Syn pastora - Andrzej F. Paczkowski

Kup ebooka

46.90 zł
37.52 zł (25,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Teraz

Część pierwsza

Plebania

List od ciotki

Przepowiednia

W proch się obrócisz...

List

Podróż

Przejażdżka

Przybycie do dworu

Teraz

Część druga

Pierwsze tygodnie

Pierwsze skrzypienie

Nocne odgłosy

Tajemnicza twarz

Demon

Zjawa

Pan domu

Ostrzeżenie

Altana na klifie

Nocna kłótnia

Propozycja

Odkrycie na wrzosowisku

Altanka

Duch

Światełko w oknie

Teraz

Część trzecia

Duch

Spotkanie w lasku

Nocne spotkanie

Notes

Przyjazd londyńczyków

Incydent w pokoju

Burza

Rozmowy o Justinie

Incydent na plaży

Morderca

Ratunek

Noc

Dni po burzy

Na plaży

Nocne widmo

Tajemnica ducha

Wyznanie

Ucieczka

Teraz

Część czwarta

Ciemność

List z Australii

Ostatnie spotkanie

Czarny powóz

Powrót do dworu

Teraz

Powóz jechał przez wrzosowiska. Nawet solidne resory nie były w stanie sprostać wyboistej drodze, więc siedzący wewnątrz pasażer podskakiwał i kiwał się na boki. Młody, zamyślony człowiek ubrany w ciemny surdut trzymał w dłoni książkę, ale od jakiegoś czasu nie czytał. Myśli jego powędrowały daleko stąd, do miejsca, skąd przybywał. Wszystko zdarzyło się tak szybko, nie było czasu na pożegnanie i teraz pozostawały mu tylko czarne myśli. Nie wiadomo, kiedy wróci...

W pewnym momencie powóz wjechał na kamień i podskoczył. Książka wypadła z rąk młodzieńca i znalazła się na podłodze. Młody mężczyzna pochylił się i podniósł ją, a kiedy znów się wyprostował, zauważył przez okienko stojący w oddali budynek. Wyjrzał, by przyjrzeć się dokładniej posiadłości znajdującej się w sporym oddaleniu.

Im bliżej podjeżdżali, tym więcej dostrzegał szczegółów. Dwór był stary i zaniedbany. Swoje lata świetności dawno miał za sobą. Było w nim jednak coś, co sprawiło, że młody człowiek nie potrafił oderwać od niego wzroku.

Domostwo wokół obrastały krzewy i drzewa, a po murach pięły się winobluszcz i inne dzikie pnącza, a to oznaczało, że od długich lat nikt się o niego nie troszczył.

Zastukał o dach powozu, który od razu się zatrzymał.

- Proszę, paniczu? - zapytał woźnica.

- Co to za domostwo?

Woźnica spojrzał we wskazanym kierunku. Machnął ręką.

- Nie należy nim sobie zawracać głowy, panie. To stary opuszczony dwór. Ludzie mówią, że dzieją się tam dziwne rzeczy... - Odruchowo się przeżegnał.

- Dziwne?

- Krążą o nim bardzo... różne, że tak powiem, pogłoski.

- Jakie pogłoski?

- Nie wydaje mi się, by się miał tym panicz interesować...

- Pozwól, że będę się interesował tym, co sam uznam za słuszne. A więc? Jakie pogłoski? - nie ustępował mężczyzna.

- Nikt tam nie chodzi już od bardzo dawna. Wszyscy to miejsce omijają z daleka. Mieszka tam stary dziwak, który ma nie po kolei w głowie.

Powóz stał na drodze wiodącej do dworu, zaś za nim rozciągało się morze, huczące teraz głośno, jakby złowieszczo. Młody człowiek wysiadł i przyjrzał się uważniej stojącemu domowi.

- Co dokładnie się tam zdarzyło? - spytał.

- Nie wiem. - Woźnica wzruszył ramionami. - Mówi się o wielkiej tragedii, która kiedyś miała tam miejsce. To przeklęte miejsce! Nie należy się nim interesować.

Widocznym było, że mężczyzna wie o wiele więcej, niż chce powiedzieć i należałoby go długo ciągnąć za język, jednakże na to panicz nie miał cierpliwości.

- Jak daleko jest do dworu mojej cioteczki?

- Jakieś dziesięć mil, paniczu.

- Dobrze, w takim razie, ruszajmy. - Młody panicz wsiadł do powozu, a woźnica natychmiast strzelił z bata, rad, że mogą wreszcie oddalić się z tego miejsca.

Młodzieniec nadal wyglądał jednak przez okienko, ciekawie zerkając na tajemnicze domostwo, które tak go zaintrygowało. Kiedy droga zatoczyła lekki łuk i zbliżyli się nieco do budynku, dojrzał ciemną postać chodzącą wśród grobów na małym cmentarzyku, znajdującym się nieopodal. Cmentarz również wyglądał na zaniedbany i zarośnięty. Z daleka ledwo co dało się zobaczyć, ale że ktoś tam był, nie ulegało wątpliwości.

Powóz jechał dosyć szybko i wkrótce posiadłość zniknęła z oczu młodego mężczyzny, więc na powrót usadowił się wygodnie i próbował powrócić do przerwanej lektury. Niestety, nie mógł się skoncentrować i nieustannie powracał myślami do dworu, który przed chwilą minęli.

Kiedy wreszcie dotarli do celu podróży, choć zmęczony, musiał wypełnić obowiązek, który nakładało nań dobre wychowanie i przywitać się ze starą ciotką, do której przyjechał w odwiedziny, po raz pierwszy w życiu. Krewniaczka bowiem była już stara, ale dopiero niedawno wróciła po latach nieobecności do domu. Dwór zaś miał się stać własnością młodego człowieka, jako że został mu zapisany w spadku.

Nazywał się John Bell. Miał dwadzieścia dwa lata.