Świąteczna pomyłka - Alexi Lexi

Kup ebooka

14.90 zł
12.37 zł (12,67 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

?Alexi Lexi, 2023

?Wydawnictwo Magdalena Szweda, 2023

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci (żyjących obecnie lub w przeszłości) oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest przypadkowe.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i powoduje naruszenie praw autorskich tejże publikacji.

ISBN: 978-83-67443-67-8

Redakcja i korekta: Dominika Bronk

Projekt okładki: Magdalena Szweda

Zdjęcie na okładce: Q-stock/shutterstock.com

Opracowanie wersji elektronicznej: Magdalena Szweda

Wydanie I

Świąteczna pomyłka

Rozdział 1

Lena

Uważnie wpatrywałam się w monitor komputera i zawzięcie wstukiwałam dane sprzedaży za ostatni miesiąc. Do Bożego Narodzenia pozostały niespełna trzy dni, a ja nadal nie wykonałam do końca swojej pracy. W okresie świątecznym moja wydajność zawsze spadała. Może to wina śniegu, który w tym roku zasypał Nowy Jork. Ciężko było mi się skupić na powierzonych zadaniach. Na domiar złego moja siostra, z którą zawsze spędzałam ten wyjątkowy okres roku, postanowiła wyjechać z mężem na zimowe wakacje. Oboje byli bardzo zapracowani i dopiero teraz znaleźli czas na odpoczynek, więc nie chciałam swoim marudzeniem psuć im urlopu.

Westchnęłam ciężko i poprawiłam oprawki okularów, które zsuwały mi się z nosa. Sięgałam właśnie po kolejny zestaw dokumentów, gdy usłyszałam stukot butów o posadzkę. Uniosłam głowę w chwili, gdy do pomieszczenia wszedł Tom - mój szef.

Oczywiście na jego widok moje serce zgubiło rytm, a przyjemny dreszcz przeszył ciało. Nie potrafiłam ukryć fascynacji obecnością mężczyzny w pomieszczeniu. Zawstydzona spuściłam wzrok na klawiaturę komputera i udawałam, że mnie tu nie ma.

- Dlaczego jeszcze tutaj jesteś?

Chyba nie do końca mi się to udało.

- Mam dużo pracy - wymamrotałam pod nosem, nadal na niego nie spoglądając.

- Wszyscy już poszli do domu i ty też powinnaś.

Podszedł do mojego biurka i nachylił się, opierając dłonie o blat. Chcąc nie chcąc, musiałam na niego zerknąć.

Na jego przystojnej twarzy widoczne były oznaki zmęczenia. Ziemista cera oraz cienie pod oczami stanowiły tego jawny dowód. On również został w firmie po godzinach, ale w sumie piastował funkcję prezesa, więc to nikogo nie mogło dziwić.

Świdrował mnie spojrzeniem, czekając, aż się do niego odezwę. Przełknęłam ślinę i by nie zdradzić drżenia swoich rąk, zajęłam się segregowaniem dokumentów.

- Muszę skończyć to, co zaczęłam. Gdy tylko uporam się z tymi dokumentami - dłonią wskazałam na kilka teczek leżących na biurku - wtedy pojadę do domu.

- Nie mogę się zgodzić na to, byś pracowała ponad siły.

Jego troska mnie rozczuliła. Tom nie był typowym szefem, który miałby za nic swoich pracowników. Troszczył się o nas w wyjątkowy sposób, dlatego wszyscy darzyli go wielkim szacunkiem, a kilka kobiet nawet skrycie się w nim podkochiwało. Nie dziwiłam im się, sama byłam jedną z nich. Leciałam nie tylko na jego urodę... przede wszystkim podobał mi się jego łagodny charakter.

- Nie jestem zmęczona - skłamałam. - Nie musisz się mną przejmować. Wracaj do domu, ja też zaraz wychodzę. - Posłałam mu delikatny uśmiech, by go uspokoić.

- Poczekam i cię odwiozę.

Z wrażenia moje oczy wyszły z orbit. Tom nigdy nikomu nie proponował podwózki do domu. Wezbrały we mnie dziwne uczucia, których nie byłam w stanie nazwać.

- Naprawdę to nie jest konieczne. - Pokręciłam głową. Kilka pasm włosów uciekło z mojego luźnego warkocza.

- Nie przyjmuję odmowy. - Podszedł do krzesła znajdującego się w kącie pomieszczenia i usiadł, nie spuszczając ze mnie wzroku.

W jego obecności nie potrafiłam się skupić, więc już po kilku minutach postanowiłam zakończyć na dziś swoją pracę.

Westchnęłam ciężko, wyłączyłam komputer i odsunęłam od siebie stos niesprawdzonych dokumentów. Planowałam przyjść jutro wcześniej, by nadrobić zaległości. Oczywiście nie zamierzałam mówić tego Tomowi, bo nie byłby z tego powodu zadowolony.

- Skończyłam. - Wstałam z fotela, chwyciłam płaszcz, po czym zarzuciłam go sobie na ramiona. Sięgnęłam również po torebkę i ruszyłam do wyjścia.

Tom podniósł się z krzesła i przepuścił mnie w drzwiach. Czułam bliskość jego ciała, gdy szliśmy korytarzem w stronę wind. Nie odzywaliśmy się do siebie, a jedynym dźwiękiem, który nas otaczał, był stukot butów o posadzkę.

Na parkingu podziemnym znajdował się tylko samochód szefa. Czarny mercedes z przyciemnionymi szybami robił wrażenie. Jeszcze nigdy nie jechałam takim luksusowym pojazdem.

Tom otworzył drzwi od strony pasażera i z przyjaznym uśmiechem zaprosił mnie do środka. Z lekkim wahaniem zajęłam miejsce i czekałam, aż mężczyzna zasiądzie za kierownicą. Kilka sekund później jego masywna sylwetka usadowiła się na fotelu obitym ciemną skórą. Odpalił silnik, który przyjemnie zamruczał i wprawił pojazd w ruch. Toczyliśmy się wolno po pustym parkingu, samochód nabrał prędkości dopiero wtedy, gdy wyjechał na drogę.

Tom prowadził pewnie, zwinnie lawirując między innymi autami. Czułam się bezpiecznie w jego towarzystwie, dlatego odprężyłam się i podziwiałam mijane po drodze budynki.

- Jakie masz plany na święta?

Z przyjemnych myśli wyrwał mnie spokojny głos szefa. Oderwałam wzrok od okna i spojrzałam na mężczyznę, próbując wymyślić na szybko odpowiedź.

Wolałam nie przyznawać się, że święta spędzę samotnie. Nie chciałam widzieć w jego oczach współczucia.

- Święta spędzę z rodziną - skłamałam.

- Myślałem, że tak jak połowa firmy zaplanowałaś urlop w ciepłych krajach.

- Wolę spędzić je tradycyjnie.

Może gdybym miała większe oszczędności, pokusiłabym się o wykupienie wycieczki, ale nie chciałam roztrwaniać pieniędzy na głupoty. Firma dobrze płaciła, ale wolałam odkładać na czarną godzinę.

- To tak jak ja. Nic nie zastąpi czasu spędzonego z rodziną. - Jego usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu na wzmiankę o bliskich.

Nie zamierzałam już nic dodawać, więc siedziałam cicho i zaciskałam dłonie na torebce. Kilka minut później samochód zatrzymał się pod moją kamienicą.

- Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam? - zapytałam, kładąc rękę na klamce.

- Jestem szefem, więc muszę posiadać takie informacje. - Wzruszył ramionami.

Odpuściłam temat i wyszłam pojazdu. Zanim jednak zamknęłam drzwi, nachyliłam się i wbiłam wzrok w mężczyznę.

- Dziękuję za podwózkę.

- Nie masz za co. - Posłał mi delikatny uśmiech, po czym dodał: - Wesołych świąt, Leno.

Zmarszczyłam brwi.

- Przecież jutro znów się spotkamy.

- Niestety nie. - Pokręcił głową. W jego głosie usłyszałam autentyczny smutek. - Dziś był mój ostatni dzień pracy przed światami, zobaczymy się dopiero po nich.

Przesunęłam po nim spojrzeniem.

- Wesołych Świąt, Tom.

Zamknęłam drzwi i nie patrząc już w stronę szefa, ruszyłam do budynku. Usłyszałam za sobą pisk opon i warkot silnika. Odjechał, a ja poczułam dziwną pustkę.