiej KOP "Osowiec"
- 3 pułk piechoty KOP w składzie 3 baonów: "Podświle", "Łużki",
"Słobódka" i baterii artylerii lekkiej KOP "Kłeck"
- baon KOP "Sejny"
- baon forteczny KOP "Osowiec"
GRUPA OPERACYJNA "TARNÓW" (nie została zorganizowana)
- 38 Dywizja Piechoty rez. z 96 pułkiem piechoty rez. w składzie 3
baonów KOP: "Stołpce", "Kłeck", "Ludwikowo", 97 pułku piechoty rez. w składzie 3 baonów KOP: "Dawidgródek", "Rokitno" "Bereźne" i 98 pułku
piechoty rez. w składzie baonów KOP: "Hoszcza", "Ostróg", "Dederkały"
oraz szwadronów kawalerii KOP: "Stołpce", "Kłeck". Ostatecznie dywizja
weszła w skład armii "Karpaty".
GRUPA OPERACYJNA "WYSZKÓW"
- 207 pułk piechoty rez. w składzie 3 baonów KOP: "Budsław", "Krasne",
"Iwieniec"; szwadron kawalerii KOP "Nowe Swięciany" do 35 Dywizji
Piechoty rez.
MORSKA OBRONA WYBRZEŻA
- baon KOP "Hel" utworzony z pododdziałów baonu KOP "Sienkiewicze" i pułku KOP "Sarny".
Wysiłek mobilizacyjny zmienił w sposób istotny wartość pozostających na
granicy ze Związkiem Sowieckim i Litwą pododdziałów Korpusu Ochrony
Pogranicza. W efekcie odtworzone (nie w pełni) jednostki posiadały
niewielki odsetek przygotowanych do służby granicznej żołnierzy oraz
pozbawione były w znacznej części dotychczas posiadanego uzbrojenia i wyposażenia. Spowodowało to pogorszenie ochrony granicy oraz możliwości
wykonania stawianych zadań. Dotychczasowe zadania bojowe rozpracowane
według wytycznych inspektorów armii utrzymywały nadal swą moc, ale
wykonanie zadań osłonowych z powodu osłabienia jednostek KOP było już
niewykonalne. Także zasadnicze zadanie - zamknięcie i dozorowanie
granicy było realizowane mniejszymi siłami, co zmusiło dowództwo KOP do
likwidacji kilku strażnic.
W nowej strukturze KOP, która w zasadzie przetrwała do 17 września 1939
r. znalazła się Brygada "Polesie", 7 pułków KOP: "Wilno", "Głębokie",
"Wilejka", "Snów" ("Baranowicze"), "Sarny", "Zdołbunów", "Czortków"
("Podole"); 22 baony graniczne KOP: "Nowe Swięciany", "Niemenczyn",
"Troki", "Orany", "Podświle", "Łużki", "Iwieniec", "Krasne", "Budsław",
"Stołpce", "Kłeck", "Dawidgródek", "Sienkiewicze", "Ludwikowo",
"Bereźne", "Rokitno", "Dederkały", "Ostróg", "Hoszcza", "Borszczów",
"Kopyczyńce", "Skałat"; 2 baony forteczne KOP: "Sarny", "Małyńsk"; dyon
kawalerii KOP "Niewirków"; 4 szwadrony kawalerii KOP: "Iwieniec",
"Krasne", "Bystrzyce", "Dederkały"; kompania saperów "Czortków" i 2
baony Obrony Narodowej ("Postawy", "Brasław") z Dziśnieńskiej Półbrygady
Obrony Narodowej "Dzisna", przeznaczone do dozorowania granicy z Łotwą.
W sumie liczebność Korpusu Ochrony Pogranicza spadła o ponad 25%
(etatowo do 17 500 żołnierzy - stanu tego do 17 września nie
osiągnięto), natomiast liczebność pododdziałów KOP przeznaczonych do
ochrony granicy ze Związkiem Sowieckim wynosiła około 12 000 żołnierzy
pełniących między innymi służbę w 190 strażnicach. Pewne niedobory w niektórych kompaniach i baonach KOP próbowano uzupełnić ochotniczą
służbą junaków z Przysposobienia Wojskowego (PW). Nie przeszkoleni w zakresie pełnienia służby granicznej byli kierowani do odwodowych
plutonów i kompanii. Większość z nich 17 września 1939 r. miała złożyć
przysięgę.
Na każdy z kordonowo rozstawionych baonów przypadało przeciętnie 80 km
granicy, co przy liczebności (średniej) baonów około 650 ludzi dawało
teoretycznie ośmiu żołnierzy na jeden kilometr granicy. W rzeczywistości
gęstość ta była mniejsza, należy bowiem odliczyć żołnierzy tworzących
pododdziały specjalistyczne i odwodowe.
***
W drugiej połowie lat dwudziestych i na początku trzydziestych
przeanalizowano wiele wariantów obrony przed ewentualną agresją ze
strony Związku Sowieckiego. W 1935 r. studia te były na tyle
zaawansowane, że można było przystąpić do opracowania konkretnego planu
operacyjnego. Główne prace rozpoczęto w 1936 r. według wytycznych nowego
Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego.
Biorąc pod uwagę potencjał militarny obu państw, polski plan operacyjny
mógł być w zasadzie tylko planem defensywnym z elementami ograniczonych
zwrotów zaczepnych.
Celem obrony strategicznej na wschodzie było wstrzymanie działań
zaczepnych nieprzyjaciela w narzuconym mu terenie, zadanie jak
największych strat i rozdzielenie jego sił, zyskanie na czasie i zaoszczędzenie sił własnych, a przez to stworzenie sobie przewagi tam,
gdzie szukano rozstrzygnięcia przez zwrot zaczepny. Zatem główna idea
obrony strategicznej zawierała się w jej aktywności, a ta miała się
wyrażać w manewrowości, bogactwie stosowanych form walki, częstych
przeciwuderzeniach broniących się wojsk oraz zdecydowanych działaniach
odwodu głównego Naczelnego Wodza. Została przyjęta zasada, że operacje
zaczepne będą możliwe w formie przeciwnatarć na wybranych kierunkach
operacyjnych lub przeciwnatarcia strategicznego, prowadzonego przez
odwody Naczelnego Wodza lub z ich współudziałem. W obu wypadkach miał je
poprzedzać krótszy lub dłuższy okres strategicznych działań obronnych,
do których mieli się włączyć również sojusznicy.
Szczegółowy plan wojny na kierunku wschodnim - według ustaleń R.
Szubańskiego - przewidywał w fazie walk nadgranicznych prowadzenie przez
oddziały osłonowe (m.in. KOP) opóźnianie ruchów nieprzyjaciela,
połączone z rozpoznaniem jego sił i głównych kierunków działania,
następnie bitwę obronną na głównych pozycjach armii, wreszcie działania
zaczepne odwodów w celu rozbicia najbardziej wysuniętych zgrupowań
nieprzyjaciela.
Po wprowadzeniu przez przeciwnika do walki przeważających sił (w tym
drugiego rzutu wojsk operacyjnych) poszczególne polskie związki
operacyjne wycofywałyby się na linię przebiegającą wzdłuż rzeki Stryj
(od granicy z Węgrami) przez rejon Lwowa wzdłuż rzek Styru i Jasiołdy,
Kanału Ogińskiego, rzek Szczary i Niemna do granicy litewskiej. Linię tę
miano traktować jako pozycję ostatecznego oporu. Pod jej osłoną miały
być odtworzone odwody - jeden na Podlasiu, drugi w Małopolsce, przy czym
ten pierwszy byłby o połowę silniejszy.
Przegrana bitwa o pozycję ostatecznego oporu pociągnęłaby za sobą trudny
w realizacji odwrót do linii rzek: Sanu, Wisły i Narwi przy (w zasadzie)
rozbitych już armiach, utracie znacznej części ważnego dla prowadzenia
wojny terytorium (centra gospodarcze, rolnicze, ludnościowe itp.) i narażeniu pozostałej części kraju na ataki nieprzyjacielskiego
lotnictwa.
Do działań na wschodzie przewidziano prawdopodobnie (jak do tej pory nie
odnaleziono ostatecznie opracowanego planu operacyjnego "Wschód") 4
armie: "Wilno", "Baranowicze", "Wołyń" i "Podole" oraz SGO "Polesie", 2
armie rezerwowe: "Lida" i "Lwów" oraz odwód Naczelnego Wodza
skoncentrowany w rejonie Brześcia.
Armia "Podole" (inspektor armii i przyszły dowódca gen. dyw. Kazimierz
Fabrycy) licząca 5 dywizji piechoty i 2 brygady kawalerii miała się
bronić w pasie o szerokości 180 km od granicy z Rumunią do mniej więcej
m. Dederkały. Armia "Wołyń" (inspektor armii i przyszły jej dowódca gen.
dyw. Stanisław Burhardt-Bukacki) w składzie 4 dywizji piechoty i brygady
kawalerii miała bronić 150-kilometrowego odcinka od Dederkał do ujścia
Słuczy do Horynia. Podobnej długości odcinek obrony obejmowała
Samodzielna Grupa Operacyjna "Polesie" (inspektorem armii na tym odcinku
był gen. broni Kazimierz Sosnkowski, prawdopodobnie jednak przewidziany
na dowódcę odwodu głównego Naczelnego Wodza, zaś dowództwo SGO "Polesie"
objąłby wówczas któryś z młodszych generałów, np. gen. bryg. Emil
Przedrzymirski-Krukowicz), w składzie 2 dywizji piechoty i brygady
kawalerii, której północna linia rozgraniczenia przebiegała na
południowy wschód od Kiecka.
Najkrótszy odcinek (około 120 km w linii prostej od styku z SGO
"Polesie" do Puszczy Nalibockiej) miała do obrony Armia "Baranowicze"
(inspektor armii i przyszły jej dowódca gen. dyw. Tadeusz Piskor), która
składała się z 4 dywizji piechoty i 2 brygad kawalerii.
Armii "Wilno", mająca bronić się na najdłuższym, bo liczącym prawie 200
km odcinku do granicy z Łotwą (inspektor armii i przyszły jej dowódca
gen. dyw. Stefan Dąb-Biemacki), tworzyłyby miedzy innymi 3 dywizje
piechoty i 2 brygady kawalerii.
W sumie w 4 armiach i w samodzielnej grupie operacyjnej pierwszego rzutu
powinno się znaleźć 18 dywizji piechoty, 8 brygad kawalerii oraz niemal
wszystkie jednostki KOP i kilka Obrony Narodowej. Pozostałych 12
aktywnych dywizji piechoty przewidziano dla odwodowych związków
operacyjnych, a 7 dywizji rezerwowych stanowiłoby dyspozycyjną rezerwę
Naczelnego Wodza. Nie przewidziano możliwości utworzenia dowództw
frontów.
Prace nad planem operacyjnym "Wschód" zakończono w 1938 r. Kryzys w stosunkach polsko-litewskich w 1938 r. oraz w stosunkach
niemiecko-czechosłowackich w tymże roku, spowodował między innymi
interwencję dyplomatyczną ZSRS wobec Polski, popartą przesunięciami
sowieckich jednostek wojskowych w kierunku granicy z Polską. W polskim
Sztabie Głównym i Inspektoracie Sił Zbrojnych, wobec zagrożenia
sowieckiego, przystąpiono do prac związanych z uruchomieniem planu
operacyjnego "Wschód". Jednak poza przygotowaniem dokumentów
operacyjnych wprowadzających w życie plan operacyjny - praktycznych
przedsięwzięć nie wykonano. Tym razem kryzys "rozładowali" dyplomaci.
Biorąc pod uwagę możliwości realizacji planu operacyjnego "Wschód", na
obszarze Kresów Wschodnich (umowna linia tego obszaru biegła od granicy
Prus Wschodnich z Litwą poprzez Suwałki, Białystok, Brześć n. Bugiem,
Hrubieszów, Przemyśl i rzeką San do jej źródła) w okresie pokojowym
stacjonowała ponad 1/3 sił piechoty i połowa jednostek kawalerii. Były
to: 1 DPLeg. (Wilno), 30 DP (Kobryń, Brześć n. Bugiem, Pińsk,
Lubliniec), 13 DP (Równe, Dubno, Brody, Łuck), 27 DP (Kowel, Sarny,
Włodzimierz, Łuck), 5 DP (Lwów, Gródek Jag.), 11 DP (Stanisławów,
Kołomyja, Stryj), 12 DP (Tarnopol, Złoczów, Brzeżany), 22 DP, zwana
Górską (Przemyśl, Sanok, Sambor, Drohobycz), 29 DP (Grodno, Suwałki), 19
DP (Lida), 20 DP (Baranowicze, Słonim, Prużana) i ponadto 35 pp z 9 DP
(Brześć n. Bugiem) i 38 pp z 24 DP (Przemyśl). Z jednostek kawalerii
były to: Wileńska BKaw. (Wilno, Nowa Wilejka, Postawy, Podbrodzie),
Suwalska BKaw. (Suwałki, Augustów), Nowogródzka BKaw. (Baranowicze,
Nieświerz, Wołkowysk, Prużana), Kresowa BKaw. (Brody, Krzemieniec,
Żółkiew - z 20 puł. w Rzeszowie). Ponadto częściowo: Podlaska BKaw.
(Białystok - dowództwo, 10 puł. i 14 dak), Wołyńska BKaw. (Równe,
Ostróg, Dubno - z 2 psk w Hrubieszowie). Na obszarze Kresów mobilizowano
4 z przewidzianych 9 rezerwowych dywizji piechoty (33, 35, 36 i 38) oraz
nieprzewidzianą w planie mobilizacyjnym, a faktycznie później
zmobilizowaną BKaw. rez. "Wołkowysk". Na Kresach mobilizowano również 18
batalionów obrony narodowej. Stacjonowała tutaj także silna pińska
Flotylla Rzeczna Marynarki Wojennej, składająca się z 40 jednostek
bojowych o łącznej wyporności 1505 t., dysponująca ponadto ok. 50
statkami pomocniczymi. Stan osobowy flotylli w 1939 r. wynosił ok. 2000
ludzi. Biorąc pod uwagę jej uzbrojenie, stanowiła ona równowartość
wzmocnionego pułku, a ze względu na mobilność i manewrowość wynikającą z dużej liczby jednostek pływających była porównywalna z brygadą
pancerno-motorową.
Powyższe jednostki (oprócz Flotylli Pińskiej i mobilizujących się w pierwszych dniach września BKaw. rez. "Wołkowysk" i 35 DP rez.) od
wiosny 1939 r. były przerzucane na przewidywany front przeciwniemiecki,
pozostawiając Kresy bez obrony.
Pod względem geograficzno-wojskowym Kresy Wschodnie można podzielić na
trzy wyróżniające się obszary: Korytarz Wileński, Polesie, Obszar
Wołyńsko-Podolski.
Z wojskowego punktu widzenia głównym problemem, który musieli uwzględnić
sztabowcy, był trudno dostępny, podmokły i bezdrożny obszar Polesia,
dzielący Kresy na dwa niezależne odcinki, zdecydowanie dominujący w centrum ich obszaru. Szerokość Polesia wzdłuż granicy wynosiła ponad 250
km. Decydujący wpływ na podmokły i błotny charakter Polesia miały ciche,
rozlewne rzeki tego obszaru. Wśród nich królowała Prypeć (60-280 m
szerokości), dzieląca obszar Polesia na dwie części, zasilana w wody
przez mniejsze rzeki, płynące południkowo z północy i południa. Rzekami
o podobnym charakterze są: Stochód, Styr, Jasiołda, Pina, Łań, Słucz,
Moroczanka, Ptycz, Horyń. 30-35% obszaru Polesia pokrywały lasy, głównie
iglaste.
Polesie, jako centralny obszar Kresów Wschodnich, miało bardzo ważne
znaczenie pod względem strategicznym. Jego błota i torfowiska
przeplatane licznymi rzekami skutecznie zawężały drogi ruchu wojsk w wypadku agresji ze wschodu. Jednocześnie rzeka Prypeć stanowiła
skuteczną barierę terenową, uniemożliwiającą połączenie wojsk
nacierających po obu jej stronach. Mała liczba dróg bitych sprawiała, że
na Polesiu najskuteczniej mogła działać piechota, chociaż jej ruchy były
również ograniczone. Zdecydowanie najstarsza na obszarze II
Rzeczypospolitej sieć kolejowa Polesia hamowała szybkie przegrupowanie
większej liczby wojsk.
Terenem wyraźnie sprzyjającym ruchowi większej liczby wojsk z centralnych rejonów Polski w kierunku północno-wschodnim lub odwrotnie
był tzw. Korytarz Wileński, którego długość wynosiła ponad 300 km, a szerokość 140-170 km. Przez ten korytarz (lub na jego poboczach)
prowadziły szosy i linie kolejowe, które wachlarzowo rozchodziły się z Warszawy w kierunku granicy wschodniej:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki