Holly
Płatki śniegu opadały powoli na maskę samochodu. Nie mogłam przestać wpatrywać się w wyryty przed chwilą krucyfiks. To było chore. Wiedziałam, że Wielebny Blade był niebezpieczny, ale w najgorszych koszmarach nie przypuszczałam, że jest do tego zdolny. Musiał już całkowicie stracić nad sobą kontrolę.
Podniosłam z chodnika białą kopertę i wróciłam z nią z powrotem do środka, po czym zamknęłam za sobą starannie drzwi.
- Co ci zostawił? - spytała Chloe. Odgarnęła długie włosy z twarzy i nachyliła się, żeby lepiej zobaczyć, co ze sobą przyniosłam.
- Siedź spokojnie, a ja założę ci bandaż - poleciła Lucy, sadzając Chloe na stołku.
- Przeczytajcie to na głos, chcę wiedzieć, co tam jest napisane - upominała się poszkodowana.
- To po prostu list. Nic więcej - stwierdziłam pozornie pewnym siebie głosem.
Lucy i Chloe wpatrywały się we mnie intensywnie, więc odwróciłam wzrok i spojrzałam przez okno. Na zewnątrz napadało bardzo dużo śniegu.
- Potrzebuję światła, żeby rozjaśnić to wnętrze - powiedziałam, jednocześnie kładąc dłoń na parapecie. - Chciałabym też kupić choinkę, mogłabym postawić ją w rogu sali. Muszę mieć prawdziwe drzewko. Myślisz, że dałoby się takie zamówić, Lucy?
- Holly, kochanie, czy widziałaś tu w Snowdonii coś sztucznego? Oczywiście, że załatwię ci choinkę - powiedziała właścicielka sklepu, po czym pożegnała się i wyszła z lokalu.
Gdy tylko opuściła pub, napełniłam szklankę wodą i wypiłam ją duszkiem.
- Miałam nadzieję, że uda mi się otworzyć tuż przed świętami Bożego Narodzenia - zaczęłam myśleć na głos. - Ale teraz już sama nie wiem, czy będę mieć do tego dość siły - kontynuowałam, patrząc na kopertę.
- To jasne, trzeba uruchomić pub jak najszybciej. Daj mi to! - powiedziała Chloe, prawie wyrywając mi z ręki list. - Co to ma znaczyć? - spytała, gdy tylko skończyła czytać.
- To są same bzdury... Nie ma się czym przejmować.
- Myślę, że to brzmi jak groźba - stwierdziła i przeczytała na głos treść wiadomości: "Jeśli kto bojaźni Pańskiej pilnie trzymać się nie będzie, wnet jego dom się obali
.
Wzruszyłam ramionami, starając się pokazać, że właściwie nic mnie to nie obchodzi. Tak naprawdę było jednak zupełnie odwrotnie. Cała w środku aż trzęsłam się ze strachu. Byłam śmiertelnie przerażona, ale nie chciałam tego dać po sobie poznać. Nie wiedząc, co mam zrobić z rękami, wzięłam miskę z ciastem na pizzę i zerwałam folię, którą była przykryta. Nasypałam trochę mąki na stolnicę i zaczęłam wyrabiać zaczyn.
- Musisz zgłosić tego psychola funkcjonariuszom - powiedziała Chloe zdecydowanym tonem.
- Nie chcę mieszać w to policji - odpowiedziałam szybko.
Rozwałkowałam trzy kawałki ciasta, po czym wyjęłam z lodówki składniki na sos pomidorowy, które wczoraj sobie przygotowałam. W szklanej salaterce miałam przecier z marynowanych pomidorów, pieczoną paprykę, oliwę z oliwek, zmiażdżony czosnek i trochę soli. Wszystko to zblendowałam na gładką masę, następnie posmarowałam spody sosem, układając na nich plasterki salami, świeże pieczarki, mozarellę i grubą warstwę tartego sera cheddar. Na koniec dodałam trochę suszonych przypraw i pizza była gotowa do upieczenia.
- To już wszystko - powiedziałam, wycierając dłonie w fartuch. - Czas włożyć placek do pieca.
- Co zrobisz z listem? - zapytała Chloe.
- Jeszcze nie wiem. Myślę, że chyba nic. Wydaje mi się, ten sukinsyn próbuje przejąć kontrolę nad moim życiem. To nie pierwsza taka groźba, jeśli mam być szczera.
- O co tu właściwie chodzi? Kim on jest?
Włożyłam pizzę do pieca i zamknęłam drzwiczki.
- To mój były szef.
- Dlaczego cię śledzi i po co wyrył znak krzyża na twoim samochodzie?
- Uwziął się na mnie, gdy jeszcze razem pracowaliśmy. To i tak bardzo łagodne określenie tego, co tam przeszłam. On mnie z jednej strony nienawidzi, ale z drugiej chce, żebym mu uległa.
Wydawało mi się, że Chloe miała problem z przyswojeniem sobie tych wszystkich informacji. Bardzo dobrze ją rozumiałam. To brzmiało bardziej jak scenariusz filmu klasy B, a nie prawdziwe życie.
- Właśnie dlatego opuściłam Liverpool i przeprowadziłam się do Bach Tef Môr. Nigdy nie przypuszczałam, że mnie tutaj znajdzie.
- Jednak jakoś mu się to udało.
- Niestety, taka jest prawda.
- To nie pierwszy list z pogróżkami, jak rozumiem.
- Tak, to trwa już jakiś czas. Wcześniej kręcił się koło mojej chatki - powiedziałam beznamiętnie. - Cała ta sytuacja odbiera mi siły i chęci do życia.
- Dlaczego wysyła ci takie dziwne groźby?
- To są cytaty z Biblii. On jest księdzem.
- To raczej diabeł niż ksiądz - stwierdziła wyraźnie poruszona Chloe.
Po tej krótkiej rozmowie z moją nową przyjaciółką poszłam do Lucy, żeby zaprosić ją na lunch. Właśnie obsługiwała starszą kobietę w zielonym filcowym kapeluszu.
- Przyjdziesz na pizzę, jak będziesz wolna?
- Czy otwarła pani pizzerię? - zapytała klientka sklepu.
- Jeszcze nie, ale wkrótce zamierzam to zrobić. Tak naprawdę to będzie pub, w którym będzie można coś zjeść.
- Zapraszamy na uroczyste otwarcie dwudziestego trzeciego grudnia. Proszę również przyprowadzić swoich znajomych - dodała Lucy. - Pizze Holly są wyśmienite.
Gdy tylko kobieta wyszła ze sklepu, zwróciłam się do właścicielki: - Zupełnie sobie nie przypominam, żebym ustaliła datę otwarcia. Niezłe z ciebie ziółko.
- Tak, tak. Z taką przyjaciółką jak ja nie zginiesz - potwierdziła Lucy, kiwając głową. - Wiesz, kto to był?
- Nie.
- To Ysbail, przewodnicząca tutejszego Związku Tańców Holenderskich.
- Przewodnicząca czego?
- Tańce holenderskie są bardzo popularne w tej okolicy - powiedziała Lucy, wykonując kilka tanecznych ruchów. Aż huknęło, kiedy stuknęła obcasami o podłogę. - Coś w tym stylu - wydusiła z siebie, sapiąc przy tym głośno.
- A niech mnie, nie sądziłam, że masz takie talenty.
- Kiedyś wykonywano ten taniec z prawdziwą podkową przymocowaną do podeszwy.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.