ROZDZIAŁ I
DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ
Tego dnia nic nie zapowiadało burzy. W domu państwa Sadowskich panowała pogodna atmosfera, ponieważ Miłosz i Łucja wrócili już z wakacyjnych wyjazdów. Teraz spędzali weekend z rodzicami, pomagając w przygotowaniu obiadu oraz nakrywaniu do stołu. Odkąd dorośli, zdarzało się to rzadziej niż kiedyś, toteż cieszyło wszystkich ogromnie.
Małżonkowie zasiedli do posiłku w radosnym nastroju i z przyjemnością obserwowali swoje pociechy: w lato brat i siostra pięknie się opalili, co zdecydowanie dodało im urody. W jego przypadku opalenizna podkreśliła smagłą cerę, a w jej - lekko przyciemniła delikatne piegi, które zdobiły nos i policzki. Danuta miała takie same, dlatego przez lata unikała słońca, lecz teraz, patrząc na córkę, pomyślała, że robiła błąd. Łucja nigdy wcześniej nie wyglądała tak ślicznie!
Tadeusz całkowicie podzielał zdanie żony, lecz trochę się obawiał, że uroda córki zainteresuje zbyt wielu chłopaków, którzy skutecznie odciągną ją od nauki. W końcu dopiero co zdała maturę i za miesiąc miała zacząć studia, więc nie potrzebowała obecnie żadnych komplikacji w życiu - nawet miłosnych. Co do Miłosza żywił mniejsze obawy, gdyż chłopak wydawał się bardziej rozsądny od siostry. Przynajmniej taką opinię jego rodzice żywili do czasu podania deseru.
W momencie gdy na stole pojawił się sernik na zimno, Miłosz nieoczekiwanie zmarszczył brwi, jakby się nad czymś usilnie zastanawiał. Potem obrzucił zgromadzonych niepewnym spojrzeniem i powiedział:
- Korzystając z tego, że jesteśmy w komplecie, chciałbym was o coś zapytać.
Trzy pary oczu oderwały się od sernika i spoczęły na nim.
- Czy mielibyście coś przeciwko temu, abym przeprowadził się do mieszkania po babci?
Przez dłuższą chwilę przy rodzinnym stole panowała taka cisza, że dałoby się słyszeć trzepot skrzydeł motyla, gdyby nagle wpadł do salonu. Wszyscy najwyraźniej potrzebowali czasu, aby przetrawić słowa Miłosza.
Danuta odzyskała głos jako pierwsza.
- Kiedy? - zapytała ze zdumieniem.
- Teraz - odparł spokojnie. - Skończyłem dwadzieścia dwa lata, zrobiłem licencjat... Chyba już pora, żebym się usamodzielnił.
- Przecież masz jeszcze przed sobą dwa lata studiów magisterskich - powiedział Tadeusz, nie kryjąc zdziwienia.
- Poradzę sobie! Jeden pokój wynajmę, poza tym na pewno znajdę jakieś dorywcze zajęcie na weekendy. Sporo osób łączy naukę z pracą.
- Ale ty nie musisz - wpadła mu w słowo matka. - Możesz spokojnie mieszkać z nami i niczym się nie przejmować.
- Nie chcę być dla was ciężarem - odparł stanowczo.
- A skąd ci przyszło do głowy przyszło, że jesteś? - zapytał ojciec.
- No właśnie - zawtórowała matka. - Czy kiedykolwiek coś takiego sugerowaliśmy?
- Oczywiście, że nie! Po prostu niektórzy moi znajomi już sami dają sobie radę w życiu, więc głupio mi być ciągle na waszym garnuszku. Chciałbym też poczuć się dorosły.
Danuta zamyśliła się na chwilę. Mieszkanie jej zmarłej matki - dwa przytulne pokoiki z kuchnią i łazienką - idealnie nadawało się dla kawalera. Wcześniej wynajmowali je młodej kobiecie pracującej w jednej z warszawskich korporacji. Odkąd przed miesiącem zmieniła stan cywilny i przeprowadziła się do męża, stało puste. Zamierzali znów zgłosić je do wynajmu, ponieważ dodatkowe pieniądze bardzo się w domowym budżecie przydawały. Matka nie miała jednak serca odmawiać synowi, który najwyraźniej miał własne plany na życie.
- Pomyślimy o tym - odparła enigmatycznie.
Mąż rzucił jej pełne wdzięczności spojrzenie. Sam też chciał jeszcze przedyskutować z nią tę kwestię, i to najchętniej w cztery oczy.
Miłosz nie nalegał. Sama świadomość, że ma już poniekąd sprawę z głowy, poprawiła mu humor. Był zatem gotów poczekać na ostateczną decyzję rodziców. Nałożył sobie sporą porcję sernika na zimno i spokojnie zabrał się do jedzenia. Nawet nie zauważył, że pozostali jakoś stracili apetyt...
Wieczorem, gdy małżonkowie znaleźli się sami w sypialni, Tadeusz od razu wrócił do tematu.
- Czy nie uważasz, że Miłosz coś kręci? - zapytał ostrożnie.
- Oczywiście - odparła Danuta. - Przecież jeszcze do niedawna robił wrażenie bardzo zadowolonego ze swojej sytuacji.
- Więc co mogło wpłynąć na to, że tak nagle zmienił zdanie?
- Chyba powinniśmy się raczej zastanowić kto...
Widząc zdumienie w oczach męża, roześmiała się spontanicznie.
- Nie słyszałeś, co powiedział? Jeden pokój chce wynająć.
- No tak, ale...
- Jestem gotowa się założyć, że ma już chętną osobę. Pewnie to jakaś koleżanka ze studiów.
Tadeusz wreszcie zrozumiał.
- Sądzisz, że chce po prostu zamieszkać z dziewczyną?
- Prawdopodobnie tak, tylko głupio mu powiedzieć nam o tym wprost.
- Dlatego nagle zapragnął samodzielności...
- Chociaż kiepsko sobie radzi z robieniem zakupów i wciąż zapomina o sprzątaniu!
Teraz już śmiali się oboje. Rzeczywiście, tylko miłość mogła spowodować chęć wzięcia na siebie poważnych życiowych obowiązków, od których wcześniej ich syn raczej się wymigiwał. Obawa o reakcję rodziców mogła zaś sprawić, że nie przyznał się do tego.
- Czyli uważasz, że powinniśmy się zgodzić? - zapytał Tadeusz.
Danuta skinęła głową.
- Jeśli odmówimy, pewnie będzie bardzo zawiedziony. Niech spróbuje tej samodzielności, zobaczymy, na jak długo starczy mu entuzjazmu. Może za parę miesięcy wróci do domu?
- Kto wie...?
Kiedy położyli się do łóżka, przyszło mu do głowy jeszcze jedno pytanie.
- Ale dlaczego dotąd nie zaprosił tej dziewczyny do domu?
- Bo wówczas sprawa byłaby zbyt oczywista - wyjaśniła mu żona.
- Chyba masz rację.
Obydwoje lubili czytać w łóżku, więc kilka minut później każde było już zajęte lekturą. Danuta pochłaniała romans historyczny, a jej mąż krwisty kryminał. Żadnemu nie przyszło do głowy, że umknęła ich uwadze istotna kwestia: Łucja nie skomentowała planów brata ani jednym słowem...