ROZDZIAŁ 1.
Statek międzyukładowy Skygazer spadał na wskroś czasoprzestrzeni, a kontrolki kokpitu mrugały w takt szlagieru sprzed lat. Z jedną słuchawką w uchu, Grzegorz Wizner nucił i odhaczał kolejne punkty listy kontrolnej.
Z korytarza dobiegł odgłos zbliżających się kroków. Rozpoznawszy ich rytm, pilot skrzywił się i obrócił fotel oparciem do wejścia. Zwalczył chęć zatkania także drugiego ucha.
Nawigator Jason Boyd, postawny Amerykanin o hebanowej karnacji, wszedł na mostek z nieodłącznym tabletem w dłoni. Bardzo przejęty swoją pierwszą wyprawą do Bety, plan lotu i aktualne odczyty czujników trzymał zawsze pod ręką. Sprawiał wrażenie, jakby usiłował złapać komputer pokładowy na pomyłce. Grzegorz uważał to za nonsens, więc Boyd podsuwał swoje autorskie obliczenia liderce zespołu, Rosjance Kirze Sorokin. Która zamiast też go odprawić, przyjmowała wszystko z zadziwiającą cierpliwością. Wizner podejrzewał, że było w tym sporo aktorstwa i Kira po prostu usiłowała wyglądać jak najbardziej profesjonalnie na niedawno zdobytym stanowisku. On sam nie musiał się już przejmować...
Jason zajął miejsce na fotelu.
- Coś nowego na sensorach? - zagadnął.
Pilot mruknął przecząco, ledwie rzuciwszy okiem w stronę kolegi.
Boyd podłączył się do głównego komputera pokładowego. Wskaźniki faktycznie nie pokazywały niczego niepokojącego, co skrupulatnie odnotował w dzienniku.
Nawigator odgrywał kluczową rolę podczas przelotu przez Układ Słoneczny (według fizyki tuneli podprzestrzennych należący do obszaru Alfa), prowadził statek aż do momentu wejścia w studnię oddziaływania materii egzotycznej. Funnel otwierał się w okolicy Jowisza i stanowił skrót do regionu Beta, w którym mieścił się Układ Sferony. W skolonizowanym systemie planetarnym zadanie Boyda polegało na pokierowaniu ziemskiego statku do bazy przeładunkowej. Natomiast w trakcie samego transferu przez funnel nawigator mógł jedynie sprawdzać, czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Parametry skoku były załogom dostarczane na początku misji; obliczały je komputery kontroli lotów międzyukładowych, znacznie potężniejsze od jednostki pokładowej, z wykorzystaniem bieżących odczytów astrologicznych. Improwizacja groziła tragicznym w skutkach zabłądzeniem w przestrzeni kosmicznej. Mimo to Jason wkładał dużo energii w podtrzymywanie wrażenia, że jest ustawicznie potrzebny przy swoim terminalu. Liczył, że reszta załogi potraktuje to jako zwykłą nadgorliwość nowicjusza. W istocie pierwszy pilot zdawał się co najwyżej lekko zirytowany, ale niezbyt podejrzliwy.
Boyd spojrzał na jaskrawoczerwone cyfry zegara skoku i westchnął dyskretnie. Do wyjścia z funnelu zostało już tylko dwadzieścia godzin. Nadchodził krytyczny moment. Jason musiał jeszcze wytrzymać, wybrać odpowiednią chwilę, kiedy nikt mu nie przeszkodzi...
Po paru minutach Wizner skończył swoje mruczando i schował odtwarzacz do kieszeni. Założył ręce na piersi i obrócił się na fotelu, skupiając wzrok na nawigatorze.
- A czego niby oczekujesz? Póki jesteśmy w funnelu, czujniki są praktycznie ślepe.
Jason uniósł brwi, zaskoczony, że pilot jednak pociągnął temat.
- Nigdy nie miałeś niespodziewanych kłopotów?
Wizner pokręcił głową. W trakcie skoku trzeba było po prostu czekać i zawierzyć komputerowi pokładowemu, że w odpowiednim momencie przekonwertuje egzomaterię napędu i wyprowadzi statek do normalnej czasoprzestrzeni.
- Przestań w kółko o tym myśleć - poradził. - Kurs jest obliczony najlepiej, jak można.
Boyd przytaknął z roztargnieniem.
- Sądzisz, że udałoby się nam zerknąć na Beterę? - zapytał niespodziewanie. - Jeszcze na Ziemi przejrzałem wszystkie materiały, ale pochodzą sprzed co najmniej kilku lat. Ciekawe, jak się zmieniła...
- Jasne! Wpuszczą cię na główną planetę - zakpił Wizner. - Co też ci się przyśniło? Absolutnie nie!
- Szkoda.
- Nie chwytasz, jaka tam panuje atmosfera. Patrz, ucz się i nie kombinuj.
W głosie pilota zabrzmiała twardsza nuta, więc Jason zamilkł, wpatrzony w swój terminal i tablet. Dłonie mu się spociły. Przycisnął je do brzucha. Kiedy podniósł wzrok, napotkał taksujące spojrzenie niebieskich oczu. Między ściągniętymi brwiami Wiznera uwydatniły się głębokie, pionowe zmarszczki.
- Co jest? - zapytał Grzegorz z irytacją. - Jakoś źle wyglądasz.
- To nic takiego. Chyba coś z żołądkiem.
- Mhm. Jasne...
Wizner poderwał się z fotela i bez słowa opuścił mostek. Pomaszerował prosto do kajuty liderki. Kirze Sorokin wystarczyła sekunda, żeby odczytać nastrój towarzysza. Wpuściła nachmurzonego pilota i przezornie zaczekała, aż zamkną się za nim drzwi.
- Co się stało? - zapytała.
Mężczyzna odpowiedział mieszaniną międzysłowiańskiego, angielskiego i polskich przekleństw.
- Grigorij... - ofuknęła go. - Mów składnie!
- Nie pasuje mi ten facet. Na szczęście ja już niedługo muszę się z nim męczyć, ale ty zapamiętaj przestrogę. Będziesz mieć z nim problemy.
- Przemówiła twoja kobieca intuicja?
- Ha, ha. Przezabawne - obruszył się pilot. - Mówię ci, że coś mi tu nie gra. Posiedź z nim tyle, co ja, sama zobaczysz. Ciągle zadaje dziwaczne pytania. Godzinami ślęczy nad komputerami, a i tak wygląda, jakby zaraz miał spanikować. Jeśli to już musi być moja ostatnia misja, to przynajmniej życzyłbym sobie, żeby obyło się bez zbędnych atrakcji.
- Zastrzeżenia kieruj do swojego dowództwa. Wysunęliśmy przecież kontrpropozycję, ale wakat był wasz - odpowiedziała liderka i uśmiechnęła się kpiąco.
W misjach międzyukładowych obowiązywał sprawiedliwy podział stanowisk między Pakt Pacyficzno-Atlantycki a Sojusz Eurazjatycki. Strony skrupulatnie pilnowały, żeby wydatki i profity były równe. W składzie załogi też nikt nie mógł mieć przewagi. Członkowie ekipy nosili identyczne kombinezony, łączyła ich wspólna misja, ale kolor plakietek z nazwiskami jednak się różnił: niebieski dla Paktu, czerwony dla Sojuszu. Nawet po drugiej stronie funnelu, w trosce o proporcjonalną dystrybucję pozyskiwanych w Becie dóbr, utrzymywano przedstawicielstwa obu konkurencyjnych makrowspólnot ekonomicznych.
- Ech... - sapnął Wizner. - Dlaczego musieli wycofać Nolana...
- No! I masz już odpowiedź. Boyd cię wkurza, bo to nie twój kumpel Archer. W dodatku bezustannie rozpamiętujesz, że jesteś następny w kolejce. - Orzechowe oczy Kiry błysnęły wyzywająco.
Zabolało. Pilot nabrał głęboko powietrza i powoli wypuścił, przeczesując palcami włosy. Sam dostrzegał, że ostatnio frustracja zaburzała mu trzeźwość myślenia. A obiecywał sobie przecież, że na czas misji weźmie się w garść.
- Może masz rację - przyznał z przygnębieniem. - Poznałem już nawet swojego zmiennika. Francuz. Równy gość. Nie wiem tylko, czy doczeka się przejęcia sterów. Przy nowym nawigatorze nasz wrak niechybnie zasili złoża Pasma...
- Boyd przeszedł wymagane szkolenia i treningi, z doskonałymi wynikami - Kira przerwała mu już ostrzejszym tonem. - Przez Układ Słoneczny poprowadził nas poprawnie.
- Bo Słoneczny miał oblatany.
- Skoro się tak martwisz, to czemu tu stoisz? Idź go wesprzeć!
Bezceremonialnie wypchnęła Grzegorza z kajuty. Od początku podróży wydawał się wybity z równowagi, a Sorokin nie mogła pozwalać mu na zatapianie się w bezsensownych narzekaniach. Przyszedł na niego czas i musiał jakoś przełknąć gorzką pigułkę. Na oko pierwszy pilot Skygazera pozostawał w świetnej formie, sprawny i niezawodny. Na tle ciemnych blond włosów ledwo odznaczały się ślady siwizny. Wizner był stanowczo za młody, żeby myśleć o końcu kariery. Tylko za bardzo kochał latać w przestrzeni, podejmował się ryzykownych zadań i to się zemściło. Pomiędzy podróżami egzostatkiem brał dodatkowo zlecenia wewnątrzukładowe; dochodziły do tego jeszcze misje specjalne na rubieżach Alfy. Dwa razy pod kierunkiem astrofizyka Tejasa Madhava prowadził wyprawy badawcze do płaszcza Układu Słonecznego. Naukowiec zachwycał się bogactwem zebranych wówczas danych, ale dla pilota było to poważne obciążenie. A kiedy ekspozycja na promieniowanie kosmiczne przekraczała dopuszczalne dawki, astronautę należało uziemić. Kira wiedziała, że dla Grzegorza to koniec świata, ale nie zamierzała pozwolić, żeby przez swoje humory utrudniał jej pracę.
Wizner wrócił na mostek z nietęgą miną. Jego niechęć do nowego nawigatora nie miała żadnych racjonalnych podstaw. Cóż takiego zaskakującego w braku pewności siebie u nowicjusza? Należało okazać więcej cierpliwości. Obowiązkiem doświadczonego kolegi było wprowadzenie i wsparcie młodszego. Dlaczego, ilekroć spotykali się na wachcie, zaczynał się denerwować? Boyd nie zastąpi Nolana, ale zasługiwał na swoją szansę. Naturalna kolej rzeczy. A czy to źle, jeśli w przyszłości Jason rzeczywiście poleci na Beterę? Albo w tysiąc innych miejsc, których Grzegorz Wizner nie widział na oczy? Nie powinien odreagowywać własnych problemów na...
Wraz uderzeniem adrenaliny intensywna czerwień wyświetlacza na ułamek sekundy całkowicie przesłoniła mu widok. Cyfry zegara wskazywały niespełna osiem godzin pozostałych do wyjścia z funnelu.
Osiem?!
Boyd stał obok terminala, do którego nadal podpięty był jego tablet. Uniósł ręce, sygnalizując, że się poddaje.
- Tylko spokojnie! - zawołał pospiesznie. - Wszystko wyjaśnię. Spokojnie.
Wizner ryknął, dopadł do nawigatora i rzucił nim o podłogę. Błyskawicznie unieruchomił go chwytem klamrowym.
- Kira! Feng! - wrzasnął na całe gardło. - Co zrobiłeś?!
Jason nie bronił się, nie wyrywał. Usiłował odpowiadać opanowanym tonem.
- Zmieniłem program skoku. Wszystko pod kontrolą. Wyjdziemy w innym... - urwał, bo pilot przycisnął mu twarz do podłogi.
- Co zrobiłeś?! - powtórzył wściekle Grzegorz. - Ty cholerny durniu!
Boyd zdołał obrócić się na tyle, że widział, jak kolejne osoby wbiegają na mostek.
- Dowódco, proszę! - krzyknął, bo oczywiste było, że pilot go nie słucha. - Jesteśmy bezpieczni! Wszystko wyjaśnię!
- Przestawił program skoku! - zagłuszył go Wizner. - Kira, sprawdź ten tablet!
Sorokin ze zgrozą zerknęła na terminal. Potem otworzyła schowek i rzuciła pilotowi kajdanki.
- Skuj go i odsuńcie się od komputera. Obaj pod ścianę! Feng, bierz paralizator.
Wizner założył Boydowi kajdanki i odciągnął go na bok. Nawigator niezgrabnie uklęknął, a z nosa kapała mu krew. Zobaczył, że Sorokin siada przy terminalu i zaczął gwałtownie protestować.
- Nie! Proszę niczego nie robić!
- Dajcie paralizator... - syknął Grzegorz, ruszając do kapitańskiego schowka, ale ostry głos Kiry osadził go w miejscu.
- Stop! Ty też pod ścianę! Pilnuj ich, Feng.
Chińczyk zasłonił skrytkę własnym ciałem i sugestywnie potrząsnął paralizatorem.
- Żartujecie?! - zapytał z niedowierzaniem Wizner, wodząc wzrokiem od drugiego pilota do liderki.
- Cisza - odparł Feng surowym tonem, nie wdając się w dyskusję.
Tymczasem Kira przyglądała się komputerowi, a nawigator gorączkowo usiłował ją zniechęcić.
- Wiem dokładnie, gdzie wyjdziemy i jak nas poprowadzić przez Układ Sferony. Ale jeśli jakimś cudem zdoła pani zmienić program, to niczego nie gwarantuję. Pozwólcie mi wyjaśnić...
Sorokin się skrzywiła. Była świetnym informatykiem i nie zamierzała na wiarę przyjąć, że nie zdoła sobie poradzić.
- Stąpasz po kruchym lodzie, Boyd. Zamknijcie się obaj!
Na mostku zapadła pełna napięcia cisza. Lekarka Narumi Hayashi przyniosła apteczkę i uklękła, żeby opatrzeć nawigatora. Astrofizyk Tejas Madhav, lekko łysiejący Hindus o kościstej budowie ciała, wydawał się raczej zniesmaczony niż przestraszony sytuacją. Posłusznie jednak pobrał ze schowka paralizator i dołączył do swego chińskiego towarzysza. Bardziej dla pozorów, bo trzymał urządzenie skierowane w niewłaściwą stronę. Razem z Fengiem stworzyli mur między "niebieskimi" a przywódczynią, która usiłowała przywrócić poprzedni plan lotu.
Wstrząśnięty Wizner zgodnie z rozkazem chwilowo zamilkł, próbując w tym czasie poskładać rozbiegane myśli. Jego towarzysz, Amerykanin, okazał się sabotażystą? I do działania przystąpił akurat, gdy pilot pozostawił go samego na mostku. Kira mogła uznać całą rozmowę w jej kajucie za zaplanowaną dywersję! Dłonie same zwijały mu się w pięści.
- Co chciałeś osiągnąć? - warknął i trącił nogą Boyda, celowo zbyt mocno. - Zmieniać program skoku w funnelu? Jakim trzeba być...
- Spokój! - skarcił go Feng.
- Jestem, kurwa, spokojny. Całkowicie jestem spokojny, że nasz najmłodszy załogant obliczył lepszy kurs niż megakomputer.
- Nie ja pisałem ten program, wprowadziłem tylko brakujące zmienne - wyjaśnił zgnębionym głosem Jason.
- I zatwierdziłeś modyfikację skoku, używając moich kodów dostępu - odezwała się Kira i uniosła wzrok znad terminala. - Jak ci się to udało? Dla kogo pracujesz?
Nawigator wyprostował plecy, usiłując wyglądać oficjalnie pomimo skutych nadgarstków, gazika wystającego z nosa i rosnącego guza na czole.
- Dostałem rozkaz zmiany programu skoku. Otrzymałem stosowne narzędzia. Wyjdziemy na obrzeżach Układu Sferony, na zakrzywieniu funnelu. Mamy dość paliwa i zapasów, żeby dotrzeć do Betery. Proszę sprawdzić symulację nowej trasy lotu. Ta akcja nie jest wymierzona w Sojusz i działałem samodzielnie. To wszystko, co miałem przekazać - oświadczył uroczyście. - Nadal służę wam jako nawigator. Mnie też zależy, żebyśmy dolecieli bezpiecznie.
Wizner prychnął z niedowierzaniem, wymamrotał przekleństwo. Twarz Sorokin pobladła z gniewu, lecz liderka starała się panować nad głosem.
- Feng, zamienicie się z Boydem kajutami. Przeszukaj dobrze pomieszczenie, a osobiste rzeczy Boyda rekwiruję. Nawigator nie ma prawa przebywać sam poza kajutą, a już tym bardziej na mostku. Feng i Madhav, macie nosić przy sobie paralizatory. Od tej pory pracować będziemy w mieszanych parach.
Grzegorz potrząsnął głową.
- Kira, proszę cię! Nie dziel sztucznie załogi. To zbyteczne. Nie miałem... Nie mieliśmy - uściślił, wskazując na lekarkę - z tym nic wspólnego.
Sorokin wbiła w niego wzrok, jakby chciała przejrzeć na wylot. Poza większą drażliwością nie zauważyła ostatnio w jego zachowaniu niczego podejrzanego. Pewnie, wygodniej byłoby mu zaufać. Ale czy mogła sobie na to pozwolić? W toku ich kilkuletniej współpracy wywiad Sojuszu zgłosił co do Wiznera pewne wątpliwości. Niczego konkretnego nie udowodniono, ale Kira została dosadnie zobowiązana do zachowania czujności. Częściowo z przekory wdała w kapryśny romans z pilotem, ale nawet wtedy go nie rozgryzła. Sam Grzegorz nie grzeszył wylewnością i nie był zainteresowany przełamaniem dystansu. Zauroczenie siłą rzeczy wygasło. A niepewności pozostało zbyt dużo, by ryzykować.
- Jesteśmy zespołem czy nie?! - warknął zniecierpliwiony Wizner.
- Nie można przywrócić pierwotnego kursu? - przerwała niezręczną chwilę Hayashi.
Kira ponownie podeszła do schowka, zabrała paralizator dla siebie i zamknęła sejf.
- Nie zrobię restartu w trakcie skoku, kiedy konwersja egzomaterii już się rozpoczęła. Skutki byłyby nieprzewidywalne. Zabierzcie go wreszcie z mostku. Narumi, przeskanuj go porządnie. Nadajniki, wszczepy, ciała obce. Sama wiesz. Pilotów oczekuję tu z powrotem za pół godziny. Wykonać!
Hayashi poprowadziła Wiznera, Boyda i eskortującego ich Madhava do ambulatorium. Tejas stanął w drzwiach, skrzyżował ręce na piersiach, przez co paralizator znalazł się gdzieś pod jego pachą. Nie próbował nawet udawać, że ma zamiar go używać. Grzegorz rzucił mu markotne spojrzenie, na co tamten odpowiedział nieznacznym wzruszeniem ramion i grymasem niesmaku. W ambulatorium na dłuższą chwilę zapanowała cisza.
Lekarka zmieniła nawigatorowi opatrunki i położyła go na stole diagnostycznym; włączyła skanowanie całego ciała. W trakcie oczekiwania na wyniki, na fotelu posadziła także Wiznera. Sięgnęła po przenośny medskaner. Pilot pozwolił się przebadać, chociaż nie widział takiej potrzeby; Jason nawet go nie drasnął.
- W porządku - oznajmiła Narumi. Wróciła do stołu, żeby sprawdzić odczyty Amerykanina. - I tutaj też czysto. Nie masz dla nas już żadnych niespodzianek?
- Nie - zapewnił Boyd, siadając. - Porozmawiajmy w końcu jak... koledzy, dobrze?
- Czy masz, drogi kolego, pojęcie, jaki jest prawdziwy cel tej akcji? - zapytał zjadliwym tonem Wizner.
- Na pewno nie taki, żeby nas pozabijać - odparował Jason.
Hayashi zakończyła czynności medyczne i zaplotła ręce na piersiach.
- Wydajesz się nagle bardzo wygadany. Nawet zadowolony z siebie - zauważyła z pretensją.
- Ulżyło mi - westchnął nawigator. - Żaden ze mnie szpieg, tajemnica mi ciążyła. Słuchajcie... Nie jestem dumny, że musiałem postawić was przed faktem dokonanym. Ale to był rozkaz, a nie sugestia działania do przedyskutowania z resztą załogi. Przykro mi. Ale nie żałuję.
- Nie odpowiedziałeś na pytanie - zauważył zimno Wizner.
- O ile mi wiadomo, są poważne wątpliwości co do intencji kolonistów...
- Wreszcie do czegoś dochodzimy. Proszę, wytłumacz nam.
- Przeglądacie przecież manifesty. Beta od lat ściąga z ziemi wszelkie dobra, próbki biologiczne, drukarki 3D, mnóstwo kwarców ze schematami sprzętu, programami syntez chemicznych, całe biblioteki danych. Na tym etapie kolonia na planecie może być już nawet samowystarczalna. Nikt jednak Betery nie odwiedza i stamtąd nie wraca, żeby o tym opowiedzieć.
- Oficjalnie obowiązuje izolacja z powodów epidemiologicznych - powiedziała Hayashi.
- Czy nie przechodzimy kwarantanny i intensywnej optymalizacji mikrobiologicznej przed każdą misją?
- Trudno powiedzieć, czy Betanie przesadzają - zaoponowała. - Zawleczenie choróbska do małej, zamkniętej populacji mogłoby poważnie zagrozić funkcjonowaniu kolonii. Cóż... Niedługo obie wspólnoty chciałby wreszcie ruszać z trzecią falą osadnictwa i chyba siłą rzeczy Betanie będą musieli złagodzić stanowisko.
- To jest problem logistyczny, wpuszczać ciekawskich na Beterę. Wycieczki na planetę nie są darmowe, a gubernator Keller słynie ze skąpstwa - wtrącił pilot.
- Ale przez kilkadziesiąt lat, nikogo?! - zaprotestował Boyd. -Te tendencje izolacjonistyczne są bardzo niepokojące. Zwróćcie uwagę, że to Beta dostarcza dane astronomiczne i sugeruje nam program skoku. Który zawsze jest wyliczony tak, żeby Risor znajdował się akurat po przeciwnej stronie systemu niż Betera.
- Nie chodzi akurat o Beterę, tylko o wypaczenie funnelu przez bliskość towarzyszącego jej Bisara - skontrował Grzegorz. - Co chyba sam powinieneś najlepiej wiedzieć...
Karłowata planeta przechwycona Układu Sferony wędrowała po swojej charakterystycznej przechylonej elipsie na tyle szybko, że utrzymywała pozycję zbliżoną do krążącej po krótszej, kołowej orbicie Betery. Największy betański depozyt materii egzotycznej znajdował się wewnątrz gazowego olbrzyma, jednakże Bisar również zawierał znaczący jej ładunek. Gdy zbliżał się do Risora, skumulowana egzomateria wyraźnie zakrzywiała funnel do Alfy i dlatego uważano podróż w tych warunkach za niebezpieczną.
- Kiedy zamierzam właśnie pokazać... Można wyskoczyć wcześniej, zrobić dłuższy odcinek na napędzie proxy, ale za to dotrzeć bezpośrednio do Betery. Ale tak się nigdy nie robi. Nawet kiedy większość cargo miała trafić na planetę, i tak kierowano was w Pasmo, na Redusa, prawda?
- Podobno tak im się bardziej opłacało. Przecież na księżyc Risora zwożony jest urobek z Pasma. W bazie na Redusie mają całą infrastrukturę do przeładunku. No i wydzielony sektor przedstawicielstwa Ziemi.
- Tak, Wizner, to całkiem zręczne tłumaczenia. Nauczyliście się już ich na pamięć i przestało was to wszystko dziwić. Ale niektórzy zaczęli się tej sytuacji przyglądać bliżej.
Pilot zerwał się z fotela i stanął przed Jasonem.
- Więc uważasz, że jesteś sprytny?! Wiesz tylko tyle, ile ci powiedziano. Nie znasz ludzi z Bety! Gubernator nie jest wyrozumiały dla łamiących protokoły. Wyobrażasz sobie, że wpieprzymy się nieproszeni na orbitę Betery i co, może z otwartymi rękami przyjmą nas w stacji na Neolu? Wpuszczą na samą planetę?
- Więc nie chodzi o to, czy zdołamy dolecieć...? Tylko że...
- Zakładam, że nowa trajektoria nie wyrzuci nas prosto w gwiazdę. Ale poważnie prowokujemy Betan, a po drugiej stronie jesteśmy całkowicie zdani na ich łaskę. Oni kontrolują sytuację i nie potrafimy przewidzieć, jak zareagują. Nikt z nas nie zgodziłby się na takie szaleństwo - warknął Wizner.
- Podejrzewam, że nie. Archer odmówił. Ale ktoś musiał to zrobić.
- Próbowali skaptować Nolana?
- Tak słyszałem...
- Odmówił i nagle został uziemiony?
Narumi spostrzegła zacięty wyraz twarzy pilota i jego zaciśnięte pięści, więc przesunęła się tak, aby swoją osobą choć częściowo rozdzielić mężczyzn. Wizner zmierzył ją wściekłym spojrzeniem, ale cofnął się o krok.
- Spotkałeś może Archera na szkoleniu przed misją, Boyd? - zapytał z wymuszonym spokojem. - Wypadałoby pomówić z nawigatorem, którego miejsce miałeś zająć.
- Nie, kilkakrotnie o to prosiłem, ale nie udało się...
W ambulatorium ponownie zapadła cisza, podszyta dobrze wyczuwalnym napięciem. Amerykanin chciał coś dodać, żeby ostudzić podejrzliwość kolegów. Jednak tak naprawdę nie znał losów Nolana Archera. Nie miał żadnych pewnych informacji. Poniewczasie sądził raczej, że już powiedział zbyt wiele.
- Musimy dobrze przemyśleć komunikat, jak nadamy po wyjściu z funnelu - odezwał się stojący w drzwiach Tejas.
Zaskoczył tym pozostałych, bo zdążyli zapomnieć o jego obecności. Teraz ściągnął na siebie całą uwagę. Hindus swoim zwyczajem mówił powoli i rzeczowo, ważąc każde słowo.
- Należy jak najszybciej alarmować o zmianie trasy lotu i prosić o pomoc. Trzeba się też wiarygodnie wytłumaczyć. Nie podkreślałbym, że to zaplanowana akcja. Wskazywanie winnych pośród nas prawdopodobnie nie zostanie dobrze odebrane. Dla Betan wszyscy jesteśmy tymi z zewnątrz, obcymi.
Za jego plecami pojawił się Feng.
- Gotowe - oznajmił.
Odprowadził Boyda do kajuty, a Tejas poszedł po Sorokin. Hayashi popatrzyła w ślad za odchodzącymi i pokręciła głową.
- Tak ma być przez następne dni? Zrobimy z Jasona więźnia?
Wizner się skrzywił. Czy było dobre wyjście z tej sytuacji?
- Nie wiem, czy możemy sobie na to pozwolić. Potrzebujemy nawigatora. Kira powinna już ochłonąć; zobaczymy, co powie.
- Porozmawiam z Fengiem - zaoferowała się lekarka.
Pilot skinął lekko głową.
Kiedy został sam, wrócił na fotel, przygarbił się, splótł dłonie.
Dręczyły go niejasności wokół osoby Archera. Może Nolan miesiącami milczał, bo nie było już wspólnego tematu: on musiał zostać, oni szykowali się do kolejnej misji. Może potrzebował zostać sam, żeby pogodzić się z niechcianą zmianą, znaleźć dla siebie nową drogę. Lecz teraz Wizner nabrał gorszych podejrzeń. Co jeżeli Archer nie mógł rozmawiać...? Komuś zależało, żeby niedoświadczony nawigator przeprowadził ten sabotaż. Prawdopodobnie ustawiano akcję już od dawna.
Czy krył się w tym głębszy sens? Jasonowi mogło się wydawać, że dostał nieskomplikowane zadanie. Wizner jednak miał poważne wątpliwości, bo jeszcze nigdy nie widział tak nieskładnej operacji wywiadu. Bezowocnie łamał sobie głowę, aż upłynął czas wyznaczony przez Sorokin. Nic z tego. Nie rozumiał. Pozostawało reagować na bieżąco i ograniczać straty.
Kira przeprogramowała zamek w przydzielonej Boydowi kajucie tak, aby przyjmował tylko polecenia potwierdzane jej kodem i odciskiem kciuka. Zamknęła Amerykanina i uznała, że chwilowo to wystarczające zabezpieczenie. Udała się na mostek, gdzie zebrała się reszta załogi. Sorokin wzywała tylko pilotów, ale nie była zaskoczona, że stawili się wszyscy. Podeszła do stanowiska nawigacyjnego i włączyła wizualizację nowej trasy lotu.
Funnel z Układu Słonecznego podchodził do płaszczyzny Układu Sferony niemal pod kątem prostym, dopiero w pobliżu gwiazdy dość gwałtownie zakręcał. Jego koniec nieustannie się przemieszczał, śledząc ruchy Risora. Poza Bisarem to gazowy olbrzym zawierał większość materii egzotycznej systemu, reszta zaś była rozproszona w jego nieregularnych księżycach oraz Pasmie meteoroid i planetoid trojańskich. W sektorze Pasma najbliższym Risorowi prowadzono intensywne wydobycie rzadkich pierwiastków oraz ekstrakcję egzomaterii. Koniec funnelu z Alfy, wyznaczony miejscem chwilowej równowagi sił oddziaływania materii egzotycznej, wypadał zawsze w pobliżu gazowego olbrzyma.
- Mieliśmy wyskoczyć blisko bazy na Redusie. - Kira wskazała księżyc Risora. - Zamiast tego...
Wskaźnik cofnął się wzdłuż funnelu, minął łukowaty odcinek w pobliżu gwiazdy i zatrzymał się już po jej drugiej stronie, na charakterystycznym zagięciu.
- Zamiast tego wyjdziemy na tym kolanku. Będziemy jeszcze daleko od płaszczyzny orbity Betery. Wolałabym nie gonić planety. Na szczęście kurs przechwytujący wydaje się możliwy.
- Potrzebujemy nawigatora - stwierdził stanowczo Feng.
Sorokin umilkła, zaplotła ręce na piersiach i patrzyła wyczekująco. Ciąg dalszy nie nastąpił, Chińczyk uznał, że wyraził się dość jasno. Popatrzyła więc na Wiznera, ale ten milczał z ponurą miną.
- Tejas? - zapytała Sorokin.
- Nie podejmuję się nawigacji, skoro mamy profesjonalistę - oświadczył Hindus.
- Nie przychodzi mi do głowy żaden sensowny powód, dla którego Boyd miałby sabotować dalszą część podróży - przyznała Kira. - Twierdzi, że osiągnął już to, co chciał. Miejcie się jednak na baczności, panowie piloci. Może to fanatyk? Terrorysta? Może zechce rozbić statek?
- W jaki sposób coś takiego opłaciłoby się Amerykanom? - zapytał Wizner.
Kira uśmiechnęła się krzywo.
- Nie mam pewności, czyje interesy reprezentuje Jason. Wiemy tyle, ile sam zechciał powiedzieć - odparła zjadliwie.
"Znał kody Kiry", przypomniał sobie Grzegorz. Czy to coś znaczyło? Przetarł czoło. Trudno mu było opanować spiralę podejrzeń. Próbując zrozumieć sytuację, natychmiast zaczynał stawiać wzajemnie wykluczające się hipotezy. Co jeśli, przewrotnie i genialnie, to Sojusz zmanipulował Boyda? Czy to w ogóle możliwe? Astronauci podlegali regularnej kontroli psychologicznej. Intensyfikowanej, gdy rutynowe dyskretne obserwacje rodziły jakieś wątpliwości; sam tego nieraz doświadczył.
- Czy ktoś uważa, że Jason ma pozostać w zamknięciu? - podjęła liderka. - To nie jest głosowanie, ale chcę znać wasze zdanie. Nikt? Mimo zastrzeżeń, doszłam do tego samego wniosku, co wy. Rozpisałam nowy plan wacht z udziałem nawigatora, tak żeby zawsze ktoś z Sojuszu go pilnował.
Na początku podboju kosmosu, na etapie typowo naukowo-badawczych przedsięwzięć, współpraca międzynarodowa układała się poprawnie. Z czasem coraz sprawniej eksploatowano surowce obiektów pozaziemskich, co wymagało wprowadzenia regulacji prawnych. Fundatorzy misji międzysystemowych zaczęli poważnie myśleć o zabezpieczeniu przyszłych zysków z kolonii. Utworzono makrowspólnoty ekonomiczne. Do gry weszły też korporacje. Odkrycie w Układzie Sferony drugiego funnelu, ściąganego przez Bisara w apoapsis antysolarnym, rozpaliło ambicje dalszych podbojów. Łańcuch korytarzy podprzestrzennych miał prawdziwie otworzyć galaktykę przed ludzkością. W obszarze Gamma szybko zidentyfikowano wymagającą, lecz bogatą w surowce planetę i rozpoczęto kolonizację. Sprawy przybrały jednak zły obrót. Na nieprzyjaznym Sulfosie doszło do katastrofy. Po pamiętnej straconej misji do Gammy relacje między Paktem a Sojuszem nigdy w pełni nie wróciły do normy. Obie strony poniosły znaczne straty i wzajemnie oskarżały się o ich spowodowanie. Od dalekiej ekspansji na razie odstąpiono, chociaż nadal ostrożnie inwestowano w Betę. Tymczasem minęły dziesięciolecia, komisje zakończyły dochodzenia i obrady, ustalono jasne warunki współpracy. Ludzie nadal latali razem w kosmos i musieli na sobie polegać.
Wizner zaklął bezgłośnie. Czy teraz lata wspólnych wypraw przestawały się nagle liczyć, bo miał inny kolor plakietki? Niby rozumiał motywacje liderki, ale...
Sorokin spojrzała na niego ciężkim wzrokiem, ze zniecierpliwieniem. Dla niej też sytuacja nie była przyjemna.
- Narumi, Grigorij. Przykro mi, ale muszę minimalizować ryzyko.
- Przemyślałaś, jak się zameldujemy w Becie? - zapytał Wizner. - Bo absolutnie nie można powiedzieć im prawdy.
- Macie jakieś propozycje?
- Jak już mówiłem kolegom, moim zdaniem komunikat z wezwaniem pomocy powinniśmy nadać bezzwłocznie po wyjściu z funnelu - powiedział Tejas Madhav. - Uważam też, że jako przyczynę zejścia z kursu należy podać awarię napędu lub błąd komputera. Zależy, co potrafisz przekonywająco upozorować. Logi trzeba wyczyścić i stworzyć fałszywe. Nie narażajmy na szwank relacji z gubernatorem. Nie wciągajmy Betery w nasz wewnętrzny konflikt. Na rozliczenia przyjdzie czas, gdy wrócimy na Ziemię.
Dowódczyni popatrzyła po pozostałych.
- Widzę, że już wszystko sobie omówiliście. Nie podoba mi się pomysł, że miałabym niszczyć dowody sabotażu. To jak pomaganie wrogowi...
- Czy i mnie oskarżysz o współpracę z Ameryką? - zapytał Madhav z godnością. - Doradzam, kierując się logiką i najlepszym wspólnym interesem. Statek zawsze przechodzi gruntowny przegląd. Grzebią nam w komputerach. A teraz wręcz muszą wszystko dokładnie posprawdzać... Jeśli pozostawisz jakieś ślady, to je znajdą.
- Nie mogą też zobaczyć tabletu Boyda - wtrącił Wizner.
- Nie martw się o tablet Boyda, będzie dobrze zabezpieczony - ucięła Kira. - W porządku. Tejas, zostań na mostku. Wymyślisz wiarygodny scenariusz naszej awarii. Masz pół godziny. Musimy wprowadzić zmiany do logów i zredagować komunikat. Grigorij dokończy swoją wachtę. Feng, ty na razie wracaj się przespać, zmienisz go za sześć godzin. Rozejrzyj się jeszcze po kabinie, może jednak coś znajdziesz. Koniec zebrania. Narumi, poproszę cię teraz do ambulatorium... - powiedziała Kira i ruszyła w stronę drzwi.
- Jeśli chodzi o wyniki skanów, to Boyd jest czysty - zapewniła lekarka, usiłując dotrzymać jej kroku.
- Pokaż.
- Oczywiście.
Gdy dotarły na miejsce, Hayashi przywołała na ekran żądane odczyty. Kira upewniła się, że drzwi pomieszczenia są zamknięte.
- Dobrze... A czy przy badaniu Boyd powiedział ci coś nowego? - zapytała.
Lekarka streściła niedawną dyskusję.
- Muszę z nim sama w końcu porozmawiać - mruknęła Sorokin. - Masz tu coś... jakiś środek, który uczyniłby go bardziej wylewnym?
- Do czego właściwie zmierzasz? - zapytała wymijająco lekarka.
- Nie wiem. Jason jest ignorantem czy tak dobrze udaje? Jak to sprawdzić? Niczego się nie dowiemy, głaszcząc go po głowie...
- Może jego tablet zawiera jakieś odpowiedzi? - podsunęła Narumi.
- Może. I zajmę się tym, jak tylko będę mogła. Ale zostało nam ledwie kilka godzin do Układu Sferony, gdzie, jak się wszyscy zgodziliśmy, musimy wpuścić go znów na mostek. Jeśli masz jakieś sugestie, jak rozwiązać mu język...
Hayashi popatrzyła na nią spode łba.
- To właśnie była moja sugestia. Nie mam innej.
- Gdybyś wpadła na jakiś przydatny pomysł, nie wahaj się mnie powiadomić!
Lekarka tylko lekko się skłoniła. Rozdrażniona Sorokin wymaszerowała z ambulatorium, kierując się do kajuty Boyda. Rozdzieliła zadania, więc mogła nareszcie porozmawiać z nawigatorem sam na sam. Nie osiągnęła jednak wiele... Amerykanin zdawał się odpowiadać szczerze. Potwierdził jednak tylko to, co już usłyszała od załogi. Czy rozwiał jej wątpliwości? Nie! Na dłubanie w jego tablecie nie miała teraz czasu. Zatem mogła ufać tylko sobie. Trudno. Szkolono ją i na takie okoliczności. Zostawiła nawigatora; musiała przygotować się na powitanie systemu Sferony...
Tejas Madhav czekał już z opracowanym hipotetycznym wytłumaczeniem niespodziewanego wypadnięcia statku z funnelu. Kolejne godziny liderka misji i astrofizyk poświęcili na drobiazgowe fabrykowanie odczytów wewnętrznych i zewnętrznych czujników i przepisywanie logów głównego komputera. W końcu Kira wstała od terminala i z cichym jęknięciem wyprężyła plecy.
- No! Nareszcie... Pozostaje tylko po zakończeniu skoku jak najszybciej zatrzeć ślady ingerencji Jasona.
- Trzeba jeszcze ustalić treść naszego wezwania pomocy - przypomniał Madhav.
- Przygotowałeś już coś?
Podał jej czytnik.
Sorokin kilkakrotnie sprawdziła tekst. Język był wyważony, dyplomatyczny, a całość bardzo poprawna od strony formalnej. Komunikat zawierał prośbę o pomoc skierowaną do przedstawicielstwa Ziemi i władz kolonii, a także każdego, kto odbierze wiadomość. Madhav podał też informację o planowanym awaryjnym kursie przechwytującym na Beterę.
Kira powolnym krokiem podeszła do stanowiska pilota.
- Co o tym sądzisz? - zapytała.
Wizner przejrzał dokument i z uznaniem skinął głową Tejasowi.
- Dobra robota. Nie za mało, nie za dużo, nie wzbudza podejrzeń. Więc ustalone? Czyżby jednak udało się utrzymać wspólny front? - Popatrzył kobiecie w oczy.
- Tak - westchnęła. - Byłeś tu cały czas, znasz naszą ostateczną oficjalną wersję wydarzeń. Powinieneś chyba być zadowolony?
- Zadowolony? To w tych okolicznościach niewłaściwe słowo. Ale cieszę się, że przez ostatnie cztery godziny nikt nie groził mi paralizatorem - prychnął zaczepnie, oddając jej czytnik. - Odpowiadasz przed całą załogą. Nie połową. Dobrze, żeby w końcu to do ciebie dotarło.
Sorokin pokręciła głową z dezaprobatą.
- Idź już po Fenga, niech cię zmieni - syknęła. - Masz dwie godziny, żeby trochę odpocząć.
- Tak jest! - rzucił i ruszył do wyjścia.
- Bardzo profesjonalnie! Czy on nie zachowuje się jak dziecko?! - zapytała głośno Kira, kiedy Wizner był nadal w zasięgu słuchu.
- Sądzę, że znasz go nie gorzej ode mnie. - Tejas pozwolił sobie na drobną uszczypliwość. - A nie można zaprzeczyć, że postąpiono wobec niego nielojalnie - dodał cichym głosem.
- To niech humory demonstruje Amerykanom! Nieważne... Póki mamy czas, ty także powinieneś zrobić sobie małą przerwę. Chcę, żebyś potem nadzorował działania Boyda, gdy będzie wyznaczał kurs na Beterę.
- Możesz na mnie liczyć, oczywiście.
Drugi pilot zameldował się na stanowisku, mijając w drzwiach wychodzącego Madhava. Sorokin z zadowoleniem przyjęła ciszę, która zapanowała na mostku. W skupieniu wprowadziła do komputera tekst komunikatu i zablokowała dostęp, wyłącznie sobie przyznając prawo zainicjowania transmisji.
Parę godzin minęło szybko i załoga zebrała się ponownie. Na twarzach widać było zmęczenie. Kira wątpiła, żeby ktoś poza Jasonem zdołał się przespać. W przeciwieństwie do reszty, nawigator odżył i ze swadą zajął miejsce przy terminalu.
Blask czerwonych zer zakłuł skupione na zegarze oczy. Skygazer wynurzył się w przestrzeni obszaru Beta. Chroniące wzrok przed nieznośną migotliwością funnelu przesłony uniosły się teraz, ukazując spokojną czerń pustki. Wizner podszedł do okna. Ogrom przestrzeni kosmicznej nie przytłaczał go, wręcz przeciwnie, ten widok wywoływał uskrzydlające poczucie wolności.
Feng i Boyd skupili się na odczytach, żeby ustalić dokładną pozycję statku.
- Powiększam obraz z bakburty - powiedziała Sorokin, wskazując duży ekran. Na monitorze zajaśniała Sferona, biała gwiazda centralna systemu.
- Pozycja potwierdzona. Wszystko zgodnie z planem - ogłosił nawigator z ożywieniem.
Liderka odetchnęła, nie kryjąc ulgi.
- Chcę ukierunkować wzmocnienie sygnału. Podaj namiary na Redusa i Neola.
Bazy na księżycach Risora i Betery służyły jako główne węzły komunikacji wewnątrzukładowej.
- Chwileczkę... Już.
- Zaczynam nadawanie.
- Co do kursu na Neola... - zawahał się Boyd. - Posiadam niezbędne dane teoretyczne, ale żadnej praktyki w tym układzie. A i wy nie lataliście w wewnętrznej części, prawda?
Obaj piloci przytaknęli.
- Musimy uważać na kilka większych planetoid odchylonych od ekliptyki, a bliżej Betery na trojańczyków... Mamy przybliżone dane o cyklach, ale pochodzą one od Betan i dawno ich nie aktualizowano. Proponuję zachowanie maksymalnej ostrożności.
- Czyli, gdy będziemy się zbliżać do każdej takiej orbity, musimy wychodzić z proxy? - uściśliła liderka. - Podzielimy trasę na pulsy proxy i odcinki na silnikach manewrowych?
- Takie podejście bym rekomendował.
- Przez wygaszanie i ponowne załączanie proxy przelot się wydłuży...
- Jeżeli można coś wtrącić... - odezwał się Madhav. - Zupełnie niepodobnym do gubernatora byłoby ryzykowanie rozbiciem egzostatku, wiozącego cenny dla kolonii ładunek. A nawet gdyby z jakichkolwiek powodów namiary okazały się niedokładne, szansa trafienia na samotną planetoidę jest...
- Jest pół na pół, rozbijemy się albo nie - wszedł mu w słowo Wizner. - Jeżeli cała ta afera ma jakikolwiek sens, a dla własnego zdrowia psychicznego załóżmy, że ma... Skoro Betanie nie chcą żadnych gości na planecie, to być może aktywnie się zabezpieczają. Nie możemy w stu procentach ufać temu, co od nich wiemy. Posłuchamy rady nawigatora!
- Tak - potwierdził Feng.
Astrofizyk z politowaniem przewrócił oczami, ale jednocześnie uniósł ręce w geście poddania.
- Dobrze - mruknął pilot, piorunując go gniewnym spojrzeniem. Teoretycy czasami zdawali mu się kompletnie szaleni. - Boyd, pokaż nam, co musimy omijać... Marginesy dwukrotnie większe niż w Słonecznym.
Kira skinęła na Tejasa.
- Pomóż im. Poproszę o całościowy plan trasy, trzeba to dołączyć do komunikatu.
Przy stanowisku nawigatora wywiązała się dłuższa dyskusja. Wykorzystując moment, lekarka podeszła do Kiry.
- Kiedy możemy spodziewać się jakiejś reakcji na nasze wezwanie?
- Naprawdę trudno powiedzieć... Na pewno kilka godzin, a i to pod warunkiem że Neol odpowie bezzwłocznie.
- Nie mogę się doczekać - szepnęła nerwowo Narumi.
Za jej plecami Jason wprowadził kurs i się przeżegnał. Wizner, z założonymi rękami i zasępioną miną, czujnie przyglądał się nawigatorowi.
Kiedy po długich godzinach wyczekiwania nadeszła odpowiedź od Betan, wątpliwości wcale się nie rozwiały. Sorokin gryzła wargi, próbując czytać między wierszami bardzo lakonicznej transmisji z Neola. Gubernator rozumiał, że po awarii zmienili trasę i zmierzali do najbliższej stacji. Zapewniał, że statek przejdzie gruntowny przegląd.
- Zalecają utrzymać obecny kurs? - upewnił się Grzegorz.
- Tak.
- Ale nasz kurs z pewnością nie jest optymalny, wybraliśmy opcję ostrożną, nie najszybszą - zaprotestował.
- Bardzo ciekawe! - Tejas pochylił się nad pulpitem terminala, splótł palce przy podbródku. - Może jest w tym pewien subtelny przytyk? Zdecydowaliśmy się na taki wariant, bo nie ufamy ich danym.
- No właśnie, Grigorij, czego właściwie oczekiwałeś?! - zirytowała się Kira. - Założyłeś, że coś ukrywają. Upierałeś się, żeby lecieć kursem zwiadowczym, a teraz byś ich nagle posłuchał?
Wizner musiał przyznać, że to trafna uwaga. Nie mógł sobie pozwolić na popadanie w paranoję, ale...
- Sam nie wiem... - syknął, rozcierając ze znużeniem czoło. - Są podejrzanie spokojni. Spodziewałem się raczej, że, wbrew logice, spróbują zawrócić nas na Redusa. Za gładko to łyknęli... I dlaczego grają na czas...?
Kira wpatrywała się w niego z przejęciem, ale zacisnęła usta i nie skomentowała.
- Bardzo ciekawe - powtórzył zamyślony Madhav.