Maślane naleśniki z grzybami
SKŁADNIKI NA 5-6 PORCJI
Dla wszystkich tych, którzy nie radzą sobie z lepieniem pierogów,
ideałem będzie taka uproszczona wersja - naleśniki z grzybami. To
swojskie połączenie krokietów i pierogów. Naleśniki z farszem do
świątecznych pierogów sprawdzą się nie tylko na świątecznym stole jako
dodatek do barszczu lub zupy grzybowej, ale także w ciągu roku jako
szybki i prosty obiad.
NALEŚNIKI
400 g mąki pszennej
300 ml mleka
300 ml wody
2-3 jajka
spora szczypta soli
4 łyżki roztopionego masła
FARSZ GRZYBOWY
100 g suszonych grzybów
300 g ciemnych lub białych pieczarek
400 g świeżych grzybów (mogą być mrożone)
2-3 liście laurowe
3-4 ziarenka ziela angielskiego
3-4 ziarenka pieprzu
2 duże cebule
2-3 ząbki czosnku
sól
świeżo zmielony pieprz
suszony lubczyk
świeżo zmielona kozieradka
5-6 łyżek masła klarowanego do smażenia i gotowych naleśników
Naleśniki: wszystkie składniki dokładnie mieszamy rózgą kuchenną
albo mikserem. Masa powinna być gładka i aksamitna, bez grudek.
Odstawiamy na godzinę, aby ciasto odpoczęło. Po tym czasie smażymy
naleśniki z dwóch stron na złoty kolor.
Farsz: suszone grzyby zalewamy niewielką ilością wody i odstawiamy do
namoczenia w temperaturze pokojowej. Po godzinie, dwóch dodajemy listki
laurowe, ziele angielskie i pieprz. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy
na średnim ogniu ok. 30 minut. Po tym czasie odcedzamy (wywar można
pozostawić do zupy grzybowej).
Oczyszczone pieczarki, świeże albo rozmrożone grzyby oraz te, które
wcześniej ugotowaliśmy, kroimy na mniejsze kawałki i partiami podsmażamy
na maśle klarowanym. Nie należy ich smażyć wszystkich jednocześnie, bo
puszczą wtedy zbyt wiele wody i zaczną się dusić we własnym sosie.
Cebule kroimy w piórka i również podsmażamy na maśle klarowanym do
momentu, kiedy się zeszklą.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Odrobina historii
Każdy powód do tego, aby zebrać się wraz z bliskimi przy wspólnym stole,
porozmawiać, nacieszyć się swoim towarzystwem i pokosztować ulubionych
potraw, jest na wagę złota. A staje się jeszcze cenniejszy, jeśli
związany jest dodatkowo z duchowym aspektem naszego życia. I to nawet w chwili, kiedy świętujemy go niekoniecznie wtedy, gdy powinniśmy...
Zapewne trochę się zdumieliście, czytając ostatnie zdanie. Już tłumaczę...
Choć trudno będzie wam w to uwierzyć, to w początkach chrześcijaństwa
święto, które dziś zwiemy Bożym Narodzeniem, w ogóle nie istniało.
Według nauczania ojców Kościoła najważniejszym i przez długi czas
właściwie jedynym świętem chrześcijan była niedziela, czyli symbol i wspomnienie misterium paschalnego. Od II wieku naszej ery doszedł do
tego kolejny zwyczaj - coroczne obchody śmierci i zmartwychwstania
Chrystusa, czyli Wielkanoc. A co z Bożym Narodzeniem? No cóż, nie
obchodzono go z jednej prostej przyczyny: nikt nie znał daty narodzenia
Jezusa!
Według Ewangelii św. Mateusza Jezus przyszedł na świat za panowania
króla Heroda, który w związku z tym dokonał rzezi niewiniątek, chcąc się
zawczasu pozbyć nowo narodzonego króla Żydów. Problem w tym, że krwawy
monarcha zmarł... w 4 roku przed naszą erą. Ot, i paradoks.
Z kolei według Ewangelii św. Łukasza Jezus przyszedł na świat podczas
spisu ludności zarządzonego przez cesarza Augusta, czyli między 6 a 8
rokiem naszej ery.
Mało tego! Wszystko wskazuje na to, że Jezus tak naprawdę urodził się
nie zimą, a wiosną. W III wieku Klemens Aleksandryjski pisał w swoim
dziele: "Dzień Pańskich narodzin miał miejsce w 28 roku panowania
cesarza Augusta, 25 dnia egipskiego miesiąca pachon. Inni wskazują na 24
lub 25 dzień pharmuthi", co oznaczałoby, że mówimy tu o 20 kwietnia lub
20 maja. Jako potwierdzenie tej teorii przytaczano fakt, że jako pierwsi
przyszli złożyć Dzieciątku ukłon pasterze pilnujący swoich trzód. A przecież bydło wypasano w tamtych rejonach tylko wiosną i latem, a nigdy
zimą.
Jak więc 25 grudnia stał się dniem narodzin Jezusa? Zawdzięczamy to
rzymskiej cesarzowej świętej Helenie, która w 326 roku poleciła
wybudować w Betlejem bazylikę Narodzenia Pańskiego. Wydarzenie to
sprowokowało długie dyskusje o dacie narodzin Zbawiciela i ostatecznie
prawie trzydzieści lat później papież Juliusz I zdecydował o konkretnej
dacie. Nieprzypadkowo padło na 25 grudnia. Jak wiadomo, chrześcijaństwo
chętnie korzystało z wierzeń pogańskich i tak też było w tym wypadku.
Świętowanie narodzin Jezusa - czyli światłości dla wyznawców
chrześcijaństwa - ustanowiono na dzień, który w Cesarstwie Rzymskim od
dawien dawna związany był z kultem Sol Invictus, czyli Słońca
Niezwyciężonego. Ot, jedno święto ważne dla pogan zostało zastąpione
przez drugie - istotne dla chrześcijan.
Co ciekawe, przez kilkanaście setek lat święta Bożego Narodzenia
obchodzone były niezwykle hucznie i wesoło. Dopiero w XVII wieku zaczął
się kształtować ich obecny nastrój, czyli dni nie tylko radosnych, ale
też zmuszających do refleksji nad sensem życia i śmierci.
W Polsce tradycja uroczystych obchodów tego święta narodziła się dość
późno, bo ponad trzysta lat po przyjęciu chrześcijaństwa, i związana
jest z panowaniem w naszym kraju czeskiego króla Wacława II. To wtedy
dotarł do Polski znany od lat w ojczyźnie monarchy zwyczaj budowania
szopek świątecznych i śpiewania kolęd. Początkowo Boże Narodzenie zwane
było u nas Godami, Godniami lub Godnymi Świętami - od
staro-cerkiewno-słowiańskiego słowa god, czyli rok. Dzisiaj to dzień,
który gromadzi przy jednym stole krewnych i przyjaciół, sprawia, że
czujemy się sobie bliżsi, wspólnie kolędujemy i... No właśnie! Jemy! A w tym ostatnim panuje zasada: co kraj, to obyczaj!
Na przykład w Danii na świątecznym stole nie może w te dni zabraknąć
pieczonej kaczki nadziewanej śliwkami i jabłkami czy też pieczeni
wieprzowej w otoczeniu czerwonej kapusty. W Austrii rarytasem
bożonarodzeniowym jest zupa kiełbasiana, składająca się nie tylko z wędliny, ale też makaronu i warzyw. We Francji Boże Narodzenie nie może
się obyć bez foie gras (pasztetu z gęsiej wątróbki) czy kapłona z kasztanami. U naszych zachodnich sąsiadów wszyscy czekają na sałatkę
ziemniaczaną podawaną z tradycyjnymi niemieckimi wurstami, czyli
kiełbaskami. Z kolei królem Anglii jest indyk, choć dzielnie konkurują z nim "świnki w kołderce", czyli kiełbaski zawijane w chrupiący boczek. We
Włoszech w świątecznym menu mogą Was zdziwić nadziewane mięsem pierożki
ravioli oraz... węgorz. Z kolei w Hiszpanii nie może zabraknąć deseru
turrón przygotowywanego z jaj, migdałów, miodu i cukru. W Ukrainie
podczas wieczerzy wszyscy dzielą się prosforą - drożdżowym chlebkiem,
który ma dwie strony: ludzką i boską z wizerunkiem Chrystusa. W Meksyku
popularną przystawką są tortas - bagietki posmarowane pastą z fasoli,
podawane z awokado, chili i cebulą. A w Australii nikogo nie zdziwi
podawany na świąteczny obiad... kurczak curry.
Tak jest na świecie. A u nas? Ha! O tym właśnie traktuje niniejsza
książka. Zebrałem w niej przepisy starsze, związane ze staropolskimi
tradycjami, i nowsze, będące dowodem na to, jak bardzo szybko zmienia
się współczesna kuchnia. Sięgnąłem po receptury, z których od lat
korzystano w mojej rodzinie, i dodałem kilka, które są moim własnym
odkryciem.
Mam nadzieję, że z nich skorzystacie. Nie tylko w święta, bo przecież
dobre dania są ponadczasowe. A nawet - ponadświąteczne!
No to zabieramy się do gotowania.
Powodzenia!
Paweł
Barszcz na domowym zakwasie
SKŁADNIKI NA 8-10 PORCJI
Purpurowobrunatny, intensywny w smaku, kolorze i zapachu. To wizytówka
świąt. Szkoda, że w ciągu roku tak rzadko do niego wracamy. Jest
zdecydowanie niedoceniony, a przecież to jedna z prostszych potraw
świątecznych. Jeśli mieliście z nią kłopoty, to posłużcie się moim
przepisem, a gwarantuję, że stanie się również i Waszą ulubioną
świąteczną zupą. Połowa sukcesu w takim barszczu to domowy zakwas, który
należy przygotować wcześniej. Warto uzbroić się w cierpliwość, bo smak
wynagrodzi Wasz trud!
ZAKWAS
1 kg buraków
główka czosnku
3-4 liście laurowe
3-4 ziarenka ziela angielskiego
2 goździki
2 owoce jałowca
łyżka soli
woda
WYWAR
1 kg buraków
2-3 marchewki
2-3 pietruszki
seler
por
jabłko
cebula
3-4 ząbki czosnku
3-4 liście laurowe
3-4 ziarenka ziela angielskiego
3-4 ziarenka czarnego pieprzu
2-3 goździki
gwiazdka anyżu
2-3 suszone śliwki
kilka suszonych grzybów
2-3 łyżki oliwy z oliwek
sól
DODATKOWO
łyżka jasnego sosu sojowego
sól
świeżo zmielona kozieradka
świeżo zmielony pieprz
ocet
Zakwas: buraki obieramy, kroimy w grube plastry i wrzucamy do dużego
wyparzonego wcześniej słoika (powinien być na tyle duży, aby zmieścił
wszystkie buraki i by można było wlać do niego tyle wody, aby je
przykryła). Między buraki wkładamy wszystkie przyprawy, czosnek
rozdzielamy, ale nie obieramy go ze skórki (ząbki można lekko zmiażdżyć
nożem albo dłonią). Wsypujemy sól i zalewamy całość letnią wodą tak, aby
przykrywała wszystko. Nic nie powinno wystawać poza poziom płynu. Lekko
zakręcamy słoik i odstawiamy w temperaturze pokojowej na 5-6 dni.
Co 24 godziny można słoik przekręcić kilka razy do góry nogami
(uprzednio go dokręciwszy), aby wszystkie składniki miały szansę się
połączyć i by smak zakwasu był intensywniejszy. Po odstawieniu słoika
znowu można wieko delikatnie poluzować.
Tak przygotowany przecedzony zakwas można przechowywać w lodówce nawet
przez kilka tygodni. Dlatego warto przygotować go wcześniej, a nie na
ostatni moment przed świętami.
Wywar: obieramy połowę buraków i wszystkie marchewki, pietruszki i seler. Obierki przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, a warzywa wrzucamy do dużego garnka.
Pora kroimy na pół. Jedną połowę dodajemy do garnka, a drugą na blachę z obierkami.
Pozostałe buraki kroimy na mniejsze kawałki (wraz ze skórką) i dorzucamy
do obierków. Wszystko skrapiamy oliwą z oliwek, posypujemy sporą ilością
soli, wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20-30 minut w temperaturze
190?C-200?C.
Do garnka z warzywami dodajemy nieobrane, pokrojone jabłko, obraną,
przekrojoną na pół cebulę, czosnek, wszystkie przyprawy, śliwki i grzyby.
Gotujemy na jak najmniejszym ogniu ok. 1,5 godziny. Po tym czasie
dodajemy upieczone wcześniej obierki i buraki, gotujemy jeszcze ok. 30
minut znów na najmniejszym ogniu.
Jeśli zbyt żywo zagotujemy bulion z burakami, kolor straci na
intensywności. Wywar stanie się mętny i ciemnobrązowy.
Przecedzamy wywar i dolewamy do niego zakwas. Ilość zależy od tego, jak
intensywny mamy zakwas i jak bardzo kwaśny chcemy uzyskać barszcz (u mnie to ok. litra zakwasu na 2 litry przecedzonego wywaru).
Barszcz doprawiamy sosem sojowym, solą oraz świeżo zmieloną kozieradką i pieprzem.
Jeśli lubicie bardzo kwaśny barszcz, można dodać do niego łyżkę octu.
Wzmocni on jeszcze bardziej kolor i smak.
Pergaminowe uszka do barszczu
SKŁADNIKI NA OK. 40 USZEK
Malutkie uszka z farszem grzybowym zamknięte w idealnie cieniutkim,
wręcz pergaminowym cieście są idealne do klasycznego barszczu czerwonego
i do zupy grzybowej. Jeśli jednak zupy te nie są na liście Waszych
ulubionych potraw, spokojnie możecie podać te maleństwa po prostu z masłem. Same w sobie są obłędnie smaczne!
CIASTO
150 g mąki pszennej
szczypta soli
ok. 100 ml wody
FARSZ
100 g suszonych grzybów
100 g ciemnych pieczarek
kromka chałki
2 cebule
2 łyżki masła
sól
łyżeczka cukru
świeżo zmielona kozieradka
świeżo zmielony pieprz
1-2 listki laurowe
1-2 ziarenka ziela angielskiego
1-2 goździki
olej
Ciasto: przed wyrabianiem ciasta wstawiamy żaroodporną miskę do
piekarnika i nagrzewamy ją do 200?C. Miska musi być bardzo gorąca i oddać ciepło ciastu.
Do innej, większej miski wsypujemy mąkę i sól, powoli dolewamy wodę.
Mieszamy, zagarniając mąkę do środka, aby powstała jednolita masa. Może
okazać się, że mąka wchłonie więcej wody, wtedy można jej dolać.
Wykładamy ciasto na stolnicę podsypaną mąką i wyrabiamy przez kilka
minut. Gdy będzie już gładkie i elastyczne, ostrożnie wyciągamy
rozgrzaną miskę z piekarnika i przykrywamy nią ciasto, pozostawiając do
całkowitego wystudzenia. Dzięki temu ciasto będzie się lepiej
rozwałkowywało i nie zwijało podczas lepienia.
Farsz: suszone grzyby zalewamy wodą i odstawiamy na kilka godzin w temperaturze pokojowej. Następnie dodajemy do nich liście laurowe, ziele
angielskie, goździki i jedną całą cebulę. Gotujemy przez 20-30 minut.
Odcedzamy. Wywar możemy zostawić do zupy grzybowej.
W tym czasie kroimy pieczarki na grubsze plastry.
Oba rodzaje grzybów podsmażamy na oleju. Dobrze robić to partiami, aby
się smażyły, a nie dusiły we własnym sosie. Studzimy je i mielimy przez
maszynkę do mięsa (lub miksujemy w blenderze) wraz z chałką.
Drugą cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na maśle z niewielką ilością
soli i łyżeczką cukru.
Przesmażoną cebulę dodajemy do zmielonych grzybów. Mieszamy całość i doprawiamy solą oraz świeżo zmielonym pieprzem i kozieradką.
Ciasto bardzo cienko rozwałkowujemy (co jakiś czas można podsypać blat
mąką, aby się nie przyklejało). Kroimy na małe kwadraty o boku ok. 5 cm.
Na środek każdego nakładamy łyżeczką farszu i zlepiamy przeciwległe
końce ciasta, pociągając delikatnie do góry, naciągając na nadzienie
oraz mocno dociskając, aby nie zostawić żadnych szpar. Następnie końce
zlepiamy ze sobą, by uzyskać kształt uszka. To samo robimy z kolejnymi,
aż zużyjemy i ciasto, i farsz.
W garnku gotujemy wodę ze sporą ilością soli. W kilku partiach (dzięki
temu się nie pozlepiają) delikatnie wrzucamy uszka do wody i gotujemy
ok. minuty od wypłynięcia na powierzchnię. Wyciągamy łyżką cedzakową i układamy na talerzu polanym łyżką oleju rzepakowego lub masła, co jakiś
czas potrząsając nimi, aby się nie posklejały.
Karp smażony w migdałowej panierce
SKŁADNIKI NA 4 PORCJE
Soczysty i chrupiący karp o delikatnie wyczuwalnym smaku migdałów.
Obłędnie delikatny. Smażenie w głębokim oleju to najlepszy sposób, aby
karp był soczysty i pozbawiony, co może wydawać się niemożliwe, nawet
najmniejszych ości.
filet z karpia lub 3-4 dzwonka
cebula
sól
3-4 ziarenka ziela angielskiego
świeżo zmielony pieprz
PANIERKA
3-4 łyżki mielonych migdałów
3-4 łyżki mąki pszennej
2 jajka
łyżka mleka
olej rzepakowy do smażenia
SOS
3 żółtka
3 łyżki drobnego cukru
4-5 łyżek tartego chrzanu
świeżo zmielony pieprz
Jeśli mamy płat karpia, kroimy go na grube długie paski. Jeśli dzwonka,
pozbywamy się kręgosłupa i wyciągamy ości, które wystają (można to
zrobić za pomocą pęsety). Przekładamy rybę do naczynia, w którym będzie
się marynowała.
Cebulę kroimy w piórka i wrzucamy do przygotowanego karpia. Dodajemy
sól, mocno rozdrobnione ziarenka ziela angielskiego i świeżo zmielony
pieprz. Całością masujemy rybę tak, aby przyprawy i cebula pokryły
dokładnie mięso karpia.
Odstawiamy do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.
Zamarynowanego karpia wyciągamy z cebuli. Jajka roztrzepujemy z mlekiem.
W dwóch innych miskach rozkładamy oddzielnie mąkę i mielone migdały.
Olej rozgrzewamy w garnku tak, jak do smażenia pączków (ok. 180?C).
Powinno być go na tyle dużo, aby kawałki karpia zanurzyły się w nim w całości.
Każdy kawałek ryby panierujemy kolejno w migdałach, jajku i mące.
Wrzucamy na olej i smażymy kilka minut z każdej strony. Powinien być
złoty i lekko napuchnięty niczym ciasto drożdżowe.
Sos: żółtka ucieramy z cukrem za pomocą rózgi kuchennej aż do
momentu uzyskania gęstego białego kremowego sosu, niczym kogel-mogel. Na
koniec dodajemy chrzan i doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem. Podajemy
z gorącym smażonym karpiem.