Polacy w podróży przez stulecia
"Świat to księga, ktoś, kto nie podróżuje, czyta jedną jej stronę"
Św. Augustyn
Trudno byłoby wskazać pozaeuropejski kraj, w którym nie byłoby Polaków. Wielu z nich zapisało się na trwałe w kronikach historycznych, podróżniczych i naukowych.
Zacznijmy od średniowiecznych pielgrzymek do Ziemi Świętej. Jak twierdzi Jan Stanisław Bystroń, nasi rodacy docierali tam już od połowy XII wieku. Prawdopodobnie pierwsi wyruszyli z cesarzem Konradem, który w 1147 roku drogą lądową, przez Polskę, wiódł swą krzyżową wyprawę. Przyjmowany był gościnnie przez Bolesława Kędzierzawego i jego braci - Mieczysława i Henryka. Później na Wschód wyruszyli: Henryk Sandomierski w 1154 roku i Jaksa z Miechowa w 1162 roku.
Nawoływania do walki z niewiernymi o grób Chrystusa raz po raz podrywały rycerstwo średniowiecznej Europy, ale nie wszyscy nasi przodkowie ulegali nastrojom tej powszechnej mobilizacji ogłaszanej przez Rzym. Niektórzy w dość oryginalny sposób się z tego tłumaczyli, jak na przykład Leszek Biały, któremu w podjęciu trudów krucjaty przeszkadzała... nadmierna tusza oraz "zmienione w naturę przyzwyczajenie do picia miodu i piwa, których w Palestynie nie ma" - tak właśnie usprawiedliwiał się przed papieżem Innocentym III, który w końcu... udzielił mu dyspensy, choć nie wiadomo, czy na jego decyzję wpłynęły przywołane powyżej argumenty.
Na początku XV wieku do Ziemi Świętej pielgrzymował Piotr Wysz (1409-1410), biskup krakowski i arcybiskup gnieźnieński, a także Jan Długosz (1450). W kolejnym stuleciu docierali następni, a wśród nich Jan Łaski (1500- 1501) i Anzelm Polak (1507-1508). Podróż tego ostatniego doczekała się upamiętnienia na piśmie, co warto odnotować, choć relacja ta, zatytułowana Terrae Sanctae et urbis Hierusalem descriptio, ustępuje pod każdym względem opisowi peregrynacji, jaką u schyłku XVI stulecia odbył przedstawiony w niniejszym albumie Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zwany Sierotką. Przed nim Jerozolimę zwiedzał także Jan Goryński, którego Peregrynacja do Ziemi Świętej, napisana przed rokiem 1570, ukazała się drukiem dopiero w 1914 roku.
Spośród naszych XVI-wiecznych podróżników warto przywołać także postać osiadłego w Polsce ormiańskiego kupca Sefera Muratowicza, który brał udział w poselstwie dyplomatycznym wysłanym przez Augusta III na dwór irańskiego szacha Abbasa I. Pamiątką po tej wyprawie jest Relacja Ormianina Sefera Muratowicza, posłanego króla JMW do Persji, którą wróciwszy stamtąd podał na piśmie w te słowa.
Mimo że od średniowiecza przemierzaliśmy wytrwale szlaki Orientu, to głębiej nie zainteresowaliśmy się jego kulturą, nie wchłanialiśmy jej elementów, ani nawet nie zastanawialiśmy się nad jej fenomenem. Wynikało to pewnie z sarmackiego poczucia wyższości wobec świata "bisurmańskiego". Wiązało się to ze szlachecką ideologią, prezentującą Polaków jako najdzielniejszych obrońców wiary Chrystusowej.
Polacy zapuszczali się także na Daleki Wschód - w tej grupie był Krzysztof Pawłowski, prawdopodobnie kupiec z Pomorza, który pod koniec XVI stulecia napisał list, będący pierwszym, choć krótkim opisaniem Indii. W tamtym regionie przebywał też jezuita Jędrzej Rudomina, który w 1625 roku wyruszył w celach misyjnych z Lizbony i po opłynięciu Afryki, zatrzymując się po drodze w Mozambiku i Goa w Indiach, dotarł w 1626 roku do Makau. Odwiedził także Japonię i Wietnam. Ten region był również obszarem działań jezuity Mikołaja Smoguleckiego, urodzonego w 1610 roku w wielkopolskim Smogulcu. W swych misyjnych podróżach dotarł m.in. na Jawę (jako pierwszy Polak), a także do Chin, gdzie zabłysnął jako uczony, którego postanowił poznać sam cesarz, sprowadzając przed swe oblicze.
Czy Polacy poróżowali do Ameryki, zanim do jej wybrzeży dotarł Kolumb? Opowieść o śmiałej wyprawie Jana z Kolna, o której wzmiankował słynny historyk Joachim Lelewel, jest treścią jednego z rozdziałów. Ale czy poważnie należy traktować doniesienia o polskich rycerzach Wyzdrawie i Tyrkerze, z kręgu Świętosławy, córki Mieszka I, poślubionej przez króla szwedzkiego Eryka, którzy wraz z wikingami około roku tysięcznego mieli postawić nogę na amerykańskim kontynencie? Wątpliwości muszą też budzić informacje, jakoby wiking Eriksson był w istocie polskim uchodźcą rodem z Kołobrzegu.
Jak podaje Antoni Kuczyński, niektórzy nasi badacze uważają, że w hiszpańskich i portugalskich wyprawach do Nowego Świata, organizowanych w początkowych latach konkwisty, uczestniczyli Polacy, których nazwiska zostały zlatynizowane bądź błędnie zapisane, jak na przykład Ochendorco, czyli Ochęduszko, Jarzeki, to jest Jarecki, czy Stanislaus (Stanisław).
Warto wspomnieć, cytując za Jerzym Pertkiem, że uczestnikiem pierwszej wyprawy Kolumba w 1492 roku miał być urodzony w Polsce Franciszek Warnadowicz, którego losy zawiodły do hiszpańskiego Kadyksu (w hiszpańskiej wersji jego nazwisko brzmi Hernandez bądź Francisco Fernandez). Podobno zginął od strzały indiańskiej przy lądowaniu Kolumba na jednej z wysp Bahama. Oczywiście dowodów na to nie ma.
Janusz Tazbir w pracy Rzeczpospolita szlachecka wobec wielkich odkryć zwrócił uwagę na pomijany dotąd fakt udziału kupców gdańskich w dalekich wyprawach. Pod koniec XVI wieku dwukrotnie popłynęli oni do Ameryki. Czy dotarli do Meksyku, Ameryki Środkowej bądź do którejś z wysp antylskich - nie wiadomo, ale podobno w 1595 roku jeden ze statków kupców gdańskich spłonął koło Hawany.
Z pewnością do Ameryki wyprawiali się ci, którzy z różnych przyczyn - od ekonomicznych przez polityczne po wyznaniowe - zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny. Jak wskazuje Mieczysław Haiman w pracy Polacy wśród pionierów Ameryki, już w 1608 roku polscy osadnicy ze stanu Wirginia uratowali życie kapitanowi Johnowi Smithowi. Należeli do dość licznej grupy braci polskich skazanych na banicję - we wzmiankach o nich pojawiają się nazwiska Zaborowskich, Kruczewskich i Stadnickich.
Do najsłynniejszych Polaków na amerykańskiej ziemi należą Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko, można jednak wymienić z imienia i nazwiska także mniej znanych pionierów, choćby szkutnika Jana Bogdana z Kołomyi, Jana Matę trudniącego się wyrobem mydła, Stanisława Sadowskiego, który budował tartaki, czy medyka Wawrzyńca Bohuna z Białegostoku. Szczególnie głośno było o Polakach w 1619 roku, kiedy to zastrajkowali, oburzeni pozbawieniem ich prawa głosowania w wyborach do Izby Obywatelskiej - organu władzy samorządowej w kolonii. Swym protestem wymogli zmianę decyzji. Kilka lat później o naszych rodakach można było usłyszeć w związku z tragicznymi wydarzeniami, do jakich doszło 22 marca 1622 roku. Tego dnia o świcie Indianie napadli równocześnie na rozrzucone w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Jamestown plantacje, dokonując rzezi. Spośród około 1000 osadników połowa poniosła śmierć. Jednym z ocalałych był niejaki Zbigniew Stefański, autor kontrowersyjnego pamiętnika Memorialium Commercatoris, co do wiarygodności którego istnieją wątpliwości.
Wytrwałym podróżnikiem był Tomasz Kajetan Węgierski, poeta i pisarz doby oświecenia, który - jako autor zajadłych utworów krytykujących otoczenie Stanisława Augusta Poniatowskiego i samego króla - popadł w niełaskę. W 1779 roku wyjechał z kraju, rozpoczynając etap europejskich podróży po Niemczech, Włoszech i Francji. 22 kwietnia 1783 roku wyruszył na Martynikę, następnie na Santo Domingo, by dotrzeć w końcu do Stanów Zjednoczonych, gdzie spotkał się w Filadelfii z Tadeuszem Kościuszką. W 1783 roku był już z powrotem w Europie. Zwiedzał Irlandię, Szkocję i Anglię, w kolejnych latach podróżował po Belgii i Holandii, Szwajcarii i Francji, a swe tułacze życie zakończył w Marsylii w 1787 roku.
O Polakach, którzy w pierwszych latach po odkryciu Ameryki przybywali do Meksyku, nie zachowało się zbyt wiele informacji. Niektóre publikacje wymieniają nazwisko niejakiego Cholewy, który miał dotrzeć do Ameryki jeszcze przed Cortezem, trudno jednak znaleźć na to wiarygodne potwierdzenie. Niewiele też wiadomo o działalności jezuity Jerzego Hostyńskiego, który prowadził akcje misyjne wśród Indian Tarahumara i zmarł w Meksyku w 1686 roku. Pisze o nim w liście jego czeski konfrater Adam Gilg.
Dopiero w XIX wieku do Meksyku napłynęła większa fala emigrantów z Polski. Jednym z pierwszych był Jan de Rousillon, który - jak podaje Mieczysław Haiman - był "młodym szlachcicem polskim, wysoko wykształconym i utalentowanym (...), potomkiem starej szlacheckiej rodziny polskiej, walczącym ongiś o wolność swojej ojczyzny przy boku Kościuszki".
Amerykę Południową miał okazję poznać Władysław Konstanty Wituski z Życka, który w liście z 1635 roku pisał: "Nie żal mi jednak będzie, żem taką peregrynację na Nowy Świat podjął i bym nic inszego tylko to samo, żem tu był, do Polski przywiózł, stanie mi się raritasem, bo dopiero trzech tam Polaków było". Miał na myśli siebie, a dwóch pozostałych to bohater jednego z rozdziałów tej książki Krzysztof Arciszewski oraz pochodzący ze Śląska Zygmunt Szkop. Ilu jeszcze takich marynarzy i obieżyświatów zaciągnęło się do służby we flocie holenderskiej, niepodobna dzisiaj ustalić.
Wiadomo o pobycie w 1631 roku w Brazylii jezuity księdza Wojciecha Męcińskiego. Jan Pitoń w opracowaniu U źródeł emigracji polskiej w Brazylii wymienia jeszcze sześć osób, które osiedliły się w Pernambuco w latach 1629-1639. Na przełomie XVII i XVIII wieku nauki Chrystusa Indianom Canesi z rejonu rzeki Mamore w dzisiejszej Boliwii wykładał ksiądz Stanisław Arlet z Opola.
A kiedy zaczęło się polskie podróżowanie do Afryki? Podobno już na początku XV stulecia polscy rycerze walczyli u boku Portugalczyków dążących do podboju Maroka. Przypuszczalnie z portu w Lizbonie udał się do Indii - jako pierwszy polonus żeglujący na szlaku korzennym - kasztelan gnieźnieński Erazm Kretkowski. Z podróży tej nie zachowały się jednak żadne relacje. Można przyjąć za fakt, że Dunaj i Dniestr oglądał przy okazji poselstwa do Turcji, a wyprawy do Niemiec, Francji, Portugalii, dalej do Indii i Afryki podejmował u schyłku życia.
W XVII i XVIII wieku nasze kontakty z Afryką były raczej sporadyczne - do czasów Maurycego Augusta Beniowskiego, samozwańczego króla Madagaskaru, o którym można przeczytać na dalszych stronach.
* * *
Obecność Polaków w różnych zakątkach świata nasiliła się w związku z emigracją polityczną uczestników wojen napoleońskich i zrywów niepodległościowych, zwłaszcza tych największych - powstań listopadowego i styczniowego. Efektem tych ostatnich było także przymusowe pojawienie się naszych rodaków na Syberii.
Warto przywołać w tym miejscu postać powstańca kościuszkowskiego Józefa Kopcia, którego Dziennik podróży przez całą wzdłuż Azją, lotem od portu Ochocka, Oceanem przez wyspy Kurylskie do niższej Kamczatki, a stamtąd na powrót do tegoż portu na psach i jeleniach, opublikowany w 1837 roku (choć powstał około 1810 roku), stał się prawdziwym wydarzeniem. Autor tego dzieła, generał brygady w powstaniu kościuszkowskim, po drugim rozbiorze został wcielony do armii carskiej. Na wieść o powstaniu przebił się wraz z brygadą spod Kijowa na Wołyń i stanął u boku Kościuszki. Ranny pod Maciejowicami, dostał się do niewoli. W rezultacie uznany za dezertera, w wielkiej tajemnicy został wywieziony na Kamczatkę jako bezimienny więzień. Uwolniony przez cara Pawła I w 1797 roku, powrócił do kraju. Zmarł w 1827 roku. Był najsłynniejszym Polakiem, jaki pojawił się na Kamczatce przed Beniowskim.
Wiedzę o Polakach na piątym kontynencie zawdzięczamy w dużej mierze Lechowi Paszkowskiemu, który wydobył z mroków zapomnienia sylwetki naszych wybitnych rodaków i zaprezentował je w pionierskiej książce Polacy w Australii i Oceanii 1790-1940 . Z tego opracowania dowiadujemy się między innymi, że najprawdopodobniej pierwszym Polakiem, który postawił nogę w krainie kangurów, był Ksawery Karnicki pochodzący z województwa nowogrodzkiego. W 1774 roku przybył do Chile, stamtąd na statku wielorybniczym wyruszył do Australii, gdzie na krótko się zatrzymał.
Po opisanym na dalszych stronach książki Janie Lotskim, Nową Południową Walię odwiedził w 1838 roku oficer wojsk polskich Alojzy Konstanty Drucki-Lubecki. Dwa lata później dołączył do niego szwagier, hrabia Lucjan Plater, który przybył tam z Anglii wraz z żoną i córką oraz jego bratem Ferdynandem. Ale historyków Oceanii zdumiewa przede wszystkim postać Edwarda Fergusa vel Fergissa, emigranta polskiego po powstaniu listopadowym. Jak podają Wacław i Tadeusz Słabczyńscy w Słowniku podróżników polskich, po upadku powstania wyjechał on do Francji, a następnie na Antyle Francuskie, gdzie pełnił funkcję adiutanta gubernatora wyspy Gwadelupa. W lipcu 1834 roku spotkał się tam ze słynnym awanturnikiem baronem Charlesem Philippem Hippolytem de Thierry, za którego namową porzucił służbę na Gwadelupie, by zostać pułkownikiem jego "wojska" i szefem sztabu. W lipcu 1835 roku przebywał między innymi na Markizach, gdzie de Thierry ogłosił się królem wyspy Nuku-Hiva. Wkrótce samozwańczy władca, zmuszony przez angielskiego konsula do "abdykacji", opuścił Markizy i w towarzystwie naszego rodaka pożeglował na Tahiti. Fergus przebywał na wyspie 17 lat (z krótką przerwą na pobyt w Chile), tam też dokonał żywota.
* * *
Na przestrzeni stuleci Polacy podejmowali dalekie podróże z rozmaitych pobudek - jednymi kierowała ciekawość świata, inni wyjeżdżali z ojczystego kraju z konieczności, często na skutek skomplikowanych okoliczności historycznych, politycznych czy przedziwnych zrządzeń losu. Wśród rodaków, którzy na przestrzeni wieków docierali na wszystkie kontynenty, byli pielgrzymi, misjonarze, posłowie, żołnierze, wygnańcy, zesłańcy, badacze, naukowcy, eksploratorzy najbardziej niedostępnych zakątków Ziemi, poszukiwacze przygód, a także emigranci "za chlebem"...
W niniejszym albumie zaprezentowano sylwetki zaledwie 50 podróżników. Tych najsławniejszych i tych, którzy zostali nieco zapomniani, choć z pewnością na pamięć zasługują.