Syreni śpiew. Jak uwaga stała się najbardziej zagrożonym zasobem na świecie - Chris Hayes


Reflow text when sidebars are open.
Zacznijmy od opowieści z podróży Odyseusza. W dwunastej księdze Odysei nasz bohater przed odpłynięciem z wyspy bogini Kirke dostaje od niej kilka istotnych rad, jak uniknąć niebezpieczeństw czyhających na niego podczas dalszej wyprawy.
"Teraz posłuchaj, co ci powiem" - instruuje go Kirke:
Najpierw spotkasz Syreny, które czarują wszystkich, co do nich przychodzą. Kto nieświadom zbliży się i posłucha głosu Syren, temu już nie wrócić do domu i nie zobaczyć żony i dziatek, idących naprzeciw z radością, bo go Syreny uwiodą swą dzwonną pieśnią. Siedzą na łące, a na wybrzeżu pełno jest kości tych, co słuchali ich głosu, pełno butwiejących skór1.
Kirke udziela Odyseuszowi dokładnych wskazówek: ma zalepić woskiem uszy członków załogi, żeby nie słyszeli syren, a siebie kazać przywiązać do masztu. Towarzysze mogą go uwolnić, dopiero kiedy bezpiecznie miną zamieszkaną przez syreny wyspę.
Odyseusz realizuje plan co do joty. Rzeczywiście, kiedy syreni śpiew dociera do jego uszu, chce za nim podążyć, więc pokazuje swoim ludziom, żeby go odwiązali. Jednak zgodnie z poleceniem załoga ignoruje jego prośby, zanim statek nie odpłynie na bezpieczną odległość.
To jeden z najbardziej sugestywnych obrazów w kanonie zachodniej kultury: Odyseusz w pętach, przymocowany do masztu, usiłuje wyrwać się z więzów, które sam kazał sobie założyć, wiedząc, co go czeka. Obraz ten przez stulecia służył nam za metaforę różnych rzeczy. Grzechu i cnoty. Pokus ciała i siły woli pozwalającej im się oprzeć. Uzależnionego, który wyrzuca pigułki do klozetu, przygotowując się na nadchodzący głód, a potem błaga o narkotyki. Mamy tu zobrazowanie freudowskiego konfliktu między id a ego: naszym pragnieniem czegoś a świadomością, że nie powinniśmy, nie możemy tego mieć.
W sztuce syreny są zawsze przedstawiane jako - z braku lepszego słowa - seksowne. Uwodzicielskie. Od Szekspira po Ralpha Ellisona i w późniejszej literaturze syreny służą najczęściej za metaforę kobiecej ponętności seksualnej2. W Ulissesie Jamesa Joyce'a Bloom myśli o mężczyźnie, który zadał się z jego żoną, że "padł ofiarą jej syrenich czarów i zapomniał o więzach domowych"3.
Dlatego trochę trudno jest pogodzić pierwotne znaczenie słowa "syrena" z jednym z jego dzisiejszych znaczeń: natarczywym wyciem urządzenia montowanego na dachach karetek pogotowia i policyjnych radiowozów. Istnieje tu jednak ważne powiązanie, na którym opiera się wywód w tej książce, kluczowe dla zrozumienia życia w XXI wieku.
Jeśli wystarczająco długo postoimy na rogu ulicy w dowolnym mieście na świecie, prędzej czy później usłyszymy mknący na sygnale pojazd uprzywilejowany. Kiedy pojedziemy za granicę, ten dźwięk będzie się wyróżniał jako część struktury sensorycznej doświadczanej przez nas obcości. Bo bez względu na to, gdzie jesteśmy, wycie syreny jest jednocześnie znajome i obce. Ta obcość wynika z tego, że w różnych krajach syrena brzmi nieco inaczej - może być dłuższa, dwutonowa albo mieć niższy lub wyższy dźwięk. Ale nawet jeśli nigdy wcześniej jej nie słyszeliśmy, od razu zrozumiemy jej cel. Na tle nieznanego nam języka, wśród potraw, których nigdy dotąd nie próbowaliśmy, syrena jest czymś uniwersalnym. Istnieje po to, by zwrócić naszą uwagę, i to jej się udaje.
Syrenę w znanej nam postaci wynalazł w 1799 roku szkocki uczony John Robinson4. Był jednym z tych wszechstronnych ludzi epoki oświecenia, którzy zajmowali się wszystkim, od filozofii po inżynierię, a pierwotnie wynalezione przez niego urządzenie miało być instrumentem muzycznym, chociaż jako taki się nie przyjęło5. Syrena w obecnej formie i funkcji pojawiła się dopiero w latach osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy francuski inżynier i wynalazca, który zbudował łodzie elektryczne (a więc bardzo ciche), wykorzystał zasilane prądem syreny do zapobiegania wypadkom na wodzie6. (Miał nawet łódź o nazwie "La Sir?ne"). W stosunkowo krótkim czasie zaczęto korzystać z tego rozwiązania na lądzie, w pojazdach takich jak wozy strażackie. Syrenami zastąpiono w nich głośne dzwony używane wcześniej jako sygnał "z drogi!"7.
Syreny z mitów i syreny z miejskich ulic przykuwają naszą uwagę wbrew naszej woli. I właśnie to doświadczenie, poczucie, że oto natarczywe wycie zawładnęło naszym umysłem, jest dziś dla nas stanem permanentnym, stało się naszym losem. Nigdy nie jesteśmy wolni od syreniego śpiewu.
Uwaga stanowi istotę życia. W każdej chwili, kiedy nie śpimy, poświęcamy czemuś uwagę, czy to z własnego wyboru, czy dlatego, że coś wzbudziło nasze zainteresowanie. Ostatecznie z nagromadzenia tych chwil uwagi tworzy się życie. "Moim doświadczeniem - pisał William James w The Principles of Psychology [Zasady psychologii] w 1890 roku - jest to, czemu zgadzam się poświęcić uwagę"8. Coraz częściej czujemy się tak, jakby nasze doświadczenie było czymś, na co nie zgadzamy się w pełni, a powszechność tego poczucia stanowi o pewnym rozpadzie. Odebrano nam władzę nad własnym umysłem. Nasze życie wewnętrzne uległo bezprecedensowej przemianie. Dotyczy to właściwie każdego kraju i każdej kultury na Ziemi.
Siedzę rano na kanapie z ukochaną młodszą córką. Ma sześć lat, czuję na policzku jej słodki, delikatny oddech, kiedy przytula się do mnie z książką i prosi, żebym jej poczytał, zanim pójdziemy do szkoły. Jej uwaga jest czysta, nieskażona. Nie ma w życiu nic lepszego. A jednak czuję instynkt, niemal fizyczną potrzebę, by spojrzeć na domagające się uwagi urządzenie, które mam w kieszeni. Zwalczam w sobie to pragnienie niewielkim wysiłkiem. Ale ono wciąż pulsuje jak pierścień Golluma.
Moja zdolność do oparcia się tej pokusie oznacza, że nadal żyję, że jestem człowiekiem. Jednak w przepełnionych wstydem chwilach, kiedy ulegam, zastanawiam się, czym dokładnie jestem, czym się stałem. Wracam ciągle do sformułowania Williama Jamesa: "to, czemu zgadzam się poświęcić uwagę", bo użyty w nim czasownik "zgadzać się" ma ogromne znaczenie. James uważał, że nawet jeśli naszej uwagi domaga się coś z zewnątrz, to my ostatecznie mamy kontrolę nad tym, gdzie ją skierujemy, że decydując się poświęcić czemuś uwagę, wyrażamy naszą zgodę. James miał pewną obsesję na punkcie wolnej woli, rozważał, czy w istocie ją mamy i jak ona działa. Jego zdaniem "wysiłek uwagi" - decydowanie, na co skierować nasze myśli - jest "zasadniczym przejawem woli"9. Nic dziwnego, że czuję się wyalienowany, oderwany od samego siebie, kiedy domagające się uwagi urządzenie w mojej kieszeni przyzywa mnie jakby wbrew mojej woli.
Syrena karetki może być czymś uciążliwym w głośnej, tłocznej scenerii miasta, ale przynajmniej zwraca naszą uwagę w społecznie pożytecznym celu. Syreny z greckiego mitu przyzywają nas, by przyśpieszyć naszą śmierć. To, co robił Odyseusz - zalepianie uszu woskiem, przywiązanie się do masztu - było czynną próbą zarządzania swoją uwagą. Ten fragment homeryckiej epopei, choć dramatyczny, nam w epoce uwagi wydaje się niemal przyziemny. Bo życie w dzisiejszym świecie, online i offline, oznacza szarpanie się bez końca w pętach przy maszcie, w walce o kontrolę nad naszym jestestwem przeciwko nigdy niemilknącemu syreniemu śpiewowi ludzi, urządzeń, korporacji i złowrogich podmiotów usiłujących złapać nas w pułapkę.
Tak właściwie wygląda świat, który zbudowaliśmy dla naszych umysłów. No, może nie dosłownie "my". Nasza sprawczość w tworzeniu biznesu i instytucji epoki uwagi to kwestia budząca spore kontrowersje. Połączenie naszych najgłębszych biologicznych instynktów i iteracyjnego geniuszu globalnego kapitalizmu oznacza, że jesteśmy obiektem niekończącego się eksperymentu na żywym organizmie, w którym jedne z największych korporacji w historii ludzkości wydają miliardy, by dowiedzieć się, czego pragniemy i ile tego czegoś mogą nam sprzedać. Dla nas samych uwaga stanowi podstawę naszej jaźni, ale z perspektywy zewnętrznych podmiotów nasza uwaga jest niczym złoto w potoku, złoża ropy w skale.
Z powodów zawodowych te kwestie dręczą mnie szczególnie, ale chyba wszyscy do pewnego stopnia to odczuwamy, prawda? Mam na myśli alienujące doświadczenie dzielenia i rozproszenia uwagi wbrew nam samym, wrażenie, że nie jesteśmy tak naprawdę obecni. Założę się, że moglibyśmy przez cały dzień i noc przepytywać nieznajomych w dowolnym mieście na świecie i nie znaleźć nikogo, kto by nam powiedział, że czuje, iż ma za długi zakres uwagi, za dużą zdolność koncentracji, chciałby, żeby więcej rzeczy go rozpraszało albo żeby mógł spędzać więcej czasu ze wzrokiem utkwionym w ekranie. Podobnie jak ruch samochodowy nasze telefony są dziś źródłem powszechnych narzekań, tematem rozmów u fryzjera czy w kolejce do kasy w sklepie. Nieśmiałe głosy na obrzeżach ostrzegające nas, że technologiczni giganci proponują nam faustowski pakt z diabłem, przerodziły się w coś bliskiego konsensusowi: oto sytuacja jest zła, a przyczyną tego są technologie, z których codziennie korzystamy. Telefony syrenim śpiewem przywodzą nas do zguby.
Zanim jednak po prostu przyjmiemy ten pogląd, biorąc go za dobrą monetę, i przejdziemy do dalszych dociekań, warto przyjrzeć się nieco krytycznie temu szybko się tworzącemu powszechnemu przekonaniu. Bo czy nie jest to cykl, przez który zawsze przechodzimy? Czy ludzie nie mają zawsze wrażenia, że źle się dzieje, a wszystkiemu winna ta dzisiejsza młodzież? Albo że to nowa technologia (prasa drukarska, silnik parowy i tak dalej) rujnuje nam życie?
W Fajdrosie Platona Sokrates wygłasza długą tyradę - na wpół przekonującą, na wpół absurdalną - na temat niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą pewna nowa technologia, mianowicie... pismo: "Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie"10.
Z pespektywy czasu można chyba bezpiecznie powiedzieć, że pismo ostatecznie miało całkiem pozytywny wpływ na rozwój ludzkości, nawet jeśli jednego z największych myślicieli wszech czasów niepokoiły jego skutki, podobnie jak naszych współczesnych martwią gry wideo. W istocie często ma się wrażenie, że mimo całej zasadności krytyki mediów społecznościowych, wszechobecności ekranów i ciągłej łączności za złowieszczymi ostrzeżeniami kryje się w tym pewna znajoma, neurotyczna histeria. Istnieje już cały podgatunek poradników dla rodziców dotyczący śmiertelnego zagrożenia ze strony smartfonów dla rozwoju mózgu dzieci oraz rozmaite oprogramowanie blokujące, służące do zarządzania "czasem przed ekranem". Szersza debata kulturowa ma w sobie zdeterminowaną zajadłość paniki moralnej. W 2009 roku "Daily Mail" alarmował: "Korzystanie z Facebooka może zwiększać ryzyko raka"11. "New York Post" ostrzegał, że smartfony to "cyfrowa heroina", która zmienia dzieciaki w "psychotycznych narkomanów"12. "Nastolatki w mediach społecznościowych nie tylko głupieją, lecz także stają się niebezpieczne"13 - podawała telewizja CBS. A "Atlantic" nie był jedynym medium zadającym pytanie: "Czy smartfony zniszczyły pokolenie?"14. W 2024 roku psycholog społeczny Jonathan Haidt opublikował książkę Niespokojne pokolenie, w której twierdzi, że powszechny dostęp do smartfonów naraził całą generację nastolatków i dzieci na depresję, lęki i samookaleczenia w niespotykanej dotąd skali. Chociaż niektórzy naukowcy badający ten problem krytykowali tezy Haidta jako przesadzone, książka stała się bestsellerem, a rodzice i szkoły w całym kraju zgodnie z płynącymi z niej wnioskami zaczęli organizować działania mające zakazać używania telefonów w szkole15.
Do najbardziej ponurych i zatrważających opisów skutków epoki uwagi należą te przedstawiane przez pracowników, których rękami została ona stworzona. W filmie dokumentalnym Dylemat społeczny, hicie Netflixa, informatycy z Doliny Krzemowej, tacy jak sygnalista i ekspracownik Google'a Tristan Harris, ostrzegają przed podstępnym charakterem aplikacji eksploatujących naszą uwagę. Sean Parker, twórca Napstera i jeden z pierwszych inwestorów Facebooka, nazywa siebie "obdżektorem" mediów społecznościowych - sprzeciwia się im z pobudek moralnych. "Bóg jeden wie, jaki mają wpływ na mózgi naszych dzieci" - powiedział16. Nie jest w tym odosobniony. W artykule w "New York Times Magazine" z 2018 roku czytamy o "mrocznym konsensusie dotyczącym ekranów i dzieci" wśród programistów z Doliny Krzemowej, współtwórców produktów, z których zakazują teraz korzystać własnym dzieciom. "Jestem przekonana - powiedziała była pracowniczka Facebooka "New York Timesowi" w 2018 roku - że w naszych telefonach mieszka diabeł i sieje spustoszenie wśród naszych dzieci"17.
Jestem skłonny się z tym zgodzić, ale jednocześnie trudno mi się oprzeć wrażeniu, że debata wokół zgubnych skutków smartfonów bardzo przypomina klasyczną panikę moralną. Socjolog Stanley Cohen pierwszy użył tego terminu w swojej książce z 1972 roku Folk Devils and Moral Panics [Diabły ludowe i paniki moralne], studium histerii wokół różnych subkultur młodzieżowych, zwłaszcza modsów i rockersów w Wielkiej Brytanii w latach sześćdziesiątych XX wieku. "Wydaje się, że społeczeństwa co jakiś czas podlegają okresom paniki moralnej" - pisze Cohen. Jakaś grupa czy moda kulturowa "zostaje zdefiniowana jako zagrożenie dla wartości i interesów społeczeństwa; jej charakter jest przedstawiany w mass mediach w wystylizowany, stereotypowy sposób; na barykady moralnego wzmożenia wstępują redaktorzy, biskupi, politycy i inne słusznie myślące osoby; uznani społecznie eksperci wygłaszają swoje diagnozy i propozycje rozwiązań"18.
Także kiedy zamiast kulturowego trendu czy grupy na celowniku znajduje się nowa technologia, rozpoznajemy ten sam schemat: ekscytacja i zachwyt szybko zmieniają się w strach i panikę. Technika taniego druku z drugiej połowy XIX wieku przyniosła wysyp książek w broszurowej oprawie i groszowych powieści popularnych, co skłoniło pewnego krytyka do potępienia wydawcy za "zatruwanie społeczeństwa [...] sprośnymi historyjkami i przykładem zepsucia" oraz do nazwania go "wrzodem moralnym, zadżumionym, trędowatym, którego powinno się traktować tak, jak niegdyś traktowano dotkniętych trądem: izolowano ich od społeczeństwa i nakazywano im wydawać ostrzegawczy okrzyk "Nieczysty!", by ocalić innych przed zarazą"19. W 1929 roku, kiedy dominującym środkiem przekazu w Stanach Zjednoczonych stawało się radio, "New York Times" pytał: "Czy szumy radiowe wywołują choroby?" i informował czytelników, że "wśród lekarzy i naukowców panuje zgoda co do tego, iż wraz z nadejściem radia pojawiło się wiele chorób, zwłaszcza powodowanych przez problemy nerwowe. Ludzki organizm wymaga odpoczynku i nie można go bez końca utrzymywać w stanie pobudzenia"20.
Dobrze to ujął błyskotliwy ilustrator Randall Munroe, twórca komiksu internetowego "xkcd", w odcinku pod tytułem The Pace of Modern Life [Tempo nowoczesnego życia], stanowiącym zapis lęków, jakie we współczesnych krytykach budził rozwój przemysłowej nowoczesności pod koniec XIX stulecia, zwłaszcza szybkość komunikacji i zalew łatwo dostępnych informacji oraz ich wpływ na nasze umysły. Munroe zaczyna od cytatu z "Sunday Magazine" z 1871 roku, opłakującego fakt, że "sztuka pisania listów szybko umiera [...]. Przesyłamy sobie mnóstwo szybkich, krótkich liścików, zamiast usiąść do prawdziwej rozmowy przelanej na kartkę papieru"21. Następnie przytacza słowa polityka, który w 1894 roku ubolewał nad malejącą zdolnością koncentracji: zamiast czytać, ludzie zadowalają się "streszczeniem streszczenia", a także "zapoznają się pobieżnie [...] z wieloma tematami i zbierają informacje w [...] powierzchownej formie", tym samym tracąc "nawyk zasiadania do czytania wielkich dzieł". I jeszcze mój ulubiony przykład, artykuł z "Journal of Education" z 1907 roku, który lamentuje nad "współczesną rodziną, siedzącą w milczeniu przy kominku, każdy z nosem w swoim ulubionym czasopiśmie"22.
Wszystko to wydaje nam się dziś zabawnie przesadne, ale o tych nawracających ostrzeżeniach i załamywaniu rąk nad tym, co nam zabrała nowoczesność, można myśleć na dwa różne sposoby. Można traktować te reakcje jako uroczo staroświeckie: zawsze znajdzie się pewna grupa ludzi, którzy będą panikować i wyolbrzymiać skutki każdej nowej technologii czy nowych mediów, a z czasem przekonają się, że wszystko jest w porządku, że rozwój, dajmy na to, czasopism, nie prowadzi do zgnilizny mózgu naszych dzieci ani nie niszczy tkanki życia rodzinnego.
Nie sądzę jednak, że tak jest w istocie. Uważam raczej, że te narzekania i obawy dotyczące przyśpieszających zmian w mediach i technologii są w znacznej mierze słuszne. Kiedy pismo było czymś nowym, naprawdę stanowiło zagrożenie dla różnych cenionych, starszych form myślenia i komunikacji. To samo dotyczy prasy drukarskiej i powszechnej umiejętności czytania i pisania, a później także radia i telewizji. Właśnie wtedy, kiedy dana technologia jest zupełnie nowa, jeszcze gorąca, najmocniej parzy.
Doświadczanie tego, co nazywamy nowoczesnością, jest doświadczaniem świata, w którym stale rośnie tempo życia, zakres informacji i liczba źródeł bodźców domagających się naszej uwagi. Wznoszenie się tej krzywej w każdym kolejnym punkcie wywołuje zawrót głowy. Kiedy latem 1845 roku Henry David Thoreau uciekł nad staw Walden, schronił się tam właśnie przed tym doświadczeniem - natarczywą wszechobecnością nowoczesności i tym, jak może ona zmącić umysł człowieka. O tak zwanych nowoczesnych wynalazkach Thoreau pisze: "Są one iluzją; postęp nie zawsze jest rzeczywisty [...]. Nasze wynalazki to zwykle śliczne błyskotki, które odrywają naszą uwagę od rzeczy poważnych"23.
Jeśli chcemy mieć jasność, co to znaczy być człowiekiem w tej konkretnej epoce, trzeba co chwila zadawać sobie pytanie, co jest nowe, a co nie, co wynika z jakiejś nowej technologii czy innowacji, a co jest przyrodzoną cechą samego ludzkiego społeczeństwa. Na przykład nie jest nowym zjawiskiem to, że rzesze ludzi wierzą w rzeczy, które nie są prawdą. Facebookowe "dezinformacje" nie były potrzebne, żeby doszło do procesów czarownic i pogromów, ale nie ma też wątpliwości, że łatwa, natychmiastowa, globalna komunikacja dolewa oliwy do ognia. Niczym nowym nie jest także nasze pragnienie, by zająć czymś umysł w chwilach bezczynności. Na zdjęciach pasażerów tramwajów z początku XX wieku widać ubranych w garnitury i kapelusze mężczyzn, każdy z nich czyta gazetę, pochłonięty lekturą tak samo, jak współcześni pasażerowie komunikacji miejskiej są zaabsorbowani swoimi telefonami. Ale też nie ulega kwestii, że z telefonem łączy nas relacja zupełnie innego rodzaju niż stosunek, jaki panowie z tramwaju sprzed stu lat mieli do swoich gazet.
Johann Hari w swojej książce Złodzieje. Co okrada nas z uwagi polemizuje na ten temat z Nirem Eyalem (autorem publikacji Skuszeni. Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie). Eyal argumentuje, że histeria wokół mediów społecznościowych to dzisiejsza wersja paniki moralnej z połowy XX wieku dotyczącej komiksów, która wybuchła z taką intensywnością, że odbyły się przesłuchania w Senacie, by zbadać, jak komiksy wpływają na amerykańską młodzież. Wszystkie poważne ostrzeżenia dotyczące smartfonów i mediów społecznościowych, twierdzi Eyal, są zaczerpnięte "słowo w słowo ze sporu o komiksy, jaki toczył się w latach pięćdziesiątych", kiedy różni ludzie mówili senatorom, że "komiksy zmieniają dzieci w uzależnione, zniewolone [zombie] - to dokładnie to samo... Dzisiaj uważamy komiksy za nieszkodliwe"24.
Ostatecznie okazało się, że o komiksy nie warto się było martwić, dlatego z perspektywy czasu ta panika wydaje się niemądra. Pojawia się tu jednak drugie istotne pytanie, prawda? Kwestii tego, co jest nowe, a co nie, towarzyszy głębsze pytanie o to, co jest, a co nie jest szkodliwe. Te dwie sprawy łatwo zlewają się w jedno. Kiedy tytoń trafił do Europy i zaczął szybko zdobywać popularność, niektórzy bili na alarm. Już w 1604 roku angielski król Jakub potępiał ten nowy nałóg jako "wstrętny dla oka, obmierzły dla nosa, szkodliwy dla mózgu, niebezpieczny dla płuc, czarnym cuchnącym [tytoniowym] oparom najbliżej zaś do potwornego styksowego dymu piekielnej otchłani bez dna"25. Choć ten opis musiał się wtedy wydawać histeryczny i pruderyjny, był stuprocentowo słuszny. Kiedy niedawno oglądałem niesamowity dokument Petera Jacksona o sesjach nagraniowych do płyty Let It Be Beatlesów, nie mogłem się nadziwić liczbie papierosów wypalanych i wdychanych podczas każdej z tych sesji. W 1969 roku, kiedy Beatlesi nagrywali swój ostatni, jak się miało okazać, album, istniało już wiele badań pokazujących, że papierosy są niebezpieczne26. Musiało minąć kolejne trzydzieści lat, zanim kultura, prawo i regulacje obróciły się zdecydowanie przeciwko paleniu, które zaczęło znikać z większości miejsc publicznych27.
Człowiek się czasem zastanawia, czy za pięćdziesiąt lat ludzie będą patrzeć na materiały filmowe z naszych czasów, kiedy wszyscy bez przerwy gapią się w telefon, tak jak ja patrzę na Ringo Starra odpalającego jednego papierosa od drugiego. Przestań! To cię zabije! Minister zdrowia Stanów Zjednoczonych już nawet zaapelował o opatrzenie mediów społecznościowych obowiązkowym ostrzeżeniem o zagrożeniach dla zdrowia psychicznego, podobnym do tych umieszczanych na paczkach papierosów. Naukowcy badający zdrowie psychiczne nastolatków zaoponowali, twierdząc, że badania nie uzasadniają tak drastycznych kroków28. Debata na temat naszego cyfrowego życia, a przynajmniej jej odzwierciedlenie w dyskursie, sprowadza się w zasadzie do pytania: Czy rozwój globalnych, wszechobecnych, chronicznie podłączonych do sieci mediów społecznościowych bardziej przypomina komiksy czy papierosy?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Rozdział 1. Syreni śpiew
1 Homer, Odyseja, przeł. J. Parandowski, Czytelnik, Warszawa 1972, s. 188.
2 Ralph Ellison, Invisible Man, 1952, Vintage, New York 1995, s. 19; William Shakespeare, Komedia omyłek, przeł. L. Ulrich, akt III, scena II, Wolne Lektury, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/komedia-omylek.html.
3 James Joyce, Ulisses, przeł. M. Słomczyński, Pomorze, Bydgoszcz 1994, s. 481.
4 Jonathan Manning, The Haunting History of the Air-Raid Siren, "National Geographic", 17.03.2022 [dostęp 1.03.2024]; Robert T. Beyer, Sounds of Our Times: Two Hundred Years of Acoustics, Springer, New York 1999, s. 30.
5 John Robison, A System of Mechanical Philosophy, t. 4, red. D. Brewster, Cambridge University Press, Cambridge 2015, s. 404-405.
6 Kevin Desmond, Gustave Trouve: French Electrical Genius (1839-1902), McFarland, Jefferson, NC 2015, s. 106.
7 Evan Williams, Fire Truck Sirens: A Tale of the Wail, "Toronto Star", 8.01.2022 [dostęp: 3.03.2024], www.thestar.com/autos/fire-truck-sirens-a-tale-of-the-wail/article_e8c6878e-edfa-54c9-b31c-8d9664b8acd6.html.
8 William James, The Principles of Psychology, t. 1, Dover 1890 / New York 1950, s. 402.
9 Tamże, t. 2, s. 562.
10 Platon, Fajdros, przeł. W. Witwicki, Wolne Lektury, [dostęp: 2.03.2026]https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/platon-fajdros.html.
11 How Using Facebook Could Raise Your Risk of Cancer, "Daily Mail", 19.02.2009 [dostęp: 19.02.2024], www.dailymail.co.uk/health/article-1149207/How-using-Facebook-raise-risk-cancer.html.
12 Nicholas Kardaras, It's 'Digital Heroin': How Screens Turn Kids into Psychotic Junkies, "New York Post", 27.08.2016 [dostęp: 19.02.2024], https://nypost.com/2016/08/27/its-digital-heroin-how-screens-turn-kids-into- psychotic-junkies/.
13 Jericka Duncan, Teens on Social Media Go from Dumb to Dangerous, CBS News, 28.04.2016 [dostęp: 19.02.2024], www.cbsnews.com/news/teens-on-social-media-from-dumb-to-dangerous/.
14 Jean M. Twenge, Have Smartphones Destroyed a Generation?, "Atlantic", September 2017 [dostęp: 18.02.2024], www.theatlantic.com/magazine/archive/2017/09/has-the-smartphone-destroyed-a-generation/534198/.
15 Candice L. Odger, The Great Rewiring: Is Social Media Really Behind an Epidemic of Teenage Mental Illness?, "Nature", 29.03.2024 [dostęp: 9.09.2024], www.nature.com/articles/d41586-024-00902-2.
16 Mike Allen, Sean Parker Unloads on Facebook: 'God Only Knows What It's Doing to Our Children's Brains', Axios, 9.11.2017 [dostęp: 19.02.2024], www.axios.com/2017/12/15/sean-parker-unloads-on-facebook-god- only-knows-what-its-doing-to-our-childrens-brains-1513306792.
17 Nellie Bowles, A Dark Consensus About Screens and Kids Begins to Emerge in Silicon Valley, "New York Times", 26.10.2018 [dostęp: 18.02.2024], www.nytimes.com/2018/10/26/style/phones-children-silicon- valley.html.
18 Stanley Cohen, Folk Devils and Moral Panics: The Creation of the Mods and Rockers, 1972, Routledge, Oxfordshire, UK 2011, 1. Kindle Edition.
19 Joseph Leeds, Concerning Printed Poison, self-publishing, 1885, s. 9.
20 Robert Ferrari, Do Radio Noises Cause Illness?, "New York Times", 28.07.1929 [dostęp: 19.02.2024], https://timesmachine.nytimes.com/timesmachine/1929/07/28/107103487.html?pageNumber=130.
21 Randall Munroe, The Pace of Modern Life, "xkcd" [dostęp: 19.02.2024], https://xkcd.com/1227.
22 Stewart A. Robertson, The Teaching of English in Schools Which Study No Foreign Language, "Journal of Education" 1907, 38, nr 453, s. 288.
23 Henry David Thoreau, Walden, czyli życie w lesie, przeł. H. Cieplińska, Rebis, Poznań 2011.
24 Johann Hari, Złodzieje. Co okrada nas z uwagi, przeł. J. Irzykowski, Wydawnictwo Feeria, Łódź 2023, s. 225.
25 King James I of England, A Counterblaste to Tobacco, R.B., London 1604.
26 Zob. np.: Smoking and Health: Report of the Advisory Committee to the Surgeon General of the Public Health Service, US Department of Health, Education, and Welfare, 1.01.1964 [dostęp: 28.02.2024], www.govinfo.gov/content/pkg/GPO-SMOKINGANDHEALTH/pdf/GPO-SMOKINGANDHEALTH.pdf.
27 Punktem zwrotnym było zapewne podpisanie Master Settlement Agreement. Zob. np.: Barry Meier, Cigarette Makers and States Draft a $206 Billion Deal, "New York Times", 14.11.1998 [dostęp: 28.02.2024], www.nytimes.com/1998/11/14/us/cigarette-makers-and-states-draft-a-206-billion-deal.html.
28 Ellen Barry, Researchers Say Social Media Warning Is Too Broad, "New York Times", 19.06.2024, www.nytimes.com/2024/06/19/health/social-media-kids-mental-health.html.