Syndrom - Monika S. Wolf

Kup ebooka

9.99 zł
7.99 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Jesień, rok 2007. Warszawa.

Jak zwykle była w niedoczasie. W pośpiechu wybiegła z mieszkania. Gnała, ile sił w nogach na stację metra. Zastanawiała się, dlaczego wybrała pokój na Kabatach. Drugi koniec Warszawy i traciła niemal godzinę, żeby dostać się na Pragę. Było zimno, późna jesień dawała w kość. Owinęła się szczelnie szalikiem i weszła do wagonu. Usiadła na pierwszym wolnym miejscu i próbowała przywrócić miarowe bicie serca. Powoli puls się uspokajał, a ciepło wlewało się w ciało. Krew rozgrzała się pod skórą, więc zdjęła szal. Wyjęła słuchawki i włożyła je do uszu. Coma rozbrzmiała swoimi Popołudniami bezkarnie cytrynowymi. Odetchnęła.

Studiowanie w Warszawie było jej marzeniem, choć ani przez chwilę nie wierzyła, że się ziści. Rodzice nie śmierdzieli groszem, a i z zaradnością mieli niemały kłopot. Wiedziała, że aby spełnić swoje pragnienie, będzie musiała sama po nie sięgnąć. Już w ostatniej klasie liceum zaczęła dorabiać popołudniami i w weekendy. Wakacje spędziła za granicą na opiece nad niepełnosprawnymi dziećmi i tak zarobiła na opłacenie pierwszego roku studiów. Po powrocie znalazła inne zajęcie, a studia zaoczne stały się spełnieniem i... ucieczką. Ucieczką z małego, prowincjonalnego miasteczka do wielkiej stolicy.

Zachwyt tętniącą życiem metropolią nie ustępował. I mimo że był to już drugi rok, nadal czuła, że chce wyjechać do Warszawy na stałe. Coś ją jednak powstrzymywało. Być może konieczność pozostawienia całego dotychczasowego życia i zaczynanie wszystkiego od zera? Byłaby całkowicie zdana na siebie, ale po głębszym zastanowieniu dochodziła do wniosku, że to już i tak się działo.

Centrum. Szybka przesiadka na tramwaj w kierunku ronda Wiatraczna. Po drodze wstąpiła po kawę do ulubionej kawiarni. Piętnaście minut jazdy i następna przesiadka. Ludzie nieustannie pytali Martę, czy nie męczą jej dojazdy. Najpierw w piątek niemal cztery godziny jechała pociągiem do stolicy. Później weekendowa podróż po mieście. Nie mogli uwierzyć, że ona właśnie tak lubiła. Uwielbiała podróżować i z każdego takiego wyjazdu brała więcej niż tylko wiedzę. Studia psychologiczne były fascynujące, ale potrzebowała różnorodności. Rzeszy uważności, doznań i historii. Własnej i innych. Ale o tym już nikt nie wiedział. Nie mógł, bo to oznaczałoby ogołocenie się z tajemnicy.

Tajemnicą Marty były spotkania z mężczyznami. Polegające na randkowaniu, a później seksie. Nie wierzyła, że mężczyźni mogą płacić - i to niemałe pieniądze - za coś, co powinno być naturalne i dostępne w związkach czy relacjach. Ale oni potrzebowali rozmowy, zainteresowania, dokarmiania ego, a Marta potrzebowała pieniędzy. Czysta transakcja.

Rondo Wiatraczna. Przesiadła się do ósemki i ruszyła prosto pod uczelnię. Dziś miała mieć zajęcia do dwudziestej pierwszej, a później spotkanie z niejakim Kamsonem. W słuchawkach rozbrzmiały Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków... Poddała się melancholii.

Czy mogła nazwać się prostytutką? Czy sprzedając się obcym mężczyznom, oferując im swój czas i zainteresowanie, często nawet niewymuszenie, właśnie taka się stała? To nie byli faceci, jakich pełno na uczelni czy ulicy. Zwykle wybierała statecznych biznesmenów potrzebujących atencji młodej dziewczyny. Pozornie chcieli się pławić w zachwycie nimi, uchodzić za wspaniałych, męskich i idealnych, ale naprawdę brakowało im czyjegoś zainteresowania, uwagi i kogoś, kto po prostu słuchał. Chcieli imponować, pokazać się z najlepszej strony jako rozmówcy i kochankowie.

Czy się bała? Zawsze. Dlatego nosiła przy sobie gaz pieprzowy i umawiała się w publicznych miejscach, a później w hotelach, by czuć się bezpiecznie. Dzięki takim weekendowym spotkaniom mogła swobodnie studiować i nie brakowało jej pieniędzy na dojazdy, stancję oraz inne przyjemności. Była pewna, że niedługo, gdy tylko zdecyduje się przeprowadzić do stolicy, zrezygnuje z takiego zarobku.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.