R O Z D Z I A Ł 1
Jak średniowieczny człowiek myślał o zwierzętach?
średniowiecze jest epoką niesamowicie ciekawą, głównie dlatego, że prawie wszystko, co występowało w świecie otaczającym człowieka, stanowiło jakiś symbol. Cała natura była odzwierciedleniem głębszego znaczenia, czegoś, co Bóg chciał przekazać człowiekowi jako pewną informację, bo przecież wszystko, co stworzył, istnieje po coś. Odnajdywanie znaczeń tych symboli pozwala nam zbliżyć się do tego, jak średniowieczne społeczeństwo postrzegało świat natury. Ale najlepsze jest to, że symbolika każdego zjawiska i przedmiotu była ambiwalentna - co oznaczało, że jedna rzecz mogła mieć różne, a nawet zupełnie ze sobą sprzeczne znaczenia w innych kontekstach. To samo zwierzę mogło być więc symbolem dobra i Chrystusa, ale też zła i szatana!
Przypomnijmy sobie teraz znów wspomniane przeze mnie we wstępie średniowieczne ilustracje zwierząt i fakt, że wyglądają one dla nas dziwacznie. Czy ilustratorom tamtych czasów aż tak brakowało talentu, że nie umieli oddać zwierzęcia choć trochę podobnego do tego, które widzi? Moi drodzy, 99 procent ówczesnych rysowników nigdy w życiu nie widziało większości tych zwierząt na oczy! To, jak je przedstawiali, wynikało więc głównie z powielanych utartych schematów obrazowania danego zwierzęcia i z tego, jaką treść miało ono nieść! Treść była bowiem najważniejsza. Co do formy - nie istniały szeroko dostępne atlasy zwierząt ani ogrody zoologiczne, do których dostęp miałby każdy, dlatego ilustrator, chcąc przedstawić jakieś zwierzę, musiał zaufać innemu ilustratorowi, którego pracę miał okazję zobaczyć, albo zawierzyć własnej wyobraźni, opartej na słowie pisanym. Poza tym, jeżeli chcielibyście znaleźć średniowieczne naturalistycznie oddane zwierzęta, wystarczy, że zajrzycie do późniejszych manuskryptów i poszukacie ich wizerunków na marginesach. We wczesnym okresie średniowiecza najważniejsze było jednak przekazanie treści za pomocą symbolu, później kładziono coraz większy nacisk na dekoracyjność, a dopiero u schyłku epoki na dokładne odwzorowanie rzeczywistości.
Skąd się brały symboliczne znaczenia zwierząt?
Zwierzęta miały więc dla ludzi nieco inną wartość niż dzisiaj, bo oprócz tego, że sprawdzały się w roli pupilów, żywego inwentarza, pomocy przy pracach fizycznych czy środka transportu, to niosły też ważną dla człowieka ukrytą treść. Skąd brały się te wszystkie treści i symbole? Skąd ludzie mieli wiedzieć, które zwierzę co oznacza? Otóż cechy przypisywane zwierzętom i ogólne prawa przyrody nie wynikały wcale z obserwacji natury, ale z tekstów pisanych przez tak zwanych auctores, czyli ludzi, którym należało zaufać i przyjąć za pewnik informacje, które podają. Dzisiaj moglibyśmy ich nazwać autorytetami, specjalistami w danej dziedzinie.
Pisanych źródeł interpretacji wszystkiego, co występuje na świecie, było w średniowieczu kilka, jako najważniejsze wskazać trzeba pewną świętą księgę objaśniającą symbolikę natury. I nie, wyjątkowo nie chodzi o Biblię. Mowa o dziele Physiologos, po polsku nazywanym Fizjologiem. Był to starożytny grecki traktat, powstały pomiędzy II a IV wiekiem naszej ery. Do dzisiaj nie do końca wiadomo, czy nazwa odnosi się do autora, czy do tytułu samego tekstu. Greckie słowo physiologia oznacza badanie natury rzeczy i jej przyczyn. Traktat stanowił zbiór krótkich opisów poszczególnych zwierząt, roślin, a także kamieni szlachetnych. We wczesnym średniowieczu przetłumaczono go na łacinę i opatrzono dodatkowo chrześcijańskim moralizującym komentarzem. Był to sprytny, ale nie tak rzadki zabieg w średniowieczu - korzystanie ze spuścizny kultury pogańskiej, dzięki przystosowaniu jej do nowych realiów poprzez drobne zmiany. Komentarz do opisów zwierząt tworzyły odpowiednio wybrane fragmenty Pisma Świętego, które wskazywały na daną cechę u zwierzęcia albo na jego porównanie do biblijnych bohaterów, stanowiących pewne wzorce zachowań. Pierwotny tekst Fizjologa powstał w Aleksandrii, dlatego pierwsze wydania traktują o faunie znanej ówcześnie w Afryce Północnej. W późniejszych kopiach traktat uzupełniano o gatunki europejskie. Wszystkie kolejne dzieła o zwierzętach bazowały na informacjach podanych właśnie przez Fizjologa, w nim samym z kolei można znaleźć fragmenty zaczerpnięte od Pliniusza, Arystotelesa i innych autorów starożytnych.
Inne średniowieczne teksty poświęcone zwierzętom to głównie elementy większych zbiorów wiedzy, odpowiedników encyklopedii, w których starano się zawrzeć całą dostępną wiedzę na temat ówczesnego świata, lub coś, o czym pewnie już kiedyś słyszeliście - bestiariusze. Drobna uwaga: bestiariusze to nie tylko zbiory opisów i ilustracji fantastycznych bestii i dziwacznych stworów. W średniowieczu był to po prostu zbiór wszystkich znanych zwierząt, ze wskazaniem ich cech, sposobu funkcjonowania i znaczenia ich występowania dla człowieka. Wszystkie te dzieła pisane, powtarzane ustnie, ale też używane do tworzenia przykładów do kazań w kościołach, kreowały sposób, w jaki w średniowiecznej Europie postrzegano poszczególne zwierzęta.
Oczywiście, słusznie zauważycie, że były to czasy, gdy nie każdy człowiek miał dostęp do słowa pisanego, a raczej mało osób umiało czytać, ale kultura była też wtedy oparta na słowie mówionym. Jak pewnie wiecie, chrześcijaństwo opanowało w średniowieczu całą Europę Zachodnią, a Kościół był dla społeczeństwa ogromnym autorytetem. Ludzie mogli więc słuchać moralizatorskich przykładów ze świata zwierzęcego podczas mszy, jeśli ksiądz wplótł je w treść swojego kazania. Najważniejsze, że do słowa pisanego miały dostęp osoby, które wywierały wpływ na ówczesne powszechne myślenie. Byli to głównie duchowni i księża prawiący kazania, ale też artyści, wtedy bardziej rzemieślnicy, którzy umieszczali zwierzęta w dekoracjach architektonicznych czy rzeźbiarskich. Te przedstawienia miały być z kolei na tyle dosadne, aby przeciętny człowiek mógł bez większych trudności zorientować się w nauce, którą niesie ze sobą obraz.
Chciałabym w tym miejscu rozwiać najczęściej powtarzane nieścisłości na temat czegoś, co nazywano Biblią pauperum. Rzeźbiarskie przedstawienia dla osób niepiśmiennych, o których przed chwilą wspomniałam, nie są przykładem Biblii pauperum. Większości ludzi wydaje się, że jest to określenie na każdą historię o tematyce biblijnej, która zamiast przez słowo pisane została przekazana przez obrazy, a więc rzeźbę czy malowidło, tak by stała się zrozumiała dla ludzi ubogich, niepotrafiących czytać. Jest to skojarzenie błędne, ponieważ Biblia pauperum to w rzeczywistości księga zawierająca zestawienie scen ze Starego i Nowego Testamentu na zasadzie typologii, czyli wspólnego typu - tematu przedstawień. Dzięki takiemu porównaniu historii z dwóch testamentów, przy bardzo dobrej znajomości Biblii, można wywnioskować, że niektóre zdarzenia ze Starego Testamentu zapowiadają to, co zdarzy się w Nowym Testamencie. Biblia pauperum była używana przez uczonych duchownych do egzegezy biblijnej, która polegała na badaniu i interpretowaniu sensu przesłań z Pisma Świętego.
Wracając jednak do słowa pisanego, które było podstawą tworzonych treści wizualnych, przyjrzyjmy się, jak skonstruowane były średniowieczne teksty na temat zwierząt. Fizjolog w tłumaczeniu łacińskim w każdym rozdziale podaje najpierw krótki opis cech danego zwierzęcia, a następnie tłumaczy, jak można te cechy odczytać w taki sposób, żeby zachowanie danego zwierzęcia było dla nas moralną wskazówką - jak należy postępować, żeby naśladować jakąś pożyteczną cechę, a których zachowań należy unikać. Ten tekst był na tyle ważny, że w każdym kolejnym bestiariuszu albo średniowiecznym odpowiedniku encyklopedii możemy odnaleźć słowa "Fizjolog mówi, że...". Fizjolog był więc dla wszystkich znawców zwierząt w średniowieczu rodzajem wyroczni, któremu należało bezsprzecznie zaufać. Do późniejszych tekstów dodawano jednak więcej gatunków zwierząt, ale też więcej informacji, głównie tych, które mogłyby się przydać człowiekowi w rzeczywistym wymiarze - na przykład jak można wykorzystać zwierzęta do celów leczniczych, jak je ujarzmić, a jak na nie polować. Przyjrzyjmy się teraz kilku najciekawszym przykładom symbolicznych opisów zwierząt, dzięki którym będziecie się mogli dowiedzieć, jak zwierzęta te funkcjonowały w średniowiecznych umysłach!
Niektóre zwierzęta ze średniowiecznych opisów
Jednym z pierwszych przykładów może być ulubieniec (prawie) wszystkich - kot. No więc obstawiajcie! Kot jest symbolem dobra czy zła? Jak zakładam, 99 procent z Was odpowiedziało "zła", ale o to właśnie chodzi, że badając średniowieczne symbole, niczego nie możemy być pewni. Oczywiście, kot był od najdawniejszych czasów uważany przez chrześcijan za narzędzie diabła, ale uwaga: są koty w prążki, których pręga na czole układa się w literę M, i wtedy jest to dobry kot, który symbolizuje Maryję!
Dodatkowo, w średniowiecznych bestiariuszach pojawia się też zawsze wytłumaczenie etymologii słowa, którym określa się dane zwierzę. Chyba nie myślicie, że ktoś podejrzewałby Adama o bezsensowne nazywanie zwierząt? Oczywiście robił to z należnym roli, jaka mu przypadła, rozmysłem! I tak, kot dostał łacińskie imię musio (za Izydorem z Sewilli), od słowa mus, czyli "mysz", co wyjaśnia główną funkcję, jaką kot ma pełnić - łapać myszy. To, że je łapie, chyba świadczy o tym, że powinien budzić pozytywne skojarzenia wśród mieszkańców chat, w których grasują myszy? Niestety, kot wzbudzał też duży niepokój swoim niezależnym, a zwłaszcza nocnym trybem życia. Przyznajcie, że jego świdrujące, świecące w ciemności oczy mogą budzić lęk. Uważano nawet, że jego wzrok może działać jak wzrok bazyliszka, więc nie należało patrzeć mu prosto w oczy!
Najgorszy PR miał oczywiście kot całkowicie czarny (może dlatego dzisiaj mści się na ludzkości, przebiegając nam drogę i przynosząc pecha?). Ten był jednoznacznie uważany za narzędzie diabła, herezji, czarownic i kobiety. Niestety, drogie panie, w średniowieczu kobieta często również kojarzona była z diabłem, więc jedziemy z kotami na tym samym wózku... Im dalej brniemy w epokę średniowiecza, tym bardziej rośnie nienawiść do kotów. Oskarżano je między innymi o przenoszenie zarazy i obwiniano o zanieczyszczanie powietrza. Co gorsza, palono je masowo na stosach w ramach egzorcyzmów... W zasadzie dopiero od XIV wieku zaczęto uważać kota za miłe zwierzę domowe. Wiek XIV to już naprawdę schyłek średniowiecza, a we Włoszech zaczyna się wtedy renesans, sami więc widzicie, że koty w średniowieczu nie miały łatwo.
Tych negatywnie nacechowanych symboli również używano w sztuce, ponieważ odgrywały one tak zwaną rolę apotropaiczną. Oznaczało to, że dane zwierzę może być wyrzeźbione na murach kościoła w celach, można powiedzieć, magicznych. Jeżeli więc kot, uważany za coś złego, został wyrzeźbiony na budowli sakralnej, najlepiej w jakiejś nieprzyzwoitej pozie, na przykład podczas mycia swoich własnych genitaliów, to prawdopodobnie ma tam pełnić konkretną funkcję - powstrzymać diabła na zewnątrz. Niejako broni on wtedy wnętrza kościoła przed wdarciem się do niego mocy nieczystych, ale też rozgranicza dwa światy - zły na zewnątrz i dobry wewnątrz. Wspomniałam, że koty i kobiety jechały w średniowiecznej symbolice na jednym wózku... Postaci kobiet również umieszczano na kościołach, czasami też w roli gargulców, bo - jak się okazuje - kobieta jest tak zła, że nawet diabeł boi się do niej zbliżyć!
Na koniec wróćmy jednak do tej jednej pozytywnej historii na temat kota. Istnieje legenda, według której Matka Boska nie mogła w żaden sposób ukoić trzęsącego się z płaczu małego Jezuska. Próbowała wszystkiego i traciła już siły. I wtedy przyszedł on - kot! Położył się na sianku obok Jezuska, przytulił swoim miłym ciepłym ciałkiem i dodatkowo kojąco mruczał. Dzieciątko się uspokoiło. Na pamiątkę tego wydarzenia Maryja narysowała na czole kotka literę M (albo znak sam się tam pojawił, w zależności od źródła). W każdym razie prążkowane koty są potomkami tego dobrego kota, pamiętajcie o tym, kiedy będziecie myśleć o wyborze swojego kolejnego pupila!
Przejdźmy teraz do symboliki lwa, ponieważ jest to jedno z najczęściej wyobrażanych zwierząt w sztuce średniowiecza. Grecka nazwa lwa, leon, miała się oczywiście odnosić do faktu, że jest on królem zwierząt. Według bestiariuszy lew, jak na króla przystało, to stworzenie niezwykle dumne. Z tego powodu nie żyje z innymi zwierzętami, ponieważ - jak twierdzi jeden ze średniowiecznych autorów - gardzi towarzystwem mas. Ówczesne teksty wskazują też, że mimo lęku, jaki lew wzbudza we wszystkich innych zwierzętach, istnieją też rzeczy, których on przeraźliwie się boi. Są to dźwięk kół, ogień, koguty (szczególnie białe) i żądło skorpiona. Najgorsza jest jednak informacja powtarzana we wszystkich średniowiecznych tekstach zoologicznych, że zwierzęta o ostrych pazurach, kiedy są w brzuchu matki, rozdrapują jej macicę, tak że potomstwo może mieć tylko raz, ewentualnie kilka razy w życiu.
Jak myślicie, czego symbolem jest lew? Otóż groźny, agresywny i drapieżny lew był przeważnie uważany za symbol pozytywny, a nawet odzwierciedlenie postaci Chrystusa, bo tak mówił Fizjolog. Swoją drogą to ciągłe powtarzanie, że tak jest, bo tak mówi Fizjolog, do złudzenia przypomina angielską grę dla dzieci Simon says, gdzie prawdziwym znakiem do działania są tylko zdania rozpoczęte tym zwrotem. Tak samo opis średniowiecznego zwierzęcia nie byłby pełny i możliwy do uznania za prawdę bez słów "Fizjolog mówi", czasem zastąpionych innym autorytetem, na przykład: "Pliniusz pisał" albo "Arystoteles twierdził".
Jedną z pozytywnych cech lwa miało być to, że - jak twierdził Fizjolog - lew śpi z otwartymi oczami, a to oznacza, że ciągle czuwa. I tutaj mamy wreszcie opis, który może Wam pomóc zabłysnąć w towarzystwie, co obiecywałam we wstępie. Otóż wyobraźcie sobie, że z grupą znajomych mijacie kamienne lwy, które wyrzeźbione zostały u stóp jakiegoś budynku albo przed jego wejściem. Możecie teraz z poczuciem wyższości intelektualnej wytłumaczyć swoim znajomym, że lwy były uważane za zwierzęta wiecznie czuwające, nawet podczas snu, ponieważ miały według dawnych poglądów zawsze otwarte oczy, nie było więc lepszego kandydata na ochroniarza budowli! Umieszczenie kamiennego lwa przed budynkiem jako forma jego ochrony to trochę wiara w magię. Ale hej, nie oceniajmy! Na pewno sami używacie w swoim niesłychanie racjonalnym życiu trochę magii, choćby pukając w niemalowane drewno i mówiąc: "Tfu, tfu, odpukać!".
Lew miał w oczach średniowiecznego społeczeństwa znacznie więcej zalet! Według Fizjologa zacierał ogonem swoje ślady, tak by myśliwi nie mogli wpaść na jego trop, co miało upodabniać go do Jezusa, który ukrywał różne rzeczy przed ludźmi, na przykład swoją boską naturę, przybierając kształt człowieka. Myślicie, że te moralizatorskie komentarze są trochę naciągane? Posłuchajcie tego - lew przypomina Jezusa, ponieważ, jak mówi Fizjolog, lwica wydaje na świat martwe (według niektórych źródeł jednak "tylko" ślepe) szczenięta, do których po trzech dniach przybywa ojciec lew i dmuchając im w twarz, tchnie w nie życie, co oczywiście ma być bezpośrednim nawiązaniem do zmartwychwstania Jezusa po trzech dniach od śmierci.
W bestiariuszach możemy także przeczytać, że lwy nie krzywdzą ludzi, dopóki nie zostaną sprowokowane, co powinno stanowić dla nas przykład, ponieważ człowiek często się denerwuje, nawet gdy nikt go nie krzywdzi. Jeśli człowiek pokaże lwu, że błaga go o łaskę, na pewno ją otrzyma. Bardzo podoba mi się jeszcze jeden opis ze średniowiecznych rozdziałów o lwach, który wskazuje na to, że jeżeli już miałyby one zaatakować człowieka, to najpierw zawsze wybiorą mężczyznę, potem kobietę, a dziecko to już naprawdę w ostateczności, tylko kiedy są bardzo głodne.
Lew był więc zwierzęciem, które budziło szacunek i uznanie. Chętnie umieszczano jego wyobrażenie w przeróżnych miejscach, zarówno jeśli chodzi o architekturę, jak i ilustracje. Jest także symbolem św. Marka. Jeśli naprawdę chcecie zaimponować znajomym, możecie zapamiętać trudne słowo - tetramorfa. Jest to symboliczne przedstawienie czterech ewangelistów, które bardzo często pojawia się w sztuce średniowiecza. Jeżeli więc zobaczycie gdzieś takie zestawienie: lew, anioł, orzeł i wół, to możecie być pewni, że chodzi w odpowiedniej kolejności o św. Marka, św. Mateusza, św. Jana i św. Łukasza.
Oprócz lwa zmartwychwstającego Jezusa symbolizował też w średniowieczu orzeł, ponieważ według ówczesnych tekstów, kiedy ptak ten czuł się już stary i umierający, wzbijał się w niebiosa tak, żeby słońce spaliło jego pióra i źle widzące oczy, a gdy spadał w dół, zanurzał się w wodzie i po chwili wypływał młody i świeży, jak nowo narodzony! Orzeł był też znany z testowania swojego potomstwa. Miał on brać swoje pisklęta w szpony i lecieć z nimi wysoko, tak by musiały patrzeć prosto w słońce. Te, które opanowały tę sztukę, zostawiał, natomiast te, które mrużyły oczy i ślepły, wyrzucał z gniazda. A robił tak ponoć dlatego, by nie dać się oszukać kurce wodnej, która lubiła podrzucać swoje pisklęta do orlich gniazd, a te oczywiście nie mogły się równać pisklętom króla przestworzy.
Teraz chciałabym Wam opowiedzieć o moich dwóch ulubionych średniowiecznych opisach zwierząt - bobra i słonia. Zacznijmy od tego pierwszego. Pamiętacie, że Adam nazywał wszystkie zwierzęta z wielkim namysłem? Bobrowi nadał łacińskie imię castor, które odnosiło się do jego szczególnej cechy: samokastracji. Według średniowiecznych badaczy zwierząt jądra bobra były wykorzystywane do robienia cennego lekarstwa. W związku z tym urządzało się wiele polowań na te zwierzęta. Fizjolog mówi, że bobry były jednak na tyle przebiegłe, że znalazły sposób, jak radzić sobie w tej trudnej sytuacji - kiedy orientowały się, że są tropione, odgryzały sobie jądra i rzucały je przed myśliwych, a same uciekały. Sprytne, prawda? Traciły jądra, bo wiedziały, że tylko na nich zależało myśliwym, ale dzięki temu ocalały swoje życie! To nie wszystko! Według bestiariuszy bóbr, który pozbawił się już w przeszłości jąder i wiedział, że znów podąża za nim myśliwy, obracał się do niego przodem, kładł się na plecach albo stawał na tylnych łapach i ostentacyjnie pokazywał, że nie ma już tego, na czym myśliwemu zależy. Niezwykle mądre zwierzaki! Dwunastowieczny encyklopedysta Brunetto Latini podaje również informację, że bóbr zwany był Psem Pontyjskim, ponieważ, po pierwsze, mieszkał w Morzu Pontyjskim, a po drugie, wyglądem miał rzekomo przypominać psa. (To nie jedyne zwierzę pokrzywdzone w swej nazwie przez Latiniego, uważał on bowiem również, że hipopotam to nic innego jak koń rzeczny, a pszczoły to po prostu muchy robiące miód).
Zastanawiacie się pewnie, jak ta cała historia z samokastracją może zostać odniesiona do Pisma Świętego? To proste! Myśliwy to szatan, który poluje na duszę człowieka, a genitalia to symbol ludzkiej pożądliwości i innych wad, które jako jedyne interesują diabła! Bóbr pozbywa się swoich jąder i pokazuje myśliwemu, że ich nie ma, a my pozbądźmy się negatywnych cech, które jądra symbolizują, a szatan zobaczy, że jesteśmy czyści, i nie będzie nas już dalej ścigał!
Jeśli chodzi o słonie, których nazwa pochodzi od greckiego słowa elephio, czyli "góra", sprawa jest niezwykle ciekawa, głównie jeśli chodzi o kwestię rozmnażania. Średniowieczne teksty zgodnie wskazują na brak wystarczająco silnej żądzy u słoni. Żeby poczuć chuć, samica słonia musi zjeść mandragorę (roślinę, której korzenie wyglądają jak człowiek, więc uważano ją za pół roślinę, pół człowieka, który po wyjęciu z ziemi przeraźliwie wrzeszczy), która rośnie na wschodzie Ziemi, czyli - jak sądzono w średniowieczu - niedaleko raju, i w dodatku nakłonić samca, żeby i on się nią posilił. Dopiero wtedy słonie odczuwają pożądanie. Dodatkowo, aby urodzić, muszą wejść do głębokiej wody, gdzie samiec będzie chronił samicę przed smokiem - jednym z największych, obok myszy, przeciwników słoni. Ale to nie koniec! Według średniowiecznych twórców słonie nie mają stawów w kolanach! Oznacza to, że jeśli słoń upadnie, nie może wstać o własnych siłach!
Słonica każąca swojemu partnerowi jeść mandragorę jest widocznym odniesieniem do Ewy, która zmusiła Adama do zjedzenia owocu z drzewa poznania dobra i zła. Co więcej, największym wrogiem słonia jest przecież smok, który w średniowieczu uważany był za jeden z gatunków węża, czyli słynnego kusiciela!