Świat można jeść w każdym miejscu. 14 - Miron Białoszewski

Kup ebooka

34.90 zł
28.97 zł (28,62 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Berbera

Zamiata za sobą sporo poezji.

Zarabia piórem.

- Ja już nie umiem chodzićw krótkich sukniach.

Wchodzi, a Le. woła

- o, przyszła Krysia Leśniczanka.

Nie umie się awanturować.

Kiedy jej w domu

syn cisnął talerzem,

chciał spróbować raz tak

że może lepiej,

to ona stanęła,

straciła orientację.

Wracała z Saskiej z badania serca,

które wypadło dobrze,

wstąpiła,

upał,

wachlowała się spódnicą do podłogi

- Napisz o mnie,

chcę być heroiną noweli,

może być nieprawda,

żeby tylko było "Berbera".

- Do wtorku

We wtorek

- W autobusie jeden,

wysiadł ze mną.

"Gdzie pani mieszka?"

,,W tym mrówkowcu".

,,On mi zasłonił cały widok,

chodźmy do kawiarni".

"E, nie"

- Sąsiadka

od rana pije, do ściany

,,Czy ja mogę przyjść do pani

z psem?

Ja go zabawię".

"Niech pani przyjdzie". Przyszła.

Umiała go jakoś zabawiać.

Sama nieraz się boi. Jej mąż myśli, że ona pije ze mną.

Raz wpada ona

"Mój mąż chce mnie ubezwłasnowolnić".

I kłopot.

Wychodzę dziś do ciebie

on mnie mija, nie kłania mi się, skąd

mówi o mnie

"ona chodzi pijana

cały czas

po klatce schodowej".

31 lipca 1975

z cyklu Data w oknie: podejść, jechać

Sen na starym mieszkaniu

Skręciłem w bramę na Nowolipiu.

Stary dom. Powąchać w środku.

Wypadek? No to przy okazji. Przy murze.

A tu nosze chcą się zderzyć ze mną.

Przeskakuję, przefruwam. Cztery trupy.

Dzieci niosą, mówią:

- Oni jeszcze ożyją, oni żyją.

Piąte w nogach. Też?

Wychodzę, uciekam, dzieci za mną

- Wariat!

Tą uliczką? Nie tą? Do obok. Żarnowiec.

Tańczymy. Zamiatamy. Izbę.

Wchodzę do drugiej: Le. i Misio Holender

- Przyjechaliście?

Le. do mnie na Misia

- Jak ci się podoba to dziecko?

Budzę się. To ja przyjechałem

ożywiony, przyniesiony

na starą kanapę

na te moje nosze

ze spłoszonych stron.

3 września 1975

z cyklu Data w oknie: podejść, jechać

Duch niespokojny,bo mu dobrze

Przyjechałem na stare mieszkanie.

Przemieszkałem. Przenocowałem. Wstałem.

Na Żoliborz i z powrotem.

Jestem.

Śpiewają.

Co ja chcę? Co ja chcę?

Kwiaty kupione. Niepokoją.

Wyjść wyjść.

W środku siebie woła

zostać zostać.

Płyta idzie, namawia.

Wyjść i zostać. Wyjść i zostać.

To jak? Wszędzie dobrze.

I to jest ta święta rozrywka.

Rozchodzić się w sobie

powiać

a myśleć swoje.

z 4 na 5 września 75

z cyklu Data w oknie: podejść, jechać

Marszałkowska jak hamakporanniutka

wygodniutka

bujaj mnie, psiajucho!

jeszcze szarutka

wrzesień, piąta

wrzesień, szósta.

Jak ona szybko sztywnieje,

nabzdycza się

a to pali a to wieje

rozindycza się

jak leje - też.

To nasz czar - tyle nas.

To nasz wróg - tyle nas.

Ale jak rozciągnąć nas w niej

na czas,

to się nam nadziało

oo

11 września 1975

z cyklu Data w oknie: podejść, jechać

Szarożółte pomglone

zniebieszczone

zróżowione.

Pomoczone

bo to Wisła.

Ruchome

bo jadę.

Wschód.

Powrót.

Do domu.

Zachodzę.

11 IX 75

z cyklu Letnie siły

Wyścig księżyca z ciemnem

ciemna z ciepłem,

ciepła z rozwidnianiem

i z moją energią.

Czasem starcza,

czasem nie.

Dziś ciepło, po wyspaniu

noc - patrzę - początek, nastawiłem płytę,

z zakonnicami na starym mieszkaniu

- Le. w Wenecji -

usiadłem na balkonie, w placu,

słuchałem, zerwałem się

do tramwaju, co tyle ludzi?

Cały plac pod Pałacem w tłumie

lampki po krzakach, nocne stragany

- Święto "Trybuny Ludu".

Poleciałem po Jadwigę,

z nią na Żoliborz,

tam Romana z Adą z psem

znalezionym

do wąwozu

dookoła Cytadeli,

woda

wierzby

mur

ławeczka

fontanna,

do tego księżyc,

odbicie,

posadziłem Jadwigę z pantoflem

prawie w wodzie

tłumaczymy jej, jak tu

wierzby rosną, moczą się,

słupy, jasnozielone, do wody

i znów z wody,

odwiozłem Jadwigę, siebie

na Chamowo, tu dalej księżyc,

wisi, mnie kusi

ale rozum nie daje

iść w dżunglę tutejszą.

Nie tracić za dużo uwagi

na chodzenie, wypatrywanie

autobusu; gołąbki podobno

za dużo tracą na fruwaniu,

brak im już na inteligencję.

Świat można jeść w każdym miejscu,

tylko żeby mieć trochę siły.

W nocy z 23 na 24 sierpnia 1975

z cyklu Odczepić się

Wprawiony w wylotw polot

zaczepiony

na włosku nieba

i poczucia;

tu jest miejsce utajenia

- utajony,

tu jest miejsce ulepienia

- ulepiony,rozpuszczenia

- rozpuszczony,zapalenia

- zapalony,

bo to ja sam schodzę

do siebie

sam się nawiedzam, rodzę

i wchodzę

i schodzę

i wchodzę

i schodzę

3 lipca 75

z cyklu Odczepić się

Niebo dostało polotu

- Wyjemy?

- Ruszamy?

- Tylko powrotu nie ma, pamiętajcie,jak ta hrabianka co w oknie uniedorozwiniętych wyła i

- no dobra dobra, nikt nie skacze

- to co za

- gdacze gdacze

6 lipca 1975

z cyklu Odczepić się

To nie dlatego że rym

Ale one kraczą, kawczą nieraz z czkawki.

12 lipca 75

z cyklu Odczepić się

Naprzeciw szpary z zorzą

w niebie tym noc i miasto

ale najwyższe kloce już się widzą

w tamtym otworzonym

czerwone

przodami

przyjmują na siebie

pożar przyszłej pory,

nastawanie po bokach

już cieniami było, nim co.

7 lipca 75

z cyklu Odczepić się

Za rozproszeniem

przechodniu

w cieniu

zejść, usiąść

w przechodzeniu

z miasta, z wind

na ukos wieś

do trasy

nie gdzieś

liście wiercą się po rybiemu

nie ja drobię

bułeczkę

mnie drobią

się

zbiegłem

6 lipca 75

z cyklu Odczepić się

W tej perskiej ciszy

w każdą noc pstrą i piórną

słyszę ko ko koturno,

grzee eebie sie

Znam was: zarżniecie noc

jak kurę,

ona pochodzi z Persji też

podobno

w jej cieple siedzi wesz

niejedna.

12 lipca 75

z cyklu Odczepić się

Stuki, warczenia, dokuczająna górze, skwar

Na dół!

nim co

bez wind!

tylko jakie jest

przyśpieszenie ziemskie

ile czego na ile

z dziewiątego

niedziela 12 lipca 1975

z cyklu Odczepić się

Oprowadzanie

- główny widok - dymią trzy siekierki,

przepraszam, kominy

- lewy: trawa, wprawa, szybowce

- prawy: osiedle bloków,

kopiec ze śmieci fest i rzędem Mokotów.

Więc nie jest tak źle, jak

państwo widzą, a widzą,

co? podejść, proszę, proszę

się, wy... lęk? i ja miałem lęk,

podziałem, brzdęk, wyleciał

15 lipca 1975

z cyklu Garwolin i z powrotem

Wróciłem od siostry Matei, śpię

Przytomność w bańkach do góry

gdzie jestem?

co to?

macam

szafka

- a, to siostry Matei

ona coś

- uczennice umieją lepsze szafki

zaraz zaraz

zjawa

odkorkować

jawa

szafka

moja

11 grudnia 1975

z cyklu Garwolin i z powrotem

Szosa do Garwolina

Jedziemy.

Staje.

Wychodzi.

Tamci gadają:

- nie, on wcześniej robił

- umarł

- w firmie

- firma płaci- może nie zapłacił wszystkiego?

Ci patrzą

- Długo?

- Pojedziemy?

- Może wysiąść

Przechodzi cielę

za babą.

Szumią samochody.

Ten gazetą.

Koń.

Spokój.

- Cholera - za mną

cichutko.

Dwie wsiadły, mówią

- do drugiego autobusu!

Wziął narzędzia

- widocznie pomaga.

To inny zepsuty?

Oglądam się, stoi.

Aha.

Już. Jako dobrzy

ruszyliśmy.

Przystanek.

Nowi.

Teraz dopiero

- za pięć jedenasta,

pięć po jedenastej,

- Bylibyśmy w GarwolinieBylibyśmy w Garwolinie.

- I to żeby śnieg, zaspy

Na to nowej stary

- Zepsuł się.

Żeby nasz.

A to koledze.

Grzeczność.

Pasażerowie?

Czekają.

Nie wolno.

11 grudnia 1975

z cyklu Garwolin i z powrotem

Tłok

Jeszcze powiedzą

- Taki młody, a tu -

Tak patrzę i patrzę w to okno

a lata jadą.

z cyklu Data w oknie

W dół

ciemno

cienia

róg

beton

księżyc

ja

pola

wysoko

krańce lamp

odwrócenia

z 31 sierpnia na 1 września 1975

z cyklu Data w oknie

gwiazdy

pusto

księżyc

wysoko

ja

bloki

czarno

psy

pola

uliczki

róg

beton

pierwszy wrzesień

jeszcze śpi

z 31 sierpnia na 1 września 1975

z cyklu Data w oknie

Na Wiśle gnieżdżenia się.

Krzaki.

Piszczą.

Gwiazdy.

Od Siekierek wsiowsko

psio.

z 31 sierpnia na 1 września 1975

z cyklu Data w oknie

Szaro w dole, snowo

Chamowo

filmowe miasteczko

do przezroczystości

nikt nie idzie

nic nie jedzie

niebo się przestawia

1 września 1975

z cyklu Data w oknie

Niebo się przestawia

ogonem

zorzy

pierwszy wrzesień

budzi się, niesie się.

z 31 sierpnia na 1 września 75

Nowe cztery strony świata z Chamowa

Kiedy tu się wprowadziłem,

patrzę, myślę sobie

- z każdego miejsca są drogi na cztery strony

świata

a tu jak?

Pierwsza strona

Trasa

Wisła

mosty

miasto w górze

- Bo tu to nie wiocha -

powiedział Tadzio -

Los Angeles.

Druga strona

Saska Kępa

stadiony

Targowa, wielka nieporządna

- uważam, że Targowa to dopiero Paryża bywalcy

- tak takbazary, cerkiew

nowe Pragi w olbrzymich piaskowcach

jakby się kto dorwał do piasku

coraz mokrzejszego w kolorach

pomarańczowy, czerwony,

rudy, fioletowy,

niebieski.

a dalej wielki ogon z Wiśniewa,

Piekiełka, Płud...

Trzecia strona

Grochów

otwarty, działki, forteca Hansena,

Wiatraczne rondo

obraca się na wszystkie strony,

kieruje, puszcza, zatrzymuje.

Na początku ja do Le.:

- Kiedy się jeździ na Grochów?

a on

- raz na rok,

i to nie.

A tu jeżdżę i jeżdżę

na przedmieścia Grochowa,

w gwiazdę,

na kocie łby, na guzikowce,

na wieczory autorskie,

w deszcze, w świty

i w upały.

Czwarta strona

Miało jej nie być,

bo tył Chamowa, i już Wisła.

No trochę bloków, zielsk.

Poszedłem w te zielska,

to Tadzio o tej stronie mówił

- widok na łąki

jak za szwedzkich czasów.

I tak. Jest i szwedzki krzyż. Świerszcze.

I bodiaki, stepy. I krzaki w wodzie.

I niby tego trochę, a tyle że o...

dopiero tu można użyć bujnie

w zielskach większych od człowieka.

1 sierpnia 1975