Sympatyczne Wiedźmy z Księżyca - Cezary Dereszewski

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

prof. Wojciechowi Żurkowi

za kwantów blask

Oto główni bohaterowie:

- Sympatyczne Wiedźmy z Księżyca:

jest ich pięć - Wiedźma Królewska, Wiedźma Tańcząca,

Wiedźma Smutna, Wiedźma z Zębem

i Wiedźma bez Miotły;

- niesforne zwierzęta kosmiczne:

czyli jubki zębowe i zębole jubowate;

- panie z przedszkola:

nasza pani Ania i pani Iwonka;

- kierowca SpaceBusów i LunaBusów,

niezastąpiony pan Marek;

- Lukrecja, moja wspaniała Rybka;

- dzieci z przedszkola:

koleżanki i koledzy z grupy Misiowej,

i oczywiście ja - Michalina.

CAŁA HISTORIA ROZGRYWA SIĘ

W 2069 ROKU,

W SETNĄ ROCZNICĘ

LĄDOWANIA LUDZI NA KSIĘŻYCU

Dzień jak co dzień.

Dzisiaj ma być wyjazd z naszego przedszkola.

Ja, czyli Michalina, wraz całą naszą grupą Misiową czekamy i czekamy, gdzie dzisiaj w końcu polecimy. Chłopaki chcą jak zwykle na Marsa. My, wszystkie dziewczyny, oczywiście na Księżyc. Może w końcu zwiedzimy ten słynny rezerwat Wiedźm Księżycowych. Ale nie, chłopaki tylko na Marsa i tam skakać, biegać. Nudy.

Wreszcie przychodzi nasza pani Iwonka i pyta:

- I jak, kochani, co wybraliście?

- Mars - mówią chłopcy.

- Nieee, Księżyc - mówimy jeszcze głośniej. A dodam, nas dziewczyn jest dwa razy więcej.

Pani Iwonka zamyśla się, ale widzimy, jak wchodzi do naszej sali pani Ania:

- Słyszałam. Jednak SpaceBus nie działa, więc na Marsa dzisiaj nie da rady. Pan Mareczek mówi, że nie naprawią, możemy dostać w zamian LunaBusa, taki mniejszy i, jak pewnie wiecie, z niewielkim zasięgiem, czyli tylko na Księżyc i z powrotem. Wracamy na obiad, mamy dzisiaj świeże i pyszne letnie warzywa, może być?

- Taak - krzyczymy głośno. A ja wstaję i skaczę z radości.

Po minach chłopaków widać, że nie są zadowoleni, a Jurek, ten, co jeszcze sepleni, pyta:

- Pani, prose, a mose, a mose z okazji rocnicy lodowania... to mose do obosu księzowego?

- Księżycowego - poprawia pani Ania.

- Księzowego, tam gdzie lodowali, coo?

- Tak, prawda, w tym roku mija setna rocznica lądowania na Księżycu, ale, jak pamiętacie, byliśmy tam już nie raz, nie dwa, a w rezerwacie Wiedźm nie byliśmy, a trudno dostać tam bilety. Nasza pani dyrektor je wywalczyła za punkty w budowaniu pojazdów latających, warto tam lecieć, zapraszam kochani. No, postanowione, to toaleta i do busa!

Tak trochę smutno mi się robi z powodu chłopaków. Podbiegam szybko do pani Ani:

- Proszę pani, jak będziemy wracać, to możemy chociaż przelecieć nad miejscem pierwszego lądowania na Księżycu, chłopakom na pewno to się spodoba.

- Dziękuję, Michalinko, zobaczymy, jak z czasem będzie, musimy dzisiaj wrócić na obiad, nie chcemy się spóźnić przecież. Porozmawiam z panem Mareczkiem, ale bardzo dziękuję.

Nasza pani przytula mnie mocno i po mojej rozmowie widzę o wiele lepsze miny naszych chłopaków. Czyli nie będzie tak źle.

Kiedy w końcu siedzimy w naszym autobusie LunaBusie, jestem już spokojna. No, wreszcie poznam te sympatyczne istoty z ciemnej strony Księżyca! Mamy wszyscy zapięte pasy jak trzeba, nasmarowani jesteśmy kremem grawitacyjnym, który zastępuje kombinezony kosmiczne, które są, jak już wiadomo, zbędne, i wszelakie stany nieważkości, wibracji, przeciążenia są nam ogólnie niegroźne. A kiedy pan Mareczek włącza nam bajeczkę, najnowszego Króla Jowisza 4, jesteśmy w całkowicie kosmicznych nastrojach.

To lecimy.

Na Księżyc.

Na ciemną stronę Księżyca.

Do rezerwatu Wiedźm.

Lecąc LunaBusem, śpiewamy naszą ulubioną piosenkę księżycową.

Początek piosenki brzmi tak:

Lećmy tam, lećmy tam,

Gdzie Księżyca blask, Księżyca blask,

Rozświetli wszystko wokół nas, wokół nas.

Bum, plusk, luna loop,

Luna loop.

Nawet nie mamy czasu dokończyć oglądania bajki, a nasze panie z przedszkola oznajmiają, że dolatujemy na Księżyc. Jejku. Znowu tak szybko. No szkoda. Ciągle nie mogę zobaczyć zakończenia Jowisza czwórki.

Z oddali widać już tę ogromniastą miotłę, w której mieszkają wszystkie Wiedźmy Księżycowe. Tak je ktoś kiedyś nazwał. I tak już zostało. A one przecież nic złego nie robią. Tylko mieszkają sobie w domku, który zmienia kolory. I do tego jedzą duże ilości cukierków, które same produkują. I pewnie dlatego nie mają zębów, poza jedną Wiedźmą.

A mieszkają tu:

Księżycowa Wiedźma Królewska - jest szefem i ciągle się uśmiecha, chociaż stara się ukryć brak uzębienia;

Księżycowa Wiedźma bez Miotły - tak ją zwą, bo ciągle zapomina właśnie miotły;

Księżycowa Wiedźma z Zębem - nic szczególnego, każda nie ma zębów, ale ta ma jeden,

Księżycowa Wiedźma Smutna - jest bardzo smutna, jej miotła jest koloru różowego;

Księżycowa Wiedźma Tańcząca - kocha tańczyć, nawet kiedy lata.