Świnia Malwina - Krzysztof Łapiński

-
Proszę czekać
 
 
 

W  Lesie Kabackim, na skraju Wielkiego Miasta, nastała wreszcie wiosna. Dzik Dzikus przeciągnął się ospale i wysunął ryjek spomiędzy sterty liści.

Tuż obok rosły trzy jasnoniebieskie przylaszczki.

- Bardzo ciekawe! Wczoraj ich tu jeszcze nie było - mruknął do siebie zdziwiony.

Na gałęzi pobliskiego dębu śpiewał wniebogłosy czarny jak węgiel kos. Gdzieś w oddali zaterkotał dzięcioł. W całym lesie słychać było ptasi harmider. Podekscytowane głosy świergotały, gwizdały i krakały w kółko to samo: wiosna, nareszcie wiosna! Ziemia pachniała rześko i nawet drzewa zaczęły skrzypieć inaczej, tak jakoś bardziej miękko, wiosennie, próbując widocznie trochę się rozruszać po zimie.

Dwie wiewiórki, Władek i Włodek, ożywiły się już na dobre. Biegały po drzewie w górę i w dół w poszukiwaniu ukrytych jesienią orzeszków.

- Gdzie je schowałeś?! Przyznaj się! - pokrzykiwał zniecierpliwiony Władek (a może to był Włodek).

- Tutaj, powinny być tutaj! - odpowiadał nerwowo drugi.

Dzik Dzikus obserwował przez chwilę Władka i Włodka (a może Włodka i Władka), ale nie mógł za nimi nadążyć wzrokiem, tak szybko biegali po pniach drzew i po ziemi. Nie miał zamiaru przejmować się kłótnią wiewiórek. Doskonale wiedział, że za chwilę się pogodzą.

Przymknął oczy i próbował sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień. Wiosenne dni muszą przecież dostarczać wielu przyjemnych wrażeń. Obok pasło się stadko dzików pod wodzą jego ciotki, doświadczonej lochy Leokadii.

Było spokojnie i bezpiecznie.

Kiedy tak rozmyślał o tym wszystkim, nagle poczuł, że niebo przysłonił cień. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą jakąś postać. Na tle postrzępionych obłoków rysowała się ciemna sylwetka dużego dzika.

 

- Ach, to ty, Drobinka - dzik Dzikus się uśmiechnął.

Nie mógł się nadziwić, jak z małego Drobinki, który jeszcze niedawno niezdarnie się potykał, wyrósł taki dorodny i piękny dzik. Czy w tej sytuacji jego dawne imię nadal do niego pasuje? A może teraz trzeba by mówić na niego jakoś inaczej, na przykład Drobina? To są poważne sprawy, nad którymi warto by się zastanowić, ale nie w tak pięknym dniu jak dzisiaj. Cieszenie się wiosną zajmuje tyle czasu, że nie starcza go już na nic innego.

- Idę nad staw - rzucił Drobinka.

- Iść z tobą?

- Nie! Jestem już duży! - jęknął Drobinka zniecierpliwiony i pobiegł w kierunku stawu z kaczkami.

 

Dzik Dzikus cieszył się wiosną najpierw na prawym boku, a gdy już się zmęczył, przewrócił się na drugą stronę i cieszył się na lewym boku. Słońce grzało jak oszalałe. Spokój zakłócała mu tylko pierwsza tegoroczna mucha, która też postanowiła cieszyć się wiosną, ale akurat na jego ryjku.

Ponieważ nie chciał być wobec muchy niegrzeczny, wstał i, udając, że już mu się znudziło leżenie plackiem (chociaż wcale tak nie było), zaczął ryć w miękkiej, pachnącej ziemi. Szybko zapomniał o wylegiwaniu się, bo rycie całkiem go pochłonęło. To ulubiona czynność wszystkich dzików, a przy tym, uwierzcie mi, należy do najbardziej niezwykłych.

Może wydaje wam się, że kiedy dzik ryje, to nie robi przy tym nic więcej. O nie! Musicie wiedzieć, że kiedy dzik ryje, to przy okazji wącha, nasłuchuje, wyobraża sobie, co za chwilę odnajdzie w ziemi (czasami przez to aż podskoczy z radości), i myśli o wielu sprawach, często wielkiej wagi. Cały czas przy tym pochrząkuje, tak jakby głośno się nad czymś zastanawiał i dyskutował sam ze sobą, co zresztą jest prawdą.

 
 

Każda rzecz znajdująca się w ziemi ma swoją historię zapisaną w zapachu. Tutaj na przykład leży orzech laskowy ukryty jesienią przez wiewiórkę, która bardzo się spieszyła. Jej pośpiech też można wywąchać (tym razem nie ma wątpliwości, że to był Włodek). A tam jest pusta norka, którą dawno temu zamieszkiwała liczna rodzina myszy. Tędy wczoraj przeszedł kret, a tam latem jeż urządził sobie legowisko.

- Ryjek to całkiem niezła rzecz - stwierdził dzik Dzikus. I wtedy uznał, że ryjek, jak mało co, zasługuje na to, by uczcić go piosenką. Długo myślał, układając w głowie wersy i rymy. Gdyby ktoś go wówczas obserwował, wcale by się nie domyślił, jak bardzo dzik Dzikus pochłonięty jest tworzeniem. Temu komuś mogłoby się wydawać, że dzik po prostu trąca nosem grudy ziemi i grzebie dołki.

Trwało to i trwało. W końcu, po długich mękach, wybuchła mu w głowie prawdziwa ballada rockowa. Zmrużywszy oczy, dzik Dzikus ni to zaśpiewał, ni to zawył przejmująco:

 

Ważne są w życiu chwile,

kiedy ryjek w ziemi ryje,

bo wtedy dzik

czuje, że żyjeee!

 

Pasące się nieopodal dziki podniosły głowy i popatrzyły na niego z uznaniem.