Religijny patriotyzm i orficyzm. Kazimierz Wierzyński
Lata emigracji
W ostatnich latach dużo wiedzy o życiu i twórczości Kazimierza Wierzyńskiego dostarczyły wydania jego korespondencji. Zarówno same listy, jak też ogromne i arcyszczegółowe przypisy edytorów pozwalają odtworzyć biografię wielkiego poety i konteksty jego dzieł. Wdzięczność czytelników, krytyków i badaczy Wierzyńskiego zaskarbili sobie szczególnie edytorzy wielotomowej epistolografii autora Krzyży i mieczy z przyjaciółmi1. Duże nadzieje należy wiązać z finansowanym przez Narodowy Program Rozwoju Humanistyki projektem badawczym "Naukowa, krytyczna edycja z rękopisów korespondencji Tymona Terleckiego z Jerzym Giedroyciem, Mieczysławem Grydzewskim, Janem Nowakiem-Jeziorańskim, Kazimierzem Wierzyńskim i innymi w pięciu tomach", kierowanym przez prof. Violettę Wejs-Milewską2.
W biografii oraz twórczości Wierzyńskiego okres emigracyjny - jeszcze lepiej użyć zakorzenionego w naszej tradycji określenia "uchodźczy" - rozpoczął się wyjazdem z Warszawy z żoną Haliną 6 września 1939 r. Przez Lublin, Zamość i Lwów dotarli z przyjaciółmi do granicy polsko-rumuńskiej, którą przekroczyli 18 września w Kutach. Dalsza droga ucieczki - przerywanej krótszymi i dłuższymi pobytami w różnych miejscach - wiodła przez Bałkany, Włochy, Francję, Portugalię, Brazylię aż do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie znaleźli się w czerwcu 1941 r. Mieszkali najpierw w Nowym Jorku do 1947 r., potem w Stockbridge w lesistych górach stanu Massachusetts, a od września 1949 do czerwca 1959 r. w miasteczku Sag Harbor na Long Island. Przez kilka następnych lat żyli na przemian w USA i na Starym Kontynencie. Ostatecznie w końcu 1964 r. osiedli na stałe w Europie - najdłużej przebywali we Włoszech i w Londynie. Również podróże po innych krajach starej Europy wywarły wpływ na autora Snu mary, o czym świadczy choćby ten fragment listu do Marii Danilewiczowej:
Jesteśmy w Grecji [...]. Nic piękniejszego nie widziałem i nie zobaczę. Przyjeżdżajcie [...] jest czysto, cicho, pięknie, tanio3.
Czytając dziś te słowa, trudno uwierzyć, że epistolografia nie jest fikcjonalnym gatunkiem prozy.
Pierwsze lata wygnańcze przyniosły wiersze o tematyce wojennej albo poetyckie świadectwa odwiedzin w obcych, czasem egzotycznych krajach. Pobyt w USA zaowocował nie tylko poezją: powstało tam kilka tomów prozy Wierzyńskiego - poeta ukończył zbiór opowiadań wojennych; napisał sporo szkiców, z których część znalazła się w zbiorze Cygańskim wozem. Miasta, ludzie, książki, ponadto spod jego pióra wyszło kilkaset listów i sporo tekstów audycji radiowych dla Rozgłośni Polskiej RWE. Ale najbardziej bezpośredni wpływ miał pobyt w Stanach Zjednoczonych na książkę Moja prywatna Ameryka, liczącą z licznymi ilustracjami Mariana Kościałkowskiego 244 strony.
Wierzyński obserwował nowy kraj z kilku miejsc zamieszkania, bardzo zróżnicowanych topograficznie i socjologicznie, ponieważ przebywał zarówno w największym wówczas mieście na świecie - Nowym Jorku, jak też i w głębi górskich lasów, w wypoczynkowej rezydencji sławnego dyrygenta Artura Rodzińskiego. Ale najbardziej oryginalnym terenem obserwacyjnym było małe miasteczko Sag Harbor z trzema tysiącami mieszkańców, leżące na krańcu Long Island nad zatoką Peconic Bay, "która wciska się w ląd niezliczoną ilością zalewów"4.
Wówczas była to senna miejscowość nad Atlantykiem, zamieszkana głównie przez sezonowych robotników ("latem najwięcej wzięcia mają cieśle i malarze") oraz emerytów, którzy dawniej byli rybakami lub marynarzami, bowiem Sag Harbor było portem znanym z wielorybnictwa, a wspominali o nim wielcy pisarze amerykańscy: Herman Melville w Moby Dicku i James Fenimore Cooper. Drugą grupą mieszkańców, z którymi miał kontakty Wierzyński, byli twórcy kultury - przede wszystkim malarze i dziennikarze, ale także pisarze, krytycy i naukowcy z dziedzin humanistycznych. Wśród nich znalazł się pisarz światowej klasy John Steinbeck, laureat Literackiej Nagrody Nobla w jej najlepszych czasach. Polski poeta zaprzyjaźnił się również ze sławnym aktorem Robertem Montgomerym, który był m.in. filmowym partnerem Grety Garbo i gwiazdorem parokrotnie nominowanym do nagrody Oscara, a dodatkowo człowiekiem aktywnym obywatelsko: prezesem związku aktorów, działaczem partii republikańskiej, przede wszystkim zaś przeciwnikiem komunizmu - z nim właśnie znajdował wspólny język Wierzyński, członek narodu podbitego przez rosyjskich marksistów-leninistów.
Wśród mieszkańców Sag Harbor dominowały dwie postawy - nostalgiczna starszych tubylców zapatrzonych w świetną przeszłość oraz dynamiczna artystów: nowatorska, buntownicza, skierowana ku przyszłości, ale zarazem przesycona niepewnością, nerwicowa. Polski poeta dostrzegał ich wyizolowanie:
Zapewne wyczuwali swoją obcość w społeczeństwie, zadowolonym z siebie, zamożnym, żyjącym według stale powtarzanej maksymy, że nic tak nie sprzyja powodzeniu jak samo powodzenie. [...] Wiele razy już podnoszono, że gdyby odtworzyć Amerykę według obrazu, w jakim przedstawia ją własna jej powieść, byłby to kraj niewiarygodnych wstrząsów, przestępstw, gwałtów i zbrodni. Fenomen ten wynika stąd, że pisarza amerykańskiego więcej obchodzi on sam niż świat opisywany5.
Wierzyński zauważył zaskakującą prawidłowość prozy fabularnej w USA - połączenie krytycznego realizmu, nawet naturalizmu, z postawą indywidualizmu właściwego liryce.
Poeta odnosił się do Stanów Zjednoczonych życzliwie, podziwiał wspaniałości przyrody, ale doceniał również zalety społeczeństwa i demokratycznego ustroju federacji stanów o sporej autonomii. Szanował przedsiębiorczość i pracowitość zwykłych obywateli, egalitaryzm - nie finansowy, lecz ważniejszy: obyczajowy i prawny. Pisał:
Jest rzeczą zdumiewającą, że każdy przeciętny (a także nieprzeciętny) Amerykanin umie wszystko zrobić, ze wszystkim daje sobie radę, jak gdyby miał w sobie jeszcze krew pionierów, którzy własnymi rękami musieli każdą rzecz sporządzić, i to w nieznanym kraju i nieznanej przyrodzie6.
Oczywiście krytykował wiele aspektów amerykańskiego życia: pogoń za pieniędzmi i ocenianie ludzi według ich pozycji finansowej, konformizm, brak powszechnego zainteresowania prawdziwą sztuką, twarde reguły społecznego współistnienia. Przeważa jednak postawa życzliwości, tak charakterystyczna dla Wierzyńskiego (podkreślana przez wszystkich, którzy go znali), co odróżnia jego obraz USA od opisów innych intelektualistów europejskich.
Zasadne jest porównanie go z pisarzem zyskującym w ostatnich dziesięcioleciach pozycję klasyka światowej literatury. Sándor Márai, podobnie jak autor Tkanki ziemi, dzieciństwo spędził w monarchii austro-węgierskiej. Opuścił rodzinne Węgry po zajęciu ich przez Związek Sowiecki, następnie po tułaczce w Europie i paroletnim pobycie w Neapolu trafił w 1952 r. do Nowego Jorku, gdzie pracował w Radiu Wolna Europa. Był katolikiem, choć nie pisarzem katolickim, i - podobnie jak Wierzyński - człowiekiem głębokiej kultury, nienawidzącym komunizmu. Dziennik węgierskiego pisarza prowadzony w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX w. ukazuje jednak - w przeciwieństwie do wizji polskiego poety - niezwykle pesymistyczny wizerunek Stanów Zjednoczonych: potężna przyroda jest przede wszystkim groźna, klimat okropny, społeczeństwo konformistyczne i tonące w prymitywnej kulturze masowej. USA widziane oczyma węgierskiego pisarza w pierwszym okresie jego pobytu za Atlantykiem to kraj pozbawiony piękna, tradycji, o powierzchownej religijności i zmaterializowany. Przy życiu utrzymywały Máraia kontakty ze sztuką przeszłości oraz wspomnienia ojczyzn: węgierskiej i europejskiej7.
Niechęć do USA nawet tak znakomitego pisarza oraz kulturalnego i inteligentnego komentatora jak Márai była wariantem częstego wśród europejskich intelektualistów antyamerykanizmu, który dostrzegał Wierzyński i trochę mu się dziwił:
Ocalona przez Amerykanów od klęski, ale i lekceważona, wspierana i jednocześnie odsuwana od decyzji, pamiętna swojej dawnej hegemonii i świadoma, że daleko jej teraz do potęgi zza morza, obraca się Europa śród różnych antynomii: podziwu i pretensji, uznania i potępienia, nadziei i zazdrości8.
Początki egzystencji autora Ziemi-Wilczycy w Stanach Zjednoczonych były jednak zbliżone pod względem psychologicznym do pierwszej fazy pobytu Máraia za Atlantykiem. Polski emigrant żył wewnętrznie sprawami Starego Kontynentu, szczególnie Polski, czyli przebiegiem II wojny światowej oraz jej tragicznymi konsekwencjami dla narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Od wyobcowania ratowały go kontakty z miejscowymi Polakami. Trochę sił i czasu poświęcił społeczności emigranckiej na Wschodnim Wybrzeżu USA, m.in. redagując "Tygodnik Polski", publikując artykuły w prasie polonijnej i wygłaszając odczyty. To wyizolowanie dostrzegł sam pisarz:
[...] poruszałem się tylko śród Polaków, Amerykę oglądałem przez okno. Gdy po wojnie okazało się, że powrót do Polski byłby powrotem do kraju bez własnej woli, ocknąłem się w Ameryce jak śród nieznanej, prześlepionej rzeczywistości9.
Również liryka Wierzyńskiego koncentrowała się na sprawach narodowych lub uniwersalnych, związanych z wielkimi procesami historycznymi - poezji tej poświęcimy jeszcze uwagę.
Ale z upływem czasu zmieniały się nastrój i światopogląd autora Korca maku. Szczególnie zbawienny wpływ na jego psychikę miał kontakt z pierwotną przyrodą amerykańską i stały kontakt z muzyką Chopina podczas ponaddwuletniego pobytu (od czerwca 1947 do września 1949 r.) w Stockbridge. Zakorzenieniu w naturze i sztuce sprzyjały również następne lata spokojnego bytowania w Sag Harbor na Long Island oraz europejskie podróże, a potem stały pobyt na Starym Kontynencie.
W okresie powojennym Wierzyński stworzył nową poetykę i przezwyciężył pesymizm, konstruując oryginalne stanowiska filozoficzno-artystyczne - geohumanizm i orficyzm10, do których jeszcze wrócimy.
Polska biblia w ogniu dwudziestowiecznej historii
To biblia, w której polskie światy
Z ojców przenoszą się na synów.
"Dziady", "Irydion", "Pan Tadeusz"
Lub "Kordian" - policz owe dzieła
I na pokoleń śpiew je przełóż -
Co w nich ci zagra? - Nie zginęła.
[...]
Tak jak w Genezis tam się chowa
Naszych od Boga sił początek11.
1.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej napisał Wierzyński dwa wiersze naznaczone wyraźnie jej przeczuciem. 27 sierpnia ukończył Wstążkę z "Warszawianki", która ukazała się 1 września 1939 r. w krakowskim "Ilustrowanym Kurierze Codziennym" i niemal równocześnie w ostatnim numerze "Wiadomości Literackich", w osobnej wkładce. Brzmiał ten utwór jak przepowiednia, a zarazem przesłanie dla tych, co mieli żyć w "czasach pogardy":
Biją polskie zegary kurant po kurancie.
Naprawdę idzie pożar. Na ściany się wedrze
Gęstą łuną, co wszystko z tych murów pościera
Oprócz krwi zapisanej na waszej katedrze:
Że tym się tylko żyje, za co się umiera12.
Trzy dni później napisał inny znany wiersz Święty Boże, opublikowany natychmiast w "Gazecie Polskiej" i "Gońcu Warszawskim". W przeddzień opuszczenia Warszawy (na zawsze, jak się miało okazać) ukończył pracę nad końcową częścią tego niezwykłego tryptyku poetyckiego - hymnem Zstąp, duchu mocy.
Patriotyczne wiersze z przełomu sierpnia i września 1939 r. kończą międzywojenny i krajowy okres pisarskiej działalności Wierzyńskiego. Poezja okresu II wojny światowej stanowi rozległy i najmniej zbadany blok jego twórczości: pięć zbiorów wierszy - o dużej rozmaitości tematów, nastrojów i form - pisanych w trudnych okolicznościach życiowych, podczas wygnańczych wędrówek po Europie, a potem po obu Amerykach. Bieżące wydarzenia historyczne oraz oczekiwania odbiorców wpływały częstokroć na zbytni tradycjonalizm formalny i przerysowania emocjonalne. Mimo tych braków w wojennych tomach znajduje się wiele świetnych wierszy, a w całości jest to cenna próba sprostania tragicznemu wyzwaniu historycznemu.
Przede wszystkim trzeba pamiętać o sytuacji i roli społecznej literatury w czasie wojny. Wierzyński stał się jednym z najpopularniejszych pisarzy uchodźstwa - jego utwory były bliskie i potrzebne wielu czytelnikom, pomagały żyć w okresie katastrof dziejowych. Zmieniły się wówczas zadania stawiane piśmiennictwu, a poeta uświadamiał to sobie jasno i dał wyraz zmianie artystycznego nastawienia w odczycie i broszurze Współczesna literatura polska na emigracji. W przejmującej stylizacji zakończenia tego tekstu stwierdził, czym ma się stać pisarstwo w czasie apokaliptycznym:
Muzy i duchy przewodnicze, pozwólcie nam sprostać zadaniom i stanąć bez spuszczonego czoła przed ludźmi, którzy nam zaufali; przed ideami, których mianujemy się głosem; przed światem walczącym o wolność i dobro, i przed Polską, matką naszą boleściwą i bohaterską, której godnymi uczyńcie nas synami13.
W okresie wojennej emigracji Wierzyński był głównie poetą uczuć powszechnie odczuwanych. Wiele jego utworów ma zbiorowy podmiot, pojawiają się czasownikowe formy liczby mnogiej i zaimki osobowe "my", "nas", "nam". Jego wiersze były lirycznym komentarzem do wydarzeń przeżywanych przez zbiorowości polskie, a ich najczęstsze tematy to zachęta do walki, opłakiwanie strat, wspominanie szczęśliwszej przeszłości, potępianie zbrodni. Walka toczyła się o przywrócenie sprawiedliwości i wolności w świecie okrucieństwa i przemocy; polski żołnierz bił się o ocalenie ludzkiego wymiaru historii, bronił całego dziedzictwa europejskiego. Pisał o tym Wierzyński w sławnym fragmencie wiersza Via Appia:
Bijemy się o cały świat,
Biją się polskie pułki
O Nike Samotracką,
O stare ateńskie zaułki,
O tysiące minionych lat.
O Akropol i Kapitol,
O Grecję i Rzym14.
W Ziemi-Wilczycy, pierwszym tomie poetyckim opublikowanym na uchodźstwie (1941), pojawiają się nawiązania do czasów Wielkiej Emigracji, na co wskazują postaci pielgrzymów, romantyczne motywy, francuskie tło wydarzeń. W miarę upływu lat narasta tęsknota, stając się w Róży wiatrów jedną z głównych sił emocjonalnych poruszających zgromadzone tam teksty. Wystarczy przypomnieć ostatnią strofę tego zbioru, jedną z piękniejszych w całej wygnańczej poezji polskiej:
Bo nie ma ziemi wybieranej,
Jest tylko ziemia przeznaczona,
Ze wszystkich bogactw - cztery ściany,
Z całego świata - tamta strona15.
Przebieg i końcowy wynik wojny był dla wielu Polaków tragedią - także Wierzyński sądził, iż zwycięstwu militarnemu towarzyszyła przegrana polityczna. Wymiar rzadko spotykanej w dziejach klęski przybrała sprawa polska także z powodu wielkości złożonej ofiary, która okazała się daremna, jak się wówczas wydawało. Tomy wierszy drukowane w końcowych latach wojny pełne są mrocznych tonów wyrażających nastroje bliskie rozpaczy. Czyż inne mogły być wiersze wrażliwego poety poświęcone męczeństwu milionów mieszkańców Polski, zagładzie Warszawy, handlowi narodami, procesom wytaczanym bojownikom sprawy narodowej? Nastawienie autora dobrze ilustruje utwór napisany 8 lutego 1945 r., łączący grozę z czarnym humorem:
Za dnie i noce śmierci, za lata udręki -
Taniec w kółko: raz w oczy, a drugi raz w szczęki,
Za wsie spalone, bitwy, gdzie chłopska szła czeladź -
List gończy tropicielski: dopaść i rozstrzelać.
Za mosty wysadzone z ręki robotniczej -
Węszyć gdzie kto się ukrył, psy spuścić ze smyczy16.
Nic dziwnego, że wydawało się poecie, iż historia pełna bezsensownego zgiełku i furii zmierza do zagłady wartości. Ocalenia sensu istnienia szukał na różnych drogach, również religijnej. Bóg staje się adresatem skarg współczesnego Hioba polskiego. Poszukuje on Boga i rozmawia z Bogiem rozumiejącym cierpienie; rodzi się wspólnota krzyża. Także wspólny jest wróg człowieka i boskiej Istoty, który "człowieka sobie nie ma za nic - i za nic nie ma Boga"17. Podmiot kilku utworów zdaje sobie sprawę z tego, że żądania sprawiedliwości i liczne prośby o pomoc w ziemskich sprawach ograniczają w jakiś sposób wszechmoc Bożą i redukują transcendentną inność Osoby boskiej:
Może nasz krzyk o łaskę nieba
Zanadto cię do ziemi zbliża
[...]
Może nasz pacierz przy twym tronie
Zbyt prosto boskość uczłowiecza18.
W ciemnej wizji okrutnego losu zmieniają się hierarchie i znaczenia, życie przypomina śmierć, a śmierć staje się czymś niemal upragnionym: "zbudź mnie [...] z tej długiej śmierci zwanej życiem". Bóg w wojennej liryce Wierzyńskiego jest nie tylko solidarnym towarzyszem ciężkiej doli człowieczej. Czasem staje się On znakiem nadziei wskazującym jakiś ukryty sens bolesnych wydarzeń. A może przede wszystkim jest Stwórcą natury, która w dziele autora Tkanki ziemi była zawsze schronieniem człowieka, siłą oczyszczającą i ożywiającą. Wiersz zatytułowany Ewangelia jest niemal modlitewną pochwałą "ziemi samej w sobie", znalezieniem oparcia dla człowieka. Innym źródłem nadziei stają się czasem słowo i sztuka, a więc również łącząca oba te pierwiastki poezja. Palimpsest pokazuje, jak bytowanie historyczne społeczności można pojmować w kategoriach trwałego tekstu. Jeżeli w tym kontekście podmiot liryczny przywołuje Boga, to w funkcji gwaranta znaczenia pracy poetyckiej. Tak dzieje się w autotematycznym i otwierającym tom Krzyże i miecze wierszu:
Bóg wziął nas do swojego na termin rzemiosła
I nakazał w nim służyć wśród burz i rozgromu,
[...]
I tylko gorzka prawda osłodzi konanie,
Że w nas był wiary świata jedyny obrońca,
Bo minie nawet wojna a słowo zostanie19.
2.
Warto rozważyć symbolikę tytułów dwu najważniejszych tomów wojennych wierszy Wierzyńskiego. O znaczeniowym bogactwie słowa "ziemia" pisałem obszerniej gdzie indziej20. Drugi człon tytułu poetyckiego zbioru z 1941 r. stanowi wyraz "wilczyca", którego jednym z desygnatów jest słynna rzeźba pochodząca prawdopodobnie z etruskich czasów, przedstawiająca wilczycę karmiącą Romulusa i Remusa, legendarnych założycieli Rzymu. Łącząc oba słowa wiele znaczące w słowniku poetyckim autora, chciał on wskazać, iż ziemia jest żywicielką ratującą przed zagładą tych, którzy wytworzą coś cennego i trwałego jak tamci mityczni bohaterowie zakładający Wieczne Miasto. Natrafiamy w tym miejscu na jeden z głównych pierwiastków światopoglądu Wierzyńskiego - ziemia nie jest bytem obcym dla ludzi, zamkniętą i niedostępną im martwą materią; przeciwnie, traktowana bywa jako niewyczerpane źródło sił żywotnych i zostaje wyposażona w pozytywne jakości moralne: współczucie, solidarność z losem człowieczym, wielkoduszną życzliwość.
Nacechowany symbolicznie tytuł drugiego tomu uruchamia kolejną perspektywę ocalenia - kulturę i przechowywane w niej nierelatywne wartości. Krzyże i miecze kojarzą się nam najpierw z obrazami krucjat, wypraw europejskiego rycerstwa od XI do XIII w. w celu odzyskania Ziemi Świętej. Ważniejsze są jednak sensy wynikające z zestawienia uniwersalnych znaczeń "mieczy" i "krzyży", gdyż wskazują na ideowy i moralny sens walki, której zadaniem jest obrona fundamentalnych wartości, a przede wszystkim odzyskanie wolności przez ujarzmione narody. Polskie nieszczęścia i troski polskiego poety uzyskują dzięki temu uniwersalny wydźwięk, bowiem "Bijemy się o cały świat, / [...] O Grecję i Rzym". A smutek końcowych rozstrzygnięć wojennych staje się dramatem powszechnym: "Jeśli padnie Warszawa, to nie miasto padnie / [...] Lecz wolność wszystkich ludzi"21.
Również tytuły wierszy skonstruowanych na podobieństwo ody wywołują w czytelniku silne reakcje. Przypomnijmy: Na zajęcie Warszawy przez Rosjan, Na dzień zwycięstwa, Na proces moskiewski - treść tych tekstów jest zaprzeczeniem charakterystycznych cech gatunku. Tradycyjna oda opiewała wybitne postaci, słynne wydarzenia lub ważne instytucje, a wspomniane przekazy poetyckie Wierzyńskiego informują o "urodzaju kanalii" i ludziach porównywanych do "skrzętnej hieny"; oda chwaliła wzniosłe idee, w tych wierszach wspomina się o cynizmie i brutalnej przemocy. Zamiast pochwalno-dziękczynnego charakteru tradycyjnego peanu Wierzyński tworzy negatywne ody, swego rodzaju antydytyramby: demaskatorskie, pełne gniewu lub obrzydzenia.
Skoro mowa o sprawach genologicznych, trzeba wspomnieć o licznych nawiązaniach do gatunków mocno osadzonych w tradycji piśmiennictwa cywilizacji śródziemnomorskiej i ze swej istoty nacechowanych walorami nie tylko estetycznymi, ale także religijnymi, moralnymi oraz filozoficznymi. Do tego zbioru można zaliczyć modlitwy (Modlitwa za zmarłych w Warszawie, Panie zastępów, Msza żałobna w katedrze nowojorskiej), formy litanijne (Litania ziemi lwowskiej, Do moich zmarłych), parafrazy psalmów (Z księgi psalmów, Z Izajasza, Boże rozpaczy), suplikacje, hymny religijne, regularne ody (Do Finlandii, Do poetów), klechdy, przypowieści, naśladowania Ewangelii. Tak liczne realizacje ustabilizowanych reguł gatunkowych potwierdzają postawioną w tym szkicu tezę o zwiększonym ciśnieniu tradycji narodowej i zachodniej cywilizacji na twórczość poetycką w czasie II wojny światowej. Mimo ceny płaconej monetą małej oryginalności myślowej i stereotypizacji języka artystycznego można było osiągnąć tu jednak i zyski literackie - samo użycie czcigodnych form poruszało pamięć kulturową odbiorcy i jego mechanizmy emocjonalne, a czasem stanowiło efektownie skontrastowane tło dla przekształceń poetyckich.
3.
Trzeba jednak sprawiedliwie przyznać, że Wierzyński nie należał raczej do odkrywców nowych koncepcji języka poetyckiego, zdolnego przekazać doświadczenia nieznane dotąd ludzkości, które stały się jej udziałem z powodu wojny totalnej i na sposób przemysłowy zorganizowanego terroru. Nowatorskie dokonania polskiej poezji zawdzięczamy twórcom młodego wówczas pokolenia: Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu, Tadeuszowi Gajcemu, Tadeuszowi Różewiczowi czy nieco starszemu Czesławowi Miłoszowi. Tradycjonalizm wojennej twórczości Wierzyńskiego - zapewne utrudniający dzisiaj wielu odbiorcom estetyczny kontakt z nią - miał swoje światopoglądowe uzasadnienie. Najważniejszą sprawą stojącą przed całą kulturą euro-amerykańską było utrzymanie ciągłości cywilizowanego życia zagrożonego przez totalitaryzmy. Dlatego główny wysiłek skierował autor Ziemi-Wilczycy na budowanie czegoś, co można nazwać "wiecznym teraz" polskości.
Wśród makabrycznej nowości zjawisk współczesnej historii starał się Wierzyński dojrzeć powtarzalność wydarzeń i próbował ułożyć je w cykl: walka - klęska - odrodzenie. Pojawiają się więc w jego wierszach sceny dawnych powstań i zesłań, przywoływana bywa dziewiętnastowieczna sztuka polska, utrwalająca godne pamięci fakty, podtrzymująca świadomość narodową i czynny opór. Dlatego żywe jest tu poczucie braterstwa, ponadpokoleniowej wspólnoty. Narodowe sacrum musi być budowane (jak każda rzeczywistość sakralna) na wartościach absolutnych, bo dzięki temu powstaje sfera wyzwolona z udręk i klęsk niesionych przez czas historyczny:
Jak wyjść nad rozpacz, wszystkie rany,
Nad ziemski czas i ruch zegara
I czytać z wieków los wybrany,
Polski cyrograf niepisany,
Że śmierć nie wieczna. Wieczna - wiara22.
[...] z ziemi się wydarli
Z żywymi wierzyć nasi zmarli
Znajomi aniołowie,
[...]
Ach, śmierć i życie, to nie wszystko:
O tym graj ziemio, organistko -
I to jest nasza powieść23.
Zobaczysz wolność i nadzieję
Z tych ksiąg pielgrzymstwa i narodu24.
Jest w Polsce jedna droga, znana od stuleci,
Którędy wolność wraca z wszystkich wygnań. Miłość.
Jest w Polsce jedna droga, gdzie prędzej czy później
Z cierpień moc taka wyjdzie, że Boga zadziwi:
Powracają ojcowie, umarli podróżni,
Budzą synów - i walczą - polegli i żywi25.
Poeta wkracza czasem na drogę naśladownictwa romantycznych wzorów. Wówczas Polska jest pojmowana jako ofiara podłości świata, czasem pojawia się nawet mesjanistyczna nuta w porównywaniu ojczystych losów do krzyża. Wiadomo, iż tzw. prawda historyczna przeniesiona do literatury nie przynosi automatycznie dobrych rezultatów artystycznych. Dlatego niezbyt nośne poetycko okazały się zarówno przeciwstawianie niewinnej Polski złemu światu (zwłaszcza potęgom politycznym), jak i sentymentalny doloryzm - zapatrzenie się we własne cierpienia. Konsekwencją takiego nastawienia bywa waloryzacja przegranej: przegrywają ci, którzy postępują szlachetnie. Pojawiają się też jednak u Wierzyńskiego surowe, męskie stwierdzenia o prawdzie dziejowej, z której nie można czerpać pocieszenia: "Ucz się żołnierzu, prawdy, ucz się okrucieństwa!"26.
Bardziej zdystansowane i operujące wielu tonacjami są liryki zaprawione ironią, osądzające współczesny świat nie patetycznie tylko, ale i satyrycznie:
Polsko, którą przezwano "narodów papugą",
[...]
Dopiero gdy uskrzydlisz się wspólnym zwyczajem
I zrównasz do obłudy, która wszystkich brata,
Przywrócą ci honory i obdarzą krajem,
I taką świat cię znowu wprowadzi do świata27.
Wirtuozowie od pióra, od fletni,
Mędrcy wpływowi, uczeni szlachetni,
Tak zawsze czuli na okrutny los,
Na wyrok sądów, na murzyńskie krzywdy,
Nawet na dolę psów - czemuż to nigdy
Wasz owej nocy nie podniósł się głos?!28
We wszystkich zbiorach wojennych natrafiamy również na wiersze osobiste. W Ziemi-Wilczycy pojawiają się liryki dokumentujące doświadczenia uchodźcy obserwującego bieżące wypadki i tęskniącego do kraju. W Róży wiatrów znajduje się sporo tekstów poetyckich, których same tytuły są śladami wygnańczych wędrówek poety: Pożegnanie Francji, Noc w Pirenejach, Jesień w Lizbonie, Wspomnienie z Madery, Na statku, Wiersz o Rio de Janeiro, List z Pensylwanii, Wieczór nowojorski. Nawet w Krzyżach i mieczach, tomie najbardziej zatroskanym obywatelsko i zaangażowanym w aktualne przebiegi procesu dziejowego, znaleźć można liryki osobiste: świadectwa obcowania z przyrodą (Poranki nagłe, Tego mi trzeba), wewnętrznych rozterek (List, Księżyc), miłości (Wiersz miłosny, Szum).
Istnieją utwory z okresu II wojny światowej do dziś niedocenione. Wydaje się, że historia literatury obeszła się niesprawiedliwie z dwoma dygresyjnymi poematami, które ukazały się w 1944 i 1945 r. Znane okoliczności tamtego czasu uniemożliwiły Balladzie o Churchillu i Podzwonnemu za kaprala Szczapę godne wejście do literatury - nie było sprzyjającej sytuacji odbioru. Pokazały się więc jedynie nieliczne wypowiedzi krytycznoliterackie w uchodźczych pismach, a niemożność (wtedy i później) dotarcia utworów do czytelnika krajowego spowodowała ich nieobecność w zbiorowej świadomości. A szkoda, bo są stylowo zróżnicowane, wielogłosowe i mają fragmenty dużej piękności; podsumowując - przełamują tradycjonalizm patriotycznych konwencji w innych zbiorach wojennych Wierzyńskiego (i ostatnich sprzed 1939 r.). Na ogół zgadzam się z ocenami najlepszych znawców jego dzieła, Marią Dłuską i Tymonem Terleckim, ale uważam, że nie mają racji, pomijając je w swych syntezach twórczości Wierzyńskiego29 albo pisząc kwaśno (jak Dłuska) o tomiku Podzwonne za kaprala Szczapę:
[...] w sumie poemat ten wypadł niezbyt przekonująco. Nic w tym dziwnego. Szczytowe osiągnięcia Wierzyńskiego w poezji to czysta liryka i do tego liryka osobista30.
Krótsze wiersze zebrane w powyżej omawianych tomach czasem nużą swą monolitycznością, prezentując zazwyczaj jeden punkt widzenia (autorski) i rzadko problematyzując historyczną rzeczywistość. Natomiast właśnie w obu dużych utworach podmiot mówiący zmienia swoją pozycję, znajdujemy w nich bowiem zmierzającą do obiektywizmu relację o militarnych wydarzeniach, a obok niej ironiczne komentarze, satyryczne wspomnienia, egzystencjalne rozważania, bezpośrednie zwroty do czołowych osobistości ze sceny politycznej. W Podzwonnym za kaprala Szczapę wprowadza autor drugi podmiot wypowiedzi - jest nim umierający bohater zapisujący coś w rodzaju testamentu, jak mówi główny narrator: "pisany do Polski od Szczapy anonim", a sam testator tak go określa:
To nie żaden testament. To są zwykłe rzeczy,
Moja prawda prywatna, zasady domowe,
Którym największa burza w świecie nie zaprzeczy
I tylko wiatr nasz nimi owiewa mi głowę,
Wolność, człowiek i ziemia - by rzec jeszcze prościej,
Przykazania od matek, wieczne banalności,31
W Balladzie o Churchillu efekt wielogłosowości uzyskał autor natomiast dzięki wyrazistości adresata, który stał się bodaj najważniejszą kategorią strukturalną, ponieważ to ze względu na niego został zorganizowany poetycki spektakl.
Różne perspektywy oglądu i oceny rzeczywistości znajdują odpowiednik w rozmaitości wersyfikacyjnej. W Podzwonnym za kaprala Szczapę używa autor dziewięciozgłoskowca w partiach ironiczno-polemicznych, gdzie znajduje się dużo zdań pytających i wykrzyknikowych, częste są wyliczenia i inwektywy - dlatego przeważają tu krótkie konstrukcje składniowe. Mający wielkie tradycje w polskiej poezji trzynastozgłoskowiec stosowany jest we fragmentach opisowych oraz rozmyślaniach o tematyce egzystencjalnej. W Balladzie o Churchillu występuje jeszcze większa różnorodność, znajdujemy w niej bowiem cztery typy wiersza - od siedmiozgłoskowych po rozlewne wersy siedemnastozgłoskowe.
W poematach pojawiają się czasami akcenty wzniosłości, ale przeważają tonacje: intymna, satyryczna, epicka. Następuje w nich obniżenie wysokiego tonu, spotykamy liczne kolokwializmy - o współczesnej polityce mówi się, iż "krztusi się od blagi" i że "wszystko granda"; mocarstwa usiłują "kiwać" i "ocyganić" mniejsze narody; poeci to "od marzeń eksperci"; Polacy są "obszarpańcami wolności", zaś zajmowany przez obce wojska kraj "tacza się jak karczma".
W Podzwonnym za kaprala Szczapę główna postać traktowana jest na ogół poufale i humorystycznie, chociaż jest nią człowiek umierający: "pusty sowizdrzał", a nawet "ladaco", najczęściej porównywany ze Szwejkiem. Zresztą czeski antybohater pojawia się nieprzypadkowo, gdyż uczynił zeń autor jeden z popularniejszych modeli zachowań. Najnowsze dzieje polskie rozgrywają się w przestrzeni rozciągającej się między symbolicznie traktowanymi postaciami Szwejka i Don Kichota. I dlatego są splotem bohaterstwa i groteski oraz nieszczęść i farsy, tworzącym "upiorny balet". Deheroizujące odwołania do przeszłości ukazują śmieszną zarozumiałość głównych aktorów wydarzeń i tragikomiczną nieznajomość własnego położenia w procesie historycznym:
Niech więc Iliada się zaczyna
Od tego jakeśmy przy piwie
Galopowali do Berlina.
Tanki niemieckie? Ach, z tektury!
Ustalił wywiad, wiedzą sztaby;
Ułan podkręcał wąs do góry
I koń się śmiał, że przyjdą Szwaby.
[...]
I dęliśmy co wiatru w miechach
W naszą głupotę obłąkaną32.
Również pozapolski świat został surowo osądzony, ale już bez patosu, częściej poprzez ośmieszenie. Przedstawiany jest jako "szulernia", w której potężni politycy grają "na szachownicy pięciu światów" i szykują nam "ponury kawał", a inne narody dzięki "asekuracjom historycznym" (eufemistyczne określenie kolaboracji) potrafią żyć "w pantoflach [...] na urlopie".
Autor buduje wielką przestrzeń, wspominając pola bitew armii polskiej na obczyźnie, opisując okupowany kraj, pokazując sceny z powstańczej przeszłości. Przestrzeń ta ulega w tekście funkcjonalizacji, stając się argumentem w dyskusji z brytyjskim premierem. Takie retoryczne wykorzystanie geografii zaliczyć trzeba do lepszych chwytów formalnych poezji Wierzyńskiego czasu wojny.
Innym znaczącym posunięciem artystycznej strategii autora poematów jest przeciwstawianie krzykliwie zakłamanej i zmiennej rzeczywistości historycznej - spokojnej i potężnej naturze, trwałej i odnawialnej, mocno osadzonej w swym bycie. Obrazy chmielnego Wołynia, nadwiślańskich równin, wieczoru, który "w srebrnej szarości, jak bażant w zarośla zapadnie", należą do wspanialszych nie tylko w poezji Wierzyńskiego. Równocześnie poeta prowadzi kontrapunktowe rozważania o niemożności osiągnięcia arkadii, a nawet o niestosownej sztuczności jej symbolicznych wyobrażeń:
Na rymy i na malwy, na koper z ogrodu
Czołg zwaliłby się ciężki i zmiażdżył je bryłą.
I cóżby wtedy z mojej rustykalnej aury
Ocalało w tych grzmotach! Przepadłby mi temat,
Chłop zmienił się w rekruta a konie w centaury,
Bukoliki w dytyramb a Polska w problemat33.
Główne motywy przedwojennych wypowiedzi poetyckich Wierzyńskiego - gra, walka, podróż, ziemia, dzieje - zyskują całkiem nowy sens w wierszach pisanych na wojennym wygnaniu. Identyczność ciągów tematycznych tworzy jednak dogodną możliwość prześledzenia ogromnej drogi przemian. W Laurze olimpijskim walka była radosnym zmaganiem mądrze regulowanym przez zasady sportowych zachowań. Współzawodnictwo wygrywał ten, kto był rzeczywiście najlepszy, gdyż w sporcie daje się zawodnikom równe szanse. Wszyscy uczestnicy zmagań wynosili też osobistą korzyść, bo nabycie umiejętności przegrywania jest sukcesem moralnym gracza.
Walka, jaką Wierzyński opisywał w zbiorach wierszy wojennych, była natomiast zaprzeczeniem idei olimpijskich. Jedynym celem stało się pokonanie przeciwnika, a nie oporu materialnego świata: przestrzeni, czasu, własnego organizmu. Sama idea zwycięstwa stała się mroczna, "pokonać" znaczyło unicestwić rywala - zabić człowieka, zniszczyć armię, złamać naród. Teren gry, dawniej wyraźnie oddzielony od reszty rzeczywistości, teraz potwornie zogromniał i objął swym zasięgiem wszystkie sfery życia.
Wierzyński sądził, iż uczestnicy wojny niemal bez wyjątku przegrali. Nie chodziło mu tylko o konstatacje moralnej natury, o zarażenie złem, uczestnictwo w zbrodni, konieczność rozwoju śmiercionośnych sprawności i technologii militarnych. Rozważania współczesne przenosił na płaszczyznę historiozoficzną. Dostrzegał w dziejach ciągłą obecność sił destrukcyjnych. Istotę historii stanowiła gra mająca sens sama w sobie, a nie zmierzanie ku etycznym celom i realizacja wartości kulturowych. Koniec wojny światowej utwierdził autora Krzyży i mieczy w przekonaniu, że nihilistyczne organizmy cywilizacyjne nie giną całkowicie, lecz ustępują miejsca innym, równie bezwartościowym, choć aktywniejszym.
* * *
Poezja Kazimierza Wierzyńskiego w latach 1939-1945 wyrażała i interpretowała polskie i europejskie doświadczenia związane z totalną wojną o globalnym zasięgu. Twórczość pisarza, który debiutował tomem Wiosna i wino, jest szczególnie dobitnym podkreśleniem odmienności sytuacji po obu wielkich wojnach, w jakiej znaleźli się Polacy i inne narody środkowoeuropejskie. Liryka Wierzyńskiego publikowana po 1918 r. była eksplozją spontanicznej radości o sile dotąd niespotykanej - przynajmniej w naszej literaturze34. Trzeba dodać, że logicznie wynikała z przebiegu I wojny światowej, której rezultat graniczył niemal z cudem, na co za mało zwracają uwagę historycy. W 1914 r. liczono na osłabienie mocarstw dominujących w Europie Środkowej i Wschodniej, co dałoby szansę wolnościowym aspiracjom podbitych narodów. Stało się jednak coś niezwykłego, rzadko spotykanego w dziejach - wojnę przegrały obie strony, najpierw Rosja, potem państwa centralne. Ponadto trzy cesarstwa panujące w naszej części kontynentu nie tylko przegrały, ale i się rozpadły. W wytworzonej próżni politycznej powstały nowe państwa niepodległe: od Finlandii i Estonii po Jugosławię. Czyż może dziwić euforyczna radość pierwszych zbiorów poetyckich Wierzyńskiego?
Tak samo nie mogą dziwić tony smutku, troski, a nawet rozpaczy w wierszach pisanych pod koniec i po zakończeniu II wojny światowej. Wtedy wydarzenia przybrały postać makabryczną - znów trzeba dodać, jak rzadko w dziejach. Ogromne zniszczenia i wielomilionowe ofiary ludzkie nie doprowadziły do osiągnięcia celów zakładanych na początku wojny. Nie dostrzegając tragicznego wymiaru sytuacji w roku 1945, pomniejszylibyśmy wielki wysiłek duchowy i materialny narodu w okresie powojennym - mimo historycznego rozczarowania i negatywnych okoliczności zewnętrznych (zniewolenie przez Związek Sowiecki) ocalono religijną i kulturową tożsamość, wytworzono wiele wartości o uniwersalnym znaczeniu. Gdyby pomniejszyć ten dorobek przez nadto optymistyczne przedstawianie sytuacji wyjściowej, być może dziś w ogólnym bilansie przeważyłyby efekty dobrze nam znanych destrukcyjnych procesów, które również miały ogromną dynamikę i rozmiary.
Pesymistyczna lekcja wojenna w skali makrohistorycznej nie wyczerpuje przecież wielostronności i głębi ludzkich doświadczeń w tych strasznych latach. Nihilistyczna istota ogólnych procesów dziejowych nie determinowała całkowicie zachowań ludzkiej jednostki. Poezja Wierzyńskiego odsłaniała wewnętrzny dramatyzm życia osobowego oraz szukała dróg ocalenia człowieka i wytworzonych przez niego wartości. W najlepszych tekstach autor Wiosny i wina robił to - jak przystało na prawdziwego artystę - bez uproszczeń i naiwności. Dzięki temu wiersze te zachowały mimo upływu tylu lat siłę wzruszenia i stawiają problemy ważne do dziś.
1988
Orficyzm
Motywy orfickie i postać Orfeusza pojawiały się już w przedwojennej poezji Wierzyńskiego - w tomie Róża wiatrów (1942) znalazł się wiersz Orfeusz, najpierw wydrukowany w "Wiadomościach Literackich" (1938, nr 5) - ale naprawdę ważną rolę zaczęły odgrywać w jego liryce po 1945 r. W kilku wierszach poeta uczynił Orfeusza bohaterem, a w wielu innych pierwiastki, które można zaliczyć do tego kręgu filozoficznego, odgrywają decydującą rolę. Szczególnie interesująca w tej kwestii jest Rozmowa z Orfeuszem (1953).
Wspomniany utwór znajduje się na pograniczu form monologowych i dialogowych. Oprócz dwu pierwszych wersów jest ciągłą wypowiedzią lirycznego bohatera, którym jest Orfeusz. Ale fragment mówiony przez mitologicznego poetę i muzyka stanowi niewątpliwie część rozmowy prowadzonej z podmiotem lirycznym. Orfeusz stale zwraca się do swego rozmówcy: "Nie pocieszaj mnie, stary, i nie mów mi więcej"; "I powiem ci coś więcej"; "A więc o wszystkim wiesz już, całą tajemnicę"; "Powiedz, niech teraz podadzą mi wino"35. Ten dialogowy charakter utworu wzmaga tytułowy rzeczownik "rozmowa".
Omawiany utwór ukształtowany został na wzór swobodnej pogawędki, co potwierdzają kolokwialne słowa i konstrukcje składniowe. O naturalnej sytuacji dialogowej informuje nas początek wiersza - rozmowa z mitycznym śpiewakiem toczy się w "knajpie "Pod księżycową rzęsą"". Wierzyński od dawna starał się ożywiać monologi liryczne różnorodnymi chwytami dialogicznymi. Stosował formy Du-Lyrik już w Pamiętniku miłości, natomiast w tomach z lat trzydziestych w monologach wewnętrznych bohatera pojawił się drugi głos.
Lecz tym razem mamy sytuację wyjątkową. W literaturze spotykamy wypowiedzi podmiotu lirycznego lub narratora konstruowane pod wpływem sytuacji dialogowej, jakby w obecności drugiej osoby - często nie słyszymy jej odpowiedzi, jednak wpływa ona na reakcje werbalne podmiotu mówiącego, pojawiają się np. zwroty do słuchacza. Tego typu wypowiedzi nazywa się w teorii literatury monologiem wypowiedzianym - jego dawnymi reprezentacjami gatunkowymi są w polskiej literaturze gawęda, a w dobrze znanej Wierzyńskiemu literaturze rosyjskiej (u Nikołaja Gogola, Fiodora Dostojewskiego, Nikołaja Leskowa) - skaz. Forma ta zyskała również popularność w prozie XX w. (u Isaaka Babla, Alberta Camusa, Jarosława Iwaszkiewicza). W Rozmowie z Orfeuszem to jednak bohater utworu zwraca się do podmiotu lirycznego i ze względu na jego obecność formułuje rozmaite sądy.
Monolog Orfeusza jest zdramatyzowany, a pojawiające się kolokwializmy stanowią równowagę dla patetycznych pierwiastków mitu orfickiego oraz tragizmu losów bohatera i jego ukochanej Eurydyki. Zaprezentowana fabuła jest samodzielną strukturą skupiającą wiele znaczeń; kompozycja jest rozluźniona, co było cechą charakterystyczną utworów lirycznych Wierzyńskiego w latach pięćdziesiątych.
Oprócz analizowanej Rozmowy z Orfeuszem ważnymi utworami dla światopoglądu naszego pisarza były: Słowo do orfeistów opublikowane w londyńskich "Wiadomościach" (1959, nr 27), a także wiersze, które nie mają w tytule bezpośrednich nawiązań do topiki związanej z Orfeuszem - jego semantyczne ślady obecne są np. w utworze Muzy otwierającym pierwszy po II wojnie światowej poetycki tom Korzec maku. Jego ostatnia zwrotka brzmi:
Wyprowadźcie mnie stąd, lutnistę
Ciemnego czasu i losu,
Wyprowadźcie ze zbrodni i zdrad.
Waszych chcę dotknąć się włosów
I waszej skrzydlatej głowy,
Wasze światło jest czyste,
Wasza prawda prawdziwa,
Wasze sny rzeczywiste.
I poza zgubą
Jedyny zaiste
Jest Orfeuszowy
Świat36.
Związek Orfeusza z muzami jest wręcz rodzinny, co za chwilę udowodnimy. Najpierw parę słów o nich samych. W greckiej mitologii początkowo była jedna muza, opiekuńcza bogini poetów-pieśniarzy. Imiona i liczbę pozostałych wymienił Hezjod, dlatego od jego czasów dziewięć sióstr przebywało na Olimpie lub Pierii (stąd Pierydy) i na Parnasie. W czasach rzymskich przydzielono im odpowiednie dziedziny sztuk oraz nauk.
O pochodzeniu Orfeusza pisał Zygmunt Kubiak, jeden z największych znawców i krzewicieli antyku w polskiej kulturze:
Genealogię Orfeusza podawano rozmaicie. Jako matkę wymieniano nie wyłącznie, lecz najczęściej Kaliope (dosyć często też Polihymnię), ojca zaś upatrywano raczej w Ojagrosie, trackim królu, który może był bogiem rzeki, niż w Apollinie. Orfeusz więc przyszedł na świat w Tracji, skąd powszechnym zdaniem dzisiejszej nauki nawiedził Grecję kult dionizyjski. Nie można ani wykluczyć, ani wykazać, iż jest on osobą historyczną; założycielem tego, co nazywamy orfizmem; prorokiem przeistoczonym w micie37.
Jak powszechnie wiadomo, Orfeusz stał się wzorem artysty, największym muzykiem greckiej mitologii i kultury przedstawianym w popularnych opowieściach, dziełach literackich i plastycznych. Gdy grał na lirze lub kitarze i śpiewał, przychodziły do niego dzikie zwierzęta, a drzewa i skały poruszały się, żeby zgromadzić się wokół niego. Jego sztuka wprowadzała harmonię i szczęście, baranek leżał zgodnie z zasłuchanym wilkiem. Innym ważnym wątkiem mitu Orfeusza była jego miłość do żony Eurydyki, pokonująca śmierć oraz ograniczenia ontologiczne i eschatologiczne ludzkiego bytu. Przedstawmy najbardziej znaną wersję mitu. Po śmierci ukochanej Orfeusz postanowił dokonać czynu, na jaki nie odważył się żaden śmiertelnik. Zdecydował się zejść do podziemi i wyprowadzić z zaświatów Eurydykę. Pieśnią oczarował wszystkich mieszkańców i władców podziemi, a Hades zgodził się na powrót jego żony do ludzkiego świata pod warunkiem, że w drodze z zaświatów Orfeusz nie obejrzy się i nie spojrzy na ukochaną. Różne są wyjaśnienia, dlaczego się obejrzał i stracił Eurydykę, faktem niepodważalnym pozostało niepowodzenie próby wyprowadzenia z Hadesu ludzkiej istoty. Ogarnięty rozpaczą Orfeusz spotkał się z żoną po czterech latach w zaświatach, gdzie trafił po okrutnej śmierci, rozszarpany przez pijane trackie kobiety (w innej wersji przez menady) podczas bachanalii.
W micie orfejskim wyrażali Grecy szacunek dla poezji, muzyki, śpiewu. Powstała wspólnota religijna jego wyznawców - orfików - oraz potem nurt światopoglądowy, zwany pitagoreizmem. Również w następnych stuleciach elementy orfickiego mitu stały się jednymi z najpowszechniejszych tematów sztuki światowej - powstawały tysiące dzieł plastycznych (m.in. Albrechta Dürera, Petera Paula Rubensa, Antonia Canovy, Auguste'a Rodina, Ossipa Zadkine'a), muzycznych (Claudia Monteverdiego, Christopha Willibalda Glucka, Jacques'a Offenbacha, Igora Strawińskiego), literackich (Adama Mickiewicza, Rainera Marii Rilkego). Historycy idei udowodnili wpływy orficyzmu na filozofów, zaczynając od Platona, przez Ojców Kościoła wschodniego i zachodniego, po myślicieli nowożytnych; pitagoreizm oddziałał na astronomów (Klaudiusza Ptolomeusza, Johannesa Keplera, Isaaca Newtona) i największych pisarzy (Dantego Alighieri, Williama Szekspira, Johanna Wolfganga Goethego, Thomasa Stearnsa Eliota)38.
Po wyjaśnienia, dlaczego topika orfejska stała się nośnikiem znaczeń utworów Kazimierza Wierzyńskiego i tak wielu pisarzy, także w minionym stuleciu, trzeba zwrócić się do znawców tej problematyki. Wielu historyków filozofii i religioznawców wskazywało na głębię religijno-filozoficznych idei orfików oraz ich prekursorstwo w świecie antycznych wierzeń i teorii. Sięgnijmy do wspaniałej syntezy Mircei Eliadego:
Pewien związek pierwiastka boskiego i ludzkiego dokonywał się podczas dionizyjskich orgia, ale był on tymczasowy i uzyskiwany przez obniżenie poziomu świadomości. Akceptując bachiczną lekcję (partycypacji człowieka w boskości), "orficy" wyciągali z niej logiczne wnioski: o nieśmiertelności i, co za tym idzie, boskości duszy. I zamienili orgia na katharsis - technikę oczyszczenia, której uczył Apollon.
Kitarzysta [Orfeusz grający na kitarze - K.D.] stał się symbolem i patronem całego ruchu, "inicjacyjnego" i "popularnego" zarazem, znanego pod nazwą orfizmu. Wśród cech wyróżniających ten ruch religijny należy przede wszystkim zwrócić uwagę na znaczenie przywiązywane do tekstów pisanych, do "ksiąg". Platon odwołuje się do szeregu ksiąg przypisywanych Orfeuszowi i Musajosowi (uchodzącemu za jego syna lub ucznia), a rozważających kwestie oczyszczenia i życia po śmierci39.
Znaczenie Pitagorasa i jego zwolenników w dziejach ludzkiej myśli tak natomiast charakteryzował cytowany tu rumuński emigrant - antykomunista o powojennej biografii trochę podobnej do biegu życia Wierzyńskiego, czołowy myśliciel dwudziestowieczny:
Wielką zasługą Pitagorasa jest zbudowanie fundamentów "wiedzy całościowej" typu holistycznego, w której poznanie naukowe zostało włączone w całokształt zasad etycznych, metafizycznych i religijnych, którym towarzyszą rozmaite "techniki ciała". W sumie poznanie miało funkcję zarazem gnoseologiczną, egzystencjalną i soteriologiczną.
Warto też przypomnieć, co pisał Eliade o wpływie koncepcji orfickich na uniwersalną kulturę w następnych epokach:
[...] w pierwszych wiekach chrześcijaństwa przede wszystkim dzięki neoplatonikom i neopitagorejczykom pojawia się nowa fala orficyzmu. [...] Postać zaś samego Orfeusza stawała się przedmiotem wciąż nowych, niezależnych od "orfizmu" reinterpretacji żydowskich i chrześcijańskich teologów, hermetystów i filozofów Renesansu, poetów od Poliziana do Pope'a, od Novalisa po Rilkego i Pierre'a Emmanuela. Orfeusz to jedna z rzadkich mitycznych postaci Grecji, o których Europa chrześcijańska, oświeceniowa, romantyczna czy nowoczesna nie chce zapomnieć.
Wybór motywów oraz wartości związanych z orficyzmem był dla powojennego Wierzyńskiego decyzją logiczną i wręcz konieczną. Doświadczenia związane z II wojną światową - osobiste, rodzinne, narodowe, uniwersalne - pogrążały go w stanach bliskich rozpaczy i wywoływały pesymistyczne refleksje. Ocalenia szukał w kilku przestrzeniach: w niemal mistycznym przeżywaniu natury, chrześcijańskiej historiozofii i eschatologii; w zasobach pamięci, w wierze w moc sztuki, a zwłaszcza poezji i stanowiącego jej fundament języka. Wszystkie te treści prowadziły Wierzyńskiego w stronę Orfeusza. W Rozmowie z Orfeuszem znajdujemy niemal pełen repertuar motywów z tego kręgu. Rozmówca podmiotu lirycznego potwierdza znane z mitologii tragiczne przeżycia:
Przeszedłem ciemność i piekło.
Wszystko straciłem a żyję
I tylko co nocy groza
Jak szorstka pętla powroza
Ściska mi szyję.
[...]
I powiem ci coś więcej. Nie zmienię mą sztuką
Nawet tego, że mnie tu bachantki zatłuką.
Pijane dziewki trackie dzidami przebiją
I poszarpią i lirę mą rzucą do rzeki,
W głąb nicestwa, byś nie był własnością niczyją40.
Ale w innych fragmentach utworu pojawia się przekonanie o sile sztuki, o słowie nie tylko nazywającym i ułatwiającym komunikację międzyludzką, ale o mowie zmieniającej rzeczywistość, dokonującej cudów:
Że kiedy grałem, Tantal zapomniał o męce:
Że Syzyf przestał toczyć pod górę swą skałę,
Usiadł na niej i słuchał; że Furie płakały41.
Na początku wiersza pojawia się także ogólna prawda o nadzwyczajnej, jedynie wytworom artysty należnej wartości; formuła liryczna tak charakterystyczna dla twórczości Wierzyńskiego po II wojnie światowej i tak sugestywna, że posłużyła Agnieszce Rydz za tytuł monografii42 traktującej o tym okresie poezji autora Siedmiu podków:
Nikt mnie już nie oszuka,
Świat nie ma sensu.
Sens ma sztuka43.
W Słowie do orfeistów trzeba zwrócić uwagę na zastanawiający fragment o tajemniczej genezie sztuki poetyckiej, tak różny od przeważających w XX w. teorii literackich, które akcentowały racjonalistyczny wymiar pracy artysty słowa, jej techniczny wymiar, konstruktywizm. Dla przedstawicieli Krakowskiej Awangardy poeta był rzemieślnikiem/robotnikiem pracującym w języku, natomiast w utworze Wierzyńskiego sprawa przedstawia się zupełnie inaczej:
Kto za mną staje, nie wiem, ale wiem, że tam jest,
Co mówi, nie wiem, ale powtarzam to za nim,
Nie słyszę tych słów, ale zapisać je umiem.
[...]
Więc wołam was, orfeiści, jeśli kto mi zaufa,
Powtarzajcie słowa podszeptywane,
Nie patrzcie, kto stoi za wami,
DOBRZE, CUDOWNIE ŻE JEST44.
Podobnie irracjonalne, zbliżone do paradoksalnego języka mistyki definicje procesu twórczego znajdujemy w tamtych latach w wierszach innego wielkiego polskiego poety. Czesław Miłosz w utworze datowanym "Berkeley 1968", zatytułowanym Ars poetica?, a więc niezwykle ważnym dla estetycznej świadomości autora, zapisał:
W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz o której nie wiedzieliśmy że w nas jest,
więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.
Dlatego słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion.
[...]
Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument45.
Obaj nasi wielcy poeci przezwyciężają w swoich przeświadczeniach twórczych dominujące w ich epoce koncepcje poezji jako działania w pełni kontrolowanego, wytworu pracy indywidualnego mózgu czy sprawności, której można się nauczyć. Podobnie odnosili się sceptycznie do teorii i praktyki nurtów awangardowych, a Miłosz - początkowo czołowa postać nowatorskiego ruchu literackiego (Drugiej Awangardy albo inaczej Awangardy Wileńsko-Lubelskiej) - w dojrzałej i późnej twórczości, szczególnie w Traktacie poetyckim (pierwodruk "Kultura" paryska 1956, nr 6 i 12), z ironią lub wręcz szyderczo wypowiadał się o autorach głoszących taki pogląd:
Awangardzistów było bardzo wielu.
Podziwu godny z nich jest tylko Przyboś.
W sól, w popiół padły narody i kraje
A Przyboś został, tak jak był, Przybosiem46.
Do mitu orfickiego nawiązywali w powojennych dziesięcioleciach także inni wybitni pisarze polscy: Zbigniew Bieńkowski, Mieczysław Jastrun, Anna Świrszczyńska i Józef Wittlin; omawiałem tę kwestię w innym studium47. Ale oprócz pozytywnych odniesień inspirujących twórczość pojawiały się polemiki z wartościami niesionymi przez tradycję orficko-pitagorejską. Agnieszka Rydz udowodniła w swej monografii, że Tadeusz Różewicz w drugiej części poematu Równina (1954) zakwestionował aksjologię orfickiego mitu, a do tego sporu włączył się kilka lat później Wierzyński:
[...] utwór [Słowo do orfeistów] autora Tkanki ziemi "zdradza" przypuszczalną znajomość Różewiczowskiego liryku. Pozwala więc postawić hipotezę, iż jasna, rozbrzmiewająca głosami wersja orfizmu Wierzyńskiego została świadomie ukształtowana w konfrontacji z niemą i zanurzoną w ciemności realizacją archaicznego toposu przez Różewicza48.
Można zgodzić się z hipotezą badaczki o nawiązaniu przez Wierzyńskiego w Słowie do orfeistów z 1959 r. dialogu z autorem Niepokoju, ale wiemy, że motywy orfickie występowały w jego liryce znacznie wcześniej, sporo lat przed datą publikacji Równiny Różewicza.
Pojawienie się orficyzmu w poezji Wierzyńskiego na początku drugiej połowy XX w. było odpowiedzią na indywidualne i zbiorowe doświadczenia poprzednich lat. Po tragediach i zbrodniach totalitaryzmów, po II wojnie światowej, ludobójstwie, załamaniu się zachodniej cywilizacji i triumfach komunizmu nie można było kontynuować literatury wcześniejszej. Ciężar nieznanych dotąd zjawisk historycznych i egzystencjalnych mogła unieść i ocalić człowieka przed zniszczeniem nowa sztuka słowa, skromniejsza i mniej autoteliczna, wyciągająca wnioski z kryzysu kultury, ale niepoddająca się nihilizmowi. A więc nie liryka pojmowana jako "język w języku" - artystyczny sposób mówienia odmienny od potocznej komunikacji - lecz język pełny, zdolny unieść całe doświadczenie nowoczesnej ludzkości. Żeby sprostać temu zadaniu, trzeba było odkryć i uruchomić ukryte, tajemnicze energie uśpione dotąd w języku, ludzkiej duszy, całym bycie49:
Ale dla czegoś co jest silniejsze niż ja
I sto razy więcej ode mnie znaczy,
Trwam przy mojej zaciętej niezgodzie,
Podnoszę bunt,
Podnoszę miłość
Podnoszę wszelkie żywe istnienie
Przeciwko rozpaczy50.
Podporządkowanie poezji i poety czemuś, "co jest silniejsze niż ja" i znaczącemu "sto razy więcej", nie przekreśla bezcennej wartości sztuki słowa. Wprost przeciwnie - związek z kosmicznym misterium nadaje jej utraconą wcześniej wielkość, wyposaża w niezwykłą siłę - zainspirowany nią człowiek może stawiać opór niszczącym mocom historii i przezwyciężyć nihilizm, ten nowoczesny szał dionizyjski przynoszący tyle nieszczęść ludziom w XX w. Wydobycie tych dobroczynnych energii ułatwił powrót do religijnych początków sztuki, do orfickich źródeł poezji, wyobraźni, kultury.
2018
W rozprawie tej wykorzystałem wcześniejsze szkice o Kazimierzu Wierzyńskim: Historyczna klęska i szukanie ocalenia, "Ethos. Kwartalnik" 1990, nr 1/2; Rozmowa z Orfeuszem [w:] Czytanie Wierzyńskiego, red. W. Lewandowski, J. Osiński, Toruń 2019.
Przypisy
Religijny patriotyzm i orficyzm. Kazimierz Wierzyński
1 J. Lechoń, K. Wierzyński, Listy 1941-1956, oprac. B. Dorosz, P. Kądziela, Warszawa 2016; M. Grydzewski, K. i H. Wierzyńscy, Listy 1920-1969, t. 1: 1920-1947, t. 2: 1948-1952, t. 3: 1953-1957, t. 4: 1958-1969, oprac. eidem, Warszawa 2022.
2 Zob. https://filologia.uwb.edu.pl/projekty/projekty-naukowe-i-dydaktyczne/projekty-realizowane-na-wydziale-filologicznym/naukowa-krytyczna-edycja-z-rekopisow-korespondencji-tymona-terleckiego-z-jerzym-giedroyciem-mieczyslawem-grydzewskim-jane.
3 M. Grydzewski, K. i H. Wierzyńscy, Listy 1920-1969..., t. 4: 1958-1969, s. 630, list z 25 IV 1967 r.
4 K. Wierzyński, Moja prywatna Ameryka, Londyn 1966, s. 39.
5 Ibidem, s. 57-58.
6 Ibidem, s. 51.
7 S. Márai, Dziennik 1949-1956, tłum. T. Worowska, Warszawa 2017; idem, Dziennik 1957-1966, tłum. eadem, Warszawa 2018. Amerykańskie zapiski zaczynają się w Dzienniku 1949-1956, s. 207.
8 K. Wierzyński, Moja prywatna..., s. 8.
9 Ibidem, s. 23.
10 Zob. K. Dybciak, Gra z losem i geohumanizm [w:] idem, Gry i katastrofy, Warszawa-Kraków 1980.
11 K. Wierzyński, Biblia polska [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2021, s. 39-40.
12 Idem, Wstążka z "Warszawianki" [w:] idem, Poezje zebrane, t. 1, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2021, s. 571.
13 Idem, Współczesna literatura polska na emigracji, Nowy Jork 1943, s. 46.
14 Idem, Via Appia [w:] idem, Poezje zebrane, t. 1..., s. 576.
15 Idem, Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny [w:] idem, Poezje zebrane, t. 1..., s. 680.
16 Idem, Na rozwiązanie Armii Krajowej [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 58.
17 Idem, Z Izajasza [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 15.
18 Idem, Panie zastępów [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 14.
19 Idem, Do poetów [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 7.
20 K. Dybciak, Gra z losem i geohumanizm [w:] idem, Gry i katastrofy...
21 K. Wierzyński, 1-go września 1944 [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 52.
22 Idem, Krzyże i miecze [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 92.
23 Idem, Klechda [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 85.
24 Idem, Biblia polska [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 40.
25 Idem, Jest w Polsce jedna droga [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 47.
26 Idem, Powrót [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 72.
27 Idem, Polsko, którą przezwano... [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 62.
28 Idem, Do sumienia świata [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 65.
29 M. Dłuska, Studia i rozprawy, t. 3, Kraków 1972; T. Terlecki, Wierzyński, czyli poeta [w:] "Przebity światłem". Pożegnanie z Kazimierzem Wierzyńskim, Londyn 1969 [...].
30 M. Dłuska, Kazimierz Wierzyński 1894-1969 [w:] Obraz literatury polskiej. Literatura polska w okresie międzywojennym, t. 2, red. J. Kądziela, J. Kwiatkowski, I. Wyczańska, Kraków 1979, s. 332.
31 K. Wierzyński, Podzwonne za kaprala Szczapę [w:] idem, Poezje zebrane, t. 1..., s. 706.
32 Ibidem, s. 700-701.
33 Ibidem, s. 698.
34 Trafnie i zwięźle scharakteryzowała wczesną lirykę Wierzyńskiego Maria Dąbrowska: "To jest chyba najradośniejsza poezja wszystkich czasów. Aż nie do wiary, że można było tyle wspaniałej poezji wydobyć z samej tylko radości istnienia" ("Przebity światłem"..., s. 8).
35 K. Wierzyński, Rozmowa z Orfeuszem [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 315-316.
36 Idem, Muzy [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 97-98.
37 Z. Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian, Warszawa 2003, s. 353-354.
38 H. Schavernoch, Die Harmonie der Sphären. Die Geschichte der Idee des Welteinklangs und der Seeleneinstimmung, Freiburg-München 1982.
39 Cytat ten i dwa kolejne: M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. 2: Od Gautamy Buddy do początków chrześcijaństwa, tłum. S. Tokarski, Warszawa 1994, s. 124-131.
40 K. Wierzyński, Rozmowa z Orfeuszem [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 316.
41 Ibidem, s. 315.
42 A. Rydz, "Świat nie ma sensu, sens ma sztuka". O powojennej poezji Kazimierza Wierzyńskiego, Warszawa 2004.
43 K. Wierzyński, Rozmowa z Orfeuszem [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 315.
44 Idem, Słowo do orfeistów [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 316.
45 C. Miłosz, Ars poetica? [w:] idem, Wiersze, t. 3, Kraków 2009, s. 78.
46 Idem, Traktat poetycki [w:] Wiersze, t. 2, Kraków 1987, s. 17.
47 K. Dybciak, Istnienie jest śpiewem i rytmem. Współczesny orficyzm [w:] idem, Trudne spotkanie. Literatura polska XX wieku wobec religii, Kraków 2005.
48 A. Rydz, "Świat nie ma sensu, sens ma sztuka"..., s. 164.
49 Takie przekonania były stałym elementem samoświadomości estetycznej i programem pisarskim Wierzyńskiego, wcześniej wyrażanym głównie w języku tradycji chrześcijańskiej, jak w utworze otwierającym wojenny tom Krzyże i miecze: "Bóg wziął nas do swojego na termin rzemiosła / I nakazał w nim służyć śród burz i rozgromu, [...] / I tak padać w tej służbie będziemy do końca / I tylko gorzka prawda osłodzi konanie, / Że w nas był wiary świata jedyny obrońca, / Bo minie nawet wojna a słowo zostanie" (Do poetów, 1943).
50 K. Wierzyński, Przerażony [w:] idem, Poezje zebrane, t. 2..., s. 509.
Smakosz życia, więc antykomunista. Mieczysław Grydzewski
Na początku trzeba jak najkrócej przypomnieć znaczenie dorobku Mieczysława Grydzewskiego1. Nie będę cytował przyjaciół redaktora potrójnych "Wiadomości"2 ani twórców jego formacji intelektualnej lub jego pokolenia. Bardziej bezstronne jest świadectwo pisarza znacznie młodszego, reprezentanta grupy poetyckiej startującej w połowie lat pięćdziesiątych i wyrażającej inne doświadczenia życiowe, inną estetykę oraz poglądy polityczne, czyli przedstawiciela grupy młodych intelektualistów emigracyjnych w dużej mierze zbuntowanych przeciwko stylowi myślenia i pisania preferowanemu na łamach londyńskiego tygodnika3.
Wybitny poeta, tłumacz, badacz i krytyk literacki Florian Śmieja był czołowym przedstawicielem grupy "Kontynentów", redaktorem czasopism, które nadały nazwę plejadzie młodych pisarzy dojrzewających i wykształconych na obczyźnie. Redagował "Merkuriusza Polskiego" (1957-1958) oraz "Kontynenty" (1962-1964), studiował iberystykę i anglistykę, uzyskiwał stopnie naukowe na Uniwersytecie w Cork w Irlandii, w King's College Uniwersytetu Londyńskiego; potem wyjechał do Kanady i był profesorem University of Western Ontario. Jego pochwała dzieła Grydzewskiego jest trochę taktycznie nielogiczna, ale merytorycznie uczciwa - musiał ją sformułować jako odpowiedzialny historyk literatury:
Wertowanie każdego rocznika "Wiadomości" jest pławieniem się w bogactwie. Zgromadziły one niezrównany materiał. To wiano redaktora Mieczysława Grydzewskiego jest bezcenną kopalnią informacji o naszym życiu artystycznym i kulturalnym, z której obecnie czerpią pokolenia wychowane w oddzieleniu od tej tradycji i w ignorancji, jeżeli nie wręcz w nienawiści do wszystkiego, co było przed nastaniem ery Polski Ludowej. Lektura tych tekstów musi obowiązywać ludzi pragnących mieć pełną znajomość polskiego dorobku kulturalnego naszego wieku, dorobku nieokaleczonego cenzurą czy opaczną krytyką. Bez tej korekty będziemy dalej brnąć po niewłaściwej drodze4.
Czy znalazło zrozumienie - w kraju po 1989 r. - cytowane wezwanie Floriana Śmiei i czy dalej nie "brniemy po niewłaściwej drodze", nie jestem pewien. Ta niepewność była jednym z motywów napisania portretu Mieczysława Grydzewskiego ze szczególnym uwzględnieniem jego pisarstwa.
Powszechnie wiadomo, że Mieczysław Grydzewski był twórcą "Wiadomości", a także architektem i reżyserem każdego numeru przez lat dwadzieścia. Równie popularna jest wiedza o tym tygodniku jako głównej trybunie literackiej emigracji na Wyspach Brytyjskich i o roli politycznej pisma, które zastąpiło parlament poza krajem, jak pisał Józef Mackiewicz. A jaki stereotyp "niezłomnych z Londynu" zamieszkał w głowach inteligentów krajowych i części emigracyjnych? Wedle tego stereotypu styl zachowań i pisemnych wypowiedzi Niezłomnego był patetyczny i przeważnie żałobny, świat duchowy - ciasny i "zaściankowy", kontakt z bieżącym życiem kulturalnym Zachodu - minimalny, a swoje zainteresowania kierował on niemal bez reszty w przeszłość. Dominantami światopoglądu miały być: patriotyzm przechodzący w nacjonalizm, żarliwa wiara katolicka połączona z pokornym posłuszeństwem instytucjonalnemu Kościołowi, obyczajowa pruderia i czołobitność względem kapitalistycznych mocarstw.
Po lekturze prozatorskich tekstów Grydzewskiego, pisanych przez lat dwadzieścia z górą, czytelnik znajduje się w kłopotliwej sytuacji. Stereotypowy portret "bogoojczyźnianego" emigranta londyńskiego niemal zupełnie nie pasuje do obrazu autora tekstów podpisywanych "Silva". Przytoczona wyżej charakterystyka ideologicznego i raczej tępego uchodźcy jest karykaturą kogoś namiętnie zainteresowanego rozmaitością zjawisk współczesnej kultury, czytającego taką masę nowości zachodniego piśmiennictwa, że mogliby mu pozazdrościć redaktorzy "Kultury" nie tylko warszawskiej; kogoś piszącego krytycznie o dawnej i nowej polityce Watykanu, wroga patosu i uroczystych stylizacji, ironisty systematycznie naigrywającego się z elit mocarstw zachodnich oraz erudyty ze znawstwem rozprawiającego np. o węzłowych problemach prostytucji i subtelnościach kuchni francuskiej...
A teraz szczegółowo i po kolei o prawdziwym obliczu pisarstwa Grydzewskiego. Zgodnie z tradycją naszej literatury dział "Silva rerum" jest zróżnicowany rodzajowo i podporządkowany zasadzie różnorodności formy i treści. Grydzewski jest więc autorem jednozdaniowych glos, złotych myśli i minikomentarzy, jedno- albo kilkuakapitowych anegdot i facecji oraz większych, parostronicowych opowieści, a nawet paroodcinkowych narracji. Te rozmaite wypowiedzi sylwiczne nie są chaotycznym "lasem rzeczy", dzikim ostępem, gdzie wyrasta to, co wiatr przywieje. Prezentowane teksty są produktem ogromnej pracy erudycyjnej, a całością dzieła rządzi zasada selekcji i sztuka montażu.
Mimo rozmaitości tematów i form gatunkowych autor nadaje całości indywidualne piętno, choć pozostaje dyskretnie ukryty za przedstawianymi wydarzeniami. Obecność podmiotu przejawia się w humorze, bowiem większość przytaczanych fragmentów i opowiadanych zdarzeń ma aspekty komiczne. Autor operuje subtelnym dowcipem, apelującym przeważnie do zakładanej dużej wiedzy odbiorcy - dowcipem wymagającym wrażliwości językowej, erudycji historycznej, estetycznego wyrafinowania; nierzadko odwołuje się do mechanizmów purnonsensu. Grydzewski umie doszukać się komizmu w utworach na pozór poważnych i zdarzeniach niewesołych. A przy tym jest to humor bardzo polski i w materii staropolszczyzny świetnie zadomowiony. Ma pewien wymiar sarmacki - wyraża się on obroną rodzimych tradycji z pomocą śmiechu i kpiną z dziwactw cudzoziemskości oraz rubasznością, nieprzekraczającą jednak granic dobrego smaku.
Poczucie smaku i powszechność żywiołu ludycznego prowadzi do innej podstawowej kategorii literackiego świata Grydzewskiego. Jest nią towarzyskość, co może zrazu zdziwić u tego sławnego odludka, źle czującego się już w towarzystwie dwu osób. Lecz właśnie mechanizm kompensacji wpływał decydująco na kształt pisarstwa Grydza, jak nazywali go znajomi. W świecie tekstów budował sytuacje konwersacji klubowo-kawiarniano-domowej, organizując quasi-rozmowy autorów i utworów, konfrontacje stanowisk politycznych lub artystycznych, czasów, cywilizacji. Przedłużając rolę pełnioną w redakcjach "Wiadomości", był nadal reżyserem spotkań i dyskusji, aranżował spięcia i tworzył rozmaite całości. Nie popełnię biografistycznego nadużycia, jeżeli wskażę na genezę pisania Grydzewskiego - sytuację osamotnienia w powojennym Londynie, kiedy skamandryci w komunistycznej Polsce stali mu się psychicznie obcy, a inni byli dalecy geograficznie.
W towarzystwie trzeba być przede wszystkim interesującym i miłym, pierwszym przykazaniem tam obowiązującym jest "nie nudzić". Dlatego z morza zapisanych informacji wyławiał w czytelni British Museum rzeczy: 1 - przykuwające uwagę, niezwykłe, a nawet w pewien wyrafinowany sposób sensacyjne; 2 - pouczające, nieznane, o dużym nasyceniu nową wiedzą. Wynajdował więc fakty i zdarzenia oryginalne, dotąd nieomawiane albo zapomniane w danej chwili.
W tych poszukiwaniach kuriozów i cudactw wszelakich zachowywał miarę, był elegancki i stosował kryteria moralne. Omawiając "rewizjonistyczną" książkę włoskiego pisarza, rehabilitującego Nerona jako oryginała i śmiałka przekraczającego wszelkie tabu, wyliczywszy wszystkie jego zbrodnie, rzeczywiście nowatorskie, Grydzewski jako pointę wznosi okrzyk: "Niech żyją cnotliwi nudziarze!" 5.
Nie przekraczając granic przyzwoitości, stosował jednak działania demistyfikujące, i to wobec nawet wielkich twórców zasłużonych dla sprawy wolności - potrafił odsłonić duchowy despotyzm w pismach i społecznej aktywności Adama Mickiewicza. Niemal bez przerwy podważał stereotypy: odwracał oceny dzieł filo- i antysemickich, namiętnie zwalczał przejawy antypolonizmu, bronił też np. moralności Stanisława Przybyszewskiego, podkreślając jego nieśmiałość i dobroć, a nawet religijność... głębszą niż Henryka Sienkiewicza i Józefa Weyssenhoffa. Analitycznie rozkładał niektóre narodowe mity i symbole, chociaż był polskim patriotą zdecydowanym i konserwatywnym.
Dla dogmatycznych postępowców, reagujących na słowo "antykomunista" automatycznie określeniami "skrajny" lub "zoologiczny", dużym zaskoczeniem będzie przypomnienie jego luźnego stosunku i krytycyzmu wobec niemądrze antykomunistycznych zarządzeń władz USA (u tego radykalnego, ale i elastycznego antytotalisty!). Nawiązując do listu Grahama Greene'a opublikowanego w "Daily Telegraph" w okresie koegzystencji mocarstw - o jego kłopotach wizowych spowodowanych tym, że przez miesiąc był kandydatem na członka partii komunistycznej - tak pisał redaktor "Wiadomości":
W czasie wojny cudzoziemiec, który był antykomunistą, nie mógł marzyć o wizie do Stanów. Przy koziołkach polityki amerykańskiej, po wizycie Chruszczowa, a pod nieobecność Mac Carthy'ego [McCarthy'ego], może się zdarzyć, że Greene w dalszym ciągu będzie podejrzany w oczach władz amerykańskich, choć tym razem nie dlatego, że wstąpił do partii komunistycznej, ale dlatego, że z niej wystąpił6.
Podkreślając jego przekorę, niedogmatyczność, niepokorność, nie należy zapominać o drugiej stronie analizowanego pisarstwa. Grydzewski był liberałem, ale trzeba natychmiast dodać: liberałem konserwatywnym. Naczelną wartością jego aksjologii była wolność rozumiana tradycyjnie - wsparta na etyce i służąca prawdzie, a nie zachciankom jednostki. Walczył o wolność słowa, a nawet (umiarkowaną) obyczajów, sam był indywidualistą i cenił tę jakość u innych - łączył to z miłością do ojczyzny oraz szacunkiem dla tradycji narodowej i europejskiej. Żywiołowej niechęci do wszelkich kolektywizmów i centralizmów towarzyszyła u niego niechęć do plebejskości: nie cenił, a może raczej nie dostrzegał ludowej kultury, lekceważąco traktował proletariat, o socjalizmie wyrażał się z przekąsem.
W jego systemie wartości czołowe miejsce zajmowały patriotyzm i cnoty obywatelskie, a tradycja szlachecko-inteligencka była mu najbliższa. Niewątpliwie idealizował polskość, krzywdy wyrządzone Polsce ukształtowały jego stosunek do Rosji i Niemiec - pełen obcości i niechęci; także niechętnie, choć w mniejszym stopniu, wypowiadał się o krajach anglosaskich. Przejawem jego wielkoduszności było odnoszenie się do antysemityzmu: minimalizował jego znaczenie w przeszłości polskiej; przed wojną ukazywało się sporo złośliwości z powodu jego pochodzenia żydowskiego i podobnej genealogii ludzi ze środowiska "Skamandra" oraz "Wiadomości Literackich". Grydzewski natomiast pisał o "poczciwych polskich antysemitach", o ideowym filarze Narodowej Demokracji wyrażał się: "zacny i wzruszający profesor Stroński", niezwykle cenił Adolfa Nowaczyńskiego i zaprzeczał, jakoby był on antysemitą.
Łagodne traktowanie przejawów nawet szowinizmu wynikało z właściwego mu poczucia miary i sprawiedliwości. W stuleciu wielkich zbrodni i masowych prześladowań zbytnie podkreślanie polskich wad stanowiłoby rodzaj faryzeizmu i odwracało uwagę świata od spraw naprawdę ważnych. Gorzką aktualność do dziś zachowała jego uwaga z 1950 r.:
W trzysta lat potem na tych samych ziemiach, na których "barbarzyński" Jarema [Jeremi Wiśniowiecki - K.D.], zapewne w imię osławionego antysemityzmu polskiego, dawał taką ochronę bezbronnym Żydom, sławny z kultury naród niemiecki wymordował bez żadnych powodów sześć milionów ludzi tego samego plemienia. Ale ta zbrodnia jak się nie liczyła, tak się nie liczy i liczyć nie będzie. Żaden szanujący się pisarz w świecie anglosaskim nie wypomni Niemcom tej hekatomby na miarę nieznaną w dziejach, każdy będzie pamiętał ławki żydowskie na uniwersytetach polskich7.
W recenzjach z czasopism i książek obcojęzycznych stałym wątkiem rozważań Grydzewskiego był antypolonizm.
Autor działu "Silva rerum" przejawiał też bardzo polską tendencję do oceniania katolicyzmu z narodowego punktu widzenia - jak nasi wielcy (i mniejsi) pisarze ostatnich dwu stuleci, lubił pouczać papieży, co powinni robić dla dobra naszego interesu narodowego. Dość często pojawiały się w jego sylwach krytyki działalności Kościoła w jego planie "ziemskim": organizacyjnym i politycznym. Szczególnie poruszała naszego autora zła dla Polski i innych ujarzmionych narodów polityka Watykanu, niedorastanie niektórych papieży do wielkości powołania. Zastrzegał się przy tym, iż chodzi mu tylko o niefortunną praktykę, a nie o podważenie powagi Stolicy Apostolskiej. Jego stanowisko można trochę złośliwie streścić w języku współczesnym następująco: "papiestwo - tak, wypaczenia watykańskie - nie".
Sprawy czysto religijne interesowały Grydzewskiego mało - mam na myśli zagadnienia doktrynalne, obrzędowość, systemy etyczne itd. Lekko irytowało go przykładanie zbyt dużej wagi do roztrząsań teoretycznych, więc przypominał wątpliwości teologiczne czołowych pisarzy (np. pisał obszernie w tym kontekście o Janie Kochanowskim). W religii cenił zawartość etyczną, jej wpływ na dobre postępowanie ludzi i oczywiście przywiązany był do polskiej obyczajowości oraz kultury wypływającej ze źródeł chrześcijańskich. Ten ewangelik skłaniał się pod koniec życia do przejścia na katolicyzm, ale niewiele śladów tych przeżyć wewnętrznych znajdujemy w tekstach "Silvy".
Tradycyjny patriotyzm odciskał się także w języku: wystrzegał się we własnym pisaniu i wręcz tępił u innych zapożyczenia leksykalne z obcych języków. Był tak skrajnym przeciwnikiem cudzosłówstwa, że wolał stracić ważnego współpracownika niż przepuścić jakiś rusycyzm, germanizm czy anglicyzm. Ten puryzm językowy czasem zabawnie kontrastował ze smakoszostwem życia Grydzewskiego. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że kochał swoją redakcyjną robotę; przyjemność sprawiało mu układanie antologii, czytanie i pisanie - trafnie określił go Tymon Terlecki, nazywając "hedonistą pracy"8.
Ale wspomnienia znajomych i lektura tekstów Grydzewskiego ukazują go jako umiarkowanego hedonistę nie tylko pracy. Wielokrotnie wspominał ze znawstwem i przyjemnością o rozkoszach kuchni, z przejęciem śledził dzieje rozmaitych udogodnień, nawet takich jak wanna i sedes, nie unikał spraw erotycznych. Pisał wprawdzie o ustawach wojskowych "twardych i nieugiętych w zakresie spraw seksualnych" jako o przejawie polskiego humanitaryzmu, jednak z dużym zrozumieniem wypowiadał się w paru miejscach o "pannach wesołych"; przyznawał, że w określeniu "dziewki miłosierne" jest wiele "prawdy, wdzięczności i hołdu". Sporo życzliwości dla nich zachował ten pełen energii koneser uroków życia. (Tadeusz Nowakowski napisał z właściwym mu talentem słowotwórczym o jego "sentymentalnym zamtuzofilstwie"9).
Aby właściwie ocenić kunszt pisarski Grydzewskiego, trzeba mieć dużo wiedzy i wyrafinowanie estetyczne. Jego humor, pomysłowość, erudycja mogły przypaść do gustu niewielu, niech nas więc nie dziwi zanadto, iż książkowe wybory jego tekstów ukazały się ćwierć wieku po napisaniu ostatniego10. Cenili go albo wybitni uczeni (Maria Danilewiczowa, Oskar Halecki, Tymon Terlecki, Wiktor Weintraub) za walory poznawcze, albo twórcy obdarzeni błyskotliwością i wybornym poczuciem humoru. Z najwyższym uznaniem pisali o jego prozie Wacław Zbyszewski i najwybitniejszy satyryk swego czasu Marian Hemar. Warto przytoczyć oceny tego ostatniego:
W Londynie bania prozy pękła nad głową. Spłynęła na niego łaska świetnego pisania. [...] Na setki, na tysiące zaczęły się liczyć takie arcydziełka, notatki, wypisy Silvy. Ocknął się w nim eseista wyborny, felietonista wykwintny, historyk dociekliwy, krytyk świetny. [...] przede wszystkim język polski, tak piękny, tak giętki i bystry - wszystko daje wspaniały obraz ćwierci wieku emigracji, oglądanej, przeżytej, wyrażonej humorem i mądrością najciekawszej pośród nas, najgłębszej indywidualności11.
Z paru tysięcy stron rubryki "Silva rerum" wyłania się postać sarmaty i sybaryty, gourmeta i pracoholika, konesera i patriotycznego wojownika pióra. Antykomunizm łączy się tu logicznie, a nawet w oczywisty sposób, ze smakowaniem życia i wyrafinowaną kulturą. Ktoś, kto czerpał radość z pracy swobodnie wybranej i kształtowanej, kto żarłocznie i bez ograniczeń chciał poznawać rzeczywistość, kto wręcz biologicznie zakorzeniony był w tradycji europejskiej i polskości - musiał odrzucać z pasją ideologię oraz ustrój zakazów i ograniczeń, szarości i brzydoty, zwalczania indywidualności i dręczenia mas. Dlatego był niezłomny w obronie życia z uśmiechem, a nawet bezwzględny w stosunku do niewolników totalizmu, choćby byli nimi dawni koledzy i filary jego pism: Jarosław Iwaszkiewicz, Antoni Słonimski i Julian Tuwim.
Przez długie lata Grydzewski uchodził za wybitnego redaktora, niemal rekordaktora, oraz staroświeckiego glosatora. Lecz po przeczytaniu jego dzieła trzeba sparafrazować zdanie, które napisał o redaktorze "New Yorkera" Haroldzie Rossie - wielu dowodziło, że był prostym mechanizmem, ale równie wielu twierdziło, że był on złożonym charakterem.
Pierwsza, krótsza wersja eseju ukazała się w zbiorowym tomie "Wiadomości" i okolice. Szkice i wspomnienia, oprac. i red. M.A. Supruniuk, Toruń 1995 (seria "Archiwum "Wiadomości"" - obecnie "Archiwum Emigracji"), red. S. Kossowska i M.A. Supruniuk.
Dalsza część w wersji pełnej