Świat według Clarksona (#2). I jeszcze jedno... Świat według Clarksona 2 - Jeremy Clarkson

-
Proszę czekać

Jestem nikim - tak twierdzi moja ekskluzywna karta kredytowa

Podejrzewam, że każdy z nas ochłonął już po tym, jak przed Bożym Narodzeniem wycisnęliśmy ostatnie soki z naszych i tak ledwie już żywych kart kredytowych. W okolicy przyszłego tygodnia możemy się więc spodziewać telewizyjnego wystąpienia jakiegoś ministra, który z kwaśną miną wyjaśni nam, że zadłużamy się ponad stan i że musimy z tym wreszcie skończyć.

W połowie lat siedemdziesiątych, wkrótce po wprowadzeniu kart kredytowych, nasze zadłużenie sięgało 32 milionów funtów. Teraz wpędziliśmy się w dług sięgający 50 miliardów, co daje 1140 funtów debetu przypadających na każdego dorosłego obywatela Wielkiej Brytanii.

W wyniku powyższego nasza gospodarka stoi na skraju załamania i, by ją ratować, podstarzałe paniusie będą musiały sprzedać swoje koty na eksperymenty medyczne. Dzieci wpadną w sidła prostytucji lub będą zmuszane do czyszczenia kominów od środka1. Po prostu brak słów.

Istnieje jednak jeszcze bardziej mroczna strona kart kredytowych. Ich złowieszczy aspekt, o którym rzadko się wspomina.

Mówię tu o cierpieniu wynikającym z nieposiadania odpowiedniej karty.

Wszyscy to przerabialiśmy. Kolacja skończona, rachunek już czeka na stole i każdy rzuca na spodek swój kawałek plastiku. Powstaje istne morze platyny i złota. Jeden z gości wyciąga kartę z rysunkiem dyliżansu amerykańskiego banku Wells Fargo. Inny pokazuje kartę nabywczą Rządu Jej Królewskiej Mości, dokładnie taką, jaką ma James Bond.

Teraz nadchodzi wasza kolej. Tylko że wszystko, co macie, to zielona karta Switch najpośledniejszego pod słońcem banku NatWest.

Z towarzyskiego punktu widzenia będziecie skończeni. A może już jesteście?

Kilka lat temu przeczytałem wywiad z jakimś człowiekiem, który w swoim portfelu miał całą masę różnych kart i twierdził, że najlepsze z nich, a w szczególności obiekt pożądania wielu ludzi - czarna karta American Express - dają mu "pewne przywileje".

Oczywiście, że musiałem mieć taką kartę. Nałgałem więc o moich zarobkach, wyłożyłem 650 cholernych funciaków i już trzymałem ją w garści, w pudełku ze sztucznej skóry, zapakowaną jak wytworne kolczyki od Tiffany'ego. Mój własny paszport do świata high life'u.

Kilka tygodni później leciałem klasą turystyczną do jakiejś zapomnianej przez Boga i ludzi dziury - nawet już nie pamiętam dokąd - i czekałem na samolot w jednym z tych barów z ostrygami na Heathrow, zmagając się z pytaniami na temat diesli Volkswagena, którymi męczył mnie jakiś gość w nylonowych spodniach. Po chwili przypomniałem sobie o moim "czarnym kluczu" spoczywającym w portfelu i o wzmiance zawartej w dołączonej do niego broszurce: karta miała otwierać drzwi do ekskluzywnych poczekalni na lotniskach całego świata.

Poczłapałem więc w kierunku jednej z takich klubowych poczekalni z moim turystycznym biletem lotniczym.

- Przykro mi, ale nie możemy pana wpuścić - oznajmiła radośnie kobieta przy wejściu.

- Jak to? - odparłem. - Przecież mam czarną kartę American Express, która daje mi pewne przywileje.

Otóż nie dawała. Wróciłem więc do mojego dieslowca w barze z ostrygami.

Miesiąc później meldowałem się w hotelu Blakes w Amsterdamie, gdzie znów przypomniałem sobie o karcie i pomyślałem: "Ciekawe, czy dostanę dzięki niej lepszy pokój w cenie gorszego".

Cóż za radość! Dostałem! Jedyne, co musiałem zrobić, to wynająć apartament cesarski w cenie biliona funtów za dobę, a zostałby on automatycznie zamieniony na apartament maharadży z powiększonym minibarem, i to bez dodatkowych opłat. Wybrałem więc pokój klasy turystycznej o standardzie schowka na miotły.

Mijały miesiące, a ja wciąż wyciągałem z kieszeni moją ekskluzywną, lśniącą, czarną kartę American Express i wszędzie doświadczałem praktycznie tego samego. Słyszałem: "Non". "Nein". A w Wielkiej Brytanii na prowincji: "Co to, k***a, jest?!".

No dobrze, jestem trochę niesprawiedliwy. Nie tylko brytyjska prowincja dziwiła się mojej karcie.

Praktycznie nigdzie na wschód od Nowego Jorku i na zachód od Los Angeles nie można nic wskórać przy jej pomocy, wszystko jedno jakiego by nie była koloru. Jedni mówili, że Amex pobiera zbyt wysokie opłaty. Inni, że Amerykanie to niewierne psy.

W końcu natknąłem się na jakąś kobietę, która też miała taką kartę, i zapytałem, co z niej tak naprawdę ma.

- Och - odpowiedziała, odgarniając grzywkę drogocennych włosów - karta jest wspaniała. Już na drugi dzień potrzebowałam dwudziestu czterech pstrolistnych kwiatów, a moja kwiaciarnia ich nie miała. Zadzwoniłam więc na gorącą linię Amexu i załatwili je dla mnie.

Świetnie. Tylko że ja jakoś nigdy nie odczuwałem potrzeby pstrolistnego ukwiecenia domu. Ale jeszcze bardziej martwi mnie to, że rzadko zdobywam się na odwagę, by wyciągnąć mój czarny plastik, gdy jem akurat kolację w tych nielicznych restauracjach, które go akceptują. Cóż takiego udowodniłbym, gdybym nim zapłacił?

Gdy wyciągacie z kieszeni czarnego Amexa, dajecie do zrozumienia, że zarabiacie milion funtów rocznie. Czy na kelnerze faktycznie wywrze to wrażenie? A co na to wasi znajomi? Oni albo też zarabiają milion funtów, i wtedy wasza karta ich nie poruszy, albo nie zarabiają aż tyle, i wtedy przestaną być waszymi znajomymi.

Posiadanie czarnego Amexa to nie to samo, co posiadanie dużego domu. Duży dom jest użyteczny. To nie to samo, co posiadanie dużego samochodu. Duży samochód oferuje większy komfort niż mały. Ta karta istnieje wyłącznie po to, by wywierać wrażenie. Nie ma innego zastosowania.

Gdybym należał do osób, których działalność opiera się na kontakcie z klientami, może ta karta faktycznie by mi się przydała.

Ale w tym miejscu słówko ostrzeżenia. By dostać tę kartę, skłamałem na temat wysokości moich zarobków. Kto więc zaręczy, że ten spocony golfista, który wczoraj przy kolacji machnął czarnym Amexem przed oczami wszystkich zebranych, nie zrobił tego samego co ja? W końcu A.A. Gill2 też ma taką kartę, na litość boską.

W związku z tym wszystkim zamierzam pozbyć się swojej. Na pewno w jakimś stopniu pomogę gospodarce Wielkiej Brytanii. Ale co ważniejsze, w cudowny sposób wzrośnie moje poczucie własnej wartości.

Niedziela, 11 stycznia 2004 r.

1 Wykorzystywanie małych dzieci, głównie chłopców, które mogły wejść do komina i wyczyścić go od środka, było nagminną praktyką kominiarzy w epoce wiktoriańskiej.

2 A.A. Gill (ur. 1954) - prowokacyjny felietonista, krytyk i pisarz brytyjski szkockiego pochodzenia.

Ups... Jak wplątałem w to Amerykańskie Siły Powietrzne

Ponieważ przez wypadki z tzw. ogniem skierowanym do przyjaciela amerykańska armia wyrobiła sobie okropną reputację, wielu spośród nas nie zdziwiło się wcale, gdy w zeszłym tygodniu podano do wiadomości, że jeden z myśliwców F-15 zrzucił bombę na hrabstwo York.

Ja też nie byłem zdziwiony, ale z innego powodu. Otóż kilka lat temu, gdy leciałem F-15, niechcący zrzuciłem bombę na Północną Karolinę.

Kręciłem wtedy jeden z odcinków programu Ekstremalne maszyny, który wymagał ode mnie poruszania się z zawrotną prędkością rozmaitymi maszynami. Było więc oczywiste, że muszę wykorzystać tę okazję, by przelecieć się najszybszym i najgroźniejszym myśliwcem arsenału Sił Powietrznych USA - niepokonanym F-15 Strike Eagle.

To, co widzieliście w telewizji, to był mój lot myśliwcem, a potem jak od tego latania wymiotowałem. To, czego nie widzieliście - bo nie starczyło czasu, by to pokazać, sami rozumiecie - to próba zrzucenia naprowadzanej laserowo bomby na poligon w Kitty Hawk.

Z pewnością wszyscy oglądaliście w wiadomościach materiały filmowe, na których przestrzeliwano takimi pociskami skrzynki pocztowe różnych firm produkujących mleko dla niemowląt, więc wiecie, jak to wygląda. Gość siedzący na tylnym fotelu w kokpicie - w tym przypadku będę to ja - nakierowuje kamerę na cel i odpala bombę, która leci dokładnie tam, gdzie pokazuje krzyż celownika.

Te kamery mają fenomenalny wręcz zasięg. Odległość, na jaką są w stanie "widzieć", jest utajniona, ale kątem oka spostrzegłem, że pokrętło zasięgu zostało ustawione na 250 kilometrów. A to oznacza, że samolot, który zbombardował Yorkshire, mógł przelatywać w tym czasie nad hrabstwem Sussex.

Przy moim pierwszym podejściu pilot Gris "Maverick" Grimwald powiedział, że będzie leciał nisko i szybko, wykonując szalone zwroty, tak jakbyśmy byli pod ostrzałem pocisków ziemia-powietrze.

Siedząc z tyłu, ustawiłem jeden z monitorów tak, by pojawił się na nim obraz z kamery zamocowanej pod samolotem; sterowałem nią za pomocą mechanicznej dźwigienki na joysticku.

Po dwóch dniach ćwiczeń doszedłem do wniosku, że nie powinno się to różnić od grania na PlayStation. I tak jest w rzeczywistości.

Ale czy możecie sobie wyobrazić obsługę PlayStation w wirującym bębnie pralki? No dobrze, może bardziej realistycznie: czy wasze dzieci próbowały kiedykolwiek grać na Game Boyach, siedząc na tylnym siedzeniu poruszającego się samochodu? A to jest przecież zaledwie 100 km/h, w dodatku z grubsza po prostej.

Grimwald leciał z prędkością tysiąca km/h na wysokości kilkuset metrów nad ziemią i, co gorsza, rzucał samolotem na boki tak, że w jednej sekundzie mój monitor pokazywał łańcuchy odległych Appalachów, a w kolejnej - rozmyte w kierunku lotu pola, przemykające z prędkością, przy której spokojnie można by wejść w nadprzestrzeń.

Gdy skończyłem wymiotować, byliśmy już nad oceanem i przy przeciążeniu 6 g wykonywaliśmy nawrót do miejsca startu.

- Tym razem - powiedział "Maverick" (vel "Sukinsyn", bo osobiście tak wolę go nazywać) - ułatwię ci zadanie. Polecimy trochę wyżej, trochę wolniej i trochę spokojniej.

Nie pomogło. Zobaczyłem rzekę, gdzie kręcono film Wybawienie. Zobaczyłem trzęsawisko, w którym w filmie Wzgórze nadziei ugrzązł Jude Law, a potem ujrzałem wodospad, za którym w Ostatnim Mohikaninie ukrył się Daniel Day-Lewis. I znów byliśmy nad oceanem, a ja zwracałem właśnie kawałek tortu, który zjadłem na moje dziewiąte urodziny.

"Sukinsyn" nie był tym zachwycony.

- Czy zdajesz sobie sprawę - zapytał - że samo paliwo na każde z tych podejść kosztuje amerykańskiego podatnika 7 tys. dolarów?

Jeśli chcesz wiedzieć, to mam gdzieś amerykańskiego podatnika. Więc nie uronię z jego powodu ani jednej łezki... tu... na tylnym... fotelu... odrzutowca... który... właśnie... skierował... swój... dziób... prosto... na... Słońce!... Wznosiliśmy się pionowo z prędkością, w którą po prostu trudno uwierzyć.

Pozwólcie, że opiszę ją następująco: winda w BT Tower jest szybka. Odczuwacie to w brzuchu, bo wyjeżdża na wysokość 200 metrów w ciągu 30 sekund. Wyobraźcie więc sobie, co czuje się w odrzutowcu, który wznosząc się, pokonuje pięć tysięcy metrów w jedenaście sekund.

To jest jak przeniesiona do naszej rzeczywistości kosmiczna katapulta i zarazem popisowy numer F-15. Dzięki niesamowitemu ciągowi turbowentylatorowych silników Pratt & Whitney samolot potrafi nie tylko dwuipółkrotnie przekroczyć prędkość dźwięku i unieść uzbrojenie o cztery tony cięższe niż Eurofighter, ale również przyspieszać wznosząc się w pozycji pionowej.

Przy trzecim podejściu byliśmy już naprawdę wysoko i miałem sporo czasu, by za pomocą kamery zlokalizować cel, odpalić pocisk i utrzymywać krzyż celownika w tym samym miejscu, aż do momentu, gdy bomba tam dotrze. Słowem - łatwizna.

Ale i tak udało mi się to spaprać. Rozpaczliwie poruszałem kamerą w tę i z powrotem, ale nie mogłem odnaleźć niczego, co przypominałoby cel, więc pomyślałem: "Już wiem. Odpalę bombę tak czy siak, bo w czasie, w którym będzie leciała ku ziemi, na pewno uda mi się naprowadzić celownik na cel".

Nie udało mi się. "Sukinsyn" wyczuł drgnięcie samolotu w momencie, gdy nacisnąłem przycisk zwalniający pocisk i zapytał:

- Widzisz cel?

- No jasne! - odpowiedziałem, wciąż ruszając kamerą.

Celu jednak nie zobaczyłem i po dziś dzień nie mam pojęcia, w co trafiła bomba. Z pewnością nie w cel. Nie jestem nawet pewny, czy zrzuciłem ją na Północną Karolinę.

Kto wie? Może zrzucenie bomby na Yorkshire to wcale nie był brak kompetencji? Może to po prostu był odwet?

Niedziela, 18 stycznia 2004 r.

Spis treści

Jestem nikim - tak twierdzi moja ekskluzywna karta kredytowa

Ups... Jak wplątałem w to Amerykańskie Siły Powietrzne Sorry, Hans, na plażach rządzą teraz wyzywający angole Naucz się zabijać kurczaki albo nici z kolacji Chcecie wygrać wojnę? Postarajcie się o dobry plener! Strach przed otyłością może ci poważnie zaszkodzić Szkoci! Skończcie z nartami i wróćcie do swych szop! Mój syn myśli, że jestem gejem, i może być tylko gorzej Przykro mi, ale publiczne przeprosiny to jedna wielka ściema Chcesz dać dziecku na imię Noe lub Cola? Przecież to głupota! Na cokole ustawcie Piersa - on zasługuje na unieśmiertelnienie Amerykanie swoim scramjetem robią wszystkich w konia BHP i śmierć telewizji Zalać się w trupa na morzu to nie przestępstwo Dawniej pracowaliśmy by żyć, później zrezygnowaliśmy z życia Tu, w Wielkiej Brytanii, jesteśmy nadzorowani Towarzysz Podkładka nie pozwoli mi rozbić samochodu Hałasy w tle mogą obudzić w człowieku mordercę Przez przeładowane magazyny dla panów czuję się obnażony Telefony komórkowe, które robią wszystko - tylko nie działają Od tatuaży musimy się naprawdę odciąć grubą kreską! Życie z natury jest obraźliwe, więc przestańcie się uskarżać Zostaw w spokoju przycisk alarmowy i spokojnie się oddal Owszem, dawniej na północy było ponuro - teraz jest jeszcze gorzej Gwiazdy utrzymujące się przy życiu zabijają rock and rolla Rozcieńczona czerwona linia Hoona mierzy w złą stronę Hurra! Na moim drzewie genealogicznym rośnie złote jabłko! Kolejkom na lotniskach winni są tępi Darren i Julie O2żmy się pisać nowocześnie, tak jak nasze dzieci Odkryłem najwyższą formę życia: osy Czyhają na mnie lekarze Firmowe naszywki dla naszej armii Idź do szkoły, poznaj świat Kosmiczne dziewice potrzebują spadochronów I to nazywacie rankingiem najlepszych filmów? O włos od emerytury Oto jaki będzie koniec świata... Walczcie z terroryzmem, ale dbajcie też o wygląd Charytatywne zdzierstwo w Cheshire Jestem teraz sztucznym hipsterem Wykreowali mnie szkolni chuligani Sto rzeczy, których nie należy robić przed śmiercią Złamię wszystkie zakazy Tony'ego! Rekiny, jesteście martwe! Widmo prezentu dla żony Kto się boi miłego wilczka? Kręgle dla pięknych Ostrzeżenie przed szalejącą pogodą Jumbo, olśniewające słonisko Krajobrazem rządzą naziści Wiem, jak się wyleczyć z picia na umór Ciupek - najgorsze przekleństwo mojej żony Śmiało, chłopcze, zostań astronautą gejem Do szczytu gum doklejam swoją Jest lodowato, kup krem z filtrem Krzyżyk na drogę zielonym bzdurom! Pochowajcie mnie przy wtórze anegdot o mnie Królowa ekranu zjadła moją wieprzowinę w cieście Wybaw mnie od mej komórki Obrońcy środowiska naturalnego psują krajobraz Dwunastoosobowy parlament - tego nam trzeba Dlaczego sklepy nie chcą mi nic sprzedać? Frajda - prawdziwy wyznacznik dobrej szkoły Techniczne szczegóły bojkotu ekologów Mały strajk BBC poruszył niewielu Miasta partnerskie mogą uratować Afrykę Umarł rock, niech żyje rock and roll Wkrótce zostaniecie pożarci Skonałem po rozdaniu tysiąca autografów Ups... wyrzuciłem dwadzieścia pięć kawałków za burtę To irytujące - lubię Davida Beckhama Gorąco nienawidzę ogrzewaczy do patio Wielokulturowość? Jakoś tego nie widzę Tak naprawdę dzieci wcale nie chcą zabawek Błędne koło ćwiczeń Przewodnik po wakacjach w cieniu Wędkowanie to naprawdę śliska sprawa Wiadomość w butelce niechluja Wielcy nieprzybyli naszych czasów Uwiodły mnie Brodate Linie Lotnicze Nasz naród ma się dobrze Dwie pary oczu wcale nie są lepsze od jednej Niegrzeczne noce w hotelu złamanych serc Gdy bycie sławnym staje się zabawne Osaczony przez żądną linczu zgraję zielonych Co się stało? Nie zrzędzę!