Świat Obi-Boków. Kraina Obi-Boków - Mariusz Niemycki

Reflow text when sidebars are open.
Rozdział I
Dovertis
Kuba obudził się z trudem. Jak zwykle zresztą. Chwilę przeciągał się i ziewał, leniwie rozglądając się dookoła. Właściwie nie było do czego się śpieszyć, w końcu to niedziela. Ale zaraz pewnie przyjdzie mama i zacznie bezlitośnie wyciągać go z łóżka. Leżał więc i czekał na raniące uszy szuranie zasłon i zwyczajowy wykład o zaletach wczesnego wstawania. Po długich jak wieczność minutach, które z uporem maniaka odmierzał stary zegar wiszący na ścianie naprzeciw łóżka, cierpliwość chłopca uległa wyczerpaniu.
"Co jest grane?" - pomyślał sobie najpierw, a potem, ryzykując wysłuchaniem kazania o tym, że nie powinien przeklinać, zawołał całkiem głośno:
- Co jest, do licha?!
Niestety, nawet echo nie pofatygowało się z odpowiedzią. A to już wzbudziło jego podejrzenia. Wstał, chociaż trafniejszym określeniem byłoby: zwlókł się z tapczanu, włożył papucie i ostrożnie ruszył na obchód mieszkania.
Zaczął od kuchni, bo tam zazwyczaj siedział ktoś z domowników.
Tym razem, tak jak się obawiał, pomieszczenie świeciło pustkami. Chyba żeby liczyć szczura Dominika, którego Kuba hodował zawzięcie od roku. Dostał go, wraz z terrarium, na siódme urodziny od stryjka Huberta.
- To nie jest zwykły szczur - powiedział wtedy mężczyzna, uśmiechając się tajemniczo.
- Dlaczego? - zainteresował się Kuba i zerknął ciekawie na zwierzę. Odpowiedziało mu identycznym spojrzeniem.
- Sam się może kiedyś przekonasz. A może i nie... - stwierdził niejasno Hubert i dodał po namyśle: - Ma na imię Dovertis.
- Do... co? - Chłopiec nie zrozumiał egzotycznie brzmiącego słowa.
- Dovertis - powtórzył stryjek i popatrzył dziwnie na bratanka.
- A mogę go nazwać na przykład Dominik czy jakoś tak? - poprosił Kuba, przyglądając się myszkującemu po terrarium zwierzakowi.
Świeżo upieczony domownik, jakby przeczuwając, że o nim mowa, przerwał na chwilę szczurze zajęcie i popatrzył z wyraźną niechęcią na chłopca. Hubert chyba podzielał jego opinię na temat zmiany imienia, bo machnął ręką z rezygnacją.
- Jak chcesz, ale jeszcze cię zadziwi - stwierdził i zakończył rozmowę.
- Ależ stryjku - westchnął Kuba - może mi powiesz, jak mam z nim... - Nie dane mu było jednak dopowiedzieć, bo Hubert bez słowa odwrócił się i wyszedł do pokoju rodziców.
Zachowywał się dość typowo jak na dorosłego, który miewa niewiele do czynienia z dziećmi. Swoją drogą, ten brat taty to najciekawsza postać w rodzinie. Ciągle podróżował, zwłaszcza okrętem, i zwiedził pewnie cały świat. Był przy tym niezbyt rozmowny i często nieobecny duchem. Nawet kiedyś tato sam stwierdził:
- Ten nasz Hubert ma chyba konszachty z diabłem.
- Co ty mówisz? - zainteresowała się mama. - Hubert z diabłem?!
- Noo, z diabłem... morskim - wykrztusił tata i zmienił temat. - A co z kolacją?
Kuba dobrze zapamiętał sobie uwagę taty i odtąd z jeszcze większą fascynacją rozmyślał o swoim stryju. "Może jest czarownikiem albo królem zaklętym w Huberta...?" Zwierzył się kiedyś ze swoich podejrzeń starszej siostrze Agnieszce, ale ta, jak zawsze zresztą, wyśmiała go, mówiąc:
- Ależ z ciebie głuptas, braciszku, wierzysz w takie rzeczy? Masz naprawdę zbyt wybujałą wyobraźnię, niedorajdo.
Agnieszka była dużo starsza od Kuby i, jak twierdziła, o wiele mądrzejsza.
"Wybujałą wyobraźnię, tak? Niedorajdo, phi!" - pomyślał chłopiec i popatrzył na gryzonia.
- No i gdzie oni wszyscy są, szczurku? Rozpłynęli się czy jak?
Dominik niewzruszenie gryzł suchą skórkę chleba, którą Kuba wrzucił mu jeszcze wczoraj wieczorem, i ani myślał odpowiadać.
- Ogłuchłeś?! - zdenerwował się chłopiec, chociaż dobrze wiedział, że ten się nie odezwie.
Szczur łypnął na niego spod oka, poruszył wąsami, jakby chciał coś powiedzieć, i po chwili wrócił do śniadania. Kuba obszedł wszystkie pokoje, zajrzał do szafy, a nawet, co już było zupełnie niezrozumiałe, pod dywan.
"Czary czy co? Przecież mamy niedzielę!" - Zaniepokoił się na dobre. Wrócił do kuchni.
- Ty coś wiesz, jak ci tam, DOVERTIS! - wrzasnął w kierunku szczura.
Ten przestał przeżuwać i powiedział ze stanowczością w głosie:
- Smok.
Kubę zamurowało:
- Cooo...?
- Smok - powtórzył spokojnie Dominik i zabrał się za dorodne jabłko.
- Ty... ty najwyraźniej... ty mówisz?! - zaniepokoił się chłopiec.
- Yhy - mruknął gryzoń i oblizał wąsy.
- Ale przecież szczury nie mówią!
- E tam.
- A może to wszystko mi się śni? Tak, to na pewno sen, zaraz się obudzę i...
- Nie, to smok - powtórzył cierpliwie Dominik i dodał niejasno: - Zielony.
- Zielony smok? - Kuba podświadomie wcale nie wierzył, że uczestniczy w tej rozmowie. Pomimo "wybujałej wyobraźni" nie mieściło mu się to w głowie.
- Właśnie, całkiem głupi - potwierdził szczur, czym udało mu się rozjuszyć chłopaka, który z poczerwieniałą twarzą wybuchnął:
- Kto jest niby głupi, co?
- Smok jest głupi - oświadczył spokojnie Dominik. - Zielony, chyba najgorszy.
Kuba wypuścił z płuc powietrze, poskubał w zamyśleniu ucho, potarł czoło i w końcu zapytał zaintrygowany:
- Mam cię już tyle czasu i do tej pory się nie odezwałeś?
- Dovertis - przerwał mu spokojnie szczur.
- Co "Dovertis"? - nie zrozumiał chłopiec.
- Moje imię to zaklęcie. - Uśmiechnął się tamten, szczerze sobą zachwycony.
Kuba jeszcze raz, dla pewności, rozejrzał się po kuchni. Miał cichą nadzieję, że za chwilę ktoś wejdzie i przerwie tę żywcem ze snu wyjętą rozmowę. Nic takiego jednak nie nastąpiło, więc zapytał zrezygnowanym głosem:
- To znaczy, że Dominik nie...?
- Dominik? - prychnął pogardliwie Dovertis. - Dominik nie!
"No tak, Hubert!" - olśniło chłopca ni stąd ni zowąd. - "On musi mieć z tym coś wspólnego. Ten jego szczur i w ogóle... "Jeszcze cię zadziwi"" - zabrzmiało mu w głowie.
- A to mnie zaskoczyłeś, Dominiku, chciałem powiedzieć... Dovertisie.
- Właśnie - sapnął wyraźnie zadowolony szczur. Kuba mógłby nawet przysiąc, że mrugnął porozumiewawczo okiem. W każdym razie na pewno dodał: - Pod łóżkiem.
- Mam sprawdzić pod łóżkiem? - upewnił się chłopiec.
- No, no! Jesteś pojętny, prawie jak ja.
Kuba wyciągnął go z terrarium, wsadził do kieszeni piżamy i ruszył do swojego pokoju. Bez namysłu rzucił się pod łóżko i za chwilę wyskoczył stamtąd jak oparzony.
- Ciemno! - jęknął, ocierając twarz z kłębków kurzu. - Nic nie widać!
- Latarka - przypomniał szczur i oblizał pyszczek.
- No tak, latarka! - ucieszył się chłopiec. - Jesteś genialny.
- Ja myślę - mruknął dwuznacznie Dovertis i błysnął paciorkowatymi oczkami.
Kuba w pośpiechu przetrząsał szuflady w poszukiwaniu latarki. Szczur usiadł obok.
- Jest! - oświadczył tryumfalnie chłopiec i wczołgał się ponownie pod łóżko. Oświetlał dokładnie każdy zakamarek. "To ci dopiero, ile tu skarbów" - pomyślał. - "Zgubiona skarpetka, ołówek Agnieszki, dwie karty z Pokemonami i nawet prawie dobra guma do żucia..."
- Masz to? - dobiegł go przytłumiony głos Dovertisa.
- Y-y - zaprzeczył niezbyt zrozumiale z powodu ponownego przeżuwania zapomnianej gumy.
- Szukaj dalej - ponaglił gryzoń.
- Chwileczkę! - Światło latarki padło na połyskujący przedmiot. - Coś tu mam.
- Dawaj! - sapnął podniecony szczur.
- O rety... - Kuba ostrożnie wygramolił się spod łóżka. - Popatrz, to jakby zielona łuska.
- Mówiłem - westchnął. - Zielone są najgorsze.
- I co teraz? - spytał chłopiec, nie umiejąc się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
- Hubert - oznajmił szczur i wyskoczył z pokoju.
Zdezorientowany Kuba popatrzył za nim tęsknym wzrokiem i westchnął:
- A to dopiero zabawa.
Przebrał się tak szybko, jak nigdy dotąd, mimo że przecież nikt go nie ponaglał. Wyszedł na ulicę i rozejrzał się za Dovertisem. Ten jednak zniknął bez śladu.
- No tak, mogłem się tego spodziewać... - Pożegnał wzrokiem rodzinny dom i ruszył na poszukiwanie stryja Huberta. W kieszeni bezpiecznie spoczywała mieniąca się jak drogocenny klejnot smocza łuska.