Synagoga Szatana - Stanisław Przybyszewski

Kup ebooka

7.49 zł
6.14 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SYNAGOGA SZATANA

PRZYCZYNEK DO PSYCHOLOGII CZAROWNICY

Aby ułatwić sobie psychologię czarownicy, trzeba rzucić okiem na straszne i dziwne choroby nerwów, które ludzkość średnich wieków trawiły i do obłędu doprowadzały.

W jedenastem stuleciu pojawia się tak zwany święty ogień. Kronikarz twierdzi, że był to ukryty ogień, który zwolna przegryzał ciało, że członki odpadywały, a ciało w krwawych ochłapach i szmatach zwisało. Przez dwadzieścia lat bez przerwy wyniszczył święty ogień jedną część całej ludzkości, a biada temu, który chorobę tę zmógł. Całe wsie i miasta przepełnione były potwornymi kalekami, bez rąk, bez nóg, z wyżartymi nosami, czasami pozostał tylko tułów z chwiejącą się na wszystkie strony głową, bo choroba przegryzła wszystkie więźby i spójnie. Wieki całe panowała lepra czyli trąd na całem Południu, prawie każdy dziesiąty człowiek miał zarodki lepry, a choroba ta krzewiła się niesłychanie, bo znamienną cechą psychiczną trędowatego jest straszna melancholia, ustawiczne anormalne podrażnienie płciowe, a wskutek dziedzictwa trądu, płodził jeden trędowaty całą generacyę trędowatych. Hysteroepilepsya była tak rozpowszechniona, jak dziś suchoty, wieki cale panowała chorea, czyli taniec św. Wita. Tworzyły się bandy mężczyzn i kobiet, zapełniały place publiczne i w nieskończonych szeregach widziano mężczyzn i kobiety, jak wokół siebie krążyli, chwytali się za ręce, podrzucali gwałtownie w tył głowy i rozpoczynał się szalony, bezwstydny taniec coraz gwałtowniejszy, przechodził w niesłychane orgie płciowe, aż kończył się jakimś kataleptycznem odrętwieniem. Po oprzytomnieniu skarżyli się, że trawi ich straszny lęk, ale po chwili rozpoczynał się ten sam taniec, który się ostatecznie kończył śmiercią. Podczas tych konwulsyi miewali wizye szatanów i sądu ostatecznego, a w miarę jak się choroba rozprzestrzeniała, nabierała coraz groźniejszego charakteru. Całe tysiące tych opętańców przebiegało wsie i miasta i roznosiło zarazki swego szału od Sycylii aż het po Wołgę. Ale najgorszą z tych wszystkich chorób była wielka hysterya, czyli, jak ją dawniej nazywano, opętanie. Jest to choroba o wybitnem znamieniu epileptycznem, połączonem z jasnowidzeniem, somnambulizmem, katalepsyą i wszystkimi objawami cechującymi zanikające już, a niesłychanie dziwne formy tej tak swego czasu powszechnej choroby. Zaczynała się od prostej wizyi, ale zwolna się potęgowa do najstraszniejszych paroksyzmów, które dla naszego zmysłu są wprost niepojęte. W pierwszym stopniu, gdzie tylko istnieje pewna nerwowa dyspozycya, zostają symptomy opętania wywołane za pomocą kunsztownych środków, rozmaitych maści i narkotyków. To pierwszy szczebel do czarownictwa. Chorobie tej podlegały przeważnie kobiety, dlatego ze zdumieniem konstatują wszyscy dyabolodzy, że na 1000 czarownic, przypada jeden czarownik. Czarownica rodzi się już czarownicą. Od samego początku są wszystkie zasadnicze stosunki u niej odwrócone, cała jej dusza jest, że tak powiem, na opak. To co jest u góry odwraca się u czarownicy ku dołowi, prawa strona staje się lewą, tył przodem. I już samo spaczenie i odwrócenie wszystkich rzeczy, stawia takiego człowieka w przeciwieństwie do całej natury. To są pierwsze objawy opętania, które u czarownicy nie są bolesne, ułatwiają jej tylko sprowadzanie wizyi, za pomocą których łączy się z szatanem. W paroksyzmach opętania uwydatniają się i występują wszelkie te objawy z nadzwyczajną siłą. Ciało opętanych kurczy się i wyciąga, skraca się całkiem lub wypręża się tak, że tylko wielki palec i głowa ziemi dotykają, a plecy wygięte gdyby silnie napięty łuk. Lecz w tej samej chwili zmienia się pozycya: opętany leży na plecach, a ręce i nogi są skręcone w górze, gdyby dwa gibkie pręty. Włosy zdają się rozlatywać na wszystkie strony, ciało traci ciężar gatunkowy, nie tonie we wodzie, a często nawet wznosi się w górę i zdaje się być zawieszone w powietrzu. Często widziano opętanych, jak biegli w najszybszym pędzie poprzez dachy klasztorów, to znowu z największą łatwością wskrobywali się na zupełnie strome skały lub siadywali na gałązkach, które już się pod ciężarem ptaka uginały. Ciało opętanych wykazuje pewne znaki, które i dziś u tak zwanego medyum znaleść można. Były to zawsze pewne miejsca na skórze, zupełnie nieczułe, bez nerwów i naczyń krwionośnych. Tworzyły czarne lub ciemno-czerwone plamy, a znajdowały się przeważnie na narządach płciowych. De Lancre jeden z najtęższych i najinteligentniejszych dyabologów, który oczyszczał w 1609 roku prowincye baskijskie od czarownic, opowiada, że znalazł około 3000 tak naznaczonych osób. Ale to nie tylko ten znak, który wyróżniał czarownic od innych ludzi. Wskutek magicznego oddziaływania jej duszy, znieczulona jest na wszelki ból. Nie odczuwa najstraszniejszej tortury, dowolnie wpada w stan kataleptyczny, tak, że śpi jak najspokojniej, podczas gdy kat rozciąga ją na wałkach, a kat miał obowiązek tak porządnie całe ciało rozciągnąć, żeby słońce mogło przeświecać przez członki, jak przez rzeszoto. To maleficium taciturnitatis, którem szatan obdarzał swoich wybranych, przypisywano jakiemuś ukrytemu amuletowi (dlatego też golono i strzyżono czarownice na całem ciele) było połączone z dziwną siłą organizmu. Najstraszniejsze rany goiły się szybko, a nawet rany takie, które w normalnym stanie sprowadzają niechybną śmierć. Bardzo często zdarzały się wypadki, że torturowano czarownice po pięć razy z rzędu, a po paru dniach można było rozpocząć na nowo całą procedurę. W tych ekstatyczno-mediumistycznych stanach nie istnieją prawa, które zwykły organizm opanowały. Odporność czarownicy na ogień była tak ogólną, ze w XVII wieku nie używano zupełnie prób ogniowych, bo ogień się czarownicy nie imał. Niema powodu o tem wątpić, bo przecież i w naszych czasach pełno takich przykładów. Tak powiada profesor Wallace, słynny przyrodnik i jeden z najpoważniejszych zwolenników spirytyzmu, że medyum Home włożył głowę w ogień a nawet włos mu się nie spalił. A i wypadki lewitacyi i zmiany ciężaru gatunkowego są bardzo częste u dobrego medyum, co zaś do nadzwyczajnie szybkiego gojenia się ran i znieczulenia ciała, przytacza Lombroso cały szereg przykładów w swej "Psychologii zbrodniarza". Mamy więc do czynienia z chorobą, którą Charcot nazwał grande hystérie, a która występowała epidemicznie i szerzyła się z niesłychaną szybkością, przeważnie wśród kobiet i to zwykle w miejscach, w których pozostały szczątki herezyi Katarów. Herezya ta była tak niesłychanie rozpowszechniona, że wieki całe nasuwało się pytanie, czy odrodzony manicheizm nie zapanuje nad chrześcijaństwem. Bo nowa religia Bogumilców, Albingensów, Katarów, Adamitów i wszystkich tych niezliczonych sekt aż do czasów Lutra, była tylko przekształceniem pierwotnego manicheizmu, który już w pierwszych wiekach po Chrystusie, silnie wstrząsnął posadami chrześcijaństwa. Nauka nowych Manichejczyków czyli Katarów zupełnie sprzeciwia się nauce chrześcijańskiej. Według Kościoła tylko dobro jest prawdziwą substancyą, zło zaś, które tylko przypadkowo zjawiło się wskutek przewinienia, w istocie swej oznacza tylko wyjątek - według Katarów zło i dobro są równorzędne, a jakkolwiek sobie przeciwne, to jednak istotne, i to przeciwieństwo sięga aż do najwewnętrzniejszych korzeni bytu i dotyczy nawet samego bóstwa. Grzech - według ich nauki - nie jest zatem wynikiem winy, nie jest wynikiem wolnej woli, lecz jest dziełem czarnego Boga. Niema zatem grzechu, bo zły czyn jest wynikiem woli bóstwa, niema zatem także kary, wieczne potępienie jest niedorzecznym wymysłem, a skrucha po złym czy nie jest tak samo bezużyteczna, "jak gdyby pies ukąsił kamień," powiedziałby Nietzsche. Tu już całkowicie wyrobiona doktryna sataniczna. Ale jak Boga dzielą na złego i dobrego, tak ściśle odróżniają w człowieku stronę duchową i cielesną. Ciałem należy człowiek do czarnego Boga, duchem do świetlanego. Nagle w łonie sekty nastało podwójne rozdwojenie: Ci, którzy obrali świetlanego Boga, żyli jak pustelnicy, byli zagorzałymi propagatorami sekty, byli dla ludu gdyby święci i posiadali tę potęgę, za pomocą któréj samem przyłożeniem dłoni w chwili śmierci umieli człowieka zupełnie oczyścić i zwrócić go bóstwu świetlanemu. Inni zaś, którzy czcili bóstwo złe, zawiązywali tajemne związki i obchodzili w lasach, jaskiniach i na pagórkach swoje ponure, lubieżne mysterye. W ten sposób w łonie tej saméj sekty powtarza się przeciwieństwo między chrześcijaństwem a pogaństwem, ale tym razem przeciwieństwo jest konieczne i uświęcone przez samą naukę. Posiadając oryentalne środki czarnoksięskie, dokonywają "doskonali," "perfecti" dziwnych cudów, a sekta wzmaga się z niesłychaną szybkością. Tworzą się tysiące sekt mniejszych, ale wszystkie pod nazwą Katarów niszczą wiarę chrześcijańską; tworzą się tajemne związki, które tylko wyuzdanie mają na celu, powoli zatraca się filozoficzno-spekulatywne jądro nauki manichejskiej, ale pozostaje rys zasadniczy, dzika, fanatyczna, do obłąkania spotęgowana nienawiść ku nauce chrześcijańskiej i w tej nienawiści wszystkie drobne sekty podają sobie dłoń braterską. Na zgromadzeniach swoich, na parodystycznych mszach - niemal zupełnie wykształca się sabat, aż do najdrobniejszych nawet szczegółów. W późniejszym sabacie znajdujemy nieliczne zaledwie dodatki, co najwyżej spotęgowaną jeszcze bardziej ekstazę, którą wzbudzano sztucznymi środkami. Nowicyusz musiał - jak podają kroniki - wyrzec się wszelkiej wiary katolickiej, musiał opluć krzyż, musiał wyrzec się chrztu i namaszczenia, a potem cale zgromadzenie całowało go i kładło ręce na jego głowę. Kościół był bezsilny wobec sekty, wzrastającej z niesłychaną szybkością. Sekta była znakomicie zorganizowana, miała potężnego papieża w Tuluzie i odbyła synod w Lugdunie. Mieszkańcy Langedoku bili kapłanów, kazali im na pośmiewisko odprawiać msze, zdzierali im ornaty i stroili nimi swoje żony. Największą przyjemnością było jednak walanie hostyi w błocie, gruchotanie kości i brukanie najwstrętniejszym kałem. I teraz rozpoczęły się nawoływania do krucyaty przeciw heretykom. Święty Dominik, twórca św. inkwizycyi, stanął na czele wyprawy. Rozpoczęła się krwawa rzeź. Przy zdobyciu Bériers położono trupem 6,000 ludzi, chrześcijan i Katarów bez różnicy! "caedite omnes, novit enim Deus, qui sunt eius!" (Zabijcie wszystkich, Bóg już wie kto mu należy) - wolał opat z Cîteaux, kiedy chciano oszczędzić chrześcijan. Mieszkańcy umknęli w lasy i góry, pozostało jedno Carcassone. Ale nikt nie ważył się bronić tego miasta. Setki zginęły na szubienicy, a 500 na stosie. Albingensi rozprószyli się i chronili się na zamczyskach szlachciców. Ale wszystkie te warownie zdobyli, a Kościół rozwinął przy tej sposobności nadmierną swoją łaskawość. Przy zdobyciu warowni Minerwy wszyscy, którzy się chcieli nawrócić, mieli pozostać przy życiu. Niemniej jednak ginęli na stosie. S'il ment il n'aura que ce qu'il mérite, s'il veut réellement se convertir, le feu expira ses péchés! (Jeżeli kłamie to spotka go to, na co zasłużył - jeżeli chce się nawrócić, to ogień zniszczy jego grzechy). Całe Południe było zniszczone, kamień nie pozostał na kamieniu. Wszystkie warownie były zburzone, wszyscy baronowie i hrabiowie byli na szubienicach lub wśród popiołu zwęglonych stosów, a szlachetne damy ginęły pod razami kamieni we fosach i studniach. Kościół myślał, że tryumf jest zupełny. Ale nigdy wróg nie czuł się potężniejszym.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.