Świetlisty galop. Magiczny kotek - Sue Bentley

Reflow text when sidebars are open.
Zosia skrzywiła się i spojrzała na babcię.
- Naprawdę muszę? - spytała.
Babcia Janina uśmiechnęła się. W jej jasnorudych włosach odbiły się promienie słońca.
- Nie rób takiej kwaśnej minki, kochanie. Ktoś może pomyśleć, że postanowiłam cię wysłać na księżyc. A przecież chcę tylko, żebyś przyniosła kilka jajek.
Dziewczynka zarzuciła na ramię wiklinowy kosz.
- Niech będzie - westchnęła i zmarszczyła czoło. - Zastanawiam się, co takiego zrobiłam, że mama przywiozła mnie tutaj.
Babcia zaśmiała się.
- Wiesz przecież, że twoja mama szybciej skończy książkę, kiedy nikt nie będzie jej przeszkadzał. Potem pewnie dołączy do nas i zostanie tu kilka dni.
- Więc tylko jej przeszkadzam, tak? Wielkie dzięki! - odburknęła Zosia.
Staruszka pogładziła wnuczkę po krótkich i jasnych włosach.
- Nie dramatyzuj, kochanie.
- Ale to nie moja wina, że ta koszmarna książka nie chce się napisać! Obiecałam mamie, że zostanę w domu i będę chodzić na paluszkach, ale mimo to kazała mi tu przyjechać - powiedziała rozżalona dziewczynka.
Mama Zosi napisała serię książek dla dzieci o rodzinie, która mieszkała na barce. Były naprawdę dobre, ale ku niezadowoleniu córki jej mama potrzebowała ciszy i spokoju, żeby nad nimi pracować.
- To nie potrwa długo - stwierdziła starsza kobieta, a jej uśmiech zgasł. - Wiesz, że lubię, kiedy u mnie jesteś. Myślałam, że podoba ci się tutaj.
- Owszem - odpowiedziała Zosia i poczuła, że sprawiła babci przykrość.
Przecież była wspaniała. Miała doskonałe poczucie humoru, była wielkoduszna i bardzo miła. Jednak dziewczynka planowała spędzić całe wakacje w stajniach niedaleko rodzinnego domu. Wówczas każdego ranka sprzątałaby zagrody dla koni, żeby Eliza, ich właścicielka, później pozwoliła jej na nich pojeździć. Tymczasem okazało się, że ominie ją wiele wspaniałych przejażdżek!
- No idź już - powiedziała babcia i się zatrzymała. - Pójdę do kuchni i coś upiekę. A właśnie... Kupiłam stadko kurek bantamek. Uważaj na kogucika. Jest dość bojowy.
- Domyślam się, co on czuje - stwierdziła Zosia i wywróciła oczami.
Kiedy szła przez olbrzymi ogród, trochę wbrew sobie zaczęła radośnie wymachiwać rękami. Niełatwo było marudzić w tak piękny dzień. Nad kolorowymi klombami latały pszczoły, a w powietrzu unosił się cudowny zapach świeżo ściętej trawy. Kiedy dziewczynka dotarła do drewnianego kurnika, trochę poprawił się jej humor.
Młody biały lew uniósł łeb i powąchał gorący wiatr wiejący od ciernistych krzewów. Cieszył się, że wrócił w rodzinne strony. Być może wreszcie zostanie tu na dłużej.
Nagle powietrze przeszył upiorny ryk. Olbrzymi, czarny lew pojawił się tuż nad nim, na skalnym urwisku.
- Heban! - jęknął Płomyk i spojrzał na przerażającą sylwetkę wuja.
Po chwili na jego futrze zaczęły skakać iskierki. Rozbłysło jasne światło i w miejscu, gdzie stał majestatyczny biały lew, pojawił się niewielki, puchaty, trójkolorowy kociak.
Płomyczek ostrożnie się cofnął i wskoczył w zarośla. Miał nadzieję, że dzięki białej sierści z imbirowymi i czarnymi plamkami uda mu się ukryć.
Wuj spojrzał w dół. Jego bystre ślepia zdawały się wwiercać w mięciutką sierść kota. Futrzak skulił się, drżąc ze złości i strachu. Po chwili za nim rozległ się głuchy łoskot. To inny lew przedzierał się przez zarośla. Był stary i szary.
- Książę Płomyku, cieszę się, że znów cię widzę. Ale wróciłeś w niebezpiecznym czasie - ostrzegł.
Futrzak spojrzał z ulgą na swojego starego przyjaciela Chmurka.
- I ja się cieszę, że cię widzę. Miałem nadzieję, że wuj już mnie nie szuka.
- On nigdy nie zrezygnuje - powiedział ze smutkiem starszy lew. - Heban nie ma wyboru. Po prostu musi cię znaleźć i zabić, ponieważ tylko w ten sposób może zatrzymać tron, który ci ukradł. Powinieneś wrócić do świata, z którego przybyłeś, i się ukryć. Wykorzystaj swój nowy wygląd. Bądź ostrożny, bo grozi ci niebezpieczeństwo.
- Mam już dość ukrywania się - miauknął kotek, a jego szmaragdowe ślepia zabłysły. - Stanę do walki z wujem!
Chmurek uśmiechnął się, odsłaniając starte zęby.
- Odważnie powiedziane. Jednak najpierw musisz nabrać sił i rozwagi. Idź...
Nieoczekiwanie znów rozległ się potężny ryk. Heban ruszył w dół skały i z impetem wpadł między krzewy, w których ukrywali się Płomyk i Chmurek. Pod wpływem uderzeń jego łap trzęsła się ziemia.
- Zobaczył nas. Uciekaj, książę! - ponaglił go stary lew. - Ratuj się!
Kotek zapiszczał, kiedy poczuł, że budzi się w nim potężna moc. Jego trójkolorowe futerko pokryło się iskierkami, a potem rozbłysło jasne światło. Przez chwilę miał wrażenie, że spada...