Berbera
Zamiata za sobą sporo poezji.
Zarabia piórem.
- Ja już nie umiem chodzićw krótkich sukniach.
Wchodzi, a Le. woła
- o, przyszła Krysia Leśniczanka.
Nie umie się awanturować.
Kiedy jej w domu
syn cisnął talerzem,
chciał spróbować raz tak
że może lepiej,
to ona stanęła,
straciła orientację.
Wracała z Saskiej z badania serca,
które wypadło dobrze,
wstąpiła,
upał,
wachlowała się spódnicą do podłogi
- Napisz o mnie,
chcę być heroiną noweli,
może być nieprawda,
żeby tylko było "Berbera".
- Do wtorku
We wtorek
- W autobusie jeden,
wysiadł ze mną.
"Gdzie pani mieszka?"
,,W tym mrówkowcu".
,,On mi zasłonił cały widok,
chodźmy do kawiarni".
"E, nie"
- Sąsiadka
od rana pije, do ściany
,,Czy ja mogę przyjść do pani
z psem?
Ja go zabawię".
"Niech pani przyjdzie". Przyszła.
Umiała go jakoś zabawiać.
Sama nieraz się boi. Jej mąż myśli, że ona pije ze mną.
Raz wpada ona
"Mój mąż chce mnie ubezwłasnowolnić".
I kłopot.
Wychodzę dziś do ciebie
on mnie mija, nie kłania mi się, skąd
mówi o mnie
"ona chodzi pijana
cały czas
po klatce schodowej".
31 lipca 1975
z cyklu Data w oknie: podejść, jechać
Sen na starym mieszkaniu
Skręciłem w bramę na Nowolipiu.
Stary dom. Powąchać w środku.
Wypadek? No to przy okazji. Przy murze.
A tu nosze chcą się zderzyć ze mną.
Przeskakuję, przefruwam. Cztery trupy.
Dzieci niosą, mówią:
- Oni jeszcze ożyją, oni żyją.
Piąte w nogach. Też?
Wychodzę, uciekam, dzieci za mną
- Wariat!
Tą uliczką? Nie tą? Do obok. Żarnowiec.
Tańczymy. Zamiatamy. Izbę.
Wchodzę do drugiej: Le. i Misio Holender
- Przyjechaliście?
Le. do mnie na Misia
- Jak ci się podoba to dziecko?
Budzę się. To ja przyjechałem
ożywiony, przyniesiony
na starą kanapę
na te moje nosze
ze spłoszonych stron.
3 września 1975
z cyklu Data w oknie: podejść, jechać
Duch niespokojny,bo mu dobrze
Przyjechałem na stare mieszkanie.
Przemieszkałem. Przenocowałem. Wstałem.
Na Żoliborz i z powrotem.
Jestem.
Śpiewają.
Co ja chcę? Co ja chcę?
Kwiaty kupione. Niepokoją.
Wyjść wyjść.
W środku siebie woła
zostać zostać.
Płyta idzie, namawia.
Wyjść i zostać. Wyjść i zostać.
To jak? Wszędzie dobrze.
I to jest ta święta rozrywka.
Rozchodzić się w sobie
powiać
a myśleć swoje.
z 4 na 5 września 75
z cyklu Data w oknie: podejść, jechać
Marszałkowska jak hamakporanniutka
wygodniutka
bujaj mnie, psiajucho!
jeszcze szarutka
wrzesień, piąta
wrzesień, szósta.
Jak ona szybko sztywnieje,
nabzdycza się
a to pali a to wieje
rozindycza się
jak leje - też.
To nasz czar - tyle nas.
To nasz wróg - tyle nas.
Ale jak rozciągnąć nas w niej
na czas,
to się nam nadziało
oo
11 września 1975
z cyklu Data w oknie: podejść, jechać
Szarożółte pomglone
zniebieszczone
zróżowione.
Pomoczone
bo to Wisła.
Ruchome
bo jadę.
Wschód.
Powrót.
Do domu.
Zachodzę.
11 IX 75
z cyklu Letnie siły
Wyścig księżyca z ciemnem
ciemna z ciepłem,
ciepła z rozwidnianiem
i z moją energią.
Czasem starcza,
czasem nie.
Dziś ciepło, po wyspaniu
noc - patrzę - początek, nastawiłem płytę,
z zakonnicami na starym mieszkaniu
- Le. w Wenecji -
usiadłem na balkonie, w placu,
słuchałem, zerwałem się
do tramwaju, co tyle ludzi?
Cały plac pod Pałacem w tłumie
lampki po krzakach, nocne stragany
- Święto "Trybuny Ludu".
Poleciałem po Jadwigę,
z nią na Żoliborz,
tam Romana z Adą z psem
znalezionym
do wąwozu
dookoła Cytadeli,
woda
wierzby
mur
ławeczka
fontanna,
do tego księżyc,
odbicie,
posadziłem Jadwigę z pantoflem
prawie w wodzie
tłumaczymy jej, jak tu
wierzby rosną, moczą się,
słupy, jasnozielone, do wody
i znów z wody,
odwiozłem Jadwigę, siebie
na Chamowo, tu dalej księżyc,
wisi, mnie kusi
ale rozum nie daje
iść w dżunglę tutejszą.
Nie tracić za dużo uwagi
na chodzenie, wypatrywanie
autobusu; gołąbki podobno
za dużo tracą na fruwaniu,
brak im już na inteligencję.
Świat można jeść w każdym miejscu,
tylko żeby mieć trochę siły.
W nocy z 23 na 24 sierpnia 1975
z cyklu Odczepić się
Wprawiony w wylotw polot
zaczepiony
na włosku nieba
i poczucia;
tu jest miejsce utajenia
- utajony,
tu jest miejsce ulepienia
- ulepiony,rozpuszczenia
- rozpuszczony,zapalenia
- zapalony,
bo to ja sam schodzę
do siebie
sam się nawiedzam, rodzę
i wchodzę
i schodzę
i wchodzę
i schodzę
3 lipca 75
z cyklu Odczepić się
Niebo dostało polotu
- Wyjemy?
- Ruszamy?
- Tylko powrotu nie ma, pamiętajcie,jak ta hrabianka co w oknie uniedorozwiniętych wyła i
- no dobra dobra, nikt nie skacze
- to co za
- gdacze gdacze
6 lipca 1975
z cyklu Odczepić się
To nie dlatego że rym
Ale one kraczą, kawczą nieraz z czkawki.
12 lipca 75
z cyklu Odczepić się
Naprzeciw szpary z zorzą
w niebie tym noc i miasto
ale najwyższe kloce już się widzą
w tamtym otworzonym
czerwone
przodami
przyjmują na siebie
pożar przyszłej pory,
nastawanie po bokach
już cieniami było, nim co.
7 lipca 75
z cyklu Odczepić się
Za rozproszeniem
przechodniu
w cieniu
zejść, usiąść
w przechodzeniu
z miasta, z wind
na ukos wieś
do trasy
nie gdzieś
liście wiercą się po rybiemu
nie ja drobię
bułeczkę
mnie drobią
się
zbiegłem
6 lipca 75
z cyklu Odczepić się
W tej perskiej ciszy
w każdą noc pstrą i piórną
słyszę ko ko koturno,
grzee eebie sie
Znam was: zarżniecie noc
jak kurę,
ona pochodzi z Persji też
podobno
w jej cieple siedzi wesz
niejedna.
12 lipca 75
z cyklu Odczepić się
Stuki, warczenia, dokuczająna górze, skwar
Na dół!
nim co
bez wind!
tylko jakie jest
przyśpieszenie ziemskie
ile czego na ile
z dziewiątego
niedziela 12 lipca 1975
z cyklu Odczepić się
Oprowadzanie
- główny widok - dymią trzy siekierki,
przepraszam, kominy
- lewy: trawa, wprawa, szybowce
- prawy: osiedle bloków,
kopiec ze śmieci fest i rzędem Mokotów.
Więc nie jest tak źle, jak
państwo widzą, a widzą,
co? podejść, proszę, proszę
się, wy... lęk? i ja miałem lęk,
podziałem, brzdęk, wyleciał
15 lipca 1975
z cyklu Garwolin i z powrotem
Wróciłem od siostry Matei, śpię
Przytomność w bańkach do góry
gdzie jestem?
co to?
macam
szafka
- a, to siostry Matei
ona coś
- uczennice umieją lepsze szafki
zaraz zaraz
zjawa
odkorkować
jawa
szafka
moja
11 grudnia 1975
z cyklu Garwolin i z powrotem
Szosa do Garwolina
Jedziemy.
Staje.
Wychodzi.
Tamci gadają:
- nie, on wcześniej robił
- umarł
- w firmie
- firma płaci- może nie zapłacił wszystkiego?
Ci patrzą
- Długo?
- Pojedziemy?
- Może wysiąść
Przechodzi cielę
za babą.
Szumią samochody.
Ten gazetą.
Koń.
Spokój.
- Cholera - za mną
cichutko.
Dwie wsiadły, mówią
- do drugiego autobusu!
Wziął narzędzia
- widocznie pomaga.
To inny zepsuty?
Oglądam się, stoi.
Aha.
Już. Jako dobrzy
ruszyliśmy.
Przystanek.
Nowi.
Teraz dopiero
- za pięć jedenasta,
pięć po jedenastej,
- Bylibyśmy w GarwolinieBylibyśmy w Garwolinie.
- I to żeby śnieg, zaspy
Na to nowej stary
- Zepsuł się.
Żeby nasz.
A to koledze.
Grzeczność.
Pasażerowie?
Czekają.
Nie wolno.
11 grudnia 1975
z cyklu Garwolin i z powrotem
Tłok
Jeszcze powiedzą
- Taki młody, a tu -
Tak patrzę i patrzę w to okno
a lata jadą.
z cyklu Data w oknie
W dół
ciemno
cienia
róg
beton
księżyc
ja
pola
wysoko
krańce lamp
odwrócenia
z 31 sierpnia na 1 września 1975
z cyklu Data w oknie
gwiazdy
pusto
księżyc
wysoko
ja
bloki
czarno
psy
pola
uliczki
róg
beton
pierwszy wrzesień
jeszcze śpi
z 31 sierpnia na 1 września 1975
z cyklu Data w oknie
Na Wiśle gnieżdżenia się.
Krzaki.
Piszczą.
Gwiazdy.
Od Siekierek wsiowsko
psio.
z 31 sierpnia na 1 września 1975
z cyklu Data w oknie
Szaro w dole, snowo
Chamowo
filmowe miasteczko
do przezroczystości
nikt nie idzie
nic nie jedzie
niebo się przestawia
1 września 1975
z cyklu Data w oknie
Niebo się przestawia
ogonem
zorzy
pierwszy wrzesień
budzi się, niesie się.
z 31 sierpnia na 1 września 75
Nowe cztery strony świata z Chamowa
Kiedy tu się wprowadziłem,
patrzę, myślę sobie
- z każdego miejsca są drogi na cztery strony
świata
a tu jak?
Pierwsza strona
Trasa
Wisła
mosty
miasto w górze
- Bo tu to nie wiocha -
powiedział Tadzio -
Los Angeles.
Druga strona
Saska Kępa
stadiony
Targowa, wielka nieporządna
- uważam, że Targowa to dopiero Paryża bywalcy
- tak takbazary, cerkiew
nowe Pragi w olbrzymich piaskowcach
jakby się kto dorwał do piasku
coraz mokrzejszego w kolorach
pomarańczowy, czerwony,
rudy, fioletowy,
niebieski.
a dalej wielki ogon z Wiśniewa,
Piekiełka, Płud...
Trzecia strona
Grochów
otwarty, działki, forteca Hansena,
Wiatraczne rondo
obraca się na wszystkie strony,
kieruje, puszcza, zatrzymuje.
Na początku ja do Le.:
- Kiedy się jeździ na Grochów?
a on
- raz na rok,
i to nie.
A tu jeżdżę i jeżdżę
na przedmieścia Grochowa,
w gwiazdę,
na kocie łby, na guzikowce,
na wieczory autorskie,
w deszcze, w świty
i w upały.
Czwarta strona
Miało jej nie być,
bo tył Chamowa, i już Wisła.
No trochę bloków, zielsk.
Poszedłem w te zielska,
to Tadzio o tej stronie mówił
- widok na łąki
jak za szwedzkich czasów.
I tak. Jest i szwedzki krzyż. Świerszcze.
I bodiaki, stepy. I krzaki w wodzie.
I niby tego trochę, a tyle że o...
dopiero tu można użyć bujnie
w zielskach większych od człowieka.
1 sierpnia 1975