,,Święty bolszewik" - Adam Hlebowicz

Kup ebooka

45.00 zł
35.00 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przypisy

Wstęp

1 Więcej o religijnym środowisku Lasek w rozdz. 5 Laski (s. 87) i podrozdz. Lucyna Westwalewiczówna (s. 222) w rozdz. 15 Duchowe wychowanki.

2 Archiwum Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach (dalej: AFSK), Ks. Henryk Hlebowicz (Spuścizna s. Katarzyny Steinberg), List ks. Henryka Hlebowicza do s. Katarzyny Steinberg, Rzym, 17 I 1929 r.

3 AFSK, Siostra Katarzyna Sokołowska, Spuścizna, Pamiętniki, b.m.d., b.p.

4 N. Westwalewiczówna, Wiersze, Warszawa-Laski 2010, s. 175-176.

5 J. Zawieyski, W Laskach (kartki z dziennika) [w:] Ludzie Lasek, red. T. Mazowiecki, Warszawa 1987, s. 303.

6 T. Byrski, Teatr - radio. Wspomnienia, Warszawa 1976, s. 192-193.

7 M. Kałuski, Polskie Wilno 1919-1939, Toruń-Melbourne 2019.

8 H. Hlebowicz, Krzyż, "Więź" 1974, nr 3, s. 3-5.

9 W. Zienowicz, Moją mamą została siostra Wizytka, Warszawa 1991, https://zapispamieci.pl/wilhelm-zienowicz.

10 J. Zagałowa, Wicher w sutannie, "Znak" 1973, nr 4/5, s. 448-465.

11 B. Tchorzewska-Hlebowicz, Ksiądz Henryk Hlebowicz jako wychowawca i duszpasterz młodzieży wileńskiej, Warszawa 2006, praca licencjacka obroniona na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie (obecnie Akademia Katolicka w Warszawie), nr albumu 3314, kopia w zbiorach autora.

12 S. Wyszyński, Pro memoria, t. 1: 1948-1952, Warszawa 2017, s. 324.

13 A. Hlebowicz, List do redakcji, "Tygodnik Powszechny" 1986, nr 21.

14 T. Krahel, Prekursor idei Soboru Watykańskiego II [w:] Chrześcijanie, red. B. Bejze, t. 5, Warszawa 1980, s. 113-137; tenże, Błogosławiony Henryk Hlebowicz. Kapłan - Męczennik, Białystok 1999; tenże, Archidiecezja wileńska w latach II wojny światowej. Studia i szkice, Białystok 2014, s. 58-79; tenże, Martyrologia duchowieństwa archidiecezji wileńskiej 1939-1945, Białystok 2017, s. 169-173.

15 Chrześcijanie, red. B. Bejze, t. 5, Warszawa 1980, s. 138-193. W tomie oprócz wymienionego w poprzednim przypisie artykułu ks. T. Krahela zamieszczono w kolejności wspomnienia B. Hlebowicza, s. N. Westwalewiczówny, ks. P. Wasiucionka, ks. C. Nowickiego, W. Jankiewicz-Dąbrowskiej, A. Łabanowskiej-Pieciukiewicz, S. Stommy, ks. W. Pietkuna, J. Piekarskiej, J. Hryniewicza, J. Wrońskiego, M. Iwanowskiego, K. Tukałły, M. Oświecimskiej i fragmenty pism ks. H. Hlebowicza.

16 Postulatorem w procesie beatyfikacyjnym ks. Henryka Hlebowicza był ze strony diecezji włocławskiej ks. dr Tomasz Kaczmarek, któremu na jego prośbę udostępniłem moją pracę magisterską. W 2017 r. "Tygodnik Powszechny" ogłosił informację, że ks. Tomasz Kaczmarek był w latach 1977-1990 tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa pod pseudonimami "Calm", "Nebbia", "Juliusz", "Łukasz". Ten sam duchowny pełnił funkcję postulatora w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki. Zob. P. Litka, Wersja księdza postulatora, "Tygodnik Powszechny" 2017, nr 13.

Rozdział 1 Korzenie rodziny Hlebowiczów

Gród Batorego

Henryk Hlebowicz urodził się 1 lipca 1904 roku z ojca Franciszka (1877-1940) i matki Jadwigi z Chreptowiczów (1880-1972) w Grodnie, jednym z najznaczniejszych miast dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dwadzieścia pięć dni później został ochrzczony w tamtejszym kościele pw. Znalezienia Krzyża Świętego (tzw. pobernardyńskim)1. Rodzice jego pobrali się w tej samej świątyni rok wcześniej, 24 lipca 1903 roku. Wychowywał się w mieście, którego lata świetności i gwałtownego rozwoju przypadły na czasy panowania Stefana Batorego. Król lubił w Grodnie przebywać, tam też zmarł w roku 1586 - przez kilka wieków mówiono nawet o mieście "gród Batorego"2.

Jadwiga Hlebowiczowa. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk Franciszek Hlebowicz. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk

Usytuowane nad Niemnem dwa zamki, stary i nowy, były świadkami wielu wizyt królewskich, a także obrad sejmowych. W salach Nowego Zamku zostały podczas ostatniego Sejmu Rzeczypospolitej w 1793 roku podpisane traktaty drugiego rozbioru Polski - osobno z Rosją, osobno z Prusami, a w roku 1795 król Stanisław August Poniatowski złożył podpis pod aktem swojej abdykacji.

Metryka chrztu Henryka Hlebowicza. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk

W 1910 roku, gdy Henryk miał sześć lat, liczące ponad 60 tys. mieszkańców Grodno, siedziba guberni w imperium Romanowów, przeżyło niezwykłą uroczystość - pogrzeb Elizy Orzeszkowej. Przybyły setki delegacji, przy jej trumnie złożono ponad trzysta wieńców, a liczbę uczestników ceremonii szacowano na kilkanaście tysięcy. Mało prawdopodobne jest, by rodzina Hlebowiczów nie uczestniczyła w tej wielkiej manifestacji polskiego ducha.

Pogrzeb Elizy Orzeszkowej, Grodno, 1910 r. Fot. domena publiczna

Kaznodzieja ks. Stanisław Miłkowski (jego postać pojawi się jeszcze na stronach tego opracowania) mówił z ambony: "I oto ja, dziecko jej ducha, zostałem wezwany, aby być ojcem jej sumienia. Szczęśliwy jestem, że mi to danym było, bo, zaiste, spojrzałem w głąb duszy wielkiej, która służyła prawdzie. Obejmując umysłem wszechświat i zaświat, zwyciężyła śmierć w sobie. Połączyła życie teraźniejsze z przejściem w życie przyszłe tak pogodnie, że bez lęku czekała godziny odejścia, a mężna do ostatka - spłacała Stwórcy dar życia darami czynów swej szlachetnej duszy. Poznała prawdę i prawda ją wyswobodziła. Toteż z trumny jej, z tej garstki prochu, my dziś nie wynosimy tchnienia śmierci. My wszyscy, jak tu jesteśmy, powiązani z nią nićmi złotej przędzy, które ta wielka dusza rozsnuwała - z tej trumny czerpmy życie z ideałami, jakie krzewiła Zmarła"3.

Hlebowiczowie i Chreptowiczowie

Hlebowiczowie to stara, rodowodem sięgająca XIV wieku familia szlachecka, której przedstawiciele piastowali ważne stanowiska i urzędy w Wielkim Księstwie Litewskim4. Początkowo zamieszkiwali tereny między Witebskiem a Smoleńskiem, z czasem przenieśli się do Wilna, stolicy Księstwa. Dokonane przez trzy mocarstwa rozbiory Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w tym ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego przez Cesarstwo Rosyjskie, i związane z tym represje wymierzone w żywioł polski doprowadziły w XVIII, a zwłaszcza XIX stuleciu do znacznego zubożenia oraz upadku znaczenia rodu. Przyczynił się do tego w przeciągu wieków również rozpad bardzo licznej rodziny na kilka gałęzi legitymujących się odmiennymi herbami.

Herb Lubicz. Fot. https://herbyszlacheckie.com

Najstarsza i najbardziej znana część rodu herbu Leliwa wymarła w połowie XVIII wieku. O antenatach Henryka Hlebowicza, którzy pieczętowali się herbem Lubicz, wiemy, że zostali zapisani do ksiąg szlachty grodzieńskiej przed rokiem 18305.

Pradziad Henryka Ludwik Hlebowicz był zatrudniony w majątku Makowlany w dzisiejszym powiecie sokólskim, u barona Ottona Baehra, który kilkakrotnie piastował urząd marszałka szlachty powiatu. Za udział w Powstaniu Styczniowym Ludwik został, podobnie jak syn właściciela Makowlan Otto junior (1836-1907), zesłany na piętnaście lat na Syberię. Wkrótce po powrocie do Grodna zmarł.

Ludwik Hlebowicz, pradziad ks. Henryka Hlebowicza. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk

Syn Ludwika, Aleksander (1852-1942), urodzony w Makowlanach, mieszkał po aresztowaniu i uwięzieniu swego ojca u dalszej rodziny6. Do wybuchu I wojny światowej pracował jako leśniczy w majątku prywatnym w powiecie sokólskim, najpewniej u Ottona Baehra juniora. Ożenił się z Heleną Radziwiłowiczówną, zmarłą w Grodnie około roku 1906.

Ojciec Henryka, Franciszek (1877-1940), przyszedł na świat w powiecie sokólskim. Po ukończeniu szkoły średniej został zatrudniony w Chłopskim Ziemskim Banku w Grodnie jako księgowy7.

Chreptowiczowie to również zasłużony ród ziemi litewskiej. Matka Henryka urodziła się w Grodnie, tam też ukończyła prywatną pensję oraz kurs krawiectwa8. Miała dwie siostry, Antoninę i Walerię, oraz brata Piotra, z którymi łączyły ją bliskie więzi.

Aleksander Hlebowicz, dziad ks. Henryka Hlebowicza. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk
Jadwiga Chreptowicz (stoi pierwsza od lewej) z rodziną: matką Magdaleną Chreptowicz z Rasinkiewiczów (siedzi pośrodku), siostrami: Walerią, późniejszą żoną Henryka Pankowskiego (siedzi pierwsza od lewej), i Antoniną, późniejszą żoną Waldemara Warmta (stoi pierwsza od prawej), oraz siostrą matki Edwardą Rasinkiewicz (siedzi pierwsza od prawej). Fot. zbiory Danuty Kuźmickiej.

W tradycji rodzinnej żywa była jeszcze na początku X X wieku pamięć o Karolu Chreptowiczu, zmarłym w 1801 lub 1802 roku marszałku grodzieńskim i uczestniku Konfederacji Barskiej, który zasłynął w 1767 roku manifestem przeciwko gwał- tom rosyjskiego posła Nikołaja Repnina. Za ten czyn musiał uchodzić za granicę. Po upadku konfederacji ponownie został zmuszony do emigracji, skąd wrócił w 1774 roku. Później nie angażował się już w życie polityczne.

Młoda Jadwiga Chreptowicz, matka ks. Henryka Hlebowicza. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk
Edward Chreptowicz, ojciec Jadwigi Hlebowiczowej. Fot. zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk

Wstęp

"Bolszewik", czyli "kundel"

"Rzadko kiedy piszę listy poważne i to jest często przyczyną, że mnie źle rozumieją i żart lub głupi dowcip biorą za prawdę - te słowa skreślił ks. Henryk Hlebowicz 17 stycznia 1929 roku w liście z Rzymu do s. Katarzyny Steinberg ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach1. - Między innymi tak samo było z terminem "bolszewik", "bolszewicki", który się ze mną wiąże. Pochodzenie tego terminu takie: po przyjeździe z Rosji Ks. Rektor Seminarium w Wilnie nazwał mnie bolszewikiem - dlatego że stamtąd wróciłem. Profesorowie również czasami używali tej nazwy.

Nie było wówczas mowy o jakimś kierunku duchowym lub jakimś poglądzie. Nie. Tym samym mianem nazywał mnie mój Dziekan w Grodnie. Stamtąd poszło dalej - Lublin. Powoli, już w Lublinie, gdy trochę głębiej zacząłem myśleć nad pewnymi rzeczami, gdy mię nazywali bolszewikiem, robiłem z tego dowcip, chwaląc pewne dodatnie strony bolszewizmu. Robiłem to raczej dla żartu niż z przekonania. To samo w Laskach. I dotychczas, szczerze mówiąc, nie nadaję absolutnie żadnej treści tej nazwie, oprócz może pewnego kierunku ku naprawie dotychczasowego stanu rzeczy, ale i to z tysiącami zastrzeżeń".

"Osobiście przekonany jestem, że śp. ks. Hlebowicz będzie beatyfikowany, a to dlatego że znając go dobrze, pewny jestem, że on w ostatniej chwili swojego życia, której się spodziewał, ofiarował życie swoje w intencji nawrócenia Rosji. Był zbyt dobrym teologiem i kapłanem, by tak ważną chwilę w życiu zmarnować".

Z listu ks. Czesława Nowickiego do Janiny Zagałowej, Lublin, 13 V 1974 r.

"Nazywam siebie nadal tym terminem - kontynuował ks. Hlebowicz - może trochę dla żartów, a trochę dlatego że przypuszczałem, że termin "bolszewik" dla obywateli laskowskich będzie wzięty i pojęty jako identyczny z nazwą "kundla", który sobie przypisują. "Bolszewik" i "kundel" w moim pojęciu wyrażają to samo. Ani jeden, ani drugi tytuł - nie ma w sobie treści, którą się do niego przywiązuje, ale w Laskach rozumieją dobrze, co znaczy "kundel""2.

Wyjaśnijmy: "My jesteśmy kundle" - jako pierwsza o warszawskim środowisku młodej inteligencji skupionej u progu niepodległości wokół ks. Władysława Korniłowicza napisała w swoich pamiętnikach s. Katarzyna Sokołowska, krąg ów współtworząca3. "Kundle" to tyle co "mało ważni, ale potrzebni", a formacja duchowa "Kółka" ks. Korniłowicza dała początek dziełu Lasek. Echa tego określenia odnajdujemy w wierszu związanej z ks. Hlebowiczem, a później z Laskami s. Nulli Westwalewiczówny Próba4 oraz w jej zapiskach z czasu wojennego pobytu w pałacu Zamoyskich w Kozłówce.

Siostra Nulla (Lucyna) Westwalewiczówna. Fot. AFSK

Zofia Landy, przyjaciółka sióstr Katarzyny Sokołowskiej i Katarzyny Steinberg, późniejsza s. Teresa, franciszkanka służebnica Krzyża, również sięgała po to sformułowanie. Co miała na myśli utalentowana młoda filozof? Inspiracją była dla niej książka Jacques'a Maritaina Humanizm integralny.

Siostra Teresa (Zofia) Landy. Fot. AFSK

Landy rozróżniała dwa typy świętości: "atletyczny" i biorący wzór z Męki Pańskiej5. Dla osiągnięcia tego drugiego najistotniejsze miały być radykalne środki, takie jak zgoda na poniżenie i zejście aż do dna cierpienia. Niewątpliwie czerpała ze źródła Biedaczyny z Asyżu. A zatem zarówno "kundel" z Lasek, jak i "bolszewik" ks. Hlebowicza oznaczały ogołocenie, oddanie się Bogu i bliźnim ze wszystkim i na wszystko.

Miano "bolszewika" przylgnęło do księdza na stałe, zwłaszcza w związku z podjęciem się przezeń obrony dwójki oskarżonych w wileńskim procesie Lewicy Akademickiej w grudniu 1937 roku. Kiedy w czasie okupacji kapłan miał wybrać pseudonim konspiracyjny, przyjął "Bolesław Szewik", co w skrócie dawało "Bol.Szewik".

Kaplica Matki Bożej Anielskiej w Laskach wybudowana w latach 1922-1925; często modlił się w niej ks. Henryk Hlebowicz. Fot. Adam Hlebowicz

Czy bolszewik może być świętym? Przecież bolszewizm jako jedno ze swoich głównych haseł głosił niszczenie wszelkich religii - i w dużej mierze zamysł ten zrealizował. Oczywiście ks. Henryk Hlebowicz nie miał nic wspólnego z bolszewizmem ani komunizmem, czego najlepszym dowodem jest jego postawa w czasie II wojny światowej, gdy jako czołowa postać konspiracji niepodległościowej w Wilnie otwarcie z ambony potępiał naukę Marksa i Lenina.

Był niezwykle zaangażowanym duszpasterzem. Pełen zapału i energii publicznie bronił swoich przekonań. Miał, zważywszy na jego czasy i stan duchowny, radykalne poglądy społeczne - stąd tytuł tego opracowania, będący oczywistym oksymoronem, jest jednocześnie zachętą do odkrycia, kto się pod tym określeniem kryje.

"Miłe miasto"

Ksiądz Henryk Hlebowicz to jedna z najbarwniejszych postaci międzywojennego Wilna - choć "miłe miasto", jak powiadał marsz. Józef Piłsudski, miało w tamtym czasie wielu wybitnych mieszkańców, by wymienić bodaj filozofa Mariana Zdziechowskiego, dziennikarza i publicystę Stanisława Cata-Mackiewicza, malarza Ferdynanda Ruszczyca, fotografa Jana Bułhaka oraz studenta, a potem absolwenta Uniwersytetu Stefana Batorego, późniejszego laureata Literackiej Nagrody Nobla Czesława Miłosza.

"Alma Mater Vilnensis. Czasopismo Akademickie" 1933, nr 11. Fot. domena publiczna

Miasto - choć bezsprzecznie było prowincją - przyciągnęło także wielkie osobowości z innych stron Polski, m.in. poetę Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i dziennikarza oraz animatora kultury Witolda Hulewicza, którzy na kilka lat związali się z grodem nad Wilią i Wilenką. Jeden z tych przybyszów, urodzony w Krakowie i przez większą część życia związany z Warszawą, późniejszy wybitny reżyser teatralny, a zarazem pionier teatralnych słuchowisk radiowych Tadeusz Byrski, mieszkający w Wilnie od 1929 do 1937 roku, pisał: "Mówiło się, że to miasto w jakiś szczególny sposób rozwija siły twórcze. Jego rozplanowanie, uroki architektoniczne, środowisko prężne, choć różnorodne bardzo - i etnicznie, i wyznaniowo. Dobrze się tam żyło, dobrze pracowało. Wszelkie kontrowersje przybierały inny, bardziej twórczy charakter. Życie kipiało i stąd nie odczuwaliśmy klimatu prowincji"6. Z całą pewnością historia, architektura, zwłaszcza wileński barok, i atmosfera miały wpływ na duchowość oraz mentalność ks. Hlebowicza.

Panorama przedwojennego Wilna. Fot. Jan Bułhak, domena publiczna

Wśród duchowieństwa wileńskiego było w okresie międzywojennym także wiele wybitnych postaci - od biskupa diecezji, obecnie błogosławionego Kościoła katolickiego Jerzego Matulewicza (Jurgisa Matulevičiusa) poczynając, poprzez s. Faustynę Kowalską, dzisiaj świętą, jej spowiednika ks. Michała Sopoćkę zaliczonego w poczet beatyfikowanych, a także późniejszych biskupów Czesława Falkowskiego, Władysława Suszyńskiego i Ignacego Świrskiego, na wybitnych duszpasterzach, jak o. Kazimierz Kucharski SJ, ks. Walerian Meysztowicz i ks. Stanisław Miłkowski kończąc7.

Procesja w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w Wilnie; pod baldachimem z lewej prezydent RP Ignacy Mościcki, w środku z Najświętszym Sakramentem metropolita wileński abp Romuald Jałbrzykowski, pierwszy z prawej stoi ks. prałat Leon Żebrowski; 13 VI 1930 r. Fot. zbiory Adama Hlebowicza

W czasie II wojny światowej bardzo wielu kapłanów tej archidiecezji zginęło z rąk okupantów niemieckich lub sowieckich; znaczna część była więziona w aresztach, obozach internowania, obozach koncentracyjnych lub łagrach.

Biografia kontekstowa

Osoba ks. Henryka Hlebowicza wydaje się na tym tle nadzwyczaj interesująca z dwóch powodów. Pierwszy to bezsprzecznie niezwykłe zdolności intelektualne kapłana, dwa doktoraty uzyskane w wieku 25 lat, niekonwencjonalne metody pracy duszpasterskiej, przede wszystkim wśród młodzieży akademickiej, i talent oratorski lub - jak kto woli - homiletyczny, dzięki któremu silnie oddziaływał na słuchających.

Powód drugi to fakt, że dzięki swojej ogromnej aktywności i otwartości miał kontakt z najważniejszymi w okresie międzywojennym środowiskami Wilna, ale także Trok, Rabki, Lasek i Mińszczyzny. Można śmiało powiedzieć, że wywierał wpływ na duchowieństwo, życie uniwersyteckie, młodzież, światek dziennikarski i nawet - do pewnego stopnia - na ludzi z kręgów władz państwowych. A nade wszystko na postawy wiernych Kościoła katolickiego oraz przedstawicieli innych religii i wyznań.

Ksiądz Henryk Hlebowicz w czasie studiów na Uniwersytecie Lubelskim. Fot. AiMAB

Zwieńczeniem całego życia ks. Henryka była jego działalność w czasie II wojny światowej: zaangażowanie w konspirację niepodległościową, niezwykłe, bezkompromisowe kazania głoszone w kościołach wileńskich pod kolejnymi okupacjami i wreszcie dobrowolny wyjazd na Wschód oraz heroiczna, pełna poświęceń praca kapłańska wśród wiernych na wschodniej Białorusi. Za swoją postawę zapłacił życiem - zginął od niemieckiej kuli pod Borysowem na Białorusi.

Choć odeszło już z tego świata pokolenie ludzi znających osobiście ks. Hlebowicza, nadchodzą kolejne generacje, dla których jest on przewodnikiem duchowym, inspirującą osobowością lub wzorem, do którego można się odnieść. Opowieść o niezwykłym wileńskim duszpasterzu posłużyła mi do przyjrzenia się szerszym zjawiskom, które towarzyszyły jego życiu. Powstała zatem biografia kontekstowa uwzględniająca komunizm najpierw w wersji bolszewickiej, a później rodzimej, historię Kościoła katolickiego w zmieniającym się gwałtownie świecie pierwszej połowy XX wieku, fenomen Wilna i całej ziemi wileńskiej okresu międzywojennego, wreszcie II wojnę światową, podczas której na tych obszarach zaistniały - z powodu pięciokrotnej zmiany okupantów - warunki inne niż w pozostałych częściach Polski zajętej przez Rzeszę Niemiecką i ZSRS.

Zaułek wileński. Fot. Jan Bułhak, domena publiczna

Przybliżając sylwetkę ks. Hlebowicza, starałem się pokazać też ludzi z jego otoczenia: rodzinę, przyjaciół, wybitne osobowości, takie jak księża Władysław Korniłowicz i Walerian Meysztowicz, s. Katarzyna Steinberg i Stanisław Cat-Mackiewicz, a także utalentowanych studentów, by wspomnieć Leokadię Małunowiczównę, Nulę (Janinę) Muttównę, Aldonę Łabanowską-Pieciukiewicz, Lucynę Westwalewiczównę (późniejszą s. Nullę FSK), Henryka Dembińskiego, Stanisława Stommę oraz Czesława Zgorzelskiego.

Inspiracje

Kiedy ta historia zaczęła się dla mnie? Jesienią 1983 roku studiowałem na drugim roku historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Czasy były niespokojne. Niedawno władze PRL zniosły - tylko formalnie - stan wojenny, a nasza uczelnia miała opinię "reakcyjnej" i gromadzącej ludzi nieprzychylnych ustrojowi komunistycznemu: rzeczywiście studiowało tam wówczas wiele osób z całego kraju nastawionych zdecydowanie antysystemowo, a także kilku potomków Polaków z emigracji.

Ponieważ w księgarniach trudno było kupić wartościowe pozycje, dużą popularnością cieszyły się antykwariaty. Jeden z nich działał naprzeciwko katedry lubelskiej przy ul. Królewskiej. Tam właśnie natrafiłem podczas moich poszukiwań na archiwalny egzemplarz warszawskiego miesięcznika katolickiego "Więź", gdzie - ku swemu zaskoczeniu - odnalazłem artykuł nieznanego mi ks. Henryka Hlebowicza Krzyż8.

Zaciekawiła mnie postać autora. Dlaczego w mojej rodzinie Hlebowiczów nigdy o nim nie mówiono? Kto może mi pomóc w zdobyciu wiedzy o tym kapłanie? Przedwojenne Wilno, duszpasterz młodzieży akademickiej, tragiczna śmierć w czasie wojny - były to wystarczające powody, by w tamtym niełatwym okresie szukać informacji o nieznanym, ale (od początku miałem takie przekonanie) intrygującym księdzu. Jak się szybko okazało, żyje w Polsce i za granicą wielu ludzi, którzy nie tylko pamiętają niezłomnego kapłana, ale też czynią różne starania o jego upamiętnienie, a nawet, być może, przyszłą beatyfikację.

Przewodziła temu środowisku Janina Zagałowa (1913-2001), działaczka warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, z wykształcenia historyk sztuki, absolwentka Uniwersytetu Stefana Batorego, jedna z najbliższych współpracownic ks. Hlebowicza w międzywojniu i w czasie wojny. W tamtym okresie nosiła panieńskie nazwisko Zienowicz. Ona i jej starsza siostra Helena (1906-1985), zakonnica, odegrały ważną rolę w ratowaniu ludności żydowskiej pod niemiecką okupacją, a Helena została wyróżniona po wojnie medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" przyznawanym przez izraelski Instytut Yad Vashem9.

Janina Zienowiczówna po mężu Zagałowa. Fot. wilnoteka.lt

Środowisko uczniów ks. Hlebowicza organizowało co pewien czas Msze św. w intencji kapłana, a także wieczory wspomnień, podczas których zbierano relacje, dokumenty i fotografie dotyczące jego życia. Do pierwszego spotkania doszło 3 listopada 1966 roku w Klubie im. Włodzimierza Pietrzaka w Warszawie - wzięło w nim udział około dwustu osób, także matka ks. Henryka Jadwiga Hlebowiczowa - a następnego dnia, 4 listopada, w archikatedrze pw. św. Jana Chrzciciela w Warszawie została odprawiona uroczysta liturgia dziękczynna za życie ks. Henryka.

Po kilku latach, 11 grudnia 1971 roku, podczas jednego ze spotkań warszawskiego KIK-u z Janiną Zagałową na czele, zgromadzono materiały, które półtora roku później opublikował miesięcznik "Znak"10. Wieczory wspomnień odbywały się także w środowisku poznańskiego KIK-u.

Tropy

Powróćmy do czasu moich studiów na KUL-u w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jesienią 1984 roku porwany i bestialsko zamęczony został ks. Jerzy Popiełuszko. Cała Polska żyła tą wstrząsającą zbrodnią, a nowe informacje w sprawie zamordowanego duchownego i toczącego się w tej sprawie śledztwa były podawane przez wszystkie liczące się agencje informacyjne na świecie. Zestawiłem fakty dotyczące księży Hlebowicza i Popiełuszki: w chwili tragicznej śmierci mieli po 37 lat; odgrywali ważną rolę w środowiskach, w których prowadzili pracę kapłańską; byli słabego zdrowia; ich relacje z bezpośrednimi przełożonymi kościelnymi można uznać za dość złożone; zginęli wreszcie za prawdę głoszoną z ambon. Z pewnością mieli inne temperamenty: pierwszy - dynamit, żywioł, wicher; drugi - cichy, nieśmiały, skryty.

Choć odeszło już z tego świata pokolenie ludzi znających osobiście ks. Hlebowicza, nadchodzą kolejne generacje, dla których jest on przewodnikiem duchowym, inspirującą osobowością lub wzorem, do którego można się odnieść.

Czy to możliwe, by ks. Jerzy zetknął się z opracowaniami na temat ks. Henryka i by były one dla niego inspiracją? Choćby podczas odprawiania comiesięcznych Mszy św. za Ojczyznę, gdy porywał Polaków odważnymi, bezkompromisowymi kazaniami? Nie natrafiłem nigdzie na podobny ślad. Kapelan Solidarności mógł jednak znać życiorys kapelana Akcji Ludowej, wszak mieszkał i pracował w Warszawie, gdzie prężnie działało środowisko związane wcześniej z ks. Hlebowiczem.

Świeża historia męczeństwa ks. Popiełuszki skłoniła mnie do jeszcze intensywniejszych badań nad męczennikiem II wojny światowej. Nie jest to jedyna analogia, która nasuwa się w związku z ks. Hlebowiczem. Z wybitnym duszpasterzem młodzieży, ofiarą II wojny światowej, także błogosławionym - Stefanem Frelichowskim porównała go w swej pracy licencjackiej z katechetyki Bogda Tchorzewska-Hlebowicz11.

Ogromny materiał wspomnieniowy dotyczący wileńskiego duszpasterza akademickiego otrzymałem w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku dzięki Janinie Zagałowej i właśnie za jej pośrednictwem spotkałem się z wieloma osobami, które znały go osobiście.

Na początku lat siedemdziesiątych delegacja KIK-u była z wizytą u kard. Stefana Wyszyńskiego z postulatem wszczęcia procesu beatyfikacyjnego. Znający dobrze ks. Hlebowicza z lat przedwojennych Prymas Tysiąclecia miał wtedy odpowiedzieć: "Nie każdy święty musi być na ołtarzach". Dało się w tych słowach usłyszeć brak wiary w to, że kandydat na błogosławionego, którego miejsce pochówku - gdzieś w Związku Sowieckim - jest nieznane, będzie miał szansę na taki proces w Watykanie. A może coś więcej?

W zapiskach kard. Wyszyńskiego odnajdujemy rzucający być może trochę światła na tę kwestię fragment z 26 sierpnia 1952 roku. Prymas Polski odpoczywał wówczas w Laskach i tam odwiedził groby bliskich mu osób, ks. Władysława Korniłowicza oraz s. Nulli Westwalewiczówny. "Siostra Nulla wydawała mi się zawsze Bożą figlarką - zanotował. - Miała spojrzenie "ucieszne". Chociaż przez kilka lat ją spowiadałem, zawsze patrzyłem na nią jak na pensjonarkę, chociaż to był tylko styl tej świętej wilnianki spod znaku ks. Henia Hlebowicza. Zresztą oboje pasowali do siebie i dobrze się rozumieli. Oboje byli świętymi, których nie ceniłem"12.

Szkoda, że tej lakonicznej uwadze nie towarzyszyło rozwinięcie. Ksiądz Wyszyński znał oboje, zdawał sobie sprawę z ich inności i świętości, ale wewnętrznie nie potrafił zaakceptować - czego właściwie? Stylu pracy, ekspresji, śmiałych wypowiedzi, odmiennej duchowości? To jedno zdanie z jego zapisków w jakimś stopniu tłumaczy rezerwę Prymasa Tysiąclecia wobec prób wszczęcia procesu beatyfikacyjnego ks. Hlebowicza.

Spotkania i wspomnienia

Ważną rolę w zdobywaniu nowych świadectw odegrał ogłoszony przeze mnie w 1986 roku w "Tygodniku Powszechnym" apel o nadsyłanie wspomnień o ks. Hlebowiczu13. Liczba odpowiedzi na ten anons przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Plonem bogatej korespondencji z wieloma osobami było - oprócz wspomnień o męczenniku - kilka tekstów rekolekcji i rozważań wygłoszonych przez młodego kapłana i uczonego, zapisanych przez bezpośrednich świadków i uczestników nabożeństw.

Owocna była wizyta w Archiwum Archidiecezji w Białymstoku (dzisiejszym Archiwum i Muzeum Archidiecezjalnym w Białymstoku), gdzie gościnnie przyjął mnie ówczesny dyrektor tej jednostki kościelnej ks. dr Tadeusz Krahel, sam gromadzący materiały o ks. Hlebowiczu, opracowujący je i publikujący poświęcone mu artykuły, a potem książki14. To pod redakcją tego kapłana i naukowca w tomie piątym Chrześcijan ukazał się nakładem Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie drugi - po wydanym na łamach "Znaku" - istotny zbiór dokumentów dotyczących przyszłego błogosławionego15.

Ksiądz dr Tadeusz Krahel z autorem w Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, 2022 r. Fot. zbiory Adama Hlebowicza

Poruszającym wydarzeniem było spotkanie w 1986 roku z Brunonem Hlebowiczem (1908-2002) - rodzonym bratem ks. Henryka - oraz córką Brunona Bożeną Hlebowicz-Mularczyk (ur. 1935) i uzyskanie przy okazji wglądu w prywatne archiwum rodzinne. Usłyszałem relacje najbliższych kapłana o jego dzieciństwie, rodzicach, zesłaniu w Orenburgu i czasach późniejszych.

W ostatnich latach nawiązałem kontakt z córką jednej z sióstr księdza Reginy Hlebowicz, Danutą Kuźmicką, która udostępniła mi nieznaną wojenną korespondencję wuja z rodziną. Unikalne fotografie familijne przekazała mi także Alicja Giedroyć, wnuczka młodszej siostry księdza, Mieczysławy.

Rodzina Mularczyków; od prawej Brunon Hlebowicz, jego córki: Krystyna, Bożena Hlebowicz-Mularczyk (siedzą), Julita (stoi); w oknie szwagier Bożeny Hlebowicz-Mularczyk Roman Bratny (właśc. Roman Mularczyk) i jego fotografia; Karwik na Mazurach, lata 90. XX w. Zbiory Bożeny Hlebowicz-Mularczyk

Wzorem lat wcześniejszych w Laskach lub w kościele pw. św. Marcina w Warszawie odbywały się okolicznościowe Msze św. w intencji beatyfikacji zmarłego kapłana. Towarzyszyły im zazwyczaj konferencje, podczas których wygłaszano referaty wspomnieniowe o wileńskim duszpasterzu. W 45. rocznicę śmierci ks. Henryka Hlebowicza, 9 listopada 1986 roku, zostały odprawione dwie Msze św. - w kościele pw. św. Marcina w Warszawie i w kaplicy pw. św. Stanisława w Laskach. Po tej drugiej liturgii wygłosiłem do zgromadzonych referat, a następnie ks. Tadeusz Krahel poświęcił krzyż upamiętniający ks. Henryka na miejscowym cmentarzu.

Plonem moich ówczesnych poszukiwań była obroniona na KUL-u w 1987 roku praca magisterska Ks. Henryk Hlebowicz (1904-1941). Życie i działalność pisana pod kierunkiem prof. Tomasza Strzembosza.

* * *

W kolejnych latach opublikowałem kilka artykułów o kandydacie na ołtarze, w 1995 roku uczestniczyłem w wyprawie jego śladami po Białorusi oraz Litwie i wciąż nosiłem się z zamiarem opracowania większej monografii jemu poświęconej, jednak inne zajęcia nie pozwalały mi na urzeczywistnienie tego planu. Miałem poza tym poczucie, że muszę jeszcze głębiej wejść w życie ks. Henryka oraz jego sposób myślenia, zrozumieć dokonywane przezeń wybory.

Toczył się już wówczas w Watykanie proces beatyfikacyjny 108 męczenników, ofiar II wojny światowej, w tym także ks. Henryka16. Został on przyjęty do grona kandydatów z diecezji włocławskiej i 13 czerwca 1999 roku Jan Paweł II zaliczył go do grona męczenników, błogosławionych Kościoła katolickiego. Miałem radość uczestniczyć w tej niezwykłej uroczystości na pl. marsz. Józefa Piłsudskiego w Warszawie.

Po latach studiów, kwerend archiwalnych, gromadzenia materiałów, rozmów z wieloma ludźmi - zarówno z tymi, którzy znali księdza, jak i z tymi, którzy go nie znali, a jednak był on i jest dla nich postacią ważną - udało się ukończyć to opracowanie. Żeby lepiej pojąć tok myślenia mojego bohatera, z uwagą i wnikliwie przeczytałem znów Boską komedię Dantego Alighieri, O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis i Dzieje duszy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Lektury te były dla mnie cennymi drogowskazami prowadzącymi do zrozumienia duchowości ks. Henryka.

Co ważne, po czterdziestu latach od chwili, gdy przeczytałem o ks. Hlebowiczu, spotykam - nierzadko tylko listownie lub mailowo - również ludzi o wiele młodszych ode mnie, dla których jego postać stanowi inspirację, pobudza ich do działania i naśladowania; ludzi oddających się analizowaniu jego nauczania. Być może jest to wystarczający dowód na jego niekonwencjonalną świętość. Mam nadzieję, że publikacja ta zainteresuje Czytelników, skłoni do głębszego poznania życia nonkonformistycznego księdza, intelektualisty, nauczyciela, patrioty, błogosławionego.

Z tą nadzieją oddaję Państwu tę książkę. Podziękowania chciałbym skierować na ręce obu recenzentów, ks. prof. dr. hab. Józefa Wołczańskiego i dr. hab. Piotra Niwińskiego. Wdzięczny jestem za bardzo pozytywne ocenienie mej pracy. Wiele uwag szczegółowych zaproponowanych przez obu recenzentów zostało w tej książce uwzględnionych. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, bez których praca ta nie zostałaby sfinalizowana, a także mojej rodzinie. Szczególną wdzięczność winien jestem mojej żonie Wiesławie, która była dla mnie zawsze wsparciem i pierwszą czytelniczką powstającej publikacji.

Prócz osób wcześniej wspomnianych pomoc w dotarciu do archiwaliów okazali mi dyrektor Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Marzena Kruk, archiwistka Franciszkanek Służebnic Krzyża s. Faustyna Szulc, nieoceniony przewodnik po Laskach Szymon Sławiński, dr Lesław Bogdan Łesyk z Biblioteki KUL-u oraz kustosz Archiwum i Muzeum Archidiecezjalnego w Białymstoku ks. dr Adam Szot.

Dziękuję redaktorowi naczelnemu "Biuletynu IPN" Janowi M. Rumanowi za wierne kibicowanie i wsparcie na każdym etapie powstawania pracy. Jej ostateczny kształt to efekt tytanicznej pracy i dbałości o każdy szczegół redaktor książki Anny Zechenter, za którą to pracę jestem jej ogromnie wdzięczny.