Szach-Mat! czyli Szafa wychodzi, ja zostaję - Marcin Brzostowski

Kup ebooka

14.00 zł
10.30 zł (10,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nie wiedziałem, że mogę być taki podły

Siedzieliśmy w barze. Podeszła kelnerka, uśmiechnęła się i przetarła ścierą blat stolika. Przyjęła zamówienie na dwa kieliszki wiśniówki i odpłynęła w stronę bufetu. Kostek wyciągnął papierosy, poczęstował mnie jednym i zaczął opowiadać o życiu. W jednej chwili stanęło mi przed oczami jego małżeństwo, chorowite dzieci oraz nieudany romans ze studentką pierwszego roku prawa. Uśmiechnąłem się blado, zamówiłem następną kolejkę i słuchałem dalej.

Z każdym przelanym kieliszkiem opowieść kumpla przygniatała mnie coraz bardziej do ziemi i poczułem, że dłużej już tego nie wytrzymam. Gdy Kostek zaczął opowiadać o kłopotach żołądkowych teściowej, coś we mnie pękło. Podniosłem się z krzesła i krzyknąłem na cały głos:

- Mój kumpel trafił szóstkę! Kolejka dla wszystkich!

...

Święty Mikołaj to świnia!

Stałem w oknie i wypatrywałem pierwszej gwiazdki. Moi bracia i siostra siedzieli przy stole i pałaszowali już wigilijną wieczerzę. Rodzice nucili kolędy i było naprawdę miło. Po kolacji ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na zaproszenie, wszedł do mieszkania. Rodzeństwo obskoczyło przybysza i wydzierając się wniebogłosy, zaczęło żądać prezentów. Ku mojemu zdziwieniu facet w kubraku wręczył bratu kluczyki do mercedesa, siostrze bilet do Disneylandu, a najstarszemu bratu-hulace komplet pozłacanych kości do gry. Zachęcony takim obrotem sprawy, podszedłem do gościa z brodą i wyciągnąłem rękę po podarek. Staruch obrzucił mnie wrednym spojrzeniem i powiedział:

- Dla ciebie, syneczku, mam paczkę dropsów.

- Ale dlaczego? - Wbiłem w Dziadka Mroza płaczliwe spojrzenie. - Przecież to tak niewiele.

- He, he, he! - Święty Mikołaj zarzucił wór prezentów na ramię. - Widzisz, synu, jakoś cię nigdy nie lubiłem. A poza tym - zgrzał piątkę z moim pijanym bratem - przecież ty we mnie nie wierzysz!

...

Biało-czerwone marzenie Karoliny

Poprawiłem się na leżaczku i leniwym ruchem ręki sięgnąłem po kieliszek. Zmrożony szampan przyniósł mi ukojenie. Spojrzałem na siedzącą obok mnie Karolinę i, nie wiedzieć czemu, dostrzegłem w jej oczach niespełnienie.

- Czy coś nie tak, Kwiatuszku? - omiotłem wzrokiem zafrasowaną minę małżonki.

- No, nie wiem... Czuję, że czegoś mi brakuje.

Odstawiłem kieliszek i zacząłem zachodzić w głowę, o co jej chodzi? Spędzaliśmy wakacje w najlepszym hotelu na Riwierze, naszą willą zachwycali się wszyscy znajomi, a o kreacjach Karoliny rozpisywały się najbardziej poczytne magazyny.

- A zatem, o co chodzi? Przecież masz już wszystko.

- No, niby tak... - w głosie małżonki wyczułem nutkę melancholii. - Ale to ciągle nie to. Bo widzisz - Karolina starła z policzka malusieńką łezkę - tak naprawdę, to chciałabym być łączniczką i roznosić zaszyfrowane rozkazy. A ty - spojrzała na lazur morza - żebyś był ranny w akcji.

...

Przez chwilę cieszyłem się szacunkiem otoczenia

To była prawdziwa burza oklasków. W wypełnionej po brzegi sali filharmonii zebrało się grono najznamienitszych. Pan prezydent, pan premier, ministrów jak psów, a wszyscy oni unurzani w śmietance kulturalnej narodu. Był także pan rektor, z rąk którego odbierałem dyplom doktora honoris causa za osiągnięcia w dziedzinie, której nazwy nie sposób zapamiętać. Gdy szykowałem się do wygłoszenia przemówienia, a chór stu dziewic kończył śpiewać Gaudeamus, poczułem potężnego kuksańca w bok. Moja żona, Lideczka, ponowiła po chwili atak i wykrzyczała mi wprost do ucha:

- Rusz się z kanapy! I wyrzuć w końcu te śmieci!

...

Bankiet w Towarzystwie Przyjaciół Zwierząt

Nie wiem, jak to się stało, ale w zeszły piątek wylądowałem na przyjęciu w Towarzystwie Przyjaciół Zwierząt. Na suto zastawionych stołach stały półmiski z sałatkami, siekane kartofle oraz moc innych warzywnych wiktuałów. Po sali kręciło się wielu dostojników, którzy z wymalowanym na twarzy zatroskaniem rozprawiali o pieskim żywocie zwierząt. Gdy oburzenie sięgnęło zenitu, na mównicę wstąpił Pan Prezes i powiedział:

- Chciałbym ogłosić, że w bieżącym roku nasze Towarzystwo uratowało pingwina, trzy sroki oraz zająca-kalekę. Nosimy się również z zamiarem objęcia honorowego patronatu nad projektem ochrony ślimaka podhalańskiego. Pragnę wszystkich zapewnić, że nie spoczniemy, póki nie osiągniemy wyznaczonego celu!

Stojąca obok mnie żona ministra zalała się łzami i dygocącą ze współczucia dłonią wrzuciła do skrzyneczki monetę. Podobnie uczynili pozostali i z lubością zaczęli podtykać nosy pod obiektywy fotoreporterów. Kiedy dziennikarska brać schowała aparaty, całe towarzystwo rzuciło się do stołów. I wtedy stało się coś, co zmroziłoby nawet pingwina! Dystyngowany kelner wniósł do sali półmisek z dziczyzną, a jego koledzy po fachu zaczęli ustawiać na stole porcje kawioru. Oburzony takim obrotem sprawy, podszedłem do Pana Prezesa i wydukałem:

- Ale jak to? Przecież to są zwierzęta!

- Proszę pana - Pan Prezes objął mnie ramieniem - łoś sam jest sobie winien, ponieważ nie zauważył samochodu mojej żony. A co do kawioru - zrobił uczoną minę - to przecież nie jest nawet ryba!

...

Ocean depresji

Piliśmy trzeci dzień. Każdy z innego powodu i dla innej przyczyny. Ja, bo zrozumiałem, że chyba nigdy nie otrzymam literackiej nagrody Nobla, Kostek, bo jego żona zdradziła go z dentystą, a Ernest dlatego, że jego ukochany klub spadł do czwartej ligi. W największej depresji był jednak Karol. Siedział na krześle i nie dawał znaku życia. Gdy zobaczył nasze nie do końca przegrane oblicza, podrapał się po głowie i zapytał:

- No, to kto leci teraz po flaszkę?

...

Mój przyjaciel pajacyk

Pamiętam, że miałem sądny dzień. Od samego rana prześladował mnie pech i w końcu straciłem nadzieję na poprawę losu. Gdy wracałem z pracy, znalazłem nowiutką dwudziestogroszówkę, jednak po chwili wszystko wróciło do normy. Przed wejściem do domu obsikał mnie pies, a urocze niemowlę znajomych zwymiotowało na mój widok. Przy kolacji wysiadł telewizor i miałem już naprawdę dosyć. Nie chcąc przeżywać kolejnych katuszy, postanowiłem pójść wcześniej spać i jeszcze przed dziewiątą wylądowałem w łóżku. Nie mogłem jednak zasnąć, gdyż sąsiadka wyprawiała zaległe imieniny. Wygłaszane za ścianą toasty zagłuszały myśli i poczułem wzbierającą we mnie złość. Jak zwykle w takiej sytuacji sięgnąłem po leżącą na stoliku lotkę i wymierzyłem jej ostrze w wiszący naprzeciwko łóżka obrazek. Wiedziałem, że jedynie celne trafienie może ukoić moje skołatane nerwy.

Kiedy zbierałem się do ostatniego rzutu, usłyszałem ciche chlipanie i zobaczyłem, że pajacyk z obrazka wyjmuje ze swojej piersi lotkę. - Pik, pik... - zamruczał pajacyk i zeskoczył po chwili na łóżko. - Czy nie sądzisz, że trochę przeginasz? - Pajacyk podszedł do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. - Przecież każda przyjaźń ma swoje granice.

...

Najdroższe okazało się współczucie

Pewnego dnia poszedłem do spożywczaka. Wybrałem bułki, serek oraz lizaka o smaku malinowym. Gdy przyszło do płacenia, okazało się, że moje kieszenie są puste. Nie chciałem robić zamieszania, dlatego zbliżyłem się do kasjerki i wyszeptałem:

- Pani Halinko, strasznie panią przepraszam, ale nie mam pieniędzy. Czy mógłbym zapłacić kiedy indziej?

Kasjerka zmierzyła mnie wzrokiem, odchrząknęła i wydała werdykt:

- Co prawda znam pana od dwudziestu lat, ale nie mogę udzielać jałmużny. Chyba pan to rozumie? Za to mogę coś panu zaproponować.

- Słucham.

- Bo widzi pan - kobieta poprawiła fryzurę - jestem dzisiaj w wyjątkowo podłym nastroju i chciałabym się odprężyć. Jeśli zatańczy pan dla mnie, zapomnę o rachunku.

- A co miałbym zatańczyć?

- Krakowiaka albo lambadę. Co pan woli.

Wbiłem wzrok w podłogę i zacząłem mierzyć na szali, co jest dla mnie ważniejsze - duma czy anulowanie sklepowego rachunku. Jako bezrobotny nie miałem wielkiego wyboru, dlatego zdecydowałem się na rolę tancerza. Odstawiłem koszyk i ruszyłem w tany. Kiedy pani Halinka zaczęła się relaksować, podszedł do nas mężczyzna i huknął na kobietę:

- Jak pani może za takie grosze upokarzać człowieka! Przecież to nieludzkie!

Kasjerka wytrzymała jego spojrzenie, ściągnęła brew i wypaliła:

- Co pan mi tu! Przecież to była umowa!

Mężczyzna pogroził jej palcem, po czym odciągnął mnie pod regał ze słodyczami. Spojrzał mi w oczy i powiedział:

- Bardzo panu współczuję.

- Dziękuję.

- A swoją drogą - wcisnął mi do kieszeni batonik - to za ile zatańczyłby pan makarenę?

...

Obieżyświat jakich mało

Słyszałem kiedyś o facecie, którego pasjonowały podróże. Gdy skończył szkoły, ożenił się, spłodził syna, po czym wyruszył w daleki świat. Chociaż nie było go prawie dwadzieścia lat, to jednak nie zapominał o rodzinie. Z każdego miejsca, które odwiedzał, wysyłał pocztówki. Zebrało się ich tak wiele, że zapełniły dziesiątki klaserów. Kiedy zbliżały się osiemnaste urodziny syna, podróżnik postanowił odwiedzić rodzinne strony. Kupił prezent i wyruszył w podróż do domu. Schodząc ze statku, nie zauważył dziury w trapie, wpadł do wody i się utopił.

...

Oda do ukochanej

Lubię twoje koleżanki, makijaż i zamiłowanie do podróży, ale ile mam jeszcze wypić piw, żebyś mnie zrozumiała?

...

Spis treści
Nie wiedziałem, że mogę być taki podły
Święty Mikołaj to świnia!
Biało-czerwone marzenie Karoliny
Przez chwilę cieszyłem się szacunkiem otoczenia
Bankiet w Towarzystwie Przyjaciół Zwierząt
Ocean depresji
Mój przyjaciel pajacyk
Najdroższe okazało się współczucie
Obieżyświat jakich mało
Oda do ukochanej
Nigdy nie lubiłem pani od polskiego
Poznałem raz porządną dziewczynę
Najlepszą obroną jest atak
Szafa wychodzi, ja zostaję
Humanista nowej ery
Miłość nie wybiera
Dyskretny urok Bałtyku
O obrotach sfer wszelakich
Z legend i podań polskich
Elita polityczna
Konfabulacje mojej szklanej kulki
Poker to nie jest gra dla wszystkich
Tylko Ani słowa o Papieżu!
Do gwiazd
Nigdy nie byłem salonowcem
Public relations
Bez polotu, bez kłopotu
Warszawa da się lubić
Muszę bardziej na siebie uważać
Oda do ukochanej II
Trendy Gerard
"Słoneczna"
Bożenka, mieczyk i ja
Dlaczego nienawidzę Unii Europejskiej
Matrix
Równouprawnienie
Zagadka bytu Mariana
Pigmalion - version 2.0
Potęga nauki
Elita polityczna II
Nareszcie się zakochałem!
Karioka
Autorytet
Jako psychoanalityk nie zarobiłbym nawet złotówki
Chłopiec z okienka
Aniela
Krzysiek i Rysiek
Pasja według Tadeusza
Motylek
Czarny mercedes