Rozdział 3
Naprawdę nie potrzeba mi tego w poniedziałkowy poranek, pomyślała Erin, stojąc przed wejściem do prawie pustej knajpy. New Jersey nosi miano światowej stolicy restauracji, więc nie było problemu ze znalezieniem otwartego lokalu nawet o godzinie tak nieludzkiej jak czwarta trzydzieści nad ranem. Zobaczyła Justina w odległym kącie. Powoli podeszła i usiadła naprzeciw niego.
Mackey zadzwonił w panice czterdzieści pięć minut wcześniej. Twierdził, że natychmiast musi z nią porozmawiać. Chociaż nie należał do najbystrzejszych, nie był panikarzem. Erin zdołała więc jakoś zwlec się z łóżka, ochlapać twarz wodą, narzucić na siebie ubranie i udać się do Lido Diner.
Zamówiła kawę. Była zbyt zmęczona, żeby okazywać złość. Mackey wyglądał okropnie. Jego przekrwione i opuchnięte oczy wskazywały, że spał jeszcze mniej niż ona. Miał na sobie poplamioną koszulkę i dżinsy, które wyglądały, jakby leżały wcześniej na podłodze.
- Przepraszam - powiedział, zanim zdążyła o cokolwiek zapytać. - Nie przeszkadzałbym ci o tej porze, gdyby to nie było ważne - dodał, przeczesując dłońmi rozczochrane włosy. - Musiałem cię zobaczyć, żeby dać ci znać, że muszę zniknąć na jakiś czas.
- Zniknąć na jakiś czas? Justin, o czym ty mówisz?
- Nie przyjdę dziś do sądu. Najprawdopodobniej nie wezmę udziału w żadnej rozprawie. Muszę wyjechać z miasta.
Erin nie była pewna, czy to przez kawę, czy też przez słowa wypowiedziane przez jej klienta, ale nagle całkowicie się rozbudziła.
- Zdajesz sobie sprawę, że wyszedłeś za kaucją, prawda? Jeśli nie stawisz się na rozprawie, sędzia odwoła twoje zwolnienie i będziesz miał na koncie kolejne przestępstwo: uniknięcie stawienia się w sądzie. Wiem, że proces nie idzie po twojej myśli, ale nawet jeśli zostaniesz skazany, sędzia Fowler prawdopodobnie nie da ci więcej niż dwa lub trzy lata. A ponieważ to twoje pierwsze wykroczenie, istnieje możliwość, że spędzisz za kratami mniej niż rok, zanim dostaniesz zwolnienie warunkowe. Ale jeśli uciekniesz, naprawdę wkurzysz prokuratora i sędziego. Nie wiadomo, jaki wyrok dostaniesz, jak cię złapią.
- Nie rozumiesz, Erin. To nie ma nic wspólnego z tą sprawą - powiedział, nerwowo rozglądając się po restauracji. - Nie napisałem tego oprogramowania, pomimo że mnie o to oskarżają. Zrobił to facet o imieniu Luke, którego nigdy nie spotkałem. Zatrudnił mnie, a ja po prostu robiłem, co mi kazał.
Erin dała mu znak, żeby ściszył głos. Był bardzo podekscytowany, a w pustej restauracji brzmiał tak, jakby używał megafonu.
- Zrobił to Luke, nie ja. To nie moja wina.
- Uspokój się! Zwolnij trochę. Nic z tego nie rozumiem. Kim jest Luke? Co to wszystko ma wspólnego z twoją sprawą lub potrzebą ulotnienia się na jakiś czas?
- Przepraszam. Jestem podenerwowany.
Kiedy upijał łyk kawy, Erin zauważyła, że trzęsie mu się ręka.
- Około półtora roku temu pracowałem jako programista w start-upie. Obstawiałem też dużo zakładów i często przegrywałem. Byłem mnóstwo winien mojemu bukmacherowi, jakieś dwadzieścia pięć tysięcy, kiedy nagle zaproponował mi układ. Chciał przenieść swoją działalność za granicę i potrzebował oprogramowania szyfrującego. Nie wystarczyły mu programy dostępne komercyjnie; chciał czegoś wyjątkowego. Powiedział mi, że jeśli zaprojektuję lub znajdę odpowiedni software i go zainstaluję, umorzy mój dług. I tak poznałem Luke'a. Szukał kogoś, kto zajmie się instalacją oprogramowania szyfrującego, które stworzył. Podał mi nazwiska i dane kontaktowe około tuzina swoich klientów w Nowym Jorku i New Jersey, a potem płacił mi dwieście dolarów za każdą wykonaną usługę. Nie obchodziło mnie, ile na tym zarobię, chciałem po prostu uzyskać dostęp do oprogramowania, aby móc spłacić dług u bukmachera.
Justin przerwał i pokręcił głową.
- Mniej więcej rok temu, kiedy wniesiono akt oskarżenia, Luke dowiedział się, że użyłem oprogramowania bez jego zgody. Wysłał mi SMS-a i był bardzo wkurzony. Powiedział, że jeśli jeszcze raz to zrobię, poda mnie do sądu. Przeprosiłem go i obiecałem, że to był pierwszy i ostatni raz. Jakieś sześć miesięcy temu ponownie się ze mną skontaktował i zaproponował, że możemy wyrównać rachunki, jeśli udam się do tych samych osób i zainstaluję aktualizację, którą przygotował. Zgodziłem się. Nawet mi za to zapłacił.
Być może było po prostu zbyt wcześnie, ale Erin nie nadążała za tą opowieścią.
- Rozumiem, ale to, co robi Luke, brzmi całkowicie legalnie. Dlaczego musisz zniknąć?
Podniósł wzrok znad kawy i przygryzł wargę.
- Około północy dostałem od niego SMS-a. Napisał, że jedna z osób, którym zainstalowałem oprogramowanie, odkryła sekretną funkcję. Luke martwił się, że wina spadnie na mnie. Powiedział, że będą mnie szukać, i zasugerował, że ponieważ niektóre zaangażowane w to osoby mogą być niebezpieczne, powinienem się ukryć na jakiś czas, dopóki nie uda mu się tego wyprostować. Dodał, że może to zająć kilka miesięcy, ale ostatecznie wszystko będzie w porządku.
- Czy wiesz, jaką ukrytą funkcję miał na myśli?
Justin złożył dłonie na karku. Wyglądał, jakby był bliski łez.
- Nie jestem pewny. Ale domyślam się, że w aktualizacji, którą kazał mi zainstalować, znajdował się wirus lub coś w tym rodzaju. Instalacja czegoś takiego zajmuje zazwyczaj kilka minut, ale pobranie i zainstalowanie tamtych treści zajęło tyle samo czasu, co w przypadku oryginalnego oprogramowania.
- Justinie, to jakieś szaleństwo. Po prostu zadzwońmy do Luke'a i dowiedzmy się, o co chodzi.
- Nie mogę. Nie mam do niego żadnego kontaktu.
- Przed chwilą stwierdziłeś, że dostałeś od niego SMS-a.
- Pisał z nieznanego numeru; zawsze tak robił. Używał telefonów prepaid, a potem je wyrzucał. Ale umieszczał w wiadomościach wystarczająco dużo informacji, żebym wiedział, że to on.
- Jak ci płacił?
- PayPalem.
- Wiesz, gdzie teraz jest?
- Nie mam pojęcia. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że gdzieś na Zachodnim Wybrzeżu, bo jest programistą i zawsze pisze do mnie o dziwnych porach.
Podsunął jej po stole telefon z wyświetlonymi wiadomościami od Luke'a. Przejrzała je, starając się poukładać wszystko w głowie. Jest na to za wcześnie, pomyślała.
- W porządku. Mówiłeś, że zainstalowałeś oprogramowanie i aktualizacje tylko na mniej więcej dwunastu komputerach. Pójdźmy z tym do prokuratury. Jeśli w aktualizacji rzeczywiście był jakiś wirus, pozwólmy im zbadać, co łączy Luke'a z tymi ludźmi. Nawet jeśli teraz się wymigasz, policja i tak cię znajdzie, a potem będzie tylko gorzej. Jeśli zgłosimy to do prokuratury, a osoby te okażą się naprawdę niebezpieczne, zostaniesz objęty ochroną.
Wciągnął powietrze, jakby rozważał różne opcje.
- Nie. Niektórzy z tych ludzi mają duże pieniądze i są kurewsko przerażający. Przepraszam za to określenie - wyjąkał, najwyraźniej zawstydzony, że użył przy niej słowa na k. - Nie chcę z nimi zadzierać. Zamierzam zrobić to, co sugeruje Luke. Ukryję się na jakiś czas. Mam nadzieję, że wyciągnie mnie z tych tarapatów.
- Justinie, proszę, przemyśl to. Jeśli uciekniesz, narazisz się na dłuższą odsiadkę. A jeśli ci ludzie są naprawdę niebezpieczni, lepiej dogadać się z prokuraturą i uzyskać ochronę. Luke wpędził cię w te tarapaty, ale to nie oznacza, że będzie potrafił cię z nich wyciągnąć. Pozwól mi sobie pomóc.
Posłał jej smutny uśmiech.
- Dzięki. Naprawdę doceniam wszystko, co dla mnie zrobiłaś w tej sprawie. Prawda jest taka, że chciałem przyjąć pierwszą ugodę, ale faceci na górze mi nie pozwolili. Więc utknąłem. Wiem, że nie dałem ci wystarczająco dużo informacji, żebyś mogła mnie bronić. Przepraszam.
Mówiąc to, rzucił na stół dwadzieścia dolarów jako zapłatę za dwie filiżanki kawy i wyszedł z restauracji, nie oglądając się za siebie.
Erin siedziała przy stole, wpatrując się w zawartość kubka. W pewnej chwili podeszła do niej kelnerka, trzymając w ręku dzbanek.
- Może dolewkę?
Erin spojrzała w górę i skinęła głową.
- Nie przejmuj się nim, kochanie. Znajdziesz sobie lepszego - skomentowała kelnerka, puszczając oko.
Erin, zbyt zmęczona, by cokolwiek wyjaśniać, odparła po prostu: "Dzięki". Spojrzała na zegarek: piąta rano. Za wcześnie, by dzwonić do Duane'a. Zakładając, że Justin nie pojawi się w sądzie, co odpowie sędziemu, gdy ten zapyta o powód jego nieobecności? Nie mogła kłamać podczas rozprawy, ale przynajmniej część informacji, które przekazał jej klient, była objęta tajemnicą adwokacką. Do tego Justin naprawdę wierzył, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Ale czy ona jest w stanie coś na to zaradzić? Nie mogła wejść na posterunek policji i przekazać im pomocnych wskazówek. - Jakim samochodem jeździ? - Nie wiem. - Dokąd się wybierał? - Nie wiem. - Kogo się bał? - Nie wiem. - Co złego zrobił? - Nie mogę powiedzieć, bo jest moim klientem. Tak, z pewnością poszłoby wspaniale.
Dopiła kawę, włożyła kurtkę i wyszła na zewnątrz w rześki kwietniowy poranek. Słońce miało wzejść dopiero za godzinę, ale fiolety i róże już zdominowały niebo. Choć wyglądało pięknie, byłoby jeszcze lepiej, gdyby mogła je zobaczyć w trakcie biegu wzdłuż wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Mieli z Duane'em bardzo udany rok. Erin wykorzystała swoje przychody na zakup dwupokojowego mieszkania z widokiem na ocean w Bradley Beach. Wprowadziła się tam w styczniu i z zadowoleniem stwierdziła, że niewielu ludzi pojawia się w tamtej okolicy w środku zimy. Nie mogła się doczekać zakończenia procesu i powrotu do tego miejsca.
Na razie jednak, ponieważ każdego ranka musiała stawiać się w Newark na rozprawie, pomieszkiwała w Cranford.
Była zaledwie milę od swojego budynku, kiedy zauważyła ciemnego sedana. O ile umysł nie płatał jej figli, widziała ten sam samochód, kiedy wychodziła z restauracji. Jej mieszkanie znajdowało się przy Riverside Drive, jednokierunkowej ulicy biegnącej wzdłuż rzeki Rahway. O tej porze łatwo było zauważyć, czy ktoś ją śledzi. Trudniej było wymyślić, co zrobić, jeśli naprawdę tak było.
Sięgnęła do torebki po blackberry i zastanowiła się, co powinna zrobić. Komenda Główna Policji w Cranford znajdowała się trzy przecznice od jej mieszkania. Zawsze mogła wykręcić 911 i udać się tam.
Zerknęła w lusterko wsteczne. Sedan znajdował się dwie i pół przecznicy dalej. Skręciła w lewo w Riverside, a potem, żeby jechać nadal tą samą drogą, musiała szybko skręcić w prawo. Przyspieszyła, mając nadzieję, że dzięki gwałtownym skrętom śledzący ją straci na chwilę jej samochód z oczu. Skręciła w prawo w Central Avenue. Kiedy to zrobiła, ponownie spojrzała w lusterko i zobaczyła, że sedan jedzie wzdłuż Riverside, mijając Central.
Odetchnęła z ulgą, że ich zgubiła, ale teraz nie miała już wątpliwości, że jest śledzona.
Skręciła w prawo z powrotem w Springfield, a potem jeszcze raz w prawo, żeby wrócić na Riverside. W ten sposób zamknęła kwadratowe koło, po którym się poruszała. Teraz musiała zdecydować, dokąd się udać. Jeśli ktoś ją śledził, wiedział, gdzie mieszka, i mógł czekać w pobliżu. Na szczęście wiedziała, jak dojechać na parking przy swoim budynku od drugiej strony i nie wracać przy tym na Riverside.
Poruszała się bocznymi uliczkami, cały czas skupiona na wypatrywaniu ciemnego sedana. Przez chwilę myślała o udaniu się na policję, ale co miałaby im powiedzieć? Podobnie jak w przypadku sprawy Justina, nie potrafiłaby podać szczegółów. Nie znała marki ani modelu auta, numerów rejestracyjnych, niczego. Zaparkowała samochód z tyłu budynku. Wysiadła i przygotowała kluczyki oraz telefon, tak żeby były pod ręką. Szybko rozejrzała się dookoła, żeby upewnić się, że nikt na nią nie czeka, i pobiegła ku tylnemu wejściu.
Kiedy skierowała się ku schodom, aby dostać się do swojego mieszkania na trzecim piętrze, przypomniała sobie o spotkaniu, które miało kiedyś miejsce w podobnych okolicznościach. Tamtym razem napastnik był gotów ją zabić, a ona ledwo przeżyła. Tym razem, choć nie miała pojęcia, dlaczego ktokolwiek miałby ją śledzić, postanowiła nie ryzykować.
Szła powoli po schodach, nasłuchując odgłosów, które wskazywałyby, że ktoś czai się na klatce schodowej. Kiedy dotarła na drugie piętro, otworzyła drzwi na tyle, by móc wyjrzeć na korytarz. Kiedy upewniła się, że jest pusty, przeszła w kierunku drugich schodów. Tak jak wcześniej, ostrożnie przedostała się na trzecie piętro i uchyliła drzwi, by spojrzeć na korytarz - nic.
Szybko podeszła do drzwi swojego mieszkania, otworzyła je i pchnęła, trzymając telefon w dłoni, na wypadek gdyby musiała zadzwonić pod 911. Weszła do salonu i sprawdziła, czy wszystko jest w porządku. Kiedy upewniła się, że nikt nie złożył jej wizyty, skierowała się do okna sypialni, które wychodziło na Riverside Drive.
W zasięgu wzroku nie było sedana.
Dwukrotnie sprawdziła zamki w drzwiach, a potem opadła na kanapę. Adrenalina powoli opuszczała jej organizm. Kiedy tętno wróciło do normy, spojrzała na telefon, który wciąż mocno ściskała w dłoni, i wybrała numer Duane'a. Odebrał po trzecim sygnale.
- Hej, wszystko w porządku?
- Niezupełnie - odparła.
Godzinę później Swish nalewał sobie kawy do filiżanki w kuchni Erin. Zaparkował pod biurem i przeszedł dwie przecznice do jej mieszkania, wypatrując ciemnego sedana. Prawie nigdy nie nosił przy sobie broni - jako czarny mężczyzna bał się, że zostanie zastrzelony, zanim zdąży wyjaśnić gliniarzowi, że był kiedyś agentem FBI i ma prawo nosić przy sobie pistolet - ale tego dnia zabrał ją ze sobą.
- Naprawdę niepokoi mnie, że ktoś cię śledził - powiedział.
- Zniknęli, gdy tylko straciłam ich z oczu. Kto wie, może sobie to wszystko wymyśliłam.
- Żadne z nas w to nie wierzy - odparł.
Słyszał, jak porusza się po swojej sypialni i ubiera przed wyjściem do sądu. Uznał jej milczenie za wskazówkę, że powinien zmienić temat rozmowy.
- Prokurator z pewnością będzie na ciebie naciskał, jeśli Justin się nie pojawi. Niestawienie się w sądzie podczas przebywania na zwolnieniu za kaucją to przestępstwo. Więc jeśli sędzia zapyta, nie możesz odpowiedzieć, że nic na ten temat nie wiesz. A jeśli stwierdzisz, że nie udzielisz mu informacji objętych tajemnicą adwokacką, prawdopodobnie usłyszysz, że nie możesz się na to powołać, ponieważ twój klient zamierza popełnić kolejne przestępstwo.
- Prawda jest taka, że w tym momencie naprawdę nie wiem, gdzie jest - zawołała Erin z sypialni. - Poza tym, jeśli się nie pojawi, przestępstwo zostanie już popełnione i będę mogła powołać się na tajemnicę adwokacką.
- Po prostu bądź przygotowana na najgorsze - odparł.
Weszła do kuchni, ubrana w granatowy garnitur i białą jedwabną bluzkę.
- Tak zrobię.
- Będziesz miała coś przeciwko, jeśli zadzwonię do Bena i zapytam go o zdanie?
Ben Silver był jednym z najlepszych prawników zajmujących się sprawami karnymi w stanie i reprezentował Duane'a, gdy Departament Sprawiedliwości prowadził w jego sprawie dochodzenie.
- W porządku. Przeczucie mi podpowiada, że nie mogę nic powiedzieć, ale chciałabym usłyszeć zdanie Bena. - Przetarła oczy, a potem położyła dłoń na ramieniu Swisha. - Dziękuję, że zawsze jesteś przy mnie.
- Od tego są przyjaciele. - Uśmiechnął się, mając nadzieję, że doda jej to otuchy.
- Wiem, ale ostatnio zachowywałam się naprawdę okropnie.
- Nic się nie stało.
To było kłamstwo, ale z wyrazu jej twarzy wywnioskował, że i tak to doceniła.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki