Wyznanie
sekstyna izometryczna
Cudem mi jesteś na bezcudnej ziemi
takim co to się w wymodleniu zdarza
Wśród rozczochranych wiatrem snów jesieni
Tyś mi miłością na uczuć ołtarzach
Nieba błękitem rozgwieżdżoną nocą
Pięknością którą ust słowa wyzłocą
Na zgliszczach marzeń w popiół przemienionych
Gdzie beznadzieja widoków na przyszłość
Jutrznią poranka w jasność otuloną
Światłem codziennym wiodącym w bezmglistość
Tam cud narodzin szczęśliwości chwili
Ptaszyna pieśnią radości wykwili
W rozanieleniu twoje wołam imię
A masz ich kilka czym mnie los obdarzył
Zesłał anioły by użyźnić ziemię
Wspólnego bytu jego doznań wrażeń
Nawet w cierniową krwawiącą godzinę
Powiem żeś cudem którego nie minę
Słodyczą smaku która gorycz koi
Tego co duszy udźwignąć zbyt trudne
Serca raniące wieczne niepokoje
Zmieni w ambrozji posmaki przeróżne
By pić z kielicha i wyznawać skrycie-
(Chociaż niełatwe) cudem jesteś życie
Czar letnich nocy
autor: Juan Brufal
Magiczną porą pod sklepieniem bogów
Nyks we władanie przejmuje cały świat
Spektakl zaczyna mgieł wieczorną rosą
W ostatnich trelach migocząc światłem lamp
Kiedy już księżyc na niebo wypłynie
W pełnej swej krasie czy młodzieńczym nowiu
Rozetnie ciemność i gwiazdy rozwiesi
Mrok otulając w srebrzystoszary blask
Zatraci letnio w konstelacjach uczuć
W bezkresie nocy sypiących złoty pył
Na cienkich niciach subtelnością dzwoniąc
W cichutkich tonach muzyką ciepłych serc
Przy szlakach drogi o mlecznych odcieniach
Sen miesza barwy by przenieść w inny czas
Granat bezdenny w błogie czernie wlewa
Na skrzydłach mroku zstępując aż po brzask
W letnich zapachach napoić chcą zmysły
Barwy ubrane w czerwień i fiolety
Dopełnią spektakl przedrannych uniesień
Nim bladym świtem rozpoczną nowy dzień