Rozdział 1
Amber
Wpatrywałam się w świąteczną kartkę trzymaną w ręku, jakby była niebezpiecznym ładunkiem, którego należy się jak najszybciej pozbyć.
- Nie rób takiej miny, wyglądasz okropnie.
Drgnęłam, słysząc głos mojej współlokatorki, która właśnie weszła do salonu.
- Co tam masz?
Wyciągnęłam przed siebie kartkę, pozwalając dziewczynie zobaczyć, co wywołało moje niezadowolenie.
- To zaproszenie - powiedziała, przebiegając wzrokiem po tekście. - Całkowicie nie rozumiem tego zgorzkniałego wyrazu na twojej twarzy, Amber.
Przewróciłam oczami, zabierając papier z jej dłoni.
- Wyobraź sobie, że jakoś nie mam ochoty świętować ze współpracownikami, którzy na co dzień są wrzodami na moim tyłku.
Moje słowa wywołały wybuch śmiechu u Jillian.
- To nie jest zabawne - fuknęłam.
- Oj nie bądź Grinchem. - Klapnęła obok mnie na kanapie. - To impreza dla całego biurowca, może będziesz miała okazję spotkać tego kolesia, do którego bez przerwy wzdychasz na odległość.
- Po pierwsze, nie wzdycham do niego. A po drugie, nawet jeśli tam będzie, to nie sądzę, żeby zwrócił na mnie uwagę - wymamrotałam.
- Nie gadaj głupot, jak dobrze widziałam, mamy jeszcze trzy tygodnie, by to zmienić.
Nie spodobał mi się błysk w jej oku i uśmieszek, którym mnie obdarzyła.
- Dlaczego mam wrażenie, że powinnam zacząć się obawiać tego, co rodzi się w twojej głowie? - zapytałam ostrożnie.
- Kochana, zaufaj mi - objęła mnie ramieniem, szczerząc się - ta impreza świąteczna będzie należała do ciebie, a może nawet skradniesz całusa niejednemu mężczyźnie pod jemiołą.
Pokręciłam głową na jej ględzenie. Nie chciałam jakiegoś tam mężczyzny, wystarczyłby Matthew, ale to niemożliwie. Nieraz widziałam, jak ten facet filtruje z każdą kobietą na moim piętrze, pomijając mnie. Czasem przyłapywałam go, jak zerkał w moim kierunku, zawsze jednak skupiał uwagę na dokumentach leżących na moim biurku, mnie nigdy nie poświęcał uwagi. To bolało. Może nie wyglądałam jak Laura, która była uznawana za seksbombę, i - jeśli wierzyć plotkom - każdy facet w firmie mógł pochwalić się tym, że spędził z nią szaloną noc, ale na pewno nie byłam jakaś szkaradna.
Może rzeczywiście powinnam zgodzić się na szalony pomysł Jillian, a niech wyjdą im wszystkim oczy, kiedy zobaczą nową Amber. Jeszcze Matthew będzie ślinił się na mój widok, a wtedy ja potraktuję go takim samym spojrzeniem, jakim on obdarza mnie codziennie - jakbym była powietrzem.
Tak, zdecydowanie podobał mi się ten pomysł. Zaczynałam uważać, że te święta będą inne niż dotychczas.
- Myślę, że jestem gotowa ci zaufać - powiedziałam.
- Cudownie. - Podskoczyła na kanapie. - Pora rozpocząć nasz projekt. Nazwiemy go: świąteczny plan.
Przez następne kilka godzin przy butelce wina, a może nawet dwóch, omawiałyśmy nasz zwariowany pomysł. Jillian chciała, bym zdobyła Matthew, ja zaś pragnęłam utrzeć mu nosa.