1. Wprowadzenie
1.1. Stan badań i cel pracy
Problem synonimów słowotwórczych, zwanych w pracach językoznawczych także dubletami słowotwórczymi czy formacjami współtematycznymi lub nadwyżkami leksykalnymi (strukturalnymi), ma dość obfitą literaturę i względnie długą tradycję w polskiej lingwistyce. Dobrze opracowana jest synonimia słowotwórcza staropolszczyzny1, a wyczerpująco pod tym kątem opisano polszczyznę XVI wieku2. Zwieńczeniem prac nad zjawiskiem synonimii słowotwórczej w ujęciu diachronicznym jest książka A. Szczaus, dotycząca synonimów słowotwórczych polszczyzny szesnastowiecznej (tam także znajduje się rekapitulacja wniosków z dyskusji metodologicznej nad zjawiskiem oraz prezentacja bogatej literatury przedmiotu). Zagadnienie to badano także w ujęciu synchronicznym oraz porównawczym3. Do tej pory skupiano się na badaniu redundancji w obrębie określonych kategorii derywacyjnych albo na funkcjach wykładników formalnych (przede wszystkim sufiksalnych) budujących wzmiankowaną synonimię, a uwaga badaczy koncentrowała się na wybranych kategoriach - jeśli chodzi o rzeczowniki, szczegółowym studiom poddano kategorie nazw czynności oraz stanów, nazw abstrakcyjnych, wykonawców czynności, nazw żeńskich, nazw miejsc oraz klasę nomina collectiva. Brakowało opracowań o charakterze przekrojowym, kompleksowo ukazujących złożoność zjawiska w ujęciach syntez diachronicznych, poddających badaniu jak największą liczbę kategorii derywacyjnych rzeczownika. Przełom przynosi ukazanie się wzmiankowanej monografii autorstwa A. Szczaus, która obejmuje wyczerpujące od strony teoretycznej, jak i materiałowej studia nad opisaną kompleksowo rzeczownikową redundancją słowotwórczą polszczyzny XVI wieku, zestawieniem jej ze stanem staropolskim i wskazaniem, które z jednostek miały charakter inercyjny, progresywny czy efemerydalny (w odniesieniu do materiału z XX wieku)4. W obliczu istnienia syntezy synonimii słowotwórczej dla odcinka polszczyzny XVI wieku nadrzędnym celem niniejszego studium stało się opracowanie całości materiału wyekscerpowanego z trzech, potraktowanych jako mikrokorpus językowy, historycznych słowników z polszczyzną (Grzegorz Knapiusz, Jan Ernesti, Michał Abraham Troc). Zgromadzony materiał potraktowano jako obraz odcinka ("przekroju synchronicznego") "drugiej fazy doby średniopolskiej", rozumianej jako całość względnie jednolita w aspekcie reprezentacji synonimii słowotwórczej.
W niniejszym opracowaniu podjęto próbę zestawienia przekroju XVII i XVIII wieku z wynikami opracowania sąsiedniego odcinka, mianowicie - z charakterystyką synonimii polszczyzny szesnastowiecznej, dla której dysponujemy już precyzyjnymi danymi. Na podstawie owych danych podjęto próbę określenia charakteru oraz intensywności przeobrażeń synonimii derywacyjnej rzeczownika w obrębie całej doby średniopolskiej.
1.2. Metodologia badań i dobór źródeł
Nie ulega wątpliwości, że wszelkie dawne dzieła o charakterze zarówno słownikowym, jak i podręcznikowo-normatywnym - jako istotne świadectwa procesu historycznojęzykowego - stanowią cenne źródła badań lingwistycznych. W odniesieniu do kwestii związanych z ekscerpcją podobnych materiałów językowych dla potrzeb analiz o charakterze diachronicznym do podobnych konkluzji dochodzi K. Kleszczowa:
Jeżeli za cel studiów historycznojęzykowych postawimy obserwacje przemian w abstrakcyjnie rozumianym języku, definiowanym jako zdolność do tworzenia i rozumienia tekstów, stwierdzimy, że zdecydowana większość zachowanych z przeszłości źródeł pisanych ma wartość faktów materialnych - to konkretne teksty, zatem materialne świadectwa ludzkiej aktywności językowej. Natomiast do źródeł pisanych, tekstów o języku, zaliczyć można te produkty języka, które mają charakter metajęzykowy, więc: glosy, słowniki, gramatyki, wskazówki poprawnościowe, przednaukowe rozważania o języku, a także - dorobek lingwistyki historycznej XIX, XX oraz początków XXI wieku (narracja historycznojęzykowa). I w tym miejscu trzeba mocno podkreślić, że po wyznaczeniu granicy między współczesnością a historią wszystkie historyczne źródła pisane zyskują walor źródeł materialnych - są narracją o przeszłości językowej, zatem źródłami pisanymi, ale jednocześnie są świadectwem języka czasu minionego, źródłami materialnymi. Wzajemne przenikanie się podziału na źródła materialne i źródła pisane może przebiegać także w drugą stronę, tzn. od tekstu-materiału do tekstu o języku. Z taką sytuacją mamy do czynienia wówczas, gdy w źródle-materiale napotykamy metajęzykowe wzmianki typu: "mówią na to..."; "niektórzy nazywają to..."; "u nas nie używa się słowa..."; "wyraz x znaczy..." itd.5
Jednym z wielu kierunków potencjalnych zastosowań owych eksplikacji metajęzykowych, ale także - w odniesieniu do dzieł słownikowych - rozwiązań typograficznych (ekspozycja wybranych elementów artykułów hasłowych), jest sfera interesującej nas w tym miejscu wariantywności derywacyjnej. W niniejszym studium poświęconym synonimii słowotwórczej doby średniopolskiej, w pełni podzielając pogląd K. Kleszczowej o wadze wzmiankowanych wykładników metajęzykowych w źródłach pisanych, zdecydowano się przyjąć jako podstawę źródłową trzy historyczne dykcjonarze (stanowiące rezerwuar materiałowy języka drugiej fazy doby średniopolskiej, kiedy jako etap pierwszy potraktować wiek XVI), tworząc z nich mikrokorpus językowy dla studiów nad wskazanym zjawiskiem. Ekscerpcji poddano Thesaurus polono-latino-graecus seu promptuarium lingua Latinae et Graece Grzegorza Knapiusza w edycji z 1643 roku, Polnisches Hand-Büchlein darinnen nebst denen Stamm-Vieldeutenden-Sprüch-Wörtern, auch allerhand täglich vorfallende Redensarten enthalten, vor die Bresslauische Polnische Schul verfertiget Jana Ernestiego, wydany w Świdnicy w 1689 roku, oraz III tom dzieła Michała Abrahama Troca - Nowy dykcjonarz, to jest mownik polsko-niemiecko-francuski z przydatkiem przysłow potocznych, przestrog gramatycznych, lekarskich, matematycznych, fortyfikacyjnych, żeglaskich, łowczych i inszym naukom przyzwoitych wyrazow przez Michała Abrahama Troca, warszawianina z 1764 roku, w którym to dziele polszczyzna jest językiem wyjściowym. Zdecydowano się na taki dobór źródeł z kilku względów. Istotne okazały się m.in.:
- znaczna reprezentacja w tych kompendiach synonimów słowotwórczych (rzeczownikowych, przymiotnikowych, czasownikowych);
- wykazywanie przez leksykografów w poszczególnych źródłach postaw normatywnych z jednej strony oraz wykazywanie nienormatywnej elastyczności pod względem doboru słownictwa z drugiej strony, co pozwala odnaleźć kompromisowe rozwiązanie pod względem słownikowego opisu wariancji jako zjawiska marginalnego lub niepożądanego w języku, w opozycji do jej kompleksowego czy wręcz pieczołowitego rejestrowania (pod tym względem wyraźnie zarysowują się różnice między postawą Knapiusza a Troca);
- eksponowanie przez leksykografów ich stosunku do synonimii różnego typu (na co wskazuje układ elementów mikrostruktury słownikowej, przedstawianych jako pary lub szeregi elementów współfunkcyjnych);
- opatrywanie przez Knapiusza i Troca (z różną konsekwencją) recesywnych (niekiedy też progresywnych) członów szeregów synonimicznych kwalifikatorami bądź parakwalifikatorami chronologicznymi, pragmatyczno-stylistycznymi i terminologicznymi.
Przedmiotem obserwacji stały się w tej pracy de facto dwa kompleksy zagadnień - pierwszy, podstawowy, to postulowany w tytule książki problem funkcjonowania synonimiki słowotwórczej; drugi, jedynie akscesoryjny, o charakterze metaleksykograficznym, wiąże się z jedną z podstaw źródłowych opracowania. Ekscerpcja materiału z Mownika Troca, słownika w dziejach leksykografii polskiej pod wieloma względami przełomowego (III tomu dzieła, z polszczyzną jako językiem wyjściowym, a z niemieckim i francuskim jako docelowym), pozwoliła mianowicie ujawnić kilka transparentnych mechanizmów rządzących metodą leksykograficzną Warszawianina, eksplicytnie wyrażających się w konstrukcji artykułów hasłowych, doborze i prezentacji wyrażeń hasłowych, stosowanych rozwiązaniach typograficznych (np. kursywa, klamry, paragrafy, przesunięcia/wcięcia akapitowe nagłówków w stosunku do bloku tekstu głównego). Pośrednio pozwalało to wysnuwać określone wnioski o świadomości lingwistycznej autora słownika, o jego stosunku do pewnych systemowych właściwości polszczyzny na określonym etapie jej kształtowania, które odzwierciedla zawartość wzmiankowanego dzieła - a to wszystko w kontekście szeroko manifestującego się na kartach dykcjonarza zjawiska rzeczownikowej synonimii słowotwórczej. Nie sposób zatem pisać o tym typie wariantywności, korzystając z materiału z Mownika, nie odnosząc się do metody leksykograficznej badacza i zastosowanych przez niego rozwiązań w obrębie mikrostruktury III tomu jego dykcjonarza, z polszczyzną jako językiem wyjściowym.
Zasadniczo nie wykorzystuje się w niniejszej pracy metody wnioskowania pośredniego o istnieniu konkretnych podstaw słowotwórczych, ponieważ w ogromnej większości omawianych przypadków są one dobrze udokumentowane w ekscerpowanych na potrzeby tej publikacji źródłach (nawet jeśli nie we wszystkich trzech dykcjonarzach równolegle), a nieliczne od tej reguły wyjątki wiążą się z potknięciami i przeoczeniami cytowanych tu leksykografów XVII i XVIII wieku.
Autor tego opracowania pozostaje wierny ogólnej filozofii myślenia o przemianach systemu słowotwórczego polszczyzny zaprezentowanej w tekście J. Puzyniny6, dotyczącej propozycji badania przeobrażeń systemu słowotwórczego polszczyzny jako zestawień przekrojów synchronicznych: "Wydaje się niewątpliwe, że historia języka to zarówno opis i interpretacja zmian diachronicznych, jak i opis i interpretacja należących do przeszłości stanów synchronicznych, przy czym opis stanów warunkuje właściwy opis zmian i ich interpretację"7. Inną postawę reprezentują przedstawicielki tzw. katowickiej szkoły słowotwórstwa historycznego. Istotna dla owej szkoły metoda badawcza została opisana po raz pierwszy w monografii K. Kleszczowej (Staropolskie kategorie słowotwórcze i ich perspektywiczna ewolucja. Rzeczowniki)8. W tej kwestii, argumentując zasadność opisu zmian językowych przez pryzmat "perspektywicznej ewolucji", K. Kleszczowa stwierdza:
Doświadczenie uczy, że przy porównywaniu płaszczyzn czasowych podobieństw jest znacznie więcej niż różnic. Złudne jest też mniemanie, jakoby zestawianie bliskich czasowo płaszczyzn dawało obraz przemian w języku. Jasny ogląd zapewnia tylko zestawienie struktur odległych w czasie - czym bliżej, tym gorzej postrzega się przemiany w słownictwie, a jeżeli nawet je wskażemy, nie mamy rozeznania, jaka jest waga zmiany językowej - czy mamy do czynienia z przelotnym epizodem, czy z przejawem istotnego procesu językowego9.
Zaproponowane rozwiązanie - stosowane choćby przez K. Kleszczową czy A. Szczaus na gruncie badań nad słowotwórstwem historycznym - przynosi pożądane efekty badawcze, a w samym tylko aspekcie synonimii słowotwórczej pozwala dość wyraźnie wyodrębniać jednostki recesywne i efemerydalne na tle grupy derywatów progresywnych oraz inercyjnych. Mimo że taka właśnie postawa pozwala uchwycić dynamikę przeobrażeń systemu w ujęciu całościowym, przy zestawieniu opozycyjnych pod względem chronologii, biegunowych wycinków synchronicznych, pozostawia jednak na uboczu zmiany mniej transparentne czy przebiegające powoli, dokonujące się w obrębie tylko określonych klas, a tempo przebiegu tych procesów, jak i aktywność określonych technik derywacyjnych w poszczególnych grupach formacji mogą być przecież diametralnie różne na określonych etapach. Pominięcie analizy transformacji dokonujących się w tych okresach niesie ryzyko przeoczenia zjawisk kluczowych dla kształtowania się systemu słowotwórczego nie właśnie na danym określonym etapie, ale w całej jego rozciągłości. Dobrą egzemplifikacją powyższej tezy jest problem statusu tzw. derywatów tautologicznych w dziejach polszczyzny. Zestawienie wyłącznie dwóch przeciwległych chronologicznie biegunów z jednej strony pozwala dostrzec wyraźnie fakt wygasania tego typu redundancji w stosunku do stanu staropolskiego, marginalnego (czy w zasadzie izolowanego) jej zaświadczania we współczesnym materiale z polszczyzny ogólnej; z drugiej strony obserwacja tych samych dwóch przeciwstawnych przekrojów synchronicznych procesu historycznojęzykowego prowadziłaby do konkluzji, iż bezdyskusyjnie dokonała się tutaj redukcja wariantywności redundancji na poziomie słowotwórczym, o czym zadecydowało domniemane działanie tendencji do ekonomii języka. Materiał wyekscerpowany z trzech dykcjonarzy XVII i XVIII wieku pokazuje zgoła odmienny stan rzeczywistości językowej drugiej fazy doby średniopolskiej, wskazujący na podtrzymanie redundancji. Trudno zatem w obliczu tych faktów rozstrzygać o przyczynach przebiegu procesu ostatecznego porządkowania czy redukowania rzeczownikowej wariantywności typu tautologicznego - o zasięgu procesu oraz tempie, w jakim przebiegał on w obrębie określonych kategorii derywacyjno-pojęciowych czy typów słowotwórczych, aż do stanu znanego nam ze współczesnej polszczyzny ogólnej - tu kluczowy okazuje się materiał z doby średniopolskiej (konkretnie z omawianej tu jej drugiej fazy), który dostarcza całkiem nowych informacji na temat wzmiankowanego zjawiska. W świetle choćby tych faktów zasadne wydaje się badanie synonimii słowotwórczej rzeczownika XVII i XVIII wieku jako jednego z ważnych ogniw procesu historycznojęzykowego i zestawienie tego przekroju z precyzyjnie uporządkowanymi w pracy A. Szczaus danymi z szesnastego stulecia, w dalszej zaś perspektywie podjęcie badań nad synonimią derywacyjną XIX wieku, dla której jako źródło bogatego i dobrze opatrzonego aparatem kwalifikatorowym materiału jawi się Słownik wileński.
Zdecydowano się w tej pracy na prezentację "perspektywicznej ewolucji" synonimii słowotwórczej, koncentrując się - w zgodzie z przywołanymi postulatami J. Puzyniny - na opisie jednego wycinka synchronicznego. W kwestii wykorzystywanej terminologii oraz sposobu opisu derywatów stosuje się z kolei w znacznej mierze rozstrzygnięcia zaproponowane przez badaczki słowotwórstwa doby staropolskiej z Uniwersytetu Śląskiego. Do wzmiankowanych rozwiązań zaliczają się w pierwszej kolejności: aplikacja zmodyfikowanych metod słowotwórstwa synchronicznego na potrzeby analiz diachronicznych (w tym traktowanie motywacji jako stopniowalnej - uwzględnianie różnic pomiędzy jednostkami o wyraźnej, silnej motywacji a derywatami słabo motywowanymi), wykorzystywanie definicji słownikowych w funkcji ekwiwalentów parafraz słowotwórczych10, a także wyzyskanie uproszczonego schematu podziału na kategorie derywacyjne, który, idąc za propozycjami K. Kleszczowej, stosuje w swej monograficznej syntezie synonimii słowotwórczej XVI stulecia także szczecińska badaczka - A. Szczaus11. Różnice w sposobie interpretacji konkretnych jednostek (umieszczania ich w obrębie różnych, niż uczyniono to dla polszczyzny szesnastowiecznej, kategorii derywacyjnych) wynikały z odmiennego charakteru ekscerpowanych źródeł: Słownik staropolski dla badaczek z ośrodka katowickiego (a w przypadku pracy A. Szczaus - Słownik polszczyzny XVI wieku) wobec ekscerpowanego na potrzeby niniejszego studium mikrokorpusu przekładowych dykcjonarzy doby średniopolskiej: w tym przypadku można było się oprzeć wyłącznie na interpretacjach semantycznych zaproponowanych przez trzech dawnych leksykografów, a jak wiadomo z licznych studiów metaleksykograficznych, przekładowy charakter dawnego słownikarstwa sprawiał, iż tylko przy pewnej, znacznie ograniczonej liczbie haseł można było natknąć się na definicje realnoznaczeniowe (i podwójne - synonimiczno-realnoznaczeniowe) w kształcie zbliżonym do współczesnych; czytelnik zmuszony był do dekodowania znaczeń ekwiwalentów (łaciny z greką u Knapiusza, niemieckiego i francuskiego w III tomie dzieła Troca oraz wyłącznie niemieckiego - tu jako języka źródłowego, wyjściowego - u Ernestiego) lub mógł korzystać z dodatkowych objaśnień definicyjnych jezuity przy trudniejszych hasłach polskich w Thesaurusie (jednostki recesywne, rzadkie czy neologizmy).
W niniejszej monografii przyjęto także rozumienie podstawowego terminu, jakim jest "synonim słowotwórczy", zgodne z ustaleniami metodologicznymi zaproponowanymi przez J. Kaliszana12, H. Jadacką, M. Domaradzkiego oraz M. Białoskórską, a zrekapitulowanymi i doprecyzowanymi w monografii A. Szczaus.
Jak stwierdza H. Jadacka:
Zjawisko to, choćby ze względu na częstość występowania, zwłaszcza w derywatach rzeczownikowych, zasługuje na szczegółowe zbadanie. Celowe wydaje się przy tym analizowanie go przez pryzmat synonimii leksykalnej, jest bowiem jej podtypem czy - ostrożniej - szczególnym przypadkiem: synonimia formantów powoduje synonimiczność derywatów-leksemów motywowanych. Spośród możliwych definicji terminu synonimia wybieram rozumienie najszersze, tzn. bliskoznaczność z równoznacznością włącznie - ze względu na nieskrajność tego pojęcia i dużą popularność w nowszych pracach semantycznych13.
Rekapitulując swoje ustalenia, badaczka wyciąga następujące wnioski:
Wydaje się, że można podać dwa warunki synonimiczności słowotwórczej derywatów, które każdorazowo muszą być spełnione łącznie: wspólna podstawa bezpośrednio motywująca oraz przynależność do tej samej kategorii słowotwórczej - wspólnym elementem znaczeniowym jest wtedy określona wartość kategorialna14.
W refleksjach H. Jadackiej po raz pierwszy pojawia się też sugestia, by w sposób specjalny traktować derywaty onomazjologiczne w obrębie synchronicznie pojmowanego zjawiska synonimii derywacyjnej:
Derywaty asocjacyjne można uwzględniać tylko do pewnych granic: dopóki podstawa może się pojawić w parafrazie jako cecha definicyjna; inaczej mówiąc, dopóki znaczenie strukturalne jest akceptowane jako jeden ze składników znaczenia leksykalnego. Wszystkie inne formacje z motywacją asocjacyjną, zwłaszcza zaś takie, w których związek derywatu onomazjologicznego i podstawy oparty jest na przenośni lub porównaniu, nie będą [w szkicu tej Autorki - M.K.] przedmiotem analizy. Dla przykładu derywat typu stolarz, parafrazowany 'ten, kto robi stoły i lub inne meble z drewna' znajdzie się w analizowanym materiale, a już np. takie formacje jak mrowie 'zbiór przypominający mrówki' ze względu na liczebność i mało dostrzegalne zróżnicowanie - zostaną potraktowane jako niemotywowane15.
Istotne dla niniejszego opracowania historycznej synonimii derywacyjnej są ustalenia H. Jadackiej dotyczące polisemów:
Przy zestawianiu ciągów wyrazów bliskoznacznych dobrze jest brać pod uwagę każdy derywat polisemiczny tylko w jednym znaczeniu, traktowany bowiem jako leksem może się niekiedy znaleźć w różnych grupach synonimicznych. Leksem wycieraczka w znaczeniu 'urządzenie do wycierania wody z szyb samochodu' powinien być zestawiana z derywatem wycior 'narzędzie do wycierania lufy broni', natomiast w znaczeniu "przedmiot, o który wycieramy buty" nie jest podobna semantycznie do wyciora jako nazwa obiektu czynności, nie zaś narzędzia. Leksem wycieraczka należy więc do dwóch kategorii słowotwórczych16.
Powyższe uwagi korelują z ustaleniami klasyfikacyjnymi dotyczącymi opracowania rzeczownikowej synonimii słowotwórczej polszczyzny XVII i XVIII wieku, gdzie jako warunek sine qua non zachodzenia synonimicznej relacji słowotwórczej - zarówno monosemów, jak i polisemów - potraktowano tożsamość wartości kategorialnej (znaczenia kategorialnego, a nie leksykalnego) członów omawianych szeregów bi- lub multilateralnych.
Inną wartość dla studiów nad synonimią słowotwórczą (w tym ujęciu w perspektywie diachronicznej) mają uwagi M. Domaradzkiego, który zwraca uwagę na brak precyzji w zakresie terminologicznego opisu zjawiska, o jakim mowa, i przedstawia propozycję określania niniejszego typu synonimii mianem współtematycznej formacji synonimicznej:
Pochodzące z języka francuskiego słowo dublet 'coś drugiego identycznego' nie wydaje się dobrym określeniem synonimicznych szeregów składających się często z więcej niż dwu elementów (por. ciąg zbytni - zbytkowy - zbytkowny - zbyteczny). Używanie tego terminu, mającego podkreślać jednoznaczność opisywanych członów, jest następstwem tradycyjnego pojmowania synonimii jako bliskoznaczności i wiążącego się z tym włączania w jej obręb niesemantycznych elementów stylistycznych, socjalnych czy terytorialnych17.
Bardzo istotna z punktu widzenia ostatecznych wniosków na temat słowotwórczej synonimii rzeczownika w języku polskim XVII i XVIII wieku, udokumentowanej za pomocą materiału ekscerpowanego z historycznych dykcjonarzy, jest opinia M. Domaradzkiego dotycząca przeobrażeń wariantywności w obrębie jednej z kategorii derywacyjnych:
Kończąc rozważania nad funkcjonowaniem współtematycznych szeregów synonimicznych wśród sufiksalnych atrybutywów właściwych, należy podkreślić, że zjawisko to obejmujące znaczną część kategorii, a spowodowane współfunkcyjnością wielu formantów, brakiem działania lub słabym odziaływaniem normy oraz wpływem czynników semantycznych (przewaga nazw osobowych) i stylistycznych, przez długi czas - bo aż do końca wieku XIX - charakteryzowało się przypadkowością i nieuporządkowaniem [wyróżnienie - M.K.]. Natomiast polegający na zaniku niektórych bardziej archaicznych lub okazjonalnych członów proces objął przede wszystkim ciągi synonimów derywowanych przez najczęściej występujące ze sobą pary formantów oraz szeregi o funkcji terminologicznej (formacje lokatywne, nazwy botaniczne, zoologiczne). Jednakże likwidowanie zbędnych synonimów lub ich repartycja stylistyczna okazuje się zjawiskiem długotrwałym i mało wyrazistym [wyróżnienie - M.K.]18.
Teza przedstawiona przez autora, który analizuje przeobrażenia synonimii w obrębie jednej, wybranej kategorii w ciągu kilku stuleci, dotycząca entropii, przypadkowości i nieuporządkowania zjawiska, a także jego małej wyrazistości, nie jest jednak wykładnikiem charakterystyki całości procesów składających się na budowanie i redukowanie synonimii derywacyjnej jako pewnego typu historycznej wariancji, której granice i przebieg wyznaczane są - w ujęciu I. Bajerowej - przez procesy normalizacyjne. Badaczka pisała:
Normalizacja języka ogólnego polega na tym, co dziewiętnastowieczni gramatycy nazywali ujednostajnieniem, a więc na usuwaniu zbędnej różnorodności, chwiejności, dowolności w języku i wprowadzaniu jednolitej normy. To rozchwianie i niejednostajność to właśnie wariancja, a te dublety czy większe grupy form występujących równolegle to warianty. Co upoważnia do traktowania ich jako warianty? Jest to rozumowanie typu a posteriori, ale oparte na faktach empirycznie stwierdzonych. Jeżeli bowiem okazuje się, że z pewnej grupy podobnych jednostek w trakcie rozwoju języka pozostaje tylko jedna i jeżeli z bezpośrednich wypowiedzi orientujemy się, że ogólne tendencje w świadomości językowej społeczeństwa zwracają się przeciw określonym formom jako redundantnym, tym samym stwierdzone zostaje istnienie dużego ich podobieństwa. Podobieństwo to jest tak silne, że narzuca się mówiącym i powoduje, że kojarzą oni pewne jednostki językowe w zestawy konkurujących ze sobą elementów. To podobieństwo (nieraz wręcz tożsamość) to właśnie podstawa zjawiska wariancji, a owe podobne (częściowo identyczne) elementy to warianty, które albo są odmiankami różniącymi się formą, a pełniącymi tę samą funkcję, albo też mają one tę samą (podobną) formę, a różnią się funkcją19.
Lingwiści zasadniczo są zgodni co do tego, iż redukcja i eliminacja wariancji na różnych poziomach języka dokonuje się wspólnymi siłami użytkowników języka, którzy dane formy postrzegają jako tożsame lub bardzo podobne, a co za tym idzie - mogące ulegać repartycji w sferze parôle. Do rozumienia wariancji językowej w ujęciu I. Bajerowej pośrednio odwołuje się J. Kaliszan, badając w ujęciu kontrastywnym synonimię słowotwórczą polsko-rosyjską, gdzie interesujące nas zjawisko jest określane jako fakt "(...) współwystępowania dwu lub więcej identycznych znaczeniowo, nierzadko niekongruentnych na płaszczyźnie stylistycznej, derywatów o wspólnej podstawie i współfunkcyjnych, lecz różnych formach słowotwórczych"20.
Ten sam autor odnosi się także do kwestii substytuowania wariantów w kontekstach:
Synonimia słowotwórcza jako określony typ relacji znaczeniowych pomiędzy derywatami o wspólnej podstawie i współfunkcyjnych formantach realizuje się oczywiście na płaszczyźnie leksemów, stanowiąc tym samym szczególny przypadek synonimii leksykalnej, rozumianej tu - zgodnie z dominującymi ujęciami semantycznymi - jako zjawisko bliskoznaczności lub równoznaczności wyrazów, które mogą być wzajemnie substytuowalne przynajmniej w części kontekstów i których zamiana w tych kontekstach nie powoduje naruszenia zasadniczej treści wypowiedzi21.
Trzeba jednak w tym miejscu wyraźnie powiedzieć, że wzmiankowane rozwiązania metodologiczne, które z powodzeniem aplikować można na gruncie synchronii, są dużo bardziej zawodne, gdy zastosować je do materiału historycznego22 - szczególnie w sytuacji, gdy podstawę źródłową stanowią historyczne dykcjonarze przekładowe. Niemniej tego typu podstawy materiałowe otwierają nowe perspektywy dla badań nad miejscem zjawisk językowo wariantywnych w świadomości lingwistycznej dawnych leksykografów - w przekonujący sposób udokumentowała to A. Szczaus, badając wzmiankowany aspekt w twórczości pisarzy i leksykografów doby odrodzenia23.
Wspomniana autorka największego i najważniejszego dzieła dotyczącego zjawiska historycznej synonimii słowotwórczej rzeczownika, opierając się na ustaleniach wszystkich cytowanych wyżej poprzedników, określa owe jednostki mianem formacji, które "(...) należały do tej samej kategorii słowotwórczej, miały to samo znaczenie leksykalne i które tworzono bezpośrednio od wspólnej podstawy różnymi afiksami lub za pomocą różnych procesów derywacyjnych..."24.
Niezależnie od wszystkich ograniczeń, które stwarza ekscerpowana baza materiałowa z jednej strony, oraz potraktowanie w niniejszej pracy znaczenia kategorialnego jako nadrzędnego czynnika porządkującego leksykę z drugiej, należy podkreślić, iż synonimy słowotwórcze w całej swej różnorodności kategorialnej należą do sfery, która na zasadzie inkluzji zawiera się w zbiorze obejmującym całość leksyku i podlega takim samym prawom jak słownictwo słowotwórczo niemotywowane:
Synonimy słowotwórcze, stanowiące przejaw podporządkowanej celom semantycznym i/lub pragmatycznym alternatywnej morfologicznie nominacji faktów pozajęzykowych, posiadają wszelkie cechy właściwe klasycznym - zasadniczo różnordzennym i nie związanym lub luźno związanym z procesami derywacyjnymi - synonimom leksykalnym (...). W szczególności jedne i drugie może charakteryzować różny stopień synonimiczności - od absolutnej równoznaczności do wyraźnych rozbieżności znaczeniowych, jedne i drugie mogą reprezentować zarówno takie same, jak i odmienne warstwy stylistyczne języka; jedne i drugie mogą różnić się od siebie na płaszczyźnie łączliwości syntaktycznej; jedne i drugie wreszcie w jednakowym stopniu podlegają ogólnym prawom zmian semantycznych, prowadzących do dyferencjacji - zawężenia lub rozszerzenia - znaczeń pojęciowo bliskich lub adekwatnych jednostek nominacji. (...) Niezależnie od tego synonimia słowotwórcza posiada szereg specyficznych właściwości, różniących ją od klasycznej synonimii leksykalnej. Stanowi ona mianowicie szczególny rodzaj relacji synonimicznych, odzwierciedlający wzajemne oddziaływanie na siebie typów słowotwórczych, a nie poszczególnych wyrazów. W związku z tym synonimy słowotwórcze oprócz znaczenia leksykalnego łączy dodatkowo wspólne znaczenie strukturalne, słowotwórcze. Ponadto synonimia słowotwórcza z konieczności opiera się na różnicach w budowie morfologicznej dwu lub więcej bliskoznacznych lub równoznacznych wyrazów, podczas gdy synonimia stricte leksykalna bazuje wyłącznie na samych znaczeniach wyrazów, absolutnie nie licząc się z właściwościami ich struktury morfemowej (...). Mimo odnotowanych różnic natury semantyczno-stratyfikacyjnej synonimia słowotwórcza, realizując się w jednostkach płaszczyzny leksykalnej, jest dodatkowym świadectwem powszechnie uznawanego nierozerwalnego związku słowotwórstwa i leksyki, i łączy w sobie specyficzne cechy obu podsystemów językowych. Jako zjawisko słowotwórcze ten rodzaj synonimu stanowi odzwierciedlenie synonimii typów słowotwórczych. Za synonimiczne można uznać takie typy słowotwórcze, które wyrażają to samo znaczenie strukturalne za pomocą materialnie różnych środków derywacyjnych25.
Wszystkie przywoływane stwierdzenia można uzupełnić konstatacją R. Zarębskiego (częściowo, choć chyba nieintencjonalnie polemiczną względem przywoływanej na wstępie konkluzji M. Domaradzkiego w kwestii braku uporządkowania przebiegu procesu), dotyczącą historycznej rywalizacji afiksów rodzimych oraz obcych na gruncie synonimii słowotwórczej, jednak dającej się odnieść do wariantywności derywacyjnej w ogóle:
(...) morfemy słowotwórcze bardzo rzadko tworzą relacje synonimii absolutnej (...). Dzieje polszczyzny dowodzą, że na płaszczyźnie słowotwórczo-leksykalnej bezustannie ścierają się rozmaite sposoby nominacji i rywalizują ze sobą bliskie znaczeniowo środki formalne. To współzawodnictwo nie odbywa się jednak w sposób zupełnie nieuporządkowany, dzięki czemu poszczególne środki morfologiczne odnajdują swoje "nisze", w których, służąc w pierwszej kolejności celom pragmatycznym, mogą zrealizować własną potencję słowotwórczą. Szeroko rozumiana synonimia słowotwórcza zapewnia tak duże zaplecze leksykalne po to, żeby sprostać wszelkim potrzebom nominacyjnym. Ponadczasowa skłonność użytkowników języka do sięgania po elementy redundantne pozwala go postrzegać jako zbiór pełen rozmaitych możliwości, jako wypełnioną po brzegi szufladę, jak chcą26.
W duchu powyższych ustaleń, uwzględniając istotne aspekty specyfiki materiału historycznego, ekscerpowanego z dawnych dykcjonarzy (defektywności pod względem istotnych braków w zakresie leksykograficznego opisu jednostek, szczególnie w przypadku dzieła autorstwa Jana Ernestiego), za podstawowe kryteria pozwalające potraktować jednostkę jako synonim słowotwórczy uznaje się w opracowaniu dotyczącym tego zjawiska na gruncie polszczyzny XVII i XVIII wieku następujące elementy:
- przynależność wyrazów motywowanych do tej samej kategorii słowotwórczej, motywacja w oparciu o tę samą podstawę, takie samo znaczenie strukturalne jednostek, zróżnicowanie formalne elementów tworzących szeregi (wykorzystanie współfunkcyjnych, lecz formalnie odmiennych afiksów lub technik derywacyjnych);
- tożsamość lub bliskość znaczeniowa członów szeregu synonimicznego (przy dopuszczeniu braku ich kongruencji na gruncie stylistycznym)27;
- możliwość substytucji jednostek w planie wypowiedzi (przy równoczesnym braku zaburzenia spójności treści komunikatów).
W świetle właściwości ekscerpowanych źródeł słownikowych (dykcjonarze przekładowe, zasadniczo pozbawione polskojęzycznych definicji, oparte na zasadzie domniemanej ekwiwalencji) jako dyskusyjne może jawić się traktowanie poszczególnych jednostek jako jednoznacznych czy bliskich znaczeniowo, a tym bardziej wątpliwe jest rozstrzyganie o ich wartości stylistycznej. Takiej pewności nie daje obserwacja obcojęzycznych ekwiwalentów jednostek polskich lub pojawiających się gdzieniegdzie zalążków polskojęzycznych wyrażeń o charakterze definicyjnym (obecnych w pewnej mierze u Troca, a także w Thesaurusie Knapiusza, gdzie autor w części przykładów poprzedza serie ekwiwalentów łacińskich deskrypcjami polskojęzycznymi). Nie zmienia to faktu, że w III tomie dzieła Troca przy części haseł, dla których z różnych powodów nie udało się leksykografowi ustalić ekwiwalentów, albo przy hasłach i znaczeniach wątpliwych pod względem wartości semantycznej lub stylistycznej (często z kwalifikatorem gwiazdkowym) umieszcza leksykograf polskojęzyczne zalążki definicji:
Ryc. 2. Definicje w słowniku Troca
Dużo jednak większą wartość mają przytaczane w Mowniku Warszawianina kolokacje przypisane do konkretnych znaczeń, po raz pierwszy w dziejach polskiej leksykografii ponumerowanych i uszeregowanych według indywidualnie identyfikowanego przez autora ich porządku hierarchicznego. W przypadku orzekania o wartości stylistycznej lub pragmatycznej czy też o przynależności jednostek do sfery terminologicznej korzystanie z kwalifikatorów słownikowych, których repertuar i zakres stosowania w przypadku słownika Troca jest przełomowy w dziejach polskiej leksykografii, może być przydatne dla historyka języka. Między innymi z powyższych powodów potraktowano właśnie owo dzieło jako podstawowe źródło opracowania rzeczownikowej synonimii słowotwórczej polszczyzny XVII i XVIII wieku (zob. rozdz. 1.3. Charakterystyka podstaw źródłowych i określenie ram chronologicznych).
W pracy stosuje się standardowe pojęcia zaadaptowane na grunt słowotwórstwa historycznego z metod analizy synchronicznej, motywację traktuje się jako stopniowalną (jednostki silnie lub słabo motywowane, fundacja jednoznaczna lub motywacja podwójna), a w niektórych, wątpliwych przypadkach mówi się tu o motywacji wyłącznie formalnej (przy braku motywacji semantycznej). Kluczowym terminem stosowanym w opracowaniu jest pojęcie aktywności słowotwórczej (używane także konsekwentnie przez A. Szczaus), pojmowanej jako zdolność konkretnych afiksów do wchodzenia w określone relacje z ekwiwalentnymi (współfunkcyjnymi) elementami derywacyjnymi: możliwość ich kookurencji w systemie oraz rywalizacji w szeregach synonimicznych28.
1.3. Charakterystyka podstaw źródłowych i określenie ram chronologicznych
Jak wspomniano w poprzednim rozdziale, przedmiotem opracowania stała się analiza derywatów wyodrębnionych z trzech przekładowych źródeł słownikowych doby średniopolskiej. Jako podstawowy obiekt ekscerpcji potraktowano III tom Mownika Michała Abrahama Troca (Nowy dykcjonarz, to jest mownik polsko-niemiecko-francuski z przydatkiem przysłow potocznych, przestrog gramatycznych, lekarskich, matematycznych, fortyfikacyjnych, żeglaskich, łowczych i inszym naukom przyzwoitych wyrazow, t. 3, Lipsk 1764), co najistotniejsze - tom z polszczyzną na pierwszym miejscu, z docelowym (w literaturze metaleksykograficznej niekiedy określanym jako output language) językiem francuskim i niemieckim, przy braku obligatoryjnie do tej pory obecnej w rodzimej leksykografii łaciny. Wedle zamierzeń Troca słownik ów miał stanowić kreatywną kontynuację Thesaurusa Knapiusza, to znaczy, o czym pisze sam Warszawianin: "Założywszy sobie za fundament pracy mojej Thesaurum nieporównanego Knapiusza, do skarbu tego wieloliczne z Autorów naszych zebrałem przydatki" (cytat z autorskiej przedmowy do słownika). Można zatem stwierdzić, że słownik Troca rejestruje w pierwszej kolejności słownictwo odnotowane u poprzednika, wzbogacone współczesnymi wypisami z nowszych druków oraz żywymi w języku kontekstami, a także ilustracjami użyć (jednak bez podawania jakichkolwiek źródeł); potem wyrazy nowe, funkcjonujące w użyciu za czasów autora, uzupełnione o bogaty zasób jednostek będących specjalistycznymi terminami (innowacja Troca na tle dotychczasowych osiągnięć polskiej leksykografii pod względem skali zjawiska); wreszcie wyrazy dawniejsze, z XVI stulecia - choć realny udział tych ostatnich w Mowniku, interpretowany jako konsekwencja domniemanego uwzględnienia przez leksykografa jako źródeł także niektórych tekstów szesnastowiecznych, może budzić pewne wątpliwości.
Ryc. 3. Tom III dykcjonarza Troca - karta tytułowa
Jest słownik Troca de facto rejestracją stanu polszczyzny od czasu Grzegorza Knapiusza do połowy XVIII wieku, która jednak nie obejmuje jako domniemanych źródeł dzieł dojrzałego klasycyzmu i sentymentalizmu; naturalnym zatem jego uzupełnieniem w przyszłych badaniach nad wariantywnością derywacyjną początków doby nowopolskiej byłby leksykon Jerzego Samuela Bandtkiego, który wśród swych źródeł ma Krasickiego, Kniaźnina i innych. W tym kontekście pojawia się pytanie o wiarygodność i miarodajność słownika Troca dla interesujących nas w tym miejscu badań słowotwórczych w świetle reprezentatywności materiału i sposobu jego interpretacji przez leksykografa. III tom dykcjonarza Troca, z polszczyzną jako językiem wyjściowym, jest niezwykle cennym źródłem dla historyków języka:
a) jako źródło informacji o funkcjach gramatycznych leksemów i o ich wartości semantycznej (w tym drugim wypadku - na podstawie numeracji i hierarchizacji znaczeń, a także ze względu na szerokie uwzględnienie znaczeń kontekstowych, wyodrębnianych przez autora za pomocą kursywy pod znaczeniami podstawowymi, wraz z kolokacjami, które są poprzedzane w słowniku ideogramem paragrafu);
b) jako źródło informacji przekazywanych przez kwalifikatory i pełniące taką samą funkcję oznaczenia nieliterowe w postaci gwiazdki i podwójnej gwiazdki;
c) jako źródło informacji o wartości stylistycznej jednostek leksykalnych (kwalifikatory literowe i nieliterowe umieszczane są nie tylko obok wyrazów hasłowych, ale także przy ilustracjach znaczeń kontekstowych, np. *sadz świni, chlew, karmnik świni);
d) jako źródło informacji o wariantywności fleksyjnej (pod względem stopnia systematyczności metoda opisu jest dość konsekwentnie stosowana przez autora);
e) jako źródło informacji o składni (w obrębie informacji gramatycznej podana rekcja, np. nieprzyzwyczajony do czego/nieprzyzwyczajony czemu);
f) jako bogate źródło zasobów frazeologicznych oraz paremiologicznych;
g) jako źródło informacji normatywnej - warianty z gwiazdką ("słowa podejrzane albo rzadkiego używania") umieszczane obok jednostek leksykalnych pozbawionych gwiazdki, zatem najpewniej mieszczących się w obrębie współczesnej autorowi słownika normy;
h) jako źródło informacji o wariantach graficzno-fonetycznych.
Tym, co wyróżnia leksykon Troca na tle innych słownikowych źródeł historycznych doby średniopolskiej, jest w licznych wypadkach niezwykle bogata, przemyślana, w dojrzały sposób wykorzystywana baza kontekstowa: przykłady użyć jednostek leksykalnych jawią się jako niezwykle czytelne zarówno dla potencjalnych użytkowników obcojęzycznych, jak i dla Polaków, a także stanowią bezcenne egzemplifikacje dla badaczy historycznej polszczyzny.
Słownik Troca, będąc istotnym novum w zakresie polskojęzycznej praktyki leksykograficznej, pod pewnymi względami powiela jednak także i błędy poprzedników - spośród których z oczywistych powodów (eksplicytna deklaracja autora umieszczona we wstępie do dzieła) na pierwszym miejscu jako podstawowe źródło i inspirację Warszawianina należy wskazać tu Thesaurus Knapiusza. Problemem z zakresu metaleksykografii, ważkim także z punktu widzenia diachronicznych badań nad synonimią słowotwórczą, prowadzonych właśnie na podstawie materiału słownikowego, jest strukturyzacja artykułów hasłowych w interesującym nas tutaj dykcjonarzu Troca. Zarówno u Knapiusza, jak i u Troca istotne z punktu widzenia intencji autorów tych dzieł oraz będące rezultatem usiłowań mających zapewne na celu zapewnienie wygody czytelnikom słowników było typograficzne wyróżnienie wyrazu hasłowego bądź wyrazów/wyrażeń (konstrukcji) hasłowych zawierających (w mniemaniu leksykografów) komponent synonimiczny, tzn. współfunkcyjny, pojmowany tak w spektrum świadomości językowej autorów tych historycznych źródeł. Wzmiankowane wyrażenia umieszczane były w nagłówku artykułu hasła i wyróżniane większym krojem pisma oraz łączone za pomocą pojedynczych nawiasów klamrowych (Troc) lub prawego ukośnika (w przypadku licznie przytaczanych znaczeń kontekstowych wykorzystywano u Troca także kursywę). Stosowanie wzmiankowanej klamry było w dziele Troca dość konsekwentne, choć zdarzały się przypadki, kiedy pary synonimów (leksykalnych lub słowotwórczych) umieszczano w nagłówku obok siebie, oddzielając je jedynie przecinkiem, zob. np.:
Ryc. 4. Wyrażenia hasłowe w słowniku Troca
Drugim (choć pierwszym w obrębie wykorzystywanego mikrokorpusu pod względem chronologii) źródłem ekscerpcji materiału obrazującego średniopolski stan synonimii słowotwórczej jest Thesaurus Knapiusza (z 1621 i 1643 roku - w tym przypadku posiłkowano się II wydaniem dzieła), najważniejsze źródło dla badań nad zasobem leksykalnym polszczyzny XVII wieku. Wybór tego siedemnastowiecznego dykcjonarza jako jednej z podstaw materiałowych podyktowany był trzema czynnikami merytorycznymi. Po pierwsze, chodziło o jego suponowaną wiarygodność w zakresie analizowanych zjawisk synonimii derywacyjnej (tzn. obecność przypuszczalnie małej liczby synonimicznych formacji będących efektem eksperymentów słowotwórczych autora oraz w konsekwencji - sztucznego pomnażania form wariantywnych). Po drugie, chodziło o fakt, iż wzmiankowany Thesaurus stanowił najważniejsze źródło dla późniejszego Mownika Troca, będące dla swoich czasów największym pod względem objętości (liczby haseł) i najbardziej zaawansowanym w kwestii techniki leksykograficznej dziełem polskiego słownikarstwa (zdecydowanie w jego cieniu pozostawały dykcjonarze np. Łukasza Brzezwickiego, nad którymi zaczęto prowadzić bardziej szczegółowe badania dopiero w ostatnich latach29). Po trzecie wreszcie, kwestią o niebagatelnym znaczeniu był stosunek tego leksykografa do miejsca obiektów synonimicznych w słowniku: "Już w założeniach teoretycznych formułowanych we wstępie mieści się postulat jak najpełniejszego uwzględniania synonimiki. Synonimy podawane są bądź zaraz po haśle, bądź też na końcu artykułów hasłowych"30. Co z faktów powyższych wynikało, to konkluzja, iż uważna obserwacja sposobu rejestrowania zjawisk obejmujących synonimię słowotwórczą rzeczownika u Troca w porównaniu ze stanem odnotowanym u jego wielkiego poprzednika pozwala na oszacowanie skali, rangi i względnej dynamiki zmian wariantywności między pierwszymi dziesięcioleciami XVII wieku a trzecią ćwiercią XVIII stulecia - zatem (w pewnym, rzecz jasna, uogólnieniu) drugą fazą doby średniopolskiej, a co za tym idzie - postawienia dodatkowej cezury, wyznaczenia punktu orientacyjnego w jej obrębie, pozwalającego wytyczać granice chronologiczne czy zasięgi różnych tendencji słowotwórczych w obrębie całego systemu derywacji rzeczownika.
Ryc. 5. Karta tytułowa II wydania Thesaurusa Knapiusza z 1643 r.
Ryc. 6. Fragment kolumny tekstu II wydania Thesaurusa Knapiusza
Trzecim, kontekstowym źródłem słownikowym, które zostało poddane ekscerpcji, stał się dykcjonarz Jana Ernestiego, Polnisches Hand-Büchlein darinnen nebst denen Stamm-Vieldeutenden-Sprüch-Wörtern, auch allerhand täglich vorfallende Redensarten enthalten, vor die Bresslauische Polnische Schul verfertiget, wydany w Schweidnitz (Świdnicy) przez Christiana Okelna w 1689 roku. Potraktowano go w tym studium jako kontekst diagnostyczny i źródło uzupełniające dla jednostek wyekscerpowanych z poprzednich dwóch, dużych pod względem zasobu leksykalnego źródeł (choć trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że do tej pory nawet w przybliżeniu nie oszacowano zasobu leksykalnego wzmiankowanej pracy Ernestiego). Mimo zakładanej wiarygodności dykcjonarzy Knapiusza i Troca jako podstawy materiałowej dla badań nad synonimią słowotwórczą doby średniopolskiej historyk języka posiłkujący się materiałem leksykalnym wyekscerpowanym z dzieł dawnej polskiej leksykografii winien wykazywać dalece posuniętą ostrożność w zakresie formułowania wniosków wyłącznie na podstawie rozstrzygnięć poszczególnych autorów słowników. Mowa tu nie tylko o domniemaniu automatycznego "dziedziczenia" pewnych form przez poszczególne leksykony od swych antecedensów - chodzi o formacje nigdy w istocie w języku niefunkcjonujące, zbędne z punktu widzenia systemu leksykalnego; to fakt już powszechnie znany, podnoszony choćby przy okazji fenomenu trwania w tradycji słownikarskiej niektórych neologizmów Knapiusza, które w rzeczywistości nigdy nie weszły do języka31. Chodzi w tym miejscu jednak także o skłonność leksykografów - wyrażoną eksplicytnie bądź całkowicie zakamuflowaną, mieszczącą się w ich tendencjach programowych czy ideologicznych lub stanowiącą w nich wyłom czy też niekonsekwencję - do tworzenia form potencjalnych, komplementarnych bądź uznawanych przez nich za lepsze od dotąd w rodzimym języku obecnych. Czasem oddziaływał tu nie zawsze uświadamiany przez autorów słowników, a oczywisty ze względu na przekładowy charakter dawnych dykcjonarzy, wpływ obcych wzorców derywacyjnych i morfologicznych, narzucający w pewnym zakresie konieczność kalkowania tychże struktur. W takim kontekście, potraktowany jako źródło diagnostyczne i uzupełniające względem Knapiusza zarazem, dykcjonarz Jana Ernestiego jawi się jako kompleks materiałowy bardzo wiarygodny ze względu na swój specyficzny - w porównaniu i z Knapiuszem, i z Trocem - charakter i programowy cel. "Postulat "czystości" wyrażeń polskich, za wzorem dzieła Knapiusza wyrażony przez autora we wstępie, znajduje uzasadnienie, gdy spojrzeć na zawartość kompendium Ernestiego: istotnie brak tutaj wielkiej liczby zapożyczeń czy kalk, ale z drugiej strony nie odnajdujemy w dykcjonarzu także innowacji słowotwórczych, derywacyjnych eksperymentów autora na polu tworzenia polskojęzycznych odpowiedników obcych pierwowzorów - czynnikiem decydującym mogło być w tym przypadku czysto dydaktyczne przeznaczenie dykcjonarza"32. Dzieło tego nauczyciela języka polskiego oraz leksykografa jest w rzeczywistości sumą kolokacji składających się na gotowe szablony konwersacyjne.
To jednak nie kolokacyjność słownika Jana Ernestiego jawi się jako istotny walor dzieła, ale jego zasób leksykalny - nie chodzi w tym miejscu o statystykę, próbę oszacowania frekwencji materiału polskiego we wskazanym dziele przekładowym, gdyż ową znacząco utrudnia kształt makrostruktury - lecz o reprezentatywność polskiego materiału językowego dla konkretnego subkodu: polszczyzny mówionej i/lub potocznej (...). Kształt słownika Ernestiego konstytuują zatem przynajmniej dwa czynniki determinujące wykorzystanie w nim językowego żywiołu potoczności: nauka języka polskiego jako obcego (jego podstaw niezbędnych do codziennej komunikacji w konkretnych sytuacjach życiowych: na targu, w szkole, u lekarza itd.), a także przyswajanie tego języka przez osoby młode, uczniów, dla których styl potoczny był podstawowym zrozumiałym i używanym na co dzień kodem. Nie bez znaczenia był fakt, że zarówno słownik, jak i podręczniki tegoż autora oparte były na językowo odtwarzanych scenkach z codziennego życia mieszczaństwa i kupców, co zapewniało im dużą popularność wśród wzmiankowanych grup społecznych i zawodowych - z tego powodu wzmiankowane wyżej kompendia były też wielokrotnie wznawiane. (...) Słownik Jana Ernestiego jest w istocie rejestrem potencjalnych zachowań komunikacyjnych, powtarzanych w codziennej praktyce, składających się przede wszystkim na ponadregionalną, częściowo zapewne zasiloną elementami profesjolektów mowę potoczną33.
Wydaje się, że bez względu na rudymentarny, bardzo prymitywny kształt aparatu makro- i mikrostrukturyzacji słownikowej dzieło Ernestiego może stanowić ważne źródło dla studiów leksykalno-frazeologicznych nad dziejami języka mówionego, nad historią polszczyzny potocznej. Już nawet dość powierzchowny przegląd polskiego materiału leksykalnego, odnotowanego we wspomnianym dziele, pokazuje wyraźnie, że Thesaurus Knapiusza i słownik Ernestiego, traktowane jako składniki korpusu, pod względem właściwości stylistycznych odnotowanego w nich słownictwa są wzajemnie komplementarne. Knapiusz programowo, ze względu na postulowany normatywny charakter słownika, unikał prezentacji słownictwa odczuwanego przezeń jako potoczne, wulgarne oraz dialektalne, a te jednostki, które w Thesaurusie odnotował, oznaczane były za pomocą odpowiednich kwalifikatorów różnego typu:
Jedynie kwalifikatory vulgo i rusticana vocabula odnoszą się do wyrazów i jednostek frazeologicznych o określonej przynależności stylistycznej (vulgo - wyrazy potoczne, rusticana vocabula - ludowe, przy czym wyrazy należące do obu tych warstw mają i kwalifikatory innego rodzaju). Te dwie grupy kwalifikatorów odznaczają się również tym, że stwierdzają tylko obiektywnie przynależność stylistyczną poszczególnych wyrazów czy zwrotów. Inne mają już wyraźny charakter poprawnościowy, w łagodniejszej lub ostrzejszej formie osądzają wyrazy i jednostki frazeologiczne jako trywialne, plebejskie, śmieszne czy nieprzyzwoite lub nakazują ich się wystrzegać (inepte, abstinen dum est) czy też używać zamiast nich innych, właściwszych (melius, potius, honestius). Te określenia i nakazy dotyczą zarówno wyrazów gwarowych czy potoczno-środowiskowych, jak i wulgaryzmów, i wyrazów nie tyle stylistycznie gorszych, ile według Knapiusza gorszących, a zróżnicowane są raczej według stopnia tej gorszości niż jej genezy stylistycznej34.
Odwrotnie u Ernestiego - tutaj, przy braku obecności jakichkolwiek kwalifikatorów obok polskich jednostek leksykalnych i wyrażeń, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że w tym słowniku mamy do czynienia z dominacją żywiołu potocznego - świadczą o tym choćby dokonywane przez autora paralelne w obrębie haseł zestawienia wyrażeń, najpewniej skontrastowanych stylistycznie, w zgodzie z jego świadomością językową: wywiódł się z podejrzenia kradziestwa, wyszedł wykrętami z obwinienia ? wyfiglował się; pogębek odnieść ? wziąć w gębę; chłopcy się z sobą bili ? szli z sobą za łby; włóż rękę na usta swoje ? milcz, a stul gębę; ja tam nie będę długo mieszkał ? nie zabawię się tam długo; radość w sercu ponosić ? uciechy zażyć; nabawił nas wszystkich strachu ? przestraszył nas wszystkich; wyłudzać rusznicę na kiem najlepszą ? wydrwić, wyszalbierować. Mimo braku eksplicytnego kwalifikowania wyrażeń pod względem ich wartości stylistycznej jesteśmy w stanie, opierając się właśnie na paralelnym szeregowaniu jednostek, którego dokonał autor, z dużą dozą pewności wskazywać na elementy necechowane potocznością. Zaskakuje tutaj liczebność jednostek i sposób uporządkowania domniemanego materiału kolokwialnego, które czynią ze słownika Ernestiego niezwykle cenne źródło również dla badań słowotwórczych - wszak notuje ono liczne jednostki motywowane, które wykazują aktywność słowotwórczą i wchodzą w relacje synonimiczne. Wydaje się, że właśnie w związku z tak oczywistym powiązaniem pracy Ernestiego z żywiołem potocznym stanowi ta praca cenne uzupełnienie materiału pochodzącego z Thesaurusa Knapiusza, a także jawi się jako potencjalnie niezwykle bogaty rezerwuar dla dalszych badań nad dziejami polszczyzny potocznej.
Ryc. 7. Kolumny tekstu słownika Ernestiego
Jak wcześniej wspomniano, kwestią niezwykle istotną jest stosunek leksykografów do zjawiska synonimii słowotwórczej: jawi się on jako integralny element ich świadomości lingwistycznej35 - mianowicie u wszystkich trzech autorów źródeł ekscerpowanych na potrzeby niniejszego studium w przeważającej większości synonimia jest sygnalizowana już na poziomie samych wyrazów czy wyrażeń hasłowych, po ukośniku lub innym wykładniku typograficznym. Wskazuje to, jak ważkim problemem dla filologów słownikopisarzy było omawiane zjawisko, skoro dość konsekwentnie (od strony edytorskiej) sygnalizowane przez nich jest już w najbardziej eksponowanym miejscu mikrostruktury słownikowej.
Ryc. 8. Karta tytułowa słownika Ernestiego
Na osobną wzmiankę zasługuje obecność synonimów słowotwórczych w strukturze artykułów hasłowych dykcjonarzy Knapiusza i Troca. W części tych obiektów przytoczone rozstrzygnięcia pod względem konstruowania artykułów hasłowych obejmują typograficzne łączenie za pomocą klamry takich jednostek, które z punktu widzenia synchronicznej metodologii badań derywatologicznych stanowiłyby synonimy słowotwórcze. W tym jednak przypadku zasadniejsze byłoby użycie pojęcia dubletu, jako że w Mowniku Troca szeregi zawierające więcej niż dwa człony nie są w podobny sposób oznaczane (szeregi wieloczłonowe można wyodrębniać, uważnie przeszukując inne artykuły hasłowe polisemów). Należy podkreślić, że owo rozwiązanie typograficzne wskazuje na podjęcie przez leksykografa świadomej decyzji, polegającej na konsekwentnym sygnalizowaniu wariantywności już w obrębie samego wyrazu czy wyrażenia hasłowego - z tym że dotyczy to zarówno rozumianych wąsko (zgodnie z ustaleniami metodologicznymi synchronicznej derywatologii) synonimów słowotwórczych, jak i wszelkich wariantów morfologicznych oraz odmianek graficznych (zob. przykłady poniżej, które ilustrują graficzne zaznaczanie synonimii rzeczownika oraz przymiotnika przy monosemach i polisemach).
Ryc. 9. Struktura artykułów przy hasłach monosemicznych w dziele Troca - warianty morfologiczne
Ryc. 10. Struktura artykułów przy hasłach polisemicznych w dykcjonarzu Troca
Już przy powierzchownym przeglądzie przedstawionych przykładów można stwierdzić, że rozkład wyrażeń hasłowych u Troca tylko częściowo odpowiada kryteriom pozwalającym wzmiankowane pary traktować jako synonimy słowotwórcze sensu stricto (nie są nimi np. takie pary jak pieczołowanie/pieczołowitość, które stanowiąc synonimy leksykalne, oparte są w istocie na różnych podstawach derywacyjnych, zatem nie należą do synonimii słowotwórczej). Autorowi słownika zdecydowanie bardziej chodzi tu o zaprezentowanie czytelnikowi par wyrazów, które w świetle swojej świadomości lingwistycznej postrzega jako równoznaczne lub bliskoznaczne, a to, że stosunkowo często na kartach całego słownika znajdują się wśród nich dublety spełniające metodologiczne (w ujęciu współczesnym) warunki synonimii słowotwórczej, należy potraktować jako zbieg okoliczności. Warto także zauważyć, że obok realnych derywatów synonimicznych, a także synonimów leksykalnych, wśród wyrażeń hasłowych Troca możemy znaleźć pary formacji wywodzonych od innych podstaw, a stanowiące w istocie komponenty łańcuchów słowotwórczych (np. wojenny<wojna, wojenniczy<wojennik; pieczołowanie<pieczołować, pieczołowitość<pieczołowity). Wyodrębnianie szeregów synonimów słowotwórczych na podstawie struktury wyrażeń hasłowych wymaga zatem pogłębionej refleksji i nie może cechować się automatyzmem. Należy także pamiętać o tym, że nie wszystkie formacje spełniające warunki synonimii słowotwórczej znalazły się u Troca w obrębie wyrażeń hasłowych - odnalezienie takich derywatów wymaga żmudnego przeszukiwania jednostek ukrytych w innych miejscach tych samych bądź zupełnie innych artykułów hasłowych.
Zasadnicza różnica, która ujawnia się w kwestii lokalizowania synonimów (dubletów) słowotwórczych w obrębie wyrazów hasłowych u obu przywoływanych słownikarzy, polega na dość przypadkowym, niepodporządkowanym żadnej konkretnej regule umieszczaniu ich w szeregach przez Knapiusza, a zdecydowanie bardziej konsekwentnym, regularnym, częstym i opartym na kryteriach morfologiczno-etymologicznych szeregowaniu takich jednostek w III tomie dykcjonarza Troca. Jednak i w przypadku tego drugiego leksykografa decyzja o takiej graficznej dystrybucji owych synonimicznych jednostek w strukturze słownika jest w dużej mierze intuicyjna. Wspomniana różnica między metodami dwóch leksykografów jest konsekwencją nie tylko przyjętej przez Warszawianina pionierskiej metody konstruowania artykułów, zawierających numerację i hierarchizację znaczeń z uwzględnieniem ich polisemii oraz znaczeń kontekstowych, a także doraźnych przekształceń metaforycznych, kwalifikowanych jako znaczenia "figuryczne" (w opozycji do Knapiusza, który niezwykle dużą liczbę subznaczeń ujmował jako osobne hasła i budował wokół nich odrębne artykuły), ale również dojrzałości filologicznej Troca, polegającej na wykorzystywaniu swej pogłębionej świadomości funkcjonowania wariantów w języku, co przejawiało się też w umiejętnym i względnie regularnym oznaczaniu także odmianek fonetycznych i fleksyjnych obok wariantów/synonimów słowotwórczych.
W kwestii innych rozstrzygnięć metodologicznych zastosowanych w niniejszym opracowaniu synonimiki słowotwórczej polszczyzny XVII i XVIII wieku nie uwzględnia się tutaj par typu polepa/oblepa, policzek/policzkowanie, przechód/przeście, które, choć bardzo liczne we wskazanych słownikach, a szczególnie u Troca (i stanowiące zarazem wyróżnione typograficznie wyrażenia hasłowe), opierają się na różnych podstawach derywacyjnych i nie stanowią synonimów słowotwórczych w przyjętym na wstępie rozumieniu - co sygnalizowano wcześniej.
W partiach tekstu przedstawiających przegląd i omówienie materiału, w związku z brakiem homogeniczności grafii ekscerpowanych źródeł leksykograficznych, przyjmuje się jednolitą, zmodernizowaną pisownię jednostek i kolokacji odnotowanych w tych dziełach.
Ze względów praktycznych, redakcyjnych i stylistycznych w opracowaniu pojawiają się określenia "druga faza doby średniopolskiej" lub "materiał siedemnasto- i osiemnastowieczny" - mają one charakter umowny i odnoszą się do okresu po XVI wieku aż do domniemanych cezur końca epoki, wskazywanych tradycyjnie w historycznojęzykowych opracowaniach periodyzacyjnych (najpóźniejsze z ekscerpowanych źródeł, III tom dykcjonarza Troca, pochodzi z 1764 roku, zatem mieści się w granicach doby średniopolskiej w rozumieniu S. Urbańczyka, a także w ramach periodyzacyjnych proponowanych przez Z. Klemensiewicza)36. W niniejszym opracowaniu chodziło o uwypuklanie różnic pomiędzy stanem szesnastowiecznej synonimii słowotwórczej a skalą i charakterem tego zjawiska w okresie, do którego pod względem reprezentacji materiału leksykalnego odnosiły się ekscerpowane dykcjonarze. Fakt, że dla żadnego z autorów tych historycznych słowników dziedzictwo języka doby odrodzenia nie było jeszcze przeszłością bezpowrotnie zamkniętą z punktu widzenia ich świadomości językowej, nie stanowi w tym miejscu żadnej przeszkody - wręcz przeciwnie: wskazuje na to, że dawni leksykografowie zdawali sobie sprawę z wagi wariantywności w języku, a także najprawdopodobniej z tego, które z owych wariantów w obrębie szeregów o konkretnej wartości kategorialnej mają w danym momencie dziejowym charakter recesywny, które zaś progresywny, oraz jaka ich reprezentacja ustabilizowała się we współczesnym im systemie. Świadczą o tym z jednej strony eksplicytne informacje w postaci sformalizowanych, nowoczesnych (pod względem formy graficznej i repertuaru oznaczanych funkcji) kwalifikatorów (Troc), parakwalifikatorów w postaci opisowych formuł (Knapiusz) lub innych metajęzykowych wykładników. Z drugiej strony zaś istotnych dla stanu synonimii słowotwórczej w XVII i XVIII wieku informacji dostarcza sam materiał leksykalny, uporządkowany w niniejszym opracowaniu pod kątem jego dystrybucji w obrębie szeregów synonimów słowotwórczych37.
W odróżnieniu od monografii A. Szczaus uwzględniane są tu także odnotowane w materiale siedemnasto- i osiemnastowiecznym nazwy botaniczne i zoologiczne o wyraźnej dwudzielnej strukturze, z dającym się wydedukować podstawowym, prymarnym znaczeniem strukturalnym. Takie rozstrzygnięcie zostało podyktowane faktem, iż wzmiankowane jednostki, choć powstałe w procesie derywacji asocjacyjnej, stanowią istotną i niedającą się ignorować część synonimii słowotwórczej, mimo iż mechanizm nazwotwórczy - co oczywiste - jest w tym przypadku odmienny niż w przypadku derywatów właściwych o regularnej motywacji. Owa redundancja wśród form onomazjologicznych - szczególnie gdy przyjąć perspektywę diachroniczną - daje się tłumaczyć samą genezą podobnych jednostek, ale także przebiegającą szybciej niż wśród wielkiej części derywatów właściwych leksykalizacją - ta ostatnia jawi się jako czynnik wspierający powstawanie i historyczne podtrzymywanie wariantywności na poziomie słowotwórczym.
1.4. Układ pracy i sposób klasyfikacji materiału
W rozdziale 2. omówiono całość materiału wyekscerpowanego z trzech źródeł słownikowych. Przy jednostkach polskich odnotowanych w Thesaurusie podaje się łacińskie ekwiwalenty, z dodatkowymi tłumaczeniami lub komentarzami w nawiasach kwadratowych. Cały materiał uporządkowany jest według uproszczonego dla potrzeb niniejszego opracowania układu kategorialnego, zastosowanego już w kanonicznej pracy K. Kleszczowej (Staropolskie kategorie słowotwórcze...), zaadaptowanego do specyficznych wymagań, jakie stawia przed badaczem posługującym się klasyfikacjami wypracowanymi na gruncie synchronii historyczny materiał leksykalny. Od K. Kleszczowej przejmuje ów sposób klasyfikacji materiału A. Szczaus: jako nadrzędne kryterium porządkowania materiału derywowanego, przyjmując znaczenie wyrazów motywowanych, jako kryterium drugorzędne zaś - część mowy podstawy słowotwórczej. Wykorzystanie podobnego modelu klasyfikacyjnego w niniejszej pracy - jak się wydaje - mogło pomóc w osiągnięciu jednego z celów, to jest stworzenia wycinka synchronicznego opisu synonimii słowotwórczej, który dawałby się łatwo porównywać z dokonanymi już opisami dla staropolszczyzny i XVI wieku.
Całość materiału wybrana ze wszystkich trzech źródeł, zatem dla całego wieku XVII i pierwszej połowy XVIII stulecia (Knapiusz, Ernesti, Troc), jest uporządkowana pod kątem repertuaru kategorii słowotwórczych, wraz z podaniem statystyki dotyczącej zjawiska synonimii (ujętej w tabelach), z komentarzami i typograficznymi wyróżnieniami wskazującymi na właściwe słownikowe źródła ekscerpowanych synonimów (2. Struktura synonimii słowotwórczej - na materiale korpusowym). Taki sposób uporządkowania pracy pozwala czytelnikowi na samodzielne śledzenie relacji między poszczególnymi słownikami pod względem reprezentacji interesującego nas tu zjawiska, na obserwację modyfikacji składu komponentów szeregów u różnych słownikarzy, strukturyzacji synonimii w XVII wieku względem stanu zjawiska z okresu trzech ćwierci kolejnego stulecia itd.
1 M.in. K. Kleszczowa, Staropolskie kategorie słowotwórcze i ich perspektywiczna ewolucja. Rzeczowniki, Katowice 1996; eadem, Kategoria słowotwórcza nomina loci w perspektywie historycznej, "Prace Językoznawcze" 1998, nr 25, Studia historycznojęzykowe, Katowice 1998, s. 83-95; eadem, Staropolskie nazwy czynności, "Prace Filologiczne" 1998, nr 43, s. 243-249; M. Białoskórska, Dzieje staropolskich współrdzennych nazw miejsca, [w:] Synchroniczne i diachroniczne aspekty badań polszczyzny, t. 2: Materiały III Kolokwium Językoznawczego. Skrzynki. 13-16 września 1993, red. M. Białoskórska, A. Belchnerowska, Szczecin 1995, s. 75-90; eadem, Staropolskie semantyczne dublety słowotwórcze rzeczownikowe i ich kontynuacje w polszczyźnie XVI i XX wieku, [w:] Studia historycznojęzykowe I, red. M. Kucała, Z. Krążyńska, Kraków 1994, s. 29-41.
2 M.in. A. Szczaus, Rzeczownikowe synonimy słowotwórcze w polszczyźnie XVI wieku, Szczecin 2004; U. Burzywoda, Słowotwórstwo staropolskich nazw czynności i stanów, "Prace Językoznawcze" III, Studia historycznojęzykowe, Katowice 1976, s. 43-61; D. Bieńkowska, E. Umińska-Tytoń, Warianty sufiksalne w staropolskich i renesansowych przekładach Psałterza, "Poradnik Językowy" 1994, s. 41-48; M. Domaradzki, Odprzymiotnikowe rzeczowniki atrybutywne w historii polszczyzny, Toruń 1997; G. Habrajska, Collectiva w języku polskim, Łódź 1995; F. Pepłowski, Odczasownikowe nazwy wykonawców czynności w polszczyźnie XVI wieku, Wrocław 1974; E. Mróz-Ostrowska, Rzeczowniki z przyrostkiem -ość w języku XVI wieku, [w:] Odrodzenie w Polsce, t. 3, cz. 2, red. M.R. Mayenowa, Z. Klemensiewicz, Warszawa 1962, s. 303-502; J. Ramberg, Wahania w zakresie przyrostków -ec i -ca, "Język Polski" 1925, s. 65-76; idem, Dzieje przyrostków -ec i -ca w nazwach osobowych, "Prace Filologiczne" 1927, nr 9; R. Zarębski, Synonimia słowotwórcza w świetle derywacji z udziałem afiksów obcych (perspektywa historycznojęzykowa), "Biuletyn PTJ" 2015, z. 71, s. 127-140; idem, Rzeczownikowe prefiksy pochodzenia obcego w historii języka polskiego, Łódź 2012; idem, Przyczyny i skutki obecności afiksów obcego pochodzenia w dziejach polszczyzny, "Poradnik Językowy" 2010, z. 8, s. 29-42.
3 H. Jadacka, Synonimia słowotwórcza - perspektywy badawcze, "Poradnik Językowy" 1986, s. 404-412; J. Kaliszan, Synonimia słowotwórcza rzeczowników w języku polskim i rosyjskim, Poznań 2000; idem, Synonimia słowotwórcza żeńskich nazw osobowych w języku polskim i rosyjskim, "Acta Polono-Ruthenica" 1999, nr 4, s. 139-144.
4 A. Szczaus, Rzeczownikowe synonimy słowotwórcze..., op. cit.
5 K. Kleszczowa, Językoznawstwo historyczne w świetle współczesnej historiografii, [w:] eadem, Tajemnice dynamiki języka, Katowice 2012, s. 43.
6 J. Puzynina, Jak pracować nad słowotwórstwem historycznym języka polskiego, "Poradnik Językowy" 1975, nr 4, s. 173-179.
8 A. Janowska, M. Pastuchowa, Między leksykologią a słowotwórstwem. Osiągnięcia i propozycje katowickiej szkoły słowotwórstwa historycznego, [w:] Żywe problemy historii języka, red. M. Kuźmicki, M. Osiewicz, Poznań 2010, s. 9-16.
9 K. Kleszczowa, Słowotwórstwo gniazdowe na usługach lingwistyki diachronicznej, [w:] eadem, Tajemnice dynamiki języka..., s. 159.
10 Jako podstawę wnioskowania o semantyce jednostek przyjęto III tom dykcjonarza M.A. Troca z polszczyzną jako językiem wyjściowym, posiłkując się znaczeniami ekwiwalentów francuskich oraz niemieckich, które weryfikowano na podstawie dzieł słownikowych J.Ch. Adelunga (Grammatisch-kritisches Wörterbuch der Hochdeutschen Mundart) oraz E. Littrégo (Dictionnaire de la languae française).
11 K. Kleszczowa, Staropolskie kategorie..., s. 63-64; A. Szczaus, Rzeczownikowe synonimy słowotwórcze..., s. 15-16.
12 J. Kaliszan, Synonimia słowotwórcza rzeczowników..., op. cit.
13 H. Jadacka, op. cit., s. 404.
17 M. Domaradzki, Odprzymiotnikowe rzeczowniki..., s. 447-448.
19 I. Bajerowa, Znaczenie wariancji w ewolucji języka ogólnego, "Biuletyn PTJ" 1983, t. 40, s. 19.
20 J. Kaliszan, Synonimia słowotwórcza rzeczowników..., s. 6.
22 Szeroko w wielu miejscach pisze na ten temat K. Kleszczowa. Zob. np. eadem, Słowotwórstwo w świetle historii, "Postscriptum" 2002, nr 2-3, s. 8-14 oraz eadem, Słowotwórstwo doby staropolskiej..., passim.
23 A. Szczaus, Funkcjonowanie słowotwórczych szeregów synonimicznych w świadomości XVI-wiecznych pisarzy i leksykografów, "Poradnik Językowy" 2000, z. 10, s. 20-33.
24 A. Szczaus, Rzeczownikowe synonimy słowotwórcze..., s. 7-8.
25 J. Kaliszan, Synonimia słowotwórcza rzeczowników..., s. 10-11.
26 R. Zarębski, Synonimia słowotwórcza w świetle..., s. 138.
27 W konsekwencji wcześniejszych ustaleń metodologicznych nie uwzględnia się tutaj szeregów zawierających derywaty o identycznym znaczeniu strukturalnym, ale odmiennych funkcjach leksykalnych, omawiane są za to jednostki należące do różnych rejestrów stylistycznych (np. szeregi zawierające derywat opatrzony w źródłach słownikowych kwalifikatorem pragmatyczno-stylistycznym).
28 K. Długosz-Kurczabowa, S. Dubisz, Gramatyka historyczna języka polskiego. Słowotwórstwo, Warszawa 1999, s. 56.
29 Ł. Brzezwicki, Synonyma latina ex variis authoribus collata, Kraków 1602; idem, Puerilia puri idiomatis latini promptuaria, Kraków 1625. Szerzej na temat makrostruktury i zasobu leksykalnego tych słowników pisze A. Lenartowicz-Zagrodna, Polsko-łacińskie słowniki Łukasza Brzezwickiego. Między Volckmarem a Knapiuszem, "Język Polski" 2017, t. 97, z. 4, s. 91-103; eadem, O sposobie konstruowania haseł w dawnych słownikach przekładowych (na przykładzie prac Łukasza Brzezwickiego), "LingVaria" 2018, nr 25, z. 1, https://doi.org/10.12797/LV.13.2017.25.08 (dostęp: 12.08.2020).
30 J. Puzynina, "Thesaurus" G. Knapiusza. XVII-wieczny warsztat pracy nad językiem polskim, Wrocław 1961, s. 17.
31 Zob. np. K. Handke, O "sztucznych" formach słowotwórczych w słownikach, "Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej" 1976, t. 15, s. 153-157.
32 M. Kaszewski, O zasobie leksykalnym słownika Jana Ernestiego z 1689 roku, "Prace Językoznawcze" 2017, nr 19, z. 2, s. 41.
34 J. Puzynina, Thesaurus..., s. 38.
35 Na szczególną wagę implicytnych, ukrytych w elementach struktury słownikowej wykładników wiedzy i kompetencji językowej leksykografów wskazuje m.in. A. Lenartowicz-Zagrodna w swoich analizach prac Łukasza Brzezwickiego, zob. A. Lenartowicz-Zagrodna, O sposobie konstruowania..., s. 104.
36 Z. Klemensiewicz, Historia języka polskiego, Warszawa 1974; S. Urbańczyk, Periodyzacja dziejów polskiego języka literackiego, [w:] idem, Prace z dziejów języka polskiego, Wrocław 1979, s. 50-62.
37 A. Szczaus, Funkcjonowanie słowotwórczych szeregów..., s. 23-24: autorka zwraca uwagę, iż już w XVI wieku "Dążność do precyzji językowej najwyraźniej zaznaczyła się w pracy leksykografów. Autorzy XVI-wiecznych leksykonów przywiązywali szczególną wagę do tego, by jak najwierniej za pomocą polskich wyrazów oddać znaczenie wyrazów łacińskich czy niemieckich. Na 77 badanych tu synonimów słowotwórczych 35 wystąpiło w XVI-wiecznych słownikach. Najwięcej z nich (22 leksemy) znajduje się w Lexiconie Mączyńskiego, 10 u Calepina, 9 w słowniku Bartłomieja z Bydgoszczy, 7 u Volckmara, 4 u Mymera i po 2 w słowniczkach Murmeliusza, Cervusa i Calagiusa".