7
Rozgrywany każdego roku mecz pomiędzy szkołami Hotchkissa i Tafta był najważniejszym wydarzeniem sezonu sportowego pierwszego półrocza. Ponieważ żadna z drużyn nie przegrała w tym czasie ani jednego meczu, gdy tylko skończyły się egzaminy na koniec okresu szkolnego, a wśród zapalonych sportowców na długo przedtem, nim się zaczęły, nie mówiło się o niczym innym.
Fletcherowi udzieliło się powszechne podniecenie i w swoim cotygodniowym liście do matki wymienił z nazwiska wszystkich zawodników, choć zdawał sobie sprawę, że nic jej one nie powiedzą.
Mecz miał być rozegrany w ostatnią sobotę października, a po końcowym gwizdku wszystkim uczniom internatu obiecano zwolnienie z zajęć na resztę weekendu i dodatkowy wolny dzień w razie wygranej.
W poniedziałek przed meczem klasa Fletchera zdawała pierwszy z egzaminów okresowych, lecz wcześniej dyrektor ogłosił na porannym apelu, że "życie to ciąg prób i egzaminów, toteż zdajemy je u Hotchkissa co kilka miesięcy".
We wtorek wieczorem Fletcher zadzwonił do matki i powiedział jej, że uważa, iż poszło mu dobrze.
W środę zwierzył się Jimmy'emu, że nie jest tego pewien.
W czwartek sprawdził to, co pominął, i zastanawiał się, czy zdał chociaż na dostateczny.
W piątek rano wyniki egzaminów zostały wywieszone na szkolnej tablicy informacyjnej, a na pierwszym miejscu listy widniało nazwisko Davenport. Chłopiec pobiegł natychmiast do najbliższego telefonu i zadzwonił do matki. Ruth nie kryła radości, słysząc tę nowinę, ale nie zdradziła synowi, że wcale nie jest zaskoczona.
- Powinieneś to jakoś uczcić - powiedziała.
Fletcher chętnie by to zrobił, ale gdy zobaczył, kto jest ostatni w klasie, uznał, że mu nie wypada.
Na ogólnym apelu w sobotni ranek kapelan odprawił modły w intencji "naszej niezwyciężonej drużyny futbolowej, która gra wyłącznie dla chwały Bożej". Powierzono więc Bogu wszystkich graczy, prosząc, aby Duch Święty każdego z nich obdarzył łaską. Dyrektor szkoły nie miał wątpliwości, któremu zespołowi Bóg będzie kibicować w sobotnie popołudnie.
U Hotchkissa o wszystkim decydowało starszeństwo, nawet o miejscu ucznia na odkrytej trybunie. W pierwszym okresie szkolnym pierwszoklasistom przydzielono miejsca na drugim końcu boiska, tak więc obaj przyjaciele siedzieli w każdą sobotę w prawym rogu trybuny i patrzyli, jak ich bohaterowie kontynuują serię nieprzerwanych zwycięstw, pamiętali jednak cały czas, że podobny rekord mają na koncie zawodnicy Tafta.
Ponieważ mecz z drużyną Tafta wypadł w weekend, kiedy uczniowie rozjeżdżają się do domów, rodzice Jimmy'ego zaprosili Fletchera na piknik przed rozpoczęciem meczu, z bufetem na pokrywie bagażnika. Fletcher nie pochwalił się zaproszeniem żadnemu z kolegów, bo nie chciał wzbudzić ich zazdrości. Nie dość, że jest prymusem, to jeszcze dawny wychowanek szkoły zaproponował mu najlepsze miejsca na wprost linii środkowej.
- Jaki jest twój tato? - spytał Jimmy, kiedy w noc poprzedzającą mecz zgaszono światło w sypialni chłopców.
- Wspaniały - powiedział Fletcher - ale wiedz, że jest wychowankiem Tafta i republikaninem. A twój? Nigdy jeszcze nie spotkałem senatora.
- Jest politykiem z krwi i kości, a w każdym razie tak piszą o nim gazety - odparł Jimmy. - Choć nie bardzo wiem, co to znaczy.
Rankiem w dniu meczu żaden uczeń nie mógł się skupić na lekcji chemii, mimo zapału pana Baileya, żeby zademonstrować oddziaływanie kwasu na cynk, zwłaszcza że Jimmy zakręcił główny zawór gazu i nauczycielowi nie udało się nawet zapalić palników Bunsena.
O dwunastej, na dźwięk dzwonka, na dziedziniec szkoły wybiegło trzystu osiemdziesięciu wrzeszczących chłopców. Przypominali gotujące się do wojny dzikie plemię, wykrzykujące:
- Hotchkiss, Hotchkiss, Hotchkiss zwycięży, śmierć Tafciarzom!
Fletcher popędził na miejsce zbiórki, żeby się tam spotkać z rodzicami. Samochody prywatne i taksówki napływały strumieniem, okalając jezioro. Fletcher wypatrywał auta rodziców.
- Jak się masz, Andrew, dziecinko? - zapytała matka, gdy tylko wysiadła z samochodu.
- Fletcher, mamo, tutaj jestem Fletcher - wyszeptał, mając nadzieję, że żaden z kolegów nie usłyszał "dziecinki". Wymienił uścisk dłoni z ojcem i powiedział: - Musimy zaraz iść na stadion, zostaliśmy zaproszeni przez senatora Gatesa i jego żonę na "lunch z bagażnika".
Ojciec Fletchera zmarszczył brwi.
- Jeśli dobrze pamiętam, senator Gates jest demokratą - rzekł z udawaną pogardą.
- I byłym kapitanem drużyny futbolowej Hotchkissa - dodał Fletcher. - Jego syn chodzi do tej samej klasy co ja i jest moim najlepszym przyjacielem, dlatego dobrze by było, gdyby mama usiadła koło senatora, a ty, tato, jeśli chcesz, możesz usiąść po przeciwnej stronie boiska z kibicami Tafta.
- Nie. Myślę, że jakoś ścierpię obecność senatora. Miło będzie siedzieć obok niego, kiedy Taft zdobędzie zwycięskie przyłożenie.
Był pogodny jesienny dzień i cała trójka skierowała się ku boisku, stąpając po kobiercu ze złotych liści. Ruth próbowała wziąć syna za rękę, ale Fletcher trzymał się od niej daleko. Zanim jeszcze dotarli do boiska, usłyszeli z daleka okrzyki tłumu podnieconego zbliżającym się meczem.
Fletcher dostrzegł Jimmy'ego, który stał przy oldsmobile'u kombi. Otwarty bagażnik zastawiony był tak wykwintnym jedzeniem, jakiego jego oczy nie oglądały w ostatnich dwóch miesiącach. Wysoki, elegancko ubrany mężczyzna wyszedł im naprzeciw.
- Witam państwa, nazywam się Harry Gates. - Wytrawnym gestem polityka senator wyciągnął rękę, aby przywitać się z rodzicami Fletchera.
Ojciec Fletchera uścisnął podaną dłoń.
- Dzień dobry, panie senatorze. Robert Davenport. A to moja żona Ruth.
- Proszę mi mówić Harry. A to Martha, moja pierwsza żona. - Pani Gates podeszła bliżej, aby przywitać się z obojgiem. - Nazywam ją pierwszą żoną, bo dzięki temu bardziej się stara.
- Mogę zrobić państwu drinka? - spytała Martha, nie śmiejąc się z żartu, który słyszała wiele razy.
- Ale pośpieszmy się - powiedział senator, spoglądając na zegarek - jeśli chcemy zdążyć coś zjeść przed meczem. Pozwól się obsłużyć, Ruth, a twój mąż niech sam się zatroszczy o siebie. Potrafię rozpoznać republikanina na sto kroków.
- Obawiam się, że to nie wszystko - odezwała się Ruth.
- Tylko mi nie mów, że na dodatek jest wychowankiem Tafta, bo sprawię, że zostanie to uznane w tym stanie za przestępstwo zagrożone karą śmierci. - Ruth skinęła głową. - W takim razie, Fletcher, chodź do mnie, pogadamy sobie, bo będę udawał, że nie widzę twojego ojca.
Fletcher poczuł się mile połechtany zaproszeniem i zaraz zarzucił senatora pytaniami na temat funkcjonowania zgromadzenia ustawodawczego stanu Connecticut.
- Andrew - upomniała syna Ruth.
- Fletcher, mamo.
- Czy nie uważasz, Fletcher, że senator wolałby porozmawiać o czymś innym niż o polityce?
- Nie szkodzi, Ruth - zapewnił ją Harry. - Wyborcy rzadko zadają równie wnikliwe pytania, cieszyłbym się, gdyby Jimmy brałz niego przykład.
Po lunchu całe towarzystwo przeszło szybko w kierunku odkrytej trybuny i zajęło miejsca na chwilę przed rozpoczęciem meczu. O takich miejscach uczniowie mogą tylko marzyć, ale przecież senator Gates od ukończenia szkoły nie opuścił ani jednego meczu przeciwko drużynie Tafta. Fletcher z trudem panował nad emocjami, widząc, jak wskazówki zegara na tablicy nad boiskiem zbliżają się do godziny drugiej. Spojrzał na trybunę po drugiej stronie, skąd dobiegały okrzyki z obozu przeciwnika:
- Podajcie mi T, podajcie mi A... - i zakochał się.
Nat nie odrywał oczu od twarzy nad literą A.
- Nat to najzdolniejszy chłopiec w klasie - poinformował Tom jego ojca. Michael się uśmiechnął.
- Nie przesadzaj - powiedział Nat lekko zawstydzony. - Pamiętaj, że pokonałem Ralpha Elliota tylko jednym punktem.
- Czy on nie jest przypadkiem synem Maksa Elliota? - zapytał Michael jakby sam siebie.
- A kto to jest Max Elliot?
- W mojej branży uważany jest za kogoś, z kim lepiej się nie wdawać w interesy.
- Dlaczego? - zapytał Nat, ale ojciec nie rozwinął tej krótkiej uwagi i był rad, że wzrok syna przyciągnęły cheerleaderki, które - z niebieskimi pomponami przymocowanymi do nadgarstków - wykonywały rytualny taniec wojenny. Nat wciąż patrzył na drugą dziewczynę od lewej, która chyba się do niego uśmiechała, choć zdawał sobie sprawę, że jest dla niej jedynie małą plamką w głębi trybuny.
- Chyba urosłeś - powiedział Michael, zauważywszy, że spodnie syna kończą się cal nad butami. Myślał o tym, jak często będzie musiał kupować mu nową odzież.
- Na pewno nie za sprawą szkolnej kuchni - zauważył Tom, który ciągle był najniższym chłopcem w klasie.
Nat nie zareagował. Wciąż wpatrywał się w grupę cheerleaderek.
- Która wpadła ci w oko? - zagadnął go Tom, szturchnąwszy przyjaciela w ramię.
- Co?
- Nie udawaj, że nie słyszysz.
Nat odwrócił się, żeby ojciec nie usłyszał jego odpowiedzi.
- Druga z lewej, ma na swetrze literę A.
- Diana Coulter. - Tom był zadowolony, że wie coś, o czym nie ma pojęcia przyjaciel.
- Skąd znasz jej nazwisko?
- Bo jest siostrą Dana Coultera.
- Ale on jest najbrzydszym graczem w drużynie - powiedział Nat. - Ma uszy jak kalafiory i złamany nos.
- Diana też by tak wyglądała, gdyby przez pięć lat co tydzień rozgrywała mecz. - Tom się roześmiał.
- Co jeszcze o niej wiesz? - spytał Nat przyjaciela konspiracyjnym szeptem.
- O! Aż tak poważnie? - zdziwił się Tom. Teraz Nat dał kuksańca przyjacielowi. - A więc uciekamy się do użycia siły, tak? To chyba niezgodne z kodeksem ucznia Tafta - dodał Tom. - Pokonaj adwersarza siłą argumentów, a nie siłą mięśni. Oliver Wendell Holmes, jeśli się nie mylę.
- Och, przestań ględzić, tylko odpowiadaj na pytanie - rzekł Nat.
- Szczerze mówiąc, niewiele więcej o niej wiem. Tylko to, że chodzi do Westover i gra na prawym skrzydle w szkolnej drużynie hokeja.
- O czym tak szepczecie? - zapytał ojciec Nata.
- O Danie Coulterze - odparł Tom niezbity z tropu. - Jednym z naszych obrońców. Powiedziałem właśnie Natowi, że Dan zjada co rano na śniadanie osiem jajek.
- Skąd wiesz? - spytała matka Nata.
- Bo jedno jest moje - wyznał Tom z żalem.
Rodzice Nata wybuchnęli śmiechem, natomiast Nat wciąż wpatrywał się w literę A w wyrazie TAFT. Po raz pierwszy w życiu naprawdę zainteresował się jakąś dziewczyną. Z zamyślenia wyrwał go wrzask, kiedy wszyscy po jego stronie stadionu powstali, aby przywitać wbiegającą na boisko drużynę Tafta. Chwilę potem po drugiej stronie boiska pojawili się zawodnicy Hotchkissa; ich kibice równie entuzjastycznie zerwali się z miejsc.
Fletcher też wstał, ale wzrok jego nadal utkwiony był w cheerleaderce z literą A na sweterku. Miał poczucie winy, że pierwsza dziewczyna, w jakiej się zakochał, kibicuje drużynie Tafta.
- Wydaje mi się, że to nie nasz zespół przykuwa twoją uwagę - szepnął senator, pochylając się ku niemu.
- Ależ skąd, panie senatorze - wyparł się Fletcher, natychmiast kierując wzrok na zawodników Hotchkissa, którzy przystąpili do rozgrzewki.
Kapitanowie obu zespołów pobiegli truchtem w kierunku sędziego, który czekał na nich na linii pięćdziesięciu jardów. Arbiter podrzucił srebrną monetę, która błysnęła w popołudniowym słońcu i wylądowała w błocie. "Siłacze" z Tafta poklepali się po plecach, ujrzawszy profil Waszyngtona.
- Trzeba było powiedzieć odwrotnie - rzekł Fletcher.
Nat wciąż wpatrywał się w Dianę, która wróciła na odkrytą trybunę. Zastanawiał się, jak mógłby ją poznać. To nie będzie łatwe. Dan Coulter był bogiem. Jak uczeń pierwszej klasy zdoła wedrzeć się na Olimp?
- Ale zagranie! - krzyknął Tom.
- Kto to był? - spytał Nat.
- Oczywiście Coulter. Właśnie udało mu się zdobyć pierwsze przyłożenie.
- Coulter?
- Wciąż się gapiłeś na jego siostrę, kiedy Hotchkissi stracili piłkę?
- Skądże.
- No to powiedz mi, ile jardów zyskaliśmy? - spytał Tom, patrząc na przyjaciela. - Tak myślałem, wcale nie patrzyłeś. - Przesadnie głęboko westchnął. - Widzę, że pora ulżyć ci w niedoli.
- O co ci chodzi?
- Będę musiał zorganizować wam randkę.
- Możesz to zrobić?
- Jasne. Jej ojciec jest sprzedawcą samochodów w naszej okolicy i zawsze kupujemy od niego auta, musisz więc przyjechać do mnie na parę dni w czasie wakacji.
Tom nie słyszał, czy przyjaciel przyjął zaproszenie, gdyż jego odpowiedź zagłuszył wrzask kibiców Tafta, kiedy "Siłacze" przechwycili piłkę.
Gdy sędzia odgwizdał koniec pierwszej części meczu, Nat wydał głośny okrzyk radości, zapominając, że jego zespół przegrywa. Wciąż stał, licząc, że zauważy go dziewczyna o jasnych, kręconych włosach i zniewalającym uśmiechu. Ale jak mogła, skoro całą energię wkładała w radosne podskoki, zachęcając kibiców Tafta do jeszcze głośniejszych wiwatów.
Gwizdek rozpoczynający drugą część meczu rozległ się zdecydowanie za wcześnie, a kiedy litera A zniknęła na trybunie i miejsce dziewcząt zajęło trzydziestu muskularnych osiłków, Nat z ociąganiem usiadł z powrotem na swoim miejscu i udawał, że koncentruje się na grze.
- Czy mogę pożyczyć pana lornetkę? - zapytał Fletcher ojca Jimmy'ego w przerwie po pierwszej połowie.
- Oczywiście, drogi chłopcze - powiedział senator i podał mu ją. - Oddaj mi, gdy gra zostanie wznowiona. - Fletcher nie zrozumiał aluzji, skupiając uwagę na dziewczynie z literą A na swetrze i gorąco pragnąc, aby częściej odwracała się twarzą w stronę kibiców przeciwnika.
- Która cię tak interesuje? - szepnął senator.
- Chciałem się tylko przyjrzeć Tafciarzom, proszę pana.
- Chyba jeszcze nie wrócili na boisko - zauważył senator. Fletcher się zaczerwienił. - Interesuje cię T, A, F czy T? - chciał wiedzieć ojciec Jimmy'ego.
- A, proszę pana - przyznał Fletcher.
Senator wziął lornetkę z jego rąk, skierował ją na drugą dziewczynę od lewej i poczekał, aż się odwróci.
- Pochwalam twój wybór, chłopcze, ale co zamierzasz zrobić w tej sprawie?
- Nie wiem - odparł Fletcher bezradnie. - Mówiąc szczerze, nie mam nawet pojęcia, jak się nazywa.
- Diana Coulter - rzekł senator.
- Skąd pan wie? - zapytał Fletcher, ciekaw, czy senatorowie wiedzą wszystko.
- Z analizy dostępnych informacji, chłopcze. Jeszcze was tego nie uczyli w Hotchkissie? - Fletcher wyglądał na zaskoczonego. - Wszystko, co chciałbyś wiedzieć, znajdziesz na stronie jedenastej programu - dodał senator, podając mu otwartą książeczkę. Strona jedenasta poświęcona była cheerleaderkom wspierającym każdą ze szkół. - Diana Coulter - powtórzył Fletcher, wpatrując się w fotografię. Była o rok młodsza od niego - kobiety przyznają się do swojego wieku, gdy mają trzynaście lat. Poza tym grała w szkolnej orkiestrze na skrzypcach. Żałował teraz, że nie posłuchał rady matki i nie uczył się grać na fortepianie.
Zdobywając z mozołem jard po jardzie, zespół Tafta w końcu przekroczył linię i objął prowadzenie. Zgodnie ze swoim zadaniem Diana pojawiła się na linii przyłożenia, aby wykonać przewidziane na tę okazję podskoki.
- Ciężka sprawa - powiedział Tom. - Chyba będę musiał was sobie przedstawić.
- Naprawdę ją znasz? - spytał Nat niedowierzająco.
- Oczywiście. Od drugiego roku życia chodzimy na te same imprezy.
- Ciekaw jestem, czy ma chłopaka.
- Skąd mam wiedzieć? Może byś przyjechał do nas na tydzień w wakacje, ja zajmę się resztą.
- Naprawdę byś to zrobił?
- Będzie cię to kosztować.
- Co masz na myśli?
- Zanim się u mnie zjawisz, postaraj się napisać wypracowania, jakie nam zadali na wakacje, to nie będę musiał sprawdzać, czy mam wszystko dobrze.
- Umowa stoi! - powiedział Nat.
Gwizdek oznajmił rozpoczęcie trzeciej części meczu i po serii błyskotliwych podań tym razem drużyna Hotchkissa przebiła się do strefy końcowej, odzyskując prowadzenie, którego nie oddała do końca tej ćwiartki.
- Taft padł, Taft padł, dobrze mu tak - zanucił wesoło senator, fałszując, kiedy drużyny zażądały przerwy.
- Do końca pozostała jeszcze jedna część - przypomniał Fletcher senatorowi, kiedy ten podawał mu lornetkę.
- Zdecydowałeś się już, po której jesteś stronie, chłopcze? A może usidliła cię Mata Hari Tafciarzy? - Fletcher miał niepewną minę. Jak tylko wróci do swojego pokoju, musi sprawdzić, kto to taki Mata Hari. - Przypuszczalnie mieszka gdzieś w okolicy - ciągnął dalej senator - a w takim wypadku ktoś z mojego personelu w kilka minut znajdzie wszystkie interesujące cię informacje.
- Nawet jej adres i numer telefonu? - spytał Fletcher.
- Nawet to, czy ma chłopca - odpowiedział senator.
- Czy nie przekroczy pan w ten sposób swoich uprawnień? - drążył Fletcher.
- Niewątpliwie przekroczę - odparł senator Gates - ale w końcu zrobiłby to każdy polityk, gdyby miało mu to zapewnić dodatkowe dwa głosy w przyszłych wyborach.
- Ale jak poznam dziewczynę, skoro będę tkwił w Farmington?
- To dałoby się załatwić, gdybyś przyjechał do nas na parę dni po świętach Bożego Narodzenia, a potem mógłbym dopilnować, żeby dziewczyna razem z rodzicami została zaproszona z jakiejś okazji na Kapitol.
- Zrobi to pan dla mnie?
- Oczywiście, ale kiedyś będziesz musiał się nauczyć, że w stosunkach z politykiem istnieje coś takiego jak wymiana przysług.
- Co to takiego? - spytał Fletcher. - Zrobię wszystko.
- Nigdy się do tego nie przyznawaj, bo od razu osłabisz swoją pozycję przetargową. W zamian chciałbym tylko, żebyś zadbał, by Jimmy nie był wciąż na ostatnim miejscu w klasie. O taką przysługę proszę.
- Zgoda, panie senatorze - powiedział Fletcher, ściskając dłoń polityka.
- Cieszę się, bo myślę, że dla Jimmy'ego jesteś wzorem do naśladowania - rzekł senator.
Pierwszy raz ktoś napomknął, że Fletcher mógłby przewodzić. Do tej pory nie przyszło mu to do głowy. Rozmyślał nad słowami senatora i dlatego zwycięskie przyłożenie w wykonaniu zespołu Tafta dotarło do jego świadomości dopiero wtedy, gdy Diana wybiegła na boisko i zaczęła wykonywać rytualne podskoki, co niestety wyglądało na świętowanie zwycięstwa. W tym roku nie będzie dodatkowego dnia wolnego.
Po drugiej stronie stadionu Nat i Tom stali przed szatniami w tłumie kibiców Tafta, którzy, z jednym wyjątkiem, czekali na swoich bohaterów. Nat szturchnął przyjaciela w żebro, kiedy ona wyszła z budynku. Tom podszedł do dziewczyny.
- Cześć, Diana - rzucił i nie czekając na reakcję, dodał: - Chciałbym ci przedstawić mojego przyjaciela, Nata. Strasznie mu zależało, żeby cię poznać. - Nat się zaczerwienił i to nie dlatego, że Diana była jeszcze ładniejsza niż na zdjęciu. - On mieszka w Cromwell - dodał Tom, śpiesząc przyjacielowi z pomocą - ale przyjedzie do nas na parę dni po świętach, wtedy będziesz mogła lepiej go poznać.
Nat wiedział jedno: Tom z pewnością nie nadaje się na dyplomatę.